Teksty odzyskane - Tadeusz Różewicz

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (21,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

[Głos w Na­szej dys­ku­sji o kino-te­atrze na ła­mach mie­si­ęcz­ni­ka "Pod Zna­kiem Ma­rii"]

Brat mój w swych po­glądach na spo­so­by zwal­cza­nia złe­go fil­mu przyj­mu­je boj­kot za jed­ną z pod­rzęd­nych me­tod wal­ki, a uwa­ża, że przede wszyst­kim trze­ba stwo­rzyć ka­to­lic­ki świat fil­mu, a po­tem do­pie­ro my­śleć o na­pra­wie sto­sun­ków w tej dzie­dzi­nie[1]. W tym celu mamy zmo­bi­li­zo­wać na­szych ak­to­rów, ope­ra­to­rów, re­ży­se­rów oraz za­in­te­re­so­wać i po­bu­dzić do ini­cja­ty­wy ka­to­lic­ki ka­pi­tał. Z tym, że mu­si­my stwo­rzyć ka­to­lic­ki świat fil­mu, zga­dzam się, ale uwa­żam, że tyl­ko przez boj­kot mo­że­my tego do­pi­ąć i że boj­kot musi się stać na­szą głów­ną me­to­dą w wal­ce ze złym fil­mem. A dla­cze­go, po­sta­ram się wy­tłu­ma­czyć. Ka­żdy z nas do­brze wie o tym, że pra­wie sto pro­cent fil­mów wy­świe­tla­nych w na­szych ki­nach to fil­my an­giel­skie, ame­ry­ka­ńskie lub fran­cu­skie. Wy­twór­nie tych fil­mów znaj­du­ją się prze­wa­żnie w rękach ży­dow­skich, o czym świad­czą naj­le­piej ta­kie na­zwi­ska jak: Fox May­er, Gol­dwyn itd. Ab­sur­dem więc by­ło­by ocze­ki­wać od tych wy­twór­ni fil­mów, któ­re sta­ły­by na ja­kim ta­kim po­zio­mie mo­ral­nym. W tej chwi­li dyk­ta­to­ra­mi świa­ta fil­mo­we­go są lu­dzie wro­dzy Ko­ścio­ło­wi i ka­to­li­cy­zmo­wi, i w ca­łej pe­łni wy­ko­rzy­stu­ją w tej wal­ce atut, ja­kim jest w do­bie obec­nej film. Za­gad­nie­nie złe­go fil­mu musi być dla­te­go roz­wi­ąza­ne jak naj­prędzej, a roz­wi­ąza­nie to na­stąpi wte­dy, gdy całe spo­łe­cze­ństwo ka­to­lic­kie po­wstrzy­ma się od uczęsz­cza­nia na złe fil­my. Na to się prze­cież zdo­być mo­że­my i zdo­być po­win­ni­śmy się. Po­stępu­jąc so­li­dar­nie, do­pro­wa­dzi­my do tego, że wła­ści­cie­le kin, li­cząc się z pu­blicz­no­ścią ka­to­lic­ką, będą zmu­sze­ni do wy­świe­tla­nia fil­mów do­brych, któ­re przy­nio­są nam praw­dzi­we ko­rzy­ści. A wte­dy, cho­ciaż nie zmie­ni­my ob­li­cza fil­mu ogól­no­świa­to­we­go, to jed­nak za­mknie­my do­stęp złych fil­mów do Pol­ski i pod­nie­sie­my pro­duk­cję fil­mu do­bre­go. Gdy zaś osi­ągnie­my spo­pu­la­ry­zo­wa­nie do­bre­go fil­mu wśród pu­blicz­no­ści, dro­ga do praw­dzi­wie ka­to­lic­kie­go świa­ta fil­mu będzie otwar­ta.

["Pod Zna­kiem Ma­rii" 1936/1937, nr 8 (maj 1937), s. 180-181]

SZKI­CE 21
TADE­USZ RÓŻE­WICZ Tek­sty od­zy­ska­ne
ZEBRAŁ, UŁO­ŻYŁ, PRZY­PI­SA­MI I PO­SŁO­WIEM OPA­TRZYŁ - Prze­my­sław Da­ko­wicz
ZDJĘCIE NA OKŁAD­CE - Adam Ha­wa­łej
PRACE RE­DAK­CYJ­NE PRZY KSI­ĄŻCE - Jo­an­na Mu­el­ler i Iza­be­la Po­nia­tow­ska
KOREK­TA - Jo­an­na Mu­el­ler
PRO­JEKT OKŁAD­KI, WKLEJ­KI, SKŁAD I TY­PO­GRA­FIA - Ar­tur Bursz­ta
Za udzie­le­nie zgo­dy na prze­druk tek­stów Ta­de­usza Ró­że­wi­cza wy­daw­ca dzi­ęku­je re­dak­cjom wszyst­kich pism, szcze­gól­nie zaś: "Akan­tu", Du­że­go For­ma­tu", "Ga­ze­ty Wy­bor­czej", "Gło­su Ludu", "Kwar­tal­ni­ka Ar­ty­stycz­ne­go", "New­swe­eka", "No­tat­ni­ka Te­atral­ne­go", "No­wych Ksi­ążek", "Odry", "Prze­glądu", "Prze­kro­ju", "Ty­go­dni­ka Po­wszech­ne­go", "Zna­ku"
? Co­py­ri­ght by Wie­sła­wa Ró­że­wicz, 2022 ? Co­py­ri­ght by Adam Ha­wa­łej, 2022 ? Co­py­ri­ght by Biu­ro Li­te­rac­kie, 2022
BIURO LITE­RAC­KIE
pocz­ta@biu­ro­li­te­rac­kie.pl
www.biu­ro­li­te­rac­kie.pl
ISBN 978-83-67249-76-8
Do­fi­nan­so­wa­no ze środ­ków Mi­ni­stra Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Na­ro­do­we­go po­cho­dzących z Fun­du­szu Pro­mo­cji Kul­tu­ry
KON­WER­SJA: eLi­te­ra s.c.

Po­ezja ja­dal­na czy nie­ja­dal­na

"...za­wsze będę prze­ciw tym, któ­rzy żąda­ją, aby sztu­ka była "ja­dal­na, jak sztu­ka­mi­ęs", pro­sta, po­czci­wa i do­stęp­na. W sa­mej na­zwie tej spra­wy "sztu­ka" już ist­nie­je za­ło­że­nie cze­goś nie­pro­ste­go, lecz wła­śnie kunsz­tow­ne­go, skom­pli­ko­wa­ne­go..." (J. Cze­cho­wicz)[2].

"...czy­tel­nik pro­sty nie chce za­ga­dek i ła­mi­głó­wek, wy­ma­ga od po­ezji przede wszyst­kim pro­sto­ty, będącej głów­nym wa­run­kiem Wiel­ko­ści, Pi­ęk­na i Praw­dy - wa­run­kiem de­cy­du­jącym o war­to­ści i nie­śmier­tel­no­ści ka­żde­go dzie­ła sztu­ki w ogó­le..." (Ma­ria Ko­szyc)[3].

Dwa zda­nia o sztu­ce. Dwa twier­dze­nia, któ­rych słusz­no­ść, tak z jed­nej, jak i z dru­giej stro­ny, jest uza­sad­nio­na.

Pierw­szy głos to nie głos jed­ne­go po­ety, to jest opi­nia o sztu­ce ca­łe­go mło­de­go po­ko­le­nia po­etów i kry­ty­ków wy­stępu­jących pod na­zwą awan­gar­dy. Głos dru­gi mo­żna (z pe­łną od­po­wie­dzial­no­ścią) uznać za cre­do gru­py po­etów i kry­ty­ków, któ­rzy mają przy­le­pio­ną ety­kiet­kę "ska­man­dry­tów".

Awan­gar­da sztur­mu­je par­nas po­etyc­ki i, trze­ba przy­znać, sztur­mu­je z po­wo­dze­niem.

Ska­man­dry­ci po­wie­dzie­li już swe ostat­nie sło­wo. Prze­ży­li już cza­sy swej świet­no­ści. Może ktoś po­wie­dzieć: "Ależ nasi naj­wi­ęk­si, sztan­da­ro­wi po­eci, któ­rzy cie­szą się naj­wi­ęk­szą po­pu­lar­no­ścią w spo­łe­cze­ństwie (obec­nie!), to ska­man­dry­ci. Tu­wim, Le­choń, Sło­nim­ski, Wie­rzy­ński, z młod­szych: Kar­pi­ński, Bąk, So­wi­ński, Ja­strun, a ta­kże Ga­łczy­ński, któ­ry też wy­cho­wał się na "chle­bie ska­man­dryc­kim", to na­zwi­ska, któ­re mó­wią same za sie­bie".

