SŁOWO WSTĘPNE
W 2003 roku napisałyśmy książkę Empatyczna klasa. Relacje, które pomagają w nauce1. Jej celem było podzielenie się z nauczycielami pewną techniką porozumiewania się sformułowaną przez dr. Marshalla B. Rosenberga, znaną jako Porozumienie bez Przemocy (Nonviolent Communication, w skrócie NVC). Chciałyśmy napisać książkę, jakiej brakowało nam, kiedy same pracowałyśmy w szkole, poszukując skutecznych sposobów na stworzenie uczniom przyjaznego środowiska do współdziałania. Wiedziałyśmy, że musi być ono w jakiś sposób możliwe. Od chwili ukazania się książki często miałyśmy okazję słyszeć od nauczycieli z różnych części świata, że pomogła im zamienić sale szkolne w miejsce, gdzie ważne są wzajemne relacje.
W niniejszej książce również dzielimy się naszą wiedzą o Porozumieniu bez Przemocy, jednak tym razem z rodzicami. Jesteśmy rodzicami dłużej niż nauczycielkami, dlatego temat ten głęboko nas dotyka i budzi żywe wspomnienia wczesnego rodzicielstwa. Główne zagadnienia, o których piszemy, są w przybliżeniu podobne do problemów rodzicielskich, które same przeżywałyśmy w latach siedemdziesiątych, choć w ciągu tych lat znacznie zmieniła się kultura życia, przez co rodzicielstwo stało się większym wyzwaniem niż być może kiedykolwiek wcześniej.
Kiedy myślimy o naszych doświadczeniach, czujemy wdzięczność za to, że udało nam się spędzić kilka lat, opiekując się dziećmi w domu. W tamtych czasach rodzina z klasy średniej mogła utrzymać się z jednej pensji i powszechnie akceptowano matki, które rezygnowały z pracy zawodowej na rzecz dzieci - bo opieki nad dzieckiem nie uważano wtedy jeszcze za "prawdziwą pracę". W niektórych krajach rozwiniętych nadal pomaga się kobietom pozostać z dzieckiem przez pierwsze trzy lata jego życia, chociaż, na przykład, nie dotyczy to Stanów Zjednoczonych. Poza tym koszty utrzymania wzrosły tak znacznie, że standard życia klasy średniej wymaga zazwyczaj dwojga pracujących rodziców.
Oprócz problemów finansowych dzisiejsze rodziny stoją także w obliczu rosnącego tempa życia i zalewu informacji pochodzących z Internetu, poczty elektronicznej czy ciągłej komunikacji telefonicznej. Jesteśmy dzisiaj w stanie wykonać więcej czynności w krótszym czasie niż kiedyś. Wykonujemy wiele zadań równocześnie, żeby osiągnąć tak dużo, jak tylko się da. Technika miała zapewnić nam więcej wolności i więcej czasu dla rodziny, hobby i odpoczynku, tymczasem stworzyła nowe standardy jakości i wywołała wzrost oczekiwań wobec superfirm, superpracowników, supermam, supertatusiów i superdzieci. Również reakcje emocjonalne u ludzi doznały przyspieszenia, tak że rozstroić nas mogą nawet niewielkie usterki, opóźnienia czy objazdy na drodze. Przeładowanie emocjonalne i mentalne odbiera nam energię, czyniąc nas zmęczonymi i nieznośnymi.
Jednak te "złe wiadomości" to nie wszystko. Nasza książka przynosi również dobre wieści na temat skutecznej komunikacji opartej na wzajemnym szacunku, której celem jest zaspokojenie potrzeb każdego członka rodziny i przekształcenie konfliktów we współdziałanie. Pisząc tę książkę, mamy nadzieję wesprzeć czytelników w dążeniu do rodzicielstwa zbudowanego na ich najgłębiej żywionych wartościach i pragnieniu wszystkiego, co najlepsze, dla dzieci.
PRZEDMOWA
Dr Marshall B. Rosenberg2
Upłynęło już sporo lat od czasu, kiedy wychowywałem swoje dzieci, ale wciąż zgłaszają się do mnie rodzice z całego świata, opisując swoje kłopoty i wyzwania, jakie stawia przed nimi rodzicielstwo. Nie są one zresztą mi obce, jednak z pewnością bardziej niepokojące niż kiedykolwiek wcześniej ze względu na przeładowane plany zajęć dzieci i wpływ, jaki wywiera na nie świat zewnętrzny. Każdego dnia są konfrontowane z informacjami na temat przemocy czy różnego rodzaju konfliktów. Na dodatek, na rodzicach ciąży bardzo silny wymóg, aby definiować swoją indywidualność bardziej przez to, co mają, niż przez to, co cenią. Zagubieni, szukają pomocy i wsparcia - i najwyższy czas, abyśmy im ich udzielili.
Niniejsza książka ma być właśnie takim wsparciem - przekonującym i przychodzącym w szczególnym okresie, ponieważ nigdy wcześniej rodzina nie była tak ważna dla przyszłości naszych społeczeństw i dobrobytu planety. Wskazówki w niej zawarte pomogą rodzicom stać się skuteczną siłą sprawczą zmian w rodzinie, społeczności, a nawet w szerszym kręgu. Zgadzam się z autorkami, kiedy mówią: "Typ twojego rodzicielstwa ma wpływ nie tylko na twoje dziecko, ale również na życie setek, a może i tysięcy ludzi, z którymi zetkną się w przyszłości. Nie możesz uniknąć tego wpływu, ale możesz zdecydować, jaki on będzie".
Książka Sury Hart i Victorii Kindle Hodson to coś więcej niż zwykły poradnik dla rodziców, który ma pomóc w szybkim rozwiązaniu doraźnych problemów albo przekazać pewne techniki wychowawcze. Dostarcza podstaw komunikowania się i budowania więzi w rodzinie, dzięki czemu można zdecydowanie poprawić jakość wspólnego życia dzieci i dorosłych. Z jej pomocą rodzice mogą przekształcić swoje nawykowe sposoby porozumiewania się z dzieckiem, które stoją w sprzeczności z pragnieniem wspierania ich rozwoju. Dzięki nowym umiejętnościom będą w stanie stworzyć bezpieczne i wspierające środowisko, w którym dzieci w pełni zrealizują swój potencjał.
Wszyscy przychodzimy na świat z właściwym naszej ludzkiej naturze zmysłem współzależności oraz potrzebą życia we wspólnocie i korzystania z wzajemnego wsparcia. Posiadamy także wrodzoną zdolność empatii. Dopiero nasze doświadczenia - "owe chwile, gdy w domach, szkołach i innych miejscach lekceważy się nasze potrzeby" - powodują, że wbrew naturze zaczynamy wybierać drogę przemocy, na przykład w postaci żądań czy przymusu, jako najskuteczniejszą taktykę osiągania celów i zaspokajania swoich potrzeb. Albo, jeszcze gorzej, zapominamy, że nasze potrzeby mają jakiekolwiek znaczenie.
Niniejsza książka przynosi nowe rozumienie dziecięcego zachowania i nowy sposób reagowania na nie. Jeśli użyjesz przedstawionych w niej narzędzi, zbudujesz mocną podstawę zaufania w relacjach z dzieckiem. A dzieci dorastające w zaufaniu - w środowisku, w którym ich potrzeby są respektowane - mają większe szanse na zdrowe i twórcze życie. Zaufanie jest bowiem podstawą poczucia własnej wartości u dziecka, a także więzi z dorosłymi opartej na wzajemnym szacunku i miłości.
Ta niezwykle ważna, ale i bardzo praktyczna książka nauczy cię, jak naprawdę przygotować dziecko do życia w świecie. Niezależnie od tego, co je spotka w życiu, możesz sprawić, że zmierzy się z tym jako osoba dojrzała emocjonalnie i świadoma swojego powiązania z innymi. Budując dom pełen zaufania i szacunku dla potrzeb wszystkich mieszkańców, wzmocnisz dzieci w odkrywaniu swojego potencjału oraz sprawisz, że w przyszłości chętnie wniosą swój wkład w życie rodziny, wspólnoty i naszej planety.
Przeczytanie tej książki to jeszcze nie wszystko: trzeba starać się też żyć według zasad, które propaguje. Postaraj się podzielić się nimi z małżonkiem, przyjaciółmi i dziećmi. Od jednego rodzica do drugiego, od jednego domu do następnego - stopniowo stworzymy świat, w którym potrzeby ludzi są zaspokajane w pokojowy sposób.
WPROWADZENIE
Książka ta wzięła się z przeświadczenia, że bycie rodzicem to najważniejsza, najlepiej nagradzana, ale i najbardziej wymagająca aktywność ludzka. Kładąc nacisk na budowanie wzajemnego szacunku i współdziałania rodziców z dziećmi, przedstawiamy w niej siedem kluczowych kroków do odblokowania i inspirowania typowo rodzicielskich umiejętności. Wśród nich znajdują się: jasność co do celów rodzicielstwa, rozumienie potrzeb dziecka ukrytych za określonymi zachowaniami i aktywne tworzenie okoliczności oraz podejmowanie działań mających na celu zaspokojenie owych potrzeb.
Wciąż pamiętamy czas, kiedy w wieku dwudziestu paru lat zostałyśmy matkami, a potem, mając trzydzieści kilka, prowadziłyśmy dzieci najpierw do szkoły podstawowej, a trochę później do średniej. Brakowało nam wtedy zrozumienia, jasności i wsparcia. Nasze doświadczenia nie odpowiadały ówczesnym pojęciom o relacjach rodziców i dzieci: byłyśmy przekonane, że dzieci są istotami doskonałymi, integralnymi wewnętrznie, i chciałyśmy z nimi współdziałać, zachwycać się nimi i uczyć się od nich. Wiedziałyśmy, że można dojrzewać wraz z dzieckiem, ucząc się nawzajem od siebie i zdobywając dzięki temu głębsze zrozumienie świata. Wtedy - w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - nie pomagano jednak rodzicom likwidować rodzinnych konfliktów i znajdować radości w byciu razem, lecz propagowano kontrolę nad dzieckiem jako najlepszą metodę rozwiązywania problemów.
Podejście to jest żywe również dzisiaj. Powstają setki książek o tym, jak skłonić dziecko do robienia tego, na czym nam zależy, wywołując w nim poczucie winy, zawstydzając je, chwaląc, strasząc karami albo obiecując nagrody. Co prawda, w ostatnich latach podejście to uległo pewnemu złagodzeniu - bo zaczęto mówić o konsekwencjach, zamiast karach, oraz o time-outach i pozytywnej motywacji - jednak cel pozostał ten sam: kontrola nad dziecięcym zachowaniem.
Większość rodziców, z którymi miałyśmy styczność, próbowała tych metod - lecz uznała je za wysoce niezadowalające. Było tak dlatego, że korzyści, jakie z nich płyną, są krótkotrwałe - na przykład, zmniejszenie liczby konfliktów na jakiś czas - za to okupione dużym kosztem. Im bardziej rodzice starają się wprowadzić w domu określone zasady, wyciągać konsekwencje i motywować za pomocą nagród, tym więcej pojawia się walki, krzyków, trzaskających drzwi, lodowatych spojrzeń i łez. Wielu rodziców skarżyło się nam, że trudno im wdrażać tego rodzaju techniki wychowawcze, ponieważ nie zgadzają się one z ich rodzicielską intuicją oraz chęcią zbudowania serdecznych relacji z dzieckiem.
Twoje życie zdecyduje o tym, czego nauczą się dzieci
Niniejsza książka oferuje podejście alternatywne do rodzicielstwa bazującego na kontroli. Chcemy przekazać w niej dobrą wiadomość: nie musicie wymyślać sposobów na skłanianie waszego dziecka do zmiany zachowania i nie musicie niczego kontrolować, aby postawić tamę konfliktom. Rodzicielstwo, które propagujemy, jest w wielu aspektach prostsze i bardziej intuicyjne, a także bardziej efektywne, jeśli chodzi o zaspokajanie potrzeb dorosłych i dzieci - zarówno w krótkim, jak i w dłuższym okresie. Jego podstawą są pozytywne uczucia, jakich doświadczają rodzice i dzieci w chwilach największej bliskości. A jeśli mówimy o zmianie czyichś zachowań, to przede wszystkim naszych własnych - ponieważ są jedynymi, na które mamy wpływ. Piękno tego podejścia polega na tym, że jeśli zmienimy swój sposób postępowania, również postępowanie dziecka się zmieni.
Powszechnie uważa się, że zadaniem rodzica jest przekazanie dziecku pewnych wartości, zwykle za pomocą takich środków, jak wyjaśnienia, wskazówki, stawianie wymagań i korygowanie. Niestety, rodzic w roli nauczyciela szybko popada we frustrację, a na dzieci działa irytująco, co w sumie prowadzi do wielu konfliktów. W tym samym bowiem czasie, kiedy my staramy się wszelkimi sposobami przekazać dziecku określone wartości naszej kultury, ono robi wszystko, aby rozwinąć swoje własne wewnętrzne ukierunkowanie w życiu i zbudować szacunek do samego siebie. Dlatego często pozostaje głuche na nasze kazania, a jednocześnie unika wszelkich reakcji, które mogłyby wywołać kolejny wykład, strofowanie lub ultimatum, ponieważ wszystko to uświadamia mu tylko, że nie spełnia jakichś naszych oczekiwań.
Oczywiście, jako rodzic chcecie mieć wpływ na dziecko, chcecie przekazać mu swoje wartości i prowadzić je w sposób, który przyczyni się do jego szczęścia i sukcesu w przyszłości. Pytanie jednak brzmi: kiedy rodzic ma największy wpływ na dziecko? Czy kiedy robi mu wymówki i prawi kazania, czy też kiedy sam żyje w zgodzie z wartościami, które chce przekazać?
Każdy wie, że czyny mówią głośniej niż słowa. Badania pokazują, że tylko pięć procent wiedzy, którą posiadamy, zdobywamy na drodze abstrakcyjnych wyjaśnień - reszta pochodzi z interakcji z innymi ludźmi3. W pewnym momencie sami przekonacie się, że dziecko uczy się więcej z waszych czynów niż z waszych słów: szybko rozpoznacie siebie w sposobie, w jaki traktuje rodzeństwo, albo w sposobie argumentacji, którego używa wobec was.
Zastanówcie się przez chwilę, czego nauczyliście się od swoich rodziców: czy słuchaliście chociaż połowy tego, co do was mówili? A może więcej zyskaliście, obserwując ich zachowanie i sposób życia? Wielu dorosłych twierdzi, że główną nauką były dla nich bolesne doświadczenia, dzięki którym dowiedzieli się, jakimi rodzicami nie chcą być. Dlatego - pozytywny czy negatywny - wpływ rodziców stanowi zawsze wielką siłę kształtującą człowieka: jego własne rodzicielstwo i sposób życia.
Dzieci potrzebują rodziców, którzy żyją w sposób szczery i zgodny ze swoimi wartościami - wtedy mają szansę zobaczyć w nich wzór do naśladowania. Można potraktować to jako dobrą sposobność - albo wręcz silną motywację - do wyjaśnienia sobie, co jest dla mnie ważne i jakie są moje cele, a następnie zrobienia wszystkiego, co w naszej mocy, aby żyć w zgodzie z nimi.
Jasność co do własnych priorytetów i życie w zgodzie z nimi nie polega jednak na dążeniu do perfekcji. Rezygnacja z tego ostatniego może wręcz przynieść dużą ulgę: kiedy bowiem okaże się, że nie stoicie na wysokości zadania, które sobie sami wyznaczyliście, to zamiast popadać w samokrytykę, możecie wykorzystać okazję do pokazania dziecku, na czym polega szczerość względem siebie i innych. I - co także ważne - kto nie oczekuje perfekcji od siebie, nie będzie jej oczekiwał od dziecka.
Obudź w sobie umiejętność stworzenia kochającego domu
Dom jest miejscem, w którym wasze dzieci odbiorą najbardziej podstawową lekcję życia: jak dbać o własne potrzeby i jak pomóc innym zadbać o ich potrzeby. Dom jest podstawą dla przyszłych relacji waszego dziecka z mężem lub żoną, partnerem lub partnerką, z własnymi dziećmi, wnukami, przyjaciółmi, przyjaciółkami, współpracownikami czy członkami społeczności. Powinien być świątynią, w której dziecko może rozwijać się bezpiecznie i w swoim tempie - mając świadomość waszego wsparcia, szacunku i przewodnictwa.
W kochającym domu nie ma strachu - źródła wszystkich konfliktów. Jest to miejsce, w którym potrzeby dziecka są równie ważne jak potrzeby pozostałych mieszkańców - i wszystkie są w miarę możliwości zaspokajane. Dziecko ma tego świadomość, dlatego może spokojnym krokiem wejść w życie, które tak silnie je przyzywa, i poszukać w nim swojego miejsca w sieci dawania i brania, która składa się na rodzinę, społeczność, naród i świat.
Książka ta traktuje przede wszystkim o relacjach między rodzicami i dziećmi. Nasze sugestie dotyczące współdziałania i budowania wzajemnego szacunku stosują się do dzieci w każdym wieku. Mogą być także skuteczne w odniesieniu do dorosłych członków rodziny. Każda z trzech części książki ma za zadanie przyczynić się do rozwoju rodzicielskiej zdolności tworzenia kochającego domu.
Część I. Podstawa szacunku i współdziałania
Trzy rozdziały tej części dotyczą ukrytej dynamiki szacunku i współdziałania - dwóch rzeczy, których rodzice pragną najbardziej.
Część II. Siedem kroków do współdziałania
Owych siedem kroków do współdziałania ma pomóc rodzicom stopniowo zamienić dom w Strefę bez Przemocy, gdzie potrzeby wszystkich mieszkańców są równie ważne, a dążenie do ich zaspokojenia zastępuje kary, nagrody i wzajemną krytykę.
Część III. Zabawy dla całej rodziny i historie ze Strefy bez Przemocy
Ta część zawiera szereg zabaw, gier i zajęć rozwijających różne umiejętności, a także służących do przyjemnego spędzenia czasu. Na końcu znajdują się opowieści rodziców, którzy wdrażają zasady przedstawione w książce. Mogą one być inspiracją dla czytelników. (Wszystkie imiona bohaterów zostały zmienione).
Uwaga na temat Porozumienia bez Przemocy (NVC)
Ta książka opiera się na założeniach Porozumienia bez Przemocy, ale stanowią one jedynie środek do jeszcze ważniejszego i głębszego celu: osiągnięcia określonego stanu umysłu i serca. Podstawowe pojęcia Porozumienia bez Przemocy zostaną wprowadzone w Kroku 5., jednak w książce tej kładziemy nacisk nie tyle na język wzajemnej komunikacji, ile na wewnętrzną postawę i rodzicielstwo zbudowane na szacunku. Porozumienie bez Przemocy przekształca dualistyczne i konfrontacyjne myślenie - które bazuje na strachu i jest źródłem wewnętrznych i zewnętrznych konfliktów - w pełną szacunku i miłości świadomość cudzych potrzeb, które leżą u podstaw wszelkich zachowań.
ROZDZIAŁ 1.SZACUNEK I WSPÓŁDZIAŁANIE. CZEGO CHCĄ RODZICE I JAK MOGĄ TO ZDOBYĆ?
Jak wyglądałby świat, gdyby chociaż jedno pokolenie zostało wychowane w idei szacunku i bez przemocy?
Gloria Steinem
Szacunek i współdziałanie zajmują wysokie miejsce na rodzicielskiej liście życzeń. Być może i wy jesteście w grupie, której włącza się co jakiś czas - w trakcie sporu z dzieckiem - sygnał alarmowy: "Naprawdę chciałabym (chciałbym) trochę więcej szacunku i współdziałania z jego strony!" Być może jesteście jednym z rodziców, którzy zastanawiają się, co takiego nie pozwala wam tego dostać. Czy naprawdę trzeba prosić o coś tak zwykłego, skoro robi się tyle dla swojego dziecka? No cóż, i tak, i nie. Szacunek i współdziałanie to proste rzeczy - ponieważ są to wasze podstawowe potrzeby. Z drugiej strony, stworzenie okoliczności, które umożliwią dziecku szanowanie i współdziałanie, wymaga więcej wysiłku, niż mogłoby się wydawać.
Według naszych obserwacji, żeby wyzwolić potencjał wzajemnego szacunku i współdziałania u dziecka, należy:
- Pamiętać, że dzieci uczą się na przykładzie rodziców.
- Współdziałać z dzieckiem.
- Na równi cenić potrzeby swoje i dziecka.
- Zweryfikować swoje założenia na temat dziecka.
- Praktykować siedem zasad rodzicielstwa zbudowanego na szacunku.
Choć matki i ojcowie mówią wiele o szacunku i współdziałaniu, zauważyłyśmy w tym względzie wielkie pomieszanie pojęć. Kiedy spytać o szczegóły, rodzice nie zawsze wiedzą, co mają na myśli. Zdarza się nawet, że w różnym czasie mają na myśli coś innego. Na dokładkę, metody, jakie stosują, aby wpoić dzieciom szacunek i zmusić do współdziałania, często odbijają się rykoszetem, ponieważ sami nie są zdolni do okazania dzieciom szacunku lub współdziałania z nimi - przynajmniej w tym sensie, w jakim mówi o tym niniejsza książka.
Współdziałanie to droga dwukierunkowa
Razem możemy być mądrzejsi niż każdy z nas oddzielnie.
Musimy nauczyć się czerpać z tej mądrości.
Tom Atlee
Okazuje się, że wielu rodziców myśli o współdziałaniu jak o drodze jednokierunkowej - dzieci mają robić to, czego się od nich oczekuje - zamiast jak o relacji dwukierunkowej. I gdy dziecko nie robi tego, czego oczekuje rodzic, nazywają je "nieposłusznym", od czego już tylko mały krok do przyklejania etykietek, krytykowania, oskarżania, kłótni i sporów. Późniejsze próby opanowania sytuacji prowadzą do kompromisów, negocjacji i targów, które rzadko zaspokajają potrzeby wszystkich zainteresowanych.
Czy powiedzieliście kiedyś do swojego dziecka coś takiego: "Co za bałagan! Chcę, żebyś posprzątał pokój, zanim pójdziesz się bawić!" Dziwiliście się potem, że nie wykonało polecenia od razu i z uśmiechem na twarzy? Podjęliście jednostronną decyzję, zgodnie z którą dziecko miało spełnić wasze oczekiwania w wyznaczonym przez was czasie. "W końcu ja tu jestem rodzicem!" - moglibyście powiedzieć. Zgoda, jednak takie podejście nie bierze pod uwagę punktu widzenia dziecka! I jeśli będziecie lekceważyć jego uczucia, myśli i potrzeby - w tym także pomysł na rozwiązanie problemu z bałaganem - ryzykujecie utratę jego szacunku i dobrej woli. Dziecięcy mrukliwy opór bywa wtedy naturalną konsekwencją waszego wyboru, żeby działać bez względu na jego zdanie.
Przedrostek "współ-" w słowie "współdziałanie" wskazuje na czynność wykonywaną razem - podobnie jak w słowach: współtwórca, współautor czy współpracownik. Współdziałać znaczy więc: działać razem. Nie jest to coś, co można zadekretować lub nakazać. Jeśli w domu brakuje elementu wspólnoty w działaniu - na przykład w ustalaniu reguł dotyczących życia dziecka, w rozwiązywaniu problemów czy podejmowaniu decyzji - można oczekiwać naturalnych tego konsekwencji, czyli: oporu, kłótni, zranionych uczuć, chęci postawienia na swoim i konieczności uciekania się do kar i nagród. Fundamentalne prawo ludzkich relacji mówi, że brak wspólnoty w działaniu wywołuje opór, który z kolei prowadzi do stosowania kar i nagród - aby zmusić do posłuszeństwa - co znowu wywołuje opór i tak dalej. Rodzice zapominający o owym "współ-" we współdziałaniu wcześniej czy później będą musieli za to zapłacić. Jeśli nie działasz ze swoim dzieckiem, ono nie będzie działać z tobą.
Pewna młoda kobieta relacjonowała nam, że jej ojciec miał bardzo wysokie standardy, jeśli chodzi o czystość w jej pokoju. Nawet gdy panował w nim porządek, miał zwyczaj zaglądania pod dywan - i karał ją, jeśli znalazł tam kłębki kurzu. Im mocniej naciskał na spełnianie swoich standardów, tym większa wrogość i opór narastały w córce. Sprzątała swój pokój tylko dlatego, że bała się ojca i jego reakcji. Pokój był czysty - ale nie dzięki woli dziecka do współdziałania, które miało swój wkład w sprawne funkcjonowanie domu, lecz ze strachu przed ojcem.
Wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby ona i jej ojciec najpierw ustalili podstawowe zasady czystości w pokoju - gdyby córka została włączona w proces określania, kiedy jej pokój jest, a kiedy nie jest czysty.
Zadania dla ciebie
- Co znaczy dla ciebie słowo "współdziałanie"?
- Jak mogłoby wyglądać w twoim wypadku działanie pozbawione owego "współ-"?
- Jakie są wtedy tego konsekwencje?
- Wymień przynajmniej jedną rzecz, którą mógłbyś zrobić, żeby przyczynić się do większego współdziałania w twoim domu.
Współdziałanie jest elementem strategii przetrwania
Gotowość dzieci do współdziałania to coś, czego rodzice pragnęliby więcej i częściej. Gotowość tę można rozwijać.
Każdy gatunek na Ziemi potrzebuje współdziałania, żeby przetrwać i rozkwitać. Tak samo nasza zdolność przetrwania w coraz bardziej współzależnym społeczeństwie globalnym będzie zależeć od tego, czy nauczymy się praktykować tę subtelną sztukę.
Przez ostatnich dziesięć tysięcy lat ludzie żyli w skrajnie konkurencyjnym środowisku, stosując przemoc wobec innych, by uzyskać osobistą, plemienną czy narodową przewagę4. Nierównowaga sił i brak szacunku dla podstawowych potrzeb milionów istot ludzkich - podobnie jak zwierząt czy samej Ziemi - skutkowały ciągłymi konfliktami, walką i zniszczeniem. Obecnie wiele wskaźników ekonomicznych, społecznych i ekologicznych dowodzi, że taki sposób życia jest już nie do utrzymania i że potrzebujemy nowego porządku zbudowanego na współdziałaniu i podziale władzy. Rodzice, którzy realizują ideę współdziałania w swoich rodzinach, stają się modelem przemian dla swoich dzieci i innych rodziców. Są aktywnymi uczestnikami zmiany ewolucyjnej, której celem jest globalny pokój i zrównoważony rozwój.
Ludzie, którzy zamieszkują rodzinne gospodarstwa albo inne małe wspólnoty, dobrze wiedzą o korzyściach współdziałania. Wznoszenie zabudowań, wspólne posiłki składkowe i żniwa są dla nich normą od stuleci. Ludziom, którzy żyją w większej izolacji - na przykład w dużych miastach - zdarza się zapominać, że wszyscy egzystujemy dzięki sieci wzajemnych powiązań.
Współdziałanie - zdolność podtrzymująca życie
Według biolożki ewolucyjnej Elisabet Sahtouris, współdziałanie jest jedyną drogą do stanu zachowania równowagi i przetrwania5. Dojrzałe ekosystemy, jak prerie czy lasy tropikalne, ewoluują, kiedy zamiast wrogiego współzawodnictwa pojawi się w nich współdziałanie. Wysoce złożony ekosystem lasu tropikalnego to szczególnie dobry przykład tego, jak dzięki współdziałaniu wielu różnych gatunków możliwe jest przetrwanie na przestrzeni milionów lat. "Każdy gatunek ma tam swoje zadanie, wszystkie pracują razem, odzyskując zasoby i dystrybuując swoje produkty i usługi w sposób korzystny dla wszystkich. Na tym właśnie polega zdolność przetrwania".
Owszem, można o tym zapomnieć, ale tylko do czasu, kiedy sprawy przestają iść gładko i zdarza się coś, co dotyka wszystkich. Gdy duży zakład pracy, zatrudniający wiele osób w danej społeczności, ulega likwidacji, wszyscy odczuwają to ekonomicznie, społecznie i osobiście. Kiedy w 2004 roku osunęło się zbocze w małym miasteczku La Conchita w Kalifornii i zasypało kilkanaście domów, dotknęło to także ludzi z okolicznych miasteczek, którzy chętnie zaangażowali się w pomoc. A gdy rok później huragany Katrina i Rita spowodowały powódź i zabrały ponad dwa tysiące ludzi w Nowym Orleanie i innych południowych miastach USA, wszyscy obywatele kraju poczuli się członkami jednej społeczności zjednoczonej w bólu i trosce.
Kiedy bieg życia społecznego zostaje przerwany przez katastrofę - naturalną lub wywołaną przez człowieka - budzi sięw nas skrywana głęboko świadomość naszej współzależności, która wspiera nas jako społeczność i jako gatunek. Owa świadomość, że każdy z nas jest częścią olbrzymiej sieci życia, a nasz dobrostan zależy od dobrostanu innych, wskazuje, dlaczego współdziałanie jest umiejętnością, którą trzeba rozwijać: nie tylko ze względu na harmonię w naszej rodzinie, ale także dla przetrwania ludzi jako gatunku.
Rodzina jest podstawowym elementem w sieci powiązań społecznych i to, co się w niej dzieje, ma odczuwalny wpływ na kilka kolejnych pokoleń. Typ twojego rodzicielstwa odciśnie swoje piętno na setkach, a może i tysiącach istnień ludzkich związanych z życiem twoich dzieci. Czy chcecie czy nie, i tak nie unikniecie własnego wpływu na tę sieć współzależności, możecie jednak zdecydować, jaki on będzie.
Współdziałanie to sprawowanie władzy rodzicielskiej razem z dzieckiem
Zauważcie, że w każdej chwili, kiedy znajdujecie się w jakiejś interakcji z dzieckiem, albo sprawujecie nad nim władzę, albo sprawujecie swą władzę razem z nim. Prawdopodobnie jeden z tych typów działania jest dominujący w waszym domu: który z nich?
Rodzice sprawujący władzę nad dzieckiem używają często zwrotów:
Chcę, żebyś zrobiła (zrobił) to natychmiast! A jeśli nie, to...
Żebym nie musiała (musiał) cię o to dwa razy prosić!
Masz po prostu robić to, co ci każę.
Nie chcę słyszeć żadnego "ale".
Nie obchodzi mnie, co o tym myślisz.
Wiem, że chcesz się pobawić, ale najpierw musisz...
Ile razy mam ci powtarzać?
Ten typ rodzicielstwa opiera się na założeniu, że rodzic najlepiej wie, co jest dobre dla dziecka, wydaje polecenia, a potem egzekwuje posłuszeństwo. Tacy rodzice przeznaczają dużo czasu na prawienie morałów, doradzanie, spory, analizy i wszelkie inne próby sprawowania kontroli nad dzieckiem, starając się skłonić je do zachowań, które uznają za jedynie właściwe. W swoich staraniach zmuszenia dziecka do posłuszeństwa często używają zwrotów zawierających słowa: "musisz", "powinieneś", "masz zrobić". Towarzyszą im także groźby lub obietnice. Dzieci tych rodziców nie otrzymują możliwości decydowania - lub tylko bardzo niewielką - o sposobach rozwiązania własnych problemów.
Rodzice sprawujący swą władzę razem z dzieckiem używają zwrotów:
Chciałabym (chciałbym), żebyśmy znaleźli rozwiązanie, które odpowiada nam obojgu.
Byłoby świetnie, gdybyśmy zrobili to razem.
Smutno mi, kiedy ktoś z nas jest pominięty przy podejmowaniu decyzji.
Chciałabym (chciałbym) usłyszeć, co o tym sądzisz. Zastanawiam się, czego ci teraz potrzeba.
Czy byłbyś skłonny (byłabyś skłonna) do...?
Proszę, pomóż mi zrozumieć swój punkt widzenia.
Zastanawiam się, co myślisz o mojej propozycji.
Ten typ rodzicielstwa oznacza, że dorosły wraz z dzieckiem stara się określić, co jest w danej sytuacji najlepsze dla dziecka, wspólnie z nim podejmuje decyzje, a potem co jakiś czas sprawdza, czy wspólne ustalenia są realizowane. Tacy rodzice częściej wsłuchują się w słowa dziecka, próbując zrozumieć jego uczucia, myśli, potrzeby i życzenia. Przekaz, jaki mają dla niego, brzmi: "Chciałabym (chciałbym) znaleźć rozwiązania, które sprawdzą się dla nas obojga (obu). Jestem gotowa (gotów) szukać ich tak długo, jak będzie trzeba". Starają się więc dociec sedna problemów i znaleźć rozwiązania zaspokajające potrzeby wszystkich, co jest czymś zupełnie innym niż szukanie kompromisów, negocjacje lub targi, w których zawsze ktoś pozostaje niezadowolony.
Rodzice, którzy zdecydowali się sprawować swą władzę razem z dzieckiem, nie boją się słuchać tego, co ma ono do powiedzenia. Wręcz przeciwnie, zachęcają je do wypowiadania się. Wiedzą, że wsłuchiwanie się w słowa dziecka nie oznacza zgody lub niezgody na jego zdanie, ale jest początkiem dialogu, w którym sami też mogą wypowiedzieć swoje myśli, uczucia i potrzeby.
Którykolwiek z tych dwóch typów rodzicielstwa wybierzecie, musicie pamiętać, że wasze dziecko będzie się od was uczyć. Będzie podpatrywać waszą strategię i stosować ją wobec swego rodzeństwa i kolegów. Będzie także stosować ją w szkolnej klasie, a potem budować na niej swoje przyszłe relacje z ludźmi.
Szacunek to sposób patrzenia
Rodzicielstwo jest częścią dynamicznej wymiany między wszystkimi członkami rodziny. Żyjąc w sposób autentyczny, mamy szansę naprawdę poczuć radość życia, co nigdy się nie zdarzy, jeśli naszym celem jest pouczanie innych albo zmuszanie ich do zrobienia tego, na czym nam zależy.
Joseph Chilton Pearce
Najpierw dobra wiadomość: współdziałanie z dzieckiem jest nie tylko możliwe, ale jest wręcz naturalną konsekwencją relacji zbudowanej na wzajemnym szacunku. Jednak szacunek bywa tak samo często źle rozumiany jak współdziałanie.
Co macie na myśli, kiedy mówicie, że chcecie otrzymywać więcej szacunku od swojego dziecka? Czy chodzi o to, żeby chętniej słuchało waszych słów i pouczeń? Czy też o zrozumienie z jego strony dla waszych potrzeb i uwarunkowań? A może po prostu chcecie mniej kłótni i sporów? Czy też żeby dziecko potrafiło zrozumieć, że zazwyczaj macie rację? A może chodzi o coś w rodzaju podziwu i pozytywnej oceny dla was? Albo żeby dziecko wykonywało wasze polecenia bez sprzeciwu? Najpewniej chodzi o wszystkie te rzeczy po trochu. Nic dziwnego, że przy tak wielu sposobach rozumienia szacunku trudno ów szacunek dostać. Dla większości rodziców jest to bowiem pojęcie, które obejmuje wszystko: wiele różnych myśli, uczuć i potrzeb.
Tymczasem najważniejszą rzeczą w szacunku jest patrzenie6. Ale patrzenie na co? Według nas, szacunek dla drugiej osoby polega na tym, aby patrzeć na to wszystko, czego ona doświadcza, w szczególności zwracać uwagę na jej uczucia i potrzeby.
Patrząc na swoje dziecko, możecie skupiać się na różnych rzeczach. Możecie skupiać się na jego zachowaniu i oceniać je ze swojego punktu widzenia: swoich potrzeb i swoich kryteriów. Ale możecie także starać się spojrzeć na nie z jego własnej perspektywy, biorąc pod uwagę jego potrzeby i jego uczucia.
Skupianie się na złym zachowaniu
Kiedy skupiacie swą uwagę głównie na tym, co dziecko robi niewłaściwie lub co wam się w nim nie podoba, mogą wtedy paść słowa: "Jak możesz być tak bezmyślna (bezmyślny)! Spójrz, co zrobiłaś (zrobiłeś)! Myślałam (myślałem), że jesteś bardziej dojrzała (dojrzały). Co się z tobą dzieje? Chyba umiesz się lepiej zachować? Powinieneś (powinnaś) się wstydzić".
Gdy górę bierze lęk o przyszłość dziecka, prawdopodobnie mówicie: "Jeśli dalej będziesz się tak zachowywać, nigdy do niczego nie dojdziesz! Nikt nie będzie chciał się z tobą przyjaźnić! Kiedy wreszcie zaczniesz mnie słuchać?"
Takie podejście opiera się na założeniu, że krytykowanie dziecka, zawstydzanie go i karanie jest najlepszą motywacją do zmiany zachowania. Czy tak jednak jest w istocie?
Skupianie się na potrzebach
Jakkolwiek szalone może wydawać się zachowanie waszego dziecka - szarpanie za nogawkę, wrzaski, bicie was lub rodzeństwa albo rzucanie zabawkami - jest ono przejawem dążenia do zaspokojenia jakiejś potrzeby. Potrzeby, którą również wy macie. Może chodzić, na przykład, o zwrócenie na siebie uwagi, potrzebę wyboru lub autonomii. Oczywiście, może nie podobać wam się sposób, w jaki dziecko próbuje zaspokajać tę potrzebę, ale zamiast je potępiać, lepiej skupić się wpierw na jej rozpoznaniu. Nie tylko pomoże to zbudować bliższą więź z dzieckiem, ale pozwoli pomóc mu w znalezieniu lepszego sposobu jej zaspokojenia.
W poniższej historii ojciec był podekscytowany ideą, że może skoncentrować swą uwagę na potrzebach dziecka zamiast oceniać jego zachowanie. Jego dwunastoletni syn właśnie trafił do nowej szkoły i w ciągu dwóch miesięcy znacznie przybrał na wadze. Rodzice zaopatrzyli dom w zdrowe produkty, żeby wyeliminować tuczące przekąski z jego diety, ale zdawali sobie sprawę, że syn je chipsy i słodycze w szkole oraz u kolegów w weekendy. Nie chcieli wywierać na nim dodatkowego nacisku swoimi słowami, ale pewnego wieczoru syn sam wyrzucił z siebie ze złością: "Nie mogę uwierzyć, że jestem aż tak gruby!" Ojca korciło, żeby pouczyć syna: "Posłuchaj, wystarczy, że odstawisz śmieciowe jedzenie, a natychmiast zaczniesz tracić na wadze". Zdecydował jednak, aby w milczeniu poczekać na dalsze słowa dziecka. Oczywiście, syn mówił dalej: "Wiem, że to przez te śmieci, które jem, ale po prostu nie umiem się powstrzymać. Mam na to straszną ochotę po szkole, a to jest wszędzie". Ojciec wyraził swoje zrozumienie dla jego odczuć: "Wydaje mi się, że czujesz się, jakbyś był w sytuacji bez wyjścia. Chciałbyś pewnie znaleźć inny sposób na rozładowanie napięcia po szkole i odprężenie niż jedzenie tłustych rzeczy? Ale w tej chwili nie wiesz, jak to zrobić". W oczach syna pojawiły się łzy, ponieważ złość w jego sercu ustąpiła miejsca smutkowi. "Tak, tato, muszę coś zrobić!". Ojciec znowu dał wyraz swojej empatii: "Wydajesz się bardzo zmotywowany, żeby zmienić swoje przyzwyczajenia". Syn odpowiedział: "Tak, tato. Masz jakiś pomysł, jak to zrobić?". W tym momencie ojciec chętnie skorzystał z zaproszenia do dyskusji i podzielenia się swoją opinią na temat tego, co chłopiec mógłby zrobić, żeby zaspokoić swoje potrzeby w zdrowszy sposób.
Współdziałanie jest w naszych genach
Idea współdziałania jako zdolności koniecznej do przetrwania i rozwoju - oraz wpisanej w nasze geny - była rozwijana zarówno przez naukowców, jak i przywódców duchowych.
Biologowie Tim Roper i Larissa Conradt potwierdzili istnienie u zwierząt naturalnego instynktu do współdziałania dla wzajemnego dobra. W swoim studium Group Decision-Making in Animals (Wspólne podejmowanie decyzji u zwierząt) dochodzą do wniosku, że naturalnym zachowaniem u wszystkich zwierząt żyjących w stadzie - a także ludzi - jest współdziałanie, a nie dominacja. Utrzymują, iż natura obdarzyła człowieka biologicznym mechanizmem uwalniania endorfin, wywołujących poczucie przyjemności, w sytuacjach dzielenia się czymś z innymi7. To motywuje nas do dawania, przez co przyczyniamy się do przetrwania całego gatunku, a nawet więcej: rozkwitu i powodzenia każdego z nas.
Również Dalajlama twierdzi, że współdziałanie jest naturalną reakcją u ludzi, ponieważ jesteśmy istotami społecznymi, a nasze przetrwanie i dobrostan ściśle zależą od przetrwania i dobrostanu innych. "Współzależność jest podstawowym prawem natury. Nie tylko wyższe istoty, ale nawet insekty mają naturę społeczną. Potrafią one - bez żadnej religii, prawodawstwa czy edukacji - przeżyć dzięki wspólnemu działaniu opartemu na wewnętrznej współzależności"8.
Z powyższych rozważań wyłania się robocza definicja współdziałania: jest ono sposobem sprawowania władzy razem z innymi dla wspólnego dobra.
ROZDZIAŁ 2.SZACUNEK DLA SAMEGO SIEBIE. RODZICE TAKŻE MAJĄ POTRZEBY
Kiedy zaczynamy poznawać i wspierać siebie, robimy pierwszy krok, który zachęca także nasze dzieci do poznawania siebie.
Daniel J. Siegel
Dorośli wkraczają w rodzicielstwo wraz z pojawieniem się pierwszego dziecka. W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, które żyły w rodzinach wielopokoleniowych, dzisiaj narodziny dziecka oznaczają najczęściej pierwszy kontakt z noworodkiem, nie mówiąc już o opiece nad nim przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Rodzice szybko zaczynają rozumieć, że są zdani tylko na siebie: bez przeszkolenia, bez instrukcji na CD, jak w wypadku nowego telefonu komórkowego. A przecież jest to najważniejsze i największe wyzwanie w ich życiu! Wyobraźmy sobie, że ubiegający się o pracę jako rodzic przeczytałby w ogłoszeniu: "Nie wymagamy żadnego treningu ani wcześniejszego doświadczenia".
Tak więc z wkroczeniem w rodzicielstwo musicie zaufać nowemu wymiarowi życia, który się przed wami otwiera, wyposażeni na początku tylko w biologiczny instynkt przetrwania, naturalną dociekliwość i wrodzoną zdolność do nauki i rozwoju - dokładnie tak samo jak wasze dziecko! Świadomość niewiedzy uczy pokory. Wszystkiego musicie nauczyć się razem z dzieckiem: opieki nad nim, współdziałania i budowania więzi w rodzinie. W szczególnie trudnych dniach możecie poczuć, że całe wasze doświadczenie życiowe i racjonalne podejście do rozwiązywania problemów na niewiele się zdaje.
Krzywa ilustrująca zdobywanie wiedzy i umiejętności przez rodziców jest stroma. A im dzieci są starsze, tym bardziej idzie ona w górę. W wirze nieustannej pracy, która trwa mniej więcej osiemnaście lat, dwadzieścia cztery godziny na dobę, i ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości dziecka, rodzice często zapominają o sobie. Niektórzy otwarcie uważają, że bycie dobrym rodzicem jest równoznaczne z poświęceniem swoich potrzeb i przyjemności. Kiedyś na jednym z naszych warsztatów wstał ojciec sześciolatka i powiedział: "Mówienie o potrzebach rodziców jest śmieszne. Fakty są takie, że jako rodzic musisz zapomnieć o nich na osiemnaście lat". Widać było, że jest bardzo przekonany o tym, co mówi, choć zarazem jego słowa zabrzmiały ponuro. Było nam przykro, słysząc coś takiego, zarówno ze względu na niego jak i jego dzieci. Poświęcenie swoich potrzeb dla dziecka zawsze kończy się tym, że wszyscy płacą za nie wysoką cenę.
Twoje potrzeby są ważne!
Dziecko o wiele więcej uczy się z tego, kim jesteśmy, niż z tego, co mówimy. Dlatego musimy być tym, kim chcemy, żeby stały się nasze dzieci.
Joseph Chilton Pearce
Konieczność zadbania o swoje potrzeby najlepiej ilustruje procedura awaryjna linii lotniczych: w wypadku zagrożenia stewardesy instruują rodziców, by najpierw nakładali maski tlenowe sobie, a dopiero potem dzieciom. Jest wszak oczywiste, że rodzic, który nie może oddychać, nie pomoże także swemu dziecku.
Bycie rodzicem poza pokładem samolotu niewiele się różni - zależności są tylko mniej oczywiste. Tak samo jak i tam, wasze potrzeby nigdy nie powinny podlegać dyskusji. Jeśli nie zatroszczycie się o siebie tak, abyście mogli rozkwitnąć, możecie wprawdzie opiekować się dziećmi i pomóc im przetrwać, ale nie będziecie mieli dość witalności i siły, aby pomóc im rozkwitnąć. Nie staniecie się dla nich także wzorem troski o samego siebie, którego będą bardzo potrzebowały, gdy wyprowadzą się z domu i zaczną samodzielne życie.
Potrzeby rodziców są ważne, choć współczesne społeczeństwa nie poświęcają im dostatecznie dużo uwagi. Marzy nam się miejsce w każdej społeczności, w którym rodzice mogliby regularnie ładować swoje baterie, uczyć się i spotykać. Można sobie, na przykład, wyobrazić, że szkoły zamieniają się popołudniami i w weekendy w takie miejsca: dzieci byłyby tam zajęte zabawą, a rodzice mogliby otrzymać porady, coaching, ćwiczyć jogę, śpiewać w chórze, uczyć się gotowania i znaleźć towarzystwo innych rodziców. Częściej by się wtedy spotykali i mieliby okazję porozmawiać o ważnych dla siebie sprawach. Lubimy sobie wyobrażać świat, w którym dorośli i całe rodziny znajdowałyby wsparcie w takich miejscach.
Mamy nadzieję, że nasza książka zainspiruje was do uświadomienia sobie i docenienia własnych potrzeb - tak samo jak potrzeb waszych dzieci. Żyjemy w czasach pośpiechu i trudno jest, o ile w ogóle możliwe, dbać o wszystkie swoje potrzeby przez cały czas. Jednak już samo postanowienie, że będzie się do tego dążyć, jest dużym krokiem naprzód.
Uświadom sobie swoje potrzeby
Większość rodziców, z którymi mamy do czynienia, niezbyt troszczy się o siebie, ponieważ przede wszystkim nie wiedzą, jakie są ich potrzeby. Jak wielu z nas, prawdopodobnie i wy byliście uczeni rezygnacji ze swoich potrzeb na korzyść zewnętrznych standardów wyznaczanych przez rodziców i nauczycieli, a potem pracodawców. Rezygnację z własnych potrzeb wciąż uznaje się za normę we wszystkich strukturach, w których jedni ludzie sprawują władzę nad innymi. Dotyczy to w równej mierze rodzin, szkół i państw. Zawsze szokuje nas i smuci, kiedy widzimy, jak chętnie rodzice i nauczyciele poddają żywiołowe popędy i zainteresowania dzieci drylowi posłuszeństwa i konformizmu.
Dorośli zdradzają nam, że po wielu latach lekceważenia swoich potrzeb czują się jak sparaliżowani. Chcieliby mieć w sobie więcej pasji, życia i wolności, tak jak wtedy, kiedy byli młodsi. Niektórzy nawet wymazali z pamięci te wspomnienia i stali się podejrzliwi względem wszelkich wzmianek o uczuciach czy potrzebach, traktując je jako przejaw wydelikacenia, słabości lub przesadnej wrażliwości. Jednak rodzice, którzy na naszych warsztatach odzyskują świadomość swoich uczuć i potrzeb, zyskują także nową witalność i energię, a potem skuteczniej potrafią się o nie zatroszczyć.
Uświadom sobie, jaki jest koszt niezaspokojonych potrzeb
Jeśli wasz dzień jest wypełniony zajęciami, przebiega w pośpiechu i nie ma w nim miejsca na odpoczynek i regularne posiłki, trudno będzie wam z entuzjazmem reagować na potrzeby dziecka. Jeśli nie macie czasu na własne przyjemności i zabawę, prawdopodobnie nie znajdziecie także zrozumienia dla jego nieustającej chęci zabawy. Jeśli nie macie nikogo, z kim moglibyście się wygadać, wysłuchanie dziecka zapewne okaże się dla was zbyt dużym wyzwaniem.
Emocjonalny koszt wyczerpania się waszych zasobów energii ponosicie nie tylko wy, ale również wasze dziecko. Często znajdujecie się wtedy wraz z dzieckiem w sytuacjach typu przegrany-przegrany: zrzędząc na nie, krzycząc, grożąc mu, rozkazując i szafując karami i nagrodami. W końcu osiągniecie punkt całkowitego wypalenia, w którym wasze wyczerpanie i obciążenie sięgną zenitu. Przepełnieni zwątpieniem w siebie, bezradnością i beznadzieją, będziecie kwestionować sens swoich działań, mówić rzeczy, których nie chcieliście wcale powiedzieć i grozić konsekwencjami, których wcale sobie nie życzycie.
Innym skutkiem długotrwale niezaspokojonych potrzeb jest skłonność do odczuwania urazy wobec innych. Gdy dzieci zorientują się, jaką cenę płacicie za opiekowanie się nimi, będą czuły się winne, dostając od was cokolwiek, i zaczną opierać się albo wręcz przeciwstawiać się temu. Jednocześnie będą miały opaczne wrażenie, że jesteście kimś pozbawionym potrzeb. A jeśli nie uświadomicie im, że macie potrzeby i jakie one są, dzieci nie będą potrafiły pomóc wam w ich zaspokojeniu. Tak czy inaczej, na szwank narażona zostanie zarówno wasza zdolność radosnego dawania dzieciom siebie, jak i ich zdolność radosnego dawania siebie wam.
Dzieci są empatyczne z natury i chcą - oraz potrzebują widzieć siebie jako osoby, które dają. (Oczywiście, istnieją granice, w jakich dzieci mogą przyczynić się do zaspokojenia potrzeb rodziców, i nie należy oczekiwać, że będą podstawowym źródłem satysfakcji). Znana jest nam, na przykład, następująca relacja o tym, jak dziecko potrafi pomóc osobie dorosłej.
"Pewnego popołudnia długo bawiłam się z moim dwuletnim synem i w końcu poczułam się bardzo zmęczona. Potrzebowałam krótkiej drzemki, ale on wciąż miał mnóstwo energii i chciał się bawić. Powiedziałam mu, że jestem zmęczona i potrzebuję odpoczynku, ale on nalegał. W końcu spojrzałam na to z jego punktu widzenia i powiedziałam: "Widzę, że fajnie ci się ze mną bawi i nie chcesz jeszcze kończyć. Po prostu chcesz się bawić dalej". Byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam wymyślić nic innego. Myślę, że zrozumiał wtedy, o co mi chodzi, bo nagle zmienił strategię. Powiedział: "Mamusiu, połóż się, a ja położę się obok ciebie". I tak właśnie się stało. Przez pół godziny zajmował się sobą, a ja mogłam się zdrzemnąć. Kiedy obudziłam się, spytał: "Mamo, czy już się wyspałaś?". Bardzo mnie to wzruszyło".
Wypracuj w sobie nowe nawyki dbania o siebie