Star Wars. Wielka Republika. Bitwa o Jedhę - George Mann

Kup ebooka

49.00 zł
41.65 zł (40,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SCENA 4. WN. PROM TRANSPORTOWY. ATMOSFERA JEDHY.

Tło dźwię­kowe: Sły­chać szum sys­temu uzdat­nia­nia powie­trza promu i odgłosy tur­bu­len­cji, gdy jed­nostka wcho­dzi w atmos­ferę Jedhy. Pomruki innych pasa­że­rów.

Ef. dźw.: Gło­śny elek­tro­niczny kurant, poprze­dza­jący komu­ni­kat:

DROID PILOT (PRZEZ GŁO­ŚNIK)

Wcho­dzimy w atmos­ferę Jedhy. Pro­szę przy­go­to­wać się na moż­liwe tur­bu­len­cje.

Powta­rzam: wcho­dzimy w atmos­ferę Jedhy. Pro­szę przy­go­to­wać się na moż­liwe tur­bu­len­cje.

Ef. dźw.: Wstrząsy się nasi­lają. Jeden z pasa­że­rów, męż­czy­zna nazwi­skiem TIL­SON GRAF, wpada na kobietę, SILAN­DRĘ SHO.

SILAN­DRA

(ODCHRZĄ­KUJE LEKKO, ALE BEZ URAZY)

TIL­SON GRAF

Och, naj­moc­niej prze­pra­szam. Nie spo­dzie­wa­łem się...

To zna­czy, nie przy­pusz­cza­łem, że...

(WZDY­CHA) Pro­szę o wyba­cze­nie.

SILAN­DRA

Pro­szę. Tu jest zapa­sowy uchwyt. Mówiono mi, że podej­ście do lądo­wa­nia może być tro­chę... nie­spo­kojne. Zwłasz­cza zwa­żyw­szy na ostat­nie burze pia­skowe. Warto posłu­chać rady dro­ida i mocno się trzy­mać.

TIL­SON GRAF

Dzię­kuję.

Ef. dźw.: Stoją przez chwilę w peł­nej życz­li­wo­ści ciszy, pod­czas gdy sta­tek opada w niż­sze war­stwy atmos­fery - z zewnątrz dobie­gają towa­rzy­szące temu odgłosy. Dud­nie­nie zaczyna się nasi­lać.

TIL­SON GRAF

No to... to twój pierw­szy raz?

Na Jedzie, mam na myśli.

SILAN­DRA

(ROZ­BA­WIONA) Skąd ten pomysł?

TIL­SON GRAF

(ŚMIEJE SIĘ) Wspo­mnia­łaś, że "mówiono ci" o podej­ściu do lądo­wa­nia...

SILAN­DRA

Ach, tak. Fak­tycz­nie tak powie­dzia­łam.

Cóż, tak czy ina­czej - nie, to nie jest moja pierw­sza wizyta w tym miej­scu.

Ale pierw­sza od wielu lat.

TIL­SON GRAF

I... jesteś Jedi? Jak sądzę, przy­by­wa­jącą tu z piel­grzymką pod­czas Pory Świa­tła?

SILAN­DRA

Trafne przy­pusz­cze­nie.

(ŚMIEJE SIĘ) Pew­nie zdra­dziły mnie szaty?

TIL­SON GRAF

No i miecz świetlny u pasa... Cho­ciaż ni­gdy wcze­śniej nie widzia­łem Jedi z tar­czą na ple­cach...

SILAN­DRA

(NON­SZA­LANCKO) Nie. Pew­nie nie.

Jestem Silan­dra. Silan­dra Sho.

TIL­SON GRAF

Til­son Graf.

SILAN­DRA

(ZASKO­CZONA) Graf? Jak ci słynni poszu­ki­wa­cze nad­prze­strzenni?

TIL­SON GRAF

Och. Widzę, że repu­ta­cja mojej rodziny mnie wyprze­dza.

Szkoda.

Tak. Tak, pocho­dzę z tych Gra­fów.

Ef. dźw.: W tle sły­chać coraz bar­dziej nasi­la­jące się odgłosy tur­bu­len­cji i ude­rze­nia tuma­nów pia­sku o kadłub statku.

SILAN­DRA

Wybacz, że zapy­tam, ale dla­czego w takim razie podró­żu­jesz w taki spo­sób, w trze­ciej kla­sie trans­portu publicz­nego? Z pew­no­ścią jedna z naj­bo­gat­szych rodzin poszu­ki­wa­czy w galak­tyce ma mnó­stwo wła­snych stat­ków. Pew­nie całą ich flotę...

TIL­SON GRAF

Och, ależ ow­szem. Ma.

Ale ja, nie­stety, jestem kimś w rodzaju ubo­giego krew­nego, czar­nej owcy, wyklu­czo­nej z klanu za godną poża­ło­wa­nia serię mło­dzień­czych wybry­ków.

SILAN­DRA

Przy­kro mi...

TIL­SON GRAF

Nie­po­trzeb­nie. A w każ­dym razie mi wcale nie jest z tego powodu przy­kro. Bo dzięki temu mogłem uciec od tych wszyst­kich męczą­cych rodzin­nych spo­tkań i obo­wiąz­ków. A poza tym zyska­łem coś w rodzaju nowego początku, mogłem zacząć inne życie.

SILAN­DRA

A więc ty też odby­wasz piel­grzymkę?

TIL­SON GRAF

(ROZ­BA­WIONY) W pew­nym sen­sie. Jestem tu, aby być świad­kiem pod­pi­sa­nia trak­tatu poko­jo­wego mię­dzy Eira­mem a E'ronoh. Można powie­dzieć, że jestem kimś w rodzaju "kolek­cjo­nera" histo­rycz­nych wyda­rzeń. I mam prze­czu­cie, że to będzie naprawdę donio­słe.

SILAN­DRA

Obyś miał rację.

TIL­SON GRAF

(USPO­KA­JA­JĄ­CYM TONEM) Jestem tego pewien.

Ef. dźw.: W tle sły­chać, jak ton sil­ni­ków statku prze­cho­dzi w wysoki wizg. Jeden z nich zaczyna się krztu­sić i dła­wić. Sły­szymy teraz z pełną mocą odgłosy burzy pia­sko­wej, ata­ku­ją­cej wście­kle kadłub jed­nostki. Głosy pozo­sta­łych pasa­że­rów nara­stają wraz z ich pode­ner­wo­wa­niem.

Ef. dźw.: Kolejny elek­tro­niczny kurant.

DROID PILOT (PRZEZ GŁO­ŚNIK)

Pro­szę zacho­wać spo­kój. Obec­nie doświad­czamy eks­tre­mal­nych tur­bu­len­cji, ponie­waż prze­cho­dzimy przez obszar wystę­po­wa­nia tym­cza­so­wych zakłó­ceń atmos­fe­rycz­nych...

TIL­SON GRAF

(NIE­PEW­NIE) To nie brzmi zbyt dobrze...

SILAN­DRA

Jestem pewna, że to nic takiego.

Ef. dźw.: Jeden z sil­ni­ków promu krztusi się moc­niej, zacina i eks­plo­duje, zagłu­sza­jąc słowa Silan­dry. Sta­tek prze­chyla się gwał­tow­nie na bok. Pasa­że­ro­wie zaczy­nają krzy­czeć.

PRZE­RA­ŻENI PASA­ŻE­RO­WIE

(KRZY­CZĄ)

TIL­SON GRAF

(ZANIE­PO­KO­JONY) Prawy sil­nik! Prze­stał dzia­łać!

Ef. dźw.: Prom koły­sze się w podmu­chach nio­są­cego piach wia­tru. Teraz działa już tylko jeden sil­nik.

SILAN­DRA

(KRZY­CZY) Wszy­scy - zacho­wać spo­kój!

Ef. dźw.: Drugi sil­nik zaczyna rzę­zić i potę­pień­czo wyć, gdy i on zapy­cha się pia­skiem.

PRZE­RA­ŻENI PASA­ŻE­RO­WIE

(KRZY­CZĄ)

TIL­SON GRAF

(CORAZ BAR­DZIEJ ZANIE­PO­KO­JONY) A teraz lewy sil­nik...

Ef. dźw.: Kolejny elek­tro­niczny kurant.

DROID PILOT (PRZEZ GŁO­ŚNIK)

Pro­szę zacho­wać spo­kój i przy­trzy­mać się cze­goś.

