Prolog
Cameron
Szedłem w kierunku skulonej, drżącej od lejącego deszczu, drobnej dziewczyny i przeklinałem pod nosem. Minęły dwie godziny, nim udało mi się ją odnaleźć. Jeździłem jak kretyn po okolicy, od sali, w której odbywał się bal absolwentów, aż do jej domu. Niefortunnie stojącego tuż obok mojego. Nie przyszło mi do głowy, że usiądzie nad głupim stawem i będzie moknąć.
Wiedziałem, że jej starych nie ma w domu. Wyjechali na potańcówkę razem z moimi rodzicami, a ona miała być na nieszczęsnej imprezie. Owszem, była tam przez cały czas, ale pod koniec coś ewidentnie poszło nie tak.
Niestety przyszło mi pilnować porządku podczas spędu gówniarzy kończących liceum, dlatego byłem świadkiem jej ucieczki i wyraźnej rozpaczy.
Powiedziałem wtedy kumplowi, który podzielał mój nędzny los, że muszę spadać, i wyszedłem za nią. Tłumaczyłem sobie, że to należy do moich obowiązków. Miałem przecież mieć na oku bawiących się licealistów. Ona była jedną z nich, więc musiałem sprawdzić, czy wszystko jest w porządku...
Powinna była być już w łóżku, chociaż z drugiej strony, bal absolwentów wiązał się najczęściej z pierwszym bzykaniem w jakimś obskurnym pokoju hotelowym. Chłoptaś, z którym przyszła, na pewno miał podobne plany.
Stanąłem tuż za nią, ale nawet nie drgnęła. Oczywiście pomijając to, że trzęsła się z zimna.
- Dlaczego nie jesteś w domu i nie śpisz, Okruszku? - zapytałem najłagodniej, jak tylko potrafiłem, choć zwyczajnie miałem ochotę złapać ją za te mokre strąki i zawlec do domu.
- Trudno spać, kiedy toczy się wojna pomiędzy sercem a rozumem - odparła enigmatycznie i podciągnęła kolana pod brodę.
Podszedłem bliżej, żeby mnie dojrzała, i ukucnąłem przed nią.
- I dlatego siedzisz na deszczu? Chcesz umrzeć na zapalenie płuc, nie pozwalając tej walce się zakończyć?
- C-co?
- Nieważne, mała. Chodź, zrobię ci kakao. - Narzuciłem na jej ramiona swoją kurtkę i zmusiłem, żeby wstała z mokrej trawy.
Posłała mi zaskoczone spojrzenie, ale nie sprzeciwiła się.
Prowadziłem ją w stronę naszych domów i zachodziłem w głowę, dlaczego wzbudziła we mnie tę dziwną chęć zaopiekowania się nią. Kiedy zobaczyłem, jak wybiega z sali, zapłakana i roztrzęsiona, coś we mnie drgnęło, choć w rzeczywistości nigdy za nią nie przepadałem.
Była ode mnie młodsza o jakieś sześć lat, więc tak naprawdę krąg naszych znajomych znacznie się różnił. Skąd w ogóle w mojej głowie takie przemyślenia? Nie miałem pojęcia.
- Dziś jest jakieś święto? - bąknęła i pociągnęła nosem, kiedy stanęliśmy pomiędzy jej domem a moim.
- Nie spoglądałem w kalendarz, ale zdaje się, że miałaś dziś jedną z ważniejszych imprez w życiu - odparłem i ostatecznie popchnąłem ją w kierunku mojej werandy.
Prychnęła coś pod nosem i nie odpowiedziała. Opadła na wiklinowy fotel stojący przy drzwiach i spojrzała na mnie z dołu.
- Pytam, czy jest jakieś święto, że postanowiłeś być miły - burknęła.
- Ja zawsze jestem miły. Po prostu nie każdy ma zaszczyt tego doświadczyć. - Wyszczerzyłem się i otworzyłem drzwi. - Wchodź, jesteś przemoczona i zmarznięta.
- Chcesz mnie zabić? - mruknęła pod nosem i skrzyżowała ręce na piersiach.
W którym momencie umknął mi fakt, że nie jest już irytującą dziewczynką, tylko stała się równie irytującą kobietą?
- Jednak się nie myliłem. Jesteś głupia - mruknąłem. - Mieszkamy po sąsiedzku od osiemnastu lat, nawet najbardziej wytrawny zabójca nie czekałby tyle, żeby zlikwidować swoją ofiarę.