A jed­nak! Tam­ci (star­si) już za­mil­kli. "Mło­dzież" zaś ska­man­dryc­ka nie zdo­by­ła so­bie tylu zwo­len­ni­ków ani ta­kiej po­pu­lar­no­ści, jak jej po­przed­ni­cy. Ze sta­rej gwar­dii Ska­man­dra "funk­cjo­nu­je" jesz­cze Ka­zi­mierz Wie­rzy­ński. Jed­nak po­eta ra­do­ści ży­cia, od­kąd znie­śmier­tel­niał, tak się zmie­nił!...

Epi­go­ni Ska­man­dra wio­dą ży­wot ane­micz­ny. Na­zwa "sta­rze­jących się mło­dzie­ńców" dana im przez Cze­cho­wi­cza jest jak­by syn­te­zą ich cha­rak­te­ry­sty­ki. Gru­pa Ska­man­dra, któ­rą "z po­li­tycz­na" na­zwać mo­żna gru­pą kon­ser­wa­tyw­ną, cier­pi na uwi­ąd star­czy. To, że do­tąd jest ak­tu­al­na wraz z pro­gra­mem, to za­słu­ga jej daw­nych suk­ce­sów, to echo po­tężne­go nie­gdyś krzy­ku. Mimo tego po­ezja ska­man­dryc­ka po­sia­da wi­ęcej zwo­len­ni­ków i wiel­bi­cie­li (często na­śla­dow­ców) niż awan­gar­da. Jest bar­dziej po­wszech­na.

(O ile na­tu­ral­nie w ogó­le mo­żna mó­wić o po­wszech­no­ści po­ezji w Pol­sce). Przy­czy­ny tego po­wo­dze­nia leżą wła­śnie w pro­sto­cie i re­ali­zmie tej po­ezji, w jej "ja­dal­no­ści". Je­śli po­dzie­li­my spo­łe­cze­ństwo kul­tu­ral­ne na dwie ka­te­go­rie: "szczy­tów i do­łów" (szczy­ty to sami twór­cy i kry­ty­cy, doły to kon­su­men­ci ich twór­czo­ści - czy­tel­ni­cy), to doj­dzie­my do wnio­sku, że ska­man­dry­ci ła­twiej mogą się roz­go­ścić wśród "do­łów". Przy­boś po­wie­dział: "U nas pro­sty czło­wiek nie czy­ta po­ezji". Pro­sty czło­wiek! Na­wet przy naj­lep­szych chęciach nie mo­żna mó­wić o kon­su­mo­wa­niu po­ezji przez sze­ro­kie masy, chłop­skie i ro­bot­ni­cze (mimo złu­dzeń po­etów pro­le­ta­ria­tu, któ­rym się zda­je, że ich utwo­ry są czy­ta­ne pod sto­do­ła­mi lub przy warsz­ta­cie rze­mie­śl­ni­ka), bo pro­cent anal­fa­be­tów i pó­ła­nal­fa­be­tów wśród mas jest tak wy­so­ki, że po­dob­ne ze­sta­wie­nie by­ło­by gro­te­sko­we. Przy­bo­sio­wy "pro­sty czło­wiek" - to jest pol­ski in­te­li­gent. I je­śli z tego punk­tu spoj­rzy­my na twier­dze­nie Przy­bo­sia, to ono nie wyda się nam zu­pe­łnie słusz­ne. Ow­szem, "pro­sty czło­wiek" nie czy­ta po­ezji "awan­gar­do­wej", to praw­da, czy­ta (o ile czy­ta) po­ezję ska­man­dry­tów i po­ezję Mło­dej Pol­ski (na przy­kład Ka­spro­wi­cza, Staf­fa)[4]. In­ny­mi sło­wy, miast kro­czyć w jed­nym sze­re­gu ze zdo­byw­czą awan­gar­dą, czy­tel­nik pol­ski "cofa się". Za­ło­że­nia bo­wiem po­etyc­kie awan­gar­dy i sama twór­czo­ść na tych za­ło­że­niach opar­ta na­pa­wa­ją stra­chem umy­sł prze­ci­ęt­ne­go in­te­li­gen­ta. Szy­fry czy ja­kieś "sło­wa na wol­no­ści", któ­re często są zro­zu­mia­łe tyl­ko dla sa­me­go twór­cy i grup­ki jego "wy­znaw­ców", są za­gad­ką dla pro­ste­go czy­tel­ni­ka. Wie­le za­mętu wpro­wa­dza­ją "de­ta­li­ści" awan­gar­dy. "De­ta­li­sta­mi" na­zwał Brzękow­ski licz­ne rze­sze mło­dych po­etów, któ­rzy na­śla­du­ją twór­czo­ść swo­ich "rab­bi"[5]. Ci "de­ta­li­ści" nie za­wsze in­ter­pre­tu­ją ze szczęściem za­ło­że­nia awan­gar­dy. Uwa­ża­ją oni me­ta­fo­rę nie za śro­dek po­etyc­ki, ale za cel. Na­śla­du­jąc swych mi­strzów, stwa­rza­ją na ich mo­dłę utwo­ry po­zba­wio­ne cech in­dy­wi­du­ali­zmu twór­cze­go. Często w swym za­pa­le "me­ta­fo­ro­twór­czym" po­pa­da­ją w prze­sa­dę, two­rząc ró­żne cu­de­ńka i dzi­wo­lągi, dla któ­rych ist­nie­je uczo­na na­zwa "hi­per­tro­fia (prze­rost) me­ta­fo­ry". Po­ezja ich nie jest nie­ja­dal­na, jest wręcz nie­straw­na.

Prze­ci­ęt­ny in­te­li­gent poza swą pra­cą za­wo­do­wą nie uzna­je my­śle­nia. Od­da­je się z lu­bo­ścią kon­tem­pla­cji ku­li­nar­nej. Po­eci awan­gar­dy nie pi­szą dla Mu­rzy­nów i może nie wie­dzą na­wet o ty­pie "in­te­li­gent­ne­go bia­łe­go Mu­rzy­na". Ach, to le­ni­stwo umy­sło­we! Nie chce­my nic dać z sie­bie. Chce­my jeść pie­czeń, ale ognia roz­pa­lić nam się nie chce, bo to spra­wia kło­pot. Awan­gar­da i jej po­ezja żąda­ją od nas wspó­łdzia­ła­nia. Czy­tel­ni­ko­wi przy­pa­da w udzia­le nie tyl­ko rola od­bior­cy, ale i wspó­łtwór­cy. Cze­cho­wicz tak pi­sze o czy­tel­ni­ku: "Czy­tel­nik, wspó­łtwór­ca do­dat­ko­wy dzie­ła, nie jest taki bier­ny, jak się wy­da­je. On to w sze­re­gi li­ter, sym­bo­li­zu­jące wiersz, wle­wa dech ożyw­czy, jak Stwo­rzy­ciel w gli­nę"[6].

Re­asu­mu­jąc: obec­nie kon­su­men­ci po­ezji po­pie­ra­ją przede wszyst­kim po­ezję ja­dal­ną. Z twier­dze­nia tego nie na­le­ży jed­nak wy­ci­ągać błęd­nych wnio­sków. Awan­gar­da re­zy­gnu­jąc chwi­lo­wo z po­pu­lar­no­ści wśród mas in­te­li­gen­cji, re­zy­gnu­je ze zwy­ci­ęstwa na krót­ką metę. Ale przy­szło­ść przy­nie­sie no­wej po­ezji ca­łko­wi­te zwy­ci­ęstwo.

["Czer­wo­ne Tar­cze" 1939, nr 8 (kwie­cień 1939), s. 8]

Przy­pi­sy

[1] Zob. J. Ró­że­wicz, [głos w:] Na­sza dys­ku­sja o kino-te­atrze, "Pod Zna­kiem Ma­rii" 1936/1937, nr 6, s. 136. Mło­dy au­tor, wów­czas uczeń ósmej kla­sy Gim­na­zjum im. Fe­lik­sa Fa­bia­nie­go w Ra­dom­sku, pi­sał m.in.: "Uwa­żam, że boj­kot nie jest naj­lep­szym środ­kiem wal­ki ze złym, ja­kie sie­je kino. Boj­kot to za­zwy­czaj bier­ny opór, wy­cze­ki­wa­nie; boj­kot to for­ma wal­ki przy­no­sząca szko­dę nie tyl­ko boj­ko­to­wa­ne­mu, ale i boj­ko­tu­jące­mu. Uwa­żam, że nie na­le­ży się ogra­ni­czać do boj­ko­tu, ale na­le­ży przede wszyst­kim stwo­rzyć ka­to­lic­ki świat fil­mu".
[2] J. Cze­cho­wicz, "Z mo­je­go warsz­ta­tu li­te­rac­kie­go", "Czas" 1938, nr 105 (prze­druk w: te­nże, Wy­obra­źnia stwa­rza­jąca. Szki­ce li­te­rac­kie, wstęp, wy­bór i oprac. T. Kłak, Wy­daw­nic­two Lu­bel­skie, Lu­blin 1972, s. 114-121).
[3] Ma­ria Ko­szyc-Szo­łaj­ska (1900-1943) - kry­tycz­ka li­te­rac­ka, ostat­nia part­ner­ka ży­cio­wa Emi­la Ze­ga­dło­wi­cza. Nie­ste­ty źró­dła cy­ta­tu nie uda­ło się od­na­le­źć.
[4] W la­tach po­prze­dza­jących II woj­nę świa­to­wą Przy­boś wie­lo­krot­nie wy­po­wia­dał się na te­mat spo­łecz­nej roli li­te­ra­tu­ry (zob. m.in.: "Ze sta­no­wi­ska "Zwrot­ni­cy"", "Głos Li­te­rac­ki" 1928, nr 21; "Po­ezja uspo­łecz­nio­na", "Głos Li­te­rac­ki" 1929, nr 2; "Po­ezja pro­le­ta­riac­ka w prak­ty­ce", "Głos Po­ran­ny" 1932, nr 300; "W spra­wie po­ezji pro­le­ta­riac­kiej", "Nowe Pi­smo" 1933, nr 35). W ostat­nim z wy­mie­nio­nych ar­ty­ku­łów pi­sał: "Trze­ba bo­wiem jesz­cze raz stwier­dzić [...]: albo po­ezja, albo TUR. Nie zna­czy to by­naj­mniej, że nowa po­ezja nie może słu­żyć idei so­cja­li­stycz­nej (wręcz prze­ciw­nie!), zna­czy to tyl­ko, że po­ezja awan­gar­dy, po­ezja o naj­wy­ższym po­zio­mie, nie może być w dzi­siej­szych wa­run­kach dla pro­ste­go czło­wie­ka do­stęp­na. [...] Nie łu­dźmy się: po­ezja awan­gar­dy nie może być dzi­siaj po­ezją dla mas. Pro­le­ta­riat, kla­sa upo­śle­dzo­na, ode­pchni­ęta zo­sta­ła w ustro­ju ka­pi­ta­li­stycz­nym od kon­sump­cji dóbr ta­kże es­te­tycz­nych, ja­kże więc wy­ma­gać od ro­bot­ni­ka, żeby się wzru­szał szczy­to­wy­mi osi­ągni­ęcia­mi for­my po­etyc­kiej?" (cyt. za: J. Przy­boś, Pi­sma roz­pro­szo­ne, red. nauk. A. Kwiat­kow­ska, J. Grądziel-Wój­cik, J. Bo­row­czyk, Wy­daw­nic­two Na­uko­we UAM, Po­znań 2019, s. 105-106).
[5] Zob. J. Brzękow­ski, "De­ta­li­ści li­te­ra­tu­ry", "Apel" (do­da­tek do "Ku­rie­ra Po­ran­ne­go") 1937, nr 137, s. 1 (prze­druk: te­nże, Szki­ce li­te­rac­kie i ar­ty­stycz­ne 1925-1970, wy­brał, opra­co­wał i wstępem po­prze­dził A.K. Wa­śkie­wicz, Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, Kra­ków 1978, s. 110-113).
[6] J. Cze­cho­wicz, "W bla­sku czy­sto­ści. O po­ezji Je­rze­go Za­gór­skie­go", "Apel" 1938, nr 21 (prze­druk: te­nże, Wy­obra­źnia stwa­rza­jąca..., dz. cyt., s. 217-220).
[7] Na­wi­ąza­nie do tez ar­ty­ku­łu Sta­ni­sła­wa Czer­ni­ka "Pó­łmi­sek ra­do­ści albo cen­ter­fu­ga na­tchnień" ("Ku­rier Li­te­rac­ko-Na­uko­wy" 1934, nr 2 [do­da­tek do "Ilu­stro­wa­ne­go Ku­rie­ra Co­dzien­ne­go" 1934, nr 7], s. 8-9), trak­tu­jące­go o nad­uży­wa­niu przez po­etów "me­ta­for rze­czow­ni­ko­wych" ("je­sie­ni­now­skich"). Czer­nik dys­ku­tu­je przede wszyst­kim z po­eta­mi Awan­gar­dy Kra­kow­skiej i ich na­śla­dow­ca­mi, szcze­gól­ną uwa­gę po­świ­ęca­jąc tym kon­struk­cjom me­ta­fo­rycz­nym, któ­re iro­nicz­nie na­zy­wa "spo­żyw­czo-re­stau­ra­cyj­ny­mi".