Powta­rzam: pro­szę zacho­wać spo­kój i przy­trzy­mać się cze­goś.

Ef. dźw.: Drugi sil­nik eks­plo­duje. Prom zaczyna opa­dać ku pla­ne­cie.

PRZE­RA­ŻENI PASA­ŻE­RO­WIE

(WIĘ­CEJ KRZY­KÓW)

TIL­SON GRAF

(SPA­NI­KO­WANY) Roz­bi­jemy się!

SILAN­DRA

(SPO­KOJNA, ZDE­TER­MI­NO­WANA) Nie. Nie, nie roz­bi­jemy się.

(Pauza, po któ­rej podej­muje Z WYSIŁ­KIEM)

Po pro­stu... daj mi... minutę...

Ef. dźw.: Prom zaczyna powoli wyrów­ny­wać lot. Burza na­dal sza­leje, ale sta­tek utrzy­muje sta­bilną pozy­cję, sunąc płyn­nie przez tumany pia­chu.

TIL­SON GRAF

(Z ULGĄ, WYRAŹ­NIE POD WRA­ŻE­NIEM) Co się... Czy to twoja sprawka?

Robisz jedną z tych waszych sztu­czek Jedi, prawda? Powstrzy­mu­jesz prom przed roz­bi­ciem się na powierzchni!

SILAN­DRA

(PRZEZ ZACI­ŚNIĘTE ZĘBY) Wybacz... ale wła­śnie... pró­buję się... sku­pić...

Ef. dźw.: Prom opada niżej, poza zasięg burzy. Pia­sek prze­staje wście­kle bom­bar­do­wać kadłub. Pozo­stali pasa­że­ro­wie powoli zaczy­nają się uspo­ka­jać. Głosy są cich­sze, bar­dziej przy­tłu­mione.

Ef. dźw.: Elek­tro­niczny kurant.

DROID PILOT (PRZEZ GŁO­ŚNIK)

Roz­kła­da­nie pod­wo­zia.

Ef. dźw.: Pod­wo­zie jęczy pod­czas roz­kła­da­nia. Po chwili prom ląduje.

SILAN­DRA

(ODDY­CHA Z ULGĄ) I już.

Ef. dźw.: Wśród pasa­że­rów roz­le­gają się okla­ski i wiwaty.

PASA­ŻE­RO­WIE

(WIWA­TUJĄ)

Ef. dźw.: Elek­tro­niczny kurant.

DROID PILOT (PRZEZ GŁO­ŚNIK)

Witamy na Jedzie.

Ef. dźw.: Właz promu otwiera się z sykiem i pasa­że­ro­wie zaczy­nają prze­ci­skać się do wyj­ścia.

TIL­SON GRAF

To było naprawdę impo­nu­jące.

SILAN­DRA

(ZDY­SZANA) Zacznijmy od tego, że w ogóle nie powinno dojść do sytu­acji, w któ­rej byłoby to konieczne.

TIL­SON GRAF

Dokład­nie tak, jak powie­dzia­łaś: ostat­nio czę­sto docho­dzi tu do burz pia­sko­wych. Mamy wiel­kie szczę­ście, że byłaś na pokła­dzie.

(Pauza, a potem Z NIE­PO­KO­JEM)

Czy wszystko w porządku? Mógł­bym jakoś pomóc?

SILAN­DRA

Nie. Nie, dzięki. Nic mi nie jest. Mam się tu spo­tkać z przy­ja­cie­lem.

TIL­SON GRAF

To był praw­dziwy zaszczyt, móc cię poznać, Silan­dro Sho.

I... dzię­kuję.

SILAN­DRA

Niech Moc będzie z panem, panie Graf.

Ef. dźw.: Oboje wycho­dzą z promu, szybko zni­ka­jąc w gwar­nym tłu­mie, kłę­bią­cym się na lądo­wi­sku.

PRZEJ­ŚCIE DO:

SCENA 5. ZEWN. JEDHA. LĄDOWISKO PROMÓW.

Tło dźwię­kowe: Gwar prze­peł­nio­nego lądo­wi­ska. Odle­głe bicie dzwo­nów. Odgłos kolej­nego promu, który prze­dziera się przez burzę, aby wylą­do­wać.

SILAN­DRA

Mesook!

Czy to naprawdę ty?

Ef. dźw.: Silan­dra idzie śpiesz­nym kro­kiem na spo­tka­nie z Meso­okiem, sta­rym przy­ja­cie­lem i Straż­ni­kiem Whil­lów.

MESOOK

(URA­DO­WANY) Silan­dra Sho!

Ef. dźw.: Padają sobie w obję­cia.

SILAN­DRA

Dobrze cię widzieć! A to...?

MESOOK

Selik - on rów­nież jest Straż­ni­kiem.

SELIK

(CIE­PŁO) Miło mi cię poznać, mistrzyni Sho.

SILAN­DRA

Cie­bie rów­nież, Selik.

MESOOK

A co z tą pada­wanką, o któ­rej tyle sły­sza­łem? Gdzie Rooper?

SILAN­DRA

Wró­ciła na Batuu. Po naszych ostat­nich przy­go­dach na pogra­ni­czu pomy­śla­łam, że nieco spo­koj­nej medy­ta­cji w świą­tyni dobrze jej zrobi.

MESOOK

Wszyst­kim nam by się to przy­dało. Zwłasz­cza po tym lądo­wa­niu.

(POWAŻ­NIE­JĄC) Przez chwilę nie byłem pewien, czy wam się uda...

SILAN­DRA

Mało bra­ko­wało. Burza znisz­czyła sil­niki pod koniec podej­ścia.

SELIK

Naj­wyż­szy czas, żeby zmo­der­ni­zo­wali te rupie­cie, któ­rymi przy­wożą tu piel­grzy­mów. Liczą sobie za trans­port dość, żeby było ich stać na lep­szy sprzęt.

SILAN­DRA

Hmm.

Cóż, naj­waż­niej­sze, że nikomu nic się nie stało, a ja dotar­łam tu w jed­nym kawałku.

Ile to już czasu, Mesook?

MESOOK

(ROZ­BA­WIONY) Sta­now­czo za długo. Tak długo, że stra­ci­łem już rachubę.

SILAN­DRA

Zde­cy­do­wa­nie masz rację. Ale świet­nie wyglą­dasz! A ten łuk ener­ge­tyczny bar­dzo ci pasuje.

MESOOK

(MILE POŁECH­TANY) Prawda?

Nie żebym kie­dy­kol­wiek miał powód, by go użyć. Świą­ty­nia to przy­by­tek pokoju, a Straż­nicy Whil­lów nie mają zbyt wiel­kiej wła­dzy na uli­cach Świę­tego Mia­sta.

SILAN­DRA

(Z NIE­DO­WIE­RZA­NIEM) A więc bywa tu nie­bez­piecz­nie?

MESOOK

(ZE ŚMIE­CHEM) Zdzi­wi­ła­byś się.

SELIK

Musie­li­śmy nawet uzy­skać spe­cjalną dys­pensę, aby dbać o bez­pie­czeń­stwo na kon­fe­ren­cji poko­jo­wej. Kapi­tan wcale nie jest z tego zado­wo­lony.

SILAN­DRA

A wy?

MESOOK

Zmiany są rów­nie potrzebne, co odpo­czy­nek. A przy­naj­mniej tak nam powta­rzają.

I, jak się domy­ślam, wcze­śniej mieli pewne... pro­blemy z ochroną. Cie­szymy się, że możemy ode­grać naszą rolę, choćby naj­mniej­szą, w zapro­wa­dza­niu pokoju w galak­tyce. Prawda, Selik?

SELIK

(ZE ŚMIE­CHEM) W kółko to powta­rzasz.

MESOOK

(CHI­CHO­CZĄC) Mamy się póź­niej spo­tkać z mistrzem Cre­igh­to­nem Sunem, żeby jesz­cze raz omó­wić usta­le­nia.

SILAN­DRA

Z Cre­igh­to­nem? Jest tutaj?

MESOOK

Tak. On i rycerka Jedi Aida Forte są czę­ścią dele­ga­cji wyzna­czo­nej do nad­zo­ro­wa­nia pod­pi­sa­nia trak­tatu.

SILAN­DRA

A już myśla­łam, że to będzie spo­kojna podróż, wypeł­niona cichą kon­tem­pla­cją...

MESOOK

(ZE ŚMIE­CHEM) Będzie na to mnó­stwo czasu. Naj­pierw zabiorę cię na spa­cer.

