Starachowicki wrzesień. nr 135 - Leszek Zioło

-
Proszę czekać

I

-?Pano­wie, to nasze ostat­nie spo­tka­nie przed paź­dzier­ni­kiem. Jaka jest sytu­acja, wie­cie dosko­nale. Jesz­cze w tym mie­siącu wasze jed­nostki otrzy­mają wzmoc­nie­nie. Pla­nu­jemy powo­ła­nie rezerwy i odde­le­gu­jemy do poszcze­gól­nych ośrod­ków po kilku pod­cho­rą­żych. Na zakoń­cze­nie odprawy chcę panom poka­zać mapę, którą przy­go­to­wało dowódz­two OPL z Prze­my­śla. Zoba­czy­cie dokład­nie, na jakie siły może­cie liczyć na swoim tere­nie.

Pod­puł­kow­nik z Inspek­to­ratu Obrony Powietrz­nej Pań­stwa roz­su­nął zasłony zakry­wa­jące ścienną tablicę. Na przy­twier­dzo­nej do niej mapie połu­dniowo-wschod­niej Pol­ski wyraź­nie odci­nały się kon­tury gra­nic obszaru X Dowódz­twa Okręgu Kor­pusu.

-?Major Pilecki, ofi­cer OPL z prze­my­skiego DOK, naniósł na tę mapę siły obrony prze­ciw­lot­ni­czej, jakimi dys­po­nu­jemy na tere­nie Cen­tral­nego Okręgu Prze­my­sło­wego -?kon­ty­nu­ował pod­puł­kow­nik. -?Są to tylko te środki, które bez­po­śred­nio pod­le­gają dowódcy OPL Obszaru Kraju, puł­kow­ni­kowi Ludwi­gowi. Zakła­damy, że w razie potrzeby do osłony obiek­tów prze­my­sło­wych i węzłów komu­ni­ka­cyj­nych kie­ro­wane będą także plu­tony i bate­rie z dywi­zji i bry­gad.

Uczest­ni­czący w odpra­wie dowódcy jed­no­stek OPL z zakła­dów zbro­je­nio­wych, poło­żo­nych na tere­nie pod­le­głym woj­sko­wej kom­pe­ten­cji X Dowódz­twa Okręgu Kor­pusu, już od dwóch dni prze­by­wali w Prze­my­ślu. Wezwano ich natych­miast po tym, jak kil­ku­oso­bowa grupa ofi­ce­rów z Inspek­to­ratu Obrony Powietrz­nej Pań­stwa zakoń­czyła prze­gląd goto­wo­ści bojo­wej fabrycz­nych jed­no­stek OPL. Pod­czas tego spraw­dzianu ujaw­niono, że nie wszyst­kie zakłady wywią­zały się z obo­wiązku wysta­wie­nia wła­snych plu­to­nów dział prze­ciw­lot­ni­czych. Odpo­wie­dzialni za ten stan ludzie tłu­ma­czyli się wyso­kimi kosz­tami sprzętu i bra­kiem odpo­wied­nio przy­go­to­wa­nego per­so­nelu. Kon­tro­lu­jący odnie­śli jed­nak wra­że­nie, iż nie wszę­dzie do spraw zwią­za­nych z obroną powietrzną pod­cho­dzi się z nale­żytą powagą. Po pro­stu nie­któ­rzy sze­fo­wie zakła­dów prze­my­sło­wych nie wie­rzyli, by kie­dy­kol­wiek mogło ich fabry­kom coś zagro­zić ze strony obcego lot­nic­twa. A skoro tak, to po co pchać pie­nią­dze w nie­przy­no­szący dochodu inte­res?

-?Instruk­cja Inspek­tora Obrony Powietrz­nej Pań­stwa gene­rała Józefa Zająca wyraź­nie mówi, które zakłady mają zaku­pić sprzęt arty­le­ryj­ski - grzmiał na początku odprawy pod­puł­kow­nik. -?Mija drugi rok od jej wyda­nia, mamy już sier­pień tysiąc dzie­więć­set trzy­dzie­stego dzie­wią­tego roku, a tylko w Sta­ra­cho­wi­cach sprawę dopro­wa­dzono do końca. To, co dotych­czas zro­biono w Sta­lo­wej Woli, Skar­ży­sku i Kiel­cach, jest daleko nie­wy­star­cza­jące! A czas nagli!

Wtedy, w ostat­niej deka­dzie sierp­nia, uczest­nicy odprawy wie­dzieli już, że istot­nie czasu pozo­stało nie­wiele. Ile jesz­cze mie­sięcy uda się powstrzy­mać Hitlera? Prze­cież jego żąda­nia nie pozo­sta­wiają żad­nych wąt­pli­wo­ści: Niemcy chcą wojny.

Ofi­cer roz­po­czął obja­śnia­nie mapy.

-?Celowo przed­sta­wiamy panom obszar wykra­cza­jący poza prze­my­skie Dowódz­two Okręgu Kor­pusu. Trak­tu­jemy Cen­tralny Okręg Prze­my­słowy jako całość. Szczę­śli­wie się składa, że te wszyst­kie tereny zna­la­zły się w tak zwa­nym obsza­rze kra­jo­wym. Ma to swoje pozy­tywne następ­stwa dla obrony powietrz­nej. Siły w takim przy­padku pozo­stają w cał­ko­wi­tym pod­po­rząd­ko­wa­niu dowódz­twu OPL Obszaru Kraju. Spójrzmy na mapę. Pierw­szego sierp­nia, bo poka­zuje ona stan na ten dzień, mie­li­śmy ukształ­to­wane trzy zgru­po­wa­nia obrony prze­ciw­lot­ni­czej, zgodne z trzema wyraź­nymi sku­pi­skami prze­my­słu zbro­je­nio­wego -?pod­puł­kow­nik lśniącą wska­zówką zakre­ślał oma­wiane rejony. -?Obszar pierw­szy pomię­dzy Dunaj­cem a Sanem z fabry­kami sprzętu w Sanoku, Rze­szo­wie, Sta­lo­wej Woli, Mielcu, Dębicy, Tar­no­wie i Mości­cach. Obszar drugi pomię­dzy Pilicą a Wisłą z ośrod­kami prze­my­sło­wymi w Pion­kach, Rado­miu, Skar­ży­sku, Sta­ra­cho­wi­cach, Ostrowcu, Kiel­cach oraz z prze­pra­wami w San­do­mie­rzu i Dębli­nie. Wresz­cie obszar trzeci pomię­dzy Wie­przem a Sanem.

Kolo­rowe sym­bole zna­czyły miej­sca, w któ­rych roz­miesz­czono siły OPL. Obszar był dość znaczny, a sił nie­zbyt wiele. Na mapie plu­tony arty­le­rii wyglą­dały jak oddzielne, samotne wysepki.

-?Obec­nie szczu­płość środ­ków zmu­sza nas do tego, by przy­jąć zasadę punk­to­wego sys­temu obrony prze­ciw­lot­ni­czej -?cią­gnął ofi­cer swoje wyja­śnie­nia. -?Ozna­cza to, że do ochrony poszcze­gól­nych ośrod­ków przy­dzie­lamy odpo­wied­nie siły obrony czyn­nej i bier­nej. Naj­waż­niej­sze obiekty, jak to zazna­czono na mapie, są bro­nione przez arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą, do innych przy­dzie­li­li­śmy tylko prze­ciw­lot­ni­cze cięż­kie kara­biny maszy­nowe, a naj­mniej­szym ośrod­kom pozo­staje jedy­nie obrona bierna. Na razie na wię­cej nas nie stać. Nasza kon­trola wyka­zała, że służby łącz­no­ści, dozo­ro­wa­nia i ostrze­ga­nia funk­cjo­nują pra­wi­dłowo. Na początku wrze­śnia będziemy jesz­cze chcieli spraw­dzić, jak są wyszko­lone obsługi dział. Myślę, iż po tym spo­tka­niu i prze­stu­dio­wa­niu mapy macie, pano­wie, pełen obraz moż­li­wo­ści obron­nych na waszym tere­nie. Nie muszę chyba pod­kre­ślać, jak ważny dla kraju jest ten obszar. A zatem do zoba­cze­nia w paź­dzier­niku. W ozna­czo­nym dniu otrzy­ma­cie sygnał z Inspek­to­ratu. Zapro­simy was jako obser­wa­to­rów na wiel­kie ćwi­cze­nia obrony prze­ciw­lot­ni­czej wojsk. Będzie co oglą­dać! -?pod­puł­kow­nik tym stwier­dze­niem zakoń­czył odprawę.

Kilku ofi­ce­rów rezerwy pozo­stało jesz­cze na sali. Z zain­te­re­so­wa­niem, w sku­pie­niu, stu­dio­wali roz­wie­szoną na tablicy mapę.

-?Tro­chę za rzadka ta sieć -?prze­rwał mil­cze­nie młody męż­czy­zna.

-?Co pan ma na myśli? -?zain­te­re­so­wał się ktoś tą uwagą.

-?Wystar­czy popa­trzeć, jak daleko od jed­nego zgru­po­wa­nia arty­le­rii do dru­giego. Chyba nie może być mowy o stwo­rze­niu sku­tecz­nego para­wanu ognio­wego.

-?To prawda, dla­tego tak ważną sprawą jest silna obrona punk­towa -?dodał ktoś inny.

-?Od mie­siąca w naszej fabryce, w Sta­lo­wej Woli, sta­cjo­nuje zmo­to­ry­zo­wana bate­ria dział sie­dem­dzie­się­cio­pię­cio­mi­li­me­tro­wych. Mówię panom, to są cuda, nie działa! Wyplu­wają poci­ski co kilka sekund, i to aż na cztery kilo­me­try w górę.

-?Sły­szę, że pan chwali nasze działa -?czter­dzie­sto­pa­ro­letni, ciem­no­włosy męż­czy­zna zwró­cił się do swego sąsiada. -?Bar­dzo się cie­szę z tych kom­ple­men­tów. Te cuda robimy u nas, w Sta­ra­cho­wi­cach.

Inży­nier Ste­fan Kistel­ski, porucz­nik rezerwy, dowo­dził fabryczną jed­nostką OPL w Sta­ra­cho­wic­kich Zakła­dach Gór­ni­czo-Hut­ni­czych. Pra­co­wał w fabryce od kil­ku­na­stu już lat, ostat­nio jako kie­row­nik wydziału ela­bo­ra­cji, gdzie uzbra­jano poci­ski. Znał się dosko­nale na sprzę­cie arty­le­ryj­skim i był gorą­cym zwo­len­ni­kiem roz­woju pol­skiego prze­my­słu obron­nego. Dla­tego z takim zain­te­re­so­wa­niem i, oczy­wi­ście, z satys­fak­cją przy­jął słowa kolegi ze Sta­lo­wej Woli.

-?Możemy tylko żało­wać, że tak mało tych armat dotych­czas zro­bi­li­ście.

-?Dopiero przed pię­cioma mie­sią­cami ruszyła seryjna pro­duk­cja -?odparł inży­nier Kistel­ski. -?Na pewno zro­bimy ich wię­cej. Ale chcia­łem zwró­cić uwagę panów na coś innego. Ta armata to prze­cież nasze, pol­skie dzieło! Skon­stru­owana od pod­staw w zakła­dach sta­ra­cho­wic­kich. Na przy­fa­brycz­nym poli­go­nie pierw­szy strzał odda­li­śmy z niej już w paź­dzier­niku trzy­dzie­stego czwar­tego roku.

-?A potem, przez cztery lata, nic nie robi­li­ście? -?dzi­wił się inży­nier ze Sta­lo­wej Woli.

-?Po wszyst­kich nie­zbęd­nych pró­bach armata była gotowa w trzy­dzie­stym szó­stym roku. Woj­skowi się nią zachwy­cali, bo też jest ona naprawdę nowo­cze­sna i nie­za­wodna, ale jesz­cze dwa lata minęły na prze­py­chan­kach, dys­ku­sjach i prze­ko­ny­wa­niach. Samych komi­sji z War­szawy było u nas kil­ka­na­ście. W końcu, jak już mie­li­śmy wszyst­kie świa­dec­twa, że ten nasz pro­dukt strzela jak trzeba, zabra­kło odważ­nego, żeby pod­jąć decy­zję o roz­po­czę­ciu seryj­nej pro­duk­cji. Nie­któ­rzy twier­dzili, że działo jest za dro­gie i pol­skiej armii nie stać na taki luk­sus.

-?Niech pan powie, ile to tech­niczne cudo może kosz­to­wać?

-?Nie­mało. Pew­nie, że nie­mało, ale jest tego warte. Liczymy, że koszt jed­nej armaty wynie­sie sto trzy­dzie­ści pięć tysięcy zło­tych. Już nie­długo doj­dzie do niej spe­cjalny cią­gnik. W marcu otrzy­ma­li­śmy pro­to­typ z War­szawy. O, widzi­cie, pano­wie, z mapy wynika, że bate­ria tych dział ma bro­nić lot­ni­ska i prze­prawy w Dębli­nie.

Inży­nier Kistel­ski zagłę­bił się ponow­nie w zawi­ło­ści mapy szta­bo­wej. Szcze­gól­nie inte­re­so­wał go obszar pomię­dzy Wisłą a Pilicą. Odna­lazł Sta­ra­cho­wice i zorien­to­wał się, że przy fabryce dział i amu­ni­cji zapla­no­wano umiesz­cze­nie dwóch plu­to­nów arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. Trzy czarne literki "F" ozna­czały, że w razie wojny obronę powietrzną mają w tym rejo­nie pro­wa­dzić także trzy plu­tony fabryczne.

Prze­niósł wzrok wyżej. Pionki -?wytwór­nia pro­chu i mate­ria­łów wybu­cho­wych. W obro­nie dwa plu­tony. Radom­skich fabryk broni ręcz­nej i masek prze­ciw­ga­zo­wych także bro­nią dwa plu­tony. Podobną obronę mają fabryki w Skar­ży­sku i Ostrowcu. Cóż, z tej pobież­nej ana­lizy wynika, że naj­gęst­szy ogień powi­nien powi­tać agre­sora nad Sta­ra­cho­wi­cami. Ile to razem będzie armat? Cztery nale­żące do woj­ska, sześć fabrycz­nych, razem dzie­sięć. To już jest spora siła. Gdyby tak jesz­cze mieć reflek­tory i balony zapo­rowe...

-?Panie inży­nie­rze, o któ­rej ma pan pociąg? -?To pyta­nie prze­rwało Kistel­skiemu dal­szy ciąg kal­ku­la­cji. -?Jeśli dys­po­nuje pan cza­sem, zapra­szam na kawę. Chęt­nie bym poga­wę­dził ze sta­rym zna­jo­mym.

Major Marian Pilecki poznał Kistel­skiego przed rokiem pod­czas wizyty w Sta­ra­cho­wi­cach. Lubił roz­mowy z inży­nie­rem, cenił bowiem ludzi rze­czo­wych i towa­rzy­skich, a taki wła­śnie był Kistel­ski.

Inży­nier przy­jął to nie­ocze­ki­wane zapro­sze­nie i po chwili sie­dzieli obaj przy nie­wiel­kim sto­liku w głębi kasyna.

-?Tylko pogra­tu­lo­wać, panie Ste­fa­nie. Zebrał pan tyle pochwał od ofi­ce­rów z War­szawy. Bo też i wszystko u was zapięte na ostatni guzik - zaczął roz­mowę major Pilecki.

-?Dzię­kuję za uzna­nie. Szkoda, że nie widział pan, jaki duch panuje wśród naszych ludzi. Oni wie­rzą w swoją siłę, a to jest nie­zwy­kle istotne -?odparł Kistel­ski.

Zamy­ślili się obaj. Dłuż­szą chwilę trwało mil­cze­nie, które wresz­cie prze­rwał Pilecki:

-?Wiara wiarą, ale tak po praw­dzie to tych sił jest prze­cież sporo. Jeśli cho­dzi o obronę prze­ciw­lot­ni­czą, to nasz obszar jest w sytu­acji uprzy­wi­le­jo­wa­nej. Możemy się z tego tylko cie­szyć. Ale, panie Ste­fa­nie, dajmy spo­kój tym teo­riom. Po co cią­gle mówić o woj­nie? Jesz­cze kawał lata przed nami. Pan już po urlo­pie?

-?Chyba dopiero we wrze­śniu będę chciał się gdzieś wybrać na kilka dni. Naj­le­piej z wędką, nad Wisłę. Teraz nie mam czasu. Zaczę­li­śmy seryjną pro­duk­cję armaty sie­dem­dzie­siąt pięć mili­me­trów. Przy­szły duże zamó­wie­nia z woj­ska. Muszę być cały czas na miej­scu. Ale skoro mówimy o pracy, to chcia­łem zapy­tać, jak długo pan jest w dowódz­twie OPL w Prze­my­ślu?

