Stokrotki - Magdalena K.

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

W głowie robiłam

wiosenne porządki.

Pieliłam starannie

myślowe grządki.

Zaniepokoiły

mnie moje uprawy -

wszak nie sadziłam

ich dla zabawy.

Wyobraź sobie

moje zdziwienie,

gdy w miejscu,

gdzie wcześniej

padały półcienie,

zakwitły stokrotki -

widok ten słodki

przyniósł mi ulgę

i nowe natchnienie.

Nie wszystkie

były barwne

ku mojemu

zaskoczeniu,

ale nie ma się

co dziwić,

skoro przyszło im

żyć w cieniu.

Ta druga

Swe serce już dawno

innej oddałeś -

pociągał Cię zawsze

jej smak i chłód.

I choć o miłości swej

mnie zapewniałeś,

już dawno przestałam

czekać na cud.

Wiem, że ta gorycz

niczego nie zmieni -

jej piwne oczy

zamknięte są w szkle.

Gdy jej etykieta

w świetle się mieni,

moje nadzieje -

topielce przy dnie.

Echa obietnic

dudnią mi w głowie.

Wyrwane z kontekstu,

wydarte spod powiek.

Obrazy dookoła -

dziecięce wydzieranki.

A ja, już dorosła,

staję z nimi w szranki.

Sklejone urywki

z pamięci otchłani

po jej korytarzach

wędrują parami.

Jak martwe zombie

powłóczą nogami,

mój spokój burząc

płynnymi ruchami.

Odcinam się od nich

grubymi kreskami

i walczę o spokój

wszystkimi siłami.

Myśl na przynętę

im puszczę w obieg -

dzisiaj to cisza

najwięcej mi powie.

Gabinet cieni

Jest takie miejsce,

gdzie się chowają.

Knują, mamroczą

i się zmawiają.

Chcą mnie obezwładnić

i przejąć kontrolę.

Zrobić zamach stanu

na moją silną wolę.

Moje plany sabotują.

Tłoczą się, spiskują.

Co naprawiam - psują.

Stale się buntują.

Są zdeterminowane,

by przejąć władzę.

Nie wiem, czy sobie

z nimi poradzę.

W swoim umyśle

mam korytarze.

Podążam nimi,

gdy śnię i marzę.

Jest ślepa uliczka

w sennej przestrzeni.

Na drzwiach tabliczka:

"Gabinet Cieni".

Meteorologia

Dzisiaj rokowania

mnie nie zawiodą.

Mam w dłoni kupon

na loterię pogodową.

Śledzę prognozy

i robię wyliczenia,

pomimo faktu,

że aura się zmienia.

Sprzedawca kuponów

już ze mnie się śmieje,

bo myśli, że nie wiem,

skąd wiatr zawieje.

Może ulewa mu

uśmiech ten zmyje.

Ode mnie na szczęście

się tylko odbije.

Ja jestem jak skała,

co wszystko zniesie.

On - chorągiewka

na rwącym wietrze.

Odpychasz mnie

od siebie.

Grymas

mi malujesz.

Fałszem

mnie trujesz.

I robisz wszystko,

co tylko się da,

bym nie mogła

się doczekać

dnia,

gdy zabierzesz

wzburzone morze

i sztormy

z mojego horyzontu.

Wyprowadzisz się

na dobre

z moich oczu

i uszu.

***

Pośrodku niczego

martwy punkt - wysiadam.

Pod wspomnień ciężarem

już prawie upadam.

Ognisko dogasa,

lecz wciąż tli się płomień.

Ogrzewam dziś przy nim

skostniałe swe dłonie.

Jest wyjątkowo

mgliście i wietrznie.

Aura impasu

otacza to miejsce.

Przed swymi myślami

znów chowam się w cieniu -

wśród drogowskazów

na dróg rozwidleniu.

I razem z tą mgłą

mnie otacza wrażenie,

że każda z tych ścieżek

prowadzi

do Ciebie.