Sto polubień - Ernest Wit

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3 Złotooki

lubię dłoń na której opierasz głowę

podnosi ci brew

w mimowolnym zdziwieniu

drugie oko

zmrużone zasypia

przez chłód wiosennej mgły

blady plaster słońca

kwaśny jak cytryna

dotykasz mnie językiem

jak łania lizawki

twarz otwiera się

zaprasza do środka

jesz burgera i sos

cieknie po przegubie

złotooki w omszonym lesie

w przezroczystych pelerynach

przemyj oczy łzami

zobaczysz że to

nie było tego warte

po przejściu pustyni

zanurzamy się w tłumie

4 Słodki smak kleju

lubię kiedy ona jest młoda

wkłada do koperty pierwszy list do niego

przylepia znaczek słodki smak kleju

on zbiera złote myśli niczym sroka

żongluje nimi w głowie

echa pustego dźwięku

ona wie że pozostaje

ucieczka w ciepłą noc

pod powiekami

nalewka z dzikiej róży

cofa gorący ból z ust i języka

w głąb niemych ciał

zimowy wiatr

bodźce przelatują przez nich

obojętnie jak neutrino

on przytula się do jej koszuli nocnej

jest chłodna w dotyku

nie ma piersi

6 Posiłek na wybrzeżu

lubię posiłek na wybrzeżu

gdzie ryba smakuje morzem i stalą

z ości wysnuwa się słone przekąski

wybierasz własną drogę która prowadzi

do tego samego miejsca co inne

stajesz tam gdzie wszyscy

zobacz jak oni na starość

odstawiają endorfiny

jak dziecko od piersi

otwierasz drzwi jakbyś chciała

zaprosić zimno

niech się ogrzeje

melancholia jesiennych ogrodów

zapach rąk grzebiących w ziemi

niespenetrowana ciemność

reszty ciała

siedzimy w kawiarni słuchając

jak inni ludzie umierają

7 Rozleniwienie

lubię jak odbębniamy uzasadnienie istnienia

przed pójściem do łóżka

wystawiamy śmierć za próg jak psa

który chce siku

rozleniwienie przychodzi po pikniku

mrówka dźwiga okruch większy od niej

omawiamy na deser smaczki cudzego życia

słońce nas parzy

wyciskam na ciepłe lędźwie cienką glistę kremu

nagle suchość porowatego serca w ustach

strach że my sami w samo południe

ściskasz cień który się kurczy

perypetie czasu szemrzącego po kamieniach

dzień czerstwieje

wieczorny zapach pola po żniwach

między żarnami przeszłości i przyszłości

zgrzyta grudka teraz

twój oddech trąca pył

12 Mały zegarek

lubię smak i aromat

przesiąkniętego potem paska

mały zegarek po wewnętrznej stronie nadgarstka

chciałaś zsynchronizować

swój puls ze mną

ja byłem dużą a ty małą wskazówką

stojący zegar bił wolno wieczory siniały

z tamtej rozmowy zapamiętasz

wygląd chodnika

płyta pęknięta płyta wypaczona

igła pływa po starym winylu

staw o zmierzchu

czas już nie jest po naszej stronie

dzisiejsza replika wczorajszych dni

z drobnymi mutacjami

ewolucja wrześniowa

nagryzam skórkę

wsuwam język w owoc dojrzałej kobiety

ona cierpko gryzie w odpowiedzi

13 Mur z pajęczyny

lubię przebijać głową mur

miękki jak pajęczyna przykleja się do twarzy

wilgotnej od rosy która jeszcze nie obeschła

dzień się ledwo zaczął

minuty się wydłużają

lata są coraz krótsze

czas przybiera pokraczną postać

jak martwe cielę płynie

opuchnięty w dół rzeki

przystaje gdy o coś zaczepia

cofa się z przeciwnym prądem

przyspiesza głównym nurtem

most przerzucony na drugą stronę

jest stary pora go rozebrać

schody się kończą dalsze kroki po stopniach

przedłużającej się ciszy niesłychane

idziesz zobaczyć co jest

na końcu teraz

20 Woń wrotyczu

lubię zwiedzanie intymnych części

prowincjonalnej dziury

początek jest u psychiatry

przebiega trzydzieści kilometrów dziennie

jego sposób na bycie normalnym

pustymi ścieżkami czerwcowego lasu

biega związana z nim kobieta

o płowych włosach młodego jelenia

jest pies i powiększone zdjęcie

mężczyzny w drogim garniturze

zawieszone na szarym murze

wystający spod mankietu ekskluzywny zegarek

pokazuje za pięć dwunasta

kocie łby chowają się pod ziemią

polna droga wije się jak zaskroniec

na zakurzonej powierzchni bajora

rafinowana wyższość

unosi się z wonią wrotyczu

lato ulatnia się jak kamfora

roztarta między palcami

gorzka ironia liścia czeremchy

śmiertelnie nudna

nieśmiertelność czeka