-?Od samego początku, panie Ste­fa­nie. Dosta­łem przy­dział w trzy­dzie­stym siód­mym, gdy wydano roz­kaz o two­rze­niu przy DOK dowództw obrony prze­ciw­lot­ni­czej. Jestem arty­le­rzy­stą prze­kwa­li­fi­ko­wa­nym na prze­ciw­lot­nika. Coraz wię­cej teraz będzie ofi­ce­rów o takiej spe­cjal­no­ści.

-?Co pan powie? A ja nic nie sły­sza­łem, żeby otwarto jakąś szkołę prze­ciw­lot­ni­czą?

-?Spe­cjal­nej nie stwo­rzono, ale o Trau­gut­to­wie musiał pan sły­szeć.

-?To gdzieś koło Brze­ścia?

-?Wła­śnie. Mniej wię­cej od roku w Trau­gut­to­wie mie­ści się Cen­trum Wyszko­le­nia Arty­le­rii Prze­ciw­lot­ni­czej. Jest tam szkoła pod­cho­rą­żych arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej i dwie szkoły pod­cho­rą­żych rezerwy. To ozna­cza koniec naszych kło­po­tów kadro­wych.

-?Sły­sza­łem co nieco o tym Cen­trum, ale chyba nie ma jesz­cze absol­wen­tów Trau­gut­towa?

-?Są, są, panie Ste­fa­nie. Mogę panu powie­dzieć, że kilku za parę dni zamel­duje się w Sta­ra­cho­wi­cach, w waszej jed­no­stce. A gdzie pan uczył się arty­le­rii?

-?Byłem na kur­sie w pierw­szym pułku arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej w War­sza­wie, jed­nak naj­wię­cej nauczy­łem się na fabrycz­nym poli­go­nie. Jeśli cho­dzi o dowo­dze­nie, to mam tro­chę prak­tyki z wojny. Byłem w Legio­nach. Ale, panie majo­rze, mie­li­śmy prze­cież nie mówić o spra­wach służ­bo­wych.

-?Dobrze, nie mówmy. Sam pan jed­nak widzi, jak trudno ode­rwać myśli od tego wszyst­kiego, czym żyje się na co dzień. Pro­szę, niech pan mi opo­wie, co sły­chać w Sta­ra­cho­wi­cach? Prze­pra­szam, w Sta­ra­cho­wi­cach-Wierzb­niku, bo teraz tak nazywa się wasze mia­sto?

-?Od pierw­szego kwiet­nia, gdy połą­czono Wierzb­nik ze Sta­ra­cho­wi­cami. Mia­sto ma teraz dwa­dzie­ścia pięć tysięcy miesz­kań­ców i zoba­czy pan, jak będzie wyglą­dało za parę lat! Chcemy roz­wi­jać zakłady, tym bar­dziej że obie­cu­jąco wypa­dają bada­nia geo­lo­giczne. Podobno są spore pokłady rudy.

-?Oglą­da­łem kopal­nię "Majówka", jak ostat­nio u was byłem -?wtrą­cił major. -?To jest nowo­cze­sność! Dwu­dzie­sty wiek! Kolejka pod­ziemna, elek­tryczne windy w szy­bach. Ponoć ostat­nio ruszyły nowe kopal­nie?

-?Trzy odkryw­kowe: "Myszki", "Strzel­nica" i "Czer­wona". Ale na potrzeby huty to cią­gle za mało. Obli­cza się, że za rok, dwa będziemy już samo­wy­star­czalni, bo uru­chomi się nowe odkrywki.

-?A co w mie­ście, jakie zmiany? -?dopy­ty­wał się major.

-?Nie­długo ukoń­czymy budowę Domu Spo­łecz­nego, rusza budowa nowego szpi­tala na Bugaju, a i domów przy­bywa. Jed­nak do zaspo­ko­je­nia wszyst­kich potrzeb jesz­cze daleko. Cho­ciaż, wie pan, jak w fabryce idzie dobrze, to i w mie­ście się oży­wia. Chęt­nych do pracy nie bra­kuje, żeby tylko zamó­wie­nia były.

-?Gdzie jak gdzie, ale w waszej fabryce woj­sko sporo tych zamó­wień ulo­ko­wało. Przez całe lata będzie co robić. Prze­cież samych sie­dem­dzie­sią­tek pią­tek ma być w pierw­szej serii coś z pięć­set. Znam te liczby, bo byłem w komi­sji oce­nia­ją­cej przy­dat­ność tej armaty.

-?Ja panu powiem coś jesz­cze. Duże zamó­wie­nia to nie tylko inte­res dla fabryki, ale i dla woj­ska. Tak, tak, zwy­kła eko­no­mia.