Prak­ty­kan­tom po­etyc­kim

I. Ma­toł chce zo­stać po­etą. Chce i nie może (z po­wo­dów odeń nie­za­le­żnych). Chcąc ulżyć doli ma­to­łów, przy­to­czę re­cep­tę na pi­sa­nie wier­szy, niech z niej ko­rzy­sta­ją ku chwa­le ro­do­we­go na­zwi­ska i ku za­do­wo­le­niu "Cioć" i ba­bek. Prze­pis: Pier­wej usi­ądź, a po tym pisz. Prze­dziel kart­kę czy­ste­go (pa­pie­ru!) kre­ską na dwo­je. Na jed­nej po­ło­wie pisz wy­ra­zy ry­mo­wa­ne, na przy­kład "cie­lę", "zie­le", "mie­le", "we­se­le". Po dru­giej stro­nie kre­ski tekst, któ­ry na­le­ży do wy­ra­zów do­ro­bić. Re­zul­tat:

kro­wa i cie­lę

ja­dły zie­le

któ­re się mie­le

na na­sze we­se­le

("Zi­ten­tia Po­eti­ca" - z 1 kwiet­nia 1939 roku)

Przy tym uwa­żaj, aby w wier­szu do uko­cha­nej nie było ry­mów or­dy­na­ryj­nych, na przy­kład: "spodnie, płod­nie, głod­nie". Na­to­miast uży­waj: "ser­ce - ko­bier­ce, wio­sna - ra­do­sna, dzie­ci - sło­ńce świe­ci, bzy - łzy". Za do­broć prze­pi­su ręczę.

II. Dro­ga (ży­cia) gra­fo­ma­na jest gorz­ka i cier­ni­sta. Nikt go nie ro­zu­mie. Gra­fo­man kry­ty­ku­je Mic­kie­wi­cza, Tu­wi­ma, Przy­bo­sia i Cze­cho­wi­cza. Wie­rzy, że jest od nich zdol­niej­szy. A jed­nak po­zo­sta­je w cie­niu. Niech będzie sław­ny! Niech zo­sta­nie uwie­ńczo­ny lau­rem!! Niech ko­rzy­sta z mo­ich rad!!! Prze­pis: Weź dużo ró­żnych wy­ra­zów i po­mie­szaj z sobą. Do­daj do tej mie­sza­ni­ny tu­zin kro­pek, pół tu­zi­na wy­krzyk­ni­ków i pół tu­zi­na py­taj­ni­ków. Wiersz pi­sząc, za­czy­naj z ma­łej li­te­ry. Pi­sząc, masz uwa­żać na to, aby wiersz był bez sen­su i nie­zro­zu­mia­ły. Wte­dy tyl­ko za wiel­kie­go po­etę cię uzna­ją. Uży­waj dużo prze­no­śni tego ro­dza­ju: "cen­try­fu­ga na­tchnień", "pó­łmi­sek ra­do­ści", "sztu­ciec warg" itp., one to splen­do­ru two­rom do­da­ją[7]! Cu­dów do­ko­nasz! Na przy­kład:

Na raut, pój­dź, sprzęgnąć ma­cie­rzan­kę wio­sła -

Sta­wem wsłu­cha­nia.

(przy­kład z dwu­ty­go­dni­ka "Mło­dy Nurt" - przyp. au­to­ra).

["Czer­wo­ne Tar­cze" 1939, nr 8 (kwie­cień 1939), s. 16; w ru­bry­ce "Za­ba­wy"]

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki