Próba ognia
Jessmine, 16 lat
Aaron:
Tak szybko uciekałaś po lekcjach, że nie miałem okazji z tobą porozmawiać. Dasz się w końcu zaprosić na wyjście? Kino? Spacer? McDonald's? Co ty na to?
Uśmiecham się, gdy tylko odczytuję SMS-a od mojego... kolegi. Ma rację, iż szybko wybiegłam ze szkoły, ale było to podyktowane tym, że mam sześć mil do przejechania rowerem pod górę, a potem jeszcze trzy przez las i to tylko wtedy, gdy wybieram krótszą ścieżkę do domu. Teoretycznie zdałam już egzamin na prawo jazdy i czasami nawet prowadziłam auto cioci, gdy miałyśmy coś ważnego do załatwienia, ale to wyjątkowe sytuacje. Na co dzień musi mi wystarczyć rower. Thalia uważa, że każdy wysiłek fizyczny jest w moim przypadku pożądany i nie mogę się rozleniwiać.
Od ośmiu lat trenuję taekwondo oraz kick-boxing i, choć jestem w tym dobra, nigdy nie wzięłam udziału w żadnych zawodach. Nie mogę się wychylać. Nie mogę zwracać na siebie uwagi, bo to zepsułoby cały nasz plan.
Ja:
Muszę zobaczyć, kiedy będę miała wolną chwilę. Wiesz, że ciocia zorganizowała mi tyle zajęć dodatkowych, że ledwie wyrabiam :(
Odpisuję koledze zaraz po tym, jak stawiam rower przy drzewie rosnącym obok wejścia do domu. Mieszkam tu z Thalią już ponad rok i zapowiada się, że zostaniemy na dłużej, co mnie cieszy. Mam już dość częstych przeprowadzek, a i otoczenie bardzo mi się podoba, choć dojazd jest okropny!
Dla Thalii liczy się tylko to, że miejsce jest odosobnione i że działa internet, nic poza tym. Ciotka na co dzień pracuje w banku, ale w trybie pracy częściowo zdalnej - dwa dni pojawia się w biurze, a pozostałe trzy wypełnia swoje obowiązki z domu, co jest bardzo wygodne. Dzięki temu może dość dobrze zająć się planowaniem zemsty, a także powoli wprowadzać ją w życie.
Zauważam zaparkowane za domem obce, czarne auto, dlatego nie dziwi mnie, że tylko po przekroczeniu progu naszego domku słyszę jęki Thalii i skrzypienie łóżka. Kobieta znowu nie zamknęła drzwi od swojej sypialni, zapominając, iż nasze lokum jest naprawdę małe, a wszystkie dźwięki mocno się po nim niosą.
Podchodzę pod pokój ciotki, żeby dyskretnie zamknąć drzwi, ale oczywiście nie udaje mi się, bo Thalia, mimo że siedzi okrakiem na jakimś facecie, to cały czas wygląda przez ramię na wejście do sypialni. Zaczynam się domyślać, że pewnie usłyszała, jak wchodziłam, i po prostu chce się upewnić, że to ja.
Ciocia uśmiecha się do mnie i puszcza oczko, gdy powoli zamykam drzwi. Nie przestaje poruszać się i wydawać z siebie zapewne zadowolonych jęków, ale nie mam porównania, więc nie mogę się do niczego odnieść, a moja opiekunka zawsze brzmi tak samo, choć mężczyźni pod nią często się zmieniają. W ostatniej chwili kątem oka zauważam, iż na podłodze, przy łóżku kobiety, leżą ubrania jej partnera, a także kabura z bronią.
Zaczynam podejrzewać, że znowu jej się udało. Znowu to zrobiła.
Chyba nawet rozumiem, dlaczego była tak uradowana, gdy mnie zobaczyła.
Ona czekała. Na mnie.
Rozsiadam się w salonie i teraz to ja czekam, aż skończy. Obstawiam, że nie potrwa to długo. Nie wyciągam nawet telefonu, bo istnieje ryzyko, że Thalia mogłaby zobaczyć wiadomości od Aarona, a wtedy na pewno by się zdenerwowała. Jej plan nie zakładał, żebym z kimkolwiek się zaprzyjaźniała. Mam się nie wychylać i nie sprawiać kłopotów. Przez jakiś czas uczyłam się w domu, ale to było bardzo męczące dla mojej opiekunki, dlatego ostatecznie zdecydowała się posłać mnie do szkoły. Potrzebowała przestrzeni na swoje działania.
Telefon wibruje kilka razy, ale nawet na niego nie zerkam, choć wewnętrznie skręca mnie z ciekawości. Aaron jest naprawdę miłym chłopakiem. Polubiłam go od samego początku. Ma wprawdzie niemiłego kolegę, który od pierwszego dnia szkoły patrzy na mnie, jakbym była jego największym wrogiem, ale uparcie go ignoruję. Nie jest dla mnie ważny. Wiem, że Aaron mieszka tylko z mamą, a ojca widuje rzadko. Nie ma o nim najlepszego zdania. Ja również wychowuję się w niepełnej rodzinie, a w zasadzie to w pieczy zastępczej. Ciotka jest moim jedynym żyjącym krewnym i to ona ogarnęła wszystkie sądowe sprawy, żeby przejąć nade mną opiekę. Mam tylko ją, a ona tylko mnie. Przez pieprzoną rodzinę Ferro straciłyśmy wszystkich, których kochałyśmy. Od jakiegoś czasu pracujemy nad tym, żeby i nasi oprawcy cierpieli. Powoli. Po trochu. Stopniowo. Nasza zemsta ma dotknąć wszystkich, którzy tego dnia zniszczyli ślub Raven. Thalia przez kilka lat pracowała nad zbieraniem informacji na temat Ferro i ich żołnierzy. Bardzo skrupulatnie przygotowała listę czterdziestu mężczyzn odpowiedzialnych za napad i egzekucję naszych bliskich. Trzydziestu z nich nadal żyje i ma się dobrze. To właśnie nimi mamy się zająć.
W tym momencie, po roku intensywnych działań ciotki, lista żyjących napastników zmniejszyła się o cztery nazwiska.
Jestem pewna, że dziś skreślimy z niej piąte.
***
Kwadrans później w salonie pojawia się ciocia. Ma na sobie szlafrok, a jej krwistoczerwone usta zdobi szeroki uśmiech, który jednak nie sięga ciemnozielonych oczu. One zawsze są zimne. Kobieta potrząsa głową, przez co długie pasma kasztanowych włosów opadają jej na ramiona gęstą kaskadą.
Muszę przyznać, iż Thalia jest piękną kobietą. Podoba się mężczyznom i umie to wykorzystać. Tych pięciu, których zwabiła do łóżka, a potem zabiła bez zawahania, to najlepszy przykład jej bezwzględności.
Ciotka wyciąga papierosa i siada na podłokietniku kanapy, tuż przy mnie. Przez chwilę bawi się zapalniczką. Nic nie mówi. To ja nie wytrzymuję.
- Który to? Kogo mogę skreślić?
Kobieta odpala papierosa i zaciąga się dymem, który potem powoli wypuszcza z ust.
- Jeden z żołnierzy. Roche. Był kretem Ferro w oddziale Bronsona. Zatrudnił się u Liama kilka miesięcy przed ślubem i pracował jako ochroniarz. Donosił Ferro o wszystkim, dzięki czemu tak szybko pozbyli się naszych ludzi. W innym wypadku to byłoby niemożliwe, a tak? Mieli ich jak na dłoni. - Ciotka wygina usta w nieprzyjemnym grymasie.
Wydarzenia ze ślubu Raven zmieniły ją na zawsze. Moja siostra była ulubienicą Thalii, więc jej śmierć bardzo się na niej odcisnęła. Gdy byłam mała, zawsze zazdrościłam Rav kontaktu z ciocią, ponieważ ja miałam z nią zdecydowanie gorszą relację. Dopiero kiedy zostałyśmy same i zdane jedynie na siebie, nasza więź stała się bardzo mocna. Nie wyobrażam sobie nie mieć oparcia w Thalii. Potrzebuję jej, a ona potrzebuje mnie. Razem mamy cel, któremu podporządkowałyśmy ostatnie osiem lat naszego życia.
- Mam dziś trening - przypominam. Jeśli chcemy zdążyć, musimy się sprężyć z naszym zadaniem.
Kobieta od razu podrywa się z kanapy i gasi peta w popielniczce stojącej na stoliku kawowym.
- W takim razie przygotuj wszystko i pomóż mi go szybko usunąć - poleca. - Jest ciężki.
Wstaję ze swojego miejsca i ruszam na zewnątrz. Obchodzę dom, żeby znaleźć się z jego drugiej strony, naprzeciwko okien sypialni ciotki. Jedno z nich jest równocześnie drzwiami tarasowymi, które są bardzo przydatne. Nachylam się, żeby odsunąć kupę gałęzi i odsłonić głęboki dół, w którym palimy zwłoki naszych ofiar. To, co nie zdoła zająć się ogniem, jest wygrzebywane, a następnie mielone i rozsypywane w losowych miejscach w lesie. Jak by nie było - mieszkamy na terenie Gór Skalistych. Mamy naprawdę dużo przestrzeni i przede wszystkim ciszę oraz samotność.
Przyciągnięcie ciała mężczyzny w to miejsce zajmuje nam kwadrans. Thalia załatwiła go swoim popisowym numerem - wbiła mu nóż prosto w tętnicę szyjną, gdy ten wyłączył myślenie i oddawał się cielesnej rozkoszy. Metoda bardzo skuteczna, jednak też i niebezpieczna, bo pozostawia ślady krwi na powierzchniach, które bezpośrednio stykają się z ofiarą. Zaraz po tym, jak wpychamy Roche do dołu, wrzucamy za nim wszystkie jego dokumenty, ubrania, całą zakrwawioną pościel i ręczniki, którymi posprzątałyśmy sypialnię i taras.
- Podpalę go wieczorem. Teraz musimy go zakryć i przygotować się na twoje zajęcia - decyduje opiekunka. Polewa materiały i mężczyznę chlorem, żeby zapach odstręczał zwierzęta, które mogłyby chcieć zjeść naszą ofiarę, zanim całkiem się jej pozbędziemy. Nie możemy sobie pozwolić na taki błąd.
Przyciągam chrust ułożony na palecie i zakrywam nim dół. Roche będzie musiał poczekać do wieczora. Lepiej, żeby nikt niepowołany nie zainteresował się ciemnym dymem, który pojawi się podczas palenia zwłok. Wprawdzie to mało prawdopodobne, by ktoś kręcił się w okolicy naszego domu, bo nie ma tu innych zabudowań, ale wolimy dmuchać na zimne. Dyskrecja przede wszystkim.
Ciotka używa mieszaniny zwykłej benzyny i odrobiny paliwa lotniczego, które ma wyższą temperaturę spalania, dlatego ładnie usuwa wszelkie dowody. Nie wiem, skąd ma dostęp do tego drugiego, a ona nie kwapi się, żeby wtajemniczać mnie w takie niuanse.
Do miasta jedziemy dwoma autami. Ja tym naszym, a Thalia samochodem ofiary. Dwie godziny mojego treningu są czasem, w którym ciotka ma pozbyć się niepotrzebnego pojazdu. Planuje odjechać nim w okolice starego wysypiska i tam je podpalić. Oczywiście wcześniej ma zamiar zdjąć tablice rejestracyjne, które również wylądują w naszym dole.
***
Gdy opuszczam salę gimnastyczną, zaczyna robić się ciemno. Wiem, że czeka mnie długa noc, bo mam wiele do nadrobienia, a do tego nad ranem resztki Roche powinny być na tyle wystudzone, żeby można było się ich pozbyć.
Przy pierwszej ofierze bardzo to przeżywałam, nawet zamknęłam się w łazience i nie chciałam wyjść, żeby patrzeć na palące się zwłoki. Ciotka nie dała mi wyboru - siłą zaciągnęła mnie do ogrodu i stała ze mną, dopóki się nie uspokoiłam. Z każdym kolejnym mężczyzną jest łatwiej. Thalia zawsze tłumaczy mi, w jaki sposób nasz denat jest powiązany ze zbrodnią na weselu. Zaczęła eliminować żołnierzy Ferro dopiero w tamtym roku. Wcześniejsze siedem lat było czasem, w którym zbierała informacje i się przygotowywała. Ciotka zawsze podkreśla, że beze mnie nie da rady wszystkiego zrobić i że ona zajmie się tymi łatwiejszymi celami, ja za to jestem jej tajną bronią na zawodników większego kalibru, ale wpierw muszę się odpowiednio wyszkolić.
- Nie puszczę nastolatki przeciwko szefowi mafii. Muszę cię przygotować - zaznacza bardzo często. - Mnie niestety nikt nie przygotował. Mój ojciec był zwykłym żołnierzem, nikim ważnym w szeregach naszej familii. Ty będziesz lepsza ode mnie, Jess. Będziesz silna i bezwzględna.
- Też mam zwabiać mężczyzn do sypialni? - pytam, bo to jest coś, co budzi mój opór. Z biegiem lat dowiedziałam się, co jeden z napastników zrobił mojej siostrze. Dowiedziałam się też, jak się nazywał. Jego imię i nazwisko wyraźnie wbiło mi się w pamięć.
Od tamtej pory noszę w sobie pewnego rodzaju lęk przed bliższym kontaktem z chłopakami. Na dobrą sprawę nawet się jeszcze z nikim nie całowałam, choć przecież skończyłam już szesnaście lat, a znajome ze szkoły są o wiele bardziej doświadczone w tych sprawach i często opowiadają o swoich podbojach. Dopiero w tym roku zaczęłam myśleć o jakimkolwiek kontakcie z chłopakiem. Poznanie Aarona ośmiela mnie i wzbudza pragnienia, o które siebie wcześniej nie podejrzewałam.
- Jeśli będziesz musiała, to tak - potwierdza ciotka. - Faceci są tępi i często myślą tylko chujem. To najłatwiejszy sposób, żeby zaciągnąć ich w dyskretne miejsce i zaatakować, gdy się tego nie spodziewają. Oczywiście w twoim przypadku wolałabym, żeby to zostało ostatecznością. Po to cię przygotowuję, żebyś nie musiała robić tego, co ja. To żadna przyjemność dopuszczać do siebie tych skurwysynów, ale nie umiem inaczej ich podejść, a nie chcę już dłużej czekać. Osiem lat to wystarczająco dużo czasu, żeby zapomnieli o naszej rodzinie. Nawet nie przypuszczają, że ktokolwiek przeżył - zaznacza.
Po masakrze na weselu i przejęciu opieki nade mną ciotka zdecydowała o zmianie naszego nazwiska. Nie byłam już Jessmine Turner. Stałam się Jessmine Raven - na cześć mojej siostry. Ciotka także przyjęła takie nazwisko. Nie mam pojęcia, jak udało się jej to wszystko załatwić. Któregoś dnia po prostu poinformowała mnie, że mamy nowe nazwisko i odtąd właśnie tak mam się podpisywać. Zostało ono wpisane do wszystkich moich dokumentów.
Thalia nie lubi mówić o moich dziadkach, a i o mamie wypowiada się rzadko. Zazwyczaj skupia się na cierpieniu Raven i przypominaniu mi o mojej powinności pomszczenia siostry. Nie zamierzam robić nic innego. Chcę, żeby oprawcy Rav zginęli w męczarniach.
Rozumiem potrzebę zemsty. Pragnę jej dokonać. Do tej pory jednak nie zabiłam żadnego człowieka i nie jestem pewna, czy umiałabym to zrobić. Nie mówię o tym ciotce, żeby jej nie zdenerwować. Wiem, że kiedyś będę musiała przejść "próbę ognia" i odważyć się kogoś skrzywdzić, ale na razie nie myślę o tym zbyt często, w końcu jestem tylko dzieckiem. Może do czasu, aż wydorośleję, Thalia sama załatwi wszystkich naszych wrogów? Jak na razie dobrze jej idzie. Wolę zająć się sprzątaniem po jej ofiarach, żeby pokazać, iż już się nie boję takich widoków, choć wygrzebywanie zwęglonych resztek i nadpalonych kości, żeby potem je zmielić, nie należy do przyjemnych.
Gdy wracamy po moich zajęciach, jemy kolację i czekamy, aż zapadnie zmrok. Wtedy to odsuwam chrust z dołu, a ciotka polewa ciało mężczyzny swoją mieszanką paliw.
- Stój tu, dopóki ogień się nie zmniejszy. Wtedy będziesz mogła iść spać - poleca. - Rano wstań godzinę wcześniej niż zwykle i posprzątaj pozostałości.
Mam ochotę jęknąć, bo i tak budzę się skoro świt, gdyż codziennie przed lekcjami biegam kilka mil, żeby ćwiczyć kondycję. Dzięki temu jestem naprawdę szybka i sprawna. Zajęcia sportowe w szkole są dla mnie błahostką. Po treningach Thalii wszystko jawi się niczym dobra zabawa.
***
- Jess! Jess! - krzyczy Aaron, gdy tylko widzi mnie przed szkołą.
Muszę wyglądać jak tysiąc nieszczęść, bo wstałam naprawdę rano. Wysprzątałam ten cholerny dół i zrobiłam swój tradycyjny trening. Przez to, że obudziłam się dużo wcześniej, a przecież położyłam się dużo później, pod moimi oczami pojawiły się ciemne worki, których nawet podwójna warstwa korektora nie zdołała ukryć. To pewnie głupie, ale staram się schować twarz za opadającymi na nią włosami. Wolę, żeby kolega nie widział mnie w takim stanie, bo... po prostu nie.
- Hej - witam się cicho. Zarzucam na ramię plecak i przemykam obok niego. Prawie wpadam na Enzo. Niemiłego kumpla, który kręci się za Aaronem jak cień i zawsze wygląda, jakby coś mu we mnie nie pasowało. Nie skupiam się na nim. Nie szukam kłopotów.
- Nie odpisałaś mi wczoraj - wypomina znajomy, kiedy zrównuje się ze mną.
- Ona wszystkimi gardzi, nie widzisz tego? Tacy jak my nie są dla niej odpowiednim towarzystwem - wtrąca idący za nami Lorenzo.
Odwracam się na chwilę, żeby wbić w niego stanowczy wzrok.
- Tylko ty nie jesteś odpowiednim towarzystwem. Aarona lubię - wyrywa mi się. Oczywiście od razu na moich policzkach pojawia się parzący rumieniec.
Cholera!
- Przepraszam. Po treningu... byłam bardzo zmęczona, a rano biegałam i... wyleciało mi z głowy - zwracam się do kolegi. Nie mogę mu powiedzieć, co naprawę robiłam, ponieważ wziąłby mnie za jakąś szajbuskę.
- Dziś też masz trening? Jest piątek, nasi grają... Wybierasz się na mecz? - Nie daje za wygraną i cały czas idzie obok mnie.
Mam wrażenie, że moje przypadkowe wyznanie znacznie poprawiło mu humor.
- Nie kupiłam biletu, a ten jest dodatkowo płatny i mój karnet tego nie obejmuje - wyjaśniam, zatrzymując się przy szafce.
- Mam jeden dodatkowy. Jeśli masz ochotę się ze mną wybrać... Byłoby miło. - Nie odpuszcza.
- A jak ja chciałem ten bilet, powiedziałeś, że nie masz żadnego na zbyciu! - oburza się Enzo.
Wzdycham, bo jego obecność naprawdę mnie irytuje.
Prawda jest taka, że mam ochotę iść na ten mecz. Lubię Aarona bardziej, niż powinnam i jestem ciekawa, czy on też chce się ze mną tylko kolegować, czy może stoi za tym coś więcej. Nie wyróżniam się z tłumu, może jestem wysoka, szczupła i wysportowana, ale moje włosy mają pospolity, mysi odcień blond, a oczy są zwyczajnie zielone - nie szmaragdowo, oliwkowo czy morsko. Zwyczajnie. Nie jestem tak ładna, jak moja siostra, która zawróciła w głowie samemu Liamowi Bronsonowi, przyszłemu bossowi. Cała rodzina była z niej dumna, w końcu ślub córki szeregowego ochroniarza z synem samego szefa to ogromna nobilitacja dla nas wszystkich. Thalia była wtedy tak bardzo szczęśliwa, jakby to ona miała iść do ołtarza, a nie siostrzenica. Nasze życie miało się diametralnie zmienić i fakt, zmieniło się, ale nie tak, jak tego oczekiwaliśmy. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał.
- Jak będzie? Przyjacielskie wyjście na mecz, a potem na dobre jedzenie? - zachęca kolega.
- Mnie też to obejmuje? - dopytuje Enzo, ale Aaron zaznacza, że to oferta jedynie dla mnie, a kumpel sam musi sobie znaleźć rozrywkę na wieczór.
Myślę, że właściwie czemu nie. Dziś mam dzień regeneracji, więc po południu planowałam po prostu nic nie robić, a Thalia nie jest aż tak zdesperowana, żeby brać się za kolejnego faceta z listy. Zawsze robiła sobie co najmniej miesiąc przerwy między ofiarami.
- Kończę o trzeciej. Możemy spotkać się przed wejściem na stadion kwadrans przed meczem - decyduję.
Aaron nalega, że przyjedzie po mnie do domu, ale wolę tego uniknąć. Zapach chloru i paliwa jeszcze nie wywietrzał. Nie potrzebuję zbędnych pytań.
- Chyba nie przyjedziesz rowerem? Nie puszczę cię potem samej w ten ciemny las - zastrzega chłopak, czym tylko mnie rozczula.
Wygląda, że martwi się o mnie, co jest naprawdę miłe.
Lorenzo oczywiście parska śmiechem, ale oboje go ignorujemy.
- Ciocia mnie przywiezie i potem odwiezie. Ewentualnie pożyczę od niej samochód - zapewniam, choć przecież różnie może być.
W trakcie dnia mój humor zmienia się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili układam listę argumentów dla Thalii za tym, żeby zgodziła się puścić mnie na mecz, a w drugiej wymyślam wymówkę dla Aarona, żeby jakoś wytłumaczyć mu, dlaczego jednak nie mogę iść.
Z każdą upływającą godziną jestem coraz mniej przekonana do pomysłu wyjścia z kolegą. Chcę żyć jak normalna nastolatka, ale zdaję sobie sprawę, iż w moim przypadku może to być niemożliwe, w końcu która szesnastolatka jednocześnie trenuje sztuki walki, uczy się obsługi broni i nocami podpala zwłoki wrogów na swoim podwórku?
Muszę spojrzeć prawdzie w oczy. Jestem wybitnie dziwna.
***
Ciotka od razu zauważa, że coś ze mną nie tak. Siedzi przy kuchennym stole i uważnie obserwuje każdy mój krok, kiedy tylko przekraczam próg domu.
- Mam sprawę - zaczynam nieśmiało. Z nerwów znów przygryzam łańcuszek, który noszę na szyi. Wcześniej należał do Raven. Pożyczyła mi go na swój ślub, bo jęczałam, że nie mam nic ładnego, a ona posiadała pełną szkatułkę błyskotek.
Nigdy się z nim nie rozstaję. Traktuję go jak mój talizman.
- Usiądź - poleca Thalia. Nie przestaje wbijać we mnie czujnego spojrzenia. - Co to za sprawa?
- Chciałabym pójść dziś na mecz. Jeśli mogłabyś mnie zawieźć, a potem odebrać, byłabym bardzo wdzięczna. Chyba że chcesz odpocząć, to mogę pojechać sama, jeśli pożyczysz mi samochód - wyrzucam z siebie słowa z prędkością karabinu.
To kolejny objaw stresu - gdy się denerwuję, zaczynam mówić bez sensu.
- Z kim wybierasz się na ten mecz? - dopytuje opiekunka. Jej twarz jest jak zwykle nieprzenikniona.
Chcę ją okłamać, że idę z koleżankami, ale w to na pewno by mi nie uwierzyła. Nie mam koleżanek, jedynie znajome ze szkoły, które utrzymują w stosunku do mnie uprzejmy dystans. Poza tym Thalia jest bardzo wyczulona na kłamstwa. Na pewno od razu wyłapałaby, iż blefuję.
- Z kolegą. Takim Aaronem. Zaprosił mnie, bo ma dwa bilety i... i mnie zaprosił - kończę niepewnie. - Wrócę przed dziesiątą. Nigdzie nie będę się szwendała, obiecuję! - W myślach już rezygnuję z kolacji z chłopakiem. Czas spędzony na meczu będzie musiał mu wystarczyć. Nie chcę przeginać. - Do tej pory nigdzie nie wychodziłam i tak pomyślałam sobie, że może choć raz mogłabym... zobaczyć, jak wygląda normalne życie - dodaję. Od razu zagryzam dolną wargę i wbijam proszące spojrzenie w ciotkę.
- Co nie podoba ci się w naszym życiu? Przecież wiesz, że staram się wychować cię najlepiej, jak umiem. - Kobieta sięga po papierosa. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, bo pali zarówno wtedy, jak jest zdenerwowana, ale też i w chwilach zadowolenia. Ciężko ją wyczuć.
- Jesteś najlepsza, ciociu. Zawdzięczam ci naprawdę wszystko. Pamiętam o tym, co muszę zrobić, i zawsze będę dążyła do zemsty. Dziś chciałabym jednak wyjść i po prostu obejrzeć mecz. Tylko tyle.
- Ten chłopak przyjedzie tu po ciebie? - wnika. Zaciąga się mocno papierosem i powoli wypuszcza dym z płuc.
Nie przeszkadza mi, że dmucha w moją stronę. Zdążyłam się przyzwyczaić. Sama nie palę, bo opiekunka bardzo pilnuje, żebym była w świetnej formie i nie truła się używkami, nawet energetyków nie pozwala pić mi tak często, jak tego chcę.
- Nie. Lepiej, żeby się tu nie kręcił.
- Dlaczego?
Dziwi mnie jej pytanie. Nawet rozchylam usta, żeby coś odpowiedzieć, ale szybko mi przerywa.
- Jestem twoją opiekunką i chciałabym go poznać. Zobaczyć, z kim zamierzasz spędzić czas, żeby określić, czy będziesz bezpieczna. Jesteś dla mnie najważniejsza, Jess. Dzięki tobie dokonam tego, o czym marzę od lat - dodaje.
- Nie chciałam, żeby się tu kręcił po wczorajszej akcji. Jeszcze trochę czuć chlor w domu... - przypominam.
- Jak się sprząta dom, to czuć różne zapachy. Chlor nie jest niczym niezwykłym. Szorowałam dziś łazienkę, więc to nie powinno być nic dziwnego - odpiera z pewnością w głosie. Dusi resztkę papierosa w popielniczce i przykłada obie dłonie do blatu. - Nie puszczę cię z chłopakiem, którego nie poznam. To dla twojego bezpieczeństwa, Jess. Jeśli chcesz gdzieś z nim wyjść, ma się tu osobiście stawić i zapewnić, że nic ci nie zrobi ani nic głupiego nie chodzi mu po głowie. Jesteś zbyt cenna, żebym mogła pozwolić, by ktoś cię skrzywdził.
Wiem, że nie mogę z nią dyskutować. Thalia jest uparta. Skoro chce poznać Aarona, muszę zaprosić go do domu.
Piszę do kolegi wiadomość o zmianie planów. Wbrew moim obawom, kolega jest zadowolony. Wyraża szczerą chęć poznania mojej ciotki.
Aaron:
Byłem kiedyś z mamą w banku i pani Raven nas obsługiwała. Bardzo sympatyczna osoba.
Odpisuję, żeby za bardzo się nie cieszył, bo opiekunka potrafi być przerażająca.
Nigdy nie wiem, co Thalia tak naprawdę myśli, ponieważ umie to dobrze ukrywać. Jej zachowanie przy facetach, których sprowadza do łóżka, żeby szybko się ich pozbyć, tylko to potwierdza.
Nie martwię się o Aarona. Moja opiekunka nie ma żadnych podstaw, żeby zrobić mu krzywdę. Nie jest z listy, a do tego to w końcu szesnastolatek jak i ja. W momencie wesela miał osiem lat. Był dzieckiem.
Zauważam, że czasami zachowuje się niedojrzale - przepycha się z kolegami, wydurnia na korytarzu czy popisuje się samochodem, ale w końcu to ja musiałam dorosnąć szybciej niż moi rówieśnicy. Thalia oczywiście cały czas podsyca moją nienawiść do rodziny Ferro. Wiem, że kiedyś, gdy zostanę do tego dobrze przygotowana, będę musiała zabić bossa tej familii. Ciotka cały czas kombinuje, jak to wszystko zorganizować, żebym dostała się w pobliże Enrico Ferro i żeby to nie wyglądało podejrzanie. Na razie chyba nic nie wymyśliła, a poza tym na pewno nie ruszymy samego szefa, jeśli wcześniej nie pozbędziemy się jego pracowników, odpowiedzialnych za masakrę na weselu. Po kolei. Krok po kroku.
Ferro zostawimy sobie na sam koniec. Dwóch Ferro - Antonio, obecny consigliere też jest na liście ciotki, mimo że nie brał udziału w napadzie, ale nim kierował. Najważniejszy jest jednak Enrico Ferro. To on kazał zabić moją rodzinę.
To jego będę musiała się osobiście pozbyć.
***
Aaron wchodzi do mojego domu z szerokim uśmiechem i od razu wita się z Thalią, która prosi, żeby usiadł i wskazuje kanapę. Wiem, że zamierza wypytać go o kilka rzeczy, przez co trochę zaczynam się stresować. Nie chcę, żeby kolega pomyślał sobie o mnie coś niewłaściwego. Modlę się w myślach, by opiekunka nie poruszyła jakichś drażliwych kwestii typu: czy jesteśmy parą i jakie chłopak ma wobec mnie zamiary, bo to byłoby żałosne. Jesteśmy jedynie znajomymi ze szkoły. Nic więcej.
To, że skrycie marzę o tym, żeby przeżyć z nim swój pierwszy pocałunek, to tylko moja sprawa.
- Usiądź koło mnie - poleca kobieta, gdy zauważa, że zmierzam w stronę kanapy, żeby zająć miejsce obok Aarona. Słucham się jej. W końcu chcę, żeby zaakceptowała mojego znajomego. Tak po cichu liczę na to, że to początek naszych spotkań. Naprawdę lubię tego chłopaka.
- Podaj mi pudełko ze stolika. - Ciotka wydaje kolejny rozkaz. Uśmiecha się przy tym do naszego gościa, którego wcześniej poczęstowała colą z lodem.
Nie wiedziałam, że mamy takie napoje w domu, bo mam zakaz na nie, ale muszę docenić, iż Thalia stara się miło przyjąć Aarona. Nie spodziewałam się tego. Nie po niej.
Z drugiej strony, nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nie zapraszałam nikogo do domu, bo sama założyłam sobie, że nie powinnam. Może to było błędne przekonanie?
Gdy czarne pudełko znajduje się w rękach ciotki, kobieta szybko je otwiera i przenosi spojrzenie na mnie. Z ciekawości zerkam do środka.
Momentalnie tężeję. Otwieram szerzej oczy, bo nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Opiekunka wygina usta w lekkim uśmiechu. Sięga dłonią do wnętrza opakowania. Wyjmuje z niego... pistolet.
Kolega właśnie opowiada o dzisiejszym meczu i przewidywaniach wyniku rozgrywki, ale momentalnie urywa w pół zdania, gdy zauważa niebezpieczny przedmiot w rękach mojej ciotki.
- Co...? To... - Chłopak chce wydusić coś z siebie, jednak nie może zebrać myśli. Ja też mam z tym dużą trudność.
- Weź broń i zabij Aarona - odzywa się spokojnym tonem Thalia. Jej oczy w dalszym ciągu są zimne, a po ustach błąka się zadowolony uśmieszek. - To twoja próba ognia, Jess. Teraz.