Spowiedź carycy Katarzyny II - Christopher Macht

Kup ebooka

31.92 zł
26.49 zł (25,04 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Skąd mam te zapiski?

Skąd mam te zapi­ski?

Peters­burg. Dru­gie co do wiel­ko­ści mia­sto w Rosji. Od zawsze chcia­łem tam poje­chać i zwie­dzić tutej­sze pałace. Jed­nak dotych­czas zazwy­czaj bra­ko­wało na to czasu, a i stan finan­sów nie był odpo­wiedni. Wresz­cie nad­szedł moment, by to zmie­nić. Zgło­si­łem się więc do rosyj­skiej amba­sady po wizę wjaz­dową. W tym celu musia­łem nie tylko wypeł­nić sto­sowne doku­menty, ale też zosta­wić na kilka dni swój pasz­port. Nie był to dla mnie jakiś szcze­gólny pro­blem, w ostat­nim cza­sie nie­wiele podró­żo­wa­łem. Zosta­wi­łem zatem doku­menty i cze­ka­łem na odpo­wiedź. A ta przy­szła nader szybko.

Za kilka dni wsze­dłem na pokład air­busa lokal­nych linii lot­ni­czych i dotar­łem do jed­nego z naj­pięk­niej­szych miast na świe­cie. Wylą­do­wa­łem w por­cie lot­ni­czym Peters­burg-Puł­kowo, znaj­du­ją­cym się nie­całe 15 km od daw­nej sto­licy Rosji. Jesz­cze w dro­dze na lot­ni­sko we Frank­fur­cie czy­ta­łem na temat Peters­burga. Dowie­dzia­łem się, że tam­tej­sze metro ma linie o dłu­go­ści pra­wie 130 km i zagłę­bia się w zie­mię na 86 m! Ponie­waż 10 proc. powierzchni mia­sta sta­nowi woda, jest w nim ponad 400 mostów. Roz­czy­ty­wa­łem się też na temat Pałacu Zimo­wego, w któ­rym miesz­kała Kata­rzyna II. Znaj­duje się w nim sławne muzeum sztuki Ermi­taż, któ­rego szlaki liczą 22 km i w któ­rym można zoba­czyć dzieła arty­stów klasy Michała Anioła czy Rem­brandta.

Sta­ni­sław August Ponia­tow­ski do śmierci darzył Kata­rzynę uczu­ciem. Zawdzię­czał jej też pol­ską koronę

Gdy wylą­do­wa­łem na peters­bur­skim lot­ni­sku, od wej­ścia na halę przy­lo­tów mia­łem nie­od­parte wra­że­nie, że ktoś mnie obser­wuje. Czyżby rosyj­ska Fede­ralna Służba Bez­pie­czeń­stwa śle­dziła świeżo przy­by­łych cudzo­ziem­ców wzo­rem swej komu­ni­stycz­nej poprzed­niczki KGB? A może sława odkrywcy tajem­nic histo­rii dotarła aż tutaj? Wkrótce jed­nak musia­łem sku­pić uwagę na rze­czy zupeł­nie przy­ziem­nej. Otóż pil­nie musia­łem iść za potrzebą, wobec czego uda­łem się do pobli­skiej toa­lety. Wsze­dłem do pierw­szej wol­nej kabiny. Wnet zaczą­łem opróż­niać pęcherz i nagle usły­sza­łem, jak ktoś szar­pie za klamkę. Nieco prze­stra­szony spoj­rza­łem, czy obok muszli klo­ze­to­wej na­dal jest mój bagaż. Był, ale ku swemu zasko­cze­niu ujrza­łem rów­nież dziwny paku­nek z rosyj­skim nadru­kiem wsu­nięty pod drzwi. Czu­łem się jak w fil­mie. Zresztą do teraz nie mogę uwie­rzyć, że cala sytu­acja fak­tycz­nie się zda­rzyła. Nie mia­łem wów­czas poję­cia, co zawie­rał tajem­niczy paku­nek. Dziś już to wiem...

Sta­ni­sław Ponia­tow­ski był kochan­kiem Kata­rzyny, jesz­cze zanim została carycą Rosji. Już po jego wyjeź­dzie z Peters­burga oboje kore­spon­do­wali ze sobą, o czym świad­czy ten list z 1762 roku. Dwa lata póź­niej wspar­cie carycy oka­zało się dla Ponia­tow­skiego decy­du­jące w rywa­li­za­cji o koronę Rze­czy­po­spo­li­tej

Prze­tłu­ma­czone zapi­ski roz­mów ostat­niego króla Pol­ski Sta­ni­sława Augu­sta z wszech­władną carycą Kata­rzyną II Wielką znajdą Pań­stwo na kar­tach tej książki. A mnie nie pozo­staje nic innego, jak życzyć Czy­tel­ni­kom tak owoc­nej lek­tury, jak owocna i zaska­ku­jąca oka­zała się moja podróż do Peters­burga. Do zoba­cze­nia zatem na dwo­rze Jaśnie Wiel­moż­nej carycy Kata­rzyny.

Chri­sto­pher Macht con­tact@chri­sto­pher­macht.com

Z kim ostatni król Polski stracił dziewictwo?

Z kim ostatni król Pol­ski stra­cił dzie­wic­two?

#przyszły król poznaje przyszłą carycę, #"berło", które mogło być już tylko w stanie spoczynku, #ambasador, który był jak ojciec

Jest gru­dzień, 1755 rok. Sta­ni­sław Ponia­tow­ski, dwu­dzie­sto­trzy­letni młody ary­sto­krata, nie­do­świad­czony w spra­wach miło­snych, zmie­rza w kie­runku kom­naty księż­nej Kata­rzyny, żony przy­szłego cara Pio­tra Fio­do­ro­wi­cza. Gdy dociera do celu, zauważa, że drzwi do jej apar­ta­mentu są uchy­lone. Jesz­cze nie wie, choć może się domy­śla, że wła­śnie tej nocy straci dzie­wic­two z przy­szłą wszech­po­tężną carycą Rosji. Jak by tego było mało, wszystko to zostało dokład­nie zapla­no­wane o wiele wcze­śniej. I to wcale nie przez Kata­rzynę.

Tej nocy Sta­ni­sław Ponia­tow­ski nie stra­ciłby nie­win­no­ści, gdyby nie sir Char­les Han­bury Wil­liams. Postać, któ­rej nazwi­sko warto zapa­mię­tać. Ten angiel­ski dyplo­mata od 1750 do 1755 roku był amba­sa­do­rem Jego Kró­lew­skiej Mości w Rze­czy­po­spo­li­tej. W tym cza­sie poznał przed­sta­wi­cieli naj­zna­mie­nit­szych pol­skich rodów - Ponia­tow­skich, Czar­to­ry­skich, czy het­mana wiel­kiego koron­nego i woje­wodę kra­kow­skiego Jana Kle­mensa Bra­nic­kiego, u któ­rego gościł na balu zor­ga­ni­zo­wa­nym w pięk­nym pałacu w Bia­łym­stoku.

Char­les Han­bury Wil­liams, bry­tyj­ski amba­sa­dor w Dreź­nie, War­sza­wie, a potem w Peters­burgu. Sta­ni­sław Ponia­tow­ski, będąc sekre­ta­rzem Wil­liamsa, dzięki niemu dostał się na peters­bur­skie salony i poznał Kata­rzynę, mał­żonkę następcy rosyj­skiego tronu, w któ­rej się zako­chał. Por­tret autor­stwa Antona Rafa­ela Mengsa z początku lat 50. XVIII wieku

Wyjeż­dża­jąc na misję do Ber­lina, sir Wil­liams spo­tkał tam mło­dego Sta­ni­sława Anto­niego Ponia­tow­skiego, syna kasz­te­lana kra­kow­skiego, rów­nież Sta­ni­sława, i Kon­stan­cji z Czar­to­ry­skich. Polak tak przy­padł mu do gustu, że zapro­po­no­wał, aby został jego oso­bi­stym sekre­ta­rzem. W 1755 roku poseł bry­tyj­ski został odwo­łany z War­szawy i wysłany na pla­cówkę do Peters­burga. Wyje­chał tam w towa­rzy­stwie dwu­dzie­sto­trzy­let­niego Ponia­tow­skiego. Przy­był na rosyj­ski dwór, aby dopro­wa­dzić do pod­pi­sa­nia trak­tatu pomię­dzy Wielką Bry­ta­nią a Rosją, na któ­rym zale­żało jego moco­daw­com.

Amba­sa­dor szybko doszedł też do wnio­sku, że warto byłoby bli­żej poznać wielką księżnę Kata­rzynę. Po gło­wie krą­żyła mu wtedy myśl, że prę­dzej czy póź­niej jej mał­żo­nek zosta­nie carem Rosji, a kto wie, czy ona nie będzie kie­dyś wład­czy­nią. Nasu­wało się pyta­nie, jak to uczy­nić. Roz­wią­za­nie zna­le­ziono bar­dzo szybko. Bry­tyj­ski rząd zasu­ge­ro­wał swo­jemu dyplo­ma­cie, by ten nawią­zał z Kata­rzyną pry­watne sto­sunki przez... alkowę. Sir Char­les miał ją ocza­ro­wać wigo­rem i miło­snymi umie­jęt­no­ściami. Tutaj jed­nak poja­wił się pro­blem. W 1755 roku poli­tyk miał już pra­wie pięć­dzie­siąt lat i jak sam tłu­ma­czył w liście do lon­dyń­skich zwierzch­ni­ków, jego "berło jest już w sta­nie spo­czynku". Nie było szans, aby speł­nił się w roli kochanka. Co cie­kawe, już w tam­tym cza­sie na rosyj­skim dwo­rze huczało od plo­tek na temat roman­sów Kata­rzyny. W tej sytu­acji z pomocą amba­sa­do­rowi miał przyjść nie kto inny, jak jego oso­bi­sty sekre­tarz, któ­rego czę­sto nazy­wał przy­bra­nym synem, czyli Sta­ni­sław Ponia­tow­ski.

Przy­szła caryca po raz pierw­szy zoba­czyła Ponia­tow­skiego w czerwcu 1755 roku na kola­cji, gdy został jej przed­sta­wiony przez Wil­liamsa. Już pół roku póź­niej niczego nie­świa­domy Polak kro­czył kory­ta­rzem w stronę kom­naty księż­nej Kata­rzyny. Efek­tem tego spo­tka­nia był namiętny romans, w trak­cie któ­rego Kata­rzyna miała obie­cać, że gdy tylko przej­mie wła­dzę, dopro­wa­dzi do tego, by jej kocha­nek zasiadł na pol­skim tro­nie.

Bry­tyj­ski amba­sa­dor rów­nież szybko zna­lazł nić poro­zu­mie­nia z wielką księżną. Podobno wspie­rał ją finan­sowo, licząc, że ta odwdzię­czy się w przy­szło­ści w kwe­stiach poli­tycz­nych. Zawią­zała się mię­dzy nimi tak ser­deczna przy­jaźń, że kiedy pod­czas balu dyplo­mata wychwa­lał suk­nię Kata­rzyny, ta naka­zała, aby dokład­nie taką samą uszyć dla jego córki. Wielka księżna zwie­rzała się Wil­liam­sowi w listach, czę­sto pytała go też o radę, trak­tu­jąc jak ojca.

Dal­sze losy Sta­ni­sława Ponia­tow­skiego i Kata­rzyny były burz­liwe. Wil­liam­sowi nie spodo­bały się bowiem ich nader czę­ste nocne schadzki - doszedł pew­nie do wnio­sku, że to wszystko zaszło za daleko. W tej sytu­acji posta­no­wił on ode­słać swo­jego sekre­ta­rza bodaj osiem mie­sięcy po nawią­za­niu romansu. Jed­nak wiele to nie pomo­gło. Kata­rzyna, spra­gniona towa­rzy­stwa i namięt­no­ści pol­skiego kochanka, dopro­wa­dziła do tego, że nie­całe dwa lata póź­niej, w 1757 roku, Ponia­tow­ski wró­cił do Peters­burga jako poseł saski i jesz­cze w tym samym roku został ojcem jej dru­giego dziecka. Wtedy żadne z nich nie miało poję­cia, jaki czeka ich los. Ona miała doko­nać zama­chu stanu, zastę­pu­jąc na tro­nie wła­snego męża, on zaś miał zostać ostat­nim kró­lem Pol­ski i świad­kiem jej trzech roz­bio­rów.

Jak do tego doszło?

Sta­ni­sław Ponia­tow­ski jako ponad­dwu­dzie­sto­letni "przy­stoj­niak" w latach 50. XVIII wieku. Nic dziw­nego, że spodo­bał się rosyj­skiej wiel­kiej księż­nej i roz­kwitł mię­dzy nimi namiętny romans

Carycy się nie odmawia

Carycy się nie odma­wia

#kochanek, który został kronikarzem, #o co pytać carycy nie można?

Nie pamię­tam, który to był rok. Wiem jedy­nie, że tego dnia zosta­łem pośred­nimi kana­łami wezwany na wie­czór do kom­naty księż­nej Kata­rzyny, żony Pio­tra, przy­szłego następcy tronu. Jak mia­łem to dotych­czas w zwy­czaju, z peruką na gło­wie, wymkną­łem się krę­tymi ścież­kami i bocz­nymi, zazwy­czaj nie­uży­wa­nymi scho­dami, dotar­łem do miej­sca, w któ­rym cze­kała na mnie prze­piękna pani - Kata­rzyna. Wcze­śniej jed­nak poja­wił się pro­blem, dość szybko przeze mnie roz­wią­zany. Zosta­łem zatrzy­many przez podejrz­li­wego straż­nika, który pre­ten­sjo­nal­nym tonem pytał: co za jeden ze mnie i co mnie tu spro­wa­dza.

- Jestem muzy­kiem wezwa­nym do kom­naty jaśnie pani księż­nej Kata­rzyny - odpo­wie­dzia­łem, ser­wu­jąc wie­lo­krot­nie wcze­śniej czy­nione kłam­stwo, po czym mogłem kro­czyć dalej. Chwilę póź­niej byłem już w kom­na­cie...

- Jaśnie pani, jak miło znowu panią widzieć! - wykrzyk­nął Ponia­tow­ski na widok swej kochanki. Ta jed­nak nic nie odpo­wie­działa. Zamiast tego poca­ło­wała go namięt­nie, a poca­łu­nek prze­ro­dził się w serie muśnięć, prze­peł­nio­nych nutą ero­ty­zmu.

Sta­ni­sława zbyt­nio nie dzi­wiło to zacho­wa­nie, bowiem wcze­śniej już wie­lo­krot­nie czy­nił z nią podobne rze­czy, mimo że Kata­rzyna była żoną Pio­tra, przy­szłego cara Rosji...

Jed­nak ku jego nie­za­do­wo­le­niu, nad­szedł kres upoj­nych chwil. Kata­rzyna nało­żyła na sie­bie prze­świ­tu­jący, jedwabny szla­frok i posta­no­wiła poczy­nić ze swym kochan­kiem poważną roz­mowę:

- Sta­ni­sła­wie! Nie ukry­wam, jesteś cudow­nym kochan­kiem. A do tego czło­wie­kiem, który jest elo­kwentny i obyty w świe­cie. Potrzeba mi takich ludzi, wiesz o tym dobrze! - jej ger­mań­ski akcent nawet po latach był na­dal sły­szalny.

Sta­ni­sław zamru­czał, pełen roz­ko­szy i dumy jed­no­cze­śnie... Kata­rzyna zaś kon­ty­nu­owała swój wywód:

- Pew­nie już ci kie­dyś powia­da­łam, że w wol­nych chwi­lach czy­nię zaję­cie godne kro­ni­ka­rza, pro­wa­dząc dzien­nik. Jed­nak ma wewnętrzna dusza pod­po­wiada, że to dla mnie zbyt mało. Nie zawsze mam czas, by zaglą­dać do tych nota­tek i by móc pisać, co leży mi na sercu. A tyś jest mą brat­nią duszą, dosko­nale rozu­miesz, co leży na mym sercu. Nie­praw­daż?.

Sta­ni­sław tylko lekko kiw­nął głową, nie­siony serią kom­ple­men­tów ze strony Kata­rzyny...

- Jaśnie wiel­możny panie Sta­ni­sła­wie. Wiem, żeś jest - a możeś już tylko był? - sekre­ta­rzem bry­tyj­skiego amba­sa­dora... Jed­nakże chcia­ła­bym cię pro­sić, byśmy uroz­ma­icili nieco nasze schadzki. Niech nie tylko koń­czą się one namiętną miło­ścią i roz­ko­szą, ale nie­chaj one będą sta­no­wić przy­czy­nek do cze­goś wię­cej.

Kata­rzyna zawie­siła głos, chcąc pod­nieść sto­pień zain­te­re­so­wa­nia kochanka.

- Chcia­ła­bym, byś był mym oso­bi­stym kro­ni­ka­rzem i spo­wied­ni­kiem w jed­nej oso­bie. Czy by ci to nie urą­gało?.

- Naj­mil­sza moja pani! Prze­cież dla mnie byłby to istny zaszczyt! Mów, co mam czy­nić, a wnet to wyko­nam!

