Rozdział II
Zamysły Mrs Kethlen Seymour
Podróż na różne wyspy Indii Zachodnich, oto, co zapewniała szczodrość Mrs Kethlen Seymour! Wydawało się rzeczywiście, że laureaci powinni okazywać zadowolenie.
Na pewno należało się wyrzec myśli o odległych wyprawach przez Afrykę, Azję, Oceanię, do mało znanych krain nowego kontynentu, jak też w okolice bieguna południowego czy północnego!
Mimo że pierwszym odczuciem był lekki zawód, gdyż z krain z marzeń wypadło im powrócić szybciej, niż się tam wybierali, chodziło bowiem o podróż na Antylię, to jednak taki sposób spędzenia najbliższych wakacji był miły, a pan Ardagh wybranym przez konkurs bez trudu wykazał jego zalety.
Rzeczywiście, czyż Antyle nie były ich ziemią ojczystą...? W większości opuścili ją, będąc jeszcze dziećmi, aby w Europie odebrać wykształcenie... Mało zaiste chodzili po powierzchni wysp, na których się urodzili, mało wspomnień stamtąd zachowała ich pamięć...!
Choć ich rodziny porzuciły ten archipelag - z wyjątkiem zaledwie jednej - bez zamiaru powrotu, to niektórzy odnajdą tam krewnych, przyjaciół, i zważywszy wszystko, młodych Antylczyków czekała piękna podróż.
Można to było wywnioskować z osobistej sytuacji każdego z dziewięciu laureatów, którym przyznano stypendia podróżne.
Na początek tych pochodzenia angielskiego, najliczniejszych w Antilian School:
Roger Hinsdale z Saint Lucii44, dwadzieścia lat, którego rodzina, po wycofaniu się z interesów z wielkim majątkiem, mieszkała w Londynie;
John Howard z Dominiki45, osiemnaście lat, którego rodzice przybyli, aby zamieszkać w Manchesterze jako przemysłowcy;
Hubert Perkins z Antigui46, siedemnaście lat, którego rodzina, złożona z ojca, matki, dwóch młodszych sióstr, nie opuściła nigdy rodzimej wyspy, a on po zdobyciu wykształcenia ma tam wrócić, aby pracować w przedsiębiorstwie handlowym.
A teraz Francuzi, w liczbie kilkunastu w Antilian School:
Louis Clodion z Gwadelupy47, dwadzieścia lat, z rodziny armatorów, od kilku lat osiadłej w Nantes48;
Tony Renault z Martyniki49, siedemnaście lat, najstarszy z czworga dzieci rodziny urzędników mieszkającej w Paryżu.
Z kolei Duńczycy:
Niels Harboe z Saint Thomas50, dziewiętnaście lat, niemający już ani ojca, ani matki, którego brat, starszy o sześć lat, mieszka nadal na Antylach;
Alex Wickborn z Saint Croix51, dziewiętnaście lat, którego rodzina zajmuje się handlem drewna w Danii, w Kopenhadze.
Holendrów reprezentował Albertus Leuwen z Saint Martin52, dwadzieścia lat, jedynak, którego rodzice mieszkali w okolicach Rotterdamu.
Natomiast Magnus Anders, Szwed z pochodzenia, urodził się na Saint Barthélemy, miał dziewiętnaście lat, jego rodzina przybyła niedawno, aby zamieszkać w Göteborgu53, w Szwecji, i nie wyrzekła się powrotu na Antyle po zdobyciu majątku.
Należy przyznać, że podróż ta, która na kilka tygodni zawiedzie ich do krajów pochodzenia, powinna ucieszyć młodych Antylczyków, a kto wie, czy większości z nich było pisane później wrócić tam kiedykolwiek! Jedynie Louis Clodion miał wuja, brata matki, na Gwadelupie; Niels Harboe brata na Saint Thomas, a Hubert Perkins całą rodzinę na Antigui. Natomiast ich koledzy nie zachowali żadnych więzi rodzinnych z wyspami Antylii, opuszczonymi bez zamiaru powrotu.
Najstarszymi ze stypendystów byli: Roger Hinsdale o trochę wyniosłym charakterze; Louis Clodion, chłopiec poważny i pracowity, miły dla wszystkich; Albertus Leuwen, którego holenderskiej krwi nie rozpaliło wcale słońce Antyli. Po nich następowali: Niels Harboe, którego powołanie nie objawiło się jeszcze; Magnus Anders, pasjonujący się mocno sprawami morskimi, który szykował się do wstąpienia do marynarki handlowej; Axel Wickborn, którego zamiłowania skłaniały do służby w armii duńskiej. Następny według wieku był John Howard, trochę mniej brytyjski niż jego rodak Roger Hinsdale. Wreszcie dwaj najmłodsi: Hubert Perkins, przeznaczony do handlu, jak już powiedziano, i Tony Renault, którego upodobanie do wioślarstwa mogło się w przyszłości przydać w żegludze.
A teraz sprawa dosyć ważna: czy podróż miała objąć całe Antyle, Wielkie i Małe, Nawietrzne i Zawietrzne...? Pełne zwiedzenie archipelagu wymagałoby jednak więcej czasu aniżeli kilka tygodni, które mieli laureaci. Istotnie, liczbę wysp i wysepek tego archipelagu Indii Zachodnich szacuje się na co najmniej trzysta pięćdziesiąt, i gdyby to było możliwe, przy odwiedzeniu każdej z nich tylko przez jeden dzień, na owe bardzo pobieżne wizyty trzeba by poświęcić cały rok.
Nie! Nie takie były zamiary Mrs Kethlen Seymour. Uczniowie Antilian School mieli poprzestać na spędzeniu kilku dni na każdej ze swych wysp, odwiedzić krewnych lub przyjaciół, którzy tam przebywali, stanąć jeszcze raz na rodzinnej ziemi.
W tych warunkach, jak widać, należało najpierw wykluczyć ze szlaku Wielkie Antyle, Kubę, Haiti, Santo Domingo54, Portoryko, gdyż hiszpańscy uczniowie nie zdobyli nagród w konkursie, Jamajkę55, ponieważ żaden z laureatów nie pochodził z tej brytyjskiej kolonii, i Curaçao56, kolonię holenderską, z tego samego powodu. Tak samo nie zostaną odwiedzone Małe Antyle będące pod władzą wenezuelską, czyli ani Tortigos57, ani Margarita58, Tortuga59, Blanquilla60, Orchila61 i Aves62.
Tak więc jedynymi wyspami Mikro-Antilii63, na których wylądują zdobywcy stypendium podróżnego, będą angielskie Saint Lucia, Dominika i Antigua, francuskie Gwadelupa i Martynika, duńskie Saint Thomas i Saint Croix, szwedzka Saint Barthélemy oraz należąca po połowie do Holandii i Francji Saint Martin.
Te dziewięć wysp należało do zespołu geograficznego Wysp Zawietrznych, i na nich kolejno zatrzyma się dziewięciu uczniów Antilian School.
Nikt się wszakże nie zdziwił, że do tej trasy została dodana dziesiąta wyspa, odwiedziny której na pewno będą najdłuższe, a także jak najbardziej uzasadnione.
Była nią wyspa Barbados, z tej samej grupy Wysp Zawietrznych, jedna z najważniejszych w owych stronach imperium kolonialnego Zjednoczonego Królestwa.
Tam przecież mieszkała Mrs Kethlen Seymour. Dlatego to, a także z powodu całkowicie zrozumiałego uczucia wdzięczności, stypendyści złożą należny jej hołd.
Można sobie bez trudu wyobrazić, że jeśli owa szczodra Angielka chciała przyjąć dziewięciu laureatów z Antilian School, to i oni ze swej strony odczuwali bardzo mocne pragnienie poznania zamożnej mieszkanki Barbadosu i wyrażenia jej podziękowania.
Nie pożałują tego zresztą, i postscriptum listu, o którym powiadomił pan Julian Ardagh, wskazało, jak daleko w swej szczodrości posunęła się Mrs Kethlen Seymour.
Istotnie, oprócz wydatków na tę podróż - wydatków, które pokryje ona całkowicie - każdemu z nich przed wyjazdem z Barbadosu zostanie przekazana suma siedmiuset funtów64.
A czy wakacje wystarczą na odbycie tej podróży? Tak, pod warunkiem przesunięcia o miesiąc zwykłego terminu ich rozpoczęcia - co pozwoliłoby pokonać Atlantyk przy dobrej pogodzie65, w drodze tam i z powrotem.
W sumie owe warunki były bardzo korzystne i zostały przyjęte z entuzjazmem. Nie należało się obawiać, że rodziny wysuną zastrzeżenia wobec wyprawy tak przyjemnej i korzystnej z każdego punktu widzenia. Siedem, osiem tygodni to najdłuższy czas, jaki można było jej przyznać przy uwzględnieniu możliwych opóźnień, i młodzi stypendyści powrócą do Europy z sercami pełnymi nieprzemijających wspomnień z drogich im wysp Nowego Kontynentu.
Wreszcie nasuwało się ostatnie pytanie, na które rodziny wkrótce otrzymały odpowiedź.
Czy laureaci zostaną zostawieni bez opieki, choć najstarsi z nich nie przekroczyli jeszcze dwudziestego roku życia...? A co może się wydarzyć, kiedy zabraknie ręki pana, mogącej ich poskramiać, powściągać...? Czy podczas odwiedzin archipelagu należącego do różnych państw europejskich nie należy się obawiać zawiści, zatargów, jeśli pojawią się jakieś spory narodowościowe...? Czy młodzi ludzie nie zapomną, że wszyscy oni są pochodzenia antylskiego, uczniami tej samej szkoły, kiedy nie będzie już możliwa interwencja mądrego i rozważnego pana Ardagha...?
To o kłopotach tego rodzaju rozmyślał trochę dyrektor Antilian School, a ponieważ sam nie miał możliwości towarzyszenia uczniom, zastanawiał się, kto go zastąpi w tym często trudnym zadaniu...?
Owa kwestia nie została jednak pominięta przez bardzo praktyczny umysł Mrs Kethlen Seymour. Zobaczymy, jak ją rozwiązała przezorna dama, gdyż nie pozwoliłaby nigdy, aby ci chłopcy podczas podróży nie podlegali żadnej władzy.
A teraz, jak miał się odbyć rejs przez Atlantyk...? Czy na pokładzie jednego ze statków, które krążą regularnie między Anglią i Antylami...? Czy miejsca zostały już wykupione, a kabiny przygotowane na nazwisko każdego z dziewięciu laureatów...?
Powtórzmy, laureaci nie mieli podróżować na własny koszt, a nawet żadnego wydatku tego rodzaju nie zamierzano odliczyć od sumy siedmiuset funtów, które zostaną im przekazane przy opuszczaniu Barbadosu, przed powrotem do Europy.
W liście Mrs Kethlen Seymour znajdował się oto akapit, który na owo pytanie odpowiadał w następujący sposób:
"Transport przez Ocean zostanie opłacony z moich własnych zasobów. Statek, wynajęty do Antyli, czeka na pasażerów w porcie Cork66, Queenstown67, Irlandia. Statkiem tym jest "Alert"68 pod kapitanem Paxtonem, gotów wyjść w morze, a wypłynięcie wyznaczono na trzydziestego czerwca. Kapitan Paxton przyjmie swych pasażerów tego dnia, i podniesie kotwicę po ich przybyciu".
Młodzi stypendyści mieli zatem podróżować może nie jak książęta, ale przynajmniej jak yachtsmeni69. Mieli do swej dyspozycji statek, którym popłyną do Indii Zachodnich i powrócą do Anglii! Mrs Kethlen Seymour dobrze to urządziła! Wszystko załatwiała wspaniale, ta albiońska70 mecenaska! Naprawdę, gdyby milionerzy zawsze wydawali swe miliony na tak piękne dzieła, należałoby im życzyć, aby posiadali wiele, a nawet więcej!
Narobiło się więc tak w światku Antilian School, że chociaż koledzy zazdrościli laureatom, nie znając jeszcze zamiarów szczodrej damy, to owa zawiść wzrosła do najwyższego stopnia, gdy się dowiedziano, w jakich przyjemnych i wygodnych warunkach ma się odbyć ta podróż.
Dziewiątka zaś była zachwycona. Rzeczywistość dorównała ich marzeniom. Po pokonaniu Atlantyku, i to na pokładzie jachtu, odwiedzą główne wyspy antylskiego archipelagu.
- A kiedy wyruszymy...? - pytali jedni.
- Jutro...
- Dzisiaj...
- Nie... mamy jeszcze sześć dni... - zauważali najmądrzejsi.
- Och! Szkoda, że nie jesteśmy już na pokładzie "Alerta"...! - powtarzał Magnus Anders.
- Na naszym pokładzie! - wołał Tony Renault.
I nie chcieli przyznać, że taka zamorska podróż wymaga pewnych przygotowań.
Przede wszystkim należało się zwrócić do rodziców, poprosić ich o wyrażenie zgody, gdyż chodziło o wysłanie laureatów jeśli nie w inny świat, to przynajmniej w nowy. Pan Julian Ardagh musiał się więc tym zająć. Ponadto wyprawa taka, która mogła potrwać z dwa i pół miesiąca, wymuszała podjęcie pewnych niezbędnych kroków, sprawienie odzieży, zwłaszcza odpowiedniej na morze, mocnych butów, bluz marynarskich, nieprzemakalnych płaszczy, jednym słowem - całego stroju żeglarza.
Dyrektor musiał następnie wybrać zaufaną osobę, której przekaże odpowiedzialność za tych chłopców. Prawda, że byli dość duzi, aby dbać o siebie, dość rozsądni, aby się obywać bez nadzoru. Rozsądne było jednak zapewnienie im mentora71, mającego u nich autorytet. Takie było życzenie mądrej Mrs Kethlen Seymour wyrażony w jej liście, i konieczne było jego spełnienie.
Nie trzeba mówić, że rodziny poproszono o wyrażenie zgody na propozycje, które przekazał im pan Ardagh. Część spośród tych chłopców odnajdzie na Antylach krewnych, których nie widzieli od kilku lat - Hubert Perkins na Antigui, Louis Clodion na Gwadelupie, Niels Harboe na Saint Thomas. Nadarzy się wielce niespodziana okazja do ich spotkania, i to w warunkach wyjątkowo przyjemnych.
Rodziny były zresztą na bieżąco powiadamiane przez dyrektora Antilian School. Wiedziały już o konkursie, w którym różni uczniowie rywalizowali o uzyskanie stypendiów podróżnych. Po ogłoszeniu wyniku, kiedy dowiedziały się, że laureaci mają zwiedzić Indie Zachodnie, pan Ardagh nie wątpił, że uznają to za spełnienie ich najgorętszych pragnień.
Tymczasem pan Ardagh zastanawiał się nad wyborem, jakiego musiał dokonać, wyborem kierownika, który stanie na czele tej wędrującej klasy, mentora, którego rady utrzymają harmonię wśród owych rodzących się Telemachów72. Nie przestawało to być dla niego pewnym kłopotem. Czy ma się zwrócić do profesorów Antilian School, którzy wydawali się spełniać wszelkie warunki wymagane do tego zadania? Rok szkolny jeszcze się jednak nie skończył. Nie można było przerywać nauki przed wakacjami. Personel wykładający powinien pozostać w komplecie.
Z tego samego powodu pan Ardagh uważał, że nie może towarzyszyć dziewięciu stypendystom. Jego obecność była konieczna w ostatnich miesiącach roku szkolnego, siódmego sierpnia powinien wraz z nauczycielami wziąć udział w rozdaniu nagród.
A wykluczywszy profesorów i siebie, czyż nie miał pod ręką człowieka, jakiego potrzebował, człowieka wielce poważnego i metodycznego, który będzie sumiennie spełniał swe obowiązki, zasługiwał na pełne zaufanie, wzbudzał powszechną sympatię i którego młodzi podróżnicy uznają chętnie za mentora?
Pozostawało się dowiedzieć, czy owa osoba zgodzi się odbyć tę podróż, czy zechce się zapuścić za morze...
Dwudziestego czwartego czerwca, pięć dni przez wyznaczoną datą wypłynięcia "Alerta", rankiem pan Ardagh kazał poprosić pana Pattersona, aby przyszedł do jego gabinetu na ważną rozmowę.
Pan Patterson, rządca73 Antilian School, zgodnie ze swym niezmiennym zwyczajem zajmował się porządkowaniem rachunków z poprzedniego dnia, kiedy poprosił go pan Ardagh.
Pan Patterson natychmiast przesunął okulary na czoło i odpowiedział służącemu, który stał na progu pokoju:
- Pójdę, nie tracąc chwili, na zaproszenie pana dyrektora.
I opuściwszy okulary, pan Patterson wziął pióro, aby dokończyć ogonek w cyfrze 9, którą w swej księdze głównej pisał starannie u dołu kolumny wydatków. Potem, używając hebanowej linijki, nakreślił linię pod kolumną liczb, których dodawanie zakończył. Następnie, otrząsnąwszy lekko pióro nad kałamarzem, zanurzył je wiele razy w kubku z otrębami, aby dobrze oczyścić, wytarł z wielką ostrożnością, położył przy linijce wzdłuż pulpitu, obrócił pompką kałamarza74, aby wycofać do niego atrament, umieścił arkusz bibuły na stronie z wydatkami, bardzo uważając, aby nie naruszyć ogonka dziewiątki, zamknął księgę rejestru, wsunął ją do specjalnej przegródki wewnątrz biurka, włożył do pudełka skrobak75, ołówek i elastyczną gumkę, dmuchnął na suszkę76, aby usunąć kilka ziaren kurzu, wstał i odepchnął fotel na skórzanych kółkach, zdjął zarękawki z lustryny77 i zawiesił je na wieszaku przy kominku, przesunął szczotką po surducie, kamizelce i spodniach, złapał kapelusz, który wygładził rękawem do połysku, włożył go na głowę, wsunął rękawiczki z czarnej skóry, jakby miał złożyć urzędową wizytę ważnej osobie na uniwersytecie, rzucił ostatnie spojrzenie w lustro, upewnił się, że w jego toalecie wszystko jest nieskazitelne, wziął nożyczki i przyciął odrobinę faworyty wykraczające poza przeznaczoną im linię, sprawdził, czy chusteczka i portfel tkwią w kieszeni, otworzył drzwi gabinetu, przekroczył próg i zamknął je starannie jednym z siedemnastu kluczy brzęczących w pęku, zszedł po schodach wiodących na dziedziniec, przeciął go na ukos wolnym i miarowym krokiem w stronę skrzydła kryjącego gabinet pana Ardagha, stanął przed jego drzwiami, przycisnął dzwonek elektryczny, którego drżące dźwięki zabrzmiały w środku, i zaczekał.
Dopiero teraz pan Patterson zastanowił się, rozcierając czoło czubkiem palca wskazującego:
"Co też pan dyrektor może mieć mi do powiedzenia?".
Istotnie, o tej porannej godzinie zaproszenie do gabinetu pana Ardagha wydało się panu Pattersonowi czymś niezwykłym i rozważał w umyśle różne hipotezy.
O co chodzi? Zegarek pana Pattersona wskazywał dopiero dziewiątą czterdzieści siedem, a mógł on polegać na wskazówkach tego precyzyjnego przyrządu, który spieszył się lub spóźniał tylko sekundę na dzień, regularnością zaś dorównywał swemu właścicielowi. A przecież nigdy, tak, nigdy! pan Patterson nie udał się do pana Ardagha przed jedenastą czterdzieści trzy, kiedy to składał codzienne sprawozdanie o położeniu ekonomicznym Antilian School, i bez wyjątku pojawiał się między minutą czterdziestą drugą, a czterdziestą trzecią.
Pan Patterson musiał więc zakładać, i założył, że zaszło coś wielce szczególnego, skoro dyrektor wezwał go, zanim sporządził bilans wydatków i dochodów dokonanych poprzedniego dnia. Uczyni to zresztą po powrocie, i można być pewnym, że przez to niespotykane zamieszanie nie wystąpi żaden błąd.
Drzwi otworzył sznur połączony z budką woźnego.
Pan Patterson zrobił kilka kroków - pięć według swego zwyczaju - korytarzem i zapukał lekko w deski drugich drzwi, na których widniały słowa: "Gabinet Dyrektora".
- Proszę - padła natychmiastowa odpowiedź.
Pan Patterson zdjął kapelusz, strzepnął pyłki kurzu opadłe na buty, poprawił rękawiczki i wszedł do gabinetu, oświetlonego przez wychodzące na dziedziniec dwa okna z uniesionymi do połowy zasłonami. Pan Ardagh z różnymi papierami przed oczyma siedział za biurkiem, wyposażonym w liczne dzwonki elektryczne. Uniósłszy głowę, kiwnął przyjaźnie panu Pattersonowi.
- Poprosił mnie pan do swojego gabinetu, panie dyrektorze...? - zapytał pan Patterson.
- Tak, panie rządco - odparł pan Ardagh - aby porozmawiać z panem o sprawie, która dotyczy pana osobiście.
I wskazując krzesło stojące przy biurku:
- Raczy pan usiąść - dodał.
Pan Patterson usiadł, starannie uniósłszy poły długiego surduta, jedną rękę umieścił na kolanie, drugą przycisnął do piersi kapelusz. Pan Ardagh zabrał głos:
- Wie pan, panie rządco - powiedział - jaki jest wynik otwartego konkursu dla naszych uczniów, o uzyskanie stypendiów podróżnych...
- Wiem, panie dyrektorze - odparł pan Patterson - i sądzę, że ta szczodra inicjatywa jednej z naszych rodaczek kolonialnych przynosi zaszczyt Antilian School.
Pan Patterson mówił statecznie, podkreślając sylaby słów, które wybierał, i akcentując je w sposób trochę wymuszony, kiedy opuszczały jego usta.
- Wie pan także - ciągnął pan Ardagh - jakie jest przeznaczenie owych stypendiów podróżnych...
- Wiem, panie dyrektorze - odrzekł pan Patterson, który pochylając się, wydawał się kłaniać kapeluszem komuś za oceanem. - Mrs Kethlen Seymour to dama, której nazwisko zabrzmi u potomności donośnym echem. Trudno mi sobie wyobrazić lepsze przeznaczenie bogactw, które uzyskała z urodzenia lub pracą, niż na rzecz młodości chciwej dalekich wędrówek...
- Jestem tego samego zdania, panie rządco. Przejdźmy jednak do rzeczy. Wie pan również, w jakich warunkach ma się odbyć ta podróż na Antyle...?
- Poznałem je, panie dyrektorze. Statek czeka na naszych młodych podróżników, i mam nadzieję, że nie będą prosili Neptuna78 o rzucenie sławnego Quos ego79 w rozgniewane fale Atlantyku!
- Też mam taką nadzieję, panie Patterson, gdyż podróż tam i z powrotem nastąpi w korzystnej porze roku.
- Istotnie - odparł rządca - lipiec i sierpień to miesiące wypoczynku kapryśnej Tetydy80...
- A zatem - dodał pan Ardagh - żegluga ta będzie równie przyjemna dla moich laureatów, jak i dla pracownika, który powinien im towarzyszyć podczas podróży...
- Osobie - powiedział pan Patterson - która otrzyma wielce miłe zadanie złożenia Mrs Kethlen Seymour uniżonego hołdu i wyrażenia wdzięczności uczniów Antilian School.
- I żałuję - ciągnął dyrektor - że osobą tą nie mogę być ja sam. Jednak w końcu roku szkolnego, w przeddzień egzaminów, którym muszę przewodniczyć, moja nieobecność jest wykluczona...
- Wykluczona, panie dyrektorze - potwierdził rządca - a ten, który zajmie pańskie miejsce, nie będzie miał powodu się skarżyć.
- Oczywiście, i nie miałbym kłopotu z jego wyborem. A potrzebuję człowieka całkowicie godnego zaufania, na którego mogę w pełni liczyć i który zostanie zatwierdzony bez zastrzeżeń przez rodziny naszych młodych stypendystów... No cóż, takiego człowieka znalazłem wśród pracowników szkoły...
- Gratuluję, panie dyrektorze. To na pewno jeden z profesorów nauk ścisłych albo literatury...
- Nie, gdyż nie mógłby przerwać nauczania przed wakacjami. Wydaje mi się jednak, że przerwa taka będzie mniej szkodliwa dla osoby zajmującej się sytuacją finansową szkoły, i to pana, panie rządco, wybrałem, aby towarzyszył naszym chłopcom na Antylach...
Pan Patterson nie zdołał powściągnąć odruchu zaskoczenia. Wyprostował się nagle, zdjął okulary.
- Ja... panie dyrektorze...? - zapytał trochę drżącym głosem.
- Właśnie pan, panie Patterson, i jestem pewny, że porządek podczas tej podróży stypendystów będzie utrzymywany równie ściśle, jak w księgach szkoły.
Pan Patterson rąbkiem chusteczki przetarł szkła okularów, lekko zaćmionych parą przesłaniającą oczy.
- Dodam - powiedział pan Ardagh - że dzięki hojności Mrs Kethlen Seymour suma siedmiuset funtów jest przeznaczona także dla mentora, który zostanie wynagrodzony za swoje ważne obowiązki... Proszę więc pana, panie Patterson, o przygotowanie się do wyruszenia za pięć dni.
44 Saint Lucia - wyspa w Małych Antylach (616 km2), na południe od Martyniki, pochodzenia wulkanicznego, górzysta, odkryta przez Kolumba, od roku 1660 zasiedlana przez Anglików i Francuzów, co powodowało spory, od 1814 kolonia angielska, od 1979 niepodległe państwo, nazwa od imienia świętej Łucji.
45 Dominika - wyspa w Małych Antylach (754 km2), na północ od Martyniki, pochodzenia wulkanicznego, górzysta, odkryta przez Kolumba, od roku 1632 zasiedlana przez Francuzów, w 1761 zdobyta przez Anglików, od 1871 w Federacji Wysp Podwietrznych, od 1978 niepodległe państwo.
46 Antigua - wyspa w Małych Antylach (280 km2), na północ od Gwadelupy, pochodzenia wulkanicznego, nizinna, odkryta przez Kolumba, pierwsi osadnicy hiszpańscy porzucili ją z powodu niedostatku wody, od roku 1631 zasiedlana przez Anglików, co powodowało spory, w 1761 zdobyta przez Anglików, od 1981 niepodległe państwo Antigua i Barbuda.
47 Gwadelupa - największa wyspa Małych Antyli (1438 km2), składająca się z dwóch części rozdzielonych wąską cieśniną, na północ od Dominiki, część zachodnia (Basse Terre) pochodzenia wulkanicznego, część wschodnia (Grande Terre) nizinna, odkryta przez Kolumba, od roku 1635 zasiedlana przez francuskich piratów, od 1674 kolonia Francji, kilkakrotnie zajmowana przez Anglików, w latach 1813-1814 należała do Szwecji, obecnie departament zamorski Francji.
48 Nantes - miasto w zachodniej Francji, port w estuarium Loary, dawna historia Bretanii, rozwój od XVI wieku dzięki handlowi morskiemu, miejsce urodzenia Juliusza Verne'a.
49 Martynika - wyspa w Małych Antylach (1128 km2), na południe od Dominiki, pochodzenia wulkanicznego, odkryta przez Kolumba, od roku 1635 zasiedlana przez Francuzów, w latach 1756-1763 i 1794-1815 we władaniu Anglii, w roku 1902 wybuch wulkanu Pelée zniszczył miasto Saint-Pierre (ok. 30 tys. mieszkańców zginęło), obecnie departament zamorski Francji.
50 Saint Thomas - mała wyspa w Małych Antylach (81 km2), w grupie Wysp Dziewiczych, na wschód od Portoryko, odkryta przez Kolumba, od roku 1657 zasiedlana przez holenderską Kompanię Zachodnioindyjską, w 1666 zdobyta przez Duńczyków, w 1917 sprzedana Stanom Zjednoczonym, obecnie w składzie Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych, terytorium zależnego USA.
51 Saint Croix - mała wyspa w Małych Antylach (210 km2), w grupie Wysp Dziewiczych, na wschód od Portoryko, nizinna, odkryta przez Kolumba, od roku 1643 zasiedlana przez Holendrów i Anglików, należała kolejno do Anglików, Hiszpanów, kawalerów maltańskich, Francuzów, w 1733 kupiona przez Danię, wraz z Saint Thomas w składzie Duńskich Indii Zachodnich, w 1917 sprzedana Stanom Zjednoczonym, obecnie w składzie Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych, terytorium zależnego USA.
52 Saint Martin - mała wyspa w Małych Antylach (87 km2), na wschód od Saint Croix, nizinna, odkryta przez Kolumba, po roku 1620 zasiedlana przez Holendrów, należała do Hiszpanów, w roku 1648 podzielona na część francuską (północną) i holenderską (południową), nadal należy wspólnie do Anglii i Holandii.
53 Göteborg - miasto portowe w południowo-zachodniej Szwecji, nad cieśniną Kattegat, założone w XVI wieku, szybki rozwój jako miasto handlowe, a od XIX wieku przemysłowe, obecne drugie pod względem wielkości miasto Szwecji.
54 Haiti i Santo Domingo to dwie nazwy tej samej wyspy, nazywanej ponadto Hispaniolą, a nie dwóch różnych.
55 Jamajka - wyspa w Wielkich Antylach (11 tys. km2), leżąca na południe od wschodniej Kuby, od odkrycia przez Kolumba zasiedlana przez Hiszpanię, w roku 1665 zajęta przez Wielką Brytanię, główna siedziba piratów walczących z Hiszpanami, od 1962 niepodległe państwo.
56 Curaçao - wyspa (444 km2) w Małych Antylach, na północ od zachodniej Wenezueli, odkryta w roku 1499, w roku 1634 zajęta przez Holandię, główny ośrodek handlu niewolnikami na Karaibach, przejściowo w posiadaniu Francuzów i Brytyjczyków, od 1954 duża autonomia, obecnie w składzie Antyli Holenderskich, państwa stowarzyszonego z Holandią.
57 Tortigos - pomieszanie nazw Tortuga i Los Testigos, grupki wysepek należących do Wenezueli, położonych na północ od niej, o łącznej powierzchni 6,5 km2, zamieszkanych jest 6 wysepek, od roku 1972 park narodowy.
58 Margarita - wyspa w Małych Antylach, największa z leżących na północ od Wenezueli (1020 km2), odkryta przez Kolumba, zasiedlana przez Hiszpanów, kilka razy zdobywana przez piratów, bogactwo dzięki wydobywanym perłom (stąd nazwa), w roku 1814 ogłosiła niepodległość, Simon Bolivar wyruszył stąd w swej misji wyzwoleńczej, obecnie część Wenezueli.
59 Tortuga - wyspa (156 km2) w Małych Antylach należących do Wenezueli, na zachód od Margarity, nie jest znany jej odkrywca, nigdy nie została zasiedlona na stałe, obecnie niezamieszkana, o nienaruszonej przez człowieka przyrodzie.
60 Blanquilla - wyspa (64,5 km2) w Małych Antylach należących do Wenezueli, na północ od Margarity, nie znany jest jej odkrywca, niezamieszkana, słynie z czarnych raf koralowych.
61 Orchila - u J. Verne'a: Ordeilla; wyspa (40 km2) w Małych Antylach należących do Wenezueli, na północny zachód od Margarity, odkryta w XVI wieku, obecnie baza wojskowa Wenezueli.
62 Aves (Wyspa Ptaków) - u J. Verne'a: Avas; wysepka (0,045 km2) w Małych Antylach należących do Wenezueli, na zachód od Dominiki, właściwie łacha rozmywana przez huragany, albo wyspy Los Aves, na wschód od Antyli Holenderskich, kilkanaście atoli koralowych (łączna powierzchnia 3,35 km2), wszystkie niezamieszkane.
63 Mikro-Antilia - ukuta przez J. Verne'a inna nazwa Małych Antyli.
64 17500 franków [przypis J. Verne'a]; odpowiadało to mniej więcej rocznym dochodom urzędnika na średnim stanowisku, inżyniera lub niższego oficera i było sumą znaczną, równoważną ok. 80 tys. euro.
65 Chodziło o uniknięcie spotkania z tornadami, które na Atlantyku północnym i środkowym rozwijają się w okresie od sierpnia do października.
66 Cork - miasto w Irlandii, port na południowym wybrzeżu wyspy; powstało w VII wieku wokół klasztoru, rozwój dzięki dogodnemu położeniu u ujścia rzeki Lee, obecnie duży ośrodek przemysłowy i handlowy, drugie pod względem liczby mieszkańców miasto Irlandii.
67 Queenstown - bardzo dawne miasteczko na wysepce Great Island u ujścia rzeki Lee na południowym wybrzeżu Irlandii, ok. 5 km na południowy wschód od Cork, pierwotna nazwa Cove, w latach 1849-1920 nosiło nazwę Queenstown na cześć królowej Anglii, obecnie Cobh, szybki rozwój od początku XIX wieku jako baza marynarki wojennej i port handlowy, obecnie miasteczko portowe i turystyczne.
68 "Alert" (ang.) - czujny, alarm.
69 Yachtsmeni (ang.) - u J. Verne'a: yachtmeni; żeglarze, jachtmeni - ludzie pływający dla przyjemności, a nie dla zysku.
70 Albiońska - brytyjska, od Albionu, nazwy Wysp Brytyjskich stosowanej przez Rzymian, później głównie poetyckiego i literackiego określenia Wielkiej Brytanii.
71 Mentor - doświadczony, mądry doradca, nauczyciel i wychowawca, od Mentora, wychowawcy Telemacha, syna Odyseusza, w którego wcieliła się bogini Atena.
72 Telemachowie - nawiązanie do podróży morskiej Telemacha, który zbliżywszy się do wieku męskiego wyruszył z rodzinnej Itaki w poszukiwaniu wieści o swym ojcu Odyseuszu.
73 Rządca - dawniej osoba zajmująca się finansami firmy, majątku ziemskiego, szkoły, księgowy.
74 Od połowy XIX wieku stosowano kałamarze wyposażone w pompkę, której przekręcenie powodowało wylanie małej ilości atramentu do niewielkiego zagłębienia w kałamarzu, w którym maczano pióro, pompką można było również opróżniać owo zagłębienie.
75 Skrobak - dawniej rodzaj osełki używanej do ostrzenia ołówków.
76 Suszka - przyrząd piśmienny do usuwania po pisaniu nadmiaru atramentu i przyspieszania jego wysychania, najczęściej półokrągły z uchwytem, z bibułą na stronie wypukłej.
77 Lustryna - cienka, błyszcząca tkanina bawełniana, jedwabna lub wełniana, najczęściej używana na zarękawki, które dawnej nasuwano na rękawy ubrania, żeby podczas pisania chronić je przed zaplamieniem atramentem.
78 Neptun - w mitologii rzymskiej bóg mórz, wód, chmur i deszczu, odpowiednik greckiego Posejdona; jego atrybutem był trójząb.
79 Quos ego (łac.) - kim jestem, w Eneidzie Wergiliusza (I, 135) słowa rozgniewanego Neptuna do bóstw wiatru, Eurosa i Zefira, które były mu nieposłuszne i rozpętały sztorm; używane jako groźba; w polskim przekładzie Zygmunta Kubiaka tłumaczone "Ja was...!".
80 Tetyda - w mitologii greckiej tytanka, bogini morza, żona Okeanosa.