SELIK

Będę was kryć. Do zoba­cze­nia póź­niej, w świą­tyni.

MESOOK

Dzięki, Selik, dobry z cie­bie chło­pak.

SELIK

Lepiej, żebyś o tym pamię­tał!

Niech Moc będzie z tobą, mistrzyni Sho.

SILAN­DRA

I z tobą rów­nież, Selik.

Ef. dźw.: Selik odcho­dzi. Mesook klasz­cze.

MESOOK

W porządku! Ruszajmy. Chciał­bym ci poka­zać sta­ro­żytny posąg, który stoi na straży mia­sta.

SILAN­DRA

Obrońca! Nie mogę się docze­kać.

Ef. dźw.: Zaczy­nają iść przez tłum, pro­wa­dząc poniż­szą roz­mowę:

MESOOK

Posąg jest jed­nym z naj­star­szych wize­run­ków Jedi w całej galak­tyce. O ile nie naj­star­szym. Wygląda naprawdę impo­nu­jąco. To dla miesz­kań­ców Jedhy sym­bol: straż­nik, zawsze czujny. Przy­po­mnie­nie, że są bez­u­stan­nie chro­nieni.

SILAN­DRA

A czy fak­tycz­nie tak jest? Czy rze­czy­wi­ście zawsze ktoś nad nimi czuwa?

Ef. dźw.: Ich głosy stop­niowo cichną, gdy odcho­dzą.

MESOOK

(ZE ŚMIE­CHEM) Oczy­wi­ście! Mają mnie! I Selika.

SILAN­DRA

(ZE ŚMIE­CHEM) A więc wszystko w porządku. Nic nie może pójść źle tam, gdzie jesteś ty...

PRZEJ­ŚCIE DO:

SCENA 7. WN. JEDHA. BAR OŚWIECENIE. KONTYNUACJA.

Tło dźwię­kowe: Ogólny gwar baro­wych roz­mów - o tej porze lokal jest zapeł­niony tylko w poło­wie. Sły­chać dźwięki elek­tro­harfy, wygry­wa­ją­cej melo­dię.

Ef. dźw.: Drzwi się otwie­rają i do środka wcho­dzi Keth. Drzwi zamy­kają się za nim.

KRA­DON

Keth! Jak się mie­wasz, mój chłop­cze?

Ef. dźw.: Keth pod­cho­dzi do baru. Sły­chać brzęk szkla­nek, sta­wia­nych na poobi­ja­nej meta­lo­wej powierzchni.

KETH

Cześć, Kra­don. Nalej mi, pro­szę, szkla­neczkę retsy.

KRA­DON

Mmm. O tej porze? Kra­don mar­twi się o cie­bie, Keth.

Ef. dźw.: Szczęk bute­lek, a następ­nie chlu­pot płynu wle­wa­nego do szklanki. Keth pod­nosi ją i wypija łyk.

KETH

(RETSA PALI JAK WHI­SKY) Ciężki dzień, to wszystko.

KRA­DON

Na to wygląda. Jesz­cze raz to samo?

Ef. dźw.: Keth odsta­wia pustą szklankę na bar.

KETH

Dla­czego nie?

Ef. dźw.: Kra­don ponow­nie napeł­nia szklankę.

MOONA

Co cię trapi, młody?

KETH

Cześć, Moona.

To... nic takiego. Wszystko gra. Tak jak mówi­łem, po pro­stu dużo roboty.

Ef. dźw.: W tle sły­chać otwie­ra­jące się ponow­nie drzwi; do środka wcho­dzi kolejny klient.

MOONA

Cóż, pamię­taj tylko - to Oświe­ce­nie. Jedyny bar na Jedzie, gdzie warun­kiem wstępu jest pozo­sta­wie­nie wszyst­kich swo­ich pro­ble­mów za drzwiami.

PIRALLI

I naj­wy­raź­niej swo­ich dro­idów.

Gdyby ta twoja lewi­tu­jąca puszka nie była tak cho­ler­nie świą­to­bliwa, przy­siągł­bym, że ma nie­zdrową skłon­ność do sar­ka­zmu.

Ef. dźw.: Keth nie­mal krztusi się swoim drin­kiem.

KETH

(KASZ­LĄC) Przy­kro mi, Piralli. Daję słowo, że pew­nego dnia ten bla­szak wpę­dzi mnie do grobu.

PIRALLI

Ha! Święte słowa.

Kra­don? Nalej mi nie­bie­skiej mappy.

KRA­DON

Już się robi.

Ef. dźw.: Piralli siada na stołku przy barze.

PIRALLI

No to... co tam sły­chać?

MOONA

Keth ma zły dzień.

PIRALLI

(ODCHRZĄ­KUJE) A my to nie? Kosz­marny dziś ruch, a te wszyst­kie woj­skowe trans­por­towce wiszą tam, jakby nało­żyli na nas jakąś cho­lerną blo­kadę. Tuż nad samą Jedhą.

Im szyb­ciej pod­pi­szą ten trak­tat poko­jowy, tym lepiej.

MOONA

Tak. I ten cały tak zwany Festi­wal Rów­no­wagi, do któ­rego wszy­scy się przy­go­to­wują. Jeśli chce­cie znać moje zda­nie, to zamiast ją cele­bro­wać, tylko ją zabu­rza. A nawet się jesz­cze nie zaczął!

Uli­cami bez­u­stan­nie cią­gną parady i demon­stra­cje reli­gijne - osza­leć od tego można...

Ef. dźw.: Keth odsta­wia szklankę na bar.

KETH

Dzięki, moi mili. Naprawdę pod­nie­śli­ście mnie na duchu.

Ef. dźw.: Wszy­scy na moment milkną. Nie sły­chać nawet brzdą­ka­nia na har­fie. Po chwili wybu­chają śmie­chem.

WSZY­SCY

(ŚMIEJĄ SIĘ)

Ef. dźw.: Piralli kle­pie Ketha po ple­cach. Harfa znów zaczyna grać.

PIRALLI

(WCIĄŻ CHI­CHO­CZĄC) Nie­źle, Keth.

MOONA

Co cię tak wku­rzyło?

KETH

To nic takiego. Po pro­stu... zosta­łem przy­dzie­lony do niań­cze­nia człon­ków kon­fe­ren­cji poko­jo­wej.

KRA­DON

Niań­cze­nia? Masz na myśli coś jak opiekę nad mło­dzi­kami?

KETH

Gorzej.

Jestem głów­nym łącz­ni­kiem mię­dzy Kościo­łem a wyzna­czo­nym przez Repu­blikę media­to­rem, Mor­to­nem San Tekką.

PIRALLI

(SKON­STER­NO­WANY) Ale... to źle?

KETH

Tak!

To zna­czy... nie. Chyba. Ale to... duża odpo­wie­dzial­ność. San Tek­ko­wie...

KRA­DON

...dają sute napiwki. Musisz zabrać go do Oświe­ce­nia na wie­czór roz­rywki i dobrej zabawy!

KETH

Nie jestem pewien, czy przy­był tu głów­nie dla roz­rywki, Kra­don.

Ale być może nie jest to taki zły pomysł...

MOONA

Tak czy ina­czej, myśla­łam, że to Jedi zaj­mują się niań­cze­niem innych? Uwiel­biają tę całą pom­pa­tycz­ność i cere­mo­nie, prawda? Ni­gdy nie sły­sza­łam, żeby z roz­my­słem uni­kali świa­teł jupi­te­rów.

KETH

Jedi nad­zo­rują pod­pi­sa­nie trak­tatu i eskor­tują amba­sa­do­rów z Eirama i E'ronoh, ale to San Tek­ków popro­szono o wyzna­cze­nie spo­śród sie­bie bez­stron­nego media­tora. Kogoś nie­zwią­za­nego z żadną ze stron kon­fliktu.

MOONA

Ale... co to ma wspól­nego z tobą?

KETH

San Tek­ko­wie mają bli­skie powią­za­nia z Kościo­łem Mocy.

PIRALLI

I wła­śnie dla­tego aku­rat ty...

KETH

...mam być na każde jego ski­nie­nie. Od dzi­siej­szego wie­czoru począw­szy.

MOONA

Hm, roz­wią­za­nie masz w zasięgu ręki, nie­praw­daż?

KETH

Czyżby?

MOONA

Pew­nie!

Po pro­stu zostaw go sam na sam na kilka minut z tym twoim dro­idem, a nie będzie chciał mieć z tobą wię­cej nic wspól­nego.

Ef. dźw.: Moona, Piralli i Kra­don śmieją się ser­decz­nie.

KETH

(JĘCZY) Prze­stań­cie. P3 to przed­sta­wi­ciel Kościoła!

MOONA

Ale zda­jesz sobie sprawę z tego, jaki jest straszny, prawda?

KETH

(ZDZI­WIONY) Straszny?

MOONA

Tak, z tymi wszyst­kimi dziw­nymi zło­ce­niami na jego opa­słym lewi­tu­ją­cym kor­pu­sie...

KETH

Wiesz, że daw­niej peł­nił funk­cję dro­ida cere­mo­nial­nego, tak?

MOONA

I te wszyst­kie drga­jące odnóża, jak jakieś kła­piące szczypce...

KETH

Pocho­dzą z sondy zwia­dow­czej i są mu nie­zbędne, żeby mógł poma­gać.

MOONA

Nie wspo­mi­na­jąc o tym upior­nym cze­re­pie, który mu zamon­to­wa­łeś. Wygląda jak czaszka z oczami robala. I tą okropną kratką w miej­scu ust...

KETH

(POIRY­TO­WANY) Dobra już, dobra! Tak, jasne! Łapię. Może fak­tycz­nie wygląda... odro­binę nie­ty­powo. Ale to wszystko, co mieli Bon­bra­ko­wie. A przy­naj­mniej wszystko, na co było mnie stać.

(WZDY­CHA) Ta głowa była kie­dyś czę­ścią dro­ida pro­ce­syj­nego. Bar­dzo cenio­nego modelu pro­to­ko­lar­nego. Wie­cie w ogóle, jak trudno tu o czę­ści, które nie pocho­dzą z kościoła lub któ­rejś ze świą­tyń?

MOONA

Hmm.

PIRALLI

Spójrz praw­dzie w oczy, Keth. Byłoby lepiej, gdy­byś go wyrzu­cił, tak jak zro­biłby to każdy roz­sądny czło­wiek. I tak był prze­zna­czony na złom, zanim go oca­li­łeś.

KETH

Piralli, P3 jest moim przy­ja­cie­lem. A przy­ja­ciel to wciąż przy­ja­ciel, nawet jeśli ma... trudny cha­rak­ter, prawda?

Ef. dźw.: Piralli dopija resztę swo­jego drinka.

KETH

(POIRY­TO­WANY) Prawda?

PIRALLI

Chcę przez to jedy­nie powie­dzieć, że jesteś lep­szym czło­wie­kiem ode mnie.

MOONA

Plus, Piralli nie jest nawet czło­wie­kiem.

Ef. dźw.: Ponow­nie wybu­chają śmie­chem - tym razem śmieje się rów­nież sam Keth.

KETH

Rzecz w tym, że myśla­łem, iż ta kon­fe­ren­cja poko­jowa może być moją szansą...

MOONA

Szansą na co?

KETH

Na zro­bie­nie w końcu cze­goś waż­nego.

To zna­czy - tutaj ni­gdy nic się nie dzieje, tak? A przy­naj­mniej nic, w czym mógł­bym wziąć udział. Chcę tylko odro­biny pod­niety. Cze­goś nowego i... innego - poza zamia­ta­niem pod­łóg i zapa­la­niem świec. Wła­snej histo­rii. Cze­goś, o czym mógł­bym opo­wie­dzieć w miej­scu takim jak to, racząc przy­ja­ciół kil­koma drin­kami.

A zamiast tego...

Cóż, niań­cze­nie ofi­cjeli i zała­twia­nie spraw, pod­czas gdy to innym będą się przy­tra­fiały wszyst­kie te eks­cy­tu­jące rze­czy...

MOONA

(CMOKA) Za bar­dzo się przej­mu­jesz, dzie­ciaku. Komu potrzeba eks­cy­ta­cji? Albo opo­wie­ści?

PIRALLI

(Z PRZE­KĄ­SEM) Tak! Masz nas! I dziw­nego dro­ida! Czego chcieć wię­cej?

MOONA

(ŚMIEJE SIĘ)

KETH

Tak. Tak, chyba macie rację.

Ef. dźw.: Sto­łek Ketha szura o pod­łogę, gdy męż­czy­zna wstaje ze swo­jego miej­sca przy barze.

KETH

Cóż, chyba lepiej już pójdę.

KRA­DON

(POWAŻ­NIE­JĄC) Kra­don wie­rzy, że wszystko będzie dobrze, chłop­cze.

KETH

Dzięki, Kra­don.

KRA­DON

A za drinki należy się osiem­na­ście zuk­keli.

KETH

(ZE ŚMIE­CHEM) Któ­re­goś dnia zapo­mnisz i mi się upie­cze.

Ef. dźw.: Keth rzuca kilka zuk­keli na bar.

KRA­DON

A wów­czas, nie­stety, będziesz miał do czy­nie­nia z sio­strami Twin­kle.

A teraz idź już. Zmy­kaj!

KETH

Idę już, idę!

KRA­DON

(WOŁA W ŚLAD ZA NIM, ROZ­BA­WIONY) I nie zapo­mnij przy­pro­wa­dzić tu San Tekki ze wszyst­kimi jego licz­nymi zuk­ke­lami!

PRZEJ­ŚCIE DO:

-

SCENA 8. ZEWN. JEDHAŃSKIE TARGOWISKO. ULICA.

Tło dźwię­kowe: Gwarny rynek. Han­dla­rze zachwa­lają swoje towary. Sły­chać odgłosy licz­nych zwie­rząt - szczek­nię­cia, pohu­ki­wa­nia i ćwier­ka­nia. Ogólny zgiełk roz­mów pro­wa­dzo­nych w róż­nych języ­kach, odle­głe dźwięki muzyki. War­kot pojaz­dów.

ZNU­ŻONY HAN­DLARZ (W TLE)

Pie­czone w cało­ści tip-yipy!

Pie­czone tip-yipy!

NATRĘTNY HAN­DLARZ (W TLE)

Przy­pra­wiona ranga! Naj­le­piej przy­pra­wiona ranga na Jedzie!

MESOOK

I oto jeste­śmy. Znowu na jedhań­skim tar­go­wi­sku, po tylu latach!

SILAN­DRA

To... Wszystko wygląda tu ina­czej, niż zapa­mię­ta­łam.

MESOOK

(NIE­PEWNY) Jesteś... roz­cza­ro­wana?

SILAN­DRA

Nie. Wręcz prze­ciw­nie. Jest świet­nie.

Ale wiele się zmie­niło. To cał­kiem, jakby zoba­czyć wszystko nowymi oczami.

MESOOK

Nic nie trwa wiecz­nie. Nawet pustynne pia­ski zmie­niają się, two­rząc kra­jo­braz na nowo.

SILAN­DRA

Tak, i przy­pusz­czam, że doty­czy to rów­nież nas wszyst­kich. Cho­ciaż nie­które rze­czy się nie zmie­niają.

(Pauza, a po chwili ŻAR­TO­BLI­WIE)

Na przy­kład - wciąż masz impo­nu­jącą brodę.

MESOOK

(ZE ŚMIE­CHEM) A ty na­dal nosisz tę starą tar­czę na ple­cach jak jakiś tali­zman.

SILAN­DRA

(ZE ŚMIE­CHEM) Być może wła­śnie tym jest - tali­zma­nem.

Ale kilka razy naprawdę oca­liła mi życie.

MESOOK

I wielu innym, jeśli wie­rzyć opo­wie­ściom.

SILAN­DRA

Opo­wie­ściom! Wie­dzia­łam, że tylko się ze mną dro­czysz.

MESOOK

(ZE ŚMIE­CHEM) Nic podob­nego! Pamię­taj - my, Straż­nicy Whil­lów, jeste­śmy wszech­wie­dzący!

SILAN­DRA

(ZE ŚMIE­CHEM) Dobrze cię znowu widzieć, Mesook.

MESOOK

(Z UDA­WANĄ POWAGĄ) Widzisz? Wie­dzia­łem, że to powiesz!

Ef. dźw.: W tle sły­chać przy­bie­ra­jące na sile odgłosy pro­ce­sji cią­gną­cej przez tar­go­wi­sko i skan­du­ją­cej:

UCZNIO­WIE ŚCIEŻKI (W TLE)

Moc będzie wolna! Moc będzie wolna!

