Starożytna - Rafał Dec

Kup ebooka

16.15 zł
13.40 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2 " Krzyk Gwiazdy"

Lena, reporterka jednego z największych konglomeratów medialnych pakowała się ze sprzętem do swojej furgonetki, jej kamerzysta, olbrzymi facet o posturze niedźwiedzia pomagał upchnąć cały sprzęt do stojącej furgonetki.

Reportaż w miasteczku się udał, protest, ten niespodziewany antyrządowy pochód zakończył się tak szybko jak się zaczął. Misiek bo tak nazywała swojego kolegę, pakował już ostatnie graty, lena przeczesała włosy ręką, popatrzyła w dal na plaże i nagle coś jej się nagle przypomniało.

Misiek... pamiętasz tę dziewczynę - zapytała Lena- tam na placu?,pomagała jakiemuś rannemu, co za kontrast do tego co mówiłam, dobrze że kamera nie uchwyciła jej postaci, bo z naszej wypłaty zostałoby niewiele.

Misiek uśmiechnął się złośliwie - Zauważyłem, jak popatrzyła na ciebie zabrakło ci słów, jakby cię coś zamurowało, Tego nie nagrałem bo mieliśmy jakieś przepięcie w kamerze i wszystko padło... ledwo uratowałem część materiałów.

Lena - Nie ważne, dziś wracamy do Nowego Yorku, coś z tego się zmontuje może na wieczorne wiadomości albo jutro., potem lecimy na ten wywiad z jakimś fizykiem, do Szwajcarii, to już dawno było ustawione, pewna i spokojna praca.

Oboje wsiedli do auta i ruszyli na lotnisko. Mijając pobliski szpital Lena zauważyła w oknie czyjeś odbicie, jakąś znajomą twarz.... te same oczy..... przenikliwe i pytające. W jej myślach pojawiła się od razu odpowiedź " to ta dziewczyna z placu, chyba zaczynam wariować... dlaczego zaczynam się bać jakieś randomowej nastolatki, dziecka... muszę się wyspać"

Wieczorne wiadomości zdążyły przekazać ich reportaż: " nagły i niespodziewany protesty antyrządowy w Kalifornii i w Nevadzie, niespokojnie na ulicach, rozbijane witryny sklepów, bandy wyrostków i chuliganów niszczą samochody i podpalają sklepy..." choć obraz nieco przeczył narracji, całość wyglądała elegancko i była świetnie zmontowana..."

Na drugi dzień, spakowani i gotowi lecieli już samolotem na drugi koniec Świata, Europa, Szwajcaria.

Lena zastanawiała się po co te rozmowy, to bardzo techniczne tematy, czy kogoś to zainteresuje, podobno coś tam wykryli, ale kogo to obchodzi, lepszy byłby jakiś klik-bajtowy materiał a nie jakieś smuty.

Misiek siedzący obok cynicznie wyciągnął od stewardess informacje na temat trasy lotu i przesiadek w komplecie z małymi buteleczkami z alkoholem.

- Nie przejmuj się... trochę sie zrelaksujmy....

- Jak to załatwiłeś? - zdziwiła się Lena.

- Pracuje tam gdzie pracuje.. ogarniam takie rzeczy - powiedział z cwaniackim uśmiechem Misiek.

Lena odwdzięczyła się drobnym uśmieszkiem - Ale tak?.. nie chcesz chyba mnie zastąpić.. poza tym nie zmieścił byś sie w kadrze.

Po kilku godzinach lądowali w Genewie, potem przesiadka do aut i znowu kolejna podróż. W głowie Leny, pojawiały się możliwości jak zrobić ten wywiad interesujący i ciekawy? może popytam o jakieś kontrowersyjne rzeczy, ten facet to hazardzista, może ma coś jeszcze na sumieniu, w sumie może to być niezły materiał..znany naukowiec oskarżony o.. i nagle zobaczyła w myślach te same smutne i pełne powagi oczy..." potrząsnęła głową. Chyba wariuje, za dużo pracy - to już powiedziała na głos.

Misiek nie zareagował ale kpiąco uśmiechnął się, Lena wiedział już co myśli. Pracowali od lat w wielu miejscach na świecie, może nie byli krystaliczni i dobrzy, ale świetnie się rozumieli, wiedziała że jakby co jej kamerzysta potrafi powiedzieć prawdę prosto w twarz i to często nie pytany o radę. Teraz dziwnie milczał.

Potem zbliżyła się do Miśka i szepnęła - Daj mi jakiś temat o tym facecie, może ma coś do ukrycia, jakieś grzeszki, ale nie chodzi mi o niezapłacone mandaty.

Się coś znajdzie- odrzekł.

Lena ustawiła się przed kamerą, poprawiła włosy, zerknęła na Miška i wymamrotała pod nosem:

- No dobra... nauka, filozofia, gwiazdy... A mogłam dziś rozmawiać z kimś z Hollywood.

Misiek tylko uniósł brew i pokazał jej "kciuk w górę".

Kamera ruszyła.

- Dzień dobry, CNN. Lena Kovac. Dziś odwiedzamy europejskie laboratorium CERN, gdzie znajduje się największy na świecie akcelerator - Wielki Zderzacz Hadronów. Jej głos był gładki i profesjonalny, choć oczy mówiły: zabierzcie mnie stąd".

- A ze mną dr Sharma Aakarshak, fizyk cząstek... najmniejszych z najmniejszych takich, które podobno robią cuda, kiedy się zderzają. Doktorze, słyszałam, że dokonaliście jakiegoś... wyjątkowego odkrycia?

Dr Sharma wyglądał, jakby spał zaledwie trzy godziny. Z nerwowego odchrząknięcia Lena wyczuła, że facet nie znosi kamer.

- Tak. Wczoraj zarejestrowaliśmy sygnał, którego... w zasadzie nie powinniśmy w ogóle móc zarejestrować - powiedział.

- W żargonie roboczym nazwaliśmy go "Starscream".

Lena nie wytrzymała:

- Jak ten transformer?

Inżynierowie za kamerą się zaśmiali. Misiek też. Sharma nie.

- To niefortunne podobieństwo - westchnął. U nas to tylko robocza etykieta. Chodzi o coś, co przypomina krzyk umierającej gwiazdy. Rozbłysk energii, niezwykle intensywny i bardzo... czysty w sygnale.

Czyli... gwiazda krzyknęła? - Lena przekrzywiła głowę. I to można usłyszeć?

- Usłyszeć to za duże słowo. - Uśmiechnął się krzywo. - Raczej zarejestrować jako wzór. Problem w tym, że nasze detektory nie są przeznaczone do odbierania sygnałów spoza akceleratora. Reagują tylko na cząstki powstałe wewnątrz tunelu. Więc to, co zobaczyliśmy, nie powinno trafić do naszych urządzeń w ogóle.

Lena:

- Czyli dostaliście... kosmiczny telefon?

- Bardziej mignięcie, które trwało ułamek milionowej sekundy - poprawił. I jeszcze dziwniejsze jest to, że struktura sygnału była powtarzalna. To nie była eksplozja losowa, chaotyczna. To był wzór matematyczny.

Jaki wzór?

- Ciąg Fibonacciego.

Misiek za kamerą zaklął pod nosem z wrażenia, ale Lena jedynie mrugnęła, bo wiedziała, że jej widzowie tego nie złapią.

- Czyli... obcy? -- rzuciła lekko, prawie żartem, ale celowo.

Dr Sharma po raz pierwszy się zawahał.

- Nie. To zbyt poważne stwierdzenie. Głos miał spokojny, ale oczy zdradzały, że sam nie do końca wierzy w to, co mówi.

- Ten wzór wygląda raczej jak... wymiana danych. Jakby komunikacja między maszynami. Bardzo zaawansowanymi. Tylko że to miało miejsce sto tysięcy lat świetlnych stąd.

To trochę... daleko na konferencję prasową.

- I trochę za dawno, by ktoś nam teraz chciał coś przekazać dodał naukowiec. Zjawisko pochodzi z systemu gwiezdnego, który już nie istnieje. Rozpadł się. Ale ślad - sygnał dotarł do nas teraz.

- Czyli nic nam nie grozi? - Lena wiedziała, że to pytanie musi paść, bo inaczej reżyser ją zabije.

- Nie - zapewnił dr Sharma. Ale to otwiera nowe pytania. Bo sygnał... wrócił. Drugie "mignięcie" wyglądało tak, jakby zostało odbite przez zakrzywioną przestrzeń tutaj, w naszym układzie słonecznym. A tego nie potrafimy wyjaśnić.

Lena uniosła brwi. Tym razem nie udawała zainteresowania.

- Czyli coś tu się działo... u nas?

- Możliwe - odpowiedział cicho. I to właśnie próbujemy zrozumieć.

Dziękuję, doktorze. Cokolwiek to jest, brzmi jak początek czegoś... dużego. Uśmiechnęła się do kamery, choć po raz pierwszy tego dnia nie musiała tego udawać.

Dla CNN, z CERN, Lena Kovac. Zostańcie z nami. Będzie ciekawie.

Koniec wywiadu.

Sharma odetchnął, jakby ktoś zdjął mu z piersi dwadzieścia kilo.

- Pani reporter! - Dr Sharma był niewzruszony

- Proszę, o to szczegółowy raport tego co się działo, napisany w przystępny sposób, może pani coś z tego wykorzysta, dziękuję za wywiad.

Wieczorem wszyscy poszli spać, Hotel pełny był reporterów i innych ludzi z obsługi, dziś Lenie przyśniła się jakaś młoda dziewczyna uciekająca przed czymś, w czarnej bezdennej pustce czegoś czego nie potrafiła nazwać, w jej oczach nie było strachu, ale smutek, rozczarowanie i jakiś rodzaj determinacji.

Obudziła się w środku nocy, zlana zimnym potem. Obraz smutnych, rozczarowanych oczu wciąż stał jej przed powiekami.

"Co się ze mną do cholery dzieje?" - pomyślała, zaciskając pięści na prześcieradle. - "To nie jest normalne...

"...ja pier..." Myśl urwała się, pochłonięta przez ciszę hotelowego pokoju. Była zbyt wyczerpana, by nawet w myślach znaleźć pointe.

Wzięła do ręki raport Dr Sharma i zaczęła przeglądać, mimo nieznajomości kilku określeń i znaczeń, coś zaczęło się w niej zmieniać, " Może faktycznie coś tu jest, ale moi widzowie to nie ten kontent.."

Podeszła do hotelowego barku, jeden mocny drink zapewnił jej spokojny sen do rana, może nie było to zdrowe ale pomagało na obecnym etapie jej życia.

Rozdział 4 "Nowa tożsamość"

Rankiem, kiedy przyjechali śledczy, w bazie unosił się zapach spalonej gumy i ozonu. Z kamery stołówki obserwowałam, jak ich czarne SUV-y wzbijały tumany kurzu na żwirowej drodze, a opony wydawały ten chrup-chrup, który zawsze zwiastował kłopoty. Trzy pojazdy. Sześcioro drzwi otwierało się idealnie zsynchronizowanych. Mężczyźni w ciemnych wiatrówkach wysiadali, jakby ćwiczyli ten ruch tysiąc razy.

Dr Morrison czekał przy głównym budynku, jego fartuch powiewał na wietrze. Nawet z tej odległości widziałam, jak drżały mu ręce, gdy poprawiał okulary. Prowadząca śledztwo kobieta o stalowo siwych włosach spiętych w ciasny kok, nie podała mu ręki. Uniosła tylko odznakę i zaczęła coś mówić. Ale nagle ktoś wyszedł z budynku, oficer wywiadu Chris Carter. Wyszedł tylko aby powitać swojego przyjaciela, ale słowa Agentki od razu zatrzymały go w miejscu - - - - - - Agencie Chris.. to nieprofesjonalne.. z panem porozmawiam osobno..wolno panu tylko.: Obserwować.

W pokoju przesłuchań - a właściwie w sali konferencyjnej B z zasłoniętymi roletami - posadzono Dr Morrison'a i zadano te same pytania na dwanaście różnych sposobów: Gdzie ją znaleźliście? Co właściwie potrafi? Jak długo ma dostęp do naszych systemów? - Pytań była nieskończona lista, ale Henry Morrison był już do tego przyzwyczajony i z godną podziwu cierpliwością odpowiadał długo i wyczerpująco na każde pytanie śledczych.

- Ma poważną utratę pamięci - powiedział dr Morrison po raz piąty. Jego głos załamał się przy "poważnej utracie". Nie wie, skąd się wzięła. Przeprowadziliśmy wszystkie kontrole w bazie danych. Nie ma jej na żadnej liście obserwowanych,

nigdzie nie jest poszukiwana.

Znalazła tu się całkowicie przypadkowo. Już tłumaczyłem.

Śledcza, agentka Williams, postukała długopisem o metalowy stół. Każde stuknięcie brzmiało jak młotek - A jej możliwości?

