Rozdział 1
Mussolini - kłopotliwy sojusznik
Faszystowskie Włochy jeszcze przed wybuchem II wojny światowej były najważniejszym sojusznikiem III Rzeszy, co w początkowym okresie po przejęciu władzy przez Hitlera wcale nie było takie oczywiste.
Po zakończeniu Wielkiej Wojny w Europie, kosztem dotychczas istniejących, utworzyły się nowe państwa. Najdotkliwiej odczuło to Cesarstwo Austro-Węgier, które przekształciło się w republikę. Z jego terytorium wydzielono Czechosłowację (z ziem Czech, Moraw, Śląska Czeskiego i Słowacji oraz zachodniej części Księstwa Cieszyńskiego), części Polski (w skład której weszły dawna Galicja i wschodnia część Księstwa Cieszyńskiego) oraz Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (Królestwo SHS), obejmującego m.in. Chorwację i Słowenię, a także rozszerzono terytorium Rumunii o należące do monarchii Siedmiogród i Bukowinę. Austria stała się jednym z wielu europejskich państw, nieliczącym się na arenie międzynarodowej. Praktycznie od 1916 roku narastała jej zależność od Cesarstwa Niemieckiego. Po 1918 roku, mimo że formalnie nie łączyły jej żadne stosunki z Republiką Weimarską, to przywódcy austriaccy z zazdrością spoglądali na swojego sąsiada. To właśnie w Austrii narodził się narodowy socjalizm, który na samym początku nie był tożsamy ze znanym nam narodowym socjalizmem w wydaniu NSDAP. Już w 1903 roku powstała Deutsche Arbeiterpartei. W 1918 roku doszło do podziału, w wyniku którego wyłoniła się Niemiecka Narodowosocjalistyczna Partia Robotnicza Austrii (Deutsche Nationalsozialistische Arbeiterpartei Österreichs, DNSAPÖ). Na jej czele stanął Walter Riehl, wcześniej kierujący młodzieżówką DAP. Wkrótce jednak doszło do kolejnego trzęsienia ziemi i zmiany władz. W wyniku nieudanego puczu monachijskiego przywództwo stracił Walter Riehl. Odbudowa partii, tym razem już jednak jako oficjalnej przybudówki NSDAP, nastąpiła w 1926 roku. Na czele odrodzonej organizacji stanęli Alfred Frauenfeld, a następnie Arthur Seyss-Inquart. Na wzór niemieckiej odpowiedniczki zaczęto tworzyć również oddziały austriackiej SA oraz SS. W 1933 roku w Austrii doszło do przejęcia władzy przez Engelberta Dollfussa, stojącego na czele austriackich faszystów. Choć oba ugrupowania kierowały się podobnymi hasłami, to jednak doszło pomiędzy nimi do starcia. Dollfuss zdecydował się na zdelegalizowanie NSDAP, w odpowiedzi na co członkowie partii rozpoczęli działania terrorystyczne. Przesilenie nastąpiło 25 lipca 1934 roku. Stu pięćdziesięciu członków NSDAP rozpoczęło bunt w celu przejęcia władzy. Udało się opanować budynek rządowy oraz ranić samego Dollfussa, który w wyniku odniesionych obrażeń wkrótce zmarł. W prowadzonych przez Joachima Ribbentropa dziennikach możemy znaleźć dramatyczne zapisy w tych wydarzeń:
24 lipca 1934
Problem austriacki. Czy się uda? Jestem bardzo sceptyczny.
26 lipca 1934
Środa: [...] U Führera [w Bayreuth]: alarm w Austrii. Opanowany Urząd Kanclerza Federalnego i Ravag [budynki radia austriackiego]. Wielki hałas. Szalone napięcie. Okropne czekanie. Pozostaję sceptyczny. Pfeffer pełen optymizmu. Podobnie Habicht. Odczekać! Bez przerwy telefony do Berlina. Z Wiedniem brak połączenia.
Po kilku godzinach dopisał:
Ciągle nowe alarmy. Ravag stracony. Dollfuss i Fey pojmani. Potem Dollfuss martwy. Następnie godne wycofanie się powstańców. Następnie zwycięstwo rządu. Porażka!1
Stronnicy zmarłego kanclerza szybko opanowali sytuację. Na czele nowego rządu stanął Kurt Schuschnigg. Do sprawy wtrącił się również, wstrząśnięty zabójstwem Millimetternicha, jak z powodu niskiego wzrostu nazywano Dollfussa, przywódca Włoch Benito Mussolini, który wysłał nad granicę z Austrią swoje wojska, co Goebbels skomentował następująco:
Najbardziej podli Włosi. [Ich] oddziały już na granicy. Rieth odwołany. Daję niemieckiej prasie instrukcje, jak postępować wobec włos.[kiej] prasy. (...) Rozmowy telefoniczne z Rzymem. Nasze przeciwdziałania. Późnym wieczorem groźba interwencji już mniejsza. Tego Rzymowi nie zapomnimy2.
Postawa Włoch była ciosem, którego Hitler się nie spodziewał. Musiał jednak przełknąć gorzką pigułkę. Nie chcąc zaogniać stosunków z włoskim przywódcą, zdecydował o likwidacji radiostacji nadającej z terenu Rzeszy propagandowe audycje oraz wycofał swoje poparcie dla austriackiej NSDAP i rozwiązał Legion Austriacki. Stan ten nie trwał jednak długo. Po dwóch latach przywrócono NSDAP, a pomiędzy Berlinem a Wiedniem rozpoczęło się przysłowiowe przeciąganie liny. Coraz większą rolę w strukturach austriackich zaczął odgrywać Arthur Seyss-Inquart. W 1933 roku został powołany do rządu kanclerza Dollfussa, a następnie w 1937 roku został radcą stanu w rządzie Schuschnigga, który w 1938 roku, spełniając ultimatum Hitlera, mianował go ministrem spraw wewnętrznych. Tuż przed niemiecką inwazją został mianowany kanclerzem, czym dopomógł rozpoczynającemu się wcieleniu Austrii do Rzeszy Niemieckiej. W trakcie tych marcowych wydarzeń 1938 roku Adolf Hitler największą uwagę skupiał na Włoszech. Od ich postawy zależało, czy Anschluss Austrii przebiegnie w pokojowej atmosferze, czy też kolejny raz Niemcy będą musieli ustąpić, natrafiając na zdecydowany opór ze strony faszystowskich Włoch. Goebbels jeszcze 2 marca zapisał, że Mussolini może grać nieczysto razem z Austriakami. By uprzedzić postępowanie południowego sąsiada, Hitler wysłał do Mussoliniego utrzymany w błagalnym tonie prywatny list. Wyjaśniał w nim swoje postępowanie wobec Austrii i zapowiadał, że dalsze kroki skieruje przeciwko Czechosłowacji. Jednocześnie jednak nakazał, by południowa granica Rzeszy została obsadzona przez jednostki górskie, które w przypadku włoskiego uderzenia miały stanowić pierwszą linię oporu. 10 marca o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści Hitler już wiedział, że nie musi się obawiać Mussoliniego, a nawet, że ten będzie na jego poczynania spoglądał życzliwym okiem. Szczęśliwy zadzwonił do niemieckiego ambasadora w Rzymie, któremu nakazał:
Niech pan powie Mussoliniemu, iż nigdy mu tego nie zapomnę! [...] Nigdy, nigdy, nigdy! Bez względu na to, co się może wydarzyć! [...] Gdy już skończymy z Austrią, nie odstąpię go w złej czy dobrej doli3.
Stojącemu obok niego ministrowi lotnictwa Hermannowi Göringowi powiedział jeszcze, że jest to najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
Po kilku dniach Goebbels zanotował, że: prasa włoska całkowicie zmieniła front. Wita z aprobatą rozwój [wydarzeń]. Mussolini nie uczestniczy w proteście. Włochy chcą pokazać, że oni także mogą być wierni4.
Hitler, który był szczęśliwy z powodu połączenia Rzeszy ze swoją ojczyzną, wysłał telegram do Duce, w którym dziękował za przyjazną neutralność. Przywódca Włoch już następnego dnia odpowiedział na list, tłumacząc swoje działanie jako zgodne z duchem przyjaźni między Niemcami i Włochami oraz budową osi Berlin-Rzym. W ten sposób doszło do nawiązania kilkuletniej przyjaźni i braterstwa broni obu przywódców. Hitler nawet w dniach od 3 do 8 maja 1938 roku odbył uroczystą wizytę we Włoszech i został przyjęty przez króla Wiktora Emanuela III. Wypowiedziane przez Hitlera słowa o dzieleniu wspólnej doli miały mu się już wkrótce odbić mocną czkawką. Benito Mussolini, widząc siebie w roli kolejnego rzymskiego Cezara, podbudowany zwycięstwem w wojnie z Etiopią, a także sukcesami odniesionymi przez oddziały Corpo Truppe Volontarie i lotnictwo zgrupowane w Aviazione Legionaria wspierające generała Francisca Franco w Hiszpanii, podjął decyzję o zaatakowaniu Albanii. Nałożone na Włochy sankcje gospodarcze przez państwa skupione w Lidze Narodów jeszcze bardziej zbliżyły Włochy do III Rzeszy. 22 maja 1939 roku w Berlinie ministrowie spraw zagranicznych obu państw podpisali Pakt Stalowy, który gwarantował pomoc militarną w przypadku agresji na jedno z państw sygnujących umowę. Pakt ten stawiał jednakże Włochy bardziej w roli petenta. Mussolini osiem dni później skierował memorandum do Hitlera, w którym obnażył słabość swojego państwa. Włochy miały być zdolne do podjęcia działań wojennych dopiero za trzy lata. Po niemieckim ataku na Polskę, który nastąpił 1 września 1939 roku, i następnie wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię i Francję wojny III Rzeszy, co nastąpiło 3 września, Duce próbował stawiać się w roli mediatora. Za pewne ustępstwa wobec Niemiec miało dojść do zawarcia pokoju. Włoski przywódca nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jego poczynania denerwowały Hitlera, którego armie w błyskawicznym tempie posuwały się do przodu. Po pokonaniu Polski Niemcy przystąpili do planowania ataku na Francję, do którego ostatecznie doszło 10 maja 1940 roku. Również tu Wehrmacht odnosił oszałamiające sukcesy za sprawą skoordynowanych ataków lotnictwa i zagonów pancernych. Mussolini przyglądał się z zazdrością kolejnym sukcesom swojego sąsiada z północy. Nie chcąc jednak podejmować zbędnego ryzyka, wyczekiwał momentu, w którym niemieckie zwycięstwo będzie już pewne. Takiego przekonania nabrał po zakończonej ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego. 10 czerwca 1940 roku o godzinie osiemnastej, przemawiając z balkonu Palazzo Venezia w Rzymie, Mussolini ogłosił, że Włochy wypowiedziały wojnę Francji i Wielkiej Brytanii. Do zgromadzonych przed gmachem Włochów powiedział:
Żołnierze, marynarze i lotnicy! Czarne koszule rewolucji i legionów! Mężczyźni i kobiety z Włoch, Imperium i Królestwa Albanii! Uważajcie! Godzina wyznaczona przez los wybiła w niebiosach naszej ojczyzny.
Wypowiedzenie wojny zostało już doręczone ambasadorom Wielkiej Brytanii i Francji. Ruszamy do walki z plutokratycznymi i reakcyjnymi demokracjami Zachodu, które w każdej chwili hamowały postęp i często zagrażały samemu istnieniu narodu włoskiego.
Ostatnie wydarzenia historyczne można podsumować następującymi frazami: obietnice, groźby, szantaż, a wreszcie, aby ukoronować gmach, haniebne oblężenie przez pięćdziesiąt dwa państwa Ligi Narodów. Nasze sumienie jest absolutnie spokojne. Wraz z wami cały świat jest świadkiem, że faszystowskie Włochy zrobiły wszystko, co w ludzkiej mocy, aby uniknąć męki, która pogrąża Europę w chaosie; ale wszystko poszło na marne. Wystarczyłoby zrewidować traktaty, aby dostosować je do zmieniających się potrzeb życia narodów, a nie uważać je za nietykalne na wieki; wystarczyłoby nie rozpoczynać głupiej polityki gwarancji, która okazała się szczególnie zgubna dla tych, którzy ją przyjęli; wystarczyłoby nie odrzucać propozycji, którą Führer złożył 6 października ubiegłego roku po zakończeniu kampanii w Polsce. Ale teraz to wszystko należy już do przeszłości. Jeśli dziś zdecydowaliśmy się stawić czoła ryzyku i poświęceniom wojny, to dlatego, że honor, interesy, przyszłość narzucają nam żelazną konieczność, bo wielki naród jest prawdziwie wielki, jeśli uważa swoje obowiązki za święte i nie unika najwyższych prób, które determinują bieg historii.
Podnosimy broń, aby rozwiązać problem naszej granicy lądowej, a następnie problem naszych granic morskich; chcemy zerwać łańcuchy terytorialne, które duszą nas na naszym własnym morzu; ponieważ naród liczący czterdzieści pięć milionów ludzi nie jest naprawdę wolny, jeśli nie ma swobodnego dostępu do oceanu. [...]
Włosi!
Na pamiętnym spotkaniu, tym, które odbyło się w Berlinie, powiedziałem, że zgodnie z prawami faszystowskiej moralności, gdy ma się przyjaciela, idzie się z nim do końca. Tak właśnie uczyniliśmy z Niemcami, z ich narodem, z ich wspaniałymi siłami zbrojnymi. W przededniu wydarzenia o zasięgu całego stulecia kierujemy myśl ku majestacie Króla i Cesarza, który jak zawsze rozumiał duszę ojczyzny. I pozdrawiamy naszymi głosami Führera, głowę wielkiego sojusznika Niemiec. Proletariackie i faszystowskie Włochy powstają po raz trzeci, silne, dumne i zjednoczone jak nigdy dotąd. Jednomyślny rozkaz dnia jest kategoryczny i obowiązujący wszystkich. Już się rozprzestrzenia i rozpala serca od Alp po Ocean Indyjski; Zwycięstwo! I zwyciężymy, by w końcu zapewnić Włochom, Europie i światu długi okres pokoju i sprawiedliwości.
Słowa Duce co rusz przerywane były gromkimi brawami i wznoszonymi okrzykami. Wkrótce jednak wojenna rzeczywistość miała skonfrontować te hurraoptymistyczne nastroje z brutalnymi realiami wojny i polityki. Na granicy z Francją skoncentrowano dwadzieścia dwie dywizje liczące trzysta tysięcy żołnierzy i trzy tysiące dział5. Atak włoskich oddziałów dużo gorzej uzbrojonych i nieprzygotowanych do walki w trudnym alpejskim terenie spowodował, że ofensywa posunęła się maksymalnie o kilkanaście kilometrów do przodu. Sierżant Luigi Bonechi z Dywizji "Forli" tak wspominał swój udział w walkach we Francji:
Walczyłem z Francuzami jako żołnierz na zachodnioalpejskim froncie wokół Chiappera. Toczyliśmy pojedynki, które nie wychodziły nam na zdrowie, ponieważ nieprzyjaciel wystrzeliwał pociski kal. 305 mm, a nasza artyleria dysponowała tylko kalibrem 149/39. [...] Mieliśmy umundurowanie nieodpowiednie jak na górskie warunki, wysłano nas bowiem w letniej odzieży. Buty miały tekturowe podeszwy, a płaszcze przepuszczały wodę. W rezultacie wielu żołnierzy doznało odmrożeń6.
Na mocy układu rozejmowego Włochy uzyskały niewielkie koncesje terytorialne na południu Francji. Straty włoskie wyniosły 631 zabitych, 2361 rannych i 600 zaginionych żołnierzy. Zwycięstwo III Rzeszy nad Francją zrobiło piorunujące wrażenie na całym świecie. Praktycznie nikt się nie spodziewał, że najsilniejsza europejska armia zostanie pokonana, a już szczególnie, że w tak krótkim czasie. Pod wrażeniem była również Japonia, która 27 września 1940 roku postanowiła dołączyć do Paktu Stalowego, przekształcając go w Pakt Trzech.
O ile działania przeciwko Francji trwały dość krótko, o tyle znacznie dłużej miały potrwać walki z Brytyjczykami w Afryce Północnej, która wydawała się najbardziej naturalnym kierunkiem ekspansji. Włochy dysponowały Libią oraz rozległym (choć odciętym) kompleksem kolonii w Afryce Wschodniej. W 1940 roku doszło do pierwszych starć na pograniczu libijsko-egipskim, a we wrześniu Włosi rozpoczęli ofensywę z Libii w stronę Egiptu. Szybko jednak ugrzęźli. Problemy logistyczne, kiepska mobilność i niedostatki sprzętu sprawiły, że inicjatywę przejęli Brytyjczycy, którzy rozbili włoskie zgrupowania i zmusili je do odwrotu. W Afryce Wschodniej początkowo Włochom udało się zająć Brytyjskie wybrzeże Somali, ale i tu przewaga aliantów w zasobach i możliwościach przerzutu okazała się decydująca. W 1941 roku siły włoskie zostały stopniowo wyparte i pokonane, co w praktyce zakończyło marzenie o utrzymaniu "Włoskiej Afryki Wschodniej" jako trwałego filaru imperium. Ponieważ wojna w Afryce była w istocie wojną o zaopatrzenie, od pierwszych dni ogromną rolę odgrywało morze. Regia Marina była jedną z większych flot Europy, ale walczyła w warunkach, w których przewaga brytyjskiej sieci baz, rozpoznania i lotnictwa potrafiła szybko przechylić szalę zwycięstwa. Już w listopadzie 1940 roku Brytyjczycy uderzyli lotnictwem pokładowym na okręty w Tarencie, co poważnie zachwiało włoską pewnością siebie i potwierdziło, że lotnictwo może razić wielkie jednostki nawet w silnie bronionych portach. W marcu 1941 roku Włosi ponieśli kolejną dotkliwą porażkę w bitwie morskiej koło przylądka Matapan, która ograniczyła ich swobodę operowania na wschodniej części Morza Śródziemnego.
Mimo to Włochy potrafiły zadawać przeciwnikowi bolesne, punktowe ciosy. W grudniu 1941 roku włoscy komandosi morscy (Decima MAS) przeprowadzili głośny rajd na Aleksandrię, w wyniku którego czasowo wyłączyli z działań ważne brytyjskie pancerniki w porcie. Równolegle włoskie okręty podwodne działały także na Atlantyku z bazy BETASOM w Bordeaux, próbując włączyć się w kampanię przeciw alianckiej żegludze, choć był to dla Italii kierunek drugoplanowy w porównaniu z walką o konwoje do Afryki i o Maltę.
19 stycznia 1941 roku Mussolini przyjechał z wizytą do Hitlera, spędzającego czas w swojej wilii w Obersalzbergu. Pomimo dwudniowego pobytu, według oficjalnych raportów obaj przywódcy rozmawiali bezpośrednio ze sobą zaledwie przez dziewięćdziesiąt minut. W tym czasie Hitler zaproponował wysłanie oddziałów zarówno do Albanii, jak i do Afryki Północnej. Pierwszej propozycji Duce odmówił, gdyż sam potrzebował portów przeładunkowych do przerzucenia własnych wojsk. Ochoczo jednak przystał na przysłanie oddziałów do Afryki, gdzie ponosił sromotne porażki. Nie wiedział wówczas, że już 22 stycznia upadnie Tobruk i dwadzieścia pięć tysięcy włoskich żołnierzy dostanie się do brytyjskiej niewoli.
