Rozdział II
Pierwszy test pirogi - Szczątek na wybrzeżu - Holowanie - Cypel Szczątka - Zawartość skrzyni: narzędzia, broń, instrumenty, odzież, książki, przybory - Czego brakuje Pencroffowi - Ewangelia - Werset z Pisma Świętego
Dwudziestego dziewiątego października łódka z kory była ukończona. Pencroff dotrzymał obietnicy i w ciągu pięciu dni zbudował coś w rodzaju pirogi, której kadłub opierał się na szkielecie z giętkich gałęzi crejimby. Jedna ławka w tylnej części, druga pośrodku dla utrzymania rozstawu burt, trzecie siedzenie z przodu, poręcze nadburcia służące do przymocowania dulek9 dla dwóch wioseł oraz śrubówka10 do sterowania stanowiły wyposażenie łódki o długości dwunastu stóp i wadze mniej niż dwieście funtów. Jeśli chodzi o operację wodowania, to sprawa była prosta. Lekka piroga została przeniesiona na piasek i ułożona na skraju wybrzeża przed Granitowym Pałacem, gdzie uniosła się w górę na fali przypływu. Pencroff, który natychmiast wskoczył do środka, zaczął manewrować śrubówką, przy czym stwierdził, że jest bardzo odpowiednia do używania w celu, dla którego ją zbudowano.
- Hurra! - zawołał marynarz, który nie omieszkał się pochwalić swoim triumfem. - Można w niej płynąć dookoła...
- Świata? - spytał Gedeon Spilett.
- Nie, wyspy. Kilka kamieni na balast, maszt z przodu, kawałek żagla, który pewnego dnia zrobi dla nas pan Smith, i popłyniemy daleko! Panie Cyrusie i pan, panie Spilett, i ty, Harbercie, i ty, Nabie, czy nie macie ochoty wypróbować naszej nowej łodzi? Do diabła! Przecież musimy sprawdzić, czy zdoła unieść nas wszystkich pięciu!
Faktycznie należało przeprowadzić taki test. Pencroff jednym ruchem śrubówki podprowadził łódkę do wybrzeża wąskim przesmykiem między skałami i ustalono, że jeszcze tego samego dnia wybiorą się na próbną przejażdżkę pirogą wzdłuż brzegu, aż do pierwszego cypla, gdzie na południu kończyły się nadbrzeżne skały.
W chwili, gdy mieli wsiadać do łódki, Nab zawołał:
- Ależ twoja łódź nieźle nabiera wody, Pencroff!
- To nic takiego, Nabie - odparł marynarz. - Drewno musi nasiąknąć! Za dwa dni wszystko będzie w porządku, a w brzuchu naszej pirogi będzie tyle wody ile w żołądku pijaka. Wsiadajcie!
Wsiedli więc i Pencroff wyprowadził łódź na pełne morze. Pogoda była przepiękna, morze spokojne jak gdyby jego wody zamykały się między brzegami wąskiego jeziora, a piroga mogła się poruszać tak bezpiecznie, jakby unosił ją spokojny nurt Mercy River.
Nab chwycił za jedno wiosło, Harbert za drugie, a Pencroff pozostał w tylnej części łódki, aby sterować śrubówką.
Marynarz przepłynął najpierw przez kanał i skierował ją blisko południowego krańca wysepki. Słaby wiatr wiał od południa. Ani w kanale, ani na pełnym morzu prawie nie było falowania, jedynie kilka długich fal, które piroga zaledwie odczuwała, gdyż była mocno obciążona, regularnie marszczyło powierzchnię wody. Oddalili się przeszło pół mili od brzegu, żeby mogli zobaczyć w całej okazałości Górę Franklina.
Następnie Pencroff skierował łódź w stronę ujścia rzeki. Piroga popłynęła wówczas wzdłuż wybrzeża, które zakręcało łukiem aż po cypel zasłaniający podmokłe tereny Bagien Oharów.
Odległość cypla od Rzeki Dziękczynienia była większa ze względu na zaokrągloną linię brzegową i wynosiła około trzech mil. Koloniści postanowili dopłynąć do jego krańca i nieco się tylko za niego wysunąć, aby zobaczyć, jak wygląda wybrzeże poza tym cyplem aż do Przylądka Pazura.
Łódka posuwała się więc wzdłuż wybrzeża w odległości wynoszącej maksymalnie dwa kable, unikając podwodnych skał, którymi usiane były przybrzeżne wody, i które już zaczął przykrywać przypływ. Od ujścia rzeki aż do cypla skalny mur powoli się obniżał. Było to zwalisko granitowych skał, kapryśnie rozrzuconych, o dzikim wyglądzie, bardzo się różniących od litej ściany tworzącej Płaskowyż Rozległego Widoku. Można by powiedzieć, że opróżniono tu ogromną wywrotkę pełną kamieni. Ostry cypel, ciągnący się na dwie mile w morze od krawędzi lasu i jako żywo przypominający wyglądem łapę wielkoluda wyłaniającą się z rękawa zieleni, był zupełnie pozbawiony roślinności.
Łódka, popychana dwoma wiosłami, bez problemów poruszała się do przodu. Gedeon Spilett, z ołówkiem w jednej ręce i notatnikiem w drugiej, szkicował wybrzeże. Nab, Pencroff i Harbert rozmawiali, przyglądając się nieznanej im dotąd części ich posiadłości, a w miarę jak piroga posuwała się na południe, dwa Przylądki Szczęki zdawały się przemieszczać i zamykać ściślej Zatokę Unii.
Co do Cyrusa Smitha, ten nic nie mówił, tylko patrzył, a nieufność, jaką wyrażało jego spojrzenie, sprawiała wrażenie, jakby obserwował jakąś dziwną, nieznaną krainę.
Tymczasem po trzech kwadransach żeglugi piroga dotarła prawie na sam kraniec cypla i Pencroff już się przymierzał do opłynięcia go, gdy Harbert podniósł się i wskazując czarną plamę, spytał:
- Co tam widać na brzegu?
Wszystkie spojrzenia skierowały się we wskazanym przez niego kierunku.
- Rzeczywiście, coś tam jest! - powiedział reporter. - Można by pomyśleć, że jakiś szczątek statku na wpół zagrzebany w piasku.
- Ach! - wykrzyknął Pencroff. - Już widzę, co to jest!
- Co? - spytał Nab.
- Baryłki, baryłki! Być może pełne! - odparł marynarz.
- Do brzegu, Pencroff! - rozkazał Cyrus Smith.
Po kilku uderzeniach wiosłami piroga przybiła do brzegu w głębi niewielkiej zatoczki, a jej pasażerowie wyskoczyli na ląd.
Pencroff się nie pomylił. Były tam dwie baryłki, częściowo wciśnięte w piasek, lecz jeszcze mocno przymocowane do wielkiej skrzyni, która utrzymywana przez nie na powierzchni wody unosiła się do chwili, gdy osiadła na wybrzeżu.
- Czyżby w pobliżu wyspy doszło do jakiejś katastrofy statku? - zastanawiał się Harbert.
- Na to wygląda - odparł Gedeon Spilett.
- Co może być w tej skrzyni?! - zawołał Pencroff, wiedziony zupełnie naturalną ciekawością. - Co w niej jest? Jest zamknięta, a my nie mamy czym rozbić jej wieka! No cóż, spróbujmy kamieniami...
Marynarz podniósł ciężki kamień i już miał rozbić jedną ze ścianek skrzyni, gdy inżynier go powstrzymał.
- Pencroff - powiedział - czy możesz jeszcze na pewien czas powściągnąć swą niecierpliwość?
- Ależ, panie Cyrusie, niech pan tylko pomyśli! Może w środku jest wszystko to, czego nam brakuje!
- Dowiemy się tego, Pencroff - odparł inżynier - ale zaufaj mi i nie rozbijaj skrzyni, która może nam się jeszcze przydać. Przetransportujmy ją do Granitowego Pałacu, gdzie bez trudu ją otworzymy, wcale jej nie niszcząc. Jest jakby gotowa do podróży, a skoro dopłynęła aż do tego miejsca, równie dobrze może popłynąć jeszcze do ujścia rzeki.
- Ma pan rację, panie Cyrusie, źle chciałem zrobić - odparł marynarz - ale nie zawsze potrafię się opanować!
Rada inżyniera była mądra. Rzeczywiście, piroga nie zdołałaby pomieścić przedmiotów ukrytych prawdopodobnie w tej skrzyni, która musiał być ciężka, skoro potrzeba było aż dwóch pustych baryłek, by jej "ulżyć". Lepiej zatem było przyholować ją na wybrzeże przed Granitowym Pałacem.
Skąd przybył ten szczątek? Było to teraz ważne pytanie. Cyrus Smith i jego towarzysze popatrzyli uważnie wokół siebie i przeszukali wybrzeże na przestrzeni kilkuset kroków. Nie było widać żadnych innych szczątków. Równie dokładnie przyjrzeli się morzu. Harbert i Nab wspięli się na wysoką skałę, ale horyzont był pusty. Jak okiem sięgnąć - nic, ani uszkodzonego statku, ani będącego pod żaglami.
Tymczasem musiało dojść tutaj do katastrofy - to nie ulegało wątpliwości. Może to zdarzenie miało jakiś związek ze znalezionym ziarnkiem ołowiu? Może jacyś obcy ludzie przybili do brzegu w innym punkcie wyspy? Może ciągle jeszcze tam byli? Kolonistom musiała się w oczywisty sposób nasunąć myśl, że ci obcy nie byli z całą pewnością malajskimi piratami, ponieważ szczątek był bez wątpienia pochodzenia bądź amerykańskiego, bądź europejskiego.
Wszyscy powrócili do skrzyni, która mierzyła pięć stóp długości i trzy szerokości. Była wykonana z dębowego drewna, bardzo starannie zamknięta i pokryta grubą skórą, przytwierdzoną miedzianymi gwoździami. Dwie duże beczki były szczelnie zakorkowane, lecz puste, co można było stwierdzić, uderzając w nie, i przymocowane do boków skrzyni mocnymi sznurami, związanymi węzłami, które Pencroff bez trudu rozpoznał jako "węzły marynarskie". Skrzynia wydawała się w doskonałym stanie, zapewne dzięki temu, że została wyrzucona na piaszczyste wybrzeże, a nie na rafy. Można było nawet stwierdzić, dokładnie się jej przyglądając, że niezbyt długo przebywała w wodzie oraz że od niedawna znajdowała się na brzegu. Najwyraźniej woda nie przedostała się do jej wnętrza i przedmioty, które zawierała, musiały być nietknięte.
Było oczywiste, że skrzynię wyrzucono za burtę z jakiegoś uszkodzonego statku płynącego w stronę wyspy, w nadziei, że dotrze ona do wybrzeża i będzie można ją później tam odnaleźć, a pasażerowie zatroszczyli się, by ją odciążyć za pomocą dwóch pustych baryłek.
- Odholujemy skrzynię do Granite House - powiedział inżynier - a potem zajmiemy się spisem rzeczy. Następnie, jeśli odnajdziemy na wyspie jakichś ludzi, którzy uratowali się z tej przypuszczalnej katastrofy, oddamy im to, co do nich należy. Jeśli nie znajdziemy nikogo...
- Zatrzymamy ją dla siebie! - zawołał Pencroff. - Ależ na Boga, co może być w środku?!
Fale przypływu zaczynały już dosięgać skrzyni, która przy najwyższym stanie morza powinna się unosić na wodzie. Odwiązano jeden ze sznurów łączących baryłki i użyto go jako liny holowniczej łączącej baryłki z łodzią. Następnie Nab i Pencroff, używając wioseł, odkopali nieco skrzynię z piasku, żeby ułatwić jej przesunięcie, i wkrótce piroga, holując za sobą skrzynię, zaczęła opływać cypel, któremu nadano nazwę Cypel Szczątka (Flotsam Point)11. Holowana paka była ciężka i baryłki z trudem utrzymywały ją na powierzchni wody. Dlatego też marynarz niepokoił się cały czas, że skrzynia może się urwać i pójść na dno. Jednak na szczęście jego obawy okazały się płonne i półtorej godziny od ruszenia w drogę, gdyż tyle czasu zajęło im pokonanie trzech mil, piroga przybiła do brzegu przed Granitowym Pałacem.
Wtedy łódkę i skrzynię wyciągnięto na piasek, i to suchą nogą, ponieważ morze już się wycofało. Nab poszedł po narzędzia, żeby za ich pomocą otworzyć skrzynię w taki sposób, by jak najmniej ją uszkodzić. Następnie mieli się zająć inwentaryzacją jej zawartości. Pencroff nawet nie próbował ukryć wielkiego podniecenia.
Marynarz zaczął od odczepienia obu baryłek, które były w całkiem niezłym stanie i co się rozumie samo przez się, mogły zostać ponownie wykorzystane. Następnie cęgami wyrwał zamki i natychmiast podniesiono wieko.
Wnętrze skrzyni okrywała druga powłoka, wykonana z ocynkowanej blachy, której oczywistym przeznaczeniem było chronienie znajdujących się w niej przedmiotów przed wilgocią w każdych okolicznościach.
- Ach! - wykrzyknął Nab. - Czyżby wewnątrz znajdowały się jakieś konserwy?
- Mam nadzieję, że nie - odparł reporter.
- Gdyby tylko był tam... - rzekł cichym głosem marynarz.
- Cóż takiego? - spytał Nab, który usłyszał jego słowa.
- Nic!
Osłona z blachy cynkowej została rozcięta na całej szerokości i odgięta na boki skrzyni. Powoli wyciągano z jej wnętrza przeróżne przedmioty o rozmaitym przeznaczeniu, które układano na piasku. Przy każdej nowej rzeczy Pencroff wydawał z siebie okrzyki "hurra!", Harbert klaskał w dłonie, a Nab tańczył... jak Murzyn. Były tam książki, z których radował się Harbert, i sprzęt kuchenny, który Nab okrywał pocałunkami!
Zresztą wszyscy koloniści wyglądali na niezmiernie zadowolonych, ponieważ w skrzyni znajdowały się również narzędzia, broń, instrumenty, ubrania i książki. Oto dokładny spis, wyszczególniony w notatniku Gedeona Spiletta:
Narzędzia
3 noże o kilku ostrzach
2 topory
2 siekiery ciesielskie
3 strugi
2 siekierki
1 ciesak12
6 przecinaków ślusarskich
2 pilniki
3 młotki
3 świdry do drewna
2 świdry ręczne
10 woreczków gwoździ i śrub
3 piły różnej wielkości
2 pudełka igieł
Broń
2 fuzje skałkowe
2 fuzje z zamkiem kapiszonowym
2 karabiny odtylcowe13
5 kordelasów
4 szable abordażowe14
2 baryłki prochu mogące zawierać po dwadzieścia pięć funtów każda
12 pudełek kapiszonów
Instrumenty
1 sekstant15
1 lornetka
1 luneta
1 komplet przyborów kreślarskich
1 busola kieszonkowa
1 termometr Fahrenheita
1 barometr aneroidowy16
1 pudełko zawierające komplet fotograficzny: aparat, obiektyw, klisze, chemikalia itd.
Ubrania
2 tuziny koszul z dziwnej tkaniny, przypominającej wełnę, której pochodzenie musiało być jednak roślinne
3 tuziny pończoch17 z tej samej materii
Sprzęt domowy:
1 żelazny imbryk
6 rondli z ocynowanej miedzi
3 półmiski blaszane
10 aluminiowych kompletów zastawy stołowej
2 czajniki
1 mały przenośny piecyk
6 noży kuchennych
Książki
1 Biblia zawierająca Stary i Nowy Testament
1 atlas
1 słownik różnych narzeczy polinezyjskich
1 słownik nauk przyrodniczych w sześciu woluminach18
3 ryzy19 białego papieru
2 rejestry o pustych kartkach
- Należy przyznać - powiedział reporter, gdy ukończono inwentaryzację - że właściciel tej skrzyni był praktycznym człowiekiem! Narzędzia, broń, instrumenty, ubrania, sprzęt domowy, książki - niczego tu nie brakuje! Doprawdy, można by powiedzieć, że obawiał się katastrofy i z góry się na nią przygotował!
- Faktycznie, niczego nie brakuje - wyszeptał zamyślony Cyrus Smith.
- I z całą pewnością statek, na którym była wieziona skrzynia, i jej właściciel nie był piratem malajskim! - dodał Harbert.
- Chyba że właściciel dostał się do niewoli u piratów... - powiedział Pencroff.
- To niemożliwe - stwierdził reporter. - Już bardziej prawdopodobne, że amerykański lub europejski statek został zniesiony w te okolice, a jego pasażerowie, chcąc uratować przynajmniej niezbędne rzeczy, przygotowali tę skrzynię i wrzucili ją do morza.
- Czy pan też tak uważa, panie Cyrusie? - spytał Harbert.
- Tak, moje dziecko - przytaknął inżynier - mogło się tak zdarzyć. Możliwe, że w chwili katastrofy lub w przewidywaniu, że to nastąpi, zgromadzono w tej skrzyni różne przedmioty pierwszej potrzeby, by później odzyskać je na wybrzeżu...
- Nawet pudełko z przyborami fotograficznymi? - zauważył powątpiewająco marynarz.
- Jeśli chodzi o ten aparat - odparł Cyrus Smith - nie za bardzo widzę do czego miałby być przydatny, nam bowiem, jak każdemu innemu rozbitkowi, bardziej by się przydał większy zapas kompletnej garderoby lub większa ilość amunicji!
- Czy jednak na tych instrumentach, narzędziach lub książkach nie ma jakiegoś znaku lub adresu, który pozwoliłby się nam zorientować, skąd pochodzą? - spytał Gedeon Spilett.
Należało to sprawdzić. Każdy przedmiot został dokładnie obejrzany, szczególnie książki, instrumenty i broń. Jednak ani na broni, ani na instrumentach, inaczej niż się to zazwyczaj dzieje, nie widniał znak producenta. Zresztą wszystkie rzeczy były w doskonałym stanie i wyglądało na to, że nie były używane. To samo dotyczyło narzędzi i sprzętu domowego: wszystko było nowe, co w sumie dowodziło, że nie wrzucano tych przedmiotów do skrzyni na chybił trafił, lecz przeciwnie, ich wybór był przemyślany i starannie je ułożono. Na to wskazywałaby również druga metalowa powłoka, która uchroniła je przed wilgocią, a która nie mogła zostać przylutowana w pośpiechu.
Jeśli chodzi o słowniki nauk przyrodniczych i słownik narzeczy polinezyjski, to oba były w języku angielskim, ale nie widniało na nich ani nazwisko wydawcy, ani data publikacji.
Podobnie Biblia, wydrukowana po angielsku, tom godny uwagi z punktu widzenia typografii, w formacie in quarto20, do której najwyraźniej często zaglądano.
Co do atlasu, to był przepięknym dziełem zawierającym mapy całego świata i kilka planisfer wykreślonych według odwzorowania Merkatora21, z nazewnictwem w języku francuskim, na którym także nie było ani daty wydania, ani nazwy wydawcy.
Jak się przekonano, na tych różnych przedmiotach nie było żadnej wskazówki, która pozwalałaby poznać ich pochodzenie, a zatem nie było żadnej wskazówki mogącej nasunąć przypuszczenie o narodowości statku, który niedawno musiał przepływać w okolicy. Jednak skądkolwiek by pochodziła ta skrzynia, uczyniła bogaczami kolonistów Wyspy Lincolna. Do tej pory, przetwarzając płody natury, sami wszystko produkowali, a dzięki swej inteligencji, dawali sobie radę. Lecz czy nie wyglądało na to, że Opatrzność chciała ich za to wynagrodzić, zsyłając im przeróżne wytwory ludzkich rąk? Zatem jednomyślnie wznieśli ku Niebu podziękowania.
Tylko jeden z nich nie był w pełni zadowolony. Był to Pencroff. Wydawało się, że w skrzyni zabrakło czegoś, na czym ogromnie mu zależało. W miarę jak wyciągano przedmioty, jego "hurra!" traciły na sile, a po zakończeniu spisu można było usłyszeć, jak mruczy pod nosem następujące słowa:
- Wszystko pięknie i ładnie, ale zobaczycie, że w tym pudle nie znajdzie się nic dla mnie!
To sprowokowało Naba do powiedzenia:
- Coś takiego! Czego oczekiwałeś, przyjacielu Pencroff?
- Pół funta tytoniu! - odparł poważnie Pencroff. - Niczego więcej nie brakowałoby mi do szczęścia!
Słysząc to wyznanie marynarza, pozostali nie mogli powstrzymać śmiechu.
Jednak po odkryciu tej skrzyni, teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, niezbędne stało się dokładne zbadanie wyspy. Ustalono więc, że już następnego dnia o świcie wyruszą w drogę, by podążając w górę Rzeki Dziękczynienia, starać się dotrzeć do zachodniego wybrzeża wyspy. Jeżeli w tej części wybrzeża wylądowali jacyś rozbitkowie, to należało się obawiać, że są bez środków do życia i że bez żadnego ociągania należy przyjść im z pomocą.
Podczas tego dnia przedmioty znalezione w skrzyni zostały przeniesione do Granitowego Pałacu i metodycznie ułożone w dużej sali.
Tego samego dnia, dwudziestego dziewiątego października - była to dokładnie niedziela - przed ułożeniem się do snu Harbert poprosił inżyniera, czy nie zechciałby przeczytać im jakiegoś fragmentu z Ewangelii.
- Chętnie - odparł Cyrus Smith.
Wziął do ręki Pismo Święte i już miał je otworzyć, gdy nagle Pencroff powstrzymał go, mówiąc:
- Panie Cyrusie, jestem zabobonny. Proszę otworzyć je na chybił trafił i przeczytać nam pierwszy werset, jaki wpadnie panu w oczy. Zobaczymy, czy będzie można go odnieść do naszej sytuacji.
Cyrus Smith uśmiechnął się na tę prośbę marynarza i stosując się do jego życzenia, otworzył Biblię dokładnie w miejscu, gdzie widniała włożona między kartki zakładka.
Naraz jego spojrzenie zatrzymało się na wykonanym ołówkiem czerwonym krzyżyku przed ósmym wersetem siódmego rozdziału Ewangelii według Świętego Mateusza.
Przeczytał ten werset, ujęty w takie słowa:
Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie.
9 Dulka - element łodzi napędzanej wiosłami, służący do utrzymywania wiosła w odpowiedniej pozycji, umieszczony bezpośrednio na burcie.
10 Śrubówka - krótkie wiosło służące do śrubkowania, napędzania łódki jednym wiosłem zakładanym na dulce znajdującej się na środku rufy lub na stewie tylnej; także służące do sterowania.
11 Flotsam Point - u J. Verne'a: Flotson-point.
12 Ciesak (ciosła, cieślica, cioska) - narzędzie służące głównie do obrabiania pni drzew dla otrzymania wydłużonych płaszczyzn; umieszczenie ostrza prostopadle do drzewca umożliwia wygodne oddzielanie łupek gdy obrabiana powierzchnia jest równoległa np. do fundamentu budowli; używane w ciesielstwie, bednarstwie, kołodziejstwie, do naciosywania podkładów kolejowych itp.
13 W zamku skałkowym zapłon prochu na panewce następował od iskier przez uderzenie skałki (krzemienia lub pirytu) o metal; w zamku kapiszonowym odpalenie następuje przy użyciu kapiszona - miedzianej miseczki zawierającej piorunian rtęci; kapiszon nakładany był na rurkę zwaną kominkiem, doprowadzającą płomień do ładunku prochowego w lufie; oba rodzaje broni były ładowane od przodu lufy (wylotu), w przeciwieństwie do późniejszych modeli, ładowanych od tyłu (wlotu) lufy, posiadających wewnętrznie zabudowany zamek.
14 Kordelas - tutaj: długi prosty lub zakrzywiony jedno lub dwusieczny nóż myśliwski, wcześniej używany jako broń, szczególnie przez artylerzystów i marynarzy; szabla abordażowa, we Francji i Anglii nazywa kordelasem - krótka szabla o prostej lub zakrzywionej szerokiej głowni (części tnącej), z jednym spiczastym ostrzem i rękojeścią osłoniętą kabłąkami lub koszem; najbardziej znana z tego, że używali jej piraci, a także jeźdźcy.
15 Sekstant - dawny optyczny przyrząd nawigacyjny stosowany w żeglarstwie i astronomii do mierzenia wysokości ciał niebieskich nad horyzontem, a także kątów poziomych i pionowych pomiędzy obiektami widocznymi na Ziemi; najczęstszym zastosowaniem sekstantu było określenie szerokości geograficznej na podstawie pomiaru wysokości Słońca o godzinie 12 w południe czasu słonecznego lub pozycji na podstawie pomiarów wysokości gwiazd rano i wieczorem.
16 Barometr aneroidowy - przyrząd do pomiaru ciśnienia atmosferycznego; ciśnienie atmosferyczne działa na jedną (lub więcej) puszkę opróżnioną z powietrza i odpowiednio pofałdowaną (w celu uzyskania elastyczności) lub na cienkościenną, łukowo wygiętą rurkę metalową; odkształcenia puszek lub rurki są wzmacniane i przekazywane na wskazówkę pokazującą na skali wielkość ciśnienia atmosferycznego.
17 Pończochy - nie były to pończochy w dzisiejszym rozumieniu, noszone przez kobiety, ale pończochy wełniane lub lniane, od wielu wieków będące elementem stroju męskiego, szczególnie w czasach, gdy noszono krótkie spodnie.
18 Wolumin - zszyty i oprawiony tom obejmujący całość dzieła, jego część lub kilka różnych dzieł; dawniej rękopisy lub teksty oprawne w grubą księgę; w starożytności zapisany zwój papirusu lub pergaminu.
19 Ryza - jednostka określająca liczbę arkuszy papieru; dawniej liczyła 480 arkuszy, obecnie 500 (w Austrii 1000).
20 In quarto (łac.) - format książki, w którym każda kartka stanowi ćwiartkę arkusza drukarskiego; wysokość poniżej 40 cm.
21 Planisfera - mapa świata w rzucie płaskim w kształcie kulistym; mapa obu półkul Ziemi; Merkator (Mercator, właśc. Gerhard Kramer, 1512-1594) - flamandzki matematyk i geograf, główny przedstawiciel flamandzkiej szkoły kartograficznej; twórca nowoczesnej kartografii; autor globusów, map i atlasów; opracował tzw. odwzorowanie Merkatora; w roku 1569 wydał wielką mapę świata w tym odwzorowaniu.