Szlak zapomnianych - Agnieszka Jeż

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Prolog Rozdział 1

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21

Prolog

Przy każdym kroku jej sukienka podnosiła się i lekko falowala. Pod cienkim niebieskim materiałem rysowały się jędrne pośladki, migały opalone uda. Przeniósł spojrzenie wyżej - szczupła talia, wąskie plecy, piersi tuż pod sporym dekoltem. Piękno możliwe tylko wtedy, gdy ciało jest młode, dopiero co rozkwitłe. Już świadome własnej atrakcyjności, ale jeszcze nie siły, jaką może obudzić - w sobie i w innych.

Przełknął ślinę. Na chwilę odsunął lornetkę od oczu. Jego tętno przyspieszyło.

Być blisko obiektu to nie to samo, co oglądać go w gazetach. Na zdjęciach. W wyobraźni. W tamtych sytuacjach wszystko miał pod kontrolą - obmyślone, odbywające się zgodnie z planem. Wtedy był sprawny i sprawczy. Ruszał przed siebie, na łów. Podchodził do nich, od tyłu. Nie wiedziały, nie spodziewały się niczego, więc nie reagowały od razu. Był sprytniejszy, szybszy. Kiedy orientowały się, co oznaczają silne męskie dłonie na ich ciałach, było za późno. Najpierw drętwiały. Jak schwytana zwierzyna, która zamiera, kiedy wie, że nie ma szans na ucieczkę. Ani na wygraną w walce. Na kilka chwil organizm wchodził w tryb znieruchomienia. Zamarcia. W tym momencie było jeszcze udawane, miało zadziałać na ich korzyść, ale później następowało to prawdziwe.

Znowu przyłożył lornetkę do oczu. Mógł ją obserwować i bez powiększających soczewek, ale znów chciał widzieć szczegóły.

Stanęła pod drzewem. Rozejrzała się. Nie dostrzegła go, był tego pewien. Umiał być częścią natury. Ona zupełnie tego nie potrafiła. Skąd się tu wzięła? Dokąd chciała iść? W tej sukience i tenisówkach na cienkiej podeszwie?

Znał ją. Wiedział, kim jest. Przewijała się wśród tych wyobrażanych twarzy, piersi, pośladków. Poczuł, że znowu ma erekcję. Tym razem silniejszą niż zwykle. Przywykł już do sytuacji, w których planował. Lubił planować. Już to dawało mu dużą satysfakcję. Podniecało go. Myśl, że panuje nad sytuacją, sprawiała, że czuł się silny. Męski. Robił, co chciał. Nie musiał niczego z nikim uzgadniać. A po wszystkim nie było żadnych konsekwencji.

Do tej pory jednak sceny działy się tylko w jego wyobraźni. Teraz była okazja, żeby wreszcie zrealizować je naprawdę. Wszystko miał już obmyślone, przećwiczone krok po kroku w głowie. To się miało wydarzyć niebawem, w ciągu najbliższych tygodni, ale nie teraz. Nie w tym momencie.

Walczył ze sobą. Okazja była wspaniała, właśnie do takiej dążył, taką chciał zainscenizować, ale to była najtrudniejsza część planu - zależna nie tylko od niego. Istniało ryzyko, że dziewczyna się nie zgodzi albo powie o tym komuś. To go wstrzymywało, nad tym wciąż się zastanawiał.

Tymczasem okazja po prostu się trafiła. Jeden z tych momentów w życiu, które nazywa się przypadkiem. Dla niego - bardzo szczęśliwym. Dla niej - nie. Ale przecież właśnie tak wydarzało się życie, o czym ona na pewno wiedziała. On także.

Rozejrzała się i usiadła na trawie, pod drzewem. Nogi miała ugięte w kolanach, lekko rozchylone na boki. Poczuł gwałtowne pulsowanie w podbrzuszu. Nie zachowywała się tak, jak powinna zachowywać się skromna dziewczyna. To, że była przekonana, że nikogo nie ma w pobliżu, niczego nie zmieniało. Są kobiety skromne i takie, które tej cechy nie mają. Ona należała do tej drugiej grupy, co zresztą go nie dziwiło.

Poczuł, że pocą mu się dłonie. Był tak blisko urzeczywistnienia tego, co planował. Ale nie na dziś. To jeszcze nie miało konkretnej daty, czekało na lepszą okazję. Dwie sprzeczne myśli wciąż walczyły ze sobą w jego głowie. Ta druga podpowiadała jednak, że właśnie teraz, zaraz nadarza się idealny moment. Bardzo, bardzo dobry. Nie, pomyślał, to musi wyglądać inaczej. Zgodnie z planem zapiętym na ostatni guzik.

Tak, teraz, zrób to teraz - mówiło mu jego ciało. To była ogromna siła. Nie umiał się jej oprzeć, dlatego planował, wyobrażał sobie, przeżywał - ale w głowie.

Nastał czas, że mógł doświadczyć tego naprawdę.

Wciąż siedziała pod drzewem. Poruszyła nogami, a niebieski materiał sukienki przesunął się wyżej, obnażając fragment ud i bielizny.

Wdech, wydech, wdech, wydech.

Nie była niewinna, niewinne dziewczyny nie robią takich rzeczy. Zresztą czego można się było po niej spodziewać?

Wstała. Lekko obejrzała się przez ramię i zaczęła otrzepywać dłonią materiał opinający jej pośladki. Ruszyła w górę. Jeśli będzie szła ścieżką, dojdzie do polanki. Ładnej, zacisznej. Pustej. Nikogo dziś nie spotkał w okolicy. Pusto. Tylko oni dwoje.

Patrzył na jej oddalającą się sylwetkę. Poczuł, jakby tracił coś, co już było jego. Jakby wypuścił z rąk ofiarę, którą już przecież schwytał. Włożył lornetkę do plecaka i ruszył przez las szybkim krokiem. Co jakiś czas spoglądał w prawo. Wciąż widział przesuwający się niebieski punkt. Na chwilę oddalał się od niego, zbaczając w lewo, ale po kilku minutach znów kierował się w prawą stronę. Szedł po łuku. Był teraz wyżej. Dotarł do polany, na której ona powinna się za chwilę pojawić.

Była. Niebieska kropka na czarnej ścieżce. Odłożył lornetkę i przesunął się za szeroki pień drzewa, żeby go nie zauważyła. Nie zauważyła. Minęła go. Powoli wspinała się wyżej. W tym miejscu podejście było strome. Wcześniejszy fragment trasy rozleniwiał, zwłaszcza że w prześwicie było widać łąkę. Za zakrętem droga nagle zaczynała ostro piąć się w górę. To było miejsce, w którym wiele osób przystawało, żeby nabrać oddechu przed dalszą wędrówką. Ona też.

Znalazł się tuż za nią. Nie spostrzegła go ani nie usłyszała. Wyciągnął przed siebie ręce. Znał ten ruch, przećwiczył go kilkadziesiąt razy w wyobraźni. Mięśnie wiedziały, co robić.

Usta miała ciepłe i delikatne. Próbowała krzyczeć, ale był silniejszy. Patrzył na miękki niebieski materiał opinający jej ciało. Uklęknął i odchylił go. Nigdy nie czuł się tak, jak w tej chwili. I to było uczucie, przy którym nic innego się nie liczyło.

Pierwszy raz, ale już wiedział, że nie ostatni.