- Może po prostu jesteś psychopatą, którego podnieca czekanie na odpowiedni moment - odparła z powagą, przypominając mi, dlaczego jej nie znosiłem. - Ale szybko poszło ci policzenie, ile mam lat. Brawo, Cameron, z takimi umiejętnościami matematycznymi na pewno zrobisz karierę - zadrwiła i zaczęła klaskać, po czym wstała i spojrzała na mnie prowokująco.
W całej cholernej wiosce nie było bardziej pyskatej gówniary. Zdawało się, że mała Crumb nie bała się nikogo ani niczego. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że w wielkim świecie mogła narobić sobie niemałych kłopotów swoim ciętym językiem.
Z drugiej strony musiała być twarda, mieszkając w wiosce, gdzie na jedną laskę przypadało przynajmniej pięciu facetów w podobnym wieku.
- Jak tam sobie chcesz - prychnąłem i wskazałem jej dom. - Idź do siebie, popłacz w poduszkę, tak robią smarkule, prawda?
Zdjęła z ramion moją kurtkę i rzuciła nią we mnie. Dopiero wtedy zauważyłem, że wciąż ma na sobie kieckę, w której była na balu. Cholernie seksowną kieckę. Tak mokrą, że byłem w stanie dostrzec kobiece kształty. Przełknąłem ciężko ślinę i próbowałem odwrócić wzrok, ale nie potrafiłem przestać patrzeć na tę dziewczynę.
- Na razie, nadęty chamie - wycedziła i zeszła po drewnianych schodach, po czym puściła się biegiem w stronę swojego domu.
Miała do pokonania najwyżej dziesięć metrów, ale błoto, które utworzyło się przez ulewę, nieco ją spowalniało. Ja z kolei stałem jak wryty i, na Boga, nie miałem pojęcia, co zrobić. Myśli, jakie zaczęły przebiegać przez moją durną głowę, przerażały nawet mnie.
- Kurwa... - warknąłem, zamknąłem drzwi i poszedłem za nią.
Zapukałem do drzwi dosłownie chwilę po tym, jak nimi trzasnęła.
- Spieprzaj, Shelton!
- Otwórz, mała, pogadamy - mruknąłem.
W środku było słychać jej nerwowe kroki i kolejne trzaśnięcia drzwiami.
- Daj mi spokój, dałeś dowód tego, że nie mówisz ludzkim głosem! - odkrzyknęła. - Całe życie mi dokuczasz i nie mogłeś sobie podarować nawet dzisiaj!
- Przepraszam, okej?
Zapadła cisza, jakby nagle dom opustoszał. Słyszałem wyłącznie odbijające się od parapetów krople deszczu i szumiącą mi w uszach krew.
Po chwili drzwi, przed którymi stałem jak kretyn, uchyliły się nieznacznie i ujrzałem zarumienioną, smutną twarz.
- Opowiedz, co się wydarzyło na balu - poprosiłem i popchnąłem drzwi, żeby wejść do środka.
Pożałowałem tego w chwili, kiedy zobaczyłem, że nie ma już na sobie mokrej sukienki, tylko ręcznik.
- Rzecz w tym, że nic się nie wydarzyło, bo mój chłopak nie był w stanie poczekać do końca balu i zamiast przelecieć mnie po jego zakończeniu, postanowił zaliczyć moją koleżankę w kiblu - wypaliła, najprawdopodobniej nie rejestrując, jakie wyznanie właśnie padło z jej ust. - A teraz wybacz, ale jak przystało na gówniarę, mam zamiar popłakać w poduszkę i...
Nie dokończyła, ponieważ popełniłem ogromny błąd. Najobrzydliwszy, najgorszy, największy, jaki mogłem w życiu popełnić. Zamknąłem jej pyskate usta swoimi i zatrzasnąłem nogą drzwi. Ona z kolei podzieliła ten błąd, bo zamiast mnie odepchnąć i powstrzymać, oplotła mój kark ramionami i żarliwie odwzajemniła pocałunek.
Oszalałem...
Chwyciłem ją za uda i zmusiłem, żeby oplotła mnie nogami w pasie, po czym zacząłem kierować się w stronę salonu. Znałem rozkład jej domu, bo bywałem tu jako dzieciak. Położyłem ją na ogromnej kanapie, ale ona nadal trzymała mnie kurczowo w objęciach, sprawiając, że opadłem na nią i przygniotłem całym ciałem.
- Nie powinnaś mówić mi takich rzeczy - wychrypiałem, kiedy oderwałem się od jej warg.
Chryste, smakowała tak dobrze... Nie miałem pojęcia, co mnie napadło. Nigdy nie patrzyłem na nią w taki sposób.
- To prawda - sapnęła. - Ale już tego nie cofnę. Co teraz? - zapytała cicho i zagryzła dolną wargę, a mnie do głowy przyszła najbardziej niedorzeczna myśl.
Wiedziałem, że będę tego żałować. Ja i mała Crumb, to była totalna abstrakcja... Nie potrafiłem jednak zwalczyć pożądania, które we mnie wzbudziła jednym pocałunkiem.
- Mam naprawić jego błąd? - szepnąłem i wsunąłem dłoń pod ręcznik, którym była okryta.
Przymknęła powieki i westchnęła, kiedy chłodnymi palcami pogładziłem jej nagą skórę. Zadrżała, gdy dotarłem do kształtnej, idealnie pasującej do mojej dłoni piersi. Podrażniłem sutek kciukiem i obserwowałem reakcję. To był ten moment, w którym powinienem był się odsunąć i wyjść.
- Tak - sapnęła i ponownie oplotła mnie nogami w pasie. W ogóle jej nie przeszkadzało, że jestem całkowicie mokry.
- Przecież my się nawet nie lubimy. - Zaśmiałem się i przesunąłem nosem po linii jej szczęki.
Jej słodki zapach byłbym w stanie jednak polubić.
- Może pora to zmienić? - zapytała z psotnym uśmiechem i podniosła się na łokciach, po czym bardzo delikatnie i powoli zaczęła mnie całować.
Drażniła językiem moje wargi, język, zasysała... Nie była niedoświadczona, bo zdecydowanie miała świadomość, co potrafi zrobić z facetem, całując go w ten sposób.
Zdjąłem koszulkę, a dziewczyna podrapała mój tors i spojrzała na mnie z uwielbieniem. Cholera, widziałem już u niej ten wzrok. Wielokrotnie, kiedy myślała, że nie patrzę, przyglądała mi się w ten sposób. Wtedy to ignorowałem, ale teraz, gdy leżała pode mną, nie potrafiłem się temu oprzeć.
Złożyłem pocałunek na szyi, w miejscu, w którym pulsowała żyła, i zacisnąłem dłoń na biodrze małej Crumb.
- Nikt nie może się o tym dowiedzieć. - Musnąłem jej usta.
- Wezmę tę tajemnicę do grobu - wymamrotała, a ja ukląkłem przed nią, złapałem ją pod kolanami i przysunąłem bliżej siebie.
Powoli zdjąłem z niej ręcznik i ujrzałem najdoskonalsze ciało na świecie. Nie sądziłem, że jakakolwiek kobieta będzie w stanie wywrzeć na mnie takie wrażenie. Członek puchł mi w przemoczonych spodniach i domagał się spełnienia. To było prymitywne, zwierzęce, ale chęć posiadania jej była silniejsza.
Pochyliłem się nad nią i złożyłem kilka pocałunków na jej brzuchu, dłońmi pieściłem piersi, a ona wiła się i postękiwała, drżała przy każdym moim ruchu. Kiedy przesunąłem ręce pomiędzy jej uda i rozchyliłem je mocno, pisnęła, ale mnie nie powstrzymywała.
- Doskonała - wychrypiałem i znów się pochyliłem.
Natychmiast smagnąłem językiem jej łechtaczkę, na co wygięła się i jęknęła przeciągle.
- Boże!
- Ciii... - uciszyłem ją i przyssałem się do niej.
Zaczęła się wić, poruszać biodrami, narzucając rytm.
- Jesteś taka niecierpliwa - zamruczałem przy jej cipce, która zaczęła lśnić od jej wilgoci.
- Jeszcze - wysapała.
Przeciągnąłem językiem po jej mokrym wejściu, żeby zaraz potem go w niej zagłębić. Pociągała nerwowo moje włosy i posapywała ciężko przy każdym moim ruchu. Chciała zacisnąć uda, kiedy z jej gardła wydobył się krzyk. Drżała i jęczała, jakby jeszcze nigdy nie przeżywała orgazmu.
- Nie wytrzymam dłużej! - skomlała, podnosząc głowę.
Oderwałem się od niej, pozwalając jej na zaczerpnięcie oddechu, ale już po chwili kciukiem zatoczyłem kółko na jej pulsującej łechtaczce.
- Nie mam gumek - mruknąłem niezadowolony.
- Mam w torebce. - Machnęła ręką w stronę drzwi i spojrzała na mnie zamglonym wzrokiem.
Pocałowałem ją mocno w usta i poszedłem w kierunku, który mi wskazała. Znalazłem jakąś błyszczącą torebkę i wyjąłem z niej paczkę prezerwatyw. Kiedy wróciłem, masowała się powoli pomiędzy nogami, czym nakręciła mnie jeszcze bardziej.
- Nie jesteś taka grzeczna, na jaką wyglądasz.
- Nie wyglądam i nie jestem - odparła i oblizała usta.
Stanąłem przy brzegu kanapy, rozpiąłem spodnie i zsunąłem je razem z bokserkami. Chwyciłem w dłoń rozgrzanego penisa, prędko rozerwałem opakowanie i włożyłem gumkę, po czym wróciłem pomiędzy jej nogi. Zacząłem wodzić jego czubkiem po jej cipce, pochyliłem się nad dziewczyną i wpiłem brutalnie w jej rozchylone usta, jednocześnie wsuwając się w nią na kilka milimetrów.
- To dobrze - mruknąłem i pogładziłem jej obnażony brzuch, a później piersi.
Odnalazłem sutek i mocno złapałem pomiędzy palce. Zajęczała i wypchnęła biodra tak, że sama się na mnie nabiła. Była niewiarygodnie ciasna i... Nie, to niemożliwe...
- Cholera! - zawyła i zaczęła drżeć jeszcze bardziej.
Wbiła paznokcie w moje przedramiona i przytknęła czoło do mojej piersi, a ja zamarłem.
- Evelyn... - wydusiłem, z trudem opanowując panikę. - Czy ty... Kurwa, czy ja właśnie pozbawiłem cię dziewictwa?
Milczała.
- Odpowiedz - zażądałem i pchnąłem delikatnie biodrami.
Syknęła i znów zadrżała. Spojrzała na mnie załzawionymi oczami i skinęła głową.
- Przepraszam - szepnęła.
- Nie mnie powinnaś przepraszać. Po prostu będziesz żałować, że swój pierwszy raz przeżyłaś ze znienawidzonym sąsiadem.
- Nie będę - odparła ledwie słyszalnie i wtuliła się we mnie.
Wyraźnie się rozluźniła i poruszyła lekko.
- Zrobimy to powoli, nie chcę być twoim najgorszym wspomnieniem, Okruszku - wyszeptałem i wsunąłem ręce pod jej plecy. - Delikatnie, dobrze?
Nie mogłem jej potraktować tak, jak miałem na to ochotę. Nie mogłem wziąć jej jak barbarzyńca i pieprzyć bez opamiętania. Musiałem zadbać o nią, sprawić, żeby nie cierpiała...
Zacząłem poruszać się powoli, całowałem jej spoconą skroń, policzki i usta. Całkowicie zmieniłem nastawienie, bo choć zataiła przede mną tak istotny fakt, nie mogłem jej teraz tak zostawić. Czułaby się upokorzona, a ja wbrew pozorom nie chciałem jej krzywdy.
Wtuliła głowę w zagłębienie mojej szyi i skomlała cicho przy każdym moim ruchu. Przylegała ciasno do mojego ciała, jakby chciała wniknąć we mnie, całkowicie mną zawładnąć. Nieoczekiwanie spoczęła na mnie odpowiedzialność, której nie chciałem podejmować.
- Nie zakochaj się we mnie - mruknąłem i złapałem ją za pośladki.
Wysunąłem się z niej nieco, po czym wbiłem się do samego końca i przyspieszyłem. Salon wypełnił się jej słodkimi jękami. Tak, była dla mnie zdecydowanie zbyt słodka, a ja... Ja nazajutrz miałem stać się tylko wspomnieniem.
- Wolniej - sapnęła. - Cameron... Wolniej, bo ja zaraz...
- Ciii... - uciszyłem ją znowu i zgodnie z jej prośbą zwolniłem.
Czułem, jak zaciska się wokół mnie, a jej ciało na przemian napina się i wiotczeje. Poruszałem się miarowo, w rytmie jej głębokich westchnień. Zupełnie przeciwnie do tego, jak gwałtowne emocje we mnie buzowały. Wtuliła twarz w moją pierś i zaczęła drżeć.
- O Boże...
- Tak, Okruszku... - wysapałem i chwyciłem ją za udo.
Nakryłem ją swoim ciałem i znów wszedłem głęboko, odbijając się o jej dno. Moje mięśnie napinały się do granic możliwości, a kiedy krzyknęła i przywarła do mnie jeszcze bardziej, nie pozostawiając pomiędzy nami żadnej przestrzeni, wybuchnąłem.
- Właśnie tak! - jęknąłem i opadłem na nią, uważając, żeby nie zgnieść jej drobnego, drżącego ciała.