Wstęp
Własna firma - mój początek
"Wszystko, co możesz sobie wyobrazić, możesz również osiągnąć."
Albert Einstein
Moja historia w sprzedaży zaczęła się zbyt szybko, bowiem jak miałam roczek. Podczas moich pierwszych urodzin mama posadziła mnie obok kilku rzeczy (młotek, pieniądze, książeczka, notes, długopis i kieliszek) i poprosiła: "Monisiu, wybierz jedną z tych rzeczy". Popatrzyłam na wszystko i ruszyłam w stronę kasy, która leżała na brzegu kocyka. Znam to z opowieści mojej mamy. Ale coś w tym jest: już w piaskownicy sprzedawałam babki z piasku, a liście służyły mi jako pieniądze, a ja zawsze byłam kasjerem. Czasami śmiejemy się, wspominając teraz, że gdy nudziło się klientom kupować u mnie (bo ile można kupować?), ja mogłabym się bawić ciągle. Zmieniałam tylko asortyment. Moją ulubioną zabawą były również samochodziki, zawsze wybierałam najszybsze i najładniejsze. I zostało mi to do dzisiaj, uwielbiam swoją pracę i samochody, nawet te szybkie.
Już w wieku szesnastu lat przedstawiałam ofertę zakupową moim klientom, oferowałam sklep, który był zawsze otwarty.
Sprzedaż dla mnie to najłatwiejsza z najtrudniejszych prac. Robiąc rzeczy zgodnie z moją pasją, które kocham, to tak, jakbym ani jednego dnia nie spędziła w pracy. Dlatego też wybrałam swoją życiową drogę: sprzedaż. A przy okazji świetnie się bawię, zarabiając fajną kasę.
Moje początki w marketingu sieciowym przypadły na czasy, kiedy po ulicach nie jeździło tak dużo samochodów, nie było internetu ani e-maila, a nawet telefony komórkowe posiadali tylko nieliczni. Do dzisiaj pamiętam swój pierwszy telefon, była to Nokia 3330. Duży telefon z małym wyświetlaczem, służył tylko do nawiązania połączenia i wysłania krótkiej wiadomości SMS.
Pamiętam rok 2004, kiedy postanowiłam przyjąć wyzwanie i zostałam koordynatorem sprzedaży. Nie miałam doświadczenia w prowadzeniu grupy sprzedażowej, miałam zaś doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej, bardzo dużo sprzedawałam, należałam do prestiżowego programu!
W tamtym okresie wszystko trwało zdecydowanie dłużej. Aby wprowadzić nową osobę do biznesu, trzeba było tydzień wcześniej wysłać umowę do firmy, aby została zarejestrowana, a na numer klienta czekało się nawet kilka dni. Konsultantka, żeby złożyć zamówienie, musiała wypełnić arkusz z kodami i przynieść do biura. A potem siedem dni czekała na kuriera, który przywoził paczkę do jej domu.
Jako koordynator opiekująca się grupą konsultantek otrzymywałam comiesięczny raport sprzedaży. Nie miałam możliwości śledzić wyników mojej grupy sprzedażowej. Musiałam czekać na list polecony dostarczony przez listonosza. Później siadałam przy stole z kolorowymi zakreślaczami i analizowałam wszystko, co się znajdowało w raporcie. Każdy wynik był ważny w biznesie. A dojazd do potencjalnego kandydata strasznie uciążliwy, w schowku trzymałam mapę, z której często się korzystało. Te czasy za nami!
Już wtedy wiedziałam, że ZUS nie da mi emerytury, na którą zasługiwałam w przyszłości, dlatego się zdecydowałam. Postawiłam moje pierwsze samodzielne kroki, wymyśliłam własną nazwę firmy, zarejestrowałam w Urzędzie Miasta i zostałam właścicielem. Stałam się posiadaczem nazwy mojej działalności; miałam NIP i REGON i mogłam inwestować swój czas w coś pozytywnego.
Dzisiaj przede wszystkim nie muszę czekać aż do końca miesiąca, by zobaczyć wyniki sprzedaży. Dane codziennie się aktualizują. Do wszystkich raportów mam szybki dostęp przez Internet. Także wszystkie wyniki analizuję za pomocą laptopa. Mogę wysłać e-maila czy SMS-y do całej grupy. Dodatkowo dzisiaj telefon oznacza, że rozmowy mam bez limitu, a samochodem mogę dojechać w każde miejsce na Ziemi dzięki nawigacji, która pokazuje mi, jak dojechać i ile zostało do celu.
W sprzedaży bezpośredniej pracuje się inaczej. Dla osoby, która nie jest w świecie MLM czy sprzedaży bezpośredniej, wydaje się to dziwne, ale jeśli współpracuje się kilka lat z osobami i realizuje się wspólny cel, to zaprzyjaźniamy się, tworzymy Wielką Rodzinę. Bardzo dużo czasu spędzamy ze sobą, pracujemy, wspieramy się zarówno w dobrych, jak i złych chwilach, możemy na siebie liczyć, odnosimy sukcesy i świętujemy wspólne osiągnięcia.
Co miałam na myśli, pisząc, że pracuje się inaczej? Robisz to, co uwielbiasz; pracujesz z pasją, kiedy chcesz; nie masz żadnego kontrolera nad sobą; pracujesz we wspaniałej atmosferze i ze wspaniałymi ludźmi; budujesz relacje, jak również doskonale zarabiasz; a przy okazji oszczędzasz, kupując z dużym rabatem dla siebie i rodziny kosmetyki, biżuterię, torby, perfumy, odzież.
Ten rodzaj marketingu jest fantastycznym sposobem prowadzenia własnego biznesu, a odpowiednie nastawienie, podejście do siebie i innych ludzi jest bazą do tego, by odnieść sukces.
W książce, którą trzymasz w rękach, nie znajdziesz porad marketingowych. Tę wiedzę zdobędziesz dzięki odpowiednim szkoleniom.
Celem tej książki jest pokazanie Ci, że pozytywne myślenie jest podstawą do osiągnięcia sukcesu. Opowiem Ci swoją historię. Pokażę, jak zmienić nastawienie do świata, jak zacząć pozytywnie myśleć.
Podpowiem Ci też, jak zarządzać pieniędzmi i swoim czasem.
Często też spotykam się ze zdaniem, że nie można pogodzić prowadzenia biznesu z posiadaniem rodziny. Mam inne zdanie i doświadczenie w tym temacie. Dlatego ostatnie rozdziały poświęciłam małżeństwu i dzieciom.
Czy można osiągnąć sukces w sprzedaży sieciowej? Oczywiście, że można. Przeczytaj tę książkę, a potem zmień swoje nastawienie i otwórz się na sukces.