Szczęśliwe rodzeństwo. Jak powstrzymać kłótnie i wychować przyjaciół na całe życie - Laura Markham
44.90 zł

44.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
Nie byłam gotowa na reakcję mojego syna, kiedy urodziła się jego siostrzyczka. W wieku czterech lat miał za sobą zaledwie kilka napadów złości na przestrzeni całego swojego życia. Ale kiedy pojawiła się mała, najwyraźniej spanikował. Kleił się do mnie, złościł się i bał. Miałam wykształcenie psychologiczne, ale to mnie przerosło.
Większość rodziców tak jak ja nie może się doczekać zachwytu na twarzy starszego dziecka na widok nowo narodzonego rodzeństwa. Wyobrażamy sobie śmiech malucha, kiedy starszy brat go zabawia, strojąc zabawne miny. Kiedy któremuś dziecku stanie się krzywda, drugie odtworzy troskę, którą otrzymało od nas, przytulając je i zanosząc mu ulubiony kocyk. Z czasem ganianie pod zraszaczem ogrodowym zastąpią wycieczki rowerowe i nocowanki w namiocie, a one z kolei ustąpią miejsca kłótniom o samochód w sobotni wieczór i pocieszaniu się nawzajem po przegranych meczach i złamanych sercach. Być może po skończeniu szkoły średniej każde z rodzeństwa pójdzie własną drogą, ale ich więź przetrwa wszystkie wzloty i upadki dorosłości. Chcemy wierzyć, że dajemy naszym dzieciom bezcenny dar: przyjaźń na całe życie.
Tymczasem gdzieś w ciągu pierwszego roku -?a może nawet jeszcze zanim młodsze dziecko się pojawi -?większość rodziców zaczyna rozumieć, że to wszystko może nie być takie proste, o czym świadczą wypowiedzi rodzin, z którymi pracuję:
Kocha swojego braciszka... W sumie przytula go tak mocno, że nas to przeraża... Jej rączki zawsze jakoś trafiają w okolice jego szyi. Nie mogę nawet bezpiecznie prowadzić samochodu, bo nie umieją trzymać rąk przy sobie. Naprawdę doprowadził mnie do granic wytrzymałości, kiedy wyszłam spod prysznica i zorientowałam się, że nasikał na swojego dziewięciomiesięcznego brata!Nie ma od tego ucieczki. Rywalizacja w rodzeństwie to zjawisko uniwersalne. W końcu każdy człowiek jest genetycznie zaprogramowany tak, by bronić zasobów, które pomogą mu przetrwać, a twoje dzieci są zależne i rywalizują o to, co stanowi naprawdę cenny zasób -?o twój czas i uwagę. Nawet jeśli miłości jest mnóstwo, mali ludzie nie mają zbyt wielkiej kontroli nad impulsami, na pewno będą więc popadać w konflikty. Do tego wreszcie w każdej relacji ton nadaje temperament. Dzieci, które z natury są raczej trudne, będą stanowić jeszcze większe wyzwanie, kiedy dasz im brata czy siostrę, a niektóre rodzeństwa po prostu się nie dogadują.
Niestety wielu rodziców nie wie, jak pomóc dzieciom radzić sobie z tymi silnymi emocjami, przez co zranione uczucia mogą prowadzić do agresywnych zachowań, które z kolei potrafią zamienić się w negatywne wzorce interakcji. Trudne uczucia mogą nadawać ton relacji rodzeństwa przez cały okres dojrzewania, potrafią nawet przez całe życie wypływać znienacka w stresujących dla rodziny momentach.
Ale jest też dobra wiadomość. Relacja między rodzeństwem to właśnie to miejsce, gdzie wygładzają się ostre krawędzie naszego wczesnego egocentryzmu i gdzie uczymy się radzić sobie z najtrudniejszymi emocjami. Siostry i bracia często stają się dobrymi przyjaciółmi, a ponieważ tak dobrze siebie znają, potrafią zapewnić sobie wzajemnie poczucie głębokiego ukojenia. Nawet rodzeństwo, które dużo się kłóci, zwykle nabiera szacunku do siebie nawzajem i w końcu zaczyna się dogadywać. W wieku dorosłym wielu braci i wiele sióstr czuje głęboką więź z jedynymi osobami, które rozumieją, jak wyglądało dorastanie w ich domu rodzinnym.
A oto najlepsza wiadomość ze wszystkich. Rodzice mogą wywrzeć ogromny wpływ na kształtowanie relacji w rodzeństwie. Zazdrości nie da się uniknąć, ale prawie zawsze da się pomóc dzieciom wypracować silną, pozytywną więź, która tę naturalną zazdrość przezwycięży. Nie zawsze łatwo jest wychować rodzeństwo, które docenia siebie nawzajem i przyjaźni się przez całe życie -?ale zaangażowany rodzic może wiele zmienić. Napisałam tę książkę, żeby pokazać ci, jak to zrobić.
Kiedy zmagałam się z trudnościami po narodzinach mojego drugiego dziecka, jedyną książką na temat rodzeństwa, którą znalazłam, było Rodzeństwo bez rywalizacji Adele Faber i Elaine Mazlish. Leżała na mojej szafce nocnej przez całe lata. Wciąż jest to książka, którą polecam jako pierwszą rodzicom dzieci w wieku szkolnym, którym trudno się ze sobą dogadać. Ale jako matka niemowlęcia i małego dziecka codziennie zmagałam się z takimi wyzwaniami, jak na przykład czym zająć syna podczas karmienia jego siostry, jak pomóc mu nauczyć się delikatności, kiedy obdarowywał ją nadgorliwymi przytulakami, jak radzić sobie, kiedy mała zaczęła raczkować i sięgać po jego zabawki. W tych pierwszych dniach po powiększeniu się rodziny wyzwania pojawiały się nieustannie; potrzebowałam konkretnych strategii, by zamienić trudności w bliskość między moimi dziećmi. Zdążyłam już przeczytać wystarczająco dużo wyników badań, by wiedzieć, że podwaliny relacji kładzie się przez pierwszy rok czy dwa, ale nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego planu działania.
Mijały lata, zrobiłam doktorat z psychologii klinicznej na Uniwersytecie Columbia i założyłam stronę internetową AhaParenting.com. Doświadczenie z praktyki coachingu rodzicielskiego dało mi wgląd w życie dziesiątek tysięcy rodzin, na własne oczy zobaczyłam więc, co działa, a co nie działa, kiedy rodziny przeżywają trudności. Opierałam się na empatycznym modelu promowanym przez Faber i Mazlish oraz ich mentora, Haima Ginotta, jednego z pionierów współczesnego ruchu pozytywnego rodzicielstwa, uwzględniając nowe odkrycia z badań nad emocjami, przywiązaniem i rozwojem mózgu (zob. podziękowania). Obserwowanie dynamiki rodzin, z którymi pracowałam, oraz własna praktyka uważności nauczyły mnie, jak rodzice mogą przejąć kontrolę, by zmienić wzorce funkcjonujące w swoich rodzinach, nie przez kontrolowanie dzieci, ale przez zmianę własnych myśli, uczuć, słów i czynów. Zorientowałam się, że rodzicielstwo staje się o wiele prostsze, kiedy my jako rodzice potrafimy robić trzy bardzo trudne rzeczy:
Regulować własne emocje. Zachować kontakt z dzieckiem, nawet kiedy stawiamy granice lub kiedy dziecko jest zdenerwowane. Prowadzić coaching zamiast kontrolować, wspierając rozwój inteligencji emocjonalnej i ukierunkowując dziecko za pomocą empatycznych granic zamiast kar oraz wspierając budowanie kompetencji na drodze do mistrzostwa.Te trzy koncepcje odmienią twoją relację z dziećmi, dzięki czemu będą szczęśliwsze, zdrowsze emocjonalnie i bardziej skłonne do współpracy -?a ty zyskasz większy spokój i spełnienie jako rodzic. Opisałam je w pełni w mojej pierwszej książce Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci: Jak przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem. Dla mnie założenia te stanowią klucz do czerpania radości z rodzicielstwa. A ponieważ stanowią one podstawę wychowania szczęśliwych dzieci, mają też kluczowe znaczenie dla dobrych relacji między rodzeństwem, jak to opisuje jedna z moich czytelniczek:
Po zastosowaniu twoich trzech głównych idei (samoregulacji, więzi i coachingu) moje sześcio-, pięcio- i trzyletnie dziecko częściej się teraz ze sobą dogadują. Ponieważ każde z nich czuje się silniejsze w swojej więzi ze mną, najwyraźniej mają w sobie mniej lęku, dzięki czemu nie potrzebują aż tak wyżywać się w kłótniach z rodzeństwem.
Anna
Jakkolwiek przełomowe potrafią być te koncepcje, rodzice wciąż zadają mi takie same pytania, z jakimi zmagałam się, kiedy moje dzieci były małe. Jak mogą:
Pomóc małym dzieciom opanować umiejętność wyrażania swoich potrzeb i stawania we własnej obronie -?a także słuchania rodzeństwa? Pomóc dwójce, a nawet trójce małych dzieci jednocześnie przetrawić silne emocje? Stworzyć rodzinną kulturę współpracy i wsparcia, która pozwoli wzajemnej miłości rodzeństwa wygrać z rywalizacją?Na szczęście istnieją rozwiązania, które naprawdę pomagają. Każda rodzina ma przed sobą niepowtarzalne wyzwania, ale istnieją udowodnione, oparte na badaniach sposoby pozwalające zacząć odpowiednio budować relacje dzieci między sobą oraz utrzymać je na drodze do satysfakcjonującej więzi. Nawet kiedy dzieci mają niedopasowany temperament lub są silnie nastawione na rywalizację, istnieją wypróbowane strategie minimalizacji rywalizacji i maksymalizacji pozytywnego kontaktu. Nie wszyscy bracia i siostry mogą być najlepszymi przyjaciółmi, ale wszyscy mogą nauczyć się szanować siebie nawzajem i brać pod uwagę różnice. W tej książce wymieniam te strategie, dając ci praktyczne scenariusze krok po kroku, by odmienić relacje między twoimi dziećmi.
Jak już się na pewno orientujesz, samo nakazanie dzieciom, by "się dogadały", nie pomaga im nauczyć się radzić sobie z emocjami, wyrażać potrzeb czy rozwiązywać konfliktów. Pokój nie przychodzi wraz z zamiataniem konfliktów pod dywan; nieuchronnie wybuchną ponownie, najczęściej kiedy prowadzisz samochód, pchasz wózek w supermarkecie albo jesz obiad u babci. Jeśli jednak dasz dzieciom umiejętność poruszania się po skomplikowanym terenie ludzkich emocji i relacji, wychowasz dzieci, które potrafią się ze sobą dogadać. Będą umiały bronić własnych potrzeb, szanując potrzeby innych. I nauczą się szukać rozwiązań, z których wszyscy są zadowoleni, zamiast wchodzić w role oprawcy i ofiary. Krótko mówiąc, wychowasz dzieci, które głęboko kochają, regulują własne emocje i mają zdrowe relacje. Nie tylko zbudują one bliską więź z rodzeństwem na całe życie, ale będą też rozkwitać w relacjach z rówieśnikami, współpracownikami, a wreszcie z partnerem. Będą takimi osobami, jakich więcej potrzebujemy na świecie.
Rodzina to tygiel, w którym niemowlęta zamieniają się stopniowo w dojrzałe istoty ludzkie. Nieważne, jak trudno jest twojej rodzinie w tej chwili, da się stworzyć dom, w którym konflikty rozwiązuje się pokojowo, oraz wychować dzieci, które będą się przyjaźnić przez całe życie.
Jeśli możesz przeczytać tę książkę, zanim urodzi się twoje kolejne dziecko lub w pierwszym roku jego życia, część trzecia jest specjalnie dla ciebie. Jeśli twoja rodzina jest na innym etapie, proponuję ci tę część pominąć, a skupić się zamiast tego na pomysłach z części pierwszej i drugiej.
U nas dobrze się to sprawdza, kiedy w trudne dni jestem przy nich, interweniuję, uczę, modeluję, zapobiegam histeriom i kłótniom. W moim przypadku to bardzo wiele zmieniło. Nie widzę, żeby postępowało tak wiele moich znajomych mam... nawet te naprawdę fantastyczne. Nie dlatego, że im na tym nie zależy, ale ponieważ wszyscy jesteśmy tacy zajęci! Tak jakby ktoś musiał dać nam pozwolenie, by po prostu rzucić wszystko i skupić się na relacjach.
Beth
Jeśli twoje dzieci ciągle się kłócą, pewnie odczuwasz zniechęcenie. Może ci ulży, jeśli przypomnisz sobie, że niezależnie od tego, jakim jesteś rodzicem, wszystkie dzieci czasem się kłócą -?tak samo jak kłócą się wszystkie pary, niezależnie od tego, jak silna jest ich relacja. Kłótnie nie oznaczają, że ktoś jest złym człowiekiem -?ani ty, ani twoje dzieci.
Być może zastanawiasz się, dlaczego to twoje dziecko wiecznie bije malucha, podczas gdy dzieci wszystkich wokół najwyraźniej uwielbiają swoje nowe rodzeństwo. Pamiętaj, że nie możesz zajrzeć do środka cudzej rodziny. Wszystkie dzieci czasami są zazdrosne, nieważne, jak czule zachowują się przy ludziach.
Może masz ochotę wrzeszczeć, bo twój dwulatek ciągle bije, nieważne, ile razy cierpliwie mu tłumaczysz, że bicie boli. Nie poddawaj się. Badania wykazują, że małe dzieci często biją, niezależnie od tego, co robią ich rodzice, prawdopodobnie dlatego, że wciąż rozwija się u nich kora przedczołowa, która zapewni im więcej samokontroli. Jeśli jednak rodzice wciąż pokazują i tłumaczą bardziej pokojowe podejście, ich dzieci okazują rodzeństwu więcej życzliwości, wykazują też większą zdolność regulowania swoich emocji niż dzieci, które wychowuje się za pomocą konwencjonalnej dyscypliny1. Twoja cierpliwość naprawdę wiele zmienia, nawet jeśli jeszcze tego nie widać.
A może twoje dzieci nie potrafią przeżyć jednego dnia, żeby nie zachować się wobec siebie nawzajem nieprzyjemnie, zastanawiasz się więc, czy robisz coś nie tak. Odpowiedź brzmi: NIE. Robisz wszystko, co możesz, za pomocą takich zasobów, jakie masz. W końcu twoje dzieci urodziły się z pewnym temperamentem, a ty tylko próbujesz jakoś związać koniec z końcem i nie zwariować. Nie jesteś wzorem doskonałości, ale nikt inny też nie jest. Najprawdopodobniej po prostu masz trudniejsze dzieci. Rodzice, którzy mają dzieci łatwe, być może tego nie rozumieją, ale ja rozmawiam z tysiącami rodziców i wyraźnie widać, że niektóre dzieci stanowią większe wyzwanie niż inne.
Prawda jest taka, że najlepsze rodzicielstwo, na jakie nas stać, jest zawsze trudne -?to naprawdę, na serio najtrudniejsza rzecz, jaką ktokolwiek z nas kiedykolwiek robił. Jest fizycznie i emocjonalnie wyczerpujące. Zbyt często jesteśmy zmuszeni stawiać nasze własne potrzeby na drugim, trzecim miejscu albo wręcz -?co jest nie do utrzymania na dłuższą metę -?w ogóle skreślać je z listy priorytetów. Wychowywanie dzieci wymaga od nas wyjścia poza nasze naturalne, ludzkie odczuwanie potrzeb i pragnień oraz dawania, dawania, dawania drugiemu człowiekowi, który jest zbyt młody, by okazać jakąkolwiek wdzięczność.
Tak więc życie z dziećmi jest zawsze trudne, nawet w najlepszych okolicznościach -?a większość z nas nie żyje w najlepszych okolicznościach. Większość z nas ma w swoim życiu mnóstwo stresorów i jest tak zajętych próbami nadążania ze wszystkim, że czasem wygląda to tak, jakbyśmy wychowywali dzieci w wolnym czasie. Jak wszyscy ludzie, stresujemy się i rozregulowujemy emocjonalnie. Sprawia to, że tracimy łatwy, przyjemny kontakt z dziećmi. Ponieważ nasze dzieci polegają na tym kontakcie w zakresie własnej regulacji, one również stają się rozchwiane emocjonalnie, dlatego zachowują się źle w stosunku do nas i do siebie nawzajem.
Jednym z rozwiązań jest przypomnieć sobie, że nasze dzieci to tak naprawdę nasze najważniejsze zadanie: wychowujemy ludzi. Kształtujemy nie tylko ich relacje ze sobą nawzajem, ale ich mózgi. Prowadzenie dzieci tak, by rozwijały inteligencję emocjonalną, odmieni ich relacje między sobą. I co z tego, że znowu podasz dzieciom na kolację ser, krakersy i kawałki marchewki? Najważniejsze pod kątem tego, kim staną się twoje dzieci i jakie będą miały ze sobą relacje, jest ich codzienne życie w dzieciństwie. Jasne, genetyka też ma z tym wiele wspólnego. Ale to interakcje tych genów z otoczeniem kształtują nasze dzieci.
W tej książce znajdziesz narzędzia, których potrzebujesz, by odmienić życie swojej rodziny. Mam nadzieję, że przeżyjesz chwile objawienia. Na pewno przekonasz się również, że wdrożenie tych potężnych narzędzi w praktyce naprawdę wymaga czasu i zaangażowania. Daję ci więc jednoznacznie pozwolenie, by na pierwszym miejscu postawić twoje dzieci i ich relacje między sobą. Będą takie dni, kiedy po prostu nie uda ci się wstawić zmywania ani prania, odpowiedzieć na maile. Jedynym sposobem, by uniemożliwić dzieciom bójkę, będzie usiąść wraz z nimi na podłodze i zapobiegać kłótniom, uczyć je wyrażać swoje potrzeby bez atakowania i znajdować sposoby na przekształcanie napięcia w bliskość za pomocą śmiechu lub łez. To heroiczna praca, szczególnie że jest tak intymna -?nie ma nikogo, kto mógłby zobaczyć, ile cię to kosztuje. Ale nie jest to praca tak niewidzialna, jak się wydaje. Tak jak słoje drzewa rok po roku rejestrują warunki otoczenia, obecne doświadczenia twoich dzieci tworzą ludzi, na których wyrastają. Każdego dnia dosłownie nadajesz kształt temu, kim twoje dzieci będą przez resztę życia. I nie martw się, jest też bardzo szybka korzyść, którą dostrzeżesz w coraz bardziej pozytywnych interakcjach między dziećmi.
Mówię to z pełną świadomością, że wciąż będą takie dni, kiedy twoje dzieci będą się na siebie rzucać co pięć minut. Nie oznacza to, że sobie nie radzisz. Oznacza to, że to bardzo ciężka praca. Jeśli nadal będziesz stawiać relacje w swojej rodzinie ponad wszystkim innym, co "trzeba" jeszcze zrobić, jeśli będziesz kopać głęboko w poszukiwaniu własnej wspaniałomyślności emocjonalnej, zobaczysz, jak dzieci zaczynają stawać się w stosunku do siebie nawzajem coraz łagodniejsze. Być może ciężko ci wyobrazić sobie, że staną się najlepszymi przyjaciółmi, ale fundamenty inteligencji emocjonalnej, które budujesz, będą przynajmniej sprzyjać relacji pełnej szacunku -?a może czemuś o wiele bliższemu.
Czy to łatwe? Nie. Samoregulacja to najtrudniejsze zadanie dla każdego z nas, ale to kluczowy, pierwszy składnik pokojowego rodzicielstwa. Nie przejmuj się. Nie musisz robić tego perfekcyjnie. To zawsze pewien proces. Nie ma idealnych rodziców, ponieważ nie ma idealnych ludzi. Najważniejsze, żebyśmy dostrzegali, kiedy zeszliśmy na manowce, odzyskiwali równowagę i odbudowywali kontakt z dziećmi.
Na szczęście nasze dzieci wiele się uczą w chwilach, kiedy popełniamy błędy, ponieważ one też będą je popełniać. Modelowanie tego, jak z wdziękiem nawigować po mieliznach ludzkiej niedoskonałości, to jeden z najcenniejszych darów, który możemy sprezentować naszym dzieciom -?i ich wzajemnej relacji -?ponieważ uczą się w ten sposób, jak wybaczać sobie samym i sobie nawzajem.
Zbierz więc w sobie całe możliwe współczucie i wybacz sobie w tej chwili, że jesteś człowiekiem. Zdecyduj dziś, że kiedy nie będziesz w najlepszej formie -?co zdarza się regularnie każdemu rodzicowi -?zamiast krytyki będziesz obdarzać się dodatkową troską. Naprawdę. Niezależnie od wszystkiego. Nie obchodzi mnie, co zdarzyło ci się zrobić w chwilach wyczerpania lub wściekłości. Jesteś człowiekiem, co oznacza, że popełniasz błędy i możesz się rozwijać. Nie musisz mieć za sobą przeszłości idealnego rodzica i nie musisz być ideałem w przyszłości. Cokolwiek się dzieje w twojej rodzinie w tej chwili, od tego właśnie zaczynasz.
Zastanów się, jakiego wsparcia potrzebujesz. Troski o siebie? Informacji? Terapii? Pisemnego porozumienia z partnerem na temat tego, jak radzić sobie z pewnymi problemami? A może po prostu strategii radzenia sobie z sytuacjami, które sprawiają ci kłopot? (W tej książce znajdziesz ich wiele). Kiedy zapewnisz sobie to wsparcie, możesz zacząć zmieniać sytuację swoich dzieci.
Niezależnie od tego, czy twoje dzieci to dwulatki, przedszkolaki, czy są o wiele starsze, możesz nauczyć je umiejętności potrzebnych, by się ze sobą dogadywały. Możesz stworzyć rodzinną kulturę wsparcia i szacunku. A co jeszcze ważniejsze, możesz pomagać każdemu dziecku radzić sobie z emocjami, które wywołują wrogość wobec rodzeństwa. I możesz pogłębić swoją więź z każdym z dzieci, żeby czuło się wystarczająco bezpiecznie, by te emocje przepracować, i żeby nigdy, przenigdy nie bało się, że możesz kochać jego rodzeństwo bardziej od niego. Wszystko to zaczyna się od twojej własnej umiejętności zarządzania emocjami i znajdowania sposobów na nawiązanie kontaktu z każdym z dzieci.
Martwisz się, że co się stało, to się nie odstanie? Nigdy nie jest za późno. Najważniejsze, żeby przyznać, że nie podoba ci się to, jak wygląda sytuacja, i że zobowiązujesz się interweniować, by ją poprawić. Karcenie dziecka, by stało się lepszym bratem lub siostrą, nie zadziała. Nie sprawdzi się też zawstydzanie, obwinianie ani karanie -?ani dziecka, ani siebie samego. Natomiast zmiana własnego zachowania, by zaspokoić potrzeby dziecka i pomóc mu radzić sobie z emocjami, zawsze działa. Czy to dużo pracy? Cała masa. Czy warto? Zobacz, co ma do powiedzenia ta matka.
Kiedy urodził się Grant, przeszliśmy z Deanem wyjątkowo trudny okres - do tego stopnia, że dosłownie nie mogłam odwrócić się plecami, żeby nie uderzył malucha. Stosowaliśmy wtedy time-outy itp. -?często wynosiliśmy go do innego pokoju, kopiącego i wrzeszczącego -?i mam dziś z tego powodu ogromne poczucie winy! Bardzo się denerwowałam i krzyczałam na niego, kiedy bił brata i miał wybuchy silnych emocji. Naprawdę się martwię, że cały rok tego wkurzania się na niego wyrządził jakieś szkody.
Ta sama matka dwa lata później:
Bardzo, bardzo ciężko pracowałam nad tym, by zbudować poczucie, że traktujemy siebie nawzajem z szacunkiem i sprawiedliwie -?tak, jak chcemy być traktowani. Regularnie chwalę dzieci za to, że są dla siebie miłe, i zachęcam je do wyświadczania sobie nawzajem małych przysług. Na przykład trzyletni Grant decyduje się zabrać ciężarówkę, kiedy jesteśmy już gotowi do wyjścia, a pięcioletni Dean biegnie na górę ją przynieść. Wyśpiewuję peany na jego cześć -?dosłownie -?tańcząc taniec "najlepszego starszego brata". Zachęcamy ich, by się przytulali, całowali i brali się nawzajem pod uwagę. Ogólnie często po prostu skupiamy się na tym, jak świetnie jest mieć brata i towarzysza zabaw... i że wszyscy jedziemy na tym samym wózku.
Grant i Dean mają szczęście mieć matkę, która nie dała za wygraną, nie dała się pokonać frustracji i beznadziei. Zamiast tego zabrała się do pracy, dzień po dniu. Regulowała sama siebie. Pomagała chłopcom radzić sobie z wielkimi emocjami. Zaspokajała potrzeby każdego z nich. Stworzyła rodzinną kulturę doceniania i wsparcia. I wychowuje synów, którzy będą się przyjaźnić przez całe życie.
Ty też możesz.
W mojej pierwszej książce, Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci. Jak przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem, opisuję, jak zauważać wielkie emocje, które przejmują nad nami kontrolę, odzyskiwać spokój, nawiązywać kontakt z dzieckiem i uczyć dziecko o emocjach, tak żeby wypracowało w sobie samodyscyplinę i chciało z nami współpracować bez potrzeby karania. W tej książce dowiesz się, jak zastosować te lekcje podczas wychowania rodzeństwa. Nie ma tu miejsca, by w pełni powtarzać podstawy rodzicielstwa nakreślone w książce Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci, i mam nadzieję, że przeczytasz tę książkę albo masz to już za sobą. Ta pozycja stanowi szeroko zakrojone źródło narzędzi pomagających budować dobre relacje między dziećmi, ale przekonasz się, że jej moc tylko wzrośnie, jeśli połączysz ją z narzędziami samoregulacji, budowania więzi i coachingu opisanymi szczegółowo w książce Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci.
Rozdział 1
Jak możesz zostać pokojowym rodzicem
Kiedy jestem w stanie pozostać obecna i oddychać, często pojawia się miłość. Kiedy tkwię w przeszłości lub lęku, wywołuję eskalację, która w rzeczywistości być może wcale nie musiała nadejść.
Staci
Pokojowość nie oznacza braku żywiołowości, hałasu czy śmiechu w domu. Oznacza tylko, że ty pracujesz nad tym, by mieć w sobie więcej pokoju, a mniej reaktywności. Stajesz się dzięki temu lepszym przykładem dla swoich dzieci, pomagasz im też budować mózg i układ nerwowy, które potrafią się samodzielnie regulować.
Żaden rodzic nie jest pokojowy przez cały czas. Ale rodzice, którzy chcą mieć więcej pokoju w rodzinie i we własnym sercu, dostrzegają, że bezcenne są trzy praktyki:
Pokojowy rodzic reguluje swoje własne emocje, nawet w obliczu silnych emocji dziecka i jego złego zachowania. To właśnie pozwala nam pozytywnie odnosić się do naszych dzieci, i to nawet wtedy, kiedy emocje sięgają zenitu. Możemy być pewni, że dzieci czasami będą zachowywać się dziecinnie. Naszą odpowiedzialnością jest więc zachowywać się jak dorośli, co oznacza nie poddawać się pokusie, by samemu urządzić scenę. Jako rodzice zawsze mamy moc uspokajania dziecięcej burzy -?albo podsycania jej -?za pomocą naszej własnej reakcji. Jak zaangażowanie rodzica na rzecz regulacji własnych emocji wpływa na relacje w rodzeństwie? Ponieważ rodzice dają przykład, w ustach dziecka przemawiającego do siostry czy brata będziesz słyszeć twoje własne słowa i ton głosu. Dzieci rodziców regulujących własne emocje uczą się zarządzać swoimi uczuciami, a tym samym również zachowaniem -?również w stosunku do rodzeństwa. Potrafią łatwiej się uspokajać, dlatego mniej się kłócą. Nadal bywają zazdrosne, ale mają więcej zasobów wewnętrznych, by poradzić sobie ze swoimi mieszanymi uczuciami w zdrowy sposób, dlatego miłość ma szansę wygrać z rywalizacją. Pokojowy rodzic dba o to, by ciepła więź z dzieckiem była dla niego priorytetem. Każde dziecko potrzebuje czuć się słyszane, rozumiane i cenione tylko dlatego, że jest sobą, inaczej nie czuje się bezpiecznie i źle się zachowuje. Jest jeszcze jedna ogromna korzyść: Więź to czynnik motywujący dzieci, by kierować się naszymi wskazówkami. Nie możemy tak naprawdę zmusić nikogo, by coś zrobił, nie stosując siły, a i to udaje się tylko tak długo, jak długo mamy dużą przewagę fizyczną. Nasze dzieci muszą zdecydować się zrobić to, co im mówimy. Dlatego właśnie wielu rodziców postrzega życie ze swoimi dziećmi jako niekończącą się serię łapówek, gróźb i walk o władzę, potrzebnych, by przetrwać dzień. Jednak kiedy rodzice nawiązują głęboką więź ze swoim dzieckiem, ono chce tę więź chronić i jest o wiele bardziej skłonne kierować się wskazówkami swoich rodziców. Dlatego dzieci, które tę więź czują, chętniej współpracują z rodzicami. To oczywiście łatwiejsze dla rodziców, ale również dla każdego brata i siostry mieszkającego w domu, ponieważ dziecko jest bardziej radosne i wspaniałomyślne. I wreszcie dziecko, które czuje, że ma więź z rodzicem, jest bardziej skłonne cenić to samo co rodzic i kierować się jego przykładem. Oznacza to, że częściej zachowuje się w stosunku do rodzeństwa tak samo jak rodzic, czyli chętniej bywa troskliwe, życzliwe i cierpliwe. Pokojowy rodzic prowadzi coaching niczym trener, zamiast kontrolować dziecko. Co to znaczy? Trener uczy i wspiera dziecko, by rozwijało się w najlepszą wersję siebie. Trener nie karze. Cierpliwie tworzy okazje, by dziecko mogło się rozwijać, i świętuje każdy krok we właściwym kierunku. Dzieci reagują na taką naukę, chcąc bardziej się starać i "być jak trener". Kontrola z kolei to zmuszanie dziecka do pożądanego zachowania groźbą kary, jeśli nie wykona polecenia. Oznacza to, że pokojowi rodzice nie karzą swoich dzieci. Oczywiście, stawiają granice, ale nie obejmują one kar. Wiem, że wiele osób sądzi, iż surowe rodzicielstwo pozwala wychować lepiej zachowujące się dzieci. To po prostu nieprawda. Badania na temat dyscypliny konsekwentnie wykazują, że surowe czy autorytarne wychowanie w rzeczywistości skutkuje niższą samooceną, co sprawia, że dzieci zachowują się gorzej niż inne dzieci -?a więc są jeszcze częściej karane1! Kolejny problem z karami polega na tym, że jeżeli dziecko tak naprawdę nie decyduje się na dane zachowanie, nie czuje się za nie odpowiedzialne. Nie ma motywacji wewnętrznej, by robić "to, co należy". Kiedy moja córka miała szesnaście lat, przeprowadziłam z nią wywiad do wpisu na blogu, w którym opowiadała, jak nauczyła się zachowywać, nie otrzymując żadnych kar. Powiedziała: "Tak czy inaczej -?z karami czy bez -?dziecko nauczy się nie bić. Ale jeśli karzesz je, żeby je tego nauczyć, to uczy się nie bić, żeby ONO nie musiało cierpieć. Jeśli uczysz je za pomocą empatii, uczy się nie bić, ponieważ to boli tę drugą osobę. Staje się więc kimś lepszym. Bardziej się troszczy o innych ludzi". A więc tak, byłoby o wiele wygodniej, gdyby nasze dzieci po prostu się nas słuchały! Ale potrzeba decydowania o swoim działaniu to tak naprawdę coś dobrego. To początek brania odpowiedzialności za siebie. Jeśli jesteś trenerem swojego dziecka, pomagasz mu rozwijać umiejętność i pragnienie bycia jak najczęściej najlepszą wersją siebie. Jego motywacja przychodzi z wewnątrz. W tej książce będziemy opowiadać o tym, jak korzystać z empatii, nauczania i modelowania, by pokierować dzieckiem tak, żeby chciało współpracować i żeby nigdy już nie trzeba było stosować kar. A jak coaching zamiast kontroli wpływa na relacje w rodzeństwie? Badania wykazują, że rodzice, którzy karzą i kontrolują, ostatecznie wychowują dzieci nastawione do siebie bardziej negatywnie, ponieważ zaobserwowały, że aby zmusić innych do robienia tego, czego chcemy, trzeba używać siły i gróźb2. Uważnie przecież przyglądały się rodzicom. Z kolei pokojowi rodzice pomagają dzieciom opanować umiejętności interpersonalne związane z rozwiązywaniem konfliktów, takie jak zaspokajanie swoich potrzeb z jednoczesnym poszanowaniem dla innych -?maluchy lepiej więc radzą sobie z nieuniknionymi zgrzytami we współżyciu z innymi ludźmi.Czy pokojowi rodzice są zawsze pokojowi? Oczywiście, że nie. Są ludźmi. Jak każdy człowiek, żaden rodzic nie jest idealny. A regulowanie siebie to nasze najtrudniejsze emocjonalne zadanie, bywa więc pod górkę mimo dobrych intencji. To, co wyróżnia pokojowego rodzica, to zaangażowanie na rzecz samoregulacji, więzi i coachingu zamiast kontroli. Właśnie to zaangażowanie zmienia nasze czyny, jeden po drugim. Ponieważ relacja rodzic-dziecko to po prostu seria wspólnych chwil, wszystkie te pozytywne wybory się kumulują. Dwa kroki naprzód i jeden wstecz wciąż sprawiają, że twoja rodzina zmierza w bardziej pozytywnym kierunku, a zanim się obejrzysz, znajdziecie się w zupełnie innym miejscu.
Jeśli masz aspiracje, by stać się bardziej pokojowym rodzicem, od czego możesz zacząć? Od dwóch kluczowych umiejętności rodzicielskich: odzyskiwania spokoju i praktykowania coachingu.
Nigdy nie wrzeszczałam, dopóki nie urodziłam dwójki dzieci.
Elaine
Większość rodziców chciałaby "być spokojniejsza". Nikt jednak nie jest spokojny przez cały czas, a przynajmniej nie jeśli ma więcej niż jedno dziecko. Udręki życia z dziećmi zawsze będą nas dotykać i wyprowadzać z równowagi. Zamiast próbować "zachować spokój", może warto postawić sobie za cel zauważanie, kiedy zaczynasz się denerwować -?i wypracowanie zestawu strategii odzyskiwania spokoju?
Ten proces przypomina trochę naukę gry na instrumencie. Początkowo nawet zagranie prostej melodii wydaje się niemożliwe. Ale jeśli będziesz ćwiczyć, po roku dasz radę zagrać sonatę. Jak w przypadku każdej praktyki, nigdy nie będziesz ideałem, ale odzyskiwanie spokoju staje się prostsze za każdym razem, gdy to robisz. W rzeczywistości przeprogramowujesz swój mózg, budując połączenia neuronalne prowadzące do lepszej samoregulacji.
Jeśli potrafisz zadbać o wystarczającą ilość snu i zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb -?co często stanowi dla rodziców ogromne wyzwanie - będziesz lepiej w stanie się przyłapać, zanim ześlizgniesz się "na manowce" -?jak to nazywa dr Daniel Siegel, współautor książki Świadome rodzicielstwo.3 Wiesz, czym te manowce są. To wtedy, kiedy jesteśmy zestresowani, wyczerpani, rozgoryczeni. Kiedy upieramy się, że mamy rację lub wymuszamy na dzieciach przeprosiny. Kiedy utykamy w szponach reakcji walki lub ucieczki, a dzieci wydają się wrogami. Kiedy mamy tak krótki lont, że czujemy się usprawiedliwieni, wpadając we własną małą histerię. Wiesz też, czym jest "prosta droga". Kiedy czujemy się naprawdę dobrze, więc potrafimy być emocjonalnie wspaniałomyślni. Kiedy reagujemy na pyskówki dzieci z cierpliwością, zrozumieniem i poczuciem humoru. Kiedy rodzicielstwo daje nam radość.
Pierwszy krok to nauka dostrzegania, kiedy zaczynasz schodzić na manowce. Drugim etapem jest nie podejmować żadnych działań, dopóki nie odzyskasz równowagi. To może być krótki proces -?kilka głębokich oddechów. Albo dwadzieścia minut na jakieś ćwiczenia fizyczne czy medytację. (Nie możesz przy dzieciach zrobić ani jednego, ani drugiego? Spróbuj włączyć muzykę i zatańczyć z nimi, by odmienić swój stan emocjonalny).
Wydaje się to trudne i takie jest. Ale możesz zacząć powoli, od kilku prostych technik. Wypróbuj na przykład zwykłą praktykę "pięciu oddechów", by się odnaleźć i odzyskać równowagę. Po prostu odlicz pięć głębokich, powolnych oddechów. By pogłębić efekt, zwróć uwagę, co dzieje się w twoim ciele podczas oddychania. Wyobraź sobie, że do wszystkich napiętych miejsc w twoim ciele wdychasz światło, a wydychasz napięcie. Ta zwodniczo prosta praktyka zwiększa twoją świadomość stresu, dzięki czemu możesz uwolnić go, oddychając. Badania wykazują, że świadomy oddech tego typu potrafi odmienić twój nastrój, przenosząc cię ze stanu stresu do spokoju w ciągu pięciu oddechów, a w miarę coraz częstszego stosowania staje się coraz bardziej skuteczny4. Możesz skorzystać z tej techniki, trzymając na rękach płaczące niemowlę, kąpiąc dzieci lub stojąc samochodem na światłach.
Ale co najważniejsze, możesz to zrobić, kiedy twoje dzieci się kłócą, zanim się wtrącisz. A ma to kluczowe znaczenie, ponieważ kiedy emocje między twoimi dziećmi sięgają zenitu, maluchy są już w trybie "walki, ucieczki lub zamrożenia". Oznacza to, że w ich oczach jest to sytuacja awaryjna. Dlatego naturalne jest również, że my, rodzice, reagujemy tak, jakby to naprawdę była sytuacja awaryjna. Problem w tym, że kiedy nasze mózgi zalewają substancje chemiczne wydzielane w sytuacjach awaryjnych, nikt nie potrafi myśleć rozsądnie5. Nie jesteśmy więc najlepszą wersją siebie jako rodzice.
Zastanów się, jak to działa. Twój syn popycha swoją dwuletnią siostrę i ją przewraca. Czy to sytuacja awaryjna? Tak naprawdę to nie. Przy czym prawdopodobnie tak wygląda. Nie zdając sobie z tego sprawy, wpadasz w stan "walki, ucieczki lub zamrożenia" i twój syn wydaje ci się wrogiem. Zanim się zorientujesz, interweniujesz na sygnale, by pokonać nieprzyjaciela i uratować swoje maleństwo.
Niestety ryk syren może tylko zwiększyć napięcie, które odczuwają dzieci. Twoja córka, która wystraszyła się, ale nic jej się nie stało, zaczyna zawodzić. Twój syn ucieka za kanapę, a ty doganiasz go, wrzeszcząc i grożąc. Przywrócenie spokoju zajmie ze dwadzieścia minut.
Jeśli takie sytuacje powtarzają się w domu często, ciała migdałowate naszych dzieci -?ta część mózgu, która ostrzega nas przed niebezpieczeństwem -?stają się bardziej aktywne, bardziej przejęte. Szybciej nabierają rozpędu, kiedy się denerwujemy. Ponieważ dzieci łatwiej czują się zagrożone i zdenerwowane, częściej się ze sobą kłócą.
To ważne, aby wiedzieć, że niemowlęta rodzą się z nieukończonym mózgiem, by dać dziecku jak największe szanse przystosować się do konkretnego otoczenia. Ich mózgi dosłownie nabierają kształtu zależnie od ich interakcji z nami6. A im częściej my "dostajemy szału", tym częściej nasze dzieci dostają komunikat, że w życiu często zdarzają się sytuacje awaryjne. Kształtuje się u nich mózg nastawiony na samoobronę, przez co dziecko jest bardziej agresywne.
Oczywiście życie z dziećmi jest pełne dobrych powodów do zdenerwowania, poczucia przytłoczenia i złości. Niemowlę nie chce przestać płakać, dwulatek bije malucha, przedszkolak spłukuje misia dwulatka w toalecie, a pierwszak zaczyna powtarzać każde przekleństwo, które usłyszy w szkole, by doprowadzić do płaczu młodszego brata. To naturalne, że się denerwujemy, szczególnie kiedy nasze dzieci się kłócą. Rzucamy się więc w wir walki, wrzeszcząc, stając po czyjejś stronie i mówiąc rzeczy, których później żałujemy. Próbujemy tylko rozwiązać problem, ale kiedy działamy w poczuciu zagrożenia, nieuchronnie tylko pogarszamy sytuację, zarówno bezpośrednio, jak i w kontekście relacji dzieci między sobą. Jeśli chcemy przełamać cykl, musimy nauczyć się regulować samych siebie.
Rodzice Camille dorastali w hałaśliwych domach i kiedy się frustrują, krzyczą. Kiedy trzyletnia Camille coś przeskrobie, oczywiście krzyczą na nią. A kiedy młodszy brat Camille, Marco, zabierze jedną z jej zabawek albo zacznie popłakiwać, Camille krzyczy na niego. Tak naprawdę Camille krzyczy na Marco, kiedy jest po prostu marudna albo nie w humorze. Szesnastomiesięczny Marco zaczyna już jej odkrzykiwać.
Rodzice Isabel też dorastali w hałaśliwych domach, ale ciężko pracowali nad tym, by przestać krzyczeć. Oczywiście frustrują się, szczególnie kiedy trzyletnia Isabel źle się zachowuje. Opracowali więc zestaw sposobów regulowania własnych emocji, kiedy się zdenerwują, by zminimalizować liczbę sytuacji, w których podnoszą głos na dzieci. Kiedy młodszy brat Isabel, Milo, zabiera jedną z jej zabawek, Isabel umie już się z nim zamieniać. Kiedy Milo zaczyna popłakiwać, naśladuje rodziców: "Milo smutny?... Pomogę ci". Szesnastomiesięczny Milo często proponuje już Isabel zabawki, a Isabel potrafi go pocieszyć lepiej niż rodzice.
Dzieci uczą się tego, czym żyją. Kiedy na nie krzyczymy, modelujemy zachowanie, które nasze dzieci będą naśladować:
Krzyczenie na siebie nawzajem i na nas. Reagowanie na nieuchronne konflikty i frustracje codziennego życia poprzez krzyk i obwinianie, zamiast współpracować z drugą osobą w celu znalezienia rozwiązania. Wyżywanie się na innych w chwilach złego humoru.Być może wydaje się to nieoczekiwane, ale nauka odzyskiwania spokoju to jedno z najważniejszych działań, które możesz podjąć, by wzmocnić relacje dzieci między sobą. Czy to łatwe? Nie. Regulacja własnych emocji to najtrudniejsza część rodzicielstwa i zwykle niekończący się proces. Każdy z nas przekroczy granicę, jeśli presja będzie zbyt duża. Ale dlatego właśnie twoją odpowiedzialnością jako rodzica jest trzymać się od tej granicy z daleka. Regulacja własnych emocji to jedna z najtrudniejszych rzeczy dla każdego z nas, ale to nie oznacza, że jesteśmy z tego zwolnieni. Jeśli należysz do osób, które krzyczą, nie ma lepszego momentu na zmianę niż teraz. To niełatwe, ale widziałam tysiące rodziców, którzy dali radę. (Więcej porad, jak przestać krzyczeć, znajdziesz w części pierwszej książki Pokojowy rodzic, szczęśliwe dzieci. Jak przestać krzyczeć i zacząć wzmacniać bliską relację z dzieckiem).
Dobra wiadomość jest taka, że jeśli będziesz w stanie reagować spokojnie, nawet kiedy emocje sięgną zenitu, twoje dzieci nauczą się bardziej produktywnych sposobów radzenia sobie ze swoimi uczuciami w chwilach zdenerwowania. Nauczą się, że:
Ta sytuacja wydaje mi się sytuacją awaryjną, ale tak naprawdę nią nie jest. Wiem, że zostanę wysłuchany, mogę więc też wysłuchać mojego rodzeństwa.Co to jest coaching emocji? Jest to pomaganie dzieciom w rozwoju inteligencji emocjonalnej. To właśnie inteligencja emocjonalna pozwala nam regulować nasze emocje, współpracować i bawić się z innymi oraz rozwiązywać konflikty we wszystkich relacjach tak, żeby obydwie strony mogły w zdrowy sposób zaspokajać swoje potrzeby. Termin "coaching emocjonalny" został ukuty przez Johna Gottmana, autora książki Raising an Emotionally Intelligent Child7. Jego wieloletnie badania polegające na obserwacji rodzin w Laboratorium Miłości w Seattle doprowadziły go do wniosku, że bycie kochającym rodzicem, chociaż ma kluczowe znaczenie, nie wystarczy, by wychować dzieci, które potrafią samodzielnie się regulować. Dzieci potrzebują też naszej pomocy w radzeniu sobie z trudnymi emocjami, które stanowią dla nich wyzwanie: zazdrością, złością, strachem.
By pomóc dzieciom radzić sobie z emocjami, musimy najpierw zrozumieć, że kiedy pozwolimy sobie daną emocję poczuć, zaczyna się ona rozwiewać. Jeśli z kolei próbujemy ją odsunąć, ostatecznie upchniemy ją gdzieś w podświadomości, gdzie nie potrafimy jej już kontrolować. Dlatego właśnie coś nas "triggeruje" i wybuchamy: te nagromadzone emocje ciągle przepychają się, by wydostać się na zewnątrz i doznać ukojenia, ale ponieważ nie podlegają świadomej kontroli, wylewają się w sposób nieuporządkowany. Naszym celem jest więc uczyć dzieci zarządzania emocjami tak, by pomóc im poczuć się bezpiecznie z ich odczuwaniem, co pozwala koić nerwy w chwilach, kiedy się pojawiają, i pomaga dzieciom nauczyć się sobie z nimi radzić. Kiedy będą potrafiły zarządzać swoimi emocjami, poradzą sobie też z zachowaniem.
Dlaczego coaching emocji ma znaczenie dla więzi między rodzeństwem? "Nawet w rodzinach, w których dzieci otrzymują mnóstwo miłości od obydwojga rodziców, małe dzieci mogą nie wypracować sobie prospołecznych relacji z rodzeństwem, jeśli nikt nie nauczy ich, jak to zrobić", mówi Laurie Kramer, ekspertka ds. rodzeństwa, która współpracowała z Gottmanem8. Coaching emocji pomaga dzieciom nauczyć się uspokajać, rozumieć punkt widzenia brata czy siostry oraz wyrażać swoje potrzeby słowami, zamiast atakować fizycznie podczas konfliktu z rodzeństwem -?tak, żeby mogły znajdować rozwiązania zadowalające wszystkich.
Umiejętności z zakresu inteligencji emocjonalnej zaczynają się od zdolności do samodzielnego uspokajania się, kiedy dziecko jest zdenerwowane. Niektóre dzieci rodzą się z większą wrodzoną umiejętnością samoregulacji. Ale wszyscy rodzice mają ogromny wpływ na rozwój regulacji emocjonalnej u swoich dzieci. Ponieważ mózg kształtuje się przez pierwsze kilka lat życia w reakcji na doświadczenie, mózgi niemowląt budują ścieżki neuronalne pozwalające koić zdenerwowanie za każdym razem, kiedy je uspokajasz9. Przez samo pocieszanie niemowlęcia czy dwulatka w chwilach zdenerwowania pobudzasz jego ciało do wydzielania uspokajających substancji biochemicznych i wzmacniasz jego przyszłą umiejętność samouspokajania - najbardziej podstawową umiejętność z zakresu inteligencji emocjonalnej. (Być może znasz teorię, zgodnie z którą niemowlęta uczą się samodzielnie uspokajać, jeśli zostawi się je same, by to zrobiły, ale niedawne badania naukowe obaliły te przestarzałe rady10). W miarę jak twoje niemowlę dorasta, możesz nadal pomagać mu uczyć się samouspokajania, dostrzegając jego ból lub frustrację. Pomaga mu to zaakceptować własne emocje, co stanowi pierwszy krok do nauki zarządzania nimi. Jeśli twojemu dziecku trudno jest się samodzielnie uspokoić, możesz pomóc mu nauczyć się tej kluczowej umiejętności, biorąc je na ręce, kiedy płacze, i oddychając głęboko, wydawać z siebie na wydechu kojące odgłosy. Kiedy dziecko zacznie odzyskiwać równowagę, możesz zaproponować mu, żeby oddychało razem z tobą.
Najważniejszą umiejętnością z zakresu coachingu emocji jest dla dorosłych okazywanie empatii emocjom dziecka, co nie tylko uspokaja dziecko, ale też pomaga rodzicowi rozwijać własną zdolność do empatii. Praktycznie wszystkie dzieci rodzą się z intuicyjną umiejętnością rozumienia emocji innych dzięki neuronom lustrzanym i układowi limbicznemu. Jednak jeśli dzieci nie doświadczą poczucia zrozumienia, nie nauczą się czuć bezpiecznie ze swoimi emocjami, więc trudne emocje innych ludzi będą je przerażać. Dlatego twoje zaangażowanie w okazywanie empatii dziecku stanowi istotny czynnik warunkujący jego umiejętność okazania zrozumienia rodzeństwu.
Twoja empatia pomaga też dzieciom rozwijać samoregulację. Kiedy dziecko czuje się rozumiane, ma poczucie bliskości z rodzicami, a więc jest bardziej skłonne do akceptacji granic i współpracy. Uczy się, że emocje nie są niebezpieczne, a ono ma wybór, czy kierować się nimi w działaniu, a więc wypracowuje większą samokontrolę. Pomaga mu to lepiej radzić sobie z rozczarowaniem, dlatego staje się bardziej odporne. Dla porównania -?i to ważne -?dziecko, które uważa, że jego uczucia nie są w porządku, będzie je tłamsić w sobie. Niestety tłumione emocje nie podlegają świadomej kontroli i później wybuchną w postaci "złego" zachowania.
Co tak właściwie robimy, okazując empatię? Empatia oznacza po prostu rozpoznanie -?w sercu, a nie tylko słowami -?co czuje druga osoba. Sztuczka polega na tym, by odłożyć na bok własne plany, żebyśmy mogli naprawdę wysłuchać i dostrzec, co czuje nasze dziecko. Za każdym razem, kiedy dzieci przeżywają trudne chwile, empatia stanowi dobry punkt wyjścia.
To trudne, kiedy ty chcesz się bawić, a twój brat chce przez jakiś czas pobyć sam.
Można się poczuć wykluczonym, kiedy twoja siostra ma urodziny, a do twoich zostało jeszcze kilka miesięcy.
Ojej, kochanie, tak mi przykro, że siostra porwała twój obrazek... jesteś taka smutna i wściekła, że masz ochotę ją uderzyć. Powiedzmy jej to słowami.
Empatia nie jest dla większości z nas czymś automatycznym. To nie dlatego, że jesteśmy niemili. To dlatego, że idziemy przez życie, na co dzień postrzegając innych ludzi przez pryzmat własnych potrzeb i pragnień. Kiedy nasze dziecko się denerwuje, nie patrzymy na to automatycznie z jego punktu widzenia. Patrzymy z własnego. Oznacza to, że często uznajemy jego emocje za uciążliwe, przesadne, a może nawet celowo mające nam utrudnić życie.
Jeśli jednak chcemy, żeby nasze dziecko miało empatię dla rodzeństwa czy kogokolwiek innego, musimy zaoferować empatię również jemu. Oznacza to, że cokolwiek mówi czy robi, celem jest dostrzec ze zrozumieniem jego perspektywę -?nawet jeśli się z tym punktem widzenia nie zgadzasz.
Co jeśli nie potrafisz zachowywać się empatycznie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę? W porządku. To pewien cel, a jak większość wartościowych celów, ten również wymaga wiele treningu. Czasami będziesz czuć zbyt wielką wściekłość, dekoncentrację, zmęczenie. Dziecko nie potrzebuje twojej empatii przez sto procent czasu. Po prostu pracuj nad tym, żeby ten procent się zwiększał.
Wielu rodziców obawia się, że akceptacja emocji dziecka doprowadzi do tego, że stanie się ono "histerykiem", ale w rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Kiedy rodzice naprawdę otwierają swoje serca, by pozwolić dziecku wyrazić wszystko, co chce, dziecko uczy się, że:
Moje emocje są normalne, a nie niebezpieczne. Emocje potrafią być przytłaczające, ale dziecko uczy się, że odczuwanie ich jest w porządku, a kiedy to się stanie, emocje tracą swój ciężar. Kiedy mówię, jak się czuję, nie wściekam się aż tak bardzo. Emocje pozostają pod kontrolą świadomości, dziecko może więc lepiej regulować swoje zachowanie, nawet kiedy się zdenerwuje. Dostrzeganie, co czuję, pomaga mi wyrażać uczucia za pomocą słów, zamiast robić krzywdę bratu. Być może nie podoba ci się, kiedy dziecko wrzeszczy, jakie jest wściekłe, ale to ogromny krok naprzód w porównaniu do fizycznego ataku. Myślałem, że jestem wściekły, no i jestem. Ale wściekłość jest skomplikowana. Splątana z poczuciem krzywdy, strachu i smutku. Kiedy dostrzegam te rzeczy, nie czuję już aż takiej wściekłości. To jest podstawa zarządzania gniewem. Czy nie żałujesz, że ciebie nikt tego w dzieciństwie nie nauczył?To podejście do emocji może być dla ciebie nowe. Pamiętaj, nie sugeruję, że masz zmienić to, na jakie zachowania pozwalasz w swoim domu, tylko że akceptowalne są wszystkie emocje. Pozwala to twojemu dziecku "zaprzyjaźnić" się z emocjami, co z kolei pomaga mu nauczyć się je regulować. Z czasem akceptacja emocji będzie ci przychodzić bardziej naturalnie, nawet w warunkach stresowych. Zauważysz, że nie denerwujesz się tak łatwo, kiedy twoje dziecko się denerwuje, oraz że potrafisz wykazać się zupełnie nową cierpliwością.
Kiedy wypróbujesz to empatyczne podejście, dostrzeżesz w swoim dziecku natychmiastową zmianę. Może nawet zacznie proponować ci przytulanie, kiedy to ty się zdenerwujesz. Dziecko wychowane przez stosujących coaching emocji rodziców będzie rozumiało uczucia powodujące zachowaniem innych i umiejętnie poruszało się po złożonym emocjonalnym świecie relacji z przyjaciółmi, kolegami z klasy i nauczycielami. Oraz - alleluja! -?z rodzeństwem.
Rozdział 2
Jak pokojowa dyscyplina wspiera relacje w rodzeństwie
Imponująca liczba badań wykazała, że relacja rodzica z poszczególnymi dziećmi -?łącznie ze sposobem dyscyplinowania -?ma silny wpływ na jakość relacji w rodzeństwie1.
Gene Brody, jeden z najbardziej szanowanych i produktywnych badaczy zajmujących się kwestią rodzeństwa, konsekwentnie wykazuje, że kiedy rodzice opierają się karzącemu podejściu podczas wychowania swoich dzieci, ich potomstwo mniej się kłóci i jest wobec siebie milsze. Jak już wspomnieliśmy we wstępie, młodsze dzieci wciąż mają tendencję do kłótni, nawet jeśli rodzice ich nie karzą, prawdopodobnie dlatego, że maluchy mają większe trudności z samokontrolą. Ale w miarę jak dzieci rodziców stosujących coaching rodzicielski dorastają, są w stanie lepiej regulować własne emocje i okazywać rodzeństwu życzliwość bardziej niż dzieci wychowywane w dyscyplinie konwencjonalnej2.
W jednym z badań nad relacjami w rodzeństwie wykazano, że badani bracia i siostry, którzy byli "współczujący i troskliwi wobec siebie nawzajem" (około jedna trzecia dzieci), mieli rodziców ciepłych i okazujących im wsparcie pozwalające maluchom spełniać rodzicielskie oczekiwania. Kolejna jedna trzecia rodzeństw została uznana za "mocno rywalizującą" i "czasami agresywną", choć też "czasami ciepłą" -?czyli w zasadzie taką, za jaką często uznajemy większość rodzeństw. Te dzieci pochodziły z rodzin, w których przynajmniej jeden rodzic był surowy, permisywny lub niezaangażowany. Kolejne 22 procent rodzeństw określono jako bardzo agresywne i zimne w stosunku do siebie; te dzieci miały rodziców, z których obydwoje byli albo surowi, albo niezaangażowani. A ostatnie 10 procent? To dzieci pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych, w których rodzice nie byli dla dzieci emocjonalnie dostępni. Te dzieci były uwikłane, co oznacza, że ich relacje były dysfunkcyjne3. Opiekowały się sobą nawzajem, ponieważ rodzice nie byli w stanie się nimi zająć, ale rodzeństwo nie powinno się nawzajem wychowywać.
A więc rodzice, którzy stawiają rozsądne wymagania i dają dzieciom wsparcie pozwalające im sobie z tymi wymaganiami poradzić, wychowują dzieci, które mają większe szanse się dogadać. Z drugiej strony rodzice surowi i permisywni wychowują dzieci, które częściej się kłócą.
Większość z nas instynktownie rozumie, dlaczego permisywizm nie pomaga naszym dzieciom się dogadać. Jeśli chcemy, żeby dobrze traktowały siebie nawzajem, musimy ustalić jasne oczekiwania dotyczące standardów uprzejmości w naszym domu oraz wspierać dzieci na drodze do spełnienia tych oczekiwań. Dlatego właśnie rada, by rodzice ignorowali większość kłótni w rodzeństwie, może być kontrproduktywna, co omówimy szerzej w części drugiej.
Czasami jednak trudniej jest rodzicom zrozumieć, dlaczego kary też wywołują więcej kłótni w rodzeństwie. W końcu karzemy po to, by egzekwować nasze granice i udzielać ważnych lekcji. Dlaczego miałoby to sprawić, że nasze dzieci będą dla siebie mniej sympatyczne?
Spojrzenie na tę sprawę przez pryzmat emocji naszego dziecka pozwoli nam wyciągnąć dość ciekawe wnioski. Z punktu widzenia dziecka dyscyplina nie jest sposobem pozwalającym nauczyć je odpowiedniego zachowania. Twoje dziecko prawidłowo uznaje za to dyscyplinę za sposób rozwiązywania konfliktów, kiedy członkowie rodziny denerwują się lub mają sprzeczne pragnienia. Innymi słowy, twój sposób dyscyplinowania dziecka staje się jego sposobem rozwiązywania problemów interpersonalnych. Czyli karanie, a więc użycie siły, uczy dziecko używać siły przeciwko rodzeństwu, kiedy tylko pojawi się jakiś problem do rozwiązania.
Chcesz poznać jeszcze kilka obserwacji na temat tego, jak twoje dziecko odbiera kary, a więc jak kształtują one jego osobę i relacje z rodzeństwem?
Kara powoduje, że dzieci skupiają się na unikaniu kolejnych kar, a to nie to samo co troska o innych. Być może dziecko nauczy się nie bić rodzeństwa, ale tylko po to, żeby nie wpaść w tarapaty, a nie dlatego, żeby bratu czy siostrze nie stała się krzywda. Kara opóźnia rozwój empatii, co oznacza, że dzieciom trudniej jest dostrzec punkt widzenia brata lub siostry4. Stawianie granic bez empatii pozbawia dzieci okazji do internalizacji samodyscypliny5. Nikt nie lubi być kontrolowany, nic dziwnego więc, że dzieci odrzucają granice, które nie są empatyczne. Kiedy buntują się wobec naszych granic, postrzegają "kontrolę" jako coś poza nimi samymi. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, oznacza to, że uważają, iż powstrzymanie ich przed atakowaniem rodzeństwa w złości to TWOJE zadanie, a nie że kontrolowanie siebie samych jest ICH zadaniem. Kiedy stawiamy granice tak, żeby dziecko czuło się zrozumiane, w końcu je internalizuje -?i bierze odpowiedzialność na siebie, nawet pod nieobecność autorytetów6. Dzieci wychowywane za pomocą kar uczą się stosować je wobec rodzeństwa, by poprawić swoją pozycję i zwiększyć władzę. Kiedy dzieci wiedzą, że ich rywal zostanie ukarany, zachęca je to do donosicielstwa, zarówno po to, by zrobić krzywdę rodzeństwu, jak i żeby móc odegrać rolę "grzecznego dziecka". (Więcej na temat skarżenia w rozdziale 4). Kiedy braci i siostry karze się za kłótnie, dzieci stają się bardziej rozgoryczone i skupione na zemście. Często wpadają w negatywną spiralę konfliktów, próbując przedstawiać je tak, jakby były winą drugiego dziecka. Dzieci wychowywane za pomocą karzącej dyscypliny są bardziej skłonne do gniewu i depresji7. Dzieje się tak dlatego, że uczymy je, iż część nich samych -?ich emocje -?nie jest akceptowalna. Ponieważ rodzice nie pomagają im radzić sobie z tymi trudnymi uczuciami, dzieci czują się samotne, próbując samodzielnie zorientować się, jak pokonać swoje "niskie" impulsy. Utrudnia im to zarządzanie gniewem, przez co bardziej prawdopodobne jest, że będą wyładowywać go na rodzeństwie, które często jest najbliższym celem. Kara uczy strachu. Dzieci uczą się przez doświadczenie i na twoim przykładzie. Jeśli dzieci robią to, czego chcesz, bo się ciebie boją, to już blisko stąd do znęcania się. Jeśli ty krzyczysz, one też będą krzyczeć. Jeśli ty używasz siły, one też będą jej używać. Przeciwko każdemu, wobec kogo będą mogły, łącznie z rodzeństwem.Być może ciężko się tego słucha, ale badania są jednoznaczne: Dzieci wyciągają z kar pewne zupełnie niezamierzone wnioski -?na temat sprawowania władzy, rozwiązywania sporów i radzenia sobie z trudnymi emocjami. Dlatego karanie dzieci jest nie tylko szkodliwe dla ich ogólnego rozwoju, ale ma też negatywny wpływ na ich wzajemne relacje8.
A co z dyscypliną? Jak ona wiąże się z naszą dyskusją na temat kar? Słowo "dyscyplinować" tak naprawdę oznacza "prowadzić, kierować". W karaniu bardziej istotna jest siła niż przewodnictwo: kary definiuje się jako wywoływanie u innych bólu emocjonalnego lub fizycznego, by przekonać ich do postępowania w pożądany przez nas sposób. Jednak w naszej kulturze większość tego, co uznajemy za dyscyplinowanie, w rzeczywistości ma na celu wywołanie u dziecka bólu emocjonalnego (a czasem fizycznego), by sprawić, że będzie postępowało w pożądany przez nas sposób. Tak więc dyscyplina w formie, w jakiej ją stosujemy i o niej myślimy, to forma karania.
Ponieważ słowo "dyscyplina" jest tak często błędnie interpretowane, proponuję, żebyśmy przestali go używać. Zamiast tego świadomie wyjdźmy "poza dyscyplinę" i wyobraźmy sobie, że coachujemy nasze dzieci za pomocą pełnych miłości wskazówek. Co by to zmieniło? Cóż, po pierwsze zmieniłoby nasze pojmowanie naszych dzieci. Zamiast postrzegać dzieci jako potrzebujące "dyscypliny", by przekonać je do odpowiedniego zachowania, będziemy spoglądać przez zupełnie inną soczewkę.
Dzieci rodzą się z potrzebą nawiązania bliskiej więzi z dorosłym, który będzie ich przewodnikiem. Będą podążać za naszymi wskazówkami i chronić tę więź rodzic-dziecko, dopóki nie będzie to ze szkodą dla ich integralności. Jeśli będziesz utrzymywać więź z dzieckiem, ono będzie chciało współpracować. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że nie potrafi i potrzebuje twojej pomocy z emocjami, które napędzają jego niewłaściwe zachowanie. Zastanawiasz się, czy niektóre wybryki nie oznaczają po prostu, że dziecko robi, co chce? Oczywiście, że tak! Ale w tym przypadku jest to oznaka, że dziecko uważa swoją więź z tobą za mniej istotną niż robienie tego, co chce. A więc to relacja wymaga wzmocnienia albo dziecko potrzebuje pomocy z emocjami, które przeszkadzają mu w utrzymaniu więzi. Jeśli dziecko ufa, że naprawdę jesteśmy po jego stronie, jest skłonne zrezygnować z robienia tego, co chce, by zrobić coś, czego chce bardziej -?a mianowicie zachować pozytywną więź z nami. Jeśli się nad tym zastanowić, to jest to definicja samodyscypliny -?rezygnacja z czegoś, czego chcesz (kawałka ciasta), na rzecz czegoś, czego chcesz bardziej (zdrowia i dobrej formy). A więc za każdym razem, kiedy twoje dziecko decyduje się nie uderzyć siostry, ponieważ bardziej mu zależy na twoim pełnym ciepła szacunku, buduje ścieżki neuronalne sprzyjające większej samodyscyplinie. A ta samodyscyplina przetrwa resztę jego życia. Dzieci uczą się przez doświadczenie, przez powtarzające się doświadczenia życiowe. Każda interakcja z dzieckiem to przykład zarządzania sobą i odnoszenia się do innych. Każde złe zachowanie to wołanie o pomoc lub kontakt. Zareaguj na potrzebę, a zachowanie się zmieni. Jeśli dziecko nie spełnia naszych oczekiwań, potrzebuje więcej wsparcia, by to zrobić, czy to nauki, więzi, czy pomocy w przepracowaniu emocji stanowiących przeszkodę. Duża część tego, co uważamy za "złe zachowanie", jest najzwyczajniej dziecinna i można ją "naprostować" za pomocą zwykłych, pełnych miłości wskazówek. Kiedy dzieci nauczą się regulować swoje emocje, będą umiały regulować również swoje zachowanie. Jeśli dziecko czuje więź z tobą, chce podążać za twoimi wskazówkami -?tylko że czasami nie może, bo wielkie emocje przytłaczają wciąż rozwijającą się korę przedczołową. Jak już powiedzieliśmy, możesz pomóc dziecku nauczyć się regulować emocje dzięki potężnemu narzędziu empatii. Czasami to nie wystarczy, a burzliwe emocje popchną dziecko do ataku. W takich chwilach potrzebuje ono twojej pomocy, by te uczucia przepracować i nie musieć wyładowywać ich w swoich czynach. W miarę dorastania dzieci coraz lepiej umieją używać słów do wyrażania emocji i radzenia sobie z nimi, ale małe dzieci zwykle potrzebują po prostu okazji do płaczu, jak to opisuję dalej w tym rozdziale. Kluczem do stawiania skutecznych granic jest empatia. To nie to samo, co rodzicielstwo permisywne. Ty jesteś przywódcą i to ty odpowiadasz za kierowanie zachowaniem twojego dziecka. Dlatego coaching nie oznacza dawania dziecku wszystkiego, czego chce. Nie może rysować po ścianach, bawić się przez całą noc ani bić niemowlęcia. Ale nawet kiedy nalegamy, by zachowywało się zgodnie z naszymi wartościami, możemy pokazywać mu -?słuchając, okazując empatię i gotowość do szukania rozwiązań zadowalających wszystkich -?że troszczymy się o to, co jest dla niego ważne. Empatyczne granice rozbrajają opór, ponieważ dziecko przynajmniej czuje się zrozumiane, nawet jeśli nie dostanie tego, czego chce.A więc pokojowe przewodnictwo oznacza, że pracujemy nad tym, by sami zachowywać spokój i uczyć dziecko pokojowo, a nie siłą. Dajemy przykład wyrażania swoich potrzeb i stawiania granic zachowaniu innych osób z szacunkiem. Pokojowi rodzice wiedzą, że nie mogą kontrolować zachowania swoich dzieci -?może to zrobić tylko samo dziecko. Dlatego budujemy z nim relację opartą na zaufaniu, żeby było otwarte na nasze wskazówki. Jego zdrowe decyzje przynoszą pozytywne skutki w życiu, dziecko widzi więc korzyści i zaczyna przyswajać sobie pożądane zachowania z własnej woli. Dlatego właśnie dzieci, które są w ten sposób uczone, chętniej decydują się postępować "właściwie", kiedy dorastają, nawet jeśli nie patrzysz.
Optymalnym wyjściem między surowością a permisywizmem jest zapewnienie dziecku wsparcia, by mogło sprostać naszym oczekiwaniom. Jak mamy zapewniać wsparcie, kiedy musimy stawiać granice? Stawiajmy je z empatią, odbudowując kontakt i dostrzegając punkt widzenia dziecka. Przyjrzyjmy się kilku przykładom.
Zawsze zaczynaj od głębokiego oddechu, by odzyskać równowagę. Następnie pokaż dziecku pożądane zachowanie -?jednocześnie odbudowując kontakt.
Stawianie granicy z jednoczesnym dostrzeganiem uczuć i potrzeb dziecka
Zamiast: Nie krzycz na małą! Przez ciebie jeszcze bardziej płacze!
Spróbuj: Rozumiem, mała tak głośno płacze, że aż bolą cię uszy. Mnie też bolą. Ale krzyczenie na nią nie jest okej... Boi się przez to i płacze jeszcze bardziej.
Stawianie granicy z empatią i przekierowanie impulsu dziecka
Zamiast: Ty łobuzie! Dosyć tego, do kąta!
Spróbuj: Jesteś wściekły! A ja nie pozwolę ci bić brata. Możesz powiedzieć mu słowami, jaki jesteś wściekły i czego od niego potrzebujesz?
Stawianie granic z empatią i spełnianie pragnienia dziecka w wyobraźni
Zamiast: Nie bądź egoistką. Od godziny bawię się z tobą w przyjęcie dla lalek, a mała jest głodna!
Spróbuj: Chciałabyś dalej bawić się w przyjęcie dla lalek. Ja muszę iść po małą, bo płacze, żeby się nie bała i nie czuła się samotna, tak jak przychodzę do ciebie, kiedy ty płaczesz... Założę się, że czasami chciałabyś znowu być ze mną sama, tak jak kiedyś, co nie? Wygląda na to, że bardzo byś była szczęśliwa, gdybyśmy mogły tu po prostu siedzieć całe rano i bawić się w przyjęcie i wcale nie musiałabyś się mną dzielić...
Stawianie granic z empatią i dawanie dziecku wyboru
Zamiast: To niebezpieczne! Oddaj mi ten kij!
Spróbuj: Austin, słyszysz Lewisa? Mówi, że nie chce mieć tego kija tak blisko twarzy... Możesz odłożyć kijek albo przyjść tu do mnie, machać nim z daleka od brata.
Stawianie granic z empatią i zachęcanie dziecka do współpracy za pomocą zabawy
Zamiast: Jak nie przestaniecie się kłócić o kanapę, to obydwoje będziecie musieli zejść!
Spróbuj: Rozwiążemy ten spór o kanapę! Ja nigdy nie mam jej dla siebie! i przewróć się na dzieci.
Stawianie granic z empatią i podtrzymywanie ich za pomocą czynów
Zamiast: Mówiłam ci już trzy razy, żebyś przestał chlapać na siostrę! Wychodź z wanny, ale już! I przestań płakać, sam jesteś sobie winny!
Spróbuj: Peyton, spójrz na twarz twojej siostry... To dla niej za dużo chlapania. I dla mnie też, ja też jestem cała mokra. Czy możesz przestać chlapać? Nie? No dobrze, to koniec kąpieli na dziś... Wyjdź. Płaczesz, nie byłeś jeszcze gotowy do wyjścia... Lubisz chlapać, prawda? Nie chlapiemy, kiedy w wannie jest mała. Może jutro postawimy w ogródku basen i będziesz mógł chlapać, ile będziesz chciał?
Stawianie granic z empatią i zachęcanie dziecka do współpracy, by znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich
Zamiast: Nie, nie możesz włączyć muzyki, kiedy dzidzia śpi. Znajdź sobie coś innego do roboty.
Spróbuj: Chcesz włączyć głośno muzykę, żebyśmy mogli potańczyć... A ja potrzebuję, żeby było cicho, żeby dzidzia mogła spać, a my się pobawić... Hmmm... Jak możemy zadowolić wszystkich? Może teraz pobawimy się razem Lego, a jak dzidzia się obudzi, włożę ją do chusty i wszyscy razem potańczymy do muzyki?
Próbowałam stosować time out z moją czterolatką. Tak jak ostrzegałaś, od razu przeszła do "Jestem taka niegrzeczna, nie mogę przestać bić braciszka i już mnie nie kochasz". Powiedziała to od razu po pierwszym razie, kiedy odprowadziłam ją do pokoju za uderzenie dwuletniego brata.
Valerie
Przeanalizowaliśmy już, dlaczego stawianie granic bez karania odmieni relacje twoich dzieci ze sobą nawzajem. A co z time outami? Większość rodziców mających więcej niż jedno dziecko korzysta z nich, kiedy ich dzieci się kłócą, by je rozdzielić i -?jak mają nadzieję -?nauczyć je zachowywać się wobec siebie bardziej życzliwie.
Ale time out to kara. Tak naprawdę nie uczy dzieci zachowywać się wobec siebie bardziej sympatycznie. W rzeczywistości raczej pogarsza ich zachowanie, tak jak inne kary. Dlaczego?
Time outy wywołują wstyd. Dzieci wierzą, że gdyby były "grzeczne", potrafiłyby powstrzymać złe uczucia, przez które tak źle się zachowują. Niestety kiedy źle się czujemy, źle się zachowujemy. A więc wstyd wywołuje negatywną spiralę, która wciąż wzmacnia u dziecka wewnętrzne poczucie, że jest kimś złym. Time outy nie pomagają dzieciom uczyć się regulacji emocjonalnej. Kiedy odsyłasz dziecko samo do pokoju, w końcu się uspokoi. Ale ponieważ tak naprawdę nie wyraziło swoich uczuć, tłumi je gdzieś w środku, gdzie nie podlegają świadomej kontroli. To dlatego time outy sprawiają, że dzieci są bardziej rozzłoszczone i mniej wyregulowane emocjonalnie, zobaczysz więc na przykład, jak syn idzie obok siostry i popycha ją bez powodu9. Time outy tak naprawdę nie rozwiązują problemu, który wystąpił między dziećmi i sprawił, że jedno z nich (lub obydwoje) zaatakowało. Rodzice często mają poczucie, że zajęli się problemem, dając dziecku time out i reprymendę, ale maluch następnym razem nie będzie lepiej przygotowany do tego, by poradzić sobie z konfliktem. Time outy, jak wszystkie kary, osłabiają naszą więź z dzieckiem. Niestety ta więź to jedyny powód, dla którego dzieci w ogóle zachowują się, jak należy. Dlatego rodzice stosujący time outy często stwarzają warunki sprzyjające powstaniu spirali coraz gorszych zachowań. Time outy napędzają walkę o władzę między rodzicem a dzieckiem. Kiedy dzieci czują się bezradne, odbijają to sobie na kimś mającym mniejszą władzę -?zwykle na rodzeństwie. Time outy "działają" na zasadzie lęku, jako symboliczne porzucenie. Alfie Kohn zwraca uwagę, że stanowią formę "wycofania miłości"10. Ponieważ rywalizacja w rodzeństwie wynika z dziecięcego lęku przed utratą twojej miłości na rzecz rodzeństwa, każda forma dyscypliny opierająca się na wycofaniu miłości nieuchronnie zintensyfikuje rywalizację w rodzeństwie.Być może zdarzyło ci się przeczytać, że jest jakiś "właściwy" sposób stosowania time outów, który został w badaniach uznany za "skuteczny". Ale skuteczny w czym? Czytałam wiele badań wykazujących, że time outy powstrzymują złe zachowanie w danej chwili. Ale lanie też zadziała, a wiemy, że bicie stanowi czynnik ryzyka dla zdrowia emocjonalnego dzieci11. Nigdy nie widziałam badania, w którym przeanalizowano by długoterminowe zdrowie emocjonalne dzieci wychowywanych za pomocą time outów i porównano te dzieci z takimi, które nigdy nie otrzymywały time outów ani innych kar. A owszem, istnieją już setki tysięcy dzieci, które zostały wychowane za pomocą pełnego miłości przewodnictwa zamiast kar, dzięki Haimowi Ginottowi (ojcu pozytywnego rodzicielstwa), Jane Nelsen (która założyła ruch pozytywnego rodzicielstwa) i wielu innym obrońcom dzieci.
Mamy jednak całkiem sporo dowodów wskazujących, że time outy nie sprawdzają się pod kątem zapobiegania nawrotom złych zachowań, co nasuwa pytanie, czy przypadkiem wręcz ich nie wywołują. Badanie przeprowadzone przez amerykański Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego wykazało, że time outy pozwalają skutecznie zapewnić sobie współpracę ze strony dwulatków, ale tylko chwilowo12. Dzieci zachowywały się niewłaściwie częściej niż dzieci, których nie dyscyplinowano za pomocą time outów, nawet kiedy ich matki poświęciły czas na to, by po przerwie z nimi porozmawiać. Michael Chapman i Carolyn Zahn-Wexler, autorzy badania, doszli do wniosku, że dzieci te reagowały na postrzegane "wycofanie miłości", częściej zachowując się źle. Jest to spójne z badaniami dotyczącymi wycofania miłości jako techniki karania, które pokazują, że dzieci poddawane tym metodom zwykle zachowują się gorzej, mają słabsze zdrowie emocjonalne i mniej rozwiniętą moralność13. Wyniki te nie są zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak bardzo dzieci potrzebują więzi z nami, by czuć się bezpiecznie, oraz jak bardzo skłonne są do złego zachowania, kiedy się bezpiecznie nie czują.
Rozumiem, jeśli odczuwasz w tej chwili pewne zaniepokojenie. Jeśli nie można stosować time outów, to co zrobić, żeby dzieci zupełnie nie zdziczały? Odpowiedź brzmi: time outy tak naprawdę nie pomagają twojemu dziecku zachowywać się lepiej; podkopują waszą więź i wywołują więcej złych zachowań. Widziałam tysiące rodzin, które przeszły na pokojowe rodzicielstwo, w którym skupiają się na samoregulacji, odbudowie więzi z dziećmi i stawianiu granic z empatią -?a ich dzieci przestały tak często rozrabiać. Pokojowe rodzicielstwo pozwala wychować dzieci, które chcą przestrzegać rodzinnych zasad, więc potrzeba karania, w tym za pomocą time outów, stopniowo odchodzi w przeszłość.
Jasne, dobrze jest być bardziej pozytywnym. Czemu by nie stosować nagród zamiast kar? W końcu czy nagrody nie sprawią, że pożądane zachowanie będzie bardziej prawdopodobne?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki