Sparta. Wzlot i upadek antycznego supermocarstwa - Andrew Bayliss

-
Proszę czekać

Od autora

Źró­dła

Nie mamy żad­nych sta­ro­żyt­nych spar­tań­skich źró­deł, które opo­wia­da­łyby praw­dziwą histo­rię kla­sycz­nej Sparty. Jedy­nymi tek­stami pozo­sta­wio­nymi przez auten­tycz­nych "Spar­tan" jest kilka wer­sów poezji Tyr­ta­josa i Alk­mana, zbyt wcze­snych, oraz kilka uryw­ków Sosi­biosa z Lako­nii, uczo­nego z prze­łomu III-II wieku p.n.e., które są zbyt późne i w więk­szo­ści zacho­wały się w jesz­cze póź­niej­szych dzie­łach. Reszta naszych źró­deł, powsta­łych w prze­dziale od okresu kla­sycz­nego po epokę bizan­tyń­ską, została napi­sana przez nie-Spar­tan - wiel­bi­cieli, kry­ty­ków, fak­tycz­nych wro­gów w wypadku słyn­nego ateń­skiego histo­ryka Tuki­dy­desa - któ­rzy z reguły przed­sta­wiają Spartę jako jedyne w swoim rodzaju i nie­zmienne spo­łe­czeń­stwo.

Współ­cze­śni bada­cze mówią czę­sto o "mirażu Sparty" - le mirage spar­tiate, jak nazwał to fran­cu­ski uczony François Ollier - mając na myśli wyide­ali­zo­wany, ste­reo­ty­powy i znie­kształ­cony obraz spar­tań­skiego spo­łe­czeń­stwa wytwo­rzony przez głów­nie nie­spar­tań­skie źró­dła. Choć nie możemy bez­tro­sko łączyć w całość strzęp­ków źró­deł, które dzieli nie­mal tysiąc lat, nie­bez­piecz­nie byłoby odrzu­cać wszyst­kie póź­niej­sze, które sku­piają się na "odmien­no­ści" Spar­tan. Samo ist­nie­nie mirażu Sparty świad­czy o tym, że Spar­tanie naprawdę róż­nili się od innych Gre­ków.

W książce tej prze­strze­gać będę ogól­nej zasady, którą sto­suje dziś więk­szość spe­cja­li­stów, wyko­rzy­stu­jąc w pierw­szej kolej­no­ści źró­dła z epoki, takie jak Hero­dot, Tuki­dy­des i Kse­no­font, któ­rzy mieli bez­po­śred­nią stycz­ność ze Spartą, zanim się­gnę do póź­niej­szych i poten­cjal­nie mniej wia­ry­god­nych auto­rów, jak na przy­kład Plu­tarch. Jedy­nie tam gdzie bra­kuje bar­dziej współ­cze­snych źró­deł, będę się opie­rać wyłącz­nie na póź­niej­szych tek­stach. Czy­tel­nik prze­kona się, że nawet najbar­dziej wia­ry­godne źró­dła doty­czące Sparty mają swoje słabe strony. Jeśli cho­dzi o Spar­tan, musimy bar­dzo ostroż­nie podcho­dzić do wszyst­kich źró­deł.

Przy­pisy koń­cowe kie­rują czy­tel­ni­ków do naj­waż­niej­szych źró­deł fak­tów i infor­ma­cji na temat spar­tań­skiego spo­łe­czeń­stwa. Poja­wiają się one rza­dziej w nar­ra­cyj­nych frag­men­tach tek­stu, aby nie zasy­py­wać laików adno­ta­cjami i odno­śni­kami. Przy­pisy te wyko­rzy­stują wer­sję spe­cja­li­stycz­nej metody cyto­wa­nia grec­kich i łaciń­skich źró­deł, jaką posłu­gują się filo­lo­go­wie kla­syczni. Zamiast nume­rów stron sta­ro­żyt­nych tek­stów podaje się tu imię autora, tytuł dzieła (pomi­jany, jeśli jest to jego jedyne zacho­wane dzieło), a następ­nie odno­śniki do nume­rów ksiąg, roz­dzia­łów, ustę­pów lub wer­sów. Podziały te bywają różne, zależ­nie od tego, czy autor pisał prozą czy wier­szem, a także od dłu­go­ści rze­czo­nego tek­stu. Sys­tem ten spraw­dza się, gdyż bez względu na obję­tość tłu­ma­cze­nia grec­kiego ory­gi­nału każdy nowo­żytny prze­kład, powiedzmy, Dzie­jów Hero­dota, będzie zawsze miał dzie­więć "ksiąg", a Księga I Hero­dota będzie zawsze miała dokład­nie 216 "roz­dzia­łów". Podob­nie szó­sta mowa Izo­kra­tesa, Archi­da­mos, będzie zawsze miała 111 "ustę­pów". Tak więc, kiedy przy­pis zawiera odsy­łacz: "Hero­dot 1.82" lub "Izo­kra­tes, Archi­da­mos 81", każdy może zna­leźć wła­ściwy frag­ment bez względu na to, czy czyta ory­gi­nalny grecki tekst w spe­cja­li­stycz­nej publi­ka­cji czy prze­kład na dowolny język nowo­żytny.

Od tej reguły ist­nieją dwa wyjątki: sys­temy "Ste­pha­nusa" i "Bek­kera", sto­so­wane odpo­wied­nio do Pla­tona i Ary­sto­te­lesa. Dia­logi Pla­tona są upo­rząd­ko­wane tytu­łami, z uży­ciem pagi­na­cji opar­tej na kom­plet­nej edy­cji z 1578 roku w prze­kła­dzie Joan­nesa Ser­ra­nusa [Jeana de Ser­res], wyda­nej przez Hen­riego Estienne'a [Hen­ri­cusa Ste­pha­nusa]. Dzieła Ary­sto­te­lesa także są upo­rząd­ko­wane tytu­łami, z nume­ra­cją opartą na kom­plet­nym wyda­niu publi­ko­wa­nym w latach 1831-1837 przez filo­loga kla­sycz­nego Augu­sta Imma­nu­ela Bek­kera. Czy­tel­nik chcący zaj­rzeć do wska­za­nych tek­stów Pla­tona i Ary­sto­te­lesa znaj­dzie je, korzy­sta­jąc z dowol­nego prze­kładu, który sto­suje te sys­temy nume­ra­cji.