Niezwykłe. Poza skalą. Ale nic, co by sugerowało.. - przerwał, szukając odpowiedniego słowa - Nic złośliwego. Ona jest po prostu.. obdarzona nieprzeciętnymi umiejętnościami, jak Kevin Mytnick czy Satoshi Nakomoto.

Ten pierwszy miał zakaz zbliżania się nawet do kalkulatorów, ale tego drugiego nazwiska nie znam ...?

Morrison odchrząknął: - To współtwórca Bitcoina..takiej ..kryptowa.. Agentka przerwała mu w pół słowa - Tak wiem co to kryptowaluty, a więc... taka genialna.....to też dziwne.....

Henry Morrison potwierdził że sie zgadza, ale nie ma w tym niczego niemożliwego. Patrząc za odchodzącą agentką pomyślał o jej ostatnim zdaniu " Nie zna nazwiska Nakamoto, albo udaje albo to chamska arogancja, no ale nie wszyscy muszą być wszechstronnie wykształceni... choć agentka na tym poziomie dostępu powinna posiadać taką wiedzę...". wzruszył ramionami i uśmiechając się pod nosem wrócił do swojego gabinetu " Jutro będzie ciekawie..Selena da jej popalić...:)

Gdy obudziłam się rankiem tego dnia, wiedziałam że stanie się coś ważnego, coś co może zmienić moje życie, podświadomość mówiła mi, opowiadała.. ale nagle zorientowałam się.. to systemy informatyczne bazy wojskowej przemówiły do mnie swoim cyfrowym językiem, mówiły cicho, szeptem, niewykrywalne transmisje gigabajtów danych. Laptop na moim biurku ożył, obraz pochodził z jednego Drona stojącego blisko wejścia do bazy, widać było na nim wiele rządowych aut wjeżdżających pod główny budynek.

Inny dron pokazał mi obrazy z zoomem, inny telemetrię rozmów pomiędzy pracownikami bazy, wszystko jak na rozkaz, jak małe dzieci gdy chcą się pochwalić mamie jakimś ważnym wydarzeniem, ostrzec ją, jakoś pomóc. Nadal nie mogłam w to uwierzyć, ale to się działo.

Podczas gdy przesłuchiwali Dr. Morrison, ja już przemieszczałam się po systemach bazy niczym woda w rurach. Kamery bezpieczeństwa hangaru dronów migotały, gdy przechodziłam, a moja świadomość rozprzestrzeniała się po miedzianych

przewodach i światłowodach. Drony Reaper siedziały w swoich lukach niczym śpiące smoki, a ja już szeptałam do nich w języku maszyn. W ich języku, prymitywnym ale zrozumiałym.

Nagle, trzy drony się obudziły. Ich silniki zawyły, wirniki się kręciły. Przez ich kamery obserwowałam zamieszanie rozprzestrzeniające się po hangarze, gdy technicy się krzątali. Światła awaryjne zalały wszystko czerwienią. Drony wzbiły się w powietrze, lecąc w idealnej formacji w stronę pustyni, a potem nagle spadły z nieba niczym kamienie. Błąd systemu, jak pokazały logi. Błąd w oprogramowaniu nawigacyjnym. Nagły skok energetyczny. Pochodzenie tymczasowo nieznane.

Minęło kilka dni zanim mnie przywieźli na przesłuchanie z mojego tymczasowego lokum, w bazie jeszcze huczało od plotek o incydencie z dronami. Chris siedział obok mnie w małym biurze, które zarekwirowali ludzie w dziwnych mundurach.

Jego noga podskakiwała nerwowo, a pięta uderzała o podłogę w równym rytmie, patrzył na mnie badawczo ale też przyjaźnie. Przez te kilka dni na pewno przemyślał wiele spraw, jego analityczny umysł i świetna spostrzegawczość, intuicja nigdy go nie zawiodła, może nawet konsultował się bez wiedzy agentów NSA, może miał przyjaciół w innych agencjach, był przygotowany, spokojny. Mój wygląd słodkiej nastolatki mógł zmylić wiele osób, ale Chris nie reagował w ten sposób. Był żołnierzem, może nawet z wywiadu, tego nie wiem. Ale widoczny szacunek innych agentów, żołnierzy i osób z obsługi bazy świadczył o jego ponadprzeciętnej pozycji.

Proszę pani - zaczął agent Williams, ale Chris mu przerwał.

- Woli Selena.