1. Gdańsk. Zima, rok 2014.
Joanna wolnym krokiem zbliżała się do budynku, w którym pracowała od kilkunastu lat. W powietrzu czuć już było wiosnę, chociaż do tej kalendarzowej zostało jeszcze około trzech tygodni. Słoneczny poranek nie zwiastował niczego złego, ale jakiś dziwny lęk nie odstępował jej od momentu, kiedy budzik wyrwał ją z głębokiego snu. Ciężka noc i koszmary, które nawiedziły ją w snach, spowodowały, że czuła irracjonalny niepokój. Budziła się w nocy kilkakrotnie i dopiero nad ranem zapadła w zasłużony sen.
Weszła do budynku, minęła recepcję i skierowała się w stronę pokoju, w którym od lat pracowała przy tym samym biurku. Zdjęła płaszcz, zmieniła zimowe buty na lekkie baleriny i poszła do pokoju socjalnego zaparzyć kawę.
- Szefowa o ciebie pytała - usłyszała znudzony głos koleżanki.
- Zaraz do niej zajrzę, a co ona taka niecierpliwa, przecież nie ma jeszcze ósmej.
- Nie wiem, ale dziwnie się zachowywała. - Koleżanka wzięła swój kubek z kawą i wyszła.
Chwilę później Joanna dołączyła do pozostałych pracownic. Zegar ścienny wskazywał godzinę 7.58. Chyba nie ma się do czego przyczepić? Mam nadzieję, że to nic ważnego - pomyślała i odstawiwszy kubek z kawą na biurko, poszła do biura szefowej.
- Dzień dobry, podobno szukała mnie pani. - Weszła, uśmiechając się do swojej zwierzchniczki. Od razu zauważyła, że tamta nie odwzajemniła uśmiechu. - Czy coś się stało, pani Krystyno?
- Tak. Przykro mi, Joasiu, ale mam dla ciebie niezbyt miłą wiadomość. - Kierowniczka przesunęła w jej stronę jakieś pismo.
- Co to jest? - Joanna poczuła ucisk w brzuchu i napływające do oczu łzy. Drżącą ręką sięgnęła po papier i poczuła, jak krew odpływa z jej twarzy. - Wypowiedzenie? Dla mnie? Ale dlaczego?
- Przykro mi, likwidacja stanowiska. Musimy ograniczyć koszty. To polecenie z góry.
- Ale dlaczego ja? Po dwudziestu pięciu latach pracy, na ulicę? - Joanna słyszała swój głos, który zaczynał coraz bardziej drżeć. - Czym sobie na to zasłużyłam?
- Joasiu, wiem, że to dla ciebie trudne do przyjęcia. Uwierz mi, mnie również nie przyszło to łatwo. Cenię cię jako pracownika, ale... Przepraszam. - Kobieta wzięła głęboki oddech i ukryła wzrok za monitorem swojego nowiutkiego laptopa. - Mam nadzieję, że w ciągu tych trzech miesięcy wypowiedzenia znajdziesz jakąś inną pracę. Będę trzymała za ciebie kciuki. Masz do wykorzystania zaległy urlop oraz ten, za rok bieżący. Odpoczniesz, przemyślisz... Będzie dobrze. To wszystko, możesz odejść.
Joanna poczuła, że jej nogi robią się jak z waty. Próbowała spokojnie oddychać, robiła głęboki wdech, ale powietrze nie miało ochoty jej opuścić. Nagle świat zawirował, a obraz stał się wyjątkowo mglisty.
- Proszę - usłyszała nad sobą głos kierowniczki i poczuła w dłoni coś zimnego. Krystyna podała jej szklankę z wodą i pomogła usiąść na fotelu przystawionym do jej biurka. - Przepraszam, Joasiu, nie miałam innego wyjścia. - Kobieta ze współczuciem patrzyła na zwiotczałą postać swojej długoletniej pracownicy. - Uwierz mi, walczyłam do końca, ale... Nie na wszystko mam wpływ - szepnęła, czując wyraźne wyrzuty sumienia. - Zrobię wszystko, aby ci pomóc. Jeszcze raz przepraszam. Zamówię ci taksówkę i pojedziesz do domu, jak się poczujesz lepiej, to wrócisz.
- Nie. Dziękuję, już mi lepiej. - Joanna z uśmiechem spojrzała na szefową. - Wracam do pracy. - Powoli podniosła się z fotela, odstawiła pustą szklankę i wyszła z podniesioną głową, nie dając koleżankom powodów do plotek.
W Gdańskim Urzędzie Pracy na tablicy wisiało kilka ofert. Joanna spisała adresy i postanowiła nie czekać zbyt długo, tylko jak najszybciej znaleźć coś, co pozwoli jej na kontynuację kariery zawodowej. Kariery, jak to ładnie brzmi; jaką ona robiła karierę, siedząc za biurkiem i od kilkunastu lat wykonując tę samą, papierkową robotę? - pomyślała. W ciągu dnia odwiedziła kilka zakładów pracy zarówno w Gdańsku, jak i w Gdyni, wszędzie zostawiając swoje CV. Wróciła do domu tak zmęczona, że nie miała siły nawet na przygotowanie sobie czegoś do zjedzenia. Umyła się w prowizorycznej łazience, przebrała w koszulę nocną i z książką, którą kilka dni temu wypożyczyła z biblioteki, wskoczyła pod koc. Nie mogła się jednak skupić na czytaniu, jej myśli cały czas błądziły wokół biura, w którym spędziła tyle lat. Zamknęła książkę i podeszła do barku. Nalała do wysokiej szklanki dżinu, uzupełniła tonikiem i wróciła pod koc. Alkohol jej jednak nie smakował. Odstawiła szklankę na mały stoliczek i zamyśliła się. Nie wiadomo kiedy zaczęły płynąć łzy. Najpierw powoli przesuwały się w dół po policzkach, skapując na wełnianą tkaninę, którą była okryta. Po kilku minutach jej twarz była już cała mokra, a ciałem wstrząsał szloch. Zwinęła się w kłębek jak kot i nawet nie zauważyła, kiedy odpłynęła w świat snu. Z tego błogiego stanu wyrwał ją jakiś dźwięk. W pokoju było ciemno, więc nie mogła zobaczyć zegara wiszącego na ścianie. Chwilę nasłuchiwała, próbując się zorientować, co ją obudziło. Po kilku sekundach uświadomiła sobie, że to dzwonek do drzwi.
Ociągając się, poszła otworzyć i z niezadowoleniem stwierdziła, że na korytarzu stoi jej znajoma, sąsiadka z drugiego piętra.
- Spałaś? - Kobieta bardziej stwierdziła, niż zapytała.
- Tak, która godzina? Proszę... - Joanna szerzej otworzyła drzwi i wpuściła ją do środka.
- Dochodzi dwudziesta. Przepraszam, jeżeli ci przeszkodziłam, chciałam tylko...
- Nie przeszkodziłaś, Elu. - Joanna weszła koleżance w słowo. - Miałam ciężki dzień i sama nie wiem, kiedy zasnęłam.
- Płakałaś. - Kobieta uważnie spojrzała na spuchniętą twarz sąsiadki.
- Nie, no co ty...
- Przecież widzę, wyglądasz jak kupa nieszczęścia. To z powodu tego zwolnienia z pracy?
- Jeden zero dla ciebie. - Joanna usiadła na kanapie i pociągnęła spory łyk drinka, który przygotowała sobie po powrocie do domu.
- Może i mnie poczęstujesz?
- Jasne. - Wstała i podeszła do barku. - Dżin z tonikiem czy wolisz coś innego?
- Może być dżin. - Elżbieta wygodnie usadowiła się w fotelu. - Słuchaj, wiem, że z pracą ciężko, ale mam dla ciebie propozycję.
Joanna odwróciła się i spojrzała na kobietę z nieukrywaną ciekawością.
- Wiem, że to nie będzie praca wymarzona dla ciebie, ale kto nie próbuje, ten nic nie zyskuje. - Elżbieta upiła spory łyk postawionego przed nią trunku i uśmiechnęła się. - Potrzebna jest opiekunka do starszej pani. Seniorka ma dziewięćdziesiąt jeden lat, ale jest całkiem kumata i na chodzie, jeśli wiesz, co mam na myśli.
- Opiekunka...? Ja...?
- No wiesz, na bezrybiu i rak ryba, więc myślę, że dasz radę. Jej syn proponuje całkiem fajną kasę. Przyznam ci się, że gdyby nie to, że jestem dwa lata przed emeryturą, to chętnie sama bym tę robotę wzięła.
- Ale ja... nie mam zielonego pojęcia o opiece nad starszymi ludźmi. Nie! Ela, ja się do tego nie nadaję!
- Oj tam, oj tam. - Elżbieta machnęła ręką, jakby się odganiała od muchy - Nadajesz się. Jesteś pogodna, komunikatywna, zaradna, dobrze gotujesz, lubisz spacery...
- Dość! - Joanna krzyknęła tak głośno, że sama przeraziła się swojej reakcji. - Czy ty nie rozumiesz, że ja się do takiej roboty nie nadaję?
- Dobra, już dobra, nie irytuj się tak. Chciałam tylko pomóc. - Elżbieta dopiła drinka i wstała. - Jakbyś się namyśliła, to wiesz, gdzie mnie szukać. - Wyszła, pozostawiając po sobie unoszący się w powietrzu zapach perfum Gabriela Sabatini.