Niniejsza książka ma charakter edukacyjny i informacyjny. Zawiera informacje dotyczące zdrowia, w szczególności zdrowia psychicznego, oraz wykorzystania substancji psychodelicznych w celach terapeutycznych pod nadzorem odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów. Przedstawionych w niej treści nie należy traktować jako porad medycznych, psychologicznych ani psychiatrycznych, ani jako podstawy do samodzielnego diagnozowania lub leczenia jakichkolwiek schorzeń czy zaburzeń. Nie mogą one zastępować konsultacji z lekarzem, psychologiem, psychoterapeutą lub innym odpowiednio wykwalifikowanym specjalistą.
Stosowanie substancji psychodelicznych może wiązać się z poważnym ryzykiem dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Posiadanie i używanie wielu z tych substancji podlega ograniczeniom prawnym lub jest zabronione. Omówienie ich właściwości, działania i potencjalnych zastosowań terapeutycznych nie stanowi zachęty do ich przyjmowania ani do podejmowania jakichkolwiek działań niezgodnych z obowiązującym prawem.
Przed podjęciem decyzji dotyczących własnego zdrowia, stosowania leków lub korzystania z jakichkolwiek metod terapeutycznych należy zasięgnąć porady odpowiednio wykwalifikowanego specjalisty. W szczególności nie należy samodzielnie podejmować prób terapii z wykorzystaniem substancji psychodelicznych na podstawie informacji zawartych w niniejszej książce.
Choć autorzy i wydawca dołożyli wszelkich starań, aby zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne, nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne błędy, nieścisłości lub przeoczenia ani za skutki wykorzystania przedstawionych informacji, praktyk terapeutycznych czy omawianych substancji.
Tytuł oryginalny:
PSYCHEDELIC THERAPY
A Revolutionary Approach to Restoring Your Mental Health and Reclaiming Your Life
Copyright ? 2026 by Will Van Derveer and Keith Kurlander
All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
This translation of Psychedelic Therapy is published by Galaktyka Sp. z o.o. by arrangement with Shambhala Publications, Inc. and Macadamia Literary Agency, Warsaw.
Niniejszy przekład książki Psychedelic Therapy został opublikowany przez wydawnictwo Galaktyka sp. z o.o. na podstawie umowy zawartej z Shambhala Publications, Inc. oraz agencją literacką Macadamia w Warszawie.
Wydanie polskie ? 2026 by Galaktyka sp. z o.o.
90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37
tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17
e-mail: [email protected]; [email protected]
www.galaktyka.com.pl
ISBN: 978-83-8436-035-4
Redakcja: Aneta Wieczorek
Korekta: Monika Ulatowska
Redakcja techniczna: Renata Kozłowska
Redaktor prowadzący: Marek Janiak
Ilustracja na okładce: Online Graphic BD / Adobe Stock
Projekt okładki oryginalnej: Kate E. White
Adaptacja okładki oryginalnej: Master
Konwersja do e-book: InkPad.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani w częściach, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.
Dla osób, które wciąż szukają sposobówna uśmierzenie swojego cierpienia –niechaj ta książka będzie dla Was przewodnikiem
Wprowadzenie
Setki milionów ludzi w różnych częściach świata niestrudzenie poszukują rozwiązania swoich problemów psychicznych – przyjmując niezliczone leki, chodząc z jednej terapii na kolejną albo spędzając godziny na macie do jogi czy poduszce medytacyjnej – ale uzyskują minimalne lub żadne rezultaty i mają wrażenie, że utknęli w błędnym kole zagubienia i rozpaczy. Jeśli też się tak czujecie, wiedzcie, że nie jesteście sami. W 2019 roku na całym świecie mniej więcej 970 milionów ludzi – czyli jedna na osiem osób – zmagało się z zaburzeniami psychicznymi, z czego najbardziej rozpowszechnione były stany lękowe i depresja1.
Kiedy tradycyjne metody dbania o zdrowie psychiczne nie działają, możecie mieć trudność z oceną, gdzie powinniście się zwrócić o pomoc w następnej kolejności. I właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujecie wsparcia lub wskazówek, zajmujący się wami specjaliści nierzadko stwierdzają u was "oporność na leczenie". Taka etykietka umacnia fałszywą narrację, że ponieśliście porażkę, że coś jest z wami nie tak i że zostało już dla was niewiele nadziei – albo nie ma jej wcale.