Sta­ro­żytne war­to­ści pie­niężne

Sta­ro­żytni Grecy posłu­gi­wali się sys­te­mem mone­tar­nym, któ­rego pod­stawą była drachma, dosłow­nie "tyle, ile mie­ści się w gar­ści". W okre­sie kla­sycz­nym naj­pow­szech­niej akcep­to­waną walutą była drachma ateń­ska, która ważyła 4,3 grama. Drachma równa była co do war­to­ści i wagi sze­ściu srebr­nym obo­lom. Ter­min obo­los pocho­dził podobno od obe­los, grec­kiego słowa ozna­cza­ją­cego "rożen", ponie­waż sześć roż­nów dało się ująć w garść. W uży­ciu był rów­nież sta­ter, równy dwóm drach­mom, i talent (talan­ton), równy sze­ściu tysiącom drachm.

Choć nie spo­sób usta­lić, ile dokład­nie wyno­siłby dzi­siej­szy ekwi­wa­lent tych sta­ro­żyt­nych grec­kich pie­nię­dzy, możemy przy­jąć zgrubny prze­licz­nik oparty na dniówce wykwa­li­fi­ko­wa­nego robot­nika w kla­sycz­nej Gre­cji, która wyno­siła praw­do­po­dob­nie około jed­nej drachmy. W cza­sie pisa­nia tej książki prze­ciętna płaca wykwa­li­fi­ko­wa­nego robot­nika w Wiel­kiej Bry­ta­nii wynosi 14,53 funta za godzinę (18,72 dolara za godzinę w Sta­nach Zjed­no­czo­nych), co daje dzienną stawkę około 109 fun­tów (albo 150 dola­rów). Tak więc przy­bli­żone współ­cze­sne war­to­ści sta­ro­żyt­nych pie­nię­dzy grec­kich będą obli­czane przy zało­że­niu, że jedna drachma jest warta około 100 fun­tów lub 150 dola­rów.

Prolog:

Honor i służba

Brą­zowy hełm w stylu korync­kim (ok. 500-450 p.n.e.), jaki mógł nosić Otry­ades pod­czas bitwy wybrań­ców. Otwory po gwoź­dziach w gór­nej czę­ści i na osło­nach policz­ków wska­zują, że był on pre­zen­to­wany jako tro­feum albo wotum dzięk­czynne za zwy­cię­stwo.

W gasną­cym świe­tle dnia, wal­cząc reszt­kami sił, spar­tań­ski żoł­nierz Otry­ades poczuł, jak tar­cza prze­ciw­nika ustę­puje pod napo­rem jego wła­snej. Spoj­rze­nie, ledwo widoczne pod cięż­kim heł­mem z brązu, który zakry­wał wszystko oprócz oczu i ust, napo­tkało wzrok adwer­sa­rza. Wdro­żony do wojaczki za sprawą rygo­ry­stycz­nego szko­le­nia, z któ­rego sły­nęło jego mia­sto - pierw­szy na świe­cie obo­wiąz­kowy pań­stwowy sys­tem edu­ka­cyjny - Otry­ades wie­dział dokład­nie, co robić.

Stę­ka­jąc z wysiłku, wbił sztych krót­kiego mie­cza w odsło­nięte ciało mię­dzy pod­stawą hełmu prze­ciw­nika a górną kra­wę­dzią jego brą­zo­wego pan­ce­rza. Gdy wojow­nik z sąsied­niego mia­sta Argos zwa­lił się na zie­mię, a jego dusza ule­ciała do kra­iny cieni, Otry­ades ku swemu prze­ra­że­niu uświa­do­mił sobie, że jest jedy­nym żywym Spar­ta­ni­nem na polu bitwy. Po wielu godzi­nach walk jego dwu­stu dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu współ­o­by­wa­teli leżało mar­twych, a on stał sam jeden naprze­ciw dwóch ostat­nich argiw­skich żoł­nie­rzy, Alke­nora i Chro­miosa. Spar­ta­nie mogli okre­ślać się jako homo­ioi ("równi"), ale Otry­ades nie miał obok sie­bie nikogo1.

Zbie­ra­jąc siły do jesz­cze jed­nego, final­nego star­cia, mocno zaparł się sto­pami o zie­mię, gotów albo na prze­kór wszyst­kiemu odnieść wspa­niałe zwy­cię­stwo, albo wraz ze swymi prze­ciw­ni­kami umrzeć, jak nazy­wali to Spar­ta­nie, "piękną śmier­cią" w boju. Poematy wojenne uło­żone przed dzie­siąt­kami lat przez spar­tań­skiego pie­śnia­rza z VII wieku p.n.e., Tyr­ta­josa, uczyły kolejne poko­le­nia Spar­tan, że "rzecz to piękna zaprawdę, gdy kro­cząc w pierw­szym sze­regu, ginie czło­wiek odważny, wal­cząc w obro­nie ojczy­zny"2. Ale Argi­wo­wie zapa­try­wali się na to ina­czej. Zamiast męż­nie sta­wić czoło Spar­ta­ni­nowi, Alke­nor i Chro­mios po pro­stu uznali się za zwy­cięz­ców i wró­cili bie­giem do Argos, aby świę­cić swój "triumf".

Otry­ades został na pobo­jo­wi­sku. Sumien­nie pością­gał zbroje z ciał pole­głych Argi­wów, po czym zaniósł te łupy do pobli­skiego obozu wła­snej armii i tam pozo­stał, jak wyma­gano od spar­tań­skiego żoł­nie­rza. Wedle słów póź­niej­szego króla Sparty Dema­ra­tosa spar­tań­skie prawo naka­zy­wało oby­wa­te­lom trwać na swoim miej­scu w szyku bitew­nym i zwy­cię­żyć lub zgi­nąć3.

Następ­nego dnia obie strony zakwe­stio­no­wały wynik tej, jak nazwano ją póź­niej, "bitwy wybrań­ców". W 546 roku p.n.e. Sparta i Argos toczyły spór o Tyreę, kra­inę mię­dzy oby­dwoma mia­stami-pań­stwami, zagar­niętą nie­dawno przez Spar­tan. Aby roz­strzy­gnąć kon­flikt, Spar­tanie i Argi­wo­wie uzgod­nili, że obie armie się wyco­fają, pod­czas gdy dwie grupy trzy­stu eli­tar­nych wojow­ni­ków sto­czą bój, oba­wiano się bowiem, że gdyby reszta wojsk była w pobliżu, pokusa inter­wen­cji mogłaby oka­zać się zbyt wielka4.

Spar­ta­nie nie mieli kło­potu z wyty­po­wa­niem swych trzy­stu repre­zen­tan­tów. Naj­lepsi absol­wenci spar­tań­skiego sys­temu wycho­waw­czego przyj­mo­wani byli do eli­tar­nej jed­nostki pie­choty zwa­nej "jeźdź­cami" (hip­peis), która peł­niła funk­cję ofi­cjal­nej straży przy­bocz­nej spar­tań­skich kró­lów. Rywa­li­za­cja mię­dzy tą jed­nostką "sił spe­cjal­nych" a Spar­ta­nami, któ­rym nie udało się do niej dostać, była legen­darna, a walki regu­lar­nie wyle­wały się na ulice mia­sta-pań­stwa. Wszyst­kich mło­dzień­ców, któ­rzy nie zaprze­stali bójki, kiedy starsi Spar­ta­nie wkra­czali do akcji, zacią­gano przed obli­cze władz, a wymie­rzane im surowe kary miały nauczyć ich posza­no­wa­nia dla spar­tań­skiego prawa5.

Celem bitwy wybrań­ców było unik­nię­cie wiel­kich strat w ludziach po obu stro­nach; mimo to zgi­nęło w niej pię­ciu­set dzie­więć­dzie­się­ciu sied­miu męż­czyzn, co mogło sta­no­wić nawet pięć pro­cent ogółu męskich oby­wa­teli zarówno Sparty, jak i Argos. Argi­wo­wie, co dość zro­zu­miałe, twier­dzili, że wygrali star­cie, gdyż prze­żyło wię­cej ich ludzi. Spar­ta­nie prze­ko­ny­wali jed­nak, że to oni są zwy­cięz­cami, ponie­waż Alke­nor i Chro­mios ucie­kli. Pod­kre­ślali, że Otry­ades pozo­stał na placu boju i zdarł łupy z pole­głych - wyraźna oznaka triumfu w sta­ro­grec­kich woj­nach.

Wobec nie­ustę­pli­wo­ści obu stron walna bitwa, któ­rej Spar­ta­nie i Argi­wo­wie mieli nadzieję zapo­biec, stała się nie­unik­niona. Była to praw­do­po­dob­nie jedna z pierw­szych zna­czą­cych bitew sta­ro­żyt­nej Gre­cji mię­dzy cięż­ko­zbroj­nymi pie­chu­rami, "hopli­tami", nazwa­nymi tak od mniej wię­cej trzy­dzie­sto­ki­lo­gra­mo­wego pan­ce­rza z brązu (ton hoplon), który każdy z żoł­nie­rzy nosił jako osłonę. Hoplici wal­czyli w zwar­tym szyku zwa­nym "falangą", kie­ru­jąc się wska­zów­kami poety Tyr­ta­josa:

Nogę przy nodze niech sta­wia i tar­czę opiera o tar­czę,

Do pió­ro­pu­sza pió­ro­pusz, hełm niech przy­bliża do hełmu,

Nie­chaj się z wro­giem potyka, do piersi pierś zbli­żyw­szy,

Czy to mie­cza ręko­jeść dzierży, czy włócz­nię potężną6.

Tysiące hopli­tów w obu armiach nosiły zapewne osła­nia­jące całą twarz hełmy z brązu zwane korync­kimi, które wień­czył zwy­kle grze­bień z koń­skiego wło­sia. Odci­na­jąc więk­szość bodź­ców sen­so­rycz­nych, hełm taki musiał wytwa­rzać stan pod­wyż­szo­nej psy­chicz­nej czuj­no­ści. Obie falangi hopli­tów nosiły napier­śniki wyko­nane albo z brązu, albo ze spo­jo­nych kle­jem licz­nych warstw płótna lub skóry; dolną część nóg chro­niły brą­zowe nago­le­nice. Ale pod­sta­wową osłonę zapew­niała im wielka, misko­wa­tego kształtu drew­niana, okuta brą­zem tar­cza zwana aspis. Póź­niej­sze źró­dła suge­rują, że Spar­ta­nie umiesz­czali na licu tarcz grecką literę lambda, od Lake­da­imon, ich wła­snego okre­śle­nia Sparty. Ta jed­no­li­tość musiała wywie­rać pio­ru­nu­jące wra­że­nie na wro­gach. I rze­czy­wi­ście Eupo­lis, kome­dio­pi­sarz z V wieku p.n.e., opi­suje Ateń­czyka "zatrwo­żo­nego" wido­kiem "bły­ska­ją­cych lambd"7. Jed­nak w cza­sach bitwy wybrań­ców Spar­ta­nie praw­do­po­dob­nie malo­wali na tar­czach oso­bi­ste znaki8. Malo­wi­dła wazowe z tej epoki uka­zują innych Gre­ków noszą­cych tar­cze ozdo­bione wize­run­kami lwów, niedź­wie­dzi, węży i skor­pio­nów.

Pod­sta­wową bro­nią ofen­sywną hoplity była długa jesio­nowa włócz­nia z żela­znym gro­tem. Na wypa­dek gdyby się zła­mała, miał on rów­nież miecz. Spar­tań­skie mie­cze sły­nęły z nie­wiel­kich roz­mia­rów. Gdy pewien cudzo­zie­miec zapy­tał, dla­czego są tak krót­kie, odpo­wie­dziano mu bez ogró­dek: "Aby­śmy w walce pod­cho­dzili bli­żej wro­gów"9. Wszy­scy spar­tań­scy żoł­nie­rze nosili czer­wone płasz­cze i tuniki - po czę­ści dla­tego, że czer­wień uwa­żano za kolor naj­bar­dziej sto­sowny dla męż­czy­zny, a po czę­ści, ponie­waż sku­tecz­nie masko­wał plamy krwi10. Ubie­ra­nie żoł­nie­rzy w uni­formy było wów­czas czymś nie­spo­ty­ka­nym i sku­piało uwagę wroga na budzą­cej grozę jed­no­rod­no­ści Spar­tan.

W cza­sach bitwy wybrań­ców spar­tań­skie woj­sko podzie­lone było na pięć jed­no­stek zwa­nych locho­sami (lochoi). Zacho­wane nazwy tych oddzia­łów zna­ko­mi­cie oddają wojow­ni­czego ducha Spar­tan: "Poże­racz", "Nisz­czy­ciel", "Wście­kły", "Chmura Burzowa" oraz "Przy­wódca Cen­trum"11. Póź­niej­sze źró­dła infor­mują, że każdy z locho­sów dowo­dzony był przez ofi­cera nazy­wa­nego locha­giem (locha­gos, dosłow­nie: "dowódca lochosu"), i dzie­lił się na mniej­sze jed­nostki zwane "sprzy­się­że­niami" (en?motiai), na któ­rych czele stał ofi­cer zwany eno­mo­tar­chą (en?motarchos, "przy­wódca sprzy­się­żo­nych"). Roz­kazy spły­wały w dół od króla do wyso­kich ofi­ce­rów zna­nych jako pole­mar­cho­wie (pole­mar­choi), następ­nie do locha­gów i w końcu do eno­mo­tar­chów, któ­rzy wyda­wali instruk­cje sze­re­go­wym żoł­nie­rzom. Tak sfor­ma­li­zo­wana struk­tura dowo­dze­nia nie miała wów­czas sobie rów­nych i poma­gała Spar­ta­nom wyko­ny­wać manewry, które ucho­dzą za trudne w oczach dzi­siej­szych zawo­do­wych instruk­to­rów musz­try12. Ze względu na podo­bień­stwa do dzi­siej­szej prak­tyki woj­sko­wej wiele współ­cze­snych prze­kła­dów oddaje tytuły spar­tań­skich ofi­ce­rów jako puł­kow­ni­ków, majo­rów i kapi­ta­nów.

Ów względny pro­fe­sjo­na­lizm Spar­tan mógł być decy­du­ją­cym czyn­ni­kiem w wal­nej bitwie, która roz­strzy­gnęła o losie Tyrei. Bój był zażarty, z cięż­kimi stra­tami po obu stro­nach, ale tym razem Spar­tanie oka­zali się nie­kwe­stio­no­wa­nymi zwy­cięz­cami.

Argi­wo­wie byli tak upo­ko­rzeni klę­ską, że na znak żałoby ogo­lili głowy; usta­no­wili też nowe prawo naka­zu­jące męż­czy­znom ści­nać krótko włosy i zabra­nia­jące kobie­tom nosze­nia zło­tej biżu­te­rii, dopóki Argos nie odzy­ska Tyrei. Minęły dwa dłu­gie stu­le­cia strzy­że­nia wło­sów i oby­wa­nia się bez zło­tych ozdób, nim Tyrea znów prze­szła w ręce Argi­wów13. Tym­cza­sem dla uczcze­nia zwy­cię­stwa Spar­ta­nie zaczęli zapusz­czać dłu­gie włosy, trak­tu­jąc je jako rodzaj uni­formu14. Póź­niej­sze źró­dła uza­sad­niały ich cha­rak­te­ry­styczne dłu­gie włosy tym, że miały one nadać im dostoj­niej­szy i groź­niej­szy wygląd15 albo uczy­nić przy­stoj­nych męż­czyzn pięk­niej­szymi, a brzyd­kich bar­dziej prze­ra­ża­ją­cymi16. Wiele antycz­nych dzieł sztuki przed­sta­wia Spar­tan z wymyśl­nie tre­fio­nymi lokami. Naj­lep­szym przy­kła­dem jest brą­zowa figurka spar­tań­skiego wojow­nika z ok. 510-500 roku p.n.e., prze­cho­wy­wana obec­nie w Wand­sworth Museum w Con­nec­ti­cut. Jed­nak nie wszyst­kie wize­runki uka­zują Spar­tan ze schlud­nymi fry­zu­rami: Spar­tanin wid­nie­jący na kra­te­rze z ok. 420 roku p.n.e. ma dłu­gie, zmierz­wione strąki opa­da­jące bez­ład­nie na ramiona i tors.

* * *

Po zwy­cię­stwie Spar­ta­nie zapewne pocho­wali pole­głych w zbio­ro­wej mogile w pobliżu pobo­jo­wi­ska, gdzie padli, zamiast zabie­rać ich z sobą do Sparty. Jeden z ich argiw­skich wro­gów wspo­mniał póź­niej drwiąco, że wielu Spar­tan - jak ci, któ­rzy zgi­nęli w bitwie wybrań­ców - zna­la­zło grób pod Argos. Spar­ta­nie jed­nak nie­zra­żeni odparli: "Ale ani jed­nego z was nie pocho­wano w Spar­cie"17. Prze­sła­nie było jasne: choć Spar­ta­nie sto­czyli wiele walk w oko­li­cach Argos, Argi­wo­wie ani razu nie wtar­gnęli na spar­tań­skie tery­to­rium.

Spar­ta­nie, któ­rzy zgi­nęli na woj­nie, mieli prawo do kamie­nia pamiąt­ko­wego w ojczyź­nie; prawdę mówiąc, hono­ro­wano w ten spo­sób wyłącz­nie tych, któ­rzy ponie­śli śmierć w boju18. Pomniki te musiały być małe i nie­mal iden­tyczne19. Arche­olo­dzy zna­leźli dwa­dzie­ścia cztery nie­wiel­kie, skromne spar­tań­skie inskryp­cje nagrobne zawie­ra­jące jedy­nie imię zmar­łego i słowa en polem?i, "na woj­nie".

Choć zwy­cię­stwo nale­żało do Spar­tan, Otry­ades nie świę­to­wał wraz ze współ­o­by­wa­te­lami. Ze wstydu, że jako jedyny spo­śród trzy­stu wal­czą­cych prze­żył, popeł­nił samo­bój­stwo. Być może zro­bił to, nie chcąc dołą­czyć do grona tych, któ­rych okre­ślano w Spar­cie pogar­dli­wym mia­nem tre­san­tes - "zbie­go­wie, tchó­rze". Ludzie ci musieli zgo­lić pół brody i nosić płasz­cze zszy­wane z łat, co miało zapewne uczy­nić z nich pośmie­wi­sko i odróż­nić od reszty; byli też zwy­kle wybie­rani jako ostatni do gry w piłkę, ska­zy­wani na hań­biące pozy­cje w chó­rach reli­gij­nych oraz zmu­szeni do ustę­po­wa­nia młod­szym - ude­rza­jące odwró­ce­nie spar­tań­skich norm, wedle któ­rych młodsi męż­czyźni zawsze ustę­po­wali miej­sca star­szym20. Nie­wy­klu­czone, że celem takiego trak­to­wa­nia tchó­rzy było spra­wie­nie, by - jak Otry­ades - ze wstydu ode­brali sobie życie.

* * *

Na prze­strzeni kolej­nych wie­ków wielu Spar­tan - zwłasz­cza wyso­kich ofi­ce­rów - wybie­rało piękną śmierć w boju, zamiast zno­sić hańbę, jaka paliła Otry­adesa, gdy prze­żył swych towa­rzy­szy broni. Naj­więk­szą sławę zyskała inna grupa trzy­stu Spar­tan: legen­darni żoł­nie­rze króla Leoni­dasa, któ­rzy sta­wili czoło set­kom tysięcy per­skich najeźdź­ców, zanim oddali życie za wol­ność Hel­lady w bitwie pod Ter­mo­pi­lami w 480 roku p.n.e.

