Terapia par - Hanna Pinkowska-Zielińska, Bartosz Zalewski

Kup ebooka

119.00 zł
95.20 zł (77,35 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Projekt okładki i stron tytułowych Agata Muszalska

Fotografia na okładce FOTOGRAFIA INC./iStock

Redaktor prowadzący Agata Kołacz

Redaktor Anna Gardyniak

Fotoedycja Barbara Chmielarska-Łoś

Produkcja Anna Badura

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Wydawca Aleksandra Małek

Recenzent prof. dr hab. Barbara Józefik

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo.

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki

Copyright ? by Hanna Pinkowska-Zielińska i Bartosz Zalewski 2025

Warszawa 2025

ISBN 978-83-01-24222-0

DOI: https://doi.org/10.53271/2025.008

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2025 r. (Wydanie I)

Warszawa 2025

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 228

infolinia 801 33 33 88

e-mail: [email protected]; [email protected]; www.pwn.pl

WSTĘP

Jaka jest terapia par? Zapewne niejednorodna, mająca różne odsłony, w zależności od reprezentowanego przez terapeutki i terapeutów podejścia. My z terapią par zetknęliśmy się w różnych momentach naszego życia zawodowego. Bartosz Zalewski w czasie swojego szkolenia psychoterapeutycznego, Hanna Pinkowska-Zielińska wiele lat temu w gabinecie, kiedy po prowadzonych procesach terapii rodzinnych pojawiała się potrzeba pracy nad relacją diady. I tak to się zaczęło. Oboje cenimy tę formę pomocy pacjentom, jesteśmy jej miłośnikami, zaciekawia nas, stawia przed nami wyzwania i inspiruje do rozwoju. Tym bardziej tą drogą chcielibyśmy podziękować naszym Pacjentom, którzy nam zaufali i podjęli z nami współpracę.

Nie pokusiliśmy się o napisanie podręcznika terapii par, a jedynie omawiamy jej wybrane aspekty. Zdajemy sobie sprawę, jak wiele wątków pominęliśmy, o jak wielu nie udało nam się pomyśleć i ilu jeszcze nie znamy. Dynamika relacji romantycznych jest wielowarstwowa, wieloaspektowa i żywa, co nieustannie nas fascynuje, ale czasami przytłacza. Dlatego pisząc o parach, zajmujemy się również tym, co dzieje się po stronie terapeutek i terapeutów. W trakcie terapii stajemy się dla naszych "pacjenckich par" kimś niezwykle ważnym, nierzadko pełnimy w życiu ich związku funkcję obiektu przekształcającego. Pacjenci kończący terapię często pozostają z poczuciem, że nikt inny tak ich nie zna jako pary, nierzadko przyznają, że nawet oni sami nie znali się w ten sposób. Dzięki temu wzajemnemu poznawaniu się mogli jako para rozwinąć własny, indywidualny stan umysłu pary.

Oddajemy w Państwa ręce zbiór myśli na temat terapii par. Powstał jako konsekwencja dwóch wcześniej napisanych tomów dotyczących diagnozy[1]. Terapia par jest formą pracy psychoterapeutycznej, która rozpowszechnia się w Polsce coraz bardziej. Jeszcze dekadę temu nie myśleliśmy, że tak wielu pacjentów będzie potrzebowało i chciało rozmawiać o swojej relacji intymnej, a w odpowiedzi na te potrzeby tak wiele terapeutek i terapeutów wyszkoli się w tej formie pracy psychoterapeutycznej.

Publikacja składa się z dwóch części, które wzajemnie się uzupełniają. Być może pytania, które pojawią się przy studiowaniu rozdziałów pierwszej części Co jest grane? Trudne pary w gabinecie, znajdą odpowiedzi w rozdziałach drugiej części Dostrojenie w pracy z parami. Instrumentarium terapeuty. Stąd też w poszczególnych rozdziałach znajdą Państwo odnośniki do różnych fragmentów, dawaliśmy je z nadzieją, że będą pomocne. Do współpracy zaprosiliśmy polskie psychoterapeutki i psychoterapeutów z różnych miejsc i ośrodków. Jest wśród nich wyszkolona i prowadząca terapię psychoseksualną w Wielkiej Brytanii Dorota Mucha (części czytelniczek i czytelników znana z cyklu spotkań: Wykłady na cztery pory roku). Rozdział jej autorstwa zamieszczony w pierwszej części książki to ilustracja psychoseksualnej terapii przykładowej pary, który przybliża nas do szczególnej pracy łączącej perspektywę psychoterapeutyczną z seksuologiczną. Kolejny rozdział naszego współautorstwa z Maciejem Żurkiem również dotyczy specyficznej sytuacji, kiedy w parze obecne są trudności związane z uzależnieniem. Z ankiety przeprowadzonej w 2021 roku wśród polskich terapeutów par wynika, że podjęcie się terapii w takich sytuacjach nie jest oczywistością. Dlatego poruszyliśmy ten temat, chcąc przybliżyć się do tej tematyki, żeby być wsparciem dla naszych pacjentów nie tylko poprzez odesłanie do specjalisty lub specjalistki od uzależnień.

W pierwszej części zastanawiamy się ponadto nad pracą z parami, które w naszej opinii stawiają terapeutkom i terapeutom największe wyzwania. Opisujemy pracę z pacjentami potrzebującymi i tęskniącymi za bliską relacją, a mającymi słabe wyposażenie umysłowe i emocjonalne do budowania i bycia w takiej relacji. Często pary te uwięzione są w grzęzawisku (to sformułowanie przytoczyła nam Anna Dziubińska-Starska, jedna ze współautorek rozdziału: Wychodzenie z grzęzawiska - o terapii par, w których więź połączona jest z cierpieniem) i potrzebują pomocy, żeby się z niego wydobyć. Są to niezwykle wymagający pacjenci, którzy potrzebują od nas, terapeutek i terapeutów, dużego wsparcia i specjalistycznych umiejętności. Monika Kozak-Czekanowska w rozdziale Praca z traumą więzi w terapii par rozważa potencjalne źródła trudności par.

Na początkowym etapie terapii pacjenci muszą nas używać do komunikowania swoich pierwotnych stanów psychicznych. W ten sposób mają na nas wpływ, ingerują w nasze umysły i dusze, o czym więcej pisze w swoim rozdziale Mariusz Furgał. Jego rozdział otwiera część drugą, przybliżając czytelniczkom i czytelnikom stan umysłu terapeuty par. Lektura tekstu psychoterapeuty integracyjnego Pawła Malinowskiego Flashback emocjonalny - multimodalne rozumienie w kontekście relacyjnej traumy rozwojowej pomaga zrozumieć specyficzne zjawiska, z którymi spotykamy się w gabinetach i podpowiada, jak z nimi pracować.

O tym, że w naszej pracy możemy korzystać nie tylko z rozmowy, słów czy interpretacji, traktuje rozdział zatytułowany Plac zabaw im. Biona i Winnicotta, czyli co jest możliwe poza rozmową terapeutyczną w pracy z parami, którego autorkami są Hanna Pinkowska-Zielińska i Anna Dziubińska-Starska. Rozdział ten ma nieco inny charakter - pojawiają się rysunki, poznajemy propozycje tworzenia niezwykłych sytuacji na sesjach, które potem są przedmiotem wspólnej pogłębionej refleksji i mają potencjał inicjowania zmiany. Kwestię zmiany w psychoterapii par przybliża nam Joanna Skowrońska w rozdziale: "Coś więcej" w psychoterapii par. Autorka pisze: "Bardziej interesuje mnie to, że psychoterapia, będąc wydarzeniem pomiędzy ludźmi, stwarza nowe interaktywno-intersubiektywne środowisko, w którym dwie lub więcej osób zaangażowanych w świadomy i nieświadomy dialog inicjują zmianę w sposobach bycia z innymi i sobą samym". Jak wiemy, zmiana, mimo że pożądana, łączy się z kryzysami, o czym pisze Rafał Bornus w rozdziale zatytułowanym Kryzysy i kończenie terapii par.

Poszczególne rozdziały są rozmaicie pisane, tak jak różne są osoby w parach, które do nas przychodzą. Część rozdziałów ma charakter bardziej teoretyczny, z przeglądami badań, część zaś jest konceptualizacją własnego doświadczenia gabinetowego, pogłębionego lekturą tekstów innych badaczy czy psychoterapeutów. Niektóre rozdziały zawierają konkretne podpowiedzi interwencji terapeutycznych, przybliżając się do rzeczywistości w naszych gabinetach, inne opierają się na próbie zrozumienia opisywanego zjawiska. Pragniemy podkreślić, że żaden z przykładów przytoczonych w książce nie stanowi prawdziwego cytatu, przykłady te są kompilacją wielu różnych wypowiedzi pacjentów i terapeutów.

Kończąc, chcemy w pierwszej kolejności podziękować Autorkom i Autorom za przyjęcie naszego zaproszenia i owocną współpracę. Wspólne działanie przy redakcji książki to dla nas zaszczyt i przyjemność, radość tworzenia przestrzeni do wymiany myśli i doświadczeń w tak zacnym gronie. Chcielibyśmy również podziękować Lucynie Drożdżowicz, Alinie Naporowskiej, Andrzejowi Zielińskiemu oraz Marzenie Pawlus za cenne uwagi, które pomogły nam w redakcji.

Mamy nadzieję, że umieszczone w poszczególnych rozdziałach myśli tworzą całość, która będzie pomocna w pracy z parami.

Hanna Pinkowska-Zielińska i Bartosz Zalewski

1ŚWIATŁO W TUNELU - O TERAPII PAR OSÓB Z ZABURZENIAMI BORDERLINE I NARCYSTYCZNYM

Hanna Pinkowska-Zielińska

Bartosz Zalewski

Ośrodek Terapeutyczno-Szkoleniowy Kontrakt

Fundacja Rozwoju Myśli Psychoterapeutycznej

Wspólne życie partnerów z zaburzeniami osobowości jest trudne i trudy te czujemy w pracy z nimi. Wskazuje na to nie tylko doświadczenie kliniczne, lecz także wnioski z badań. Budowanie relacji miłosnych przez osoby cierpiące na zaburzenia osobowości napotyka wiele przeszkód, a potencjalnych kandydatów i kandydatek do stałego związku jest niewiele (Marszał, 2015). Te związki zmagają się z dużym stresem, znacznymi napięciami i niepokojem, bazową niestabilnością relacji oraz przemocą psychiczną (Bouchard, Sabourin, Lussier i Villeneuve, 2009). Jak wiemy z wyników badań, pary o dynamice borderline-narcystycznej wykazują znacznie obniżoną satysfakcję ze związku oraz wysoki poziom cierpienia (South, Turkheimer i Oltmanns, 2008; Daley, Burge i Hammen, 2000; Decuyper i in, 2016; Bouchard, Sabourin, Lussier i Villeneuve, 2009; Gutman, McDermut, Miller, Chelminski i Zimmerman, 2006). Dotyczy to także związków osób młodych oraz bezdzietnych (Lavner, Lamkin i Miller, 2015; Lavner, Lamkin, Miller, Campbell i Karney, 2016).

Osoby zmagające się z zaburzeniem borderline w relacjach miłosnych

Z zaburzeniami osobowości zmaga się ok. 10% populacji - dane wg DSM-5 (2018) oraz ICD-11 (Gałecki i Szulc, 2023). Szacuje się, że na zaburzenie borderline cierpi 1,5% dorosłych, a na zaburzenia narcystyczne 5-6% (Rakowska, 2021). Osoby cierpiące na borderline najczęściej niestety nie tworzą związków. Wedle statystyk jedynie około 30-45% z nich żyje w stałych relacjach miłosnych. Single, singielki, osoby rozwiedzione, pozostające w separacji to ok. 60-70%. Jeżeli tworzą związki, to średnio w młodszym wieku (Bouchard i Sabourin, 2009) i doświadczają w nich znacznie większej niestabilności niż osoby bez zaburzeń osobowości (Bouchard i in., 2009). Zanotowano, że niemal 70% par osób z zaburzeniem borderline doświadczyło rozstania i ponownego zejścia się w ciągu sześciu miesięcy od badania.

Niestety, osoby zmagające się z tym zaburzeniem nie wybierają najlepiej - często wiążą się z osobami z innymi zaburzeniami osobowości, odpowiednio: narcystycznymi, antyspołecznymi, osobami z uzależnieniami oraz mającymi skłonności do przemocy (Bouchard i Sabourin, 2009; Bouchard i in., 2009). Jest to spójne z wynikami badań nad osobami z pozabezpiecznym stylem więzi, które wybierają do relacji także partnerki i partnerów z więzią pozabezpieczną (Marszał, 2015; Cierpiałkowska, Kwiecień i Miśko, 2016). Im głębsze zaburzenie, tym gorsze funkcjonowanie relacyjne - i osób z zaburzeniami osobowości, i ich partnerek i partnerów. Z badań obejmujących wyłącznie kobiety dowiadujemy się, że im wyraźniejsze są tendencje borderline, tym związki stają się mniej satysfakcjonujące (Daley, Burge i Hammen, 2000). Tak znacznego obniżenia dobrostanu nie zanotowano dla relacji osób z trudnościami narcystycznymi.

Szczególnie zagrożone są zaufanie i bezpieczeństwo. W dość dawnych, ale pomysłowych badaniach niemiecki zespół z Uniwersytetu w Berlinie zdefiniował zaufanie jako przekonanie, że partner miłosny jest niezawodny i przewidywalny oraz będzie zachowywał się w sposób kochający i opiekuńczy (Rempel, Holmes i Zanna, 1985). Analizując funkcjonowanie 31 związków, gdzie partnerka miała rozpoznane zaburzenie borderline (oraz 36 par w grupie kontrolnej), przy dobrej kontroli innych czynników izolowali oraz wzbudzali spokój lub zaniepokojenie w relacji. Robili to m.in. poprzez prośbę o rozmowę o ulubionym filmie (wariant bezpieczny), sytuacji wzbudzającej lęk z niedalekiej przeszłości (poczucie osobistego zagrożenia) lub potencjalnych powodach zerwania relacji (wzbudzanie zagrożenia relacyjnego). Odkryli, że kobiety z zaburzeniem borderline istotnie częściej czuły się zagrożone i nie ufały partnerowi we wszystkich trzech sytuacjach niż kobiety z grupy kontrolnej. W tej drugiej partnerzy utrzymywali stabilny i wysoki poziom zaufania do siebie.

Jednocześnie chcemy zaznaczyć, że istnieje wiele badań pokazujących inną stronę życia miłosnego osób z zaburzeniami borderline. Przykładowo Sebastien Bouchard i Stephane Sabourin z kanadyjskiego Uniwersytetu Laval w przeglądzie badań sugerują, że średnio ok. 33-50% par wskazywało relatywnie wysoki poziom satysfakcji w związku. Zależnie od nasilenia objawów zaburzenia przy remisji w ciągu 3 lat satysfakcja ze związku wzrastała z 38% do 63%, a bez remisji objawów jedynie z 26% do 49% (Bouchard i Sabourin, 2009). Badania nad parami osób z pozabezpiecznym stylem więzi również pokazują, że w odpowiednich warunkach potrafią one tworzyć relatywnie stabilne i długoterminowe związki, choć o wahającej się satysfakcji (Davila i Bradbury, 2001; Marszał, 2015).

Osoby zmagające się z zaburzeniem narcystycznym w relacjach miłosnych

Osoby zmagające się z zaburzeniem narcystycznym w miejsce niestabilności wnoszą do relacji napięcie związane z brakiem akceptacji i odrzuceniem. Zgodnie z wynikami badań często i łatwo angażują się we wrogą wymianę (krytyka, obelgi, poniżanie) oraz dewaluują partnerów i partnerki. Im wyższy poziom nasilenia objawów narcystycznych, tym więcej okazywanej wrogości zarówno przez osobę z narcyzmem, jak i przez partnera (badanymi były kobiety), a także bardziej gwałtowna reakcja na krytykę, odrzucenie czy frustracje potrzeb (przegląd badań w: Lamkin, Lavner i Shaffer, 2017; Lavner i in., 2016). Z podsumowania badań nad relacjami miłosnymi osób z zaburzeniem narcystycznym, prowadzonych przez Joshuę Miller, Keitha Campbella i Paula Pilkonisa (2007), wynika, że najbardziej dotkliwym upośledzeniem związku jest to, że "bólu i cierpienia" emocjonalnego nie doświadcza "narcyz", ale najbliższe mu osoby.

Pragnienie statusu, podziwu, szczególnych przywilejów wydaje się kluczową siłą motywacyjną osób z cierpieniem narcystycznym (np. Sauls, Zeigler-Hill, Vrabel i Lehtman, 2019). Można je bazowo rozumieć jako "obrane" strategie w radzeniu sobie z trudami bycia w relacji. Niestety partnerzy narcystyczni mają tendencję do odrzucania emocjonalnego właśnie tych najbliższych, którzy mogliby obdarzyć ich szacunkiem i podziwem. W relacji odsuwają się emocjonalnie, podkreślając potrzeby własnej przestrzeni i odrębności, mogą zapominać o potrzebach drugiej osoby i ważnych dla niej sprawach, pomijają lub pomniejszają znaczenie przekazywanych treści itd. (Foster i Brunell, 2018). Wielkościowy obraz siebie bywa utrzymywany poprzez wymaganie lub wymuszanie podziwu od drugiej osoby. Jak opisują podręczniki diagnostyczne, działania takie zastępują angażowanie się w realną wymianę budującą intymność (DSM-5, 2018; Ligiardi i McWilliams, 2019). Jednocześnie istnieje znaczna różnica między tendencją do wielkościowego widzenia siebie a postrzeganiem osoby przez innych (Judge, LePine i Rich, 2006). W jednym z badań sprawdzano, czy faktycznie osoby z takim zaburzeniem są postrzegane jako szczególnie atrakcyjne fizycznie. Okazało się, że choć mężczyźni i kobiety z nasileniem tendencji narcystycznych oceniali siebie jako bardziej atrakcyjnych od innych, to osoby oceniające je z boku już nie widziały takich różnic. Warto zaznaczyć, że badani i oceniający byli młodymi ludźmi (Bleske-Rechek, Remiker i Baker, 2008).

Rzeczywistość emocjonalna relacji (RER)

Związki osób z zaburzeniami osobowości miotane są nieustannymi atakami, co powoduje duże cierpienie. Wynika to z konstrukcji psychicznej partnerów, zbudowanej wokół ochrony przed jeszcze głębszym bólem psychicznym (Bollas, 2021; Cierpiałkowska, 2008; Kernberg, 1985; McWilliams, 2009; Symington, 2013). Cierpienia emocjonalne, na jakie wystawieni byli w dzieciństwie, niejako "przestawiły" całą strukturę osobowości na tory zaburzonego rozwoju (por. Gabbard, 2015; McWilliams, 2009), co utrudnia budowanie dobrej, satysfakcjonującej relacji miłosnej w dorosłości.

W gabinecie pary pokazują nam swoje cierpienie na wiele sposobów - poprzez opowieści, zachowania, uczucia wzbudzane w terapeutach i terapeutkach czy rozegrania emocjonalne. Dla lepszego rozumienia tych zjawisk będziemy posługiwać się pojęciem rzeczywistości emocjonalnej relacji (RER)[2]. Wywodzi się ono z myślenia psychoanalitycznego i oznacza subiektywny sposób doświadczania przez partnerów związku oraz siebie nawzajem. W praktyce pozwala zrozumieć, czemu dynamika ich relacji ma tak dramatyczny przebieg. Rzeczywistość tę definiują wewnętrzne relacje z obiektem każdej z osób, w tym uwewnętrznionej pary rodzicielskiej oraz dominującego w dzieciństwie doświadczania relacji z opiekunami. Właśnie zaburzenia opiekuńczej relacji, takie jak zaniedbywanie, nadmiarowa frustracja, zniekształcanie czy zaprzeczanie podstawowym potrzebom dziecka, stanowią matrycę, jaką osoby wnoszą do przeżywania relacji romantycznych w dorosłości. Te dwa splatające się doświadczenia tworzą rzeczywistość obecnego związku. Warto pamiętać, że rzeczywistość emocjonalna relacji powstaje nie poprzez zaistniałe fakty, ale nadawane im znaczenia. Podstawowym źródłem interpretacji wzajemnych zachowań dzisiejszych partnerów są doświadczenia z obiektami opiekuńczymi. Nadawane znaczenia mają chronić przed bólem z przeszłości, ale nie wspierają rozwoju dorosłej pary.

Osoby wprowadzają rzeczywistość emocjonalną swojej relacji w przestrzeń gabinetu poprzez to, o czym i w jaki sposób mówią. W ten sposób informują nas, jakie przeszłe cierpienia "pracują w tle" i jak nakładają się na to, co dzieje się między nimi obecnie. Co ważne, jest to wspólny nieświadomy przekaz pary, który za psychoanalityczką Judith Lachkar (2003) będziemy dalej nazywać tańcem. Przyglądając się krokom tego "tańca", możemy stopniowo budować wyobrażenie o rzeczywistości emocjonalnej relacji i siłach nią rządzących.

Na wstępie chcieliśmy zaznaczyć, że raczej nie będzie pomocne szukanie bezpośrednich rozwiązań dla zgłaszanych przez parę problemów. Kluczowe, jak sądzimy, jest zajmowanie się tym, jak powstaje rzeczywistość emocjonalna - w gabinecie, naszej relacji z pacjentami oraz pomiędzy nimi. Znaczenie ma rozwijanie i wzmacnianie możliwości regulacji emocjonalnej każdej z osób poprzez wspieranie ich własnego potencjału obserwowania i rozumienia tego, co dzieje się z nimi i między nimi. Innymi słowy powinniśmy nasycać rzeczywistość emocjonalną pary stanem umysłu pary.

Stan umysłu pary

Pojęcie stan umysłu pary zostało wprowadzone przez brytyjską psychoanalityczkę z Kliniki Tavistock - Mary Morgan (2019). Oznacza współmyślenie partnerów o związku. Dzieje się tak, kiedy partnerzy mogą być sobą, widząc jednocześnie siebie i to, co robią w związku z drugim. Stan taki umożliwia wspólną przez partnerów obserwację tego, co dzieje się w relacji oraz pomaga w wytrzymywaniu nieuniknionych zawirowań. Termin stan umysłu pary korzysta z wcześniej opracowanego pojęcia trzeciej pozycji, stworzonego przez brytyjskiego psychoanalityka Ronalda Brittona (1989) w odniesieniu do pacjentów indywidualnych, a ten znowu z pojęcia ego obserwującego. Opisuje ono zdolność osób będących w związku do zajęcia pozycji obserwatora poza swoim związkiem i myślenia o nim, przy jednoczesnym byciu emocjonalnie zaangażowanym. Jak pisze Britton (1989), w rozwoju dziecka "powstaje trzecia pozycja, z której można obserwować relacje z obiektem. Mając takie doświadczenie, możemy sobie również wyobrazić bycie obserwowanym. Dzięki temu nabywamy zdolność do przyglądania się sobie w interakcji z innym, do rozważania punktu widzenia innej osoby przy jednoczesnym zachowaniu własnego oraz do zastanawiania się nad sobą przy jednoczesnym byciu sobą" (Britton, 1989, s. 87). Umiejętność tę nabywamy, ponieważ dziecko buduje dwie odrębne więzi łączące go z każdym z rodziców, jednocześnie konfrontuje się z istnieniem więzi pomiędzy rodzicami, z której jest wyłączone. W innym miejscu Britton (2010) dodaje: "Jeśli więź między rodzicami jest postrzegana, a miłość i nienawiść mogą być w umyśle dziecka tolerowane, powstaje prototyp innego rodzaju relacji z obiektem, w której dziecko zajmuje pozycję świadka, a nie uczestnika. Pojawia się trzecia pozycja, z której można obserwować relację z obiektem. Można wówczas zgodzić się na bycie obserwowanym. Dzięki temu zyskujemy zdolność do dostrzegania siebie w interakcji z innymi i do uznawania odmiennego punktu widzenia przy jednoczesnym zachowaniu własnego, zdolność do zastanawiania się nad sobą i pozostawania sobą" (Britton, 1989, s. 81). Umożliwia to stopniowe zaistnienie w rozwoju dziecka doświadczania przestrzeni emocjonalnej i relacyjnej istniejącej poza nim, której może doświadczać, którą może obserwować, o której z czasem będzie mogło myśleć. Stanowi to podstawę do powstania pozycji, którą Mary Morgan nazwała stanem umysłu pary. Z naszego punktu widzenia rzeczywistość emocjonalna relacji jest wypadkową działania trzeciej pozycji, która w dorosłości daje możliwość jednoczesnego bycia w relacji, doświadczania jej, współtworzenia oraz oglądania przez partnerów tego, co dzieje się pomiędzy nimi.

Pojęcia te są pomocne w rozumieniu sposobów pracy z parami osób zmagających się z głębszymi trudnościami. Osobiście dążymy do tworzenia warunków do budowania stanu umysłu pary, ponieważ będzie on przekształcał rzeczywistość emocjonalną relacji z dysfunkcjonalnej w funkcjonalną. Dzieje się to m.in. poprzez doświadczenie korekcyjnej relacji z terapeutkami i terapeutami jako obiektami opiekuńczymi, w której pacjenci mogą rozwijać nowe sposoby regulacji emocjonalnej, czyli zapisywać odmienne doświadczenie opieki od tego, jakie mieli pierwotnie. Pojawienie się nowych możliwości bycia w relacji z "opiekunem" prowadzi do integrowania przeżyć, co z czasem umożliwi jednoczesne przeżywanie i myślenie o swojej relacji. Jesteśmy przekonani, że podstawą terapii powinno być nieśpieszne poszukiwanie, eksplorowanie i nazywanie tego, czego każde z partnerów doświadcza. Dążymy do możliwości wymiany myślenia o tym, co przeżywają pacjenci i rozwijania refleksji nad przeżyciami indywidualnymi i pary (por. Morgan, 2019).

Nienazwane przerażenie

Wilfred Bion, brytyjski psychoanalityk, wprowadził to określenie dla opisu daleko niewystarczającego pomieszczania i opracowywania stanów afektywnych dziecka przez otoczenie. Bion posługuje się nim, aby opisać intensywne, pierwotne lęki dziecka, trudne do wyrażenia, ponieważ nie ma na nie słów ani też bezpośredniego dostępu do nich. Dziecko pozostaje wtedy zdane na własne słabe, pierwotne i nieskuteczne sposoby redukowania niepokoju. Sposoby te stają się jednym z podstawowych budulców rzeczywistości emocjonalnej późniejszych dorosłych relacji (Vermote, 2021). Sądzimy, że rzeczywistość emocjonalna relacji osób ciepiących na trudności narcystyczne i borderline nasycona jest stanem nienazwanego przerażenia (Bion, 2011)[3]. Mając tak zawodny repertuar regulacji emocjonalnej, trudno o budowanie wspólnego w parze namysłu nad związkiem, a więc uruchamianie stanu umysłu pary. Wydarzenia zachodzące w relacji rzadko w takiej sytuacji podlegają refleksji. Partnerzy nie widzą, że zachowanie drugiej osoby może wynikać z lęku lub niepokoju, dominują dziecięce uczucia, przekonanie, że druga osoba zostawia, znowu całkowicie i ze wszystkim. Trzeba sobie radzić wyłącznie samemu.

Według nas można znaleźć podobieństwo koncepcji Biona z ideami terapii dialektycznej (DBT) Marshy Linehan. Autorka pisze obszernie o niedostatecznym uprawomocnieniu (entitelment) przeżyć emocjonalnych dziecka przez opiekunów. Według Linehan osoby zmagające się z zaburzeniem borderline cechują się układem nerwowym o wysokiej reaktywności. Otoczenie najczęściej o tej wrażliwości nie wie, nie widzi jej wystarczająco dobrze, często nie rozumie i nie bierze pod uwagę w codziennej wymianie z dzieckiem. Dziecko jest wtedy nie tylko pozbawione adekwatnego wsparcia dla rozwijania regulacji emocjonalnej, ale dodatkowo staje wobec nieadekwatnych wymagań zewnętrznych. Na przykład rozemocjonowane ma pójść do pokoju i samo siebie uspokoić. Przy intensywnym przeżywaniu - kiedy zostaje bez zewnętrznej relacji kojącej, atakowane od środka impulsami, a czasami atakowane nimi również z zewnątrz przez np. rozzłoszczonego opiekuna - samouspokojenie jest niemożliwe. Wtedy pojawia się Bionowski stan ogólnego nienazwanego przerażenia. Rodzicom z kolei może być trudno dostrajać się do stanów wewnętrznych dziecka, np. ze względu na ich neuroatypowość, różnice temperamentalne, poziom wrażliwości na bodźce, wrażliwości sensorycznej czy intensywności reakcji afektywnej (Linehan, 2007). Dziś sporo uwagi zwraca się na właściwe rozpoznanie tendencji ku ADHD lub spektrum autyzmu. Jeśli dziecko ma układ nerwowy o wysokiej wrażliwości, wówczas ryzyko silnej reakcji na brak dostrojenia ze strony rodziców rośnie. Niedostrojenia te widzimy później na sesjach, w takich reakcjach partnerów, które są wyraźnie niepołączone z tym, co jest mówione na sesji czy aktualną sytuacją w związku.

Innym następstwem słabego odzwierciedlania w przeszłości może być to, że partnerów z zaburzeniami borderline i narcystycznym cechuje często poczucie wzajemnego fundamentalnego niezrozumienia. Na skutek niskich możliwości rozumienia swojego wnętrza (mentalizacyjnych) obie osoby są zdezorientowane w tym, co w istocie przeżywają. Zdezorientowanie to wtórnie blokuje możliwość wyobrażania sobie stanów psychicznych partnera. Pomocne jest tu wspominane wcześniej pojęcie trzeciej pozycji i przestrzeni trójkątnej wprowadzone przez Ronalda Brittona: "Jeżeli więź między rodzicami jest postrzegana, a miłość i nienawiść mogą być w umyśle dziecka tolerowane (...) dziecko zajmuje pozycję świadka, a nie uczestnika. Pojawia się trzecia pozycja, z której można obserwować relację z obiektem" (2013, s. 81). Tracona jest możliwość mentalizowania drugiej osoby oraz bycia mentalizowaną przez nią (por. Allen, Fonagy i Bateman, 2014). Trudno uczyć się wzajemnie ze swojego doświadczenia ze względu na osłabione możliwości wnioskowania z wydarzeń relacyjnych. Jest to, jak sądzimy, charakterystyczne dla związków osób cierpiących na zaburzenia osobowości. Górę bierze przejmujący chaos - nienazwane przerażenie.

Jak pisał Bion, nieudane pomieszczanie może pojawić się także w relacji terapeutycznej. Pacjentki i pacjenci mogą przeżywać nas jako opiekunów niewystarczających, nierozumiejących czy ignorujących ich ważne przeżycia. Mogą również przeżywać nas jako atakujących, narzucających lub zaniedbujących. Warto wyłapywać takie przeżycia, nie pomijać ich, komentować. Potrzebna jest nasza wnikliwa uważność, nawet jeśli treści te pojawiają się na sesjach nie wprost (np. para kłóci się między sobą tuż po wakacjach, zamiast złościć się na nas za opuszczenie ich na czas wakacji). Chodzi o to, aby pacjentki i pacjenci mogli być źli na nas, mieć wobec nas nienawistne pierwotne uczucia, a co najważniejsze, doświadczać wobec nas stanów nienazwanego przerażenia, które my zauważymy, przyjmiemy i opracujemy. Osoby z wyższego poziomu funkcjonowania będą w stanie bardziej rozpoznać to w sobie i wnieść w rozmowę na sesji, np. powiedzieć, że byli rozczarowani rozmową z nami lub poczuli się przez nas niezrozumiani. Pacjenci z niższego poziomu wymagają aktywności i zauważania takich przeżyć.

Dominujące mechanizmy obronne

W myśleniu o pacjentach z trudami tworzenia i bycia w relacji romantycznej w dużej mierze korzystamy z dorobku naukowego i doświadczenia klinicznego Otto Kernberga, Glena Gabbarda, Antonello Correale oraz Judith Lackhar. To właśnie Correale wskazał, że potraumatyczny sposób budowania siebie zachodzi głównie poprzez dysocjacje i rozszczepianie przeżyć (Correale, 2023). Sprawdza się to w naszej pracy - jak sądzimy właśnie te dwa mechanizmy obronne chronią opisywane pary przed cierpieniem.

Pomiędzy rozszczepianiem i dysocjowaniem w związkach miłosnych istnieją podobieństwa i różnice (Correale, 2023). Oba zjawiska opierają się na aktywnym rozdzielaniu treści psychicznych i tworzeniu barier pomiędzy nimi: uczuciami i myślami, różnymi przeżyciami, intencjami i zachowaniami. Celem obu jest usuwanie trudnych do wytrzymania uczuć, doświadczeń i myśli. Utrudniają budowanie oparcia w sobie, poczucia tożsamości, emocjonalnej wiedzy o sobie, mentalizowanie ufnej więzi. Różni je natomiast to, że zaburzają odmienne funkcje ego.

Otto Kernberg wskazał, że w efekcie rozszczepienia szczególnemu osłabieniu ulega kontrola impulsów oraz zdolność tolerowania lęku i frustracji (Yeomans, Clarkin i Kernberg, 2015). Z kolei Glen Owens Gabbard (2015) opisał, jak dysocjacja zapobiega konfliktom wewnętrznym wynikającym z nieprzystawalności różnych spolaryzowanych aspektów siebie - intencji, przeżyć, relacji. Jednostka narażona na uzmysłowienie sobie własnych sprzecznych zachowań, myśli czy afektów, kategorycznie zaprzecza ich istnieniu lub reaguje obojętnością. Oba zjawiska wpływają na pamięć i świadomość własnych działań osoby, aktywnie usuwając możliwości integrowania emocji. Bardzo trudno parze budować wtedy opisaną wcześniej trzecią pozycję, sprzyjającą widzeniu i rozumieniu tego, co się dzieje w związku.

Rozszczepianie

Mechanizm ten opisał po raz pierwszy Freud, w późniejszych latach dogłębnie opracowała go Melanie Klein (Klein, 2021). Powstaje on na wczesnym etapie rozwoju i istotnie utrudnia rozwijanie ego obserwującego, co prowadzi do tworzenia przepełnionej destrukcją rzeczywistości emocjonalnej pary. W aktywnie działającym rozszczepieniu dorosłe przeżycia nabierają szczególnie destrukcyjnych dla związku cech totalnych, ponieważ "porywane" są przez stany wczesnodziecięce. Zwykłe, codzienne wydarzenia przeżywane są i zapamiętywane jako ekstremalne (Volkan, 1976, za: Siegel, 2006).

Uznanie, zobaczenie, usłyszenie świata drugiej osoby oznacza zauważenie, że nie tylko jedna, moja rzeczywistość istnieje. Jest to niezwykle trudne dla umysłów niesionych silnymi, gwałtownymi, nierzadko pełnymi nienazwanego przerażenia stanami. Potężnie uszkadzają one procesy integracji uczuć. Partner/partnerka są przeżywani jako osoby, które kłamią, skoro nie pamiętają "związkowych" wydarzeń tak samo (Siegel, 2006). Nierzadko spotykamy pary, dla których już na etapie konsultacji sam fakt odmiennego opisu problemów ich relacji wywołuje fale wzburzenia. W pracy z tymi parami warto pamiętać, że rozszczepianie jest rozpaczliwą metodą ochrony siebie przed nieznośnym bólem psychicznym, nie zaś ich wyborem. Jest to ważne, ponieważ chroni nas przed przyłączeniem się do "pacjentowego" wzajemnego tańca oskarżeń.