STAR­SZY DEL­WIN (W TLE)

Moc będzie wolna! Wolna od wszel­kich mani­pu­la­cji! Wolna od kaj­dan tych, któ­rzy nagi­nają ją do swo­jej woli!

Moc musi zna­leźć rów­no­wagę. Tylko wtedy będziemy mogli naprawdę zaznać pokoju. Tylko wtedy wszy­scy będziemy wolni!

SILAN­DRA

O, to coś nowego.

Pro­te­stu­jący?

MESOOK

Zacho­waj ostroż­ność, Silan­dro.

SILAN­DRA

(ZDEZ­O­RIEN­TO­WANA) Ostroż­ność...?

Ef. dźw.: Pro­ce­sja jest coraz bli­żej, skan­do­wa­nie przy­biera na sile.

UCZNIO­WIE ŚCIEŻKI

Moc będzie wolna! Moc będzie wolna!

MESOOK

Na Jedzie są istoty, które mają... ambi­wa­lentne uczu­cia wobec Jedi. W naj­lep­szym razie.

SILAN­DRA

Zawsze znajdą się tacy, któ­rzy będą mieli ambi­wa­lentny sto­su­nek do Jedi. To pomaga nam zacho­wać pokorę.

Ef. dźw.: Do Silan­dry i Meso­oka pod­biega dziew­czynka.

NAD­DIE

Pro­szę! Dar dobrej woli!

SILAN­DRA

Dar? Dla mnie? Och, jaki śliczny kwia­tek!

Dzię­kuję! Cudow­nie pach­nie.

NAD­DIE

(CHI­CHO­CZE)

SILAN­DRA

Jak ci na imię, mała?

NAD­DIE

Jestem Nad­die...

Ef. dźw.: Pod­biega star­sza adeptka Ścieżki. To Marda.

MARDA

Nad­die, nie!

Do mnie, natych­miast!

NAD­DIE

(ZDEZ­O­RIEN­TO­WANA) Ale Mardo, ja tylko roz­da­wa­łam kwiaty, tak jak pro­si­łaś...

MARDA

Tak, Nad­die. Wiem. Ale musisz pamię­tać o tym, co ci mówi­łam. Na Jedzie są nie­bez­pieczni ludzie.

Ef. dźw.: Nad­die pociąga nosem. Jest zde­ner­wo­wana i nie bar­dzo wie, co zro­biła źle.

SILAN­DRA

Wszystko w porządku. Ona nie miała złych zamia­rów.

MARDA

(NAPIĘ­TYM GŁO­SEM) Nie, nic nie jest w porządku.

Nad­die, ta kobieta to Jedi!

NAD­DIE

(PŁACZ­LI­WIE) Prze­pra­szam, Mardo!

SILAN­DRA

Myślę, że zaszło jakieś nie­po­ro­zu­mie­nie. Nad­die - dzię­kuję ci za twój dar.

NAD­DIE

(SZLO­CHA)

MARDA

Dosyć tego.

(ŁAGOD­NIEJ, DO NAD­DIE) Chodź, Nad­die. Wra­caj do Star­szego Del­wina i pozo­sta­łych. Wszystko będzie dobrze. Wszystko jest tak, jak chce tego Moc.

Ef. dźw.: Marda i Nad­die zaczy­nają odcho­dzić.

SILAN­DRA

Chwi­leczkę. Gdy­bym mogła z nią poroz­ma­wiać...

MARDA

Powie­dzia­łaś już dość. Nie pozwolę, aby psuł ją ktoś, kto nagina Moc do wła­snej woli.

SILAN­DRA

Ale...

MESOOK

Silan­dro - myślę, że powin­naś pozwo­lić im odejść.

SILAN­DRA

(WZDY­CHA)

Ef. dźw.: Kroki Mardy i Nad­die cichną, gdy obie zni­kają w tłu­mie. W tle znów sły­chać skan­do­wa­nie:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

DRAMATIS PERSONAE

JEDI

Cre­igh­ton Sun: Męż­czy­zna, mistrz Jedi przy­by­wa­jący na Jedhę z misją dyplo­ma­tyczną.

Aida Forte: Kadas'sa'Nikto, rycerka Jedi przy­by­wa­jąca na Jedhę z misją dyplo­ma­tyczną.

Silan­dra Sho: Kobieta, mistrzyni Jedi przy­by­wa­jąca na Jedhę z piel­grzymką.

Gella Nat­tai: Kobieta, rycerka Jedi.

Xinith Tarl: Bithanka, mistrzyni i człon­kini Rady Jedi.

Har'kin: Gran, mistrz Jedi.

Voh­lan: Męż­czy­zna, mistrz Jedi.

B-9H0: Droid pro­to­ko­larny Cre­igh­tona i Aidy.

GT-68: Droid astro­me­cha­niczny Cre­igh­tona i Aidy.

KOŚCIÓŁ MOCY

Keth Cera­path: Męż­czy­zna, adiunkt Kościoła Mocy.

P3-7A: Mający skłon­ność do sar­ka­zmu droid Ketha.

Pre­fekt Saous: Męż­czy­zna, pre­fekt Kościoła Mocy.

STRAŻ­NICY WHIL­LÓW

Mesook: Męż­czy­zna, Straż­nik Whil­lów.

Selik: Iri­doń­ski Zabrak, Straż­nik Whil­lów.

ŚCIEŻKA OTWAR­TEJ DŁONI

Matka: Kobieta, znana rów­nież jako Ele­cia, przy­wód­czyni Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Marda Ro: Eve­renka, Prze­wod­niczka Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Herold: Nauto­la­nin, Herold Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Nad­die: Dziew­czynka, skora do psot Maluczka ze Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Tro­mak: Gran, nie­śmiały Maluczki ze Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Mylas: Duros, docie­kliwy Maluczki ze Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Pela: Togru­tanka, uczen­nica Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Qwerb: Męż­czy­zna, ochro­niarz Matki.

Juk­kyuk: Wookiee, ochro­niarz Matki.

Star­szy Del­win: Weequay, Star­szy Ścieżki Otwar­tej Dłoni.

Ucznio­wie Ścieżki

BAR OŚWIE­CE­NIE

Kra­don: Vil­la­ran­dia­nin, wła­ści­ciel i mena­dżer baru Oświe­ce­nie.

Piralli: Sul­lu­sta­nin, robot­nik por­towy.

Moona: Twi'lekanka, stała bywal­czyni Oświe­ce­nia.

Camille: Glo­ovanka, mało­mówna ochro­niarka Oświe­ce­nia, sio­stra bliź­niaczka Del­phine.

Del­phine: Glo­ovanka, mało­mówna ochro­niarka Oświe­ce­nia, sio­stra bliź­niaczka Camille.

EIRAM

Amba­sa­dorka Cerox: Kobieta, amba­sa­dorka uczest­ni­cząca w kon­fe­ren­cji poko­jo­wej.

Eiram­ska straż: Oso­bi­sta gwar­dia amba­sa­dorki Cerox.

Eiram­ski sier­żant

Eiram­scy żoł­nie­rze

Dro­idy ochro­nia­rze

E'RONOH

Amba­sa­dor Tin­tak: Męż­czy­zna, amba­sa­dor uczest­ni­czący w kon­fe­ren­cji poko­jo­wej.

Młod­szy doradca Linth: Męż­czy­zna, słu­żal­czy asy­stent amba­sa­dora Tin­taka.

E'roniań­ska straż: Oso­bi­sta gwar­dia amba­sa­dora Tin­taka.

E'roniań­ski sier­żant

E'roniań­scy żoł­nie­rze

Piloci stat­ków gór­ni­czych

JEDHA

Mytion: Męż­czy­zna, jeden z Braci Dzie­wią­tych Drzwi.

Inoke: Kel Dor, jeden z Braci Dzie­wią­tych Drzwi.

Baarla: Mour­nish, jeden z Braci Dzie­wią­tych Drzwi.

Tarna Miak: Męż­czy­zna, Czar­no­księż­nik z Tund.

Uliczni han­dla­rze, cywile, uczest­nicy zamie­szek, piel­grzymi, tury­ści, dro­idy

INNI

Mor­ton San Tekka: Męż­czy­zna, media­tor uczest­ni­czący w kon­fe­ren­cji poko­jo­wej, przed­sta­wi­ciel słyn­nego rodu poszu­ki­wa­czy nad­prze­strzen­nych.

Til­son Graf: Męż­czy­zna, podróż­nik, przed­sta­wi­ciel słyn­nego rodu poszu­ki­wa­czy nad­prze­strzen­nych.

Prze­wod­ni­cząca Mel­dan: Pan­to­ranka, przed­sta­wi­cielka Repu­bliki na Jedzie.

SCENA 1. WN. JEDHA. DRUGA IGLICA. KOMNATA SPOTKAŃ.

NAR­RA­TOR

Czas do roz­po­czę­cia bitwy: zero godzin.

Tło dźwię­kowe: Jeste­śmy w Dru­giej Iglicy na Jedzie - w sta­rej, opusz­czo­nej uprzed­nio świą­tyni, która została nie­dawno prze­bu­do­wana na potrzeby szczytu poko­jo­wego.

Znaj­du­jemy się w dużej sali kon­fe­ren­cyj­nej na niż­szym pozio­mie budynku. W środku obecna jest nie­wielka grupa przed­sta­wi­cieli róż­nych ras, cier­pli­wie cze­ka­ją­cych na roz­po­czę­cie spo­tka­nia.

Z zewnątrz dobie­gają przy­tłu­mione szmery roz­mów, które w miarę roz­woju sytu­acji przy­bie­rają na sile, zwia­stu­jąc rychłe zamieszki...

Ef. dźw.: Til­son Graf, peł­niący funk­cję media­tora, ner­wowo bębni opusz­kami pal­ców w blat pul­pitu.

TIL­SON GRAF

(NER­WOWO) W porządku.

Powin­ni­śmy wkrótce zaczy­nać...

AMBA­SA­DOR TIN­TAK

W rze­czy samej. Miejmy to już za sobą. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na powrót na E'ronoh, aby pomóc w odbu­do­wie - i jestem pewien, że amba­sa­dorka Cerox rów­nież pra­gnie jak naj­szyb­ciej wró­cić do swo­ich ludzi na Eiram...

TIL­SON GRAF

(Z WAHA­NIEM) Hm, tak, amba­sa­do­rze Tin­tak. Gdyby mógł mi pan dać jesz­cze chwilkę...

CRE­IGH­TON SUN

Czy wszystko w porządku, media­to­rze Graf?

TIL­SON GRAF

(Z ROZ­TAR­GNIE­NIEM) Słu­cham? Ach, tak, jasne. Oczy­wi­ście, mistrzu Sun.

(ZBIE­RA­JĄC SIĘ W SOBIE) Wszystko w jak naj­lep­szym porządku. Potrze­buję tylko kilku minut, żeby zebrać myśli. To w końcu donio­sła chwila. Pod­pi­sa­nie tego trak­tatu poko­jo­wego to prze­ło­mowy moment w histo­rii galak­tyki. Eiram i E'ronoh są w sta­nie wojny od ponad pię­ciu lat. A teraz, po zaślu­bi­nach następ­ców tro­nów, oba światy wresz­cie połą­czy pokój. Zebra­li­śmy się tutaj, w Dru­giej Iglicy na histo­rycz­nej pla­ne­cie Jedha, aby...

AMBA­SA­DORKA CEROX

(WCHO­DZĄC MU W SŁOWO) Media­to­rze Graf?

TIL­SON GRAF

(POTUL­NIE) Tak, amba­sa­dorko Cerox?

AMBA­SA­DORKA CEROX

(ZNIE­CIER­PLI­WIONA) Z całym należ­nym sza­cun­kiem, wszy­scy jeste­śmy świa­domi powo­dów, dla któ­rych tu przy­by­li­śmy. Gdy­byś mógł przejść do sedna, zanim...

Ef. dźw.: Głos amba­sa­dorki Cerox zostaje zagłu­szony przez nagłe, gwał­towne odgłosy zamie­szek dobie­ga­jące z zewnątrz.

AMBA­SA­DOR TIN­TAK

(GNIEW­NIE, SFRU­STRO­WANY) Co znowu?

TIL­SON GRAF

Eee...

CRE­IGH­TON

Aido? Co się dzieje na zewnątrz?

AIDA FORTE

Do Iglicy zbliża się tłum, Cre­igh­ton. Oni...

Ef. dźw.: Odgłos roz­bi­ja­nego szkła, gdy do środka wpada rzu­cony przez kogoś kamień. Dobie­ga­jące z zewnątrz okrzyki przy­bie­rają na sile. Tłum jest roz­wście­czony.

AIDA

(WSTRZĄ­ŚNIĘTA) To zamieszki!

CRE­IGH­TON

(ZANIE­PO­KO­JONY) Cof­nąć się, wszy­scy! Z dala od okien!

Ef. dźw.: Gdzieś z głębi budynku dobiega odgłos wystrzału z łuku ener­ge­tycz­nego.

STŁU­MIONY KRZYK (Z OFFU)

Cof­nąć się! Wszy­scy!

Ef. dźw.: Wię­cej huków i szczęku. Zamieszki prze­no­szą się do budynku, ich uczest­nicy są coraz bli­żej. Drzwi do kom­naty spo­tkań się otwie­rają; do środka wpada Mesook, Straż­nik Whil­lów.

MESOOK

(ZROZ­PA­CZONY) To cywile! Wsz­częli zamieszki. Wdzie­rają się do budynku... Nie zdo­łamy ich powstrzy­mać, nie ucie­ka­jąc się do prze­mocy...

Ef. dźw.: Zza jego ple­ców dobie­gają odgłosy bru­tal­nej walki w zwar­ciu. Straż­nicy nie strze­lają do cywi­lów, chyba że są do tego zmu­szeni.

TIL­SON GRAF

(PO CICHU, WYCO­FU­JĄC SIĘ POŚPIESZ­NIE) Ja... eee... myślę, że lepiej będzie, jeśli poszu­kamy jakie­goś bez­piecz­nego schro­nie­nia...

CRE­IGH­TON

(STA­NOW­CZO) Amba­sa­do­ro­wie? Do mnie.

Ef. dźw.: Roz­lega się potężny huk, gdy do środka przez prze­szkloną ścianę pośród desz­czu odłam­ków wpada pojazd repul­so­rowy. Ktoś krzy­czy z bólu, gdy kawa­łek szkła wbija mu się w ciało; po chwili ofiara umiera.

CRE­IGH­TON

Pad­nij!

PRZEJ­ŚCIE DO:

SCENA 2. WN. DRUGA IGLICA. PRZEDPOKÓJ. DZIEŃ.

NAR­RA­TOR

Czas do roz­po­czę­cia bitwy: sie­dem­dzie­siąt dwie godziny.

Tło dźwię­kowe: Znaj­du­jemy się w przed­po­koju Dru­giej Iglicy, w pobliżu miej­sca, w któ­rym prze­by­wają Jedi. Z zewnątrz dobie­gają nikłe odgłosy mia­sta; w oddali sły­chać przy­tłu­mione bicie dzwo­nów.

CRE­IGH­TON

Ni­gdy nie sądzi­łem, że docze­kam dnia, w któ­rym w prze­strzeni powietrz­nej nad Jedhą zawi­sną woj­skowe trans­por­towce. To wydaje się...

(WZDY­CHA) Cóż, nie­wła­ściwe.

Cała nasza praca... Wszyst­kie wysiłki księż­niczki Xiri i księ­cia Phan-tu na rzecz pokoju... a ich światy wciąż wysy­łają statki woj­skowe, mimo iż przy­by­li­śmy tu, aby pod­pi­sać trak­tat poko­jowy.

Ef. dźw.: Odpo­wiedź nie nad­cho­dzi. Przez dłuż­szą chwilę panuje cisza, po któ­rej sły­chać:

CRE­IGH­TON

Aido?

Ef. dźw.: Rycerka Jedi Aida Forte dołą­cza do niego pod oknem. Przy­staje i przez moment w mil­cze­niu kon­tem­pluje widok.

AIDA

Wojna rzuca dłu­gie cie­nie, mistrzu Sun. Być może po wszyst­kich tych latach miesz­kańcy Eirama i E'ronoh mają trud­no­ści z ufa­niem sobie nawza­jem.

CRE­IGH­TON

Przy­pusz­czam, że można się było tego spo­dzie­wać. Starsi człon­ko­wie ary­sto­kra­cji nie­na­wi­dzili się przed wojną przez tyle lat, że ich wza­jemne zaufa­nie... Cóż, w naj­lep­szym razie zostało poważ­nie nad­wą­tlone.

AIDA

Zwłasz­cza że kró­lowa Adrialla pro­du­ko­wała broń bio­lo­giczną nawet po zawie­sze­niu broni.

CRE­IGH­TON

A pomimo faktu, że broń ta została znisz­czona, zaś wojna ofi­cjal­nie dobie­gła końca, na­dal nale­gają na wysła­nie eskorty woj­sko­wej na Jedhę. W ich umy­słach i ser­cach wciąż tlą się strach i żal.

Dzięki niech będą Świa­tłu za nowe poko­le­nie i nadzieję, jaką ze sobą nie­sie.

AIDA

Następcy tro­nów są przy­szło­ścią, Cre­igh­to­nie. Xiri i Phan-tu zjed­no­czą swoje ludy, musimy tylko dać im wię­cej czasu. Kosz­mary prze­szło­ści zostaną wyba­czone - jeśli nie zapo­mniane. A ludzie będą postrze­gać ich zwią­zek jako punkt zwrotny. Moment, w któ­rym pokój osta­tecz­nie zwy­cię­żył nad wojną.

CRE­IGH­TON

(W ZAMY­ŚLE­NIU) Masz rację. Jeste­śmy tak bli­sko...

Koniec z nie­po­trzebną śmier­cią. Koniec z nie­na­wi­ścią. Nowe poko­le­nie popro­wa­dzi stare ku lep­szej przy­szło­ści. Naprawdę w to wie­rzę.

Ef. dźw.: Gdzieś z zewnątrz dobie­gają odgłosy zamie­sza­nia - odle­gły dźwięk pod­nie­sio­nych gło­sów, zbyt daleko, aby zro­zu­mieć poszcze­gólne słowa, ale brzmi to jak zacie­kła kłót­nia mię­dzy kil­koma oso­bami - lub gru­pami osób.

CRE­IGH­TON

Ale widok tych stat­ków nad naszymi gło­wami... Mar­twię się, jak to może zostać ode­brane.

AIDA

Przez kogo?

CRE­IGH­TON

Przez miej­sco­wych. Piel­grzy­mów. Całe to nowe "Zgro­ma­dze­nie Mocy". Co, jeśli pomy­ślą, że spro­wa­dzi­li­śmy kon­flikt na ich świat?

AIDA

Kon­flikt się skoń­czył. Wszy­scy o tym wie­dzą. Zawie­sze­nie broni trwa od ponad mie­siąca. To święto pokoju.

A obec­ność stat­ków jest tylko na pokaz. Ostat­nia demon­stra­cja siły, zanim trak­tat zosta­nie sfi­na­li­zo­wany i wszy­scy ci woj­skowi stracą posady.

CRE­IGH­TON

Hm, tak, pew­nie masz rację.

AIDA

Wkrótce przy­będą kanc­le­rze i trak­tat nabie­rze mocy praw­nej.

CRE­IGH­TON

Och, a skoro już o tym mowa. Tuż przed naszym przy­by­ciem otrzy­ma­łem wia­do­mość od kanc­le­rza Molla. Wygląda na to, że pomimo nale­gań zarówno jego, jak i kanc­lerz Grey­lark, służby bez­pie­czeń­stwa Repu­bliki posta­wiły na swoim. Kanc­lerz Mollo ma pozo­stać z Xiri i Phan-tu, aby pomóc w odbu­do­wie ich świa­tów, pod­czas gdy kanc­lerz Grey­lark wróci na Coru­scant.

AIDA

Kto więc będzie media­to­rem nad­zo­ru­ją­cym pod­pi­sa­nie trak­tatu?

CRE­IGH­TON

Mor­ton San Tekka.

AIDA

(ZASKO­CZONA) San Tekka?

CRE­IGH­TON

Znasz kanc­le­rza Molla. To poli­tyk z krwi i kości. Kanc­lerz ludu. Uznał, że zamiast ofi­cjela, naj­le­piej wyzna­czyć do tego zada­nia kogoś, kto ma powią­za­nia z pogra­ni­czem. Ponie­waż Eiram i E'ronoh nie są czę­ścią Repu­bliki, chce zacho­wać ostroż­ność, aby nie wyglą­dało na to, że Repu­blika wykra­cza poza swoją rolę neu­tral­nego doradcy. Wnio­skuję, że prze­wod­ni­cząca Mel­dan, sze­fowa komi­tetu nad­zo­ru­ją­cego sprawy Repu­bliki na Jedzie, jest nieco zde­ner­wo­wana tym, że została pomi­nięta, ale decy­zja kanc­le­rza Molla ma sens. W ten spo­sób Repu­blika nie będzie postrze­gana jako nad­mier­nie inge­ru­jąca w sprawy świa­tów nie­bę­dą­cych jej człon­kami.

AIDA

Rozu­miem...

CRE­IGH­TON

Poza tym, to co naj­wy­żej hono­rowa rola. Media­cje nie są tak naprawdę konieczne. Amba­sa­do­ro­wie zostali popro­szeni o zło­że­nie pod­pi­sów w imie­niu następ­ców tro­nów.

Spo­tkamy się z Mor­to­nem San Tekką na wie­czor­nym ban­kie­cie.

AIDA

Jestem pewna, że to słuszna decy­zja. Ale na­dal uwa­żam, że to wielka szkoda, iż Phan-tu i Xiri nie mogli przy­być tu oso­bi­ście.

CRE­IGH­TON

Oboje mają ręce pełne roboty przy nad­zo­ro­wa­niu prac, począw­szy od budowy nowych boi komu­ni­ka­cyj­nych. Tak wiele z nich zostało znisz­czo­nych pod­czas wojny, że łącz­ność z Eira­mem i E'ronoh jest obec­nie nie­mal nie­moż­liwa - i to jesz­cze zanim zaczęła szwan­ko­wać lokalna sieć łącz­no­ści na Jedzie.

(Pauza)

Poza tym, jako nowo­żeńcy zasłu­gują na to, aby móc spę­dzić razem nieco czasu po tym wszyst­kim, przez co prze­szli.

AIDA

(ŚMIEJE SIĘ CIE­PŁO) Nie sądzi­łam, że jesteś roman­ty­kiem, Cre­igh­ton!

CRE­IGH­TON

(ŻAR­TO­BLI­WIE) Każdy z nas ma jakieś ukryte strony, Aido. Nawet taki znu­żony życiem sta­rzec jak ja.

AIDA

Sta­rzec!

CRE­IGH­TON

Cóż, w takim razie po pro­stu znu­żony życiem czło­wiek.

AIDA

Droga była długa, a podróż męcząca. Czy mia­łeś w ogóle nieco czasu dla sie­bie? Aby nacie­szyć się mia­stem, skoro już tu jeste­śmy?

CRE­IGH­TON

Wiesz, że nie. Przy­go­to­wa­nia...

AIDA

(WCHO­DZĄC MU W SŁOWO) ...pochło­nęły cię bez reszty. Tak, tak, wiem. Ale jeste­śmy na Jedzie! Powi­nie­neś przy­naj­mniej roz­wa­żyć wizytę w Kybe­ro­wych Lustrach, tro­chę odsap­nąć i poświę­cić kilka chwil na...

Ef. dźw.: Drzwi się otwie­rają i wcho­dzi droid pro­to­ko­larny, prze­ry­wa­jąc Aidzie. To B-9H0.

B-9H0

Tysiąc­krot­nie prze­pra­szam, sza­cowni mistrzo­wie, ale pomy­śla­łem, że chcie­li­by­ście wie­dzieć natych­miast - rycerka Jedi Gella Nat­tai na łączu.

CRE­IGH­TON

(Z ULGĄ) W samą porę. Czy usta­li­li­śmy już, z jakiego powodu szwan­kuje komu­ni­ka­cja w mie­ście?

B-9H0

To naj­praw­do­po­dob­niej efekt burz pia­sko­wych, mistrzu Sun. Ogromne chmury zia­ren pia­sku dostały się do gór­nych warstw atmos­fery i zakłó­cają miej­scowe trans­mi­sje. Nawią­za­nie łącz­no­ści dale­kiego zasięgu jest moż­liwe, ale mimo to pozo­staje utrud­nione...

CRE­IGH­TON

(WCHO­DZĄC MU W SŁOWO) Tak, B-9, oczy­wi­ście. Rozu­miem.

B-9H0

Dosko­nale, sir. W takim razie, gdy­by­ście zechcieli pójść ze mną...

Ef. dźw.: Cre­igh­ton i Aida wycho­dzą za dro­idem z pomiesz­cze­nia.

AIDA

(CICHO, DO CRE­IGH­TONA) Chcę tylko powie­dzieć, żebyś to prze­my­ślał. Dobrze by ci to zro­biło.

CRE­IGH­TON

(CICHO, DO AIDY) Tak zro­bię. Obie­cuję. Tylko... po odpra­wie, dobrze?

PRZEJ­ŚCIE DO:

SCENA 3. WN. DRUGA IGLICA. SALA ODPRAW. CHWILĘ PÓŹNIEJ.

Tło dźwię­kowe: Cichy szum kom­pu­te­rów, prze­ry­wany oka­zjo­nal­nym sygna­łem dźwię­ko­wym.

GT-68

(Z NIE­PO­KO­JEM) Bee-da-doo-waah!

B-9H0

Tak, dzię­kuję, GT-68. Mistrz Sun wie, że sygnał jest słaby.

CRE­IGH­TON

Gdzie...

Ef. dźw.: Holo­pro­jek­tor budzi się do życia pośród szu­mów i trza­sków. Sygnał jest rze­czy­wi­ście słaby, więc słowa Gelli są prze­ry­wane zakłó­ce­niami.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Ach! Jeste­ście.

CRE­IGH­TON

Witaj, Gello. Dobrze cię widzieć.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

I was rów­nież - mistrzu Cre­igh­ton, Aido. To zna­czy, na tyle, na ile pozwala ten kosz­marny sygnał.

CRE­IGH­TON

Cie­szę się, że Rada Jedi zatwier­dziła twoją pety­cję o zosta­nie Poszu­ki­waczką. Jak się z tym czu­jesz?

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Czuję się...

(Pauza, po któ­rej podej­muje, NIECO PEW­NIEJ)

Czuję się dobrze. Po raz pierw­szy czuję się tak, jak­bym naprawdę rozu­miała swoje powo­ła­nie. Idę tam, gdzie pro­wa­dzi mnie Moc. A moja podróż dopiero się zaczyna.

CRE­IGH­TON

Cie­szę się razem z tobą. Naprawdę.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Dzię­kuję, mistrzu Sun.

Ale do rze­czy. Jak tam na Jedzie?

CRE­IGH­TON

Zimno. I piasz­czy­ście.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

(ŚMIEJE SIĘ)

AIDA

Atmos­fera jest dość... napięta, Gello. Zgro­ma­dze­nie przy­go­to­wuje się do Festi­walu Rów­no­wagi i oka­zuje się, że to nieco... kon­tro­wer­syjny pomysł.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Zgro­ma­dze­nie?

CRE­IGH­TON

Nowa, neu­tralna orga­ni­za­cja, powo­łana do życia na Jedzie, mająca zjed­no­czyć wszyst­kie sekty i reli­gie. Wyko­rzy­stują Porę Świa­tła, aby przed­sta­wić swoje zało­że­nia.

AIDA

(PAR­SKA) Bzdura.

To zna­czy, może teo­re­tycz­nie taki mają plan, ale uro­czy­sto­ści o tej porze roku obcho­dzi wiele róż­nych grup, nie tylko Jedi. W sumie to ma sens. Orga­ni­zują imprezę.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Myślę, że wszy­scy będziemy mieli powód do świę­to­wa­nia, kiedy trak­tat poko­jowy zosta­nie w końcu pod­pi­sany.

AIDA

W rze­czy samej. Dziś wie­czo­rem spo­ty­kamy się z amba­sa­do­rami. I Mor­to­nem San Tekką, media­to­rem wyzna­czo­nym przez kanc­le­rza Molla do nad­zo­ro­wa­nia cere­mo­nii.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Pamię­tajmy, że ostat­nim razem, gdy pró­bo­wa­li­śmy czu­wać nad zawar­ciem poro­zu­mie­nia mię­dzy Eira­mem a E'ronoh...

CRE­IGH­TON

...nie poszło zbyt dobrze. Poin­for­mo­wa­łem Aidę pokrótce o tym, co się wyda­rzyło.

AIDA

Wie­lo­krotne próby zama­chów. Tak.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

(ODRO­BINĘ ROZ­GO­RY­CZONA) I zdrada Axela Grey­larka oraz Fer­ro­lów. Jej skutki nie­mal zni­we­czyły wszyst­kie nasze wysiłki.

CRE­IGH­TON

Fer­ro­lów jestem w sta­nie nie­mal zro­zu­mieć. Stary ród z E'ronoh, zbyt ura­żony i zacie­trze­wiony, aby iść na kom­pro­mis i zawrzeć pokój. Ale... Axel Grey­lark? Syn samej kanc­lerz! Nawet teraz trudno w to uwie­rzyć.

(Pauza)

Jak sobie radzisz, Gello? Wiem, że łączyła was więź...

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

To... skom­pli­ko­wane. Myśla­łam, że jest naszym sojusz­ni­kiem, przy­ja­cie­lem.

(Pauza)

Jego zdrada... Ode­bra­łam to bar­dzo oso­bi­ście.

Na­dal nie wiem, dla­czego zro­bił to, co zro­bił.

CRE­IGH­TON

Więc na­dal nie jeste­śmy ani o krok bli­żej zro­zu­mie­nia jego moty­wów?

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Nie. Nie jeste­śmy bli­żej zro­zu­mie­nia cze­go­kol­wiek. Odwie­dzi­łam Axela, zanim został zabrany na pokład trans­por­towca wię­zien­nego, ale upar­cie odma­wiał roz­mowy.

Nie wiem... Pomimo tego, że on i Fer­ro­lo­wie byli odpo­wie­dzialni za sabo­taż i próby zama­chów, na­dal coś mi w tym wszyst­kim nie pasuje. Jak­by­śmy prze­ga­pili coś waż­nego. Wiemy, że była w to zamie­szana jesz­cze jedna osoba, ale jak dotąd nie udało nam się usta­lić, kto dokład­nie. I nie sądzę, żeby­śmy mogli zro­zu­mieć praw­dziwe powody, któ­rymi kie­ro­wał się Axel, dopóki nam się to nie uda.

CRE­IGH­TON

A ty nie masz żad­nych podej­rzeń?

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Mogę wam radzić jedy­nie, żeby­ście byli czujni oraz mieli oczy i uszy otwarte. To smutne, że są istoty, które wola­łyby, aby Eiram i E'ronoh wciąż trwały w sta­nie wojny, ale taka jest prawda. Ist­nieją całe frak­cje, które aktyw­nie dążą do wzno­wie­nia kon­fliktu, pomimo woli następ­ców tronu. Ludzie, któ­rym nie podoba się to, co robią Xiri i Phan-tu, i któ­rzy chcą stor­pe­do­wać ich sta­ra­nia. Podej­rze­wam, że to wła­śnie praw­dziwy powód tego, iż nie ma ich z wami na Jedzie. Ow­szem, odbu­dowa jest konieczna, ale co waż­niej­sze, muszą gasić w zarze­wiu sprze­ciwy frak­cji, pra­gną­cych zni­we­czyć ich wysiłki.

CRE­IGH­TON

Na kon­flik­cie zawsze można się doro­bić, a wielu pozba­wio­nych skru­pu­łów poli­ty­ków chęt­nie nabi­łoby sobie kabzy. Podej­rze­wam, że głosy sprze­ciwu znajdą popar­cie wśród klas rzą­dzą­cych obu świa­tów. Fer­ro­lo­wie nie będą osa­mot­nieni.

AIDA

Tak, ale to jest Jedha. A skoro nowo poślu­bieni dzie­dzice są tak oddani dąże­niom do pokoju, to z pew­no­ścią aku­rat ta sprawa nie powinna nam spę­dzać snu z powiek. Gdy trak­tat zosta­nie pod­pi­sany, wszel­kie pro­te­sty stracą rację bytu.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

Mimo wszystko... bądź­cie ostrożni.

I wiedz­cie, że w razie czego zawsze może­cie na mnie liczyć.

AIDA

Damy ci znać, jak poszło - tak szybko, jak to moż­liwe.

GELLA NAT­TAI (HOLO­GRAM)

W porządku. Dzię­kuję, Aido. I... powo­dze­nia - dla was obojga.

Niech Moc będzie z wami.

Ef. dźw.: Połą­cze­nie dobiega końca.

PRZEJ­ŚCIE DO: