SPOJRZENIE DRUGIE
11 kwietnia 2011
Pchnął ogromne, szklane drzwi i wyszedł na szkolny dziedziniec. W jednej ręce trzymał bukiecik biało-czerwonych frezji, a w drugiej małą torebkę. Nie szukał jej długo. Właściwie zobaczył ją od razu. Uśmiechnął się szeroko na jej widok. Siedziała pod jednym z drzew i czytała książkę. Przyjrzał się jej. Miała na sobie zwiewną sukienkę w kwiatowe wzory, a na twarzy przepiękny uśmiech. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon, wysłał do niej wiadomość i czekał. Roześmiał się głośno, widząc, że rozzłoszczona mamrocze coś pod nosem. Ruszył w jej kierunku. Chciał jak najszybciej znaleźć się blisko niej. Stęsknił się za nią.
- Cześć, Gumisiu - przywitał dziewczynę. Biało-czerwoną wiązankę i torebkę położył obok niej na trawie. Zignorowała jego obecność. Nadal była zajęta książką. Wiedział, że tylko udawała obrażoną, ale uwielbiał się z nią droczyć. Denerwowała się za każdym razem, gdy nazywał ją Gumisiem.
- Wiesz dobrze, że nie lubię, jak mówisz tak do mnie.
- Nie moja wina, że twoje imię kojarzy mi się właśnie z bajką o Gumisiach. -Wyjął jej książkę z ręki i usiadł obok.
- Cześć, Zalewski - powiedziała obojętnie, nie patrząc na niego.
- Jagoda!
Usłyszawszy to, uśmiechnęła się do Adama i dłonią dotknęła jego policzka. Potem przysunęła się bliżej, spojrzała mu w oczy i złożyła na jego ustach krótki pocałunek.
- Takie powitania to ja rozumiem - oznajmił zadowolony, podając jej bukiecik. - Proszę, to dla ciebie.
- Dziękuję. Są cudowne i - przyłożyła kwiaty do nosa - przepięknie pachną.
Wiedział, że kocha kwiaty, zwłaszcza frezje.
- A teraz najważniejsza część naszego spotkania. - Chwycił do ręki torebkę i klęknął przed dziewczyną. - Jagoda, kochanie... - zaczął niepewnie.
Oczy Jagody zrobiły się okrągłe i wielkie jak pięciozłotówki. Zaskoczona patrzyła na Adama. Co on wyprawiał? Wyglądało to tak, jakby właśnie miał się jej oświadczyć. Rozejrzała się. Wszyscy dookoła - uczniowie i nauczyciele - obserwowali tę scenę z zaciekawieniem.
- Mogę wiedzieć, co ty właściwie robisz? - spytała zaskoczona.
- Składam ci propozycję nie do odrzucenia - oznajmił radośnie. - Jagoda, jak wiesz, jesteś dla mnie najważniejsza. Kocham cię bardziej niż piłkę nożną. Mówię to zupełnie poważnie. Dlatego chcę cię o coś prosić. - Sięgnął do torebki i wyciągnął T-shirt w biało-czerwonych kolorach. - Kochanie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i przyjdziesz na mój mecz reprezentacji Polski? Mogę liczyć na to, że założysz koszulkę z moim nazwiskiem i numerem dziesięć?
Spojrzała na Adama, potem na reprezentacyjną koszulkę i wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
- Dlaczego miałbym żartować? - Nie bardzo rozumiał. - Proszę, przyjdź na mecz i bądź przy mnie.
- Jesteś wariatem, Adam! - krzyknęła rozbawiona. - A ja myślałam, że chcesz mi się oświadczyć!
- Wariat, ale twój - roześmiał się. - To jak, zgadzasz się?
Nie powiedziała nic, tylko go pocałowała.
Znał już odpowiedź - przyjdzie na mecz i założy jego koszulkę.
Otworzył oczy i usiadł na łóżku. Wziął telefon, który leżał na nocnej szafce, i sprawdził godzinę. Dochodziła trzecia w nocy. Diana, która spała obok, lekko posapując, przekręciła się na drugi bok. Wstał ostrożnie, by jej nie obudzić. Po cichu wyszedł z pokoju i zamknął drzwi. Zszedł na dół do kuchni i zapalił światło. Znowu śniła mu się Jagoda. Nie lubił tych snów. Później długo nie potrafił sobie znaleźć miejsca i przez kilka dni chodził struty, bo ciągle o niej myślał. Nadal nie wybaczył jej, że odeszła w taki sposób. Zraniła go. Nie wierzył już w miłość. Jego serce było poranione i pokryte bliznami. Zapomniał już, jak smakuje szczęście. Nie potrafił o niej zapomnieć. Bo czy można wyrzucić z serca kobietę, która była miłością twojego życia? Podszedł do barku i wyciągnął butelkę wódki. Nalał do szklanki przezroczysty trunek i dolał pepsi. Usiadł na krześle i upił łyk.
- Twoje zdrowie, Gumisiu.
Minęło siedem lat od jej odejścia, a on czuł się tak, jakby to stało się dopiero wczoraj. Rany nadal się nie zagoiły. Dlaczego odeszła? Czy to była jego wina? Przecież ją kochał i powtarzał jej to każdego dnia. Gdy obudził się po wypadku, nie trzymała go za rękę, a jednak to jej imię wypowiedział jako pierwsze, gdy otworzył oczy. Miał do niej ogromny żal.
- A ty czemu nie śpisz? - spytał Sebastian, siadając obok brata. Spojrzał na szklankę wypełnioną alkoholem. - Też nie możesz spać?
- Jagoda mi się śniła. Nie mam pojęcia dlaczego.
Sebastiana ogarnął strach. Musiał za wszelką cenę zachować spokój. Wprawdzie sztukę okłamywania Adama opanował do perfekcji - w końcu robił to już od siedmiu lat - ale czuł się z tym fatalnie. Za każdym razem, gdy chciał mu o wszystkim powiedzieć, tchórzył.
- Zapomnę kiedyś o niej? Czasami żałuję, że nie straciłem pamięci. Wtedy miałbym problem z głowy.
- Może to przez śmierć ojca? - Sebastian nie spuszczał wzroku z Adama. Kłamał, patrząc mu prosto w oczy, a wyrzuty sumienia zżerały go od środka. - Masz do niej żal, bo znowu nie ma jej przy tobie, kiedy jej potrzebujesz.
- Seba, jej już przy mnie nie ma od siedmiu lat - przypomniał Adam.
- Cóż, w końcu Jagoda była twoją wielką miłością.
- Wielką miłością? Gdyby mnie kochała, nie odeszłaby! I to jeszcze w taki sposób! - krzyknął zdenerwowany.
Sebastian poczuł jeszcze większą złość na Jagodę. Kobieta nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo zniszczyła Adama. Doprowadziła go do wewnętrznej ruiny.
Jagoda, coś ty narobiła? Dlaczego nie powiedziałaś mu prawdy i do tego wciągnęłaś w swoje kłamstwa również mnie?
- Uwierz mi Seba, próbowałem. Robiłem wszystko, by o niej zapomnieć, ale nie umiem tego zrobić.
- Wciąż ją kochasz?
Czy ją kocha? A da się kochać kogoś, kogo się nie widziało od siedmiu lat? Nie pamiętał już nawet, jak pachniała. Słodkim jabłkiem czy może brzoskwinią?
- A czy to ma teraz jakieś znaczenie? Ona na pewno mnie nie kochała i nie traktowała naszego związku poważnie. Byłem ślepy, głupi i naiwny. Owinęła mnie sobie wokół palca.
Adam był w błędzie. Nie był świadomy tego, że Jagoda przez lata poświęcała się dla niego. Prawdy już raczej nie pozna.
- Masz rację, nie ma sensu do tego wracać. Kochasz Dianę i jesteś z nią szczęśliwy
- Tak, kocham... - Adam się zawahał.
- Nie zabrzmiało to zbyt pewnie.
- Ten związek nie ma przyszłości, Seba - wydusił Adam. - Uczucie, jakim darzę Dianę, jest niczym w porównaniu do tego, co czułem do Jagody. Ja ją chyba tylko lubię.
Od dłuższego czasu dusił się w tym związku. Coraz częściej myślał, że są ze sobą prawdopodobnie tylko z przyzwyczajenia. Ona też nie traktowała ich związku poważnie.
- Jagodę naprawdę kochałem. Byłem pewien, że jest miłością mojego życia. To z nią planowałem przyszłość.
- To dlaczego nie zerwiesz z Dianą, skoro nie widzisz dla was przyszłości?
- Wiele jej zawdzięczam. Pomogła mi stanąć na nogi i nie pozwoliła się poddać. Ale to raczej nie wystarczy do zbudowania trwałego związku. Wiesz, czym one się od siebie różnią?
- Czym?
- W Jagodzie ujęło mnie to, że nigdy nie chciała stać się idealna.Miała swoje wady i nie kryła się z nimi. Nikogo nie udawała. Była skromna i naturalna. A Diana? Na każdym kroku dąży do perfekcji. Tego też wymaga ode mnie. No i zawsze musi mieć to, czego chce.
- A nie pomyślałeś, że ona po prostu chce dorównać Jagodzie?
- Nie wiem - odpowiedział Adam.
Korciło go, by znowu się napić, ale wiedział, że musi przezwyciężyć pokusę. Wódka nie naprawi mu serca, nie sprawi, że na zawsze zapomni o Jagodzie. Pomyślał też o mamie. Nie chciał, by zobaczyła go rano skacowanego. Od pogrzebu ojca minęło dopiero kilka dni. Chciał jeszcze trochę pobyć z mamą i babcią, dlatego przecież nie wrócił do swojego mieszkania. Wspomnienie związane z Jagodą znowu zrobiło mu mętlik w głowie. Zatęsknił za chwilami, kiedy byli razem i planowali wspólną przyszłość. Wtedy wydawało mu się, że naprawdę go kocha i chce z nim iść przez życie. Ich plany zweryfikował los, a raczej zniszczyła je Jagoda, kiedy wyjechała.
- Niech to jasna cholera... - rozległ się wściekły głos Diany, która niespodziewanie pojawiła się w kuchni. Kobieta od dłuższego czasu przysłuchiwała się ich rozmowie. - Jagoda, Jagoda i jeszcze raz Jagoda! - Ależ była wściekła na nią. Nie znała dziewczyny, a przecież szczerze jej nienawidziła. Uważała ją za swego wroga numer jeden. Początkowa zazdrość po jakimś czasie przerodziła się w nienawiść. - Nic nie powiesz? - zapytała, patrząc na narzeczonego.
Myśli Adama wciąż jednak zajmowała Jagoda i wcale nie słuchał Diany. A to wszystko przez głupi sen i wspomnienia, które nagle do niego wróciły.
- Spójrz na mnie, gdy do ciebie mówię!
Adam odwrócił się i spojrzał w jej niebieskie oczy. Nawet teraz porównywał je w myślach z oczami Jagody. Czy to znaczyło, że jest szują?
- A co chcesz usłyszeć?
- To ja już pójdę, zostawię was samych - oświadczył Sebastian. Kłótnia między tym dwojgiem dosłownie wisiała w powietrzu, a on nie zamierzał w niej uczestniczyć. Imię "Jagoda" działało na Dianę jak płachta na byka.
- Dlaczego ciągle o niej myślisz? - Diana usiadła na krześle, wbijając wzrok w Adama, który wciąż był nieobecny.
- Nie myślę o niej - skłamał, patrząc jej prosto w oczy. Całe szczęście, że Diana nie potrafiła czytać z niego jak z otwartej księgi.
- W czym jestem od niej gorsza?
Była naprawdę wściekła. Obojętność, jaką Adam czasami jej okazywał, doprowadzała ją do szału. Czasami miał nawet problem z tym, by się do niej uśmiechnąć, nie mówiąc już o pocałunku. Co tu ukrywać - nie było między nimi żadnej chemii.
- Przecież jestem wykształcona. Podobno piękna. Do tego nie brakuje mi pieniędzy. Więc co takiego miała Jagoda, czego nie mam ja?
Na to pytanie wolał nie odpowiadać. Bezpieczniej będzie, jeśli je przemilczy.
- A co zrobisz, jak ona wróci? Polecisz do niej jak na skrzydłach i wszystko wybaczysz?
- Jagoda nigdy nie wróci. Możesz być spokojna. Na pewno ułożyła sobie życie z kimś innym - powiedział obojętnie. Wyjrzał przez okno. Znowu się rozpadało - Naprawdę nie masz powodów do zazdrości. Jagoda to przeszłość.
- Kotek... - Diana podeszła i objęła go. - Wiesz przecież, że bardzo cię kocham.
I znowu nie poczuł nic. A przecież dotyk i bliskość Jagody zawsze na niego działały. Znowu o niej pomyślał. Naprawdę chciał, by poszła w zapomnienie i już nigdy nie wróciła. Był w związku z Dianą i to ona powinna być dla niego najważniejsza, a nie Jagoda, która złamała mu serce.
- Tak, wiem. - Odwrócił się i pocałował ją w czoło. Nie potrafił jednak powiedzieć, że też ją kocha. - Przepraszam cię za moje zachowanie. Ja po prostu nie lubię wracać do tematu Jagody. Wyjechała siedem lat temu i gwarantuję ci, że już nigdy nie wróci - oznajmił i znowu ją pocałował. Czy to był szczery pocałunek? Czy może zrobił to tylko dla świętego spokoju?
Poczuł ogromną tęsknotę i żal. Nie przeczuwał, że wkrótce ich spojrzenia znowu się spotkają, a jego serce zabije szybciej. Niestety oboje nie byli na to spotkanie gotowi i nie mieli pojęcia, jak wiele ich to wszystko będzie kosztować.