Jakób II, syn Jakóba Igo,
doszedł pełnoletności w pośród wojen domowych. Był to przystojny
młodzieniec; lecz miał na lewym policzku plamę czerwoną, dla tego
nazywano go Płomieńczykiem. Na początku swojéj pełnoletności,
mianował Archibalda Douglasa namiestnikiem królestwa; lecz sądząc,
że ta władza w rekach jego mogłaby się stać niebezpieczną odjął mu
ją: było to ubliżenie, którego Douglas nie mógł przebaczyć.
Archibald udał się do zamku i tam zwołał swoich krewnych i
przyjaciół aby poszli naprzeciw królowi. Wielu połączyło się z nim,
lecz niektórzy mimo groźby oświadczyli się wiernymi Jakubowi; z
tych liczby był Mac Lellan Galloway.
Douglas rozgniewany tem odmówieniem, rozpoczął bunt
przeciwko królowi, napadem na zamek tego, który mu pozostał
wiernym; że zaś naszedł go niespodzianie, bez trudności zdobył
zamek, Mac Lellana wziął do niewoli i uprowadził do twierdzy de
Tri?vc nad rzeką Dece. Dowiedziawszy się o tém, Patrick Gray
dowódzca gwardji Szkockiej, który był wujem Mac-Lellana i znał
srogość Archibalda, rzucił się do stóp króla prosząc, aby użył
swojej powagi i uchronił jego siostrzeńca od losu Colvilla i
Herriesa, których Douglas ściąć już kazał. Ponieważ całem
przewinieniem Mac-Lellana była jego wierność dla króla, przeto
Jakób szczerze się zajął jego uwolnieniem, i dał Patrick'owi Gray
list do hrabiego Douglasa aby Mac-Lellana wydał w ręce Patrick'a.
Ostatni nie tracąc ani chwili, udał się do zamku Thri?ve i
przybył do Douglas'a w chwili kiedy on wstawał od stołu. Posłany,
mimo dobrego przyjęcia, jakiego od Archibalda doznał, chciał mu
zaraz przedłożyć cel swego posłannictwa; lecz Douglas niechciał nic
słuchać, dopóki gość jego nie posili się, utrzymując, że trudno
głodnemu z sytym rozmawiać. Ze zaś podobne przyjęcie nic złego nie
zapowiadało, Patrick Cray, wybornym uraczył się obiadem.
Po skończonym obiedzie, przedstawił list króla Douglasowi,
przyjął go z uszanowaniem, dziękował za przywiezienie mu uprzejmych
wyrazów swojego monarchy, w chwili kiedy sądził że zyskał zupełną
jego niełaskę. Po tem biorąc Patrycka za rękę, rzekł:
- Życzeniom waszym i króla stanie się zadość, i Mac-Lellan w
tej chwili będzie wydany.
To mówiąc, Douglas zaprowadził Sir Patricka na dziedziniec,
i zatrzymawszy się przed czemś nakryteni zakrwawionem suknem,
podniósł je, a ukazując świeżo ściętego trupa:
- Sir Patricku, rzekł, nieszczęście, że przybyłeś za późno.
Oto twój siostrzeniec, brak mu głowy, to prawda, lecz całe ciało
jest na twoje usługi.
- Milordzie, odrzekł Gray, blady i znaajeżonemi włosami,
wziąłeś głowę, rozrządzaj i resztą ciała.
Późniéj wskoczywszy na konia, który na dziedzińca stał
osiodłany:
- Milordzie, rzekł daléj, z wyrazem silmy groźby, jeżeli mi
Bóg życia pozwoli, przysięgam ciężko tej zbrodni przypłacisz.
To mówiąc, ruszył galopem przez otwartą bramę i za chwilę
znikł.
- Na koń, chwytać go! zawołał Douglas, byłoby grzechem
oddzielać tak dobrego wuja od swego siostrzeńca.
Słudzy Douglasa ścigali Sir Patrick'a przeszło sześćdziesiąt
mil; lecz że ten wybornego miał konia, uszedł.
Odtąd Douglas połączył się z hrabiami Crawford i Ross,
posiadającemi władzę prawie królewską, i postanowił bronić się
przeciwko wszelkiemu nieprzyjacielowi, chociażby nim był nawet
Jakób II.
Kiedy król dowiedział się o tym związku zyskał to smutne
przekonanie, że jeżeli ci trzéj hrabiowie połączą kiedyś swoje
klany, wojsko ich może bydź silniejszem niż jego. Postanowi! więc
oderwać Douglas'a od związku, i w tym celu kazał mu oświadczyć, że
pragnie z nim zgodnie pomówić w swoim zamku Stirling. Douglas
dowiedziawszy się o niełasce Kanclerza Crichton, swojego osobistego
nieprzyjaciela, sądził że to dla tego król widzieć się z nim życzy,
przyjął więc zaproszenie, pod warunkiem: że Jakób przyszłe mu list
bezpieczeństwa, podpisany własną jego ręką i opatrzony wielką
pieczęcią.
Douglas otrzymał zaręczenie za powrotem posłańca.
Douglas ubezpieczony, jak sądził, przeciwko
niebezpieczeństwu, na końcu Lutego 1452 przybył do Stirling z
orszakiem pięciu set ludzi, których tamże umieścił. Co do niego,
ponieważ w zamku miał się widzieć z królem, udał się przeto tylko w
towarzystwie Hamiltona do Kadyow, głowy wielkiego domu Hamiltonów,
który był jego towarzyszem broni i przyjacielem. Przybywszy do
drzwi, Douglas przeszedł pierwszy, a kiedy Hamilton chciał iść za
nim Livingston, będący na straży, odepchnął go silnie, uderzywszy w
twarz żelazną rękawicą. Ten sposób przyjęcia, tak zdumiał
Hamiltona, że, cofnął się dla wydobycia oręża: lecz Liyingston
korzystał z tej chwili i zamknął drzwi. Na ten odgłos, Douglas
odwrócił się i ujrzał drzwi zamknięte, ale ufny w list
bezpieczeństwa, szedł daléj i skoro tylko doniesiono o jego
przybyłem, natychmiast został wpuszczony do króla.
Jakób przyjął hrabiego tak uprzejmie i serdecznie, że to
przyjęcie, zniszczyłoby wszelkie podejrzenia, gdyby był miał jakie;
a że rozmowa długo się przeciągnęła, i godzina wieczerzy się
zbliżała, zaprosił hrabiego aby ją z nim podzielił. O siódmej
godzinie zastawiono stół: przez cały czas król i Douglas rozmawiali
o różnych przedmiotach. król chciał rozerwać ligę, hrabia
odpowiedział że musi ją utrzymać. Po wieczerzy, król przyprowadził
Douglasa do okna, podwajając nalegania, którym hrabia odmawiał.
Nakoniec Jakób przybierając powagę królewską, rzekł do hrabiego, że
związek ten przeciwny był wierności, należneéj mu od każdego
poddanego, i spokojności państwa; rozkazał mu przeto zerwać go.
Douglas odpowiedział dumnie: że dał słowo, a żaden Douglas nie
uchybił danemu słowu. Król upominał go tonem jeszcze więcéj
nakazującym. Hrabia odpowiadał zawsze równie upornie. Wtedy król,
którego nazywano
Jakóbem Płomieńczykiem i który dla swojéj gwałtowności
mógł by się nazywać, Jakóbem
Ognistego serca topiąc sztylet w piersiach Douglasa.
Milordzie, rzekł, jeżeli nie rozrywasz związku, sztylet go rozwiąże
za ciebie. Douglas upadł obalony, więcej siłą uderzenia niż raną,
po chwili jednak powstał na kolana, wołając: Zdrada! i kiedy
usiłował wydobyć miecz, w téj samej chwili Sir Patrick Gray, który,
jeżeli pamiętamy, poprzysiągł zemstę nad hrabią, rozpłatał mu głowę
toporem aż do ramion. Ciało Douglasa, w tymże samym ubiorze jak
było, wrzucono w dół będący w ogrodzie, pod tém samem oknem, gdzie
został zabity, i jak niektórzy utrzymują że dół ten pierwéj był
wykopany; inni zaś mniemają że to zabójstwo było skutkiem tylko
chwilowego gniewu a nie przygotowanem morderstwem; zdania do
dzisiaj dnia są niepewne. Co do nas, uderzenie Livingstona, wspiera
pierwsze podejrzenie.
Douglas miał czterech braci w mieście, którzy dowiedziawszy
się o śmierci najstarszego, ogłosili drugiego, imieniem Jakób głową
rodziny. Następnie, ponieważ tylko czterysta ludzi mieli z sobą,
udali się do swoich posiadłości, dla zgromadzenia wojska i wezwania
sprzymierzeńców. Lecz nie czekając na zebranie się wszystkich sił,
wyruszyli z tysiąc pięćset ludźmi, ciągnąc na znak pogardy u
końskiego ogona, na którym jeden ze służących jechał, zapewnienie
udzielone Archibaldowi przez króla; przed tym koniem na którym
siedział najlichszy ze służby, szło przeszło pięćset trębaczy z
niezmiernym hałasem, w chwilach przerwy, herold w barwie Douglasa
ogłaszał że Jakub II był przeniewiercą; to ogłosiwszy, złupili
miasto Stirling i chcieli go spalić. Lecz garnizon zanikowy
połączony z mieszkańcami, odparł ich, zmusił cofnąć się na nowo w
góry; oddalili się, przyrzekając wszakże powrócić.
Tyle możnych baronów połączyło się z Douglasem i hrabiami
Crawford i Ross, że była chwila iż Jakób zamyślał opuścić tron
Szkocki i uciec do Francji. Lecz blizki jego krewny Kennedy,
arcybiskup z Saint-Audré, człowiek najroztropniejszy w owéy epoce,
wstrzymał go przypowieścią o pęku strzał. Król postanowił
ostatecznie zniszczyć ligę, barona po baronie, jak arcybiskup łamał
strzałę po strzale.
Jakób mniéj biegły w polityce aniżeli w sztuce wojennéj,
polecił arcybiskupowi zająć się układami; czci godny ten prałat tak
zręcznie postąpił, że przeciągnął do królewskiego stronnictwa nie
tylko wielką rodzinę Gordonów, któréj Hountly był głową, lecz
jeszcze hrabiego Angus, pochodzącego z młodszej linji Douglasów,
którego dla koloru włosów rudym, nazywano gdy tymczasem Jakób dla
tejże przyczyny czarnym był przezwany. Prócz tego, od dawna była
przepowiednia, że wtedy linja starsza Douglasów pokonaną będzie,
kleiły młodsza przeciw niéj powstanie: i że tylko Douglas rudy,
może zwyciężyć Douglasa czarnego.
Przepowiednia była jasną, i od tej chwili sprawę Douglasów
uważano już jako straconą.
Za przykładem tych panów, i hrabia Crawford oświadczył swoje
podległość. Mimo nie jakiéj radości Jakóba z odzyskania Crawforda,
przecież przysięga wykonana w chwili gniewu, że dopóty nie spocznie
aż najwyższy kamień zamku Finhaven, będącego mieszkaniem Hrabiów
Crawford nie stanie się najniższym, w trudném stawiała go
położeniu, ponieważ chciałby i jéj dopełnić i obawiał się podać
hrabiemu warunku, że tylko zburzeniem najlepszéj swojéj fortecy,
łaskę pozyskać może. Arcybiskup z St-André wywiódł go z tego
kłopotu udzieleniem rozsądnej rady.
Król kazał oznajmić Hrabiemu Crawford że przybędzie do iego
zamku, i w dowód zaufania przybył w towarzystwie tylko dwunastu
ludzi zbrojnych. Crawford, niepojmując celu odwiedzin, przyjął go
jako monarchę, z nadzwyczajną gościnnością. Lecz Jakób skoro tylko
przybył do zamku, udał się na szczyt najwyższéj wieży i z tamtąd
strącił mały kamień oderwany od muru, w rów opasujący twierdzę. Tak
więc wypełnił swoją przysięgę, następnie zszedł na dół z lordem
Crawford, który towarzyszył mu zdziwiony, nie rozumiejąc wcale tego
postępku i zasiadł do wspaniałej uczty, którą mu przygotowano.
Mimo doznanych klęsk Jakób Douglas gotował się do walki, bo
jeszcze miał silnych sprzymierzeńców, a pomiędzy temi James
Hamiltona, tego samego, który od Livingstona w Stirlingu odebrał
policzek, który mu życie ocalił Zgromadził czterdzieści tysięcy
wojska i postąpił na odsiecz zaniku Abercorn, obleganego w imieniu
króla przez Hrabiów Orknéj i Angus. Król, ze swojéj strony, poszedł
na jego spotkani z wojskiem wyrównywającem liczbą tamtemu, i
postrzegłszy wojsko Douglasa obozujące na brzegu rzeki Carron,
zatrzymał się nad drugim brzegiem; tak że nieprzyjaciół tylko rzeka
dzieliła. Każdy bitwę uważał jako nieuchronną, a bitwa ta miała
rozstrzygnąć czy Sztuartowie czy Douglasy posiędą Szkocji koronę.
Lecz dobry poradzca nie odstąpił króla i w téj okoliczności.
Zaledwie dwa wojska stanęły przed sobą, wysłał tajemnych posłów do
naczelników wojska Douglasa, mianowicie zaś do Hamiltona,
najpotężniejszego z nich, przyrzekając im zupełne przebaczenie,
byle odstąpili sprawy powstańców. Lecz naczelnicy, lubo pragnęli
uczynić zadosyć żądaniu królewskiemu, tak przecież względem
Douglasa zobowiązali się honorem, że nie śmieli go odstąpić i
owszem zachęcili go do bezzwłocznego wydania bitwy.
Nazajutrz rano, kiedy Douglas gotował się pójść za radą
swoich sprzymierzeńców, król wysłał herolda do obozu Douglasa,
nakazując mu rozproszyć swoje wojsko, bo w przeciwnym razie on i
jego towarzysze ogłoszeni będą zdrajcami. Hrabia przy trąb odgłosie
wydał rozkazy wojsku i wyruszył przeciwko królowi. Lecz że w
pochodzie, spostrzegł na twarzach niektórych sprzymierzeńców oznaki
wahania się, sam niepewny, kazał stanąć wojsku i wrócić do obozu.
Odwrót ten uczyniony w zamiarze przywrócenia ducha żołnierstwu,
zupełnie przeciwny zrządził skutek; bo zaledwie Douglas wszedł do
namiotu, kiedy James Hamilton zapytał go: czy myśli stoczyć bitwę
lub nie? i oświadczył, że każdy dzień zwłoki jest zgubnym dla
niego. Douglas zamiast mu bydź wdzięcznym za ten postępek, odrzekł,
że jeżeli się lęka, może się oddalić. Podobna odpowiedź, musiała
obrazić takiego człowieka jak Hamilton; a więc, natychmiast kazał
zatrąbić i opuszczając jego obóz na czele swoich żołnierzy udał się
do króla. Za danym przykładem, następnéj nocy poszli i inni
wodzowie, tak że na drugi dzień Douglas z własnemi tylko pozostał
wazalami. Schronił się więc wraz ze swojemi braćmi do Annandal,
gdzie przez Sir Dawid'a Scota Buccleuch zupełnie był pobiły. Jeden
z jego braci zginął na polu bitwy, drugiego wzięto w niewolę, a
następnie stracono; trzeci uciekł do Anglji, gdzie wkrótce przybył
i Hrabia, po nadaremnych usiłowaniach odzyskania w Szkocji
jakiejkolwiek władzy. Tak więc, Jakób Douglas bliższy już tronu,
niż którykolwiek z jego przodków, w ośmiu dniach prawie, niemal na
zawsze od niego oddalonym został.
Król Jakób przez porażkę pod Arkinholm uwolniwszy się od
Douglasa, a przez wojny domów Jork i Lancaster od Anglji, rządził
dosyć spokojnie Szkocją do r. 1450.
W teéj epoce, kiedy Anglicy wewnętrzną szarpali się wojną,
Jakób postanowił korzystać z ich zamieszek, aby odzyskać zamek
obronny Roburgh, który od bitwy pod Durlham zostawał w rękach
Anglików; zgromadził więc całe siły Szkocji do wykonania tego
wielkiego zamiaru. Wszyscy panowie, do których się udał,
odpowiedzieli z uniesieniem; a nawet Donald ofiarował się ze
swojemi na pół dzikiemi wazalami bydź przednią strażą wojska. Jakób
wyruszył z ogromnem wojskiem i przybywszy do połączenia się rzek
Tweed i Teviot, nad którem właśnie zamek leżał, gotował się zdobyć
go oblężeniem, bo zanadto był obronny, aby go nagłym napadem wziąć
było można.
W skutek tego, na zachodnim brzegu Tweedy, kazał król
wystawić baterję wielkich dział, aby w murach zrobić wyłom i szturm
przypuścić. Ufając tylko swojej artyllerji, sam nią dowodził,
sądząc, że na niéj polega cała pomyślność przedsięwzięcia. Stał
pomiędzy działami, jedno z nich pękło a roztrzaskane kawały
zabijają Jakóba II, i niebezpiecznie ranią hrabiego Angus.
Jakób miał w wówczas lat dwadzieścia dziewięć, i wczasie
dwudziesto-letniego panowania, wyrzucał sobie tylko śmierć
Archibalda, co w wówczas było rządkiem zdarzeniem.
Panowie pozbawieni odwagi śmiercią króla i raną Angusa,
który miał z kolei objąć po nim dowództwo, chcieli odstąpić od
oblężenia, kiedy nagle królowa Małgorzata okazała się pomiędzy
nimi, wiodąc ośmio-letniego syna za rękę:
- Wstydźcie się, szlachetni lordowie, rzekła, opuszczać
dzieło, które już opłaciliście drożéj niż możecie już opłacić.
Wiedzcie bowiem, że jeżeli wy odstąpicie, ja z synem oblegać będę
twierdzę, z tą choćby najmniejszą garstką żołnierzy, którzy mi
wiernymi pozostaną.
Szlachta nie chcąc się dadź zawstydzić kobiecie i
dziecięciu, wydała okrzyk radości i z uniesieniem ogłosiła Jakóba
III, królem Szkocji.
We trzy miesiące potem, załoga twierdzy przyciśniona głodem,
pozbawiona pomocy, musiała się poddać. Szkoci obawiając się, aby z
czasem nie odebrano im téj fortecy, zburzyli ją, nie zostawiwszy
kamienia na kamieniu, i powrócili do domów.