Już pobieżne zapo­zna­nie się z histo­rią tra­gicz­nie zakoń­czo­nej spar­tań­skiej próby powstrzy­ma­nia Per­sów - któ­rych ówcze­śni Grecy nazy­wali po pro­stu "bar­ba­rzyń­cami" - w wąskim prze­smyku ter­mo­pil­skim wyja­śnia, dla­czego Spar­ta­nie są czę­sto postrze­gani jako boha­te­ro­wie i wzór do naśla­do­wa­nia21. Leoni­das ze swymi trzy­stoma miał za zada­nie popro­wa­dzić zale­d­wie sie­dem tysięcy Gre­ków prze­ciwko potęż­nej armii per­skiej, zagra­dza­jąc jej drogę, dopóki nie przy­będą posiłki. Najeźdź­czą armię two­rzyły kon­tyn­genty z całego roz­le­głego pań­stwa króla Kserk­sesa, które roz­cią­gało się od Bał­ka­nów po sub­kon­ty­nent indyj­ski. Byli tam żoł­nie­rze z czter­dzie­stu sze­ściu ludów, w tym Per­so­wie, Medo­wie, Babi­loń­czycy, Asy­ryj­czycy, Bak­tryj­czycy, Indo­wie, Libij­czycy, Egip­cja­nie, Etio­po­wie i Scy­to­wie. Popu­larna legenda mówi, że armia Kserk­sesa liczyła trzy miliony ludzi i że same towa­rzy­szące jej zwie­rzęta juczne osu­szyły spore jezioro22.

Na spar­tań­skich obroń­cach wszystko to nie robiło naj­mniej­szego wra­że­nia. Kiedy ostrze­żono ich, że w armii Kserk­sesa jest tylu łucz­ni­ków, iż strza­łami przy­ćmie­wają słońce, jeden z nich - Die­ne­kes - odparł krótko: "Świet­nie, będziemy więc wal­czyć w cie­niu"23. Póź­niej­sze mniej wia­ry­godne źró­dła przy­pi­sują Spar­ta­nom inne dumne ripo­sty. Kiedy zapy­tano Leoni­dasa, dla­czego przy­pro­wa­dził pod Ter­mo­pile tak nie­wielu ludzi, odrzekł, że jest ich "wielu - jak na idą­cych na śmierć"24. Pewien spar­tań­ski hoplita, któ­rego Leoni­das pró­bo­wał ode­słać do domu z listem, odpa­ro­wał: "Jako wojow­nik wyru­szy­łem z tobą, nie jako posła­niec!"25. I wresz­cie, gdy Kserk­ses zażą­dał, by Spar­ta­nie pod­dali się i zło­żyli broń, Leoni­das rzu­cił podobno tylko dwa słynne słowa: mol?n labe, "przyjdź i weź".

Spo­kój i poczu­cie humoru oka­zy­wane pod tak olbrzy­mią pre­sją przez Leoni­dasa i jego ludzi nie były zwy­kłą fan­fa­ro­nadą. Przez bite dwa dni, usa­do­wieni w prze­smyku, odpie­rali oni kolejne fale dobo­ro­wych wojsk Kserk­sesa, kła­dąc tru­pem dzie­siątki tysięcy Per­sów. Wąski prze­smyk pozwa­lał im zre­kom­pen­so­wać szczu­płość sił przez walkę na zmiany. Rezy­gno­wali nawet z odpo­czynku, gdy starsi żoł­nie­rze rywa­li­zo­wali z młod­szymi, prze­ści­ga­jąc się nawza­jem w popi­sach odwagi i męstwa26. Spar­ta­nie - któ­rych ateń­ski kome­dio­pi­sarz Ary­sto­fa­nes porów­nał obra­zowo do "odyń­ców dzi­kich z boru", szcze­rzą­cych kły i toczą­cych z pysków gęstą pianę27 - wal­czyli tak zacie­kle, że Kserk­ses trzy­krot­nie zry­wał się ze swego sie­dzi­ska z obawy o swoją armię28.

Jed­nakże pod koniec dru­giego dnia Spar­ta­nie zostali zdra­dzeni przez tubylca imie­niem Efial­tes; poin­for­mo­wał on Kserk­sesa o bie­gną­cej górą ścieżce, która pozwo­li­łaby Per­som obejść pozy­cję Leoni­dasa. Gdy spar­tań­ski król dowie­dział się o zagro­że­niu, ode­słał sojusz­ni­ków, Spar­ta­nom zaś kazał zostać z sobą i wal­czyć aż do śmierci, by kupić sprzy­mie­rzeń­com dość czasu na bez­pieczny odwrót. Tego ostat­niego dnia w Ter­mo­pi­lach Spar­ta­nie bili się dziel­nie do samego końca, wspie­rani jedy­nie przez sprzy­mie­rzo­nych Tespij­czy­ków.

Nim zapadł zmrok, więk­szość Spar­tan, poła­maw­szy włócz­nie, wal­czyła jedy­nie mie­czami lub nożami. W końcu nie­któ­rzy bro­nili się już tylko gołymi rękami i zębami, sta­wia­jąc czoło Per­som, któ­rzy napie­rali na nich ze wszyst­kich stron. Nawet wtedy oka­zali się tak groź­nymi prze­ciw­ni­kami, że per­scy żoł­nie­rze woleli strze­lać do nich z łuków, niż wda­wać się w walkę wręcz29. Praw­do­po­dob­nie fak­tycz­nie przy­ćmili strza­łami słońce.

* * *

Czę­sto można spo­tkać się z twier­dze­niem, że bez żela­znej woli Spar­tan opie­ra­ją­cych się Per­som pod Ter­mo­pi­lami póź­niej­sze wspa­niałe doko­na­nia kla­sycz­nej Hel­lady - ateń­ska demo­kra­cja, Par­te­non, tra­ge­die Ajschy­losa, Sofo­klesa i Eury­pi­desa, kome­die Ary­sto­fa­nesa, filo­zo­fia Sokra­tesa i Pla­tona, sama prak­tyka spi­sy­wa­nia histo­rii - być może ni­gdy by się nie wyda­rzyły. W eseju "The Hot Gates" powie­ścio­pi­sarz Wil­liam Gol­ding tak ści­śle powią­zał póź­niej­szy roz­kwit demo­kra­cji w "świe­tli­stych Ate­nach" z samo­po­świę­ce­niem Spar­tan pod Ter­mo­pi­lami, że skło­niło go to do nastę­pu­ją­cej reflek­sji: "Leoni­das ma drobny udział w tym, że mogę udać się, dokąd chcę, i pisać, co mi się podoba. Był jed­nym z tych, któ­rym zawdzię­czamy naszą wol­ność". W podob­nym duchu Frank Mil­ler w powie­ści gra­ficz­nej 300 pisze o Leoni­da­sie i jego ludziach ratu­ją­cych świat przed "sta­rymi, mrocz­nymi, głu­pimi zwy­cza­jami" i wio­dą­cych go "ku przy­szło­ści, która z pew­no­ścią okaże się lep­sza, niż możemy to sobie wyobra­zić"30.

Ten obraz Spar­tan jako dziel­nych bojow­ni­ków o wol­ność, naj­bar­dziej walecz­nych żoł­nie­rzy sta­ro­żyt­nego świata, spra­wił, że stali się oni popu­lar­nym sym­bo­lem darzo­nym czcią, a nawet naśla­do­wa­nym przez wielu na prze­strzeni wie­ków aż po dzień dzi­siej­szy. Lord Byron, zain­spi­ro­wany postawą Leoni­dasa i jego ludzi, pra­gnął w Don Juanie wskrze­sić trzech praw­dzi­wych Spar­tan, aby pomo­gli wyzwo­lić Gre­cję z rąk Tur­ków osmań­skich:

Zie­mio! Oddaj nam z sie­bie nie­ży­wych!

Z trzech­set, co miliony odparli,

Niech się trzech tylko wydrze mogile,

A powtó­rzymy ci - Ter­mo­pile31.

Słynna odpo­wiedź Leoni­dasa, "mol?n labe", stała się nie­ofi­cjal­nym hasłem pół­noc­no­ame­ry­kań­skich entu­zja­stów broni pal­nej, toczą­cych kam­pa­nię prze­ciwko ogra­ni­cze­niu dostęp­no­ści broni; można kupić ozdo­bione tą frazą t-shirty, czapki, nalepki i strzelby. W Wiel­kiej Bry­ta­nii grupa euro­scep­tycz­nych człon­ków par­la­mentu nazwała się "Spar­ta­nami", co miało sym­bo­li­zo­wać ich opór naj­pierw wobec człon­ko­stwa kraju w Unii Euro­pej­skiej, a póź­niej wobec restryk­cji covi­do­wych. Poseł Mark Fran­cois wydał nawet wła­snym sump­tem książkę zaty­tu­ło­waną Spar­tan Vic­tory: The Inside Story of the Bat­tle for Bre­xit ["Spar­tań­skie zwy­cię­stwo: Zaku­li­sowa histo­ria walki o bre­xit"], aby upa­mięt­nić to, co postrze­gał jako hero­iczne naśla­dow­nic­two Leoni­dasa i jego trzy­stu.

Jeśli cho­dzi o kul­turę masową, spar­tań­scy hoplici poja­wiali się w fil­mach fabu­lar­nych takich jak 300 Spar­tan, epo­peja spod znaku "mie­cza i san­da­łów" Rudol­pha Maté (1962) oraz 300 Zacka Sny­dera (2006) z Gerar­dem Butle­rem w roli Leoni­dasa. Oparty na powie­ści gra­ficz­nej Franka Mil­lera drugi film przy­niósł 450 milio­nów dola­rów przy­chodu ze sprze­daży bile­tów. Spar­ta­nie byli też boha­te­rami best­sel­le­ro­wych powie­ści; Ogni­ste Wrota Ste­vena Press­fielda (1998) sprze­dały się w prze­szło milio­nie egzem­pla­rzy na całym świe­cie i stały się nawet lek­turą obo­wiąz­kową w Szkole Kor­pusu Pie­choty Mor­skiej Sta­nów Zjed­no­czo­nych w Quan­tico, Aka­de­mii Mary­narki Wojen­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych w Anna­po­lis oraz w West Point. Popu­larne gry kom­pu­te­rowe pozwa­lają gra­czom wir­tu­al­nie wcie­lać się w Spar­tan - Assas­sin's Creed Odys­sey (2018) kon­cen­truje się na Spar­cie pod­czas wojny archi­da­mij­skiej (431-422 p.n.e.), a gracz kie­ruje losami Kasan­dry lub Alek­siosa, dwojga wygna­nych ze Sparty najem­ni­ków będą­cych wnu­kami Leoni­dasa; w fran­czy­zie God of War posta­cią gry­walną jest spar­tiata Kra­tos, pół­bo­ski syn Zeusa, który wal­czy prze­ciwko grec­kim i nor­dyc­kim bogom, w strze­lan­kach pierw­szo­oso­bo­wych z serii Halo zaś gra­cze kon­tro­lują grupę super­żoł­nie­rzy o kryp­to­ni­mie "Spar­ta­nie".

Sła­wetna tęży­zna fizyczna Spar­tan skło­niła nie­zli­czone zespoły spor­towe świata do przy­ję­cia ich nazwy. Naj­słyn­niej­szym z nich jest cze­ska dru­żyna pił­kar­ska AC Sparta Praga, która trzy­dzie­ści trzy razy zdo­by­wała mistrzo­stwo w lidze kra­jo­wej; uczel­niany klub spor­towy Uni­wer­sy­tetu Stanu Michi­gan (MSU) okre­śla się jako "Spar­tanie" od roku 1926. Marka "Spar­tan" oka­zała się tak sku­teczna, że MSU przy­jął ją dla całej insty­tu­cji, wyko­rzy­stu­jąc nawet sty­li­zo­wany hełm koryncki jako logo uczelni. Ist­nieje też glo­balne zja­wi­sko znane jako "Spar­tan Race" - z dwu­stu pięć­dzie­się­cioma impre­zami orga­ni­zo­wa­nymi każ­dego roku w prze­szło czter­dzie­stu kra­jach obu Ame­ryk, Europy, Afryki, Azji i Oce­anii - w któ­rym uczest­nicy muszą "bie­gać, czoł­gać się, ska­kać i pły­wać" oraz poko­ny­wać liczne prze­szkody. Wyja­śnia­jąc decy­zję o wybo­rze nazwy, twórca tego wyścigu, Joe de Sena, napi­sał: "Spar­tanie uosa­biali wszystko, w co wie­rzy­li­śmy. Byli sil­nymi, odważ­nymi i zarad­nymi oby­wa­te­lami, któ­rzy nie tole­ro­wali mazgaj­stwa. Sły­nęli z tego, że potra­fili poko­nać znacz­nie licz­niej­sze armie wyłącz­nie dzięki sil­nej woli. W rów­nej mie­rze sku­piali się na ciele co na umy­śle"32.

Jed­nak wszy­scy ci wiel­bi­ciele Sparty z kon­ster­na­cją zapewne przy­ję­liby wieść, że spar­tań­skie męstwo w obli­czu miaż­dżą­cych prze­ciw­no­ści inspi­ro­wało rów­nież przy­wód­ców nazi­stow­skich Nie­miec. W ostat­nich dniach bitwy pod Sta­lin­gra­dem w 1943 roku dowódca Luft­waffe Her­mann Göring nawią­zał do epi­gramu, któ­rym upa­mięt­niono Leoni­dasa i jego ludzi - "Prze­chod­niu, powiedz Spar­cie, tu leżym jej syny, pra­wom jej do ostat­niej posłuszni godziny"33 - zwra­ca­jąc się do nie­miec­kich żoł­nie­rzy Szó­stej Armii: "Jeśli wró­ci­cie do Nie­miec, powiedz­cie im, że widzie­li­ście nas wal­czą­cych w Sta­lin­gra­dzie, posłusz­nych prawu"34. W kwiet­niu 1945 roku, w ostat­nich dniach dru­giej wojny świa­to­wej, Adolf Hitler powie­dział do swego bli­skiego współ­pra­cow­nika Mar­tina Bor­manna: "Despe­racka walka zawsze będzie chwa­leb­nym przy­kła­dem [...] pomyśl tylko o Leoni­da­sie i jego trzy­stu Spar­ta­nach"35.

W bliż­szych nam cza­sach na spad­ko­bier­czy­nię spar­tań­skiej tra­dy­cji kre­owała się skraj­nie pra­wi­cowa ultra­na­cjo­na­li­styczna grecka par­tia poli­tyczna Złoty Świt (1985-2020). Hymn tej par­tii, która w wybo­rach par­la­men­tar­nych 2015 roku upla­so­wała się na trze­cim miej­scu, zawie­rał słowa: "Wskrze­si­ciele pra­daw­nej chwały, syno­wie wspa­nia­łych bojów, oto my, Nowi Spar­ta­nie". W lipcu 2008 roku, na dorocz­nej par­tyj­nej demon­stra­cji przy świe­tle pochodni, upa­mięt­nia­ją­cej bitwę pod Ter­mo­pi­lami, Ilias Kasi­dia­ris, wów­czas poseł z ramie­nia Zło­tego Świtu, oświad­czył: "Jeste­śmy tar­czą Sparty cier­pli­wie osła­nia­jącą ciało Gre­cji". Od czasu nie­daw­nej likwi­da­cji tej par­tii (została roz­wią­zana po uzna­niu jej za orga­ni­za­cję prze­stęp­czą) poja­wiło się nowe skraj­nie pra­wi­cowe ugru­po­wa­nie o nazwie "Spar­ta­nie", kry­ty­ku­jące kolo­ni­za­cję Gre­cji przez "najeźdź­ców" i prze­kształ­ca­nie jej składu etnicz­nego przez hordy "bar­ba­rzyń­ców". Wybór tego ostat­niego ter­minu ilu­struje, jak potężna pozo­staje w powszech­nej świa­do­mo­ści opo­wieść o spar­tań­skim opo­rze wobec Per­sów.

Wszystko to nasuwa pyta­nie: kim naprawdę byli sta­ro­żytni Spar­ta­nie? Czy ich obraz jako pro­sto­li­nij­nych bojow­ni­ków o wol­ność wytrzy­muje bar­dziej wni­kliwe spoj­rze­nie? Czy Sparta kryła w sobie coś wię­cej, niż suge­ruje ten jed­no­wy­mia­rowy ste­reo­typ - inną stronę, którą jej współ­cze­śni wiel­bi­ciele mogliby chcieć poznać, albo inne obli­cze, któ­rego wole­liby nie widzieć?

* * *

Sparta rze­czy­wi­ście nie spro­wa­dzała się wcale do nie­ustan­nej kon­cen­tra­cji na spraw­no­ści bojo­wej i do samo­bój­czego oporu trzy­stu spod Ter­mo­pil, które zdo­mi­no­wały powszechną wyobraź­nię. Po stro­nie plu­sów miała coś, co uważa się za pierw­szy pań­stwowy sys­tem edu­ka­cyjny obo­wiąz­kowy dla wszyst­kich synów jej oby­wa­teli. Wyróż­niała się też w przed­no­wo­żyt­nym świe­cie jako jedno z nie­licz­nych miast-państw, w któ­rym kobiety mogły posia­dać zie­mię, a ich głos był sły­szalny. Simone de Beau­voir nazwała ją "jedy­nym mia­stem, w któ­rym kobietę trak­to­wano pra­wie na równi z męż­czy­zną"36.

Fascy­na­cja hero­izmem obroń­ców Ter­mo­pil prze­sła­nia też zwy­kle pewne prze­ra­ża­jące aspekty tej antycz­nej polis. Współ­cze­śni spar­to­file mogą nie mieć poję­cia o spar­tań­skiej star­szyź­nie doko­nu­ją­cej oglę­dzin nowo naro­dzo­nych dzieci i bez­ce­re­mo­nial­nie zrzu­ca­ją­cej słabe lub kale­kie nie­mow­lęta z urwi­ska albo o tym, że spar­tań­scy mężo­wie mogli udo­stęp­niać swoje żony jako inwen­tarz roz­pło­dowy37. Fakt, że wol­ność Spar­tan opie­rała się na bez­względ­nym wyzy­sku dzie­sią­tek tysięcy nie­wol­ni­ków zwa­nych helo­tami, powi­nien dać do myśle­nia nawet naj­bar­dziej zago­rza­łym wiel­bi­cie­lom. Podob­nie jak kryp­teja, bru­talny rytuał przej­ścia, w ramach któ­rego mło­dych męż­czyzn wysy­łano w teren uzbro­jo­nych jedy­nie w nóż, z roz­ka­zem, by wyeli­mi­no­wali naj­sil­niej­szych z helo­tów. Kiedy się o tym wie, dość nie­po­ko­jące wydaje się, że słowo "Kryp­teia" wybrano jako tytuł instruk­to­rów pro­gramu tre­nin­go­wego Spar­tan Race, "Agoge" - któ­rego nazwa pocho­dzi od sto­so­wa­nego w cza­sach rzym­skich okre­śle­nia spar­tań­skiego sys­temu wycho­waw­czego.

Obraz Spar­tan wal­czą­cych pod Ter­mo­pi­lami o wol­ność pomija też fakt, że kiedy per­skie ambi­cje pod­boju Europy legły w gru­zach, Sparta pod­jęła wła­sną fatalną w skut­kach próbę zdo­mi­no­wa­nia regionu. Nim minęło sto lat od wojen per­skich, wdała się w rywa­li­za­cję z inną wielką grecką potęgą - Ate­nami - o przy­wódz­two nad świa­tem grec­kim. Pod­czas tak zwa­nej wojny pelo­po­ne­skiej (431-404 p.n.e.), którą sami Spar­tanie przed­sta­wiali jako walkę o wol­ność i auto­no­mię prze­ciwko ateń­skiej tyra­nii, bez­wstyd­nie prze­han­dlo­wali oni wol­ność Gre­ków z Jonii w Azji Mniej­szej w zamian za per­ską pomoc prze­ciwko Ate­nom. Jakby tego było mało, w 387 roku p.n.e., dzie­sięć lat po roz­po­czę­ciu kam­pa­nii mają­cej na powrót wyzwo­lić tych Gre­ków spod per­skich rzą­dów, porzu­cili ich po raz drugi, aby zapew­nić sobie popar­cie Per­sji dla trak­tatu, który gwa­ran­to­wał Spar­cie hege­mo­nię w Gre­cji kon­ty­nen­tal­nej. W okre­sie tym dla wszyst­kich stało się jasne, że jedyną wol­no­ścią, jaką naprawdę zain­te­re­so­wani są Spar­tanie, jest ich wła­sna.

Jeśli zedrzemy otoczkę legendy, co pod nią znaj­dziemy? Książka ta opi­suje, w jaki spo­sób Sparta prze­isto­czyła się z grupy pię­ciu osad w zapa­dłym zakątku połu­dnio­wej Gre­cji w świa­towe super­mo­car­stwo, któ­rego wzlot był rów­nie spek­ta­ku­larny jak jego nagły upa­dek. Jest to histo­ria pełna hero­icz­nych czy­nów, jak te w Ter­mo­pi­lach, wiel­kich zwy­cięstw woj­sko­wych nad Per­sami, Ateń­czy­kami i innymi Gre­kami, nie­wia­ry­god­nej aro­gan­cji tak wobec Gre­ków, jak i cudzo­ziem­ców - a także mega­lo­ma­nii Spar­tan, ich dru­zgo­cą­cych pora­żek z rąk innych Gre­ków, oraz ich budzą­cego grozę okru­cień­stwa, zwłasz­cza wobec helo­tów.

Opo­wieść ta poka­zuje, dla­czego, mimo krót­kiego okresu świet­no­ści - jedy­nie w okre­sie 700-371 p.n.e. - Sparta zawład­nęła wyobraź­nią tak wielu ludzi w ciągu kolej­nych tysiąc­leci, od poetów i poli­ty­ków po bojow­ni­ków o wol­ność i pił­ka­rzy. Poka­zuje też, dla­czego powin­ni­śmy być ostrożni, wybie­ra­jąc sobie boha­te­rów.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Hero­dot 1.82. [wróć]

Tyr­ta­jos, fragm. 10 (Likurg 1.107), cyt. przeł. Wło­dzi­mierz Appel. [wróć]

Hero­dot 7.104. [wróć]

Hero­dot 1.82. [wróć]

Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 4, cyt. przekł. zbior. pod red. Ryszarda Kule­szy. [wróć]

Tyr­ta­jos, fragm. 11 (Sto­ba­jos 4.9), cyt. przeł. Wło­dzi­mierz Appel. [wróć]

Eupo­lis, fragm. 394 (Focjusz ? 1). [wróć]

Plu­tarch, Mora­lia 234. [wróć]

Plu­tarch, Mora­lia 232, cyt. przeł. Kata­rzyna Jaż­dżew­ska. [wróć]

Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 11. [wróć]

Scho­lia do Ary­sto­fa­nesa, Lizy­strata 453. [wróć]

Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 11. [wróć]

Pau­za­niasz 2.20, 2.38. [wróć]

Hero­dot 1.82. [wróć]

Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 11. [wróć]

Plu­tarch, Likurg 22. [wróć]

Plu­tarch, Age­si­laos 31. [wróć]

Plu­tarch, Likurg 27. [wróć]

Herac­li­des Lem­bus, Excerpta Poli­tia­rum 13. 2.8. [wróć]

Plu­tarch, Age­si­laos 30; Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 9. [wróć]

Hero­dot 7.201-239; Dio­dor 11.4-11.11. [wróć]

Hero­dot 7.109. [wróć]

Hero­dot 7.226. [wróć]

Plu­tarch, Mora­lia 866, cyt. przeł. Zofia Abra­mo­wi­czówna. [wróć]

Plu­tarch, Mora­lia 1225. [wróć]

Dio­dor 11.8. [wróć]

Ary­sto­fa­nes, Lizy­strata 1255-1257, przeł. Janina Ławiń­ska-Tysz­kow­ska (cytat nieco zmie­niony). [wróć]

Hero­dot 7.212. [wróć]

Hero­dot 7.225. [wróć]

Wil­liam Gol­ding, The Hot Gates and Other Occa­sio­nal Pla­ces (Faber, Lon­don 1965; 1974), s. 20; Frank Mil­ler i Lynn Var­ley, 300 (Dark Horse Books, Mil­wau­kee, OR 1998), n.p. [wyd. pol.: 300, przeł. M. Drew­now­ski, Egmont Pol­ska, War­szawa 2017]. [wróć]

Geo­rge Gor­don Byron, Don Juan, pieśń trze­cia, strofa LXXXVI.7, przeł. Edward Porę­bo­wicz. [wróć]

Joe de Sena, Spar­tan Up!: A Take-No-Pri­so­ners Guide to Over­co­ming Obstac­les and Achie­ving Peak Per­for­mance in Life (Mari­ner Books, New York 2016), s. 23-24 [wyd. pol.: Spar­tan Up! Bądź jak Spar­tanin, przeł. Jakub Małecki, Wydaw­nic­two SQN, Kra­ków 2016, s. 43]. [wróć]

Hero­dot 7.228, cyt. przeł. Jan Czu­bek. [wróć]

Ste­fan Rebe­nich, Recep­tion of Sparta in Ger­many and Ger­man-Spe­aking Europe [w:] Anton Powell, red., A Com­pa­nion to Sparta (Wiley-Blac­kwell, Mal­den, MA 2018), s. 685-703 (s. 685). [wróć]

Ibid. za: Mar­tin Bor­mann, Hitlers poli­ti­sches Testa­ment. Die Bor­mann Dik­tate vom Februar und April 1945 (1981), s. 51. [wróć]

Simone de Beau­voir, The Second Sex, red. i przekł. ang. H.M. Par­sh­ley (Jona­than Cape, Lon­don 1953), s. 112 [wyd. pol.: Druga płeć, przeł. G. Myciel­ska i M. Leśniew­ska, Wydaw­nic­two Jacek San­tor­ski, War­szawa 2003, s. 107]. [wróć]

Kse­no­font, Ustrój poli­tyczny Sparty 1, dz. cyt. [wróć]