-?Niech pan poda jakiś przy­kład -?major prze­ja­wiał zain­te­re­so­wa­nie tema­tem.

-?Duże zamó­wie­nia to duże pie­nią­dze i szansa na zakup nowych maszyn. Tylko dzięki nowym maszy­nom pota­niał koszt pro­duk­cji dział i amu­ni­cji. Zna pan naszą hau­bicę stu­mi­li­me­trową? Jesz­cze w trzy­dzie­stym czwar­tym woj­sko pła­ciło za jedną sztukę sto czter­dzie­ści pięć tysięcy zło­tych. A dziś o trzy­dzie­ści tysięcy mniej. Dla­czego? Bo znacz­nie zmniej­szyły się koszty pro­duk­cji. Koniunk­tura wszyst­kim się opłaca.

-?I eks­port też -?uzu­peł­nił major.

-?Z eks­por­tem to tro­chę inna sprawa. Na pewno się opłaca, ale teraz nie możemy o tym myśleć. Musimy zre­zy­gno­wać z eks­portu. I zre­zy­gno­wa­li­śmy. Ostatni trans­port poszedł w czerwcu do Anglii i Holan­dii. Tego też szkoda. Wie pan naj­le­piej, jak liczy się każde działo. W cza­sie dzi­siej­szej odprawy odnio­słem wra­że­nie, że nasi prze­ło­żeni mają poważne pro­blemy. Szcze­gól­nie z uzbro­je­niem. Jeśli w tym roku nie doj­dzie do wojny, to w znacz­nym stop­niu będziemy mogli zaspo­koić potrzeby naszej arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej, zwłasz­cza w arma­tach małego kali­bru. U nas pro­duk­cja idzie na peł­nych obro­tach, mie­sięcz­nie możemy zmon­to­wać sie­dem­na­ście Bofor­sów.

-?Tak się bro­ni­li­śmy przed roz­mową o woj­sku, a znów wkra­czamy na ten teren -?wtrą­cił major Pilecki. -?Panie Ste­fa­nie, chyba pora iść na dwo­rzec?

-?Tak, tak. Naj­wyż­szy czas, zbliża się pięt­na­sta.

Wsie­dli w dorożkę. Po paru minu­tach byli już na dworcu, gdzie poże­gnali się ser­decz­nym uści­skiem dłoni.

-?Do zoba­cze­nia, panie Ste­fa­nie, w Brze­ściu, na ćwi­cze­niach!

-?Do widze­nia, panie majo­rze. Zapra­szam do sie­bie, do Sta­ra­cho­wic!

-?Her­batki, z czaj­niczka, z samo­warka! -?ostry głos han­dlarki wyrwał Kistel­skiego z zadumy. Pociąg stał na sta­cji. Sły­chać było ostry syk pary i szum wody wle­wa­nej do kotła ze sta­cyj­nej pompy. Inży­nier wyj­rzał przez okno. San­do­mierz. Jesz­cze ze dwie godziny drogi, wes­tchnął.

-?Panie dzie­dzic, do her­batki, do her­batki! -?natar­czy­wie zapra­szała stara Żydówka.

Kistel­ski, nie zwra­ca­jąc uwagi na zachę­ca­jące słowa han­dlarki, zawo­łał do kon­duk­tora:

-?Ile posto­imy?

-?Jak w roz­kła­dzie, pięt­na­ście minut. Palacz musi napoić maszynę. Nie­li­chy dziś mie­li­śmy upał -?kon­duk­tor udzie­lił dość wyczer­pu­ją­cej odpo­wie­dzi.

Inży­nier wyszedł z wagonu na żwi­ro­wany peron. Pomy­ślał, że dumny napis "Peron 1" jest sporo na wyrost przy tej lichej sta­cyjce. Może za pięć, dzie­sięć lat, kiedy w San­do­mie­rzu sku­pią się wszyst­kie nici kie­ro­wa­nia COP-em, przyj­dzie czas na peron i dwo­rzec z praw­dzi­wego zda­rze­nia.

Kistel­ski prze­spa­ce­ro­wał się raz i drugi wzdłuż pociągu, zamie­nił jesz­cze kilka słów z kon­duk­to­rem i wsiadł do wagonu.

-?Odjazd! -?zawia­dowca dał sygnał do dal­szej drogi.