KTÓRA Z WAS JEST DZIEWICĄ?
Już wtedy byłyśmy takimi osobami, na jakie miałyśmy wyrosnąć.
neva nelson
Kilka dekad przed ostatecznym zamknięciem w 2001 roku magazyn "Mademoiselle" podziwiany był za swój rozmach i słynął z publikowania prozy Trumana Capote'a, Williama Faulknera, Tennessee Williamsa i Flannery'ego O'Connora. (Sylvia Plath, zapalona czytelniczka magazynu, opisywała go w swoim dzienniku jako "intelektualny magazyn o modzie"). Typowa dziewczyna "Mademoiselle" była wykształcona, nastawiona na robienie kariery i dość obyta. W ten sam weekend mogła obejrzeć zarówno sztukę Arthura Millera, jak i mecz footballowy drużyny Yale. Chodziła na zakupy, na tańce, pracowała społecznie i jednocześnie miała wybitne osiągnięcia w nauce. Według słów magazynu "idealnie pasowała do college'u, kariery i koktajli". Prawdopodobnie planowała zamążpójście, ale nieco później niż jej rówieśniczki - w liceum obywała się bez narzeczonych.
Program staży dla młodych redaktorek został zapoczątkowany w 1939 roku. Oferował studentkom pracę nad niezwykle popularnym numerem uczelnianym. Co roku w czerwcu zespół redakcyjny "Mademoiselle" wybierał dwadzieścia dziewcząt, zapraszał je do Nowego Jorku, umieszczał w hotelu Barbizon i płacił im normalną pensję. Każdego roku do konkursu zgłaszały się tysiące dziewcząt - każda chciała być stażystką. Staż polegał na pracy, ale także na chodzeniu na przyjęcia, do teatru i na pokazy mody. Poznawało się osobistości takie jak Hubert de Givenchy, E.B. White czy Marlon Brando. W 1953 roku program przeżywał rozkwit, a dla kogoś tak pochłoniętego literaturą jak Plath był czymś najlepszym, co mogło się przydarzyć.
Sylvia poczuła ulgę, gdy okazało się, że Laurie Totten zakwaterowano w pokoju obok. Choć w rodzinnym Wellesley Laurie mieszkała kilka ulic dalej, obie po raz pierwszy spotkały się dopiero kilka tygodni wcześniej.
- Rozmawiałyśmy przez telefon, pamiętam, że odwiedziłam ją w domu i poznałam jej matkę - wspomina Laurie. - Mieszkała bardzo blisko mnie, dzielił nas zaledwie krótki spacer. Pamiętam też, jak siedziałyśmy na łóżku w pokoju na piętrze, rozmawiając o wielkiej przygodzie i korzyściach z tego doświadczenia. Duże wrażenie zrobiła na mnie informacja, że Sylvia wygrała konkurs na opowiadanie magazynu "Seventeen", w którym ja także wzięłam udział, choć bez efektów. Bardzo jej współczułam, bo jako mała dziewczynka straciła ojca. - Sylvia polubiła trzpiotowatą artystkę Laurie i natychmiast uznała ją za przyjaciółkę. - Mama miała zamiar odwieźć mnie do Nowego Jorku - opowiada Laurie. - Zaproponowałyśmy Sylvii, by do nas dołączyła, ale z jakiegoś powodu w ostatniej chwili zdecydowała się jechać pociągiem. Czułam się przy niej swobodnie, nie było mowy o jakiejkolwiek dominacji jednej nad drugą. Jakiś czas przed naszą wyprawą do Nowego Jorku rozmawiałyśmy o tym, pod jaką postacią chciałybyśmy się odrodzić. Ja chciałam być wilkiem, bo prawie nikt ich nie rozumie, chociaż wcale nie są tak wielkie i niebezpieczne, jak się powszechnie uważa. Sylvia wybrała mewę.
Tego samego wieczora w pokoju Grace MacLeod Sylvia poznała pozostałe stażystki. Grace, którą niebawem mylić będą z Zsa Zsą Gabor i która stała się nieoficjalną gospodynią grupy. Elegancką Madelyn Mathers, której ojciec wynalazł prototyp nawigacji GPS, i Nevę Nelson z San Jose, która kilka miesięcy wcześniej brała udział w zajęciach z geologii na terenie Doliny Śmierci - w miejscu przeprowadzania ostatnich testów bomby wodorowej. (Na jednej z fotografii widać nawet, jak opalona Neva beztrosko odrzuca liczącą dwa tysiące lat radioaktywną rybę niczym otwartą ostrygę). Poznała także Eileen McLaughlin, wygadaną i zdolną modystkę.
- Wciąż pamiętam te parsknięcia, nosowy śmiech, gdy udała się jej celna uwaga - powiedziała Neva w wywiadzie.
Glorię Kirshner, która w wieku dwudziestu czterech lat miała już męża i małego synka i codziennie dojeżdżała pociągiem z Bronxu. Oraz Janet Wagner z Kansas, którą niebawem miała odkryć Eileen Ford z Agencji Modelek Forda i która pojawiać się będzie w "Vogue" i "Glamour" do późnych lat sześćdziesiątych.?1? Nedra Anderwert to niewątpliwie jedna z "paryskich modelek", podziwianych przez Sylvię w pierwszym liście do domu. Miała ciemne błyszczące włosy i duże kocie oczy. Gładko zaczesana, z wyraźnie podkreślonymi oczami i ustami, Nedra była zawsze gotowa do zdjęć i zarazem niezwykle fotogeniczna - marzenie fotografa.
- Nigdy nie włączała się w nasze rozmowy - wspomina Neva. - Przysłuchiwała się z opuszczoną głową, bo ciągle szkicowała - przeważnie buty. Rysowała je bez końca, bardzo fantazyjne, z miękkiego aksamitu i ozdobione klejnotami. Dla nas stanowiły tylko część stroju, dla niej szansę na zrobienie fortuny. Szkoda, że nie mogła nosić zaprojektowanych przez siebie butów. Wyprzedzała swój czas. To ona pokazała nam bardzo miękkie pantofle marki Capezio - właśnie wchodziły na rynek i były zbyt drogie, bym mogła sobie na nie pozwolić. Pamiętam, że znalazła mi wygodne szpilki z brązowej satyny, bo moje czarne skórzane strasznie mnie obcierały.
Sylvia - podobnie jak śliczna i tajemnicza Nedra - uwielbiała buty. Zwłaszcza francuskie. Zakochiwała się w sklepikach obuwniczych przy Rue de la Paix w Paryżu, opisywała "delikatne czerwone czółenka, pomarańczowe balerinki, szaroniebieskie półbuty i złote sandałki"?2?. (Po latach od Nowego Jorku będzie wolała Paryż i lemoniadę w "małych modnych barach"). Gdyby była bogata, pozwoliłaby sobie na ekstrawagancję "posiadania szafy pełnej butów, tylko jeden czy dwa rodzaje: proste czółenka kaczuszki na przykład - we wszystkich kolorach tęczy"?3?.
Sylvia miała dobre oko, jeśli chodziło o piękno - w dzienniku odnotowała kocie oczy Nedry i smukłe nogi, ale również spisała ją na straty jako zbyt wycofaną. Jak ktoś tak piękny mógł być nieśmiały? Wzajemna rezerwa spowodowała, że nie nawiązały przyjaźni, ale mimo to łączyło je wspólne miejsce zamieszkania. "Wspaniałe życie zaczyna się tuż po przekroczeniu progu pięknego hotelu Barbizon-Plaza przy Central Park South" - szczycono się w broszurze z 1953 roku. "Zaledwie parę kroków od sklepów na Piątej Alei, z wygodną salą barową czynną do pierwszej w nocy, centralnym systemem chłodzenia i indywidualnymi termostatami". Jednakowoż hotel dla kobiet Barbizon wcale nie był tak wspaniały: w rzeczywistości termostaty nie działały, a przynajmniej nie te na piętnastym piętrze. Tak się złożyło, że w Nowym Jorku panowały wówczas rekordowe upały - we wrześniu temperatura miała dochodzić do trzydziestu dziewięciu stopni Celsjusza. Może i Grace Kelly była tu stałą bywalczynią - znaną z przemykania po korytarzach w samej bieliźnie - ale dla młodych dziewczyn hotel Barbizon stanowił tylko ładną noclegownię.
- Było bardzo, bardzo gorąco - wspomina Diane Johnson. - A w hotelu nie miałyśmy klimatyzacji. Anne Shawberg, Lin Edgington i ja siedziałyśmy w negliżu, licząc na jakiś przeciąg.
Neva zapomniała spakować piżamę.
- Mama przysłała mi ją dopiero w ostatnim tygodniu. Wieczorami rozmawiałyśmy ubrane w peniuary i koszule nocne. Ja nigdy w życiu nie miałam szlafroka. - Zarzuciła więc rozkloszowany zielony płaszcz - dwustronny, po jednej stronie wełniany, po drugiej gabardynowy - na koszulkę i nosiła go jak pelerynę.
Sylvia rzecz jasna od kilku miesięcy obmyślała swoją nowojorską garderobę, świetnie się więc wpasowała dwiema niebieskimi piżamami, nylonową koszulą nocną i pikowanym szlafroczkiem. We wpisie do dziennika z czternatego maja - a zatem na dwa tygodnie przed przyjazdem do Nowego Jorku - wyraża głęboki żal, że nie udało się jej zdobyć więcej przyjaciółek w Smith College. "Mieszkałam w pudełkach na piętrze, poniżej i w korytarzu, otoczona przez dziewczęta, które dużo myślą, mają podobne uczucia i razem z tobą tęsknią, ale nie chciałam ich rozwijać, ponieważ nie chciałam, nie mogłam poświęcić im czasu"?4?. Przysięgła sobie, że w Nowym Jorku będzie towarzyska i na dowód tego zostawiała drzwi do swojego pokoju w Barbizonie zawsze otwarte. Od pierwszego wieczora, który spędziła na pogaduszkach z Grace, Sylvia zmieniła hierarchię wartości: z nauki i pracy na zdobywanie doświadczeń i przyjaźni. Bardzo chciała pozyskać tu, w Nowym Jorku, przyjaciółki. Pragnęła być lubiana przez inne dziewczęta. I większość z nich uwielbiała towarzystwo Sylvii, podziwiała jej świeżą zdrową urodę i dostrzegała inteligencję.
Wracając do pokoju Grace. Wychodził na Sześćdziesiątą Trzecią Ulicę, przez co był najsłoneczniejszym pomieszczeniem na piętrze. Natychmiast stał się więc nieoficjalnym miejscem spotkań dziewcząt. Tamtej nocy wszystkie stłoczyły się na małej przestrzeni, ale żadna nie chciała wyjść pierwsza. W pewnym momencie, koło pierwszej lub drugiej nad ranem, podzieliły się na niewielkie podgrupy, bardzo chciały poznać się bliżej i nawiązać pierwsze więzi. Aż jedna z nich rzuciła pytanie (zawsze znajdzie się ktoś taki): Która z was jest dziewicą?
Żadna nie podniosła ręki.
Było jasne, skąd pochodziłyśmy: zdradzały nas dialekty, stroje i uprzedzenia. Sylvia i Carol - "wschodnie inteligentki" - nazywały mówiącą nosową gwarą Janet Wagner, która chodziła do Knox College, "wieśniaczką" z Knoxville w Tennessee. Mnie, jako że się z nią trzymałam, przylepiono tę samą etykietkę. Ze wszystkich dziewcząt to chyba właśnie Janet najbardziej skorzystała z miesięcznego stażu w magazynie i szybko stała się wyrafinowaną "mieszkanką wschodu". Gdy jednak po raz pierwszy pojawiła się w Nowym Jorku, wtedy, w 1953 roku, daleko jej było do znawczyni mody. Zobaczyłam ją przy windach w długiej różowej babcinej sukience w kwiatki i w małym kapelutku, obklejonym na płasko jasnoniebieskimi kwiatami z jedwabiu, lawendą i goździkami. Uśmiechała się szeroko i zdobywała tym uśmiechem wszystkich, nawet te dziewczyny, które ją poniżały i wyśmiewały się z jej wyglądu albo akcentu. Jan po prostu nie dała się onieśmielić, stawiała im czoło, niwelując tym samym przewagę Ligi Bluszczowej nad naszymi małymi college'ami. Wszystkie docinki spływały po niej jak po kaczce, a ona rzucała tylko coś w stylu "chromolić to!" i robiła, co trzeba, żeby przetrwać w bezwzględnym świecie mody w Nowym Jorku.
neva nelson
Biedna Sylvia należała do snobek z Ligi Bluszczowej. Była zażenowana, gdy dowiedziała się, że powtarzałam trzecią klasę. Nie wierzyła, że ktoś taki jest w stanie odnieść potem sukces. Ona wygrała konkurs w kategorii proza, a ja w kategorii literatura faktu, dlatego chciałyśmy się poznać. Mówiłam jednak ze środkowozachodnim akcentem, co ją ewidentnie rozczarowało. Sylvia uważała, że wszystko, co leży na zachód od Lake Placid, to już Dziki Zachód i automatycznie tego nie lubiła. Kochała Europę.
janet wagner
Pochodzę z małego miasteczka w Iowa. Sylvię to fascynowało. Była rozczarowana na wieść, że wychowałam się w mieście, a nie na farmie.
laurie glazer
1? Sylvia od razu przezwała Nevę i Janet Kowbojką i Wieśniaczką.
2? Sylvia Plath, Dzienniki 1950-1962, 27 marca 1956, opr. Karen V. Kukil, przeł. Joanna Urban i Paweł Stachura, Warszawa 2000, s. 542.
4? Tamże, 14 maja 1953, s. 177.