Prawda jest taka, że w wielu przypadkach to system opieki nad zdrowiem psychicznym jest zawodny, a nie wy. Działający w dobrej wierze, ale często niedoinformowani specjaliści rozkładają ręce, gdy ich tradycyjny zestaw narzędzi nie przynosi rezultatów. Chcą pomóc, ale nie wiedzą jak. Właśnie w takich sytuacjach pomocna bywa terapia psychodeliczna.
Terapia psychodeliczna (nazywana czasem terapią wspomaganą psychodelikami) to podejście terapeutyczne, które łączy użycie substancji psychodelicznych – takich jak ketamina, MDMA czy psylocybina – z ustrukturyzowaną psychoterapią, aby ułatwić proces leczenia i transformacji. Poprzez wywoływanie odmiennego stanu świadomości psychodeliki pomagają ludziom w dotarciu do głębszych warstw psychiki, poradzeniu sobie z tłumionymi emocjami i uzyskaniu wglądów, które mogą być trudne do osiągnięcia w tradycyjnej terapii "mówionej".
Sesje terapii psychodelicznej odbywają się w kontrolowanym i wspierającym otoczeniu pod opieką przeszkolonego specjalisty, co zapewnia bezpieczeństwo i stwarza optymalne warunki do integracji doświadczenia. Terapia ta jest zakorzeniona w praktykach znanych od tysiącleci i łączy w sobie mądrość tradycyjnych rytuałów duchowych ze współczesną metodologią naukową i psychologiczną. Nie tylko oferuje unikatową drogę do łagodzenia objawów psychicznych i leczenia traum, ale także sprzyja rozwojowi duchowemu i emocjonalnemu. Choć badania nad stosowaniem psychodelików w zachodniej psychoterapii rozpoczęły się mniej więcej 80 lat temu, w latach 60. zostały wstrzymane. Od początku XXI wieku wracają do łask2.
W odróżnieniu od konwencjonalnych leków psychiatrycznych, które tłumią objawy, substancje psychodeliczne działają jak amplifikatory zawartości umysłu. Ujawniają ukryte rany emocjonalne, stwarzają przestrzeń do autorefleksji i zachęcają do wybaczania, miłości własnej oraz współczucia. W niektórych przypadkach prowadzą do poruszających doświadczeń duchowych, które mogą prowadzić do trwałej przemiany.
W porównaniu z bardziej tradycyjnymi modelami terapii i leczenia farmakologicznego, które mogą przynieść efekty dopiero po latach (albo nie przynieść ich wcale), terapia psychodeliczna wykazuje potencjał do wywoływania szybkich zmian u osób, które zmagają się z takimi zaburzeniami jak PTSD, depresja czy lęki. Jako terapeuta i psychiatra na własne oczy zobaczyliśmy ograniczenia tradycyjnego systemu opieki nad zdrowiem psychicznym i mamy ogromną nadzieję w związku z głębokimi transformacjami, jakich wielu klientów doświadcza za sprawą przejścia przez terapię psychodeliczną w bezpiecznych i wspierających warunkach. Zdajemy sobie jednak sprawę, że choć ma ona ogromny potencjał, nie jest odpowiednia dla każdego człowieka. Podobnie jak w przypadku wszystkich kuracji, terapia psychodeliczna wiąże się z pewnymi zagrożeniami, a do decyzji o jej ewentualnym wypróbowaniu należy podejść z rozwagą i należytym zrozumieniem tematu.
Postanowiliśmy napisać tę książkę, aby stworzyć pierwszy w swoim rodzaju przewodnik i kompleksowe wprowadzenie do terapii psychodelicznej, które pomoże wam ocenić, czy jest ona odpowiednia dla waszego procesu zdrowienia. Niezależnie od tego, czy interesujecie się nią jako opcją leczenia dla siebie samych, czy poszukujecie informacji z myślą o wsparciu kogoś bliskiego, czy jesteście specjalistami w dziedzinie zdrowia psychicznego zgłębiającymi innowacyjne techniki dla swoich klientów – niniejsza publikacja oferuje cenne spostrzeżenia i praktyczne wskazówki, które pomogą wam zrozumieć potencjalne korzyści i zastosowania tej metody.
Zdajemy sobie sprawę, że świat psychodelików może nie być wam obcy. Wielu ludzi używało tych substancji rekreacyjnie, często w czasach licealnych lub studenckich. Niektórzy sięgają po nie w sytuacjach towarzyskich, takich jak imprezy czy festiwale muzyczne, w trakcie których chodzi po prostu o dobrą zabawę. Celem tej książki jest przedstawienie całkowicie odmiennego podejścia do stosowania psychodelików – podejścia celowo skoncentrowanego na rozwoju osobistym i uzdrawianiu. W przeciwieństwie do przