Szatan. Powieść wschodnia - Michaił Lermontow

Kup ebooka

4.00 zł
3.44 zł (4,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SZATAN

Część Pierwsza

I.

Posępny szatan, duch zuchwały 

Nad ziemią latał górnym szlakiem, 

W nim wspomnień roje powstawały, 

I otaczały go orszakiem 

Dni lepsze, gdy cherubinową 

Czystością jaśniał pośród świata, 

I kiedy - lśniąc promienną głową, 

Pozdrowień niosąc szczere słowo - 

Kometa w nim witała brata; 

Dni, kiedy grzechem nieskalany, 

Żądny wszechwiedzy i mądrości, 

Gwiazd koczujące karawany 

Z niebieskiej śledził wysokości; 

Gdy pełen wiary i miłości, 

Syn pierworodny w dniu tworzenia, 

Nie znał ni gniewu, ni zwątpienia, 

I nie groziło myślom jego

Niepłodnych wieków przemijanie... 

Wspominał wiele... i wszystkiego 

Przypomnieć sobie nie był w stanie.

II.

Już dawno wlókł w pustyni świata 

Skazaniec życie swe samotnie. 

Tak wiek za wiekiem mknęły lata, 

Tonęły w przeszłość niepowrotnie, 

Zmieniane jedne wnet drugiemi; 

A On, panując nędznej ziemi, 

Zasiewał złe bez przyjemności; 

Misterne sztuki jego sidła 

Nie spotykały przeciwności - 

I czynność złego jemu zbrzydła.

III.

I nad kaukazkich gór szczytami 

Wygnaniec raju przelatywał; 

Brylantowymi lśniąc śniegami, 

Olbrzymi Kazbek świat zadziwiał; 

Szczeliny paszcza była nizko, 

Jak żmii ciemne legowisko: 

To Darjał kręty się ukrywał; 

I Terek wiódł tam fal swych szyki, 

Jak lew z rozwianym w grzywie włosem, 

I ryczał. Słuchał go zwierz dziki; 

Huczącym przerażone głosem - 

W błękitach ptaki go słuchały; 

I chmur złocistych tam gromady 

Z południa biegły w dal na zwiady 

I ku północy odpływały; 

I nad nim skały gęstym tłumem 

Chyliły głowy zadumane, 

Wód Terekowych dziwnym szumem 

Do snu cichego kołysane; 

Na skałach groźnie się wznosiły 

Potężne baszt zamkowych gmachy, 

Z piorunów śpiących dumnie drwiły - 

Dzielne kaukazkich gór szyldwachy! 

Świat dzikiej pełen był urody 

I cudnie pięknym czar przyrody! 

Lecz szatan rzucił okiem wzgardy 

Na świat stworzony ręką Boga 

I został hardym, jak był hardy 

Z nieprzejednanem licem wroga.

ДЕМОН

ЧАСТЬ I

I.

Печальный Демон, дух изгнанья,

Летал над грешною землей, 

И лучших дней воспоминанья 

Пред ним теснилися толпой; 

Тех дней, когда в жилище света 

Блистал он, чистый херувим, 

Когда бегущая комета 

Улыбкой ласковой привета 

Любила поменяться с ним, 

Когда сквозь вечные туманы, 

Познанья жадный, он следил 

Кочующие караваны 

В пространстве брошенных светил; 

Когда он верил и любил, 

Счастливый первенец творенья! 

Не знал ни злобы, ни сомненья, 

И не грозил уму его 

Веков бесплодных ряд унылый... 

И много, много... и всего 

Припомнить не имел он силы! - 

II.

Давно отверженный блуждал

В пустыне мира без приюта: 

Во след за веком век бежал 

Как за минутою минута 

Однообразной чередой. 

Ничтожной властвуя землёй, 

Он сеял зло без наслажденья. 

Нигде искусству своему 

Он не встречал сопротивленья - 

- И зло наскучило ему. 

III.

И над вершинами Кавказа 

Изгнанник рая пролетал: 

Под ним Казбек как грань алмаза 

Снегами вечными сиял, 

И, глубоко внизу чернея, 

Как трещина, жилище змея, 

Вился излучистый Дарьял, 

И Терек, прыгая, как львица 

С косматой гривой на хребте, 

Ревел - и горный зверь, и птица, 

Кружась в лазурной высоте, 

Глаголу вод его внимали; 

И золотые облака 

Из южных стран, издалека 

Его на север провожали; 

И скалы тесною толпой, 

Таинственной дремоты полны, 

Над ним склонялись головой, 

Следя мелькающие волны; 

И башни замков на скалах 

Смотрели грозно сквозь туманы - 

У врат Кавказа на часах 

Сторожевые великаны! - 

И дик, и чуден был вокруг 

Весь божий мир: - но гордый дух 

Презрительным окинул оком 

Творенье бога своего, 

И на челе его высоком 

Не отразилось ничего. -