Południe
[Jim wszedł do domu]
Jim wszedł do domu
i wziął linki od pługa
i poszedł do stajni
i jedną linkę przywiązał do osła
i wyprowadził osła
i przytroczył osła do płotu;
i pętlę na drugiej lince zarzucił mu na szyję
i zaczął ciągnąć.
Osioł zaczął całkiem zdrowo ryczeć.
Rano jego ciało leżało
pięć czy sześć metrów od stajni,
kark tuż za łbem
był sinoczarny.
[W pewną ponurą niedzielę]
W pewną ponurą niedzielę - cały dzień siąpił deszcz -
zupełnie trzeźwy Patrick Conolly
wsiadł do tramwaju.
Przez jakiś czas jechał
nie wykazując "najmniejszych oznak niewłaściwego zachowania",
kiedy nagle dostał ataku
apopleksji
i zaczął wymiotować.
W wagonie było wielu pasażerów:
niektórzy widząc, co się dzieje, wysiedli;
inni krzyczeli
żeby to on wysiadł.
Kiedy ktoś spytał go, czy jest pijany,
potrząsnął przecząco głową
i powiedział
"Wysiądę",
ale
kiedy próbował się podnieść,
upadł na płask
i leżał bezradnie na podłodze.
Motorniczy i jeden z pasażerów
dźwignęli go,
wynieśli z wagonu
i zostawili na ulicy -
między szynami a jezdnią,
niewiele ponad pół metra od szyn.
Chwilę później,
z powodu drgawek
jego ciało tak zmieniło pozycję
że nogi znalazły się na jednej z szyn.
Przechodząca kobieta
pospieszyła mu z pomocą
i wraz z jakimś mężczyzną
przesunęli go na chodnik. I tam w siąpiącym deszczu
pozostał.
[Był pochmurny i deszczowy dzień]
Był pochmurny i deszczowy dzień,
a ona siedziała do późna z Fullerem przy kominku
w starym domu na wzgórzu
jakieś pięćdziesiąt metrów od drogi.
Między nimi stała butelka whisky
i oboje pili już jakiś czas
i Fuller śpiewał piosenkę "Pijaka ciężki los".
[Della i Cliff tańczyli na zabawie]
Della i Cliff tańczyli na zabawie
kadryla. Chwytając Dellę za rękę
żeby zrobić obrót
w figurze zwanej "łańcuchem",
Cliff próbował zdjąć jej z palca
pierścionek. Zdążyła palec zagiąć.
Kiedy tańczono tę figurę jeszcze raz
udało mu się.
Powiedziała partnerowi, że zgubiła pierścionek.
I patrząc Cliffowi prosto w oczy,
powiedziała do partnera i tych, którzy pomagali mu szukać,
że nie znajdą pierścionka na podłodze:
ktoś go ma.
Cliff to usłyszał,
naciągnął kapelusz na twarz
i, odwróciwszy się do Delli tyłem,
zaczął rozmawiać ze swoją partnerką.
[Podczas potańcówki]
Podczas potańcówki
kiedy Berry tańczył
z pistoletem w tylnej kieszeni spodni,
Williams przyczepił mu do pleców marynarki
białą chusteczkę.
Z powodu języka, jakiego używał,
koledzy wyprowadzili Berry'ego
z sali
i nie pozwolili wrócić
dopóki nie obieca, że już nie będzie
o tym mówić.
Ale on mówił, i dalej wyzywał Williamsa,
który zapewnił go ponownie
że był to tylko żart;
Berry jednak powiedział
że muszą załatwić sprawę
na zewnątrz.
Williams ruszył do wyjścia
i zszedł po schodkach
w ciemność -
poza krąg światła padającego z okien.
Berry szedł za nim, lecz kiedy
stanął na progu
Williams uderzył go w to miejsce
gdzie nos zaczyna być czołem
kijem
grubości laski -
choć niektórzy mówili
że była to sztacheta z cmentarnego płotu.
[Pewnej niedzieli w maju]
Pewnej niedzieli w maju
kilku młodych mężczyzn
kąpało się w rzece
gdy obok przechodził jakiś nieznajomy
któremu zaproponowano, żeby się dołączył.
Wszedł do wody
ale po chwili wyszedł wściekły
bo ktoś go ochlapał,
wyciągnął nóż
i ugodził jednego z mężczyzn.
W ciągu kilku minut
ugodzony mężczyzna zmarł.
Nieznajomego aresztowano
i ze związanymi z tyłu rękami
doprowadzono do sklepu
oddalonego o pół mili w górę rzeki.
Tutaj zaczął gromadzić się tłum.
Krewny zmarłego -
nie było go wśród pływających -
ze strzelbą w rękach
wezwał zebranych
do rozejścia,
i stanął naprzeciw nieznajomego,
który miał wciąż związane z tyłu ręce.
Nie padło ani jedno słowo.
Wtedy krewny zmarłego strzelił
i zabił nieznajomego.
[Padł strzał]
Padł strzał
od strony trzciny cukrowej
oddany przez kogoś
kto przemykał
pochylony,
z pistoletem w ręku.
Jeden z Murzynów wszedł w trzcinę
zobaczyć kto to,
i zobaczył Colemana siedzącego na zwalonym pniu,
i przyniósł mu z festynu
kawałek kurczaka.
Junius poszedł spać
i zostawił kilka tlących się szmat -
komary dawały ostro.
Zdążył pospać kilka minut
kiedy wszedł Coleman.
Junius spytał o swój pistolet.
Coleman powiedział:
"Jest pół do jedenastej".
"Nie pytam o godzinę.
Gdzie mój pistolet?"
Rano, kiedy Junius wychodził, pistolet był naładowany,
i miał cztery naboje.
Kiedy pistoletu się nie używa,
lufa w środku wydaje się biała, jakby popielata -
wylot lufy był ciemny,
jakby strzelano z niej niedawno.
"Coleman, co u licha się z tobą dzieje?
Wyglądasz diablo marnie".
"Mam się diablo marnie".
Coleman wyglądał tak, jakby przebiegł kawał drogi -
był cały spocony.
Jego "dżinsowe" spodnie były mokre
a nogawki zapiaszczone.
"Jak było na festynie?"
"Przyjemnie było -
tylko że zastrzelono człowieka".
"Kogo zastrzelono?"
"Burleya".
"Jego żona narobiła dużo szumu?"
"No masz!
ale nikt nie zwracał na nią uwagi..."
"Nikt nie powinien się nią przejmować!
Po tym jak powiedziała, że za Burleya nie wyjdzie
a w końcu wzięła i wyszła".
["Yellowstone Kit", jak go nazywano]
"Yellowstone Kit", jak go nazywano,
zjawiał się w Montgomery raz na jakiś czas
i wynajmował działkę;
rozbijał wielki namiot
w którym umieszczał stoisko i pewną liczbę krzeseł
i wieszał światło elektryczne
żeby namiot był oświetlony wieczorem.
W namiocie demonstrował kuglarskie sztuczki
i wygłaszał pogadanki na temat zalet sprzedawanych przez siebie leków,
i rozdawał je sam albo rozdawali jego pomocnicy,
i podczas tych pokazów zawsze grał jakiś zespół.
[Było już prawie widno]
Było już prawie widno kiedy urodziła,
na złożonej przez niego
kołdrze.
Położył sobie dziecko na lewym ramieniu
i wyniósł z pokoju,
usłyszała pluśnięcie.
Kiedy wrócił
zapytała gdzie jest dziecko.
Odpowiedział: "Tam - w wodzie".
Poszturchał ogień
i wrócił z naręczem szczap
i z dzieckiem,
i włożył martwe dziecko w ogień.
Powiedziała: "Och John, nie!".
Nie odpowiedział
tylko odwrócił się do niej i uśmiechnął.
[W nocy maciora wypchnęła ryjem drzwi]
W nocy maciora wypchnęła ryjem drzwi i weszła do chaty,
a mąż i żona
kłócili się, kto ma ją wygonić.
Powaliła męża żelazną szuflą.
Sięgnął po bryczesy i powiedział
"Gdybym miał nóż, poderżnąłbym ci gardło",
wtedy uciekła na dwór.
Zatrzasnął za nią drzwi
i podparł je drągiem.
Kiedy ją znaleziono, leżała twarzą do ziemi,
zamarznięta na śmierć. Był okropny mróz
a tam gdzie leżała
śnieg był głęboki na pół metra.
Wybiegła bez butów
i prawie nieubrana. Szła na przełaj
przez cierniste krzewy
zostawiając na śniegu ślady krwi -
ciernie poharatały jej nogi poniżej kolan -
a na kolcach wyrwane strzępy ubrania;
w którymś momencie
uderzyła kostką o krawędź leżącego pnia
i wtedy straciła dużo krwi.