Rozdział 1
Layla
- Layla, ale z ciebie nudziara! - zawyła Evin, moja najlepsza, a praktycznie jedyna przyjaciółka.
Siedziałam w jej pokoju i doszywałam pompony do poduszek, które obiecałam uszyć dla pani Zeynep.
- Nie mogę dzisiaj wyjść z tobą do klubu. Muszę dokończyć szyć poduszki i bieżnik. Zajmie mi to zbyt dużo czasu, nie mogę sobie pozwolić na rozpraszacze uwagi.
Evin teatralnie przewróciła oczami i rzuciła się na kanapę, głośno wzdychając.
- Dziewczyno, ty wiecznie jesteś zajęta, a życie to nie tylko praca i praca.
- Przypomnę ci, że nie każdy ma bogatego sponsora, który co miesiąc przesyła niezłą sumkę na konto.
Evin ponownie przewróciła oczami, a ja bardzo tego nie lubiłam.
- Przesadzasz. Pan Ruzgar jest po prostu miły i dba o moje dobro. Czuje, że to jego obowiązek po śmierci mojego ojca, a mnie to pasuje. Zresztą ty też na tym skorzystałaś.
Miała rację. Gdyby nie pieniądze od pana Ruzgara, nigdy nie kupiłabym maszyny do szycia, dzięki której zarabiałam na życie. Nie miałam zbyt wielu klientek, ale na moje skromne wydatki wystarczało. Zresztą lubiłam szyć i projektować. Moją ulubioną klientką była pani Zeynep, która uwielbiała moje prace ręczne. Szyłam dla niej dekoracje do domu, a także sukienki wieczorowe. Kiedyś namawiała mnie, bym ukończyła kurs projektowania albo studia, ale było to dla mnie zbyt kosztowne.
W mojej rodzinie nigdy się nie przelewało, a odkąd mój brat wyniósł się z domu, trudno było wytrzymać panującą tam atmosferę. Mój ojciec zawsze był gwałtowny i narwany. Nie raz widziałam, jak moja mama chodziła z siniakiem na policzku. Ale ostatnie dwa lata były naprawdę paskudne. Ojciec nie stronił od alkoholu, a gdy tylko wypił, robił się drażliwy. Jego krzyki często niosły się po naszym małym, skromnym mieszkanku.
Gdyby nie Evin, chybabym zwariowała. Tylko w jej mieszkaniu czułam się bezpiecznie. Tylko tutaj mogłam pracować, szyć, tworzyć i zarabiać pieniądze. Gdybym zostawiła maszynę w domu, tata zapewne sprzedałby ją tylko po to, by mieć na alkohol.
Ja odwdzięczałam się przyjaciółce nowymi zasłonami czy poduszkami, które z przyjemnością dla niej szyłam. Do domu wracałam tylko na noc. Nie chciałam, by gadali o mnie sąsiedzi. Wiedziałam, że pomówienia źle wpłynęłyby na moje życie.
- Masz rację, wybacz - dodałam ugodowo.
- No dobra, to postanowione. Ja, ty i Serkan idziemy do klubu. Koniec kropka.
***
Klub, do którego poszliśmy, był w centrum Alanyi. Zresztą miasto słynęło z nocnego życia, stąd tak wielu turystów spędzało wakacje w tym mieście. Muzyka dudniła mi w uszach, ale nie powiedziałam tego, bo nie chciałam smucić Evin. Ona była totalnym przeciwieństwem mnie, ale wspierałyśmy się od wielu lat. Poznałyśmy się w szkole i stałyśmy się bratnimi duszami. Ja wspierałam ją, gdy jej ojciec zmarł, a ona wspierała mnie od zawsze. Wiedziała, jak żyję. Nigdy nie było mi łatwo.
- Drinka? - spytał Serkan, gdy wepchnęliśmy się na środek parkietu.
- Oczywiście!
- Dla mnie woda.
Odpowiedziałyśmy jednocześnie, a Evin obdarzyła mnie swoim spojrzeniem mówiącym: "Serio?".
- Dziewczyno, nie możesz napić się z nami? Od jednego drinka nie umrzesz.
- Nie lubię alkoholu. Zrozum.
- Dobra, już dobra. Ważne, że wyrwałaś się z domu i trochę potańczymy. No dalej, rozkręć to biodro. - Evin złapała mnie za biodra i kilka razy nimi ruszyła, gniotąc przy tym materiał mojej czarnej sukienki.
Przyjaciółka miała na sobie błękitną, krótką sukienkę, która ukazywała jej szczupłe, długie nogi. Kolor idealnie pasował do jej ciemnych oczu i rozjaśnionych włosów. Ja zaś miałam na sobie czarną, długą do kostek sukienkę, którą sama uszyłam. Miała skromny dekolt oraz wcięcie w talii. Długie, ciemne włosy zostawiłam rozpuszczone. Na co dzień spinałam je w kok na czubku głowy, by nie przeszkadzały mi w pracy, ale dzisiaj postawiłam na naturalny wygląd.
Wraz z przyjaciółką kołysałam się w takt muzyki, a gdy rytm przyspieszył, Evin zaczęła mocniej podrygiwać, lecz ja nie zmieniłam tempa. Nigdy nie byłam wyskokową dziewczyną. Wolałam zacisze domu. Wolałam szkicować nowe stroje w zeszycie, niż chodzić po klubach. Evin była zupełnym przeciwieństwem mnie, ale to chyba najbardziej podobało mi się w naszej przyjaźni - ten kontrast i ta różnorodność, dzięki której idealnie się uzupełniałyśmy.
Ja uwielbiałam muzykę klasyczną, Evin każdą, przy której można skakać. Ja ubierałam się skromnie, a ona lubiła przykuwać uwagę. Ja nigdy nie zmieniłam koloru włosów, zostając przy swoich naturalnie ciemnych. Evin farbowała kosmyki tak często, że nawet nie pamiętałam, jaki ma naturalny odcień. Obecnie nosiła blond z fuksjowymi końcówkami i bardzo do niej pasowały. Byłyśmy jak ogień i woda, ale każda była gotowa bronić drugiej własną piersią.
- Załatwiłem trochę proszku - powiedział Serkan i potrząsnął nam przed oczami woreczkiem z białym proszkiem.
- Jesteś cudowny! - krzyknęła Evin, złapała mnie za rękę i poprowadziła w ustronne miejsce.
Patrzyłam, jak obydwoje raczą się tym białym proszkiem. Kiedy mnie zaproponowano, stanowczo odmówiłam. Musiałam ich pilnować. A w szczególności Evin. Była moją przyjaciółką.
Impreza się rozkręcała, podobnie jak Serkan i Evin. Obściskiwali się, całowali i tańczyli, nie marnując przy tym ani kropli alkoholu. Ja byłam cichym obserwatorem z sokolim wzrokiem. Tuż po północy podeszłam do nich i zaczęłam mówić:
- Powinniśmy wracać.
- Layla, daj spokój. Jest tak cudownie... - jęknęła Evin, uwieszając mi się na ramieniu.
- Nie jest cudownie, a ty jesteś wstawiona, i to bardzo.
- Oj, weź przestań. Ty to zawsze jesteś taka porządnicka. Powinnaś poznać jakiegoś faceta i dobrze się z nim zabawić.
Nie lubiłam, gdy przemawiał przez nią alkohol.
- Musimy wracać. Serkan, pomóż mi ją zaciągnąć do domu. - Miałam nadzieję, że chociaż on mnie posłucha.
Początkowo przewrócił oczami, ale gdy pogroziłam mu palcem, zaczął inaczej śpiewać.
- Chodź, piękna, odprowadzę cię do domu.
- Ale pójdziesz ze mną za rękę? - spytała, bełkocąc.
- Tak!
Jak tylko przekroczyliśmy próg drzwi, Evin popędziła do toalety. Kiedy tam weszłam, tuliła sedes niczym maskotkę. Usiadłam obok niej, przytrzymałam jej włosy, gdy kolejny raz wymiotowała, a potem pomogłam jej się rozebrać i umyć.
Przetransportowałam ją do łóżka, co nie było łatwym zadaniem, i pilnowałam całą noc.
Wiedziałam, że Evin nie wstanie zbyt wcześnie, więc przygotowałam śniadanie dla siebie, a później zaczęłam szyć. Do wieczora musiałam skończyć szyć poduszki dla pani Zeynep. W przeciwnym razie mogłaby mi nie zapłacić. A ja oszczędzałam każdy grosz, by móc wyprowadzić się od rodziny i zdobyć dobre wykształcenie.
Tuż po dwunastej do salonu weszła Evin. Wyglądała okropnie. Sapnęła coś niezrozumiałego pod nosem, a następnie poszła do kuchni. Wróciła z butelką wody, którą zdążyła do połowy opróżnić.
- Czuję się fatalnie.
- Tak też wyglądasz - odparłam, szyjąc ostatnią poduszkę.
Evin przewróciła oczami i głośno sapnęła.
- No wiem, że znowu cię zawiodłam. Przepraszam, ale wiesz, jak lubię imprezować.
- A ja nie lubię, kiedy prochy zapijasz alkoholem.
- No wiem, wiem. Ale czasem potrzebuję resetu. Też powinnaś spróbować.
- Nie, dziękuję.
Nastała między nami cisza.
Właśnie chciałam zapytać ją, czy jest głodna, ale jej telefon zaczął głośno dzwonić.
- No nie, kogo tu niesie?! - zawyła i wyjęła telefon z kieszeni spodni piżamowych. - Nie znam numeru - powiedziała, a potem wcisnęła zieloną słuchawkę. - Halo?
- Evin Kivilcim? - Słyszałam głos mężczyzny.
- Zależy, kto pyta - odparła przyjaciółka.
- No tak, nie przedstawiłem się. Nazywam się Ates Dolunay, jestem synem Ruzgara.
- Ach, no cześć. Dawno cię nie słyszałam. Co u wujka Ruzgara?
- Nie żyje - odparł krótko, a mnie serce zamarło.
Znałam pana Ruzgara. Był dobrym, prawym człowiekiem. Wiedziałam, że kandyduje na burmistrza miasta. Kibicowałam mu.
- Kiedy... - Evin przełknęła ślinę. - Kiedy to się stało?
- Trzy dni temu był pogrzeb.
- Nikt mnie nie zawiadomił - powiedziała z lekkim oburzeniem.
- Na pogrzebie była tylko najbliższa rodzina, nie chciałem rozgłosu.
- Ach, no rozumiem - odparła, ale wiedziałam, że jest wkurzona. - Skoro wujek nie żyje, pogrzeb już się odbył, to po co do mnie dzwonisz?
Też mnie to zainteresowało, więc zamiast skupić się na szyciu, uważniej przysłuchiwałam się jej rozmowie.
- Powinienem spełnić pewną obietnicę daną ojcu, ale mam nadzieję, że znajdziemy wspólne rozwiązanie. Chciałbym się z tobą spotkać.
- Co to za obietnica? - dociekała.
- Dowiesz się, gdy się spotkamy.
- Wolałabym wiedzieć już teraz, by się na to przygotować - odpowiedziała Evin i czekała na reakcję mężczyzny.
- Ojciec kazał mi się tobą zaopiekować, a nawet...
- A nawet co? - ponaglała go, czego nie pochwalałam.
- A nawet cię poślubić.
Evin zaczęła się śmiać, a ja szeroko otworzyłam oczy i pokręciłam głową.
Powinna była się opanować.
- Nie wiem, czy to dobry...
Nie dokończyła zdania, tylko spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
Źle to wróżyło. Obawiałam się, że w jej głowie rodzi się jakiś szalony plan.
- Dobrze, spotkajmy się. Zaproponuj jakieś miejsce i czas, a ja się dostosuję.
- Dobrze, zarezerwuję stolik w restauracji i wyślę ci adres.
- Okej, w kontakcie - dodała i się rozłączyła.
Przez chwilę milczała, tępo wpatrując się we mnie, a ja udawałam, że wcale mnie nie interesuje jej rozmowa z tym mężczyzną.
- Ty pójdziesz na to spotkanie! - oznajmiła, pewna siebie.
- Co?! Nie ma mowy. Ja się nigdzie nie wybieram.
- Pójdziesz i bez gadania! - powiedziała stanowczo. Wlepiała we mnie te swoje ciemne oczy.
- Przecież on cię zna, od razu rozpozna, że ja to nie ty.
- Daj spokój. Kiedy on mnie widział? Dziesięć lat temu. Od tamtego czasu mocno się zmieniłam. Nie ma szans, by się skapnął, że nie jesteś mną.
- Wiesz, że ja nie umiem kłamać. Zresztą po co mam to robić?
- Dla kasy? - zapytała bardziej, niż stwierdziła.
- Czyli nadal chcesz, by pieniądze lądowały na twoim koncie?
- No raczej. Pogadaj z nim i przekonaj go, że ślub nie jest potrzebny, ale kasa owszem. Wierz mi, on kasy ma jak lodu. Nawet nie odczuje comiesięcznego przelewu dla mnie.
Nie chciałam się zgodzić, ale nie miałam tak silnej woli jak Evin. Zresztą nie potrafiłam jej odmówić, gdy robiła do mnie błagalne oczy.
- Dobra, niech będzie. Jedno spotkanie i koniec.
- Jeśli wszystko dobrze rozegrasz, to jak najbardziej.
- Dobra, a teraz daj mi spokój, muszę dokończyć poduszki dla pani Zeynep i zanieść jej do domu. Potem wracam do siebie.
- Wiesz, że możesz tutaj mieszkać?
Wiedziałam, nie raz mi o tym mówiła, ale ja nie mogłam zostawić mamy i rodzeństwa z ojcem. Marzyłam o własnym kącie i o tym, by zabrać ze sobą mamę oraz chłopców. Byli tacy mądrzy.
Mieszkanie przyjaciółki było małe, ale przytulne.
Evin miała własną sypialnię; niewielki salon z ogromną, kwiecistą kanapą, na której królowały uszyte przeze mnie poduszki; małą, ale praktyczną kuchnię oraz łazienkę z dużą, okrągłą wanną, w której uwielbiałam brać kąpiele. Ach, no i kącik dla mnie, w którym trzymałam potrzebny sprzęt do szycia oraz tkaniny.
- Wiem i dziękuję ci, ale nie mogę zostawić mamy samej.
- Dlaczego ona nie odejdzie od twojego ojca?
Od lat zadawałam sobie to samo pytanie.
- Bo ona twierdzi, że sama sobie nie poradzi i nie umie nic oprócz sprzątania i gotowania.
- Wiesz dobrze, że w dzisiejszych czasach mogłaby gotować dla kogoś i komuś sprzątać. Ludzie płacą krocie za takie usługi.
- Evin, ja to wiem, ale moja mama twierdzi, że sobie nie poradzi.
- I tak radzi sobie bez twojego ojca, który wszystko, co zarobi, wydaje na alkohol. Gdyby nie ty, to pewnie chłopcy chodziliby głodni.
- Mama dzierga serwetki, które potem ja sprzedaję, więc ona również dokłada się do budżetu.
- To tym bardziej nie rozumiem, dlaczego twoja mama siedzi z takim gnojem, jakim jest twój ojciec. Bez urazy, oczywiście.
- Nie obraziłaś mnie. Wiem, jaki on jest - dodałam.
Nastała chwila ciszy, w której patrzyłyśmy sobie w oczy.
- A może... - zaczęła Evin, ale widać było, że jest niezdecydowana. - A może wprowadźcie się do mnie, tak na początek, a potem...
- Jesteś kochana, Evin - przerwałam jej. - Ale to nie jest dobry pomysł. Dla mnie to azyl, a mama zapewne prędzej czy później pęknie i powie mu o tobie. Ja nie chcę, by wiedział, gdzie przesiaduję większość dnia. Zresztą chłopcy są hałaśliwi. Mam plan. Uzbieram pieniądze i wszystko ogarnę. Wydostanę chłopców z tego ponurego domu. Ale jeśli chodzi o mamę...
- Z nią będzie trudniej - skomentowała Evin, a ja przytaknęłam.
Czasem zastanawiałam się, ile jeszcze zniosę.
Mając dwadzieścia dwa lata, powinnam była zastanawiać się, na którą imprezę się wybrać, a nie martwić się o braci i mamę.
Tylko westchnęłam i wróciłam do szycia.