Dysocjacja

Pojęcie to wprowadził do myślenia psychoterapeutycznego francuski psycholog i neurolog Pierre Janet, który uważał, że jest to reakcja obronna organizmu na traumatyczne doświadczenia, które są zbyt bolesne, by mogły zostać przetworzone w sposób świadomy. Dysocjacja pozwala na zachowanie złudnego poczucia kontroli w chwilach szczególnej bezradności. Jest mechanizmem obronnym, który umożliwia unikanie bolesnych lub trudnych do zniesienia emocji lub doświadczeń. W dysocjacji treści psychiczne istnieją w równoległych "świadomościach", elementy doświadczenia, myśli, emocje ulegają rozdzieleniu lub odseparowaniu (Gabbard, 2015). Dysocjacja jest niepowodzeniem w procesie integracji aspektów percepcji, pamięci, tożsamości i świadomości. Wiązana jest z ochroną przed doświadczaniem intruzji i przekraczania granic, w tym także poczucia utraty kontroli nad własnym ciałem. W kontekście przeżyć traumatycznych wskazuje się na podwójną funkcję dysocjowania: pomaga ofierze oderwać się od traumatycznego wydarzenia w jego trakcie oraz usuwa łączenie go z resztą swojego życia (Gabbard, 2015). Dzięki temu treści traumatyczne utrzymywane są poza osobą i pojawiają się jedynie jako okresowe wtargnięcia (flashback). Reasumując, w wyniku rozszczepienia osłabieniu ulega kontrola impulsów i zdolność tolerowania lęku, zaś dysocjacja wpływa na pamięć i świadomość (Kernberg, 1985). Dysocjacja jest pojęciem szerszym niż rozszczepienie, obejmuje wiele różnych zjawisk, w tym odcięcie różnych aspektów świadomości (myśli, wspomnień, przeżyć, tożsamości), rozszczepienie natomiast dotyczy wczesnych etapów rozwoju psychicznego, w tym podziału na dobre i złe obiekty.

Kłopot z dysocjowaniem w parze dotyczy tego, że choć odszczepione treści usuwane są z osoby, nie są usuwane ze związku. W dysocjacji są obecne różne części: można przeżywać partnera lub partnerkę jednocześnie jako osobę dobrą i chcieć się do niej zbliżyć, prawie jednocześnie można mieć liczne wątpliwości i chcieć się wycofać. W parze komunikowane są sprzeczne sygnały, np. trzymanie się na dystans, a potem wyjaśnianie, jak bardzo chce się być blisko, jak osobie na kimś zależy, wypisywanie licznych wiadomości w komunikatorach z wyjaśnieniem własnego zachowania. Kiedy dominuje dysocjacja, prowadzi to do dezorientacji, uczucia przytłoczenia i braku poczucia sensowności działania.

Wtargnięcia zdysocjowanych treści nie odbywają się nagle poprzez wyrywkowe wspomnienia traumatycznego wydarzenia na podobieństwo PTSD, ale widziane są w zachowaniu partnera. Osoba czuje, że to z winy tego drugiego znów jest "tak jakby" w przeszłości, kiedy działa się jej realna krzywda. Zachowanie partnera staje się wyzwalaczem flashbacku. Żadna z osób w parze nie czuje się autorem ani autorką dysocjowanych treści, lecz ich ofiarą. Dominuje przekonanie, że ukochana osoba robi krzywdę i prześladuje uczuciami, których chcemy się pozbyć ze swojego wnętrza. Dodatkowym kłopotem wydaje nam się to, że w parach przenikają się oba mechanizmy. Czasami partnerzy niemal walczą o wyłączne prawo do rozszczepiania i dysocjowania. Walczą o to, jakie zniekształcenie rzeczywistości będzie dominowało w związku, i która z osób będzie przez nie bardziej ochroniona przed swoimi trudnymi wewnętrznymi treściami.

Zauważmy na marginesie, że przy intensywnym działaniu obu mechanizmów niełatwo jest o znalezienie partnera lub partnerki, którzy "zgodzą" się przyjmować do siebie odszczepiane czy dysocjowane treści. Potrzebny jest ktoś, kto wytrzyma konsekwentne traktowanie go w taki sposób, jakby wyprojektowane treści realnie miał w sobie (Ruszczynski, 2012). Wyniki badań z udziałem osób zmagających się z pozabezpiecznymi stylami więzi sugerują, że trudno im znaleźć partnerów do związku miłosnego (Marszał, 2015). Osoby o bardziej bezpiecznym sposobie doświadczania więzi "wypalają się" ciągłym przypisywaniem im intencji i zachowań, których nie są właścicielami. Można powiedzieć, że jest to traumatyzujący sposób bycia w związku, kiedy jest się stale oskarżanym o działania, których nie jest się autorem, a które pochodzą z wnętrza drugiej osoby. W ten sposób osoby z traumami przekazują je innym. O tym niezwykłym mechanizmie powiemy więcej w dalszej części rozdziału.

Projekcja i przemieszczanie

Oba pojęcia zostały wprowadzone przez Freuda, twórcę psychoanalizy. Projekcja to mechanizm obronny, w którym osoba przypisuje własne nieakceptowane myśli, uczucia lub impulsy innym osobom, w miejsce rozpoznawania ich u siebie. Natomiast przemieszczanie polega na przenoszeniu uczuć szczególnie tych nieakceptowalnych, budzących lęk, z jednego obiektu na inny. Jak pisze Gabbard, jest to: "przemieszczanie uczuć związanych z określonymi ideami bądź obiektami na inne idee lub obiekty, które pod pewnymi względami przypominają oryginały" (2015, s. 51).

Rozszczepianiu i dysocjowaniu towarzyszy przemieszczanie treści o dużym ładunku emocjonalnym pomiędzy partnerami związku miłosnego. W opisywanych parach zjawisko to nabiera kluczowego znaczenia, ponieważ intensywnie przypisują negatywne zachowania stałym cechom partnerów, a pozytywne jedynie przypadkowi, co opisane jest w badaniach holenderskiego zespołu pod kierunkiem Mieke Decuyper (Decuyper, Gistelinck, Vergauwe, Pancorbo i De Fruyt, 2018). W pewnym sensie kluczową funkcją związku dla osoby z zaburzeniem osobowości będzie znalezienie i posiadanie na stałe osoby, której można przypisywać usuwane z siebie treści.

Jak podpowiadają Jill i David Scharff (2008), rozszczepienia i dysocjacje rozciągają się i angażują partnera lub partnerkę. W takiej sytuacji drugiej osobie przypisywane są własne przeżycia, które trudno jest zaakceptować. Przykładowo, jeżeli żona przeżywa zmagania między tym, aby mieć pragnienia (np. seksualne) oraz usuwać je z siebie, mąż jest aktywnie włączany w te zmagania. Żona może poczuć ulgę i uwolnić się od napięcia wynikającego z wewnętrznego konfliktu (między id a superego, np. pragnieniami seksualnymi a systemem wartości ograniczającym je), jeżeli przypisze jedną stronę konfliktu mężowi. Na męża projektuje swoje pragnienia. Jednocześnie jego obecność umożliwia usuwanie z siebie antagonistycznego przeżycia, a motywy nadal istnieją, choć wyrażane przez drugą osobę.

Chcemy zwrócić uwagę, że gdy konfliktowe treści umieszczone są na zewnątrz, osoba projektująca aktywnie wyszukuje i prowokuje u partnera zachowania zgodnie ze swoją projekcją. Dlatego dynamika relacji fundamentalnie zmienia się, znaczenie nadawane zachowaniom męża staje się zależne od żony. Funkcjonowanie drugiej strony interpretowane jest zgodnie z działającymi mechanizmami rozszczepienia i dysocjacji, w związku z tym pozostaje w znacznej części niezależne od tego, co partner robi lub mówi. Istnieje duże ryzyko, że samodzielnie, bez pomocy terapeutycznej nie wydostaną się z przypisywanych im ról. W subiektywnym przeżyciu każdej z osób w ich związku jest tak źle, dlatego że to właśnie ta druga strona ma zły charakter (Decuyper, Gistelinck, Vergauwe, Pancorbo i De Fruyt, 2018).

O sposobach pracy z parami osób z zaburzeniami osobowości piszemy w dalszej części rozdziału. Zaznaczymy teraz jedynie, że wskazane jest na bieżąco pokazywanie, jak komunikaty, które wysyłają do siebie, są odbierane przez nas. Jest to jedna z możliwości wprowadzania trzeciej pozycji do relacji. Jeśli się uda, na sesji może zaistnieć moment dobrej różnicy między terapeutami a pacjentami. W świecie projekcji i przemieszczeń na chwilę pojawia się odrębny umysł, nienapastliwy, niemający na celu przekonywania ani walki, lecz zestawienie obok siebie dwóch różnych możliwych interpretacji tej samej sytuacji. Istotne jest, abyśmy odnosili się również do tego, co pacjenci przypisują nam jako terapeutom i terapeutkom.

Para osób z zaburzeniem borderline i narcystycznym w gabinecie - teoria i praktyka

Rola traumy w funkcjonowaniu związków osób z zaburzeniami osobowości

Szerzej o roli traumy w funkcjonowaniu związków pisze w tym tomie Monika Kozak-Czekanowska, tutaj skoncentrujemy się na roli traumy w kontekście zaburzeń osobowości. Stwierdzenie, że w ich powstawaniu kluczowe znaczenie mają wczesne doświadczenia traumatyczne, ma szerokie uzasadnienie w badaniach i obserwacjach klinicznych (por. Cierpiałkowska, 2008; Bollas, 2021; Marszał, 2015). Używając pojęcia traumy, mamy na myśli doświadczenia przekraczające możliwości radzenia sobie dziecka z jego ówczesną sytuacją. Istotą nie jest wystąpienie pojedynczego traumatycznego wydarzenia, lecz powtarzające się sytuacje znacznego niedopasowania otoczenia do przeżyć dziecka (Linehan, 2007; Yeomans, Clarkin i Kernberg, 2015). Dziś określa się je jako złożony zespół stresu pourazowego, traumę rozwojową lub relacyjną[4] (cPTSD). Pojęcia te, jak czytamy, na różne sposoby opisują zjawiska, kiedy dziecko doświadcza nadmiaru rozmaitych bodźców przy jednoczesnym istotnym niedoborze opieki. Opiekunowie zamiast wesprzeć dziecko w radzeniu sobie, pozostawiają je bez pomocy. Mogą je ignorować, oferować mało wspierające sposoby radzenia sobie albo, co gorsza, wprowadzać w ich otoczenie dodatkowe, własne napięcie. W takich warunkach trudno rozwijać adaptacyjne sposoby przeżywania, czyli takie, w których dziecko może integrować pierwotne stany afektywne w bardziej złożone (por. Linehan, 2007; Walker, 2024). W efekcie działaniami osoby zarządzają pierwotne, mało złożone impulsy, afekty i emocje.

Judith Hermann (2020) sugeruje, że zaburzenie borderline samo w sobie może być swoistą reprezentacją zespołu stresu pourazowego. Istnieją doniesienia wskazujące, że kiedy w trakcie doświadczania traumy dochodzi do uszkodzenia procesów integrowania na poziomie poczucia tożsamości oraz zaburzeń więzi, konsekwencją może być rozwój cech borderline, co szeroko opisuje w swoich badaniach Ewa Trzebińska (2009). Dzieci, aby się chronić, uczą się, jak obniżać nasycenie afektem własnych doznań, a to utrudnia rozwój bardziej złożonych emocji i uczuć. Afekt odgrywa w uczuciach centralną rolę integrującą, jest spoiwem tworzenia złożonych funkcjonalnych reprezentacji siebie i innych (Trzebińska i Gabińska, 2009). W następstwie rozwoju traumatycznego reprezentacje siebie i innych pozostają uproszczone, a przeżycia muszą być usuwane, anulowane, rozszczepiane lub dysocjowane.

Obecność flashbacków emocjonalnych

Inną próbą opisu światów wewnętrznych bliskich stanom nienazwanego przerażenia jest pojęcie flashbacku (wtargnięcia) emocjonalnego. Wywodzi się z teorii PTSD, odnoszącej się do traum rozwojowych i złożonych (Complex-PTSD; Hermann, 2020). Amerykański terapeuta Pete Walker (2024) opisuje stan, w którym pod wpływem flashbacku osoba przeżywa traumę z dzieciństwa w dziejącej się na bieżąco relacji. Co ważne, bez pamiętania i kojarzenia bodźców, kontekstu ani okoliczności wyzwalających (triggerujących) wydarzeń. Flashback emocjonalny odcina osobę od realności i zamyka w kręgu gwałtownego przeżycia z przeszłości. Przeszłość zagarnia osobę i odcina od rzeczywistości. Jest jak kapsuła czasu, w której dziś doświadcza się tego samego, co dziecko stojące wobec wydarzeń przekraczających jego możliwości poradzenia sobie. Obserwujemy to na sesjach, kiedy osobie nagle zmienia się wyraz twarzy, głos, gestykulacja, wchodzi w stan zamrożenia lub wielkiego pobudzenia. Dobrze oddaje to potoczne powiedzenie: "coś w nią/w niego wstąpiło". W tym tomie flashbackom emocjonalnym poświęcony jest osobny rozdział autorstwa Pawła Malinowskiego.

Przykładowo jedna z par, z którą pracowaliśmy, opowiadała o sytuacji z przeszłości, kiedy pani wyjechała do pracy za granicę na kilka tygodni. Był to czas początków telefonii komórkowej, gdy połączenia międzynarodowe były drogie. Któregoś dnia partner, chcąc usłyszeć żonę, ze zwykłej tęsknoty zadzwonił. Dla niej było to okropne doświadczenie, które ją wysoce zdezorganizowało i wystraszyło. Była przekonana, że mąż dzwonił poinformować, że zdarzyła się jakaś tragedia. W emocjonalnej rzeczywistości tej pacjentki nikt nie dzwoniłby tylko po to, aby ją usłyszeć. Co ciekawe, nadal tak uważała, a opowiadając tę historię po wielu latach podczas sesji, była na granicy sil-nego wzburzenia. Wyjaśnienia męża nic nie zmieniały. Wynikało to z jej doświadczeń parentyfikacyjnych z dzieciństwa, zgodnie z którymi, jeśli pozostawia się najbliższych, oddala od nich, pozostawia ich bez kontroli, można spodziewać się jedynie najgorszego. W momencie otrzymania telefonu od męża stała się dzieckiem pełnym przerażenia, że tragedia, której zgodnie z matrycą parentyfikacyjną miała zapobiec, właśnie się wydarzyła. Przeszłość ją "dopadła", ponownie rozgrywała się w jej dorosłym życiu. Opowiedziana historia pozwoliła nam zrozumieć i zobaczyć w gabinecie nie tyle "wpadającą w szał", "agresywną" czy "zamrożoną" osobę, lecz dziecko ogarnięte nienazwanym przerażeniem, zaklęte w ciele dorosłej osoby.

Po doświadczeniu flashbacku osoby zwykle starają się ochronić siebie. Kojarzy się nam to z tym, co John Steiner (2017) opisuje jako psychiczny azyl[5]. Pacjenci potrzebują wtedy odłączyć się od partnera lub sytuacji. Używają do tego różnych sposobów, np. znieczulania się, odsuwania, ale też domagania się uwagi, uruchamiania wspólnych aktywności zadaniowych. Zauważamy na sesjach, że zamykają się w swoich fortecach, pochłonięci przeżyciami i działaniami odsuwającymi od doświadczenia, które wzięło ich w posiadanie. Czują się w nich bezpieczniej, choć odbywa się to kosztem utraty kontaktu z rzeczywistością. Ich rozumienie tego, co dzieje się w relacji oraz w nich samych, staje się dalece nierealne (Waska, 2014). Mogą np. widzieć siebie jako aktywnych i racjonalnych, podczas gdy są przerażeni i zagubieni. Realność jest tu najmniej istotna, uruchamia się tryb funkcjonowania osoby, dostosowanej do życia we wrogim świecie (Benjamin i Friedrich, 1991).

Komunikacja za pośrednictwem identyfikacji projekcyjnej

Jaką dynamikę przyjmują mechanizmy rozszczepienia, dysocjacji i przemieszczenia w relacjach pary? Do odpowiedzi na to pytanie przydatne będzie pochodzące z psychoanalizy pojęcie identyfikacji projekcyjnej[6]. Ma ono szeroki zakres znaczeń i funkcji, ale pragniemy opisać je jako zjawisko komunikacyjne, w którym jedna osoba zachowuje się tak, aby wywołać w partnerze zachowania zgodne z jej odszczepionymi pragnieniami. Jak opisaliśmy wcześniej, konflikty wewnętrzne są przenoszone na poziom relacji, a treści wewnętrzne transportowane pomiędzy partnerami (por. pojęcie obrony transpersonalnej, Slipp, 1988, za: Middelberg, 2001). Jest to nieświadome umieszczanie w drugiej osobie własnego sposobu doświadczania rzeczywistości, by w ten sposób się od niego odsunąć, jednocześnie zakomunikować je partnerowi i pozostać z nim w kontakcie.

Przy takiej wymianie partnerzy mają ograniczone możliwości mentalizowania, czyli myślenia o doświadczeniach wewnętrznych swoich i drugiej osoby. Myślenie to jest szybko przechwytywane przez mechanizmy obronne. Tym samym przekazywanie wzajemne treści emocjonalnych jest wyraźnie upośledzone. Skoro ani nie można, ani nie ma, jak opowiedzieć drugiej osobie, co się w nas dzieje, jedyną nadzieją na przekazanie tego stanu jest "zrobienie jej" tego stanu.

W przypadku par z zaburzeniami osobowości każda z osób zazwyczaj przeżywa więcej niż może udźwignąć. Często są to stany gwałtowne, pierwotne, związane z zaburzeniem regulacji emocji, flashbackami i traumami. Wymiana dzieje się poprzez takie działanie, aby druga osoba poczuła uczucia, które chce się jej przekazać, wraz z ich siłą. Komunikacja ta - "robienie tego" drugiej osobie - musi być zatem intensywna, mocna. Jeśli jedna osoba czuje się bezradna, a nie może o tym powiedzieć, musi zachować się tak, aby druga poczuła się bezradna w relacji z nią. Musi drugą uczynić bezradną, aby stan bezradności zakomunikować i przekazać drugiej osobie.

Glen Gabbard i Sallye Wilkinson (2012) opisują przebieg podobnej komunikacji w terapii indywidualnej. Podkreślają, że jest to intensywny rodzaj działań interpersonalnych, oparty na tworzeniu silnego naporu emocjonalnego na drugą osobę, aktywnie niszczącego myślenie. Nadawca przeżywa uczucia, często przypominające intensywne stany z dzieciństwa, nad którymi nie potrafi panować, i których czuje się ofiarą. Czasami wpada w opisywane już odtworzenia przeszłości, czyli flashbacki emocjonalne. Pojawia się silne pragnienie ulgi, ale też pozbycia się tych przeżyć, co w dzieciństwie nie było możliwe, ale teraz już jest. Drogą usunięcia pozostaje wtłoczenie ich w drugą osobę, tak aby to ona sobie z nimi radziła. Byłby to sensowny ruch dla małego dziecka, ponieważ rodzic najczęściej radzi sobie ze stanami emocjonalnymi dziecka lepiej niż ono samo, jednak nie jest on funkcjonalny w życiu dorosłym (Balint, 2012). Płacz, krzyk, domaganie się ukojenia w przypadku małych dzieci są adekwatnymi zachowaniami, mieszczącymi się w ich możliwościach - w dorosłości są jednak problematyczne (Doroszewicz i Gamian-Wilk, 2015).

Partnerzy w związku nierzadko walczą nie tyle o to, kto kogo zrani, nawet nie tak bardzo - jak sądzimy - o to, kto będzie kontrolował relację, ale o to, kto przekaże swój ból drugiej osobie, licząc, że ona ten ból przyjmie. Jedno z nas pracowało swego czasu z parą, w której pani opisywana była jako "chodząca wściekłość", pan zaś jako "uosobienie spokoju". Dopiero po jakimś czasie dało się zauważyć, jak bardzo pan uwyraźniał i przywoływał właśnie te sytuacje, w których pani się złościła. Zdarzało się, że wywoływał jej gwałtowne wybuchy złości na sesji, przy czym sam w kontraście do żony "jawił się" jako oaza spokoju. Nie ukrywamy, że przeciwprzeniesieniowo budził sympatię jako zrównoważony i współpracujący, a nawet współczucie u jednej z terapeutek. Pani natomiast budziła poczucie bezradności i irytację. Analiza genogramu w trakcie pracy ujawniła, że matka pana przekraczała jego granice gdy był dzieckiem, ale dla niego było to "normalne". Dopiero informacja o przekraczających zachowaniach matki pana pozwoliła terapeutkom zauważyć i zaciekawić się złością pacjenta, stawiając kwestie: "Gdzie się podziała pana złość?". Wtedy pojawiła się refleksja, zastanowienie, a chwilę później pytanie, jak do tego doszło, że w ich związku tylko jedno przeżywa złość, a drugie zupełnie nie. Pozwoliło to rozpocząć rozmowy dotyczące dystrybucji złości w relacji, pozwoliło też pani stopniowo wycofać się z brania na siebie wyrażania złości za oboje. Kiedy pan zaczął bardziej kontaktować się ze złością w sobie, pani się uspokajała. Pan zaś nie musiał już być "tym dobrym, wyważonym, zgadzającym się na wszystko", jak w przeszłości w relacji z przekraczającą matką.

Przy opisywaniu identyfikacji projekcyjnej warto zauważyć maniakalny aspekt przypisywania innym swoich przeżyć, co obrazowo opisuje Christopher Bollas (2020). Jak wskazuje, osoba zajmuje się wtedy tym, aby trzymać odszczepione i niechciane części siebie wewnątrz drugiej, tzn. interpretować zachowania partnera tak, by uzyskiwać dowody, że to on ma przypisywane mu cechy. Jeżeli się to uda, skutecznie pozbywa się budzących niepokój przeżyć, pragnień i dążeń z siebie i dzięki temu przeżywa stany euforyczne. W efekcie ma poczucie uwolnienia, uleczenia, a wraz z nimi siły i mocy. Bollas wskazuje, że mechanizm ten jest wysoce nagradzający, uwalniając od niepokoju, depresji czy przerażeń, a dając poczucie bycia wolną, twórczą i odważną osobą. To są silne motywatory, które w trakcie terapii są przepracowywane i z czasem utracone.

Niestety, jeżeli działanie opisywanych mechanizmów obronnych w parze jest intensywne, a większość komunikacji przebiega nieświadomie poprzez identyfikację projekcyjną, wówczas para wchodzi w destrukcyjny, niszczący stan, do którego opisu można użyć określenia impasu projekcyjnego (Morgan, 1995, 2019).

Impas projekcyjny

Dla niektórych ludzi samo zaangażowanie w związek miłosny i wiązanie się w emocjonalną zależność z drugą odmienną osobą jest dużym ryzykiem. Unikając zależności, niektórzy tworzą związki usuwające odrębność, skierowane na tworzenie poczucia zlania w jedną postać. Według Mary Morgan impas projekcyjny polega na tym, że "partnerzy zapadają się w siebie nawzajem. Identyfikacja projekcyjna jest w takiej sytuacji używana do uzyskania poczucia życia wewnątrz obiektu albo poczucia, że obiekt żyje wewnątrz self" (Morgan, 2019, s. 44). Niektóre pary funkcjonują tak, ponieważ układ ten nieświadomie służy podstawowym potrzebom obojga, a przede wszystkim chroni ich przed zależnością. Pacjenci intensywnie używają identyfikacji projekcyjnej do uzyskiwania poczucia psychicznego zamieszkiwania wewnątrz drugiej osoby. Każde z nich początkowo żyje w przeświadczeniu, że zna drugiego i samo jest dobrze znane od środka, dzięki czemu buduje fantazję o symbiozie i idealnym dopasowaniu, gdzie nie ma miejsca na różnice. Ich pojawienie się burzy poczucie bezpieczeństwa wywołując masywny lęk. Dlatego wszelka odrębność jest zaprzeczana jako zbyt zagrażająca dla self.

W takich przypadkach w gabinecie partnerzy nie są w stanie słuchać odmiennego komentarza na jakąś sytuację czy to partnera, partnerki, czy też terapeutów. Tak jakby inny punkt widzenia, inne spojrzenie miało usunąć ich własne, jedynie "prawdziwe" doświadczanie relacji miłosnej. Własne subiektywne pragnienia i przeżycia są zamieniane w obiektywny opis rzeczywistości ich relacji. Z wyprzedzeniem wiedzą, co powie partner, brakuje im możliwości bycia zaciekawionym drugą osobą, jej sposobem odbioru świata, przeżywania.

Co ważne, impas projekcyjny może w parze narastać i słabnąć, a szczególnie nasila się wraz ze wzrostem lęków przywiązaniowych. Władzę w związku obejmuje wtedy fantazja, że doskonale zna się myśli i uczucia drugiej osoby, stają się one odzwierciedleniem własnych projekcji, znoszącym jej odrębność. Partner staje się jedynie tym, co się o nim wyfantazjuje, nie widzi się drugiej, odrębnej istoty. Jeśli cierpię, to nie z powodu swoich wewnętrznych trudów, a tylko dlatego, że partner mnie zranił. W sytuacji rozdźwięku między realnym partnerem a wyobrażeniem o nim, to partner powinien się dostosować do wyobrażenia. W okresie dominacji impasu projekcyjnego w relacji dramatycznie brakuje miejsca na stan umysłu pary czy przestrzeń trójkątną, a rzeczywistość emocjonalna pary zdominowana jest przez konflikty, napięcia i cierpienie.

Taniec borderline'owo-narcystyczny Joan Lachkar

Jak pisaliśmy wcześniej, odszczepiane treści muszą znaleźć podatny grunt w drugiej osobie, aby zawiązała się relacja miłosna. Osoba odbierająca te treści powinna ich doświadczać w podobny sposób, tak aby projekcje miały się o co "zahaczyć". Na przykład poczucie bycia kimś nieważnym, towarzyszące pacjentom zmagającym się z zaburzeniem borderline, może "zahaczać" się o elementy przedmiotowego traktowania siebie, unieważniania swoich prawdziwych przeżyć, znane osobie z cierpieniem narcystycznym. Oboje znajdują w drugim elementy własnego cierpienia i rozpoznają możliwość wzajemnego zrozumienia w tym cierpieniu - i poprzez to obietnicę ukojenia. Twierdzenie to jest podstawą proponowanego przez psychoanalityczkę Joan Lachkar (2003) pojęcia tańca borderline'owo-narcystycznego. Lachkar opisała sposób, w jaki rozszczepienia i dysocjacje łączą się w ciąg wymian między partnerami. Choreografia tańca przybiera następujące kroki: związek z osobą ze strukturą narcystyczną potrafi początkowo dawać obietnicę spełniania wszystkich potrzeb i idealnego dopasowania osobie borderline. Z czasem taniec staje się coraz trudniejszy z powodu narastania narcystycznych obron przed zależnością, w efekcie osoba wycofuje uczucia, zrywa wieź i oddala się. Swoje pragnienia relacyjne usuwa z siebie, odszczepia i przypisuje partnerce/partnerowi.

Osoba zmagająca się z borderline silnie pragnie połączenia z kimś w pełni pomieszczającym jej stany emocjonalne. Nieświadomie dąży do tego, aby obiekt zewnętrzny wspierał ją w integrowaniu przeżyć, które sama musi stale rozszczepiać. Na odsunięcie reaguje rozpaczą i desperackimi próbami przylegania. Jednocześnie wpycha w drugą osobę swoje wewnętrzne siły niszczące więzi - rozszczepiające relację na dobrą oraz złą, aktywnie usuwa możliwości łączenia tych stanów. Nie istnieje dla niej wystarczająca stałość obiektu, a więc uczucie, że relacja jest dobra, można jej ufać, a tylko chwilowo przeżywa trudności, po których dobrostan powróci. Osoba z narcyzmem natomiast dąży do anulowania treści emocjonalnych i relacyjnych, ich intensywność przypisuje osobie z borderline. Dobrze wpisuje się wtedy w jej potrzeby, ponieważ wydaje się podzielać jej wiarę w nierealistyczny, niemożliwy poziom intymności jako coś, co powinno być naturalnym stanem związku. Natomiast osoba z borderline dobrze wpisuje się w świat osoby z narcyzmem, ponieważ podziela jej wiarę, że związek może być wyłącznie przyjemny, lekki i twórczy, pozbawiony trudnych uczuć czy problemów.

Oboje czują się całkowicie niszczeni przez drugą osobę: w świecie narcystycznym partner przeżywany jest jako prześladujący, intruzywny; w świecie borderline jako niszczący, usuwający nie tylko relację, ale całą osobę. Stabilizuje się kluczowy układ: jedno umieściło w drugim stan usuwania uczuć i jest od niego wolne; drugie zwrotnie w pierwszym umieszcza zalewanie zdezorganizowanymi silnymi afektami i też jest od nich wolne. Ceną jednak, jak pisze Lachkar, jest bycie zaklętym w danej chwili z partnerem, który niesie nasze usunięte treści. Każde z nich żyje wówczas z osobą niosącą to, co najgorsze. Partner czy partnerka jest wtedy jedyną odpowiedzialną za cierpienie osobą i wysiłki idą w zmianę tej osoby na zewnątrz. Równocześnie oboje podzielają daleko nierealistyczną wizję idealnej bliskości, w tym własnych możliwości, wytrzymałości. Sądzą, że jest szansa na niekończącą się cierpliwość drugiego, czytanie w myślach i pełne wsparcie w osiągnięciu wielkiego powodzenia życiowego (Caligor, Levy i Yeomans, 2015).

Posłużmy się przykładem. Zaprezentujemy parę, w której Ewa zmaga się z trudnościami typu borderline, Maciej - narcystycznymi. Zgodnie z tańcem borderline-narcystycznym pełna przeżyć Ewa ożywia Macieja, który dzięki niej doświadcza całej gamy uczuć pomimo sił "zamrażających" jego wnętrze. Maciej sprawia natomiast wrażenie mężczyzny idealnego, co dobrze odpowiada na zerojedynkową nieświadomą emocjonalną wizję Ewy. Z początku wydaje się, że dobrze na siebie trafili - dzięki jej pragnieniom on może doświadczać życia bogatszego w doznania niż jego własne wnętrze, np. prowadząc życie towarzyskie czy podróżując. Natomiast jego pustka emocjonalna sprawia wrażenie stabilności, która daje jej ważne oparcie na co dzień. O ile dynamikę borderline nierzadko czuć od początku, to trudności relacyjne związane z narcyzmem są widoczne dopiero z czasem - na początkowych etapach związku funkcjonowanie relacyjne jest satysfakcjonujące (Oltmanns, Friedman, Fiedler i Turkheimer, 2004). W tle każde projektuje coraz silniej na drugą osobę usuwane części siebie. W efekcie z czasem każde z nich nie będzie w stanie znieść drugiego, ponieważ poprzez niego ma kontakt z treściami, które właśnie z siebie usunęło. Tworzy to serię sytuacji bez wyjścia.

Wyobraźmy sobie, że Ewa wnosi na sesje temat braku życia seksualnego. Maciej częściowo wycofał się z relacji intymnej, swoje pragnienia erotyczne w znacznej mierze realizując w Internecie. Jednocześnie obiecuje idealny związek pod wieloma innymi względami, co dobrze odpowiada na jej potrzeby. Ewa, pozbawiona tej sfery życia, zaczyna przeżywać siebie jako mało atrakcyjną. Stawia warunek - skoro dla Macieja życie erotyczne nie jest istotne, ona proponuje otwarcie tej sfery na inne relacje. Ewa próbuje rozszczepić życie emocjonalne i seksualne, wierząc, że w każdej z nich uda się uzyskać stany symbiotyczne: stałe zlanie w relacji i chwilowe połączenie w romansach. Maciej zgadza się, podekscytowany i "zachwycony" własną tolerancją, otwartością oraz gotowością na eksperymenty. Czuje, że będzie uwolniony od pragnień Ewy, która wyniesie je na zewnątrz relacji. Jednocześnie jest to bliskie jego tendencji do przedmiotowego przeżywania relacji - do związku dołączane będą osoby używane do seksu. W istocie jednak po przyjęciu tej propozycji wycofuje się emocjonalnie, opuszcza Ewę i odsuwa się od niej jeszcze bardziej. Jakby nie zauważał, że oznacza to utratę ich życia relacyjnego, nie tylko erotycznego. W każdym wywołuje to niepokój, który będzie narastał.

Ewa pierwsza orientuje się, że traci relację - jest na taki stan wyczulona. W charakterystyczny dla cierpienia borderline sposób czuje jakby zanikała, przestawała istnieć dla Macieja. Uruchamia to stany rozpaczy, w której próbuje gwałtownie przywołać Macieja, np. atakując go, że nic już do niej nie czuje i oskarżając o własne nieszczęście. Maciej w tej sytuacji jest zagubiony, będąc zalanym gwałtownymi emocjami Ewy. Zamiast obiecanego uspokojenia, uczucia Ewy są coraz bardziej gwałtowne. Sam zaczyna reagować równie gwałtownie - atakami wściekłości, poczuciem, że nie wytrzyma tego, co się dzieje. Maciej czuje się oszukany, miał nadzieję na realizację swojego scenariusza zamrażania, anulowania uczuć, a jest nimi prześladowany. Dla niego partnerka zerwała podstawową umowę, że uczuć nie będzie zbyt dużo, a teraz spadają na niego gwałtownie, wdzierają się do jego wnętrza. Oboje pragnęliby żyć w iluzji symbiotycznego zlania lub spokojnych, niegroźnych uczuć. Osoba, z którą czują się umówieni na realizację własnej wersji bezpiecznego związku, właśnie podstawowo ich zawodzi, łamie zaufanie poprzez wprowadzanie treści, których desperacko starali się pozbyć (Balint, 2012; Lyons, 2012).

Maciej i Ewa poprzez identyfikację projekcyjną skomunikowali się, jednak te przeżycia są zbyt skomplikowane i wykluczające się, aby ich związek mógł je wytrzymać, a nie ma jak o nich opowiedzieć słowami. W efekcie każde z nich cierpi. Osoba z cierpieniem borderline przeżywa według Lachkar poczucie, że musi walczyć z partnerem o istnienie. Osoba z cierpieniem narcystycznym czuje, że partnerka nim pogardza, choć to on pogardza swoimi uczuciami i ich intensywnością.

Warto odnosić się do tych uczuć w trakcie sesji. Zwykle robimy to, próbując uchwycić i nazwać doświadczenia pacjentów. Można powiedzieć np. tak: "Pani czuje, jakby pani dla pana w ogóle nie istniała, jakby pani musiała walczyć o samo istnienie. A pan doświadcza niszczącej pogardy, która pana zabija. I w pana przeżyciu płynie to od najbliższej panu osoby". Nasze doświadczenia wskazują, że jeśli uda się te uczucia nazwać, przynosi to parze znaczną ulgę i zatrzymuje choć na chwilę wymianę nasyconą oskarżeniami. Pacjenci doświadczają wtedy momentów zrozumienia, odzwierciedlenia lub pomieszczania. Jest to korekcyjne przeżycie budujące przestrzeń trójkątną wewnątrz świata psychicznego każdej z osób, w której pojawia się miejsce na przeżycia drugiego (innego).

Pamiętajmy, że partnerzy pozostają w tańcu razem i współtworzą go, każde odgrywa odpowiednią rolę we wspólnym dramacie. Kolejne kroki w cyklu tego tańca będą według Joan Lachkar wyglądać następująco: "zły" narcyz porzuca, zabierając "ze sobą" złe uczucia borderline. Następnie ubłagany wraca jako "dobry", dając chwile cudownego połączenia, kiedy borderline może czuć, że istnieje. Wracając do naszej pary, Ewa prowadzi desperacką walkę o uwagę Macieja. Reaguje niekończącym się przepraszaniem, obiecywaniem zmiany i wdzięczności, byle tylko odzyskać porzucający obiekt. Jednocześnie pragnie ekscytacji, wolności i ważności. W jej przeżyciu istnieje jedynie dzięki cudownej sile narcyza, który staje się na moment osobą trzymającą w ręku klucze do raju. Maciej natomiast nie umie odróżnić prawdziwych uczuć od chwilowego zalewu stanów emocjonalnych, wierzy zatem, że partnerka obiecuje naprawdę i jest w stanie dotrzymać tej obietnicy. Wraca do relacji - skuszony intensywnym wyrażaniem uczuć i byciem cudownie potrzebnym. Odzyskanie jego uwagi, Ewa przeżywa jako coś co ratuje, wyciąga z otchłani beznadziei. Ewa po wybuchach pełnych zarzutów staje się skruszona i obiecuje być cudownym odbiciem światła i wspaniałych cech Macieja. Maciej natomiast przez chwilę wierzy, że Ewa jest w stanie dotrzymać obietnicy cudownej przemiany, gwarantującej podziw dla niego i jednocześnie dostarczanie mu życia emocjonalnego. Można powiedzieć, że oboje regresują się do dziecięcych pozycji, zdominowanych przez wiarę w omnipotencję, magiczne rozwiązania i nieograniczone możliwości z dala omijające realność. Konieczny jest jednak kontener na odszczepione uczucia, jeśli go brakuje, za jakiś czas wrócą one do relacji, zwykle w układzie choreograficznym, gdzie siły borderline atakują, a moce narcystyczne się wycofują.

Każde z pary czuje, że gdyby nie druga osoba, mogłoby być twórcze, swobodne i kochane. Przypomnijmy myśl Christophera Bollasa (2020), który zauważa, że pozbywanie się niepokojących treści z siebie daje uczucie mocy i ekscytacji. Ewa może czuć się wreszcie ważna, przeżywać siebie jako spójną, stabilną, pewną siebie osobę. Maciej zaś może czuć się żywy emocjonalnie, a jego uczucia nabierają wartości, dają mu oparcie i ukierunkowanie. Uzyskiwanie chwilowej mocy i satysfakcji są silnymi motywatorami. Dodatkowo oboje uznają, że jest to naturalny, pożądany stan w relacji i ku temu właśnie powinna prowadzić terapia. Każda osoba z pary czuje, że taka właśnie jest i mogłaby tak żyć, gdyby ta druga tego nie niszczyła. Kłopot w tym, że potrzebują relacji jako kontenera, nie mogą się uwolnić od partnera/partnerki, ponieważ wtedy stany wewnętrzne umieszczane w nim/niej wrócą z całą mocą.

Według Joan Lachkar taniec utrzymuje obie osoby we wzajemnym uścisku, tak jakby grana była przez cały czas ta sama muzyka. Zmiana u jednej osoby potencjalnie niesie poważne skutki dla relacji, destabilizujące dotychczasowe funkcjonowanie. Przykładowo, jeżeli osoba z narcystycznymi sposobami chronienia siebie zrobi krok ku zdrowiu, może zacząć budować własne granice zamiast przyjmować intruzje wypełnione potrzebami drugiej osoby. Jej symbiotyczne potrzeby zmaleją i może zacząć odsuwać się od partnerki lub partnera. Separuje się i w miarę możliwości utrzymuje własne uczucia wewnątrz siebie. W tym znaczeniu schodzi z parkietu, a czasami zmienia krok w tańcu. Będzie mniej anulowania przeżyć, mniej obrażania się, rzadziej pojawiać się będzie narcystyczna wściekłość, a nadto zmniejszy się częstotliwość zachowań przypisywanych jej przez osobę z borderline. W takiej sytuacji osoba z borderline mniej będzie potrzebna jako kontener. Paradoksalnie nie jest to tylko dobra wiadomość, ponieważ zbliża ją to do dramatu wewnętrznych rozszczepień. Zaczyna tracić znaczenie jako zewnętrzny obiekt, który - choć z wieloma kosztami - pomieszczał odłączane elementy życia psychicznego partnera z narcyzmem. Bez dodatkowego wsparcia dającego rozumienie siebie, bez terapii własnej trudno jej będzie treści te w sobie utrzymać. Często bez elementów terapii indywidualnej, prowadzonej na tle pary, trudno może być jej odnaleźć się w nowej dynamice związku. Może uruchamiać naciski na partnera, aby ratować to i powstrzymać zmiany w partnerze. Mogą to być, opisane dalej, dramatyczne okresy w terapii. Zmianie przeciwdziałają zarówno siły wewnątrz osoby, jak i siły w parze. Oczywiście opis ten możemy zacząć od zmiany w osobie zmagającej się z borderline i prób blokowania ich przez osobę z narcyzmem.

Robiąc na chwilę krok ku myśleniu systemowemu, warto wspomnieć o pracy Larry'ego Feldmana i Williama Pinsofa (1982, za: Middelberg, 2001), którzy opisali pięć odmian tańca par z zaburzeniami osobowości. Według nich dynamika borderline-narcystyczna odpowiada typowi tańca opisywanemu jako "domagający się i uciekający" (pursuer/avoider). Osoba z borderline to "gniewny goniący" (angry pursuer) przerażony doświadczeniem bycia porzuconym. Osoba z narcyzmem to "przyciśnięty uciekający" (constricted avioder) przerażony żywymi przeżyciami, których doświadcza jako intruzywnych. Narcyzm znajduje osobę z borderline, która ma za zadanie ożywiać jego zamarznięte, obumarłe wnętrze, a borderline doświadcza pomieszczających i wytrzymujących funkcji narcyza jako uspokajających.

Ataki na myślenie

Siły usuwające możliwości myślenia i ego obserwujące atakują nie tylko pacjentów i ich parę, ale także myślenie terapeutów i terapeutek (więcej w: Zalewski i Pinkowska-Zielińska, 2021). Badania pokazują, że napór pierwotnych stanów afektywnych rozbija procesy mentalizacyjne terapeutek i terapeutów pracujących z pacjentami cierpiącymi na zaburzenia osobowości. Szczególnie opracowane to zostało przez Glena Gabbarda (Gabbard i Wilkinson, 2012) oraz Otto Kernberga (Yeomans, Clarkin i Kernberg, 2015). Przykładem są gwałtowne wtargnięcia na sesję silnych przeżyć, flashbacki emocjonalne czy wybuchy nienazwanego przerażenia. Nagle przekształcają one realność sesji i relacji terapeutycznej w traumatyczną przeszłość. Jednym z podstawowych zadań podczas sesji w obliczu potężnych emocji jest dbanie o utrzymywanie warunków do myślenia.

Można postawić tezę, że trudności w mentalizowaniu pacjentów oraz tworzeniu stanu umysłu pary przez terapeutów przypominają ograniczone możliwości opiekunów z okresu dzieciństwa tych pacjentów w myśleniu o nich. "Opiekunowie" na sesji stają się nieprzytomni. Pacjenci niejako aranżują w gabinecie sytuacje niezrozumienia, braku możliwości odzwierciedlania i zajmowania się nimi. Tworzenie takich sytuacji możemy rozumieć jako jeden ze sposobów komunikowania przez pacjentów stanów braku opieki dla silnych przeżyć. Pojawia się cierpiąca osoba i bezradny, porzucający opiekun. Odtwarzają się sytuacje, w których nieintencjonalnie możemy pacjentów zawodzić, okazujemy się niewystarczający lub zbyt słabi, by im pomóc.

W parze może to działać także "na skos, po przekątnej", kiedy próbujemy rozpoznać i pomieścić przeżycia jednej osoby, druga to utrudnia. Może robić to, wkraczając w rozmowę, atakując wymianę, złoszcząc się, wpadając w rozpacz, zakrzykując czy domagając się ustalania własnych faktów i prawdy. Może również chwilę później, kiedy wysłucha naszej rozmowy z partnerem, wprowadzać silne emocje, atakować partnera, wybiegać z sesji, grozić zerwaniem terapii lub przeciwnie: wycofać się z kontaktu, stać się niedostępną. Zauważenie w takich sytuacjach działania mechanizmu identyfikacji projekcyjnej i jego komunikacyjnej funkcji może być niełatwe, ponieważ dostęp do myślenia jest utrudniony zarówno u pacjentów, jak i terapeutek i terapeutów (Waska, 2014).

Szczególnie łatwo uruchamiają się wczesnodziecięce lęki prześladowcze. Pojawia się wtedy przekonanie, że partner lub partnerka intencjonalnie, specjalnie robi przykrość, a mogłaby się powstrzymać (Ligiardi i Williams, 2019; McWilliams, 2009). Lęki prześladowcze towarzyszą fundamentalistycznym stanom umysłu, gdzie prawda o relacji jest jedna, oczywista, a tylko partner lub terapeuta złośliwie nie chce jej przyjąć. W zaburzeniach osobowości stan taki uruchamia się niestety często, pacjenci wychwytują wtedy informacje pasujące do zero-jedynkowego skryptu relacyjnego (Chojnacka, Gabińska i Niedźwiedzki, 2009). Jeżeli osoba czuje, że druga zawodzi jej zaufanie, wówczas wyłapuje i daleko nadinterpretuje oznaki braku zaufania. Kiedy oznak takich brakuje, umysł wytwarza je sam (Kahnemann, 2012). Jedna z pacjentek, nie mając jak zaprzeczyć temu, że widzi w zachowaniu męża na sesji coś, czego ewidentnie tam nie ma, zaczęła intensywnie przekonywać, że mąż mówi tonem, w którym nie ma czułości i który nie budzi zaufania, a więc jednak potrzebne jej treści w wypowiedziach męża znajduje.

Na szczęście mamy w wewnętrznym świecie pacjentów również "sprzymierzeńców". Oprócz ataków na myślenie doświadczamy prób współpracy w uruchamianiu tegoż myślenia, które łagodzi cierpienie pacjentów. Budujemy rusztowanie struktur dla ego obserwującego, trzeciej pozycji i stanu umysłu pary poprzez odnoszenie się do przeszłości osobistej każdej z osób w nowy, czuły sposób. Również na deregulację reagujemy inaczej niż pierwotne środowisko opiekuńcze. Pomaga nam w tym setting i ograniczony czas sesji. Osoba czuje, że wobec trudnych przeżyć pojawia się ktoś, kto się nie poddaje, nie przeraża i stara się jej pomóc.

Taniec w trójkącie

Według Lachkar do tańca partnerzy mogą zaprosić również dzieci. Uzyskują wtedy możliwość przypisywania im treści, których stan umysłu ich pary nie jest w stanie opracować. Na przykład, jeżeli rodzice nie radzą sobie z agresją i wprojektowują ją w dzieci, to nie radzą sobie też z agresją dzieci. Dzieci stają się częścią tańca wokół agresji. Jedna z par opisywała trójkę swoich dzieci obrazową metaforą, żartobliwą w ich mniemaniu: najstarsze dziecko było sowiecką Rosją, silne, ekspansywne i bezlitosne, najmłodsze jak hitlerowskie Niemcy, atakowało wściekle wszystkich dookoła, a środkowe jak Polska - bezbronne i wszyscy nim rządzili. Metafora ta obrazowała, jak silne i pierwotne treści przypisywali dzieciom. Z naszych doświadczeń wynika, że jeśli rodzicom uda się, wskutek terapii, pomieszczać własne przeżycia w sobie lub w swojej parze, czyli kiedy zaczną budować stan umysłu pary, mogą zauważyć znaczą poprawę w zachowaniu dzieci. Niemniej początkowo sami mogą czuć się istotnie gorzej.

W literaturze dotyczącej rodzin znajdziemy wiele opisów tego, w jaki sposób dziecko staje się zewnętrznym kontenerem dla stanów emocjonalnych rodziców. Dziecko ratuje wtedy rodzica, a jednocześnie nie może się od niego odseparować. Na przykład jedna z analiz pokazuje, jak matki zmagające się z zaburzeniem borderline sabotują możliwość wiązania się dziecka z drugim rodzicem, ponieważ oznaczałoby to jego odrębność, a dla matki niemożliwą do wytrzymania utratę (Perez, 2019). W takiej konfiguracji pary przeżywały potężny kryzys w momentach pokazujących separację dziecka. Chcemy tutaj zwrócić uwagę, że nie zawsze analizując dynamikę pary, uwzględniamy fakt umieszczania różnych treści właśnie w dzieciach. Włączenie tej perspektywy do swojego terapeutycznego myślenia jest ważnym zadaniem dla terapeutów i terapeutek par.

Taniec z terapeutkami i terapeutami

Chcielibyśmy poszerzyć rozważania nad tańcem par o figury włączające nas - terapeutów i terapeutki. Używając przykładu Ewy i Macieja, wyobraźmy sobie, że splatają się oni w tańcu i sprzymierzają przeciw nam. Uzyskują dzięki temu moment ulgi, ekscytacji i bliskości. Jeśli uda się skutecznie połączyć przeciw wspólnemu zewnętrznemu światu, w tańcu następuje cudowna figura - przez chwilę ich potrzeby są w pełni zaspakajane (Waska, 2014). Wszystko, co odszczepiane i dysocjowane, znajduje swoje miejsce na zewnątrz, w terapeutach i terapeutkach lub dzieciach. Zatrzymajmy się przy tej figurze.

W takich sytuacjach możemy być zdezorientowani, a wiąże się to z mechanizmem identyfikacji projekcyjnej, za pomocą której zostajemy włączeni w sieci rozegrań w związku. Opisuje to sytuacja, kiedy na sesji jedna z osób prowadzących terapię wskazała na połączenie ograniczenia w życiu seksualnym pary z ich wiekiem. Spowodowało to wściekłość partnerów, nazwanie realnych ograniczeń było sprzeczne z ich pragnieniami, złość została przekierowana w formie ataku na terapeutów. Mieliśmy ponieść karę za naruszenie mechanizmów zaprzeczających rzeczywistości. Staliśmy się tymi, którzy pozbawiają i zabierają, co jest jak zdrada, przecież mieliśmy jedynie wspierać realizację pragnień. Widać w takim działaniu zarówno mechanizmy narcystyczne - usuwane treści umieszczone są w nas - jak i borderlinową zero-jedynkową wizję rzeczywistości. Usuwane doświadczenie tracenia wraz z wiekiem pewnej intensywności życia erotycznego i intymnej dostępności para zastąpiła przypisaniem złych intencji terapeutom czy postrzeganiem ich jako niekompetentnych, a nawet zawodzących. Tacy pacjenci pragną pozostawać w fantazjach o własnej omnipotencji i niekończących się możliwościach. Zjednoczyli się w przeżyciu, że to przez nas, a nie ze względu na swoje ograniczenia, nie mogli już doświadczać pełni życia intymnego.

Jeżeli pomimo ataków uda się podtrzymać relację terapeutyczną, z czasem staniemy się kontenerem wystarczająco pojemnym dla przeżyć pary. Naszym zadaniem jest stałe wspieranie rozwoju trzeciej pozycji i stanu umysłu pary, które pomagają wytrzymywać konfrontacje z rzeczywistością. Konieczne jest stałe zajmowanie się mechanizmami obronnymi każdego z partnerów, aby spomiędzy nich mogła wyłaniać się relacja miłosna, w której nie dominują projekcje i przemieszczenia, zaś komunikacja nie idzie drogą identyfikacji projekcyjnej. Wraz z pomieszczaniem i trzymaniem settingu tworzymy przestrzeń dla oglądania przeżyć każdego z partnerów, a więc rozwoju mentalizacji, ego obserwującego i w efekcie trzeciej pozycji, z której oglądać można związek. Przy pomyślnym przebiegu leczenia taki stan umysłu pacjenci będą mogli internalizować i samodzielnie podtrzymywać. Dobrze, abyśmy byli mentalizującymi rodzicami, którzy nie oddając ciosów emocjonalnych, nie urażając i nie poddając się, przynoszą ulgę i dają nadzieję na zmianę. Pracując nad relacją terapeutyczną, stajemy się kontenerem amortyzującym napięcia. Napięcia te biorą się z trudności wynikających ze wzorców przywiązania każdej z osób.

Chcemy zwrócić uwagę czytelniczek i czytelników, że to jest dużo treści do pomieszczania i terapeutki oraz terapeuci potrzebują regularnego wsparcia w tym procesie. Lachkar wskazuje, że nie powinniśmy się w takiej terapii śpieszyć, musimy dać czas na tworzenie się zrębów myślenia u pacjentów. Stopniowo na kolejnych sesjach pacjenci mogą doświadczać pomocnych elementów myślenia o swoim związku, z wykorzystaniem zewnętrznych mentalizujących umysłów, właśnie dzięki temu, że się nad nimi i razem z nimi zastanawiamy, nie dajemy się porwać wprowadzanym przez nich pierwotnym nagłym przeżyciom. Powstaje dobra zależność, która według Lachkar będzie polegała na tym, że stajemy się przewidywalnymi, stałymi obiektami, którym można ufać i które nie będą zawodziły w rozpoznawaniu i uznawaniu prawdziwych przeżyć. Kluczowe jest chronienie stabilnego settingu terapeutycznego, który tworzy przestrzeń na terapeutyczne myślenie. Jeżeli zawiedziemy, powinniśmy aktywnie ten setting naprawiać, aby przywracać zaufanie i nadzieję (Casement, 2017; Perkins, Glass i D'Aniello, 2019; Symmonds i Horvath, 2004).

Pacjenci mogą próbować anulować znaczenie relacji z nami, szczególnie kiedy sprzymierzą się przeciwko nam. Wówczas przy poruszaniu przez nas trudnych dla pary tematów często pacjenci "kiwają głowami" w pozornej zgodzie, ale pomijają poruszane przez nas wątki i szybko przechodzą do mówienia o czymś innym. Dzieje się to często poprzez narcystyczne anulowanie lub borderlinowy przeskok do innego tematu. W nas potencjalnie pojawić się może wtedy chęć do krytykowania, strofowania czy nawet potrząśnięcia pacjentami. Może kusić nas, aby parę pouczyć, dać konkretne rozwiązania, rady czy wygłosić miniwykład. Poszlibyśmy wówczas za impulsem udowadniania własnej przydatności i kompetencji. Przyłączylibyśmy się do sił usuwających wpływ czynników psychologicznych, np. rozczarowań i wściekłości, które mogą być obecne nie tylko w parze, ale również w relacji pomiędzy pacjentami a nami. Warto ową frustrację czynić przedmiotem rozmowy na sesjach. Przykładowo pracując w koterapii, możemy podzielić się komentarzem, choćby w rozmowie między nami przy pacjentach: "Nie wiem, skąd się to bierze, ale teraz intensywnie myślę o złości. Zastanawiam się, czy to ktoś z państwa się zezłościł, czy my państwa zezłościliśmy, czy może coś się przypomniało z przeszłości, ciekawe, o co może chodzić? Może mają państwo jakieś skojarzenia, myśli?". Jeśli dla pary okaże się to zbyt trudne, zawsze można "odpuścić" temat, aby nie tworzyć nadmiarowo frustrującego (dla osoby z borderline) lub intruzywnego (dla osoby z narcyzmem) środowiska i wrócić do pomieszczania oraz odzwierciedlania stanów wewnętrznych. Czyli wyjaśnić np. tak: "Z doświadczenia wiemy, że nieraz, gdy pojawia się jakieś wyraźne odczucie na sesji, w rozmowie między nami, może to być wnoszące do naszego wspólnego rozumienia dynamiki państwa relacji. Dlatego mówiąc o tym, sprawdzamy, czy mogłoby być dla naszej pracy tutaj użyteczne". Są to przykłady sposobów wychodzenia z tańca borderline-narcystycznego w relacji terapeutycznej.

Przypisy

[1] Tom I: Diagnoza par w różnych podejściach (2021, PWN); tom II: Specyficzne zjawiska w diagnostyce par (2022, PWN)

[2] Pojęcie to zdefiniowała i opisała w kontekście psychoterapii par Hanna Pinkowska-Zielińska w rozdziale Znaczenie i funkcja obiektu wewnętrznej pary przez każdego z partnerów a rzeczywistość emocjonalna pary w II tomie podręcznika Diagnoza w psychoterapii par. Specyficzne zjawiska w diagnostyce par (2022).

[3] Winfred Bion wprowadził pojęcie "nienazwanego przerażenia" (nameless dead) w swojej przełomowej książce Learning from Experience (Uczenie się na podstawie doświadczenia), wydanej w Polsce przez Oficynę Ingenium w 2011 r.

[4] W języku polskim istnieje kilka pozycji opisujących te pojęcia: Janina Fisher Terapia osób, które przetrwały traumy złożone, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (2019) oraz Pete Walker Złożone PTSD. Od przetrwania do pełni życia. Proces powrotu do zdrowia po traumie dziecięcej, Grupa Wydawnicza Harmonia (2024).

[5] John Steiner (2017) wprowadził pojęcie "psychiczny azyl" (psychic retreat) - to mechanizm obronny, w którym osoba wycofuje się do wewnętrznego świata fantazji, w którym czuje się bezpieczna, ale jednocześnie izoluje się od zewnętrznych relacji i trudnych emocji. Więcej można przeczytać w wydanej po polsku książce pt. Psychiczny azyl. Patologiczna organizacja osobowości u pacjentów, Wydawnictwo Imago.

[6] Glen Gabbard, w książce pt. Psychiatria psychodynamiczna w praktyce klinicznej (2015), podaje następującą definicję: "Identyfikacja projekcyjna (...) jest wewnątrzpsychicznym mechanizmem obronnym i zarazem aktem komunikacji międzyludzkiej. Podmiot wywiera swoim zachowaniem subtelny nacisk na inną osobę, aby przyjęła określoną, projektowaną na nią cechę aspektu self lub obiektu wewnętrznego. Osoba będąca celem projekcji zaczyna się zachowywać, myśleć i czuć zgodnie z projektowanymi na nią treściami" (s. 50). Więcej o mechanizmach obronnych i definicji identyfikacji projekcyjnej oraz jej składnikach - projekcji i introjekcji - polski czytelnik znajdzie w książce Nancy McWilliams Diagnoza psychoanalityczna (2009, s. 125-127) oraz Priscilli Roth w publikacji pt. Współczesna psychoanaliza brytyjska (2013, s. 245-255), a w polskim piśmiennictwie przeglądu definicji pojęcia dokonał Jarosław Groth (2011).