Ponoszące porażkę za porażką Włochy stawały się dla Hitlera bardziej przysłowiowym "kamieniem u szyi" niż realnym wsparciem. Jak sam oznajmił dowódcom wojsk lądowych oraz Luftwaffe, utrata Afryki Północnej z militarnego punktu widzenia nie miała dla niego znaczenia. Czym innym były jednak skutki polityczne, które mogła wywołać taka katastrofa. Dlatego też, nie mogąc pozwolić na zbłaźnienie swojego najważniejszego sojusznika, zadecydował o utworzeniu Deutsches Afrika Korps, a następnie przerzuceniu go do Afryki Północnej. Co ciekawe niewiele wcześniej generałowi Erwinowi Rommlowi, który w ciągu kilku miesięcy od postawienia stopy na kontynencie afrykańskim stał się jednym z najlepszych niemieckich dowódców, oznajmił, że: Do Afryki Północnej nie wyślę ani jednego żołnierza i nie przeznaczę tam na kampanię ani feniga.
Pierwszym rozkazem Rommla było odbicie Cyrenajki. W liście do żony z 13 lutego 1941 roku tak opisał pierwsze chwile na nowym stanowisku:
Najukochańsza Lu! Przyjechałem i zakwaterowałem się bardzo dobrze. Wczoraj przeleciałem tysiąc kilometrów. Wszystko poszło dobrze7.
Rommel praktycznie od razu, nie czekając na uzupełnienia z Niemiec, zorganizował kontrofensywę. To zaskoczyło Brytyjczyków. Sukcesy Lisa Pustyni, jak zaczęto nazywać Rommla, spotkały się również z niezrozumieniem sytuacji w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu (OKW). 26 maja 1941 r. Rommel pisał do żony:
Wczoraj wieczorem otrzymałem niezłego prztyczka w nos z Berlina, od Naczelnego Dowództwa Armii, którego powodu nie pojmuję. Wygląda na to, że moje meldunki na temat aktualnej sytuacji tutaj nie podobają się tamtejszym dżentelmenom. Skutek będzie taki, że my tutaj staniemy się małomówni i będziemy meldowali tylko o tym, co absolutnie konieczne. Tutaj jest dość spokojnie, podobnie jak na froncie koło El-Sallum. Z tym że tam nigdy nie wiadomo, czy nie jest to cisza przed burzą8.
Rommel początkowo wykorzystując całkowite zaskoczenie i zaprzeczenie wszelkim sztukom wojennym i pomimo szczupłości swoich sił potrafił, dzięki skoncentrowaniu ataku w jednym punkcie, doprowadzić do wielu zaskakujących zwycięstw. Dopiero ciągłe braki aprowizacyjne oraz rosnąca przewaga aliancka doprowadziły do tego, że nawet jego geniusz wojenny musiał zostać przyćmiony.
W 1940 roku Mussolini postanowił też "rozwiązać" kwestię Bałkanów własnymi siłami. 28 października Włochy zaatakowały Grecję z okupowanej Albanii, licząc na szybkie zwycięstwo i polityczny prestiż, lecz ofensywa została zatrzymana, a następnie Grecy przeszli do kontrofensywy, wypychając wojska włoskie z wielu pozycji. Kolejny raz Włosi się militarnie ośmieszyli. Włoski generał Montanari tak podsumował tę kampanię:
Należy uznać, że sednem problemów był brak gruntownego wyszkolenia. Przyczyny, dla których podejmowano służbę wojskową, oraz równowaga sił - z pewnością rzeczy istotne - to oddzielna sprawa, ale to przecież system szkolenia armii włoskiej nie wytrzymał próby ognia; nie nadążał za czasami i rezultaty były niemal katastrofalne. Gorzko to stwierdzić, ale prawda jest bezlitosna i prosta. Wszyscy dowódcy, bez żadnych wyjątków, zgadzali się na takie niedociągnięcia i mówili o tym otwarcie, bez żadnego skrępowania [...] Nie tyle chodzi tutaj o regulaminy taktyczne epoki, co do których też można mieć zastrzeżenia, ile o brak systematyczności i metody, tj. czynniki bardziej jeszcze niekorzystne niż niedostatek kadr instruktorskich i obozów szkoleniowych. Pierwszy krok, tj. wyszkolenie indywidualne i w pododdziałach, było w całości bezwartościowe. Poza tym dowódcom mniejszych oddziałów brakowało inicjatywy, mieli kłopot z wykonywaniem zadań dowódczych przy rozwiązywaniu nawet małego problemu taktycznego9.
Dopiero niemiecka interwencja wiosną 1941 roku zmieniła sytuację strategiczną na Bałkanach, a Włochy - mimo formalnego udziału w sukcesie Osi musiały w kolejnych latach utrzymywać liczne garnizony okupacyjne i prowadzić ciężkie działania przeciwpartyzanckie w Jugosławii oraz w greckiej strefie okupacyjnej, co wiązało siły i pogłębiało kryzys morale.
Latem 1941 roku Rzym dołożył kolejny, ambitny politycznie, lecz ryzykowny element: wysłanie kontyngentu na front wschodni przeciw ZSRR.
2 czerwca 1941 roku, w trakcie spotkania z Hitlerem na Przełęczy Brenner, Duce Benito Mussolini usłyszał od swojego niemieckiego przyjaciela o jego planach ataku na ZSRR. Mussoliniemu taka odwaga i rozmach w kontynuowaniu wojny musiały zaimponować. Sam wszakże miał imperialne marzenia, nawiązujące do czasów świetności imperium rzymskiego. Praktycznie bez wahania zdecydował, że włoskie dywizje wspomogą III Rzeszę. Tym bardziej, że operacja "Barbarossa" miała przerodzić się w europejską krucjatę antybolszewicką. Hitler jednakże dopiero 30 czerwca 1941 roku zaakceptował dopuszczenie wojsk włoskich do walk na froncie wschodnim. Włosi sformowali Corpo di Spedizione Italiano in Russia (Włoski Korpus Ekspedycyjny w Rosji - CSIR) pod dowództwem generała Giovanniego Messego. Składały się na niego: 52. Zmotoryzowana Dywizja "Torino", 9. Zmotoryzowana Dywizja "Pasubio" i 3. Dywizja Kawalerii "Amedeo Duca d'Aosta".
Z Werony na front wschodni wyruszyło dwieście dwadzieścia pięć pociągów. Transporty zaczęły się z dniem 10 lipca. Na terenie północnej Rumunii, gdzie korpus miał zostać podporządkowany niemieckiej 11. Armii, Włosi znaleźli się 5 sierpnia. W okolicach Wiednia doszło do zmiany dowódcy sił ekspedycyjnych. Pierwotny dowódca formacji, generał Francesco Zingalas, najpierw dostał ataku duszności w pociągu, a kiedy z wizytą u niego przebywał attaché wojskowy, generał ledwo wyszeptał parę słów i dostał ataku serca. Został natychmiast przewieziony do szpitala w Wiedniu. Na stanowisku zastąpił go generał Giovanni Messe.
Chrztem bojowym dla Włochów było starcie w dniach 11-12 sierpnia 1941 roku z sowieckim 469. Pułkiem Piechoty, który próbował się wydostać z okrążenia. Wkrótce potem Włochom w składzie Grupy Pancernej "Kleist" przydzielono obronę studwudziestokilometrowego odcinka Dniepru.
Jak wspomina Léon Degrelle: Wszędzie od Dniepru do Dońca widziało się małych, czerniawych Włochów w zabawnych furażerkach z dwoma czubkami, albo bersalierów - żołnierzy w podobnych do rajskich ptaków hełmach, na których powiewały, szarpane stepowym wiatrem, potężne wiązki kogucich i bażancich piór. [...] Stali dookoła wielkiej beczki znajdującej się na jednym z wagonów. Beczka była wypełniona chianti. Wywiercili w połowie kadzi malutką, ledwo widoczną dziurkę. [...] Wynalazek odniósł sukces wśród walońskich i niemieckich opojów, którzy całymi grupami wracali co chwila do tej cudownej fontanny10.
Dopóki Wehrmacht znajdował się w natarciu, wojenna fortuna nie opuszczała również Włochów. Prowadzili trudne, ale ostatecznie zwycięskie walki. Na początku listopada 1941 roku cała niemiecka Grupa Armii "Południe" przeszła do obrony. Konieczny był odpoczynek i uzupełnienie strat.
Włosi źle znosili duże mrozy panujące w Rosji. Męczyła ich służba wartownicza i patrolowa. Zupełnie nie pasowali do pruskiego drylu. Jak zaznaczają w swoich wspomnieniach inni żołnierze, zamiast prowadzić patrole, woleli schować się w jakiejś ciepłej chacie.
Ten brak dyscypliny spostrzegli Rosjanie. Opracowując plany ofensywne, wybierali takie kierunki, gdzie mogli uderzyć właśnie we Włochów. Cytowany już wcześniej Degrelle opisywał jedną z niespodziewanych rosyjskich operacji, gdzie oddział kozaków zaskoczył odpoczywających Włochów. Szybko zajęto trzy wioski, a żołnierzy wziętych do niewoli rozebrano i oblewano wodą. Przy temperaturze sięgającej minus trzydziestu pięciu stopni nietrudno zgadnąć, że wszyscy zamarzli11.
Od jesieni 1941 roku we Włoszech rozpoczęto organizowanie pełnoprawnej armii, która miała trafić na front wschodni - Armata Militare Italiana in Russia (Armia Włoska w Rosji - ARMIR). Jej dowódcą został generał Italo Gariboldi. Nowa formacja składała się z trzech korpusów:
2. Korpus generała Giovanniego Cangeriego - 2. Dywizja Piechoty "Sforzesca" (generał Carlo Pellegrini); 3. Dywizja Piechoty "Ravenna" (generał Edwardo Nebia, a później generał Francesco Dupon) i 5. Dywizja Piechoty "Cosseria" (generał Enrico Gazzale);
35. Korpus - stworzony ze zreorganizowanej pozostałości Corpo di Spedizione Italiano in Russia - generała Giovanniego Messeego;
Korpus Alpejski generała Gabriele Nasciega - 2. Dywizja Strzelców Alpejskich "Tridentina" (generał Luigi Reverbelli), 3. Dywizja Strzelców Alpejskich "Julia" (generał Umberto Riccando), 4. Dywizja Strzelców Alpejskich "Cuneese" (generał Emilio Battisti) i 156. Dywizja Piechoty "Vincenza" (generał Etelvaldo Pascolini).
Łącznie siły te liczyły dwieście dwadzieścia dziewięć tysięcy żołnierzy. Nowe, dobrze wyposażone oddziały okazały się na wagę złota.
W lipcu 1942 roku włoska Armata została skierowana na Ukrainę. Wyładowanie nastąpiło w okolicach Charkowa i Stalino, czyli miejscowości znanych już Włochom z batalii prowadzonych rok wcześniej.
28 czerwca Grupa Armii "Południe" rozpoczęła nową ofensywę znaną pod kryptonimem "Fall Blau" (wariant błękitny). W walkach, które okazały się dużym sukcesem, gdyż udało się rozbić sowieckie linie zarówno w sektorach GA "Południe", jak i GA "Środek", wzięły udział doświadczony w walkach na wschodzie 35. Korpus i 2. DP "Sforzesca". Następnie jednostki Mussoliniego skierowano na liczący dwieście siedemdziesiąt kilometrów długości odcinek wzdłuż rzeki Don. Tu głównym ich przeciwnikiem była sowiecka 63. Armia, która zdołała utworzyć kilka przyczółków. Pomimo krwawych starć nie udało się ich zlikwidować.
Naczelne Dowództwo Wehrmachtu postanowiło wzmocnić włoską armię własnymi oddziałami. Po skierowaniu odwodowych 62., 294. i 298. DP oraz 22. Dywizji Pancernej udało się zwiększyć stabilność frontu na odcinku włoskim. Już od października rozpoczęto przygotowania do kampanii zimowej. Wznoszono umocnienia polowe i artyleryjskie.
Jak pisze Marek Sobski:
Włoskie pozycje osłaniały pola minowe, zwłaszcza na odcinkach, gdzie Włochów nie oddzielała od Rosjan rzeka, czyli w rejonie sierpniowego włamania sowieckiej 63. Armii w pozycje 8. Armii, czy na kierunkach ocenianych jako dogodne do przeprowadzenia próby forsowania Donu. Miny w dużej części przekazano ARMIR z magazynów niemieckich. Za pasem min znajdowały się zapory z drutu kolczastego (którego brakowało, więc miały one nieciągły charakter) i innych rodzajów. Pozycje odwodowe i artylerii najczęściej osłaniała tylko pojedyncza linia zasieków. W celu wzmocnienia sytemu alarmowego przygotowano liczne potykacze i pułapki z granatów ręcznych. Na podejściach dogodnych dla czołgów wykopano rowy przeciwczołgowe. Dotyczyło to zwłaszcza odcinka frontu znajdującego się w łuku Donu, naprzeciwko miasta Wierchnij Mamon, gdzie do roli rowu przeciwczołgowego przystosowano także biegnący tutaj naturalny jar. Aktywność patrolowa i obsada punktów obserwacyjnych miała dla Włochów pierwszeństwo, przez co odnotowano brak ludzi do pracy. Niemcy odmówili ARMIR przydzielenia większej liczby sowieckich jeńców, więc Włosi byli zdani właściwie na własne siły12.
Przygotowane przez Włochów umocnienia wkrótce okazały się bardzo przydatne i, co ważne, skuteczne. 16 grudnia 1942 roku Armia Czerwona rozpoczęła operację o kryptonimie "Mały Saturn". Do udziału w niej wyznaczono 6. Armię Frontu Woroneskiego generała Filippa Golikowa i część Frontu Południowo-Zachodniego, w szczególności 1. i 3. Armie Gwardyjskie, 5. Armię Pancerną oraz 2. i 17. Armie Lotnicze, pod rozkazami generała Nikołaja Watutina. Działania po stronie Armii Czerwonej podjęło łącznie trzydzieści sześć dywizji liczących ponad sześćset osiemdziesiąt dziewięć tysięcy żołnierzy i ponad pięć tysięcy dział, tysiąc czołgów, i czterysta samolotów.
Pomimo tak dużych sił Rosjanie początkowo mieli problem z wyprowadzeniem natarcia. Dobrze przygotowana włoska obrona, wspomagana polami minowymi i własnym lotnictwem szturmowym, dała odpór Armii Czerwonej. Dopiero 27 grudnia sowieckim jednostkom pancernym udało się przedrzeć przez umocnienia i zmusić do odwrotu dywizje "Ravenna" i "Cosseria" oraz niemiecki 318. Pułk Piechoty.
Mimo podejmowanych prób siłom włosko-niemieckim nie udało się przejść do kontrofensywy. W dodatku Armia Czerwona w kolejnych dniach przełamała obronę dwóch kolejnych dywizji włoskich: "Celere" i "Pasubio", tym samym przechodząc na tyły ARMIR. Okrążone wojska włoskie wycofywały się i przebijały w dwóch grupach: północna (dywizje "Rawenna", "Pasubio" i "Cosseria") wycofywała się na Arbuzowkę i Czertkowo, południowa zaś (dywizje "Celere", "Torino" i "Sforzesca") - na Krasnojarki i Skosyrskuj.
Tak ten trudny czas opisał jeden z włoskich żołnierzy:
Rosjanie rozpoczęli wielką ofensywę, która przełamała nasze pozycje obronne, a Niemcy nie pozwalali nam się wycofać, gdy front zaczął się załamywać. (...) Wszyscy szliśmy pieszo, ponieważ transport motorowy już dawno wyczerpał zapas paliwa albo utknął w wysokim śniegu. Mieliśmy na szczęście dużo mułów, które wykorzystywaliśmy do transportu sprzętu i rannych (...) Około 80 procent naszych żołnierzy miało odmrożone stopy, dłonie i uszy. Skórzane buty stwardniały na kamień od straszliwego mrozu i często zdejmowało się je razem ze skórą. Wełniane skarpety albo się skończyły, albo pogubiły się podczas odwrotu. Aby uchronić stopy przed zamrożeniem, należało owinąć je kawałkami koca i obwiązać drutem. (...) Nasz ekwipunek nie był dostosowany do minusowych temperatur. Mieliśmy otrzymać podszyte wełną, a posiadaliśmy tylko szare i zielone wełniane peleryny, które nosiliśmy we Włoszech. Hełmy od razu wyrzucaliśmy jako zbędne. Dodatkowy sprzęt, jaki mieliśmy ze sobą, poszedł w zapomnienie zaledwie po paru dniach, bo nie mieliśmy siły, aby go nosić. (...) Zostawiliśmy sobie tylko karabiny i pistolety, było to konieczne, albowiem, co sześć-siedem mil przechodziliśmy przez wioskę i nigdy nie wiedzieliśmy, czy Rosjanie nas nie zaatakują13.
Niemcy musieli zdawać sobie sprawę z trudnej sytuacji włoskiego sojusznika. Feldmarszałek Erich von Manstein odniósł się do niej w swoich wspomnieniach:
Nie wiadomo, co dokładnie stało się z Włochami. Wydaje się, że tylko jedna dywizja lekka i jedna czy dwie dywizje piechoty stawiały jakikolwiek opór wart wspomnienia. Cokolwiek się działo, generał niemiecki, dowodzący jednego z włoskich korpusów na prawym skrzydle armii, dowiedział się, iż dwie dywizje szybko wycofują się z powodu informacji o dwóch sowieckich korpusach pancernych, mających znajdować się na ich głębokich tyłach14.
Walki nad Donem doprowadziły do niemal całkowitej zagłady włoskiej armii ekspedycyjnej. W stanie nadającym się do dalszych działań pozostał jedynie Korpus Alpejski liczący około pięćdziesięciu pięciu tysięcy żołnierzy. Ogólne straty 8. Armii od 11 grudnia 1942 do 31 stycznia 1943 roku wyniosły 84830 zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli. Uratowało się 14417 żołnierzy.
Niemieckie Naczelne Dowództwo podjęło decyzję o wycofaniu Włochów w rejon Homla, a od marca 1943 roku rozpoczęto stopniowe wycofywanie ich do ojczyzny. Zakończyło się ono 22 maja 1943 roku. 25 lipca Wielka Rada Faszystowska dokonała przewrotu i odsunęła Benita Mussoliniego od władzy, czego konsekwencją była kapitulacja Włoch. Jednakże nie był to ostatni akord działań włoskich na froncie wschodnim.
Niewielkie jednostki pochodzące z sił Republiki Socjalnej Włoch nadal wspomagały niemieckiego sojusznika. Mówimy tu jednak wyłącznie o działaniach wspomagających. Po kapitulacji z jeńców włoskich, którzy zadeklarowali dalszą chęć walki przeciwko Armii Czerwonej, utworzono kilka jednostek, jednakże żadna nie przekroczyła rozmiarów batalionu. Warto odnotować przy tym, że około trzystu żołnierzy włoskich walczyło w obronie Gdańska i Gdyni.
Po ostatecznej klęsce sił Osi w Afryce wiosną 1943 roku oraz po alianckim lądowaniu na Sycylii latem 1943 roku w samych Włoszech wybuchł kryzys polityczny. W nocy z 24 na 25 lipca zebrała się Wielka Rada Faszystowska. Z inicjatywy Dina Grandiego przegłosowano wniosek, który w praktyce oznaczał polityczne wotum nieufności wobec Duce. Wynik był miażdżący: dziewiętnaście głosów "za", osiem "przeciw" i jeden wstrzymujący się. Formalnie Rada nie mogła sama zdjąć Mussoliniego z urzędu, ale sygnał był czytelny: nawet elity reżimu uznały, że dalsze trwanie przy jednym przywódcy grozi katastrofą państwa. Mussolini wyszedł z posiedzenia przekonany, że wciąż da się to "przeczekać", przeczekać nastroje, dogadać ludzi, przykryć kryzys kolejnym przemówieniem. Nie docenił jednak jednego: w monarchii konstytucyjnej ostatnie słowo w sprawie premiera należało do króla. Po południu 25 lipca Mussolini pojechał na spotkanie z Wiktorem Emanuelem III. To miała być rutynowa rozmowa "o sytuacji", a stała się końcem epoki. Król oznajmił mu dymisję i powierzył misję utworzenia rządu marszałkowi Pietro Badogliowi. Gdy Mussolini opuszczał teren rezydencji (Villa Savoia), czekali już karabinierzy: został zatrzymany z rozkazu monarchy około godziny siedemnastej15. Z punktu widzenia faszystowskiej propagandy był to wstrząs niemal metafizyczny - "Duce" nagle okazał się urzędnikiem możliwym do odwołania.
Nowy rząd miał dwa cele sprzeczne tylko na pierwszy rzut oka: po pierwsze uspokoić sytuację wewnętrzną, po drugie nie dopuścić, by Niemcy natychmiast odzyskali Mussoliniego i użyli go jako narzędzia nacisku. Dlatego od pierwszych godzin internowania zaczęła się logistyka ukrywania więźnia, oparta na zmyleniu tropu i izolacji.
Według opisu przebiegu uwięzienia, po aresztowaniu w Rzymie Mussolini został najpierw przewieziony do kwatery karabinierów w dzielnicy Trastevere. Następnie osadzono go w Szkole Kadetów Karabinierów, gdzie przebywał do 27 lipca. Potem rozpoczęto serię transferów: przez Gaetę, na wyspę Ponza (od 28 lipca do 7 sierpnia), później do prywatnej willi na La Maddalena (do 27 sierpnia), aż wreszcie 28 sierpnia trafił do Hotelu Campo Imperatore na płaskowyżu Gran Sasso - miejsca z natury "nieucieczkowego": wysoko, daleko, z jedną wygodną drogą dojścia (kolejką linową), łatwą do kontrolowania.
Badoglio formalnie utrzymywał jeszcze sojusz z Osią, ale równolegle Włochy zaczęły negocjować kapitulację wobec aliantów. Gdy rozejm został podpisany (3 września) i ogłoszony publicznie dopiero 8 września, Niemcy przystąpili do błyskawicznego przejmowania kontroli nad kluczowymi obszarami (operacja Achse). W tej układance Mussolini był dla Hitlera narzędziem: miał legitymizować nową, podporządkowaną Niemcom władzę we Włoszech.
Rozkaz był jasny: odbić Duce. Po uwięzieniu Benita Mussoliniego Włosi przewozili go w różne miejsca, aby uniemożliwić Niemcom ustalenie miejsca jego pobytu. Reichsführer SS Heinrich Himmler postanowił wykorzystać nawet niemieckich wróżbitów i astrologów do zlokalizowania Duce. Jednakże jak stwierdził SS-Obersturmbannführer Otto Skorzeny: Nie wiem, jakie wróżki były w służbie Reichsführera. Pewnie jest jednak, że we Włoszech ani fusy od kawy, ani tarot, ani kryształowe kule w niczym nam nie pomogły16.
12 września 1943 roku Niemcy przeprowadzili akcję znaną jako operacja "Eiche", czyli rajd na Hotel Campo Imperatore. Plan zakładał uderzenie z zaskoczenia: część sił miała zabezpieczyć dolną stację kolejki linowej, by odciąć ewentualne posiłki, a główne uderzenie przyszło z powietrza, szybowce wylądowały na górskim płaskowyżu tuż obok hotelu. Operację zatwierdził generał Kurt Student, a kluczowe planowanie i wykonanie przypisuje się majorowi Haraldowi Morsowi. Jednakże to nie oni stanęli później w błysku fleszy.
W praktyce rajd przebiegł szybko: zaskoczeni włoscy strażnicy nie zdążyli zorganizować skutecznego oporu. Mussolini został wyprowadzony z budynku, po tygodniach izolacji nagle znalazł się w centrum wydarzenia, które miało mu przywrócić rolę politycznego symbolu.
Kluczowym momentem nie było samo wejście do hotelu, lecz wydostanie Mussoliniego z miejsca, które z definicji miało być odcięte od świata. Niemcy wykorzystali lekki samolot o krótkim starcie i lądowaniu Fieseler Fi 156 Storch, by zabrać go z górskiego rejonu na kontrolowane lotniska, a stamtąd już bez przeszkód do Rzeszy. Skorzeny, mimo że był zdecydowanie za ciężki, wskoczył do samolotu z Mussolinim. Wiedział, że ryzykuje życie, z drugiej strony, gdyby udało mu się dolecieć z Duce na teren okupowany przez III Rzeszę, przeszedłby do historii. Tak też się stało. Jak sam wspomina ten moment:
W pochylonym na lewe skrzydło i pikującym w przepaść samolocie czekałem na zderzenie; zamknąłem na chwilę oczy. Otworzyłem je, czując, że Gerlach wyciągnął lekko swojego "Storcha": lecieliśmy trzydzieści metrów nad skałami i samolot prześlizgiwał się do wyjścia z doliny Arezzano. Nie mogłem powstrzymać się od położenia ręki na ramieniu Mussoliniego, który równie blady jak ja i Gerlach, odwrócił głowę i uśmiechnął się. Był świadomy niebezpieczeństwa, ale nie powiedział ani słowa. W miarę jak przelatywaliśmy na niskiej, bezpiecznej dla nas wysokości nad jakimś miasteczkiem czy wioskami, podawał mi ich nazwy i przywoływał wspomnienia. Przekonałem się, że Duce mówi znakomicie po niemiecku17.
To właśnie ta chwila, gdy internowany przywódca znika z włoskiej "skrytki" i przechodzi pod pełną ochronę Niemców, zamyka rozdział o jego odsunięciu od władzy i otwiera kolejny rozdział: budowę marionetkowego państwa na północy Włoch.
Zawieszenie broni zostało podpisane 3 września, a publicznie ogłoszone 8 września. Dla włoskiej armii oznaczało to chaos rozkazodawczy i dramatyczną zmianę sytuacji: Niemcy natychmiast uruchomili plan rozbrojenia włoskich formacji (Operacja Achse), zajęli znaczną część kraju i utworzyli na północy marionetkową Włoską Republikę Socjalną. Na jej czele oczywiście stanął Benito Mussolini, któremu Hitler cały czas był wierny, pomimo że ta polityczna przyjaźń przynosiła Niemcom ciągłe straty.
Jednocześnie część Włoch przeszła na stronę aliantów: 13 października 1943 roku rząd Królestwa Włoch wypowiedział wojnę III Rzeszy, rozpoczynając etap, w którym Włosi walczyli już po obu stronach konfliktu - obok aliantów i u boku Niemców - a kraj stał się areną długiej kampanii i narastającej wojny wewnętrznej.
Od tego momentu włoskie działania wojenne miały dwa oblicza: z jednej strony formacje wierne królowi i rządowi Badoglia współdziałały z aliantami na Półwyspie Apenińskim, z drugiej - oddziały RSI, wsparte przez Wehrmacht, uczestniczyły w obronie i działaniach przeciw ruchowi oporu. Walki na froncie włoskim toczyły się aż do wiosny 1945 roku, kiedy załamał się niemiecki system obrony w Italii, a kampania dobiegła końca 2 maja 1945 roku. W ten sposób Włochy przeszły drogę od agresywnego sojusznika Osi, przez państwo szukające wyjścia z przegranej wojny, po kraj rozdarty między okupacją, kolaboracją i oporem, w którym działania militarne i polityczne splatały się w jeden, długi finał II wojny światowej w basenie Morza Śródziemnego.
Ostatnim aktem współpracy Włoch z Niemcami była śmierć Mussoliniego. Pod koniec kwietnia 1945 roku Duce opuścił Mediolan i próbował przedostać się w stronę granicy ze Szwajcarią, jadąc m.in. w kolumnie wycofujących się Niemców. 27 kwietnia w rejonie Dongo nad jeziorem Como konwój został zatrzymany przez włoskich partyzantów; Mussolini, próbujący uchodzić za jednego z Niemców, został rozpoznany i aresztowany. W nocy z 27 na 28 kwietnia wśród przywódców ruchu oporu zapadła decyzja o natychmiastowej egzekucji (motywowana m.in. obawą odbicia więźnia, samosądu tłumu albo przeciągania sprawy). Następnego dnia Mussolini został przewieziony do wioski Giulino di Mezzegra (dziś w gminie Tremezzina), w okolice bramy willi Belmonte. Tam, po krótkiej scenie wyprowadzenia na drogę, został rozstrzelany razem ze swoją towarzyszką Clarą Petacci. Najczęściej przyjmowana wersja mówi, że egzekucję wykonał partyzant działający pod pseudonimem "Colonnello Valerio", utożsamiany z Walterem Audisiem; wokół szczegółów (i roli poszczególnych osób) narosły jednak spory i alternatywne relacje, które wracają w publicystyce do dziś. Po egzekucji ciała Mussoliniego i Petacci (wraz z ciałami innych rozstrzelanych działaczy faszystowskich) przewieziono do Mediolanu i 29 kwietnia wystawiono na widok publiczny na Piazzale Loreto, miejscu o silnej symbolice, gdzie wcześniej faszyści dokonali egzekucji partyzantów. Zwłoki zostały publicznie znieważone; następnie zawieszono je głową w dół przy stacji benzynowej na placu. Obok Mussoliniego zawisło dwóch niezidentyfikowanych mężczyzn, sekretarz Republikańskiej Partii Faszystowskiej Alessandro Pavolini i Nicola Bombaci odpowiadający za politykę społeczną w Republice Sal?. Ostatnią osobą, której ciało powieszono, była kochanka Duce. Jeden ze stojących w tłumie księży podszedł do jej wiszących zwłok i agrafką spiął spódnicę, tak by nie opadała, tym bardziej, że Petacci była bez bielizny18.
W następnych latach historia "pośmiertna" też była burzliwa: Mussolini początkowo spoczął w nieoznakowanym grobie, w 1946 roku jego ciało zostało wykradzione przez zwolenników, po czym odzyskane i ukrywane przez władze; ostatecznie w 1957 roku zezwolono na pochówek w rodzinnym grobowcu w Predappio.
1 J. Goebbels, Dzienniki, t. 1, 1923-1939, Warszawa 2013, s. 277.
2 Ibidem, s. 278.
3 D. Irving, Wojna Hitlera, Warszawa 2005, s. 92.
4 Ibidem, s. 436.
5 G. Rochat, Włochy na wojnie 1935-1943. Od podboju Etiopii do klęski, Oświęcim 2015, s. 238.
6 L. Molendowski, Włoska "inwazja" na Francję w czerwcu 1940 r., [w:] "Historia Wojsko i Technika", nr 1/2016, s. 84.
7 Rommel o sobie, red. J. Pimlott, Poznań 2001, s. 73.
8 Ibidem, s. 88.
9 G. Rochat, op. cit., s. 238.
10 L. Degrelle, Front wschodni 1941-1945, Kraków 2002, s. 35.
11 Ibidem, s. 37.
12 M. Sobski, Włoska 8. Armia i operacja "Mały Saturn", [w:] "Technika Wojskowa Historia", nr 4/2018.
13 R. Trey, Żołnierze Mussoliniego, Warszawa 2000, s. 33.
14 Ł. Przybyłło, Charków-Donbas 1943, Warszawa 2007, s. 20.
15 J. E. Wilczur, Śmiertelny sojusz. Hitler- Mussolini, Warszawa 2001, s. 39.
16 O. Skorzeny, Odnaleźć i uwolnić Duce!, Warszawa-Kraków 2020, s. 71.
17 Ibidem, s. 120-121.
18 H. Kozieł, Mroczne sekrety II wojny światowej, Poznań 2024, s. 278.