- Chcesz poznać kon­krety mych wyobra­żeń?

- Nie śmiał­bym myśleć ina­czej, moja naj­uko­chań­sza pani!

- Dobrze! Sta­ni­sła­wie, przejdźmy do kon­kre­tów. Darujmy sobie te tytuły wiel­moż­nych pań i panów. Co prawda nasze czasy wyma­gają tego, jed­nak gdy jeste­śmy sami, pozbądźmy się tych kon­we­nan­sów. Jestem Kata­rzyna, ty jesteś Sta­ni­sław. Czy tak możemy czy­nić?

- Ależ jak to, droga pani? Co ludzie o nas powie­dzą?

- Oj, głupi ty mój! O nas to nic nie powie­dzą, bowiem zadbamy o to, by nasze roz­mowy poja­wiły się w świe­tle publicz­nym, dopiero gdy każde z nas znaj­dzie się w pia­chu, nasze dusze odejdą do nieba, a co wię­cej, od tego czasu upły­nie mini­mum dwie­ście lat, by nasze ciała zdą­żyły osty­gnąć na dobre od ziem­skiego życia. Czy to wszystko jest dla cie­bie jasne?

- Tak. W miarę, jeśli mam być pre­cy­zyjny, droga pani...

- Po pierw­sze, od tej pory, w naszych roz­mo­wach jestem po pro­stu Kata­rzyną. Nie mów tylko na mnie "Kachna", bo bar­dzo tego nie lubię. A po dru­gie, czy rozu­miesz wyraź­nie swoją rolę?

- Tak. Choć jedy­nie powierz­chow­nie. Czy mogła­byś, Kata­rzyno droga, wyja­śnić, co dokład­nie masz na myśli?

- Zamień się zatem w słuch, mój kochanku! Chcia­ła­bym, byśmy regu­lar­nie się spo­ty­kali...

- Ale jak to?! Prze­cież czy­nimy to nader regu­lar­nie, zwy­kle pod wie­czór... Choć mąż pani, zna­czy się twój, nic o tym nie wie...

- Sta­ni­sław! Ty myślisz tylko o jed­nym! Gdy ja mam w swym umy­śle nieco szer­szy plan, wykra­cza­jący poza namiętne poca­łunki i upra­wia­nie miło­ści aż po poranny wschód słońca!

- Co więc mam czy­nić, ma jaśnie pani?!

- W trak­cie naszych wie­czor­nych scha­dzek chcę ci opo­wia­dać moją wła­sną histo­rię, w sen­sie - mego życia. Byś poznał, jak się tutaj zna­la­złam i gdzie dokład­nie przy­szłam na świat. Nie­za­leż­nie od tego, jak poto­czy się nasze życie i jakie role będzie nam dane peł­nić w przy­szło­ści, daj mi słowo, że mnie nie opu­ścisz nie tylko w łóżku, ale i w kro­ni­kar­skich dzie­jach. Nawet gdy nie będziemy już kochan­kami, będziesz mnie nawie­dzał i spi­sy­wał, co mam do powie­dze­nia. Czy możemy się tak umó­wić?

- Ale droga pani Kata­rzyno, prze­cież jesteś żoną przy­szłego cara Rosji! Co więc się sta­nie, gdy Piotr zosta­nie carem, a pani carową? Czy wtedy rów­nież będę miał czy­nić kro­ni­kar­ski obo­wią­zek?

- Sta­ni­sław! Zapa­mię­taj jedno. Cokol­wiek by się nie działo, bądź przy mnie bli­sko. I zapew­niam cię, że nawet gdy zostanę żoną cara, to nie zapo­mnę o tobie! I będę czy­nić wszystko, byśmy spo­ty­kali się regu­lar­nie. A gdy to ja zasiądę na tro­nie car­skim, a na to liczę, to odwdzię­czę ci się nie tylko namięt­no­ścią, ale i realną wła­dzą.

- Pani, to dla mnie ogromny zaszczyt. Ale i obo­wią­zek. Uczy­nię wszystko, co w mej mocy, by spro­stać temu zada­niu.

- Masz, mój drogi Sta­ni­sła­wie, jakieś pyta­nia?

Kata­rzyna miała powie­dzieć Sta­ni­sła­wowi Ponia­tow­skiemu: "A gdy to ja zasiądę na tro­nie car­skim, a na to liczę, to odwdzię­czę ci się nie tylko namięt­no­ścią, ale i realną wła­dzą". Te słowa spraw­dziły się co do joty

Pol­ski ary­sto­krata zaczął się dra­pać po pod­bródku. Ewi­dent­nie coś mu przy­szło do głowy, jed­nak jego twarz jasno dawała znać, że ma opór, by to z sie­bie wyar­ty­ku­ło­wać. W końcu jed­nak zebrał się w sobie i wypa­lił:

- Tak, mam! Na jakie tematy, łaskawa Kata­rzyno, roz­ma­wiać nie możemy?

- Co dokład­nie masz na myśli?

- Czy są sprawy, o które pytać twej osoby nie mogę? To dokład­nie cho­dzi mi po gło­wie.

- Ach, to, rozu­miem... Podaj przy­kład, o który temat bał­byś się pytać?

- Prawdę powie­dziaw­szy, nie wiem, czy chcesz pani roz­ma­wiać cho­ciażby o mnie i innych podob­nych męż­czy­znach.

- Cho­dzi ci o mych kochan­ków?

Ponia­tow­ski kiw­nął głową, by przy­tak­nąć.

- Prawda jest taka, że ow­szem, mia­łam ich sporo. Ale cóż w tym złego? O ile oczy­wi­ście, drogi Sta­ni­sła­wie, zbie­rzesz w sobie wystar­cza­jące pokłady śmia­ło­ści, by pomó­wić na ten temat... Jeśli tak, to będę gotowa także i o tym roz­ma­wiać. Pamię­taj tylko o jed­nym. Gdy będziesz spi­sy­wał nasze roz­mowy, to pisz tak, by ludzie rozu­mieli nasze czasy, gdy będą o tym czy­tać za kil­ka­set lat. Woda upływa z rzeki, czło­wiek się zmie­nia. Jeśli kla­row­nie nie opi­szesz naszych spo­tkań, to nikt nas nie zro­zu­mie. A gdy masz wąt­pli­wo­ści, czyń i pisz tak, jak ci pod­po­wiada serce.

Sta­ni­sław, lekko pode­ner­wo­wany, zła­pał swą kochankę za dłoń i zaczął ją cało­wać, nader deli­kat­nie. Nie zabra­kło także głę­bo­kiego spoj­rze­nia w jej piękne, ogromne, nie­bie­skie oczy...

- Zro­bię, co w mej mocy, droga Kata­rzyno!

- Dobrze, już dobrze. Jutro wró­cimy do tematu. A teraz, skoro noc jesz­cze młoda, pozwól, że...

Kata­rzyna wysko­czyła z łóżka i na oczach swo­jego młod­szego kochanka ścią­gnęła jedwabny szla­frok. Sta­ni­sław patrzył na jej piękne ciało, oświe­tlane jedy­nie pro­mie­niami księ­życa, który zaglą­dał do jej kom­naty przez kilka okien. I czy­niłby to pew­nie jesz­cze nader długo, gdyby nie księżna, która pal­cem wska­zu­ją­cym poka­zała, by do niej pod­szedł. A gdy tylko to uczy­nił, żona następcy tronu zaczęła go cało­wać. Chwilę póź­niej, gdy atmos­fera w kom­na­cie była już gorąca, kochan­ko­wie ponow­nie zna­leźli się w wiel­kim łożu...

Tym­cza­sem na dal­szych kar­tach tej księgi zna­la­zły się zapisy roz­mów Sta­ni­sława Augu­sta Ponia­tow­skiego z Kata­rzyną II Wielką odby­tych w róż­nych latach. Uło­żono je na wyraźne życze­nie króla, który zda­wał się wie­dzieć naj­le­piej, w jakiej kolej­no­ści winno się je czy­tać, by były one jak naj­bar­dziej zro­zu­miałe.

Pomnik Kata­rzyny II w rezy­den­cji w Car­skim Siole

Co caryca Katarzyna ma wspólnego z Polską

Co caryca Kata­rzyna ma wspól­nego z Pol­ską

#pod jakim imieniem i nazwiskiem Katarzyna przyszła na świat, #dzieciństwo w polskim mieście, #książę był jej ojcem, #matula ma poważny problem, #upuszczanie krwi, #matka dostaje karę

Rosyj­skie białe noce nie dawały o sobie zapo­mnieć. Szcze­gól­nie w Peters­burgu, gdzie Kata­rzyna wraz ze swoją świtą mogła wie­lo­krot­nie podzi­wiać to piękne zja­wi­sko. Jed­nak w prak­tyce znacz­nie utrud­niało ono życie. W trak­cie bia­łych nocy słońce zazwy­czaj zacho­dziło mini­mal­nie, pro­wa­dząc do tego, że zamiast kla­sycz­nego mroku było jedy­nie nieco ciem­niej niż w ciągu dnia. Jed­nak nie było to na tyle duże uprzy­krze­nie, by miało powstrzy­mać kochan­ków - Kata­rzynę i Sta­ni­sława - przed kolej­nymi, noc­nymi schadz­kami...

Zamek Ksią­żąt Pomor­skich w Szcze­ci­nie, na któ­rym 2 maja 1729 roku przy­szła na świat Zofia Fry­de­ryka Augu­sta, córka księ­cia Anhalt-Zerbst, póź­niej znana światu jako Kata­rzyna II

Po ostat­niej schadzce i roz­mo­wie o nowej funk­cji Sta­ni­sława, dzień póź­niej sytu­acja się powtó­rzyła. Kochan­ko­wie zajęli się sobą. Gdy już zaspo­ko­ili swoje pra­gnie­nia, księżna Kata­rzyna przy­po­mniała o ostat­niej roz­mo­wie, jed­no­cze­śnie pyta­jąc Sta­ni­sława Ponia­tow­skiego, czy jest gotów, by roz­po­częła się jej "spo­wiedź".

- Myślę, że chyba tak - odparł nie­śmiało przy­szły król Pol­ski.

- Zatem słu­cham. Czyń, Sta­ni­sła­wie, swą powin­ność! Cze­kam na pierw­sze pyta­nia!

- Bar­dzo chciał­bym zacząć naszą roz­mowę od cze­goś, co mnie inte­re­suje szcze­gól­nie. Jed­nak nie wiem, czy nie będzie to pyta­nie natury zbyt intym­nej, jak na począ­tek... Ale skoro pani pozwo­liła pytać o wszystko...

- Pytaj, śmiało.

- Chcia­łem zapy­tać o to Kata­rzyno, ilu dotych­czas droga pani, mia­łaś kochan­ków?

Księżna Kata­rzyna zanio­sła się od śmie­chu. A na jej policz­kach poja­wiły się wypieki, które były sku­tecz­nie skry­wane pod war­stwą różu i pudru nało­żo­nego kilka godzin wcze­śniej.

- No to rze­czy­wi­ście wybra­łeś Sta­ni­sła­wie pyta­nie dość bli­skie memu sercu... Czy odpo­wiem na nie? Jak naj­bar­dziej. Pro­po­nuję jed­nak uczy­nić to nieco póź­niej. Musisz mi dać czas na to, bym była w sta­nie ich wszyst­kich zli­czyć. Ale obie­cuję, że odpo­wiem na to pyta­nie.

- Sły­sza­łem, że miała ich pani wielu, jed­nak nie sądzi­łem, że tak wielu, że nie jest pani w sta­nie ich na pocze­ka­niu zli­czyć...

- A ty, Sta­ni­sła­wie, sko­roś taki mądry, to sam powiedz. Ile kocha­nek mia­łeś?

Dopiero gdy przy­szła carowa zadała to pyta­nie na głos, dotarło do niej, co uczy­niła. Sta­ni­sław gwał­tow­nie się zawsty­dził, a jego uszy stały się na tyle czer­wone, że nawet pod­czas bia­łej nocy nie spo­sób było to prze­oczyć. Jed­nak jak na męż­czy­znę o dobrych manie­rach przy­stało, nie miał zamiaru uni­kać tego bole­snego tematu:

- Pani byłaś mą pierw­szą kochanką... Wcze­śniej z nikim innym nie odda­wa­łem się tym nie­mo­ral­nym, acz­kol­wiek bar­dzo przy­jem­nym poczy­na­niom.

- O mój miły! Nie mia­łam o tym poję­cia albo umknęło mi to z głowy... Dajesz prze­cież teraz sobie świet­nie radę w tych kwe­stiach. Przyj­mij me prze­pro­siny natych­miast, mój miły.

- Nic nie szko­dzi. Wróćmy lepiej do cie­bie, ma droga księżno!

- Czyńmy tak więc!

- W takim razie zacznijmy opo­wieść na twój temat od samiu­sień­kiego początku. Gdzie świat zoba­czył księżną Kata­rzynę po raz pierw­szy? I kiedy to miało miej­sce?

- Uro­dzi­łam się jako Zofia Fry­de­ryka Augu­sta w Szcze­ci­nie nad Odrą. Stało się to 2 maja Roku Pań­skiego 1729. Spę­dzi­łam dzie­ciń­stwo wła­śnie w Szcze­ci­nie na zamku. Miesz­ka­łam w lewym skrzy­dle, gdzie obok mej sypialni była dzwon­nica. Z tam­tego okresu mam w pamięci zabawy ze szcze­ciń­skimi dziećmi. Sporo czasu spę­dza­łam na zam­ko­wym dzie­dzińcu i w ogro­dach. Miły to był czas. Zaś co się tyczy rodzi­ców, to moim ojcem był książę Chri­stian August von Anhalt-Zerbst, zaś matką młod­sza od niego Joanna Elż­bieta.

- Jaki był twój ojciec?

- On był spo­kojny, pobożny, a do tego star­szy od matki. Sza­no­wa­łam go. Nie­stety, zmarł w 1747 roku. To był jeden z naj­bar­dziej bole­snych momen­tów w moim życiu. Gdy się o tym dowie­dzia­łam, popa­dłam w kom­pletną roz­pacz. Widzia­łam go po raz ostatni przed wyjaz­dem do Rosji, póź­niej już ni­gdy nie było ku temu oka­zji. Kochany tatuś zmarł na udar. Opła­ki­wa­łam go z dzie­sięć dni, zamknięta w swej kom­na­cie. Póź­niej nie dane mi było dalej się smu­cić, gdyż ówcze­sna caryca Elż­bieta kazała mi wyjść z pokoju i poka­zać się rosyj­skiemu ludowi.

- A jaka była twoja matka?

- Jak więk­szość matek, które żyją w naszych cza­sach, kochała sku­piać na sobie uwagę. Nawet wtedy, gdy dotar­li­śmy na car­ski dwór, a ja byłam trak­to­wana jako przy­szła żona cara, matula nie mogła zro­zu­mieć, że w jed­nej chwili tak wiele nie­zna­nych mi osób oka­zuje mi podziw i sza­cu­nek. Dla niej to było nie do pomy­śle­nia, że staje się mniej ważna od wła­snej córki.

- Droga pani. Może tylko to wyol­brzy­miasz, bo źle to zapa­mię­ta­łaś.

- Nie­prawda. Ona po pro­stu już taka była. Zresztą potwier­dzę to kon­kret­nym przy­kła­dem. Dawno temu moja matka nagle zemdlała, o czym pospiesz­nie poin­for­mo­wał mnie mój sługa. Wpa­dam więc do jej kom­naty, gdzie ow­szem, leży, choć jest przy­tomna. Pytam więc o to, co się wyda­rzyło, jak dopro­wa­dziła się do takiego stanu? Ona zaś ser­wuje mi łgar­stwa o tym, że chciała z pomocą leka­rza upu­ścić sobie nieco krwi, co jest według mnie wie­rut­nym kłam­stwem, gdyż matula zawsze tego uni­kała i nie jest moż­liwe, by nie­spo­dzie­wa­nie zmie­niła zda­nie w tej kwe­stii.

- Co więc, droga Kata­rzyno, się stało?

- Mam teo­rię, że prawda leży gdzie indziej. I tego jestem pewna! Matka nie cier­piała prze­cież upusz­cza­nia krwi. Za to nad wyraz mocno ceniła sobie obec­ność hra­biego, choć miała prze­cież męża... Jed­nak zbyt­nio jej to nie prze­szka­dzało. Nie pisa­łam o tym w swych pamięt­ni­kach. Jestem jed­nak prze­ko­nana, że matula miała namiętny romans z hra­bią. A owo­cem tego mogło być zapłod­nie­nie i dziecko w dro­dze.

- Co więc suge­ru­jesz?

- Śmiem twier­dzić, że matula wcale nie zemdlała z powodu upusz­cza­nia krwi, a po pro­stu była w sta­nie bło­go­sła­wio­nym i wtedy utra­ciła swą ciążę.

- Ten przy­kład nie­zbyt ma się do tego, co, droga pani, gło­sisz. Może jakiś inny?

- Nie ma sprawy! Sia­daj Sta­ni­sła­wie i słu­chaj! Otóż któ­re­goś razu strasz­nie zacho­ro­wa­łam. Cały dwór wów­czas chu­chał i dmu­chał na mnie, włącz­nie z carycą Elż­bietą, gdy tym­cza­sem matka wpa­dała w szał. Nie podo­bało się jej to, że zaj­mują się mną medycy, któ­rzy kazali upusz­czać mi krew, czemu ona była kate­go­rycz­nie prze­ciwna. Jed­nak o tym opo­wiem innym razem.

- Nie­chaj będzie i tak. Notuję i posta­ram się także o tym pamię­tać.

- Teraz jed­nak przejdźmy do sedna. Otóż wów­czas tak bar­dzo nie przy­pa­dło jej do gustu, że wszy­scy mi nad­ska­kują, i z tej zło­ści posłała do mnie słu­żącą z infor­ma­cją, że mam jej oddać kawa­łek cen­nego mate­riału. Ta tka­nina miała dla mnie war­tość sen­ty­men­talną, ponie­waż była to wła­ści­wie jedyna cenna rzecz, którą przy­wio­złam ze sobą do Peters­burga. A ponadto dosta­łam ją od bar­dzo bli­skiej mi osoby, od stryja.

- Jak na to zare­ago­wa­łaś, moja pani?

- Speł­ni­łam jej prośbę, a wła­ści­wie roz­kaz. Choć uczy­ni­łam to z wiel­kim tru­dem... Przy­kro mi było roz­sta­wać się z tą pamiątką. Jed­nak mój smu­tek nie trwał długo, bowiem ktoś doniósł o całym zaj­ściu cesa­rzo­wej, a ta nie­ba­wem posłała do mnie słu­żą­cego z koszem prze­pięk­nych mate­ria­łów, by wypeł­nić pustkę po tym, com musiała oddać.

- Może tylko raz jej się tak zda­rzyło... Nie powin­naś pani tak surowo oce­niać matki.

- Bzdura, rany nie­bie­skie! Takich momen­tów w mym życiu było o wiele wię­cej. Pamię­tam moje zarę­czyny. Trwał bal, a matula nie mogła być obok mnie, przy jed­nym stole, gdzie sie­dzia­łam z cesa­rzową i swym mężem. Tra­dy­cja pod­parta pro­to­ko­łem wska­zy­wała bowiem jasno, że przy tym stole nie może zasia­dać moja matka. Ona jed­nak uparła się, że będzie sie­działa obok mnie, bo jest prze­cież tak samo ważna jak ja, a wręcz waż­niej­sza.

- Car­ska służba odmó­wiła jej tego zaszczytu?

- Tak. Powie­dziano jej wprost, że ma sie­dzieć przy innym stole. Na to matula stwier­dziła, że nie będzie sie­działa razem z byle jakimi dwo­rza­nami, gdy prze­cież jest matką świeżo upie­czo­nej mał­żonki następcy tronu, przy­szłej Jej Cesar­skiej Mości.

- Chyba Jej Cesar­skiej Mości.

- Tak. Wyobra­zi­łam sobie wła­śnie na twej gło­wie kró­lew­ską koronę i dla­tego się pomy­li­łam.

- Matula prze­stała się awan­tu­ro­wać?

- Nie­stety nie. Tak ją to wszystko roz­ju­szyło, że wpa­dła w szał, rzu­ca­jąc gromy z jasnego nieba i pie­kląc się nie­by­wale. Nie docie­rało do niej, że to nie ona jest tego dnia naj­waż­niej­sza. W końcu wyczer­pała się cier­pli­wość samej carycy. Posłała swego słu­żą­cego do pomiesz­cze­nia obok, z któ­rego do sali balo­wej wycho­dziło jedy­nie okno, i tam kazała przy­go­to­wać stół z jed­nym nakry­ciem. Gdy wszystko było gotowe, naka­zała mej matce opu­ścić salę balową i usiąść przy tym odosob­nio­nym stole. Dal­szą część balu oglą­dała przez małe okienko, niczym dziecko, któ­remu poka­zuje się łakoć, dając mu do zro­zu­mie­nia, że coś jest tak bli­sko, a jed­nak tak daleko. Tego dnia matka była wście­kła. Caryca dała jej nauczkę, jed­nak nie przy­nio­sło to żad­nych efek­tów. Póź­niej jesz­cze wie­lo­krot­nie zacho­wy­wała się podob­nie, w oczach wielu ośmie­sza­jąc w ten spo­sób sie­bie, ale i mi przy­no­sząc wstyd, wręcz nara­ża­jąc na to, że i ja poniosę poważne kon­se­kwen­cje jej zacho­wa­nia.

- Strasz­nie jesteś ura­żona zacho­wa­niem swej matuli.

- Tak. Skoro sobie na to zasłu­żyła, to nie mam innego wyboru. Naprawdę, wierz mi, mogła­bym opo­wia­dać po tysiąc­kroć takich histo­rii. A mówi­łam ci o tym, jak nie odpo­wia­dało jej to, że miała mniej oka­załe kom­naty niż ja w Pałacu Zimo­wym?

- Nie, droga pani. Tej histo­rii nie znam.

- To zamień się teraz, Sta­ni­sła­wie, w słuch. Otóż pew­nego razu, nim jesz­cze zosta­łam żoną przy­szłego cara, zakwa­te­ro­wano nas w Pałacu Zimo­wym. Ja dosta­łam cztery pokoje, skła­da­jące się na pokaźny, wręcz prze­piękny, apar­ta­ment. To samo było z matulą. Ta jed­nak zaczęła się awan­tu­ro­wać, nie będąc w sta­nie pojąć, że ja, jej wierna córka, nie śpię z nią w jed­nym apar­ta­men­cie. A jesz­cze bar­dziej roz­wście­czyło ją to, że mam pokoje od strony scho­dów, po tej, po któ­rej ona by chciała. Z tego powodu zaczęła rzu­cać we mnie gro­mami, a mi było naj­zwy­czaj­niej w świe­cie przy­kro. Po raz kolejny myśla­łam wów­czas, że matka jest sku­piona na sobie!

- Jak wyglą­dały twe kon­takty z rodzi­cami, gdy prze­nio­słaś się na rosyj­ski dwór?

- Nie­długo po tym, jak zosta­łam żoną Pio­tra, poli­tyka na car­skim dwo­rze wobec Prus zna­cząco się pogor­szyła. W związku z tym kore­spon­den­cja wysy­łana do tego kraju, gdzie wtedy prze­by­wali moi rodzice, miała być ogra­ni­czona do mini­mum. Mia­łam być rada z tego, że w ogóle mam taką moż­li­wość... Listy były więc słane co mie­siąc.

- Ktoś kon­tro­lo­wał, co w nich piszesz?

- Nie...

- To miło!

- Nie­prawda. Było jesz­cze gorzej!

- Jak to?!

- Nie pisa­łam tych listów, robili to ludzie z impe­rial­nego Kole­gium Spraw Zagra­nicz­nych.

- Nie mia­łaś żad­nego wkładu w ich powsta­nie?

- Nie. Moim obo­wiąz­kiem było jedy­nie je pod­pi­sy­wać. To było straszne uczu­cie. Ani nie widzia­łam rodzi­ców, ani nie mogłam im niczego prze­ka­zać. Ani jed­nego słowa od sie­bie. Czu­łam się samotna w każ­dym calu. Wysy­ła­łam im kore­spon­den­cję, z któ­rej dosłow­nie nic nie wyni­kało.

Joanna Elż­bieta, księżna Anhalt-Zerbst, matka Zofii-Kata­rzyny, która towa­rzy­szyła jej w pierw­szych latach pobytu w Rosji. Por­tret autor­stwa Anto­ine'a Pesne został nama­lo­wany w 1746 roku

Z Berlina do carskiej Rosji

Z Ber­lina do car­skiej Rosji

#jak Katarzyna stała się kandydatką na żonę cara, #po co Niemka jedzie do Rosji?, #jak kiedyś wyglądały tak długie podróże?, #jak się zachowywać, gdy rozmawia się z cesarzową?

Jak już zdą­ży­li­śmy usta­lić, jesteś, moja miła, kobietą uro­dzoną w Pru­sach, w mie­ście Szcze­cin. Jak zatem doszło do tego, że zna­la­złaś się w Rosji, i to od razu jako kan­dy­datka na żonę przy­szłego następcy tronu?

- Za wszyst­kim stał król pru­ski Fry­de­ryk II. Czło­wiek nie­zbyt wysoki, z wiel­kimi nie­bie­skimi oczami i bladą cerą. To on uznał, że pomoże cesa­rzo­wej zna­leźć kan­dy­datkę na żonę dla jej sio­strzeńca Pio­tra, który w przy­szło­ści miał zasiąść na rosyj­skim tro­nie. Zale­żało mu na tym.

- Jak wiemy, jego motywy były poli­tyczne.

- Ależ oczy­wi­ście. Plotka mówi, że gdy tylko Fry­de­ryk II dowie­dział się, że na żonę Pio­tra jest szy­ko­wana Maria Anna, córka pol­skiego króla Augu­sta III, natych­miast zaczął dzia­łać. Jak nie­trudno się domy­ślić, kon­se­kwen­cją takiego mał­żeń­stwa byłby sojusz pol­sko-rosyj­ski, a na tym władcy Prus na pewno nie zale­żało.

- Dodajmy, że na rosyj­skim tro­nie zasia­dała wów­czas Elż­bieta. To ona szu­kała żony dla swego sio­strzeńca Pio­tra.

- Tak. I to wła­śnie jej Fry­de­ryk II zapro­po­no­wał moją kan­dy­da­turę. Caryca Elż­bieta, choć lubiła męż­czyzn, ni­gdy nie docze­kała się potomka. Dla­tego chciała jak naj­szyb­ciej zna­leźć następcę tronu, by zabez­pie­czyć suk­ce­sję.

Caryca Elż­bieta Pio­trowna Roma­nowa, teściowa Kata­rzyny, która trzy­mała twardą ręką dwór peters­bur­ski i całą Rosję, jak przy­stało na córkę cara Pio­tra I Wiel­kiego. Wład­czyni mogła być tylko jedna. Pre­zen­to­wana rycina powstała w 1761 roku, u schyłku jej życia

- No dobrze. Ale dla­czego Fry­de­ryk II wybrał aku­rat panią? Dla­czego nie inna pru­ska księż­niczka miała zostać żoną przy­szłego cara?

- Moja matka rów­nież usil­nie pró­bo­wała mnie zeswa­tać z Pio­trem, sio­strzeń­cem Elż­biety. Wcze­śniej pisała listy do cesa­rzo­wej, dba­jąc o to, by ta o niej nie zapo­mniała. Napo­mniała rów­nież, że posiada por­tret jej sio­stry Elż­biety Anny, co wzbu­dziło zain­te­re­so­wa­nie carycy. Popro­siła nawet o prze­sła­nie tego arte­faktu, a w zamian m.in. naka­zała mnie zawieźć na ber­liń­ski dwór, gdzie miano spo­rzą­dzić mój por­tret dla cesa­rzo­wej. Następ­nie wysłano go do Peters­burga. Cesa­rzowa zoba­czyła mój wize­ru­nek i czym prę­dzej naka­zała mnie spro­wa­dzić do sie­bie, zapew­nia­jąc, że pokryje koszty podróży. Moja matka wie­działa już, w jakim celu chce mnie do sie­bie ścią­gnąć caryca Elż­bieta.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki