Rozdział 1Początek pełen łez,czyli o tym, że nieznane są koleje losu
Niektóre historie zaczynają się dobrze i dobrze kończą. Niektóre zaczynają się dobrze i kończą źle. Jeszcze inne zaczynają się źle, a kończą dobrze. Nigdy też nie należy zapominać, że w każdej historii, która dzieje się w naszym życiu, jest element magii, choć czasem pewnie trudno nam w to uwierzyć. Opowieść, którą właśnie rozpoczynamy, znalazła swój początek w pewnych ogromnie smutnych wydarzeniach. Wydarzeniach, które zapowiadały koniec wszystkiego, a tak naprawdę okazały się wszystkiego... początkiem.
Rodzice naszego bohatera, Alicja Gracka i Maciej Szczęsny, poznali się w szkole średniej. Chodzili razem do liceum sportowego imienia Słowackiego w Warszawie. Oboje kochali sport: Alicja od dziecka trenowała piłkę ręczną, Maciej - piłkę nożną. Piękna, smukła i wysportowana blondynka z miejsca wzbudziła zainteresowanie przyszłego piłkarza. Z wzajemnością.
Szybko zostali parą. Kiedy Alicja miała 19 lat, zaszła w ciążę. Młodzi pobrali się i zamieszkali razem w jednopokojowym mieszkanku na osiedlu Za Żelazną Bramą. Alicja zdała maturę, a na świat przyszła Natalia, śliczna córeczka naszej młodej pary. Alicja całkowicie poświęciła się dziecku. Maciej tymczasem rozpoczął karierę zawodowego piłkarza. Został bramkarzem Gwardii Warszawa - klubu, w którym trenował od dziecka.
Natalka pięknie się rozwijała. Była uroczym, pogodnym dzieckiem, oczkiem w głowie młodych rodziców. A że ci marzyli o rodzeństwie dla niej, oboje bardzo się ucieszyli, kiedy okazało się, że Alicja ponownie spodziewa się dziecka.
Wszystko zdawało się układać idealnie.
Aż nadszedł tragiczny kwietniowy dzień w 1987 roku, kiedy półtoraroczna wtedy córeczka państwa Szczęsnych zginęła w dramatycznym wypadku na placyku zabaw. Runął na nią gigantyczny metalowy trzepak do dywanów, który robotnicy na czas wymiany rur pod placykiem wyjęli z zabetonowanego chodnika i po prostu... wbili w gołą, niczym niezabezpieczoną ziemię.
Dla rodziców Natalki skończył się świat. Kiedy umiera dziecko, jest to tak niesprawiedliwe, że nie ma na to żadnych słów pocieszenia, absolutnie żadnych. Ale choć państwu Szczęsnym było niewyobrażalnie źle, życie szło naprzód i dni musiały toczyć się dalej. W brzuszku pani Alicji rósł przecież dzidziuś i mama nie mogła się poddać.
Pięć miesięcy później na świat przyszedł słodki, zdrowy chłopczyk - Janek Szczęsny.
Urodził się 14 października 1987 roku.
Dokładnie tego samego dnia jego siostra skończyłaby 2 latka.
Niewiarygodne, prawda?
Los zabrał państwu Szczęsnym córeczkę, ale jakby wiedział, że się pomylił, bo w tym samym dniu, w którym 2 lata wcześniej urodziła się Natalia, ofiarował osieroconym rodzicom Janka.
Rok po narodzinach Janka pan Maciej był już zawodnikiem Legii Warszawa, a rodzina Szczęsnych przeprowadziła się do nowo wybudowanego bloku przy ulicy Łukowskiej w dzielnicy Praga-Południe, w części, która nosi nazwę Grochów. Nie było dnia, by nie myśleli o utraconej córeczce. Marzyli, by Janek miał rodzeństwo. I wtedy właśnie do ich życia wkradła się magia. Pani Alicja ponownie zaszła w ciążę i po niecałych 3 latach od narodzin Janka - a dokładnie 18 kwietnia 1990 roku - urodził się...
Wojtek.
I tu właśnie zaczyna się opowieść o naszym bohaterze. O odważnym i dzielnym chłopcu, który, podobnie jak jego tata, a później brat, zdecydował się zostać bramkarzem. No ale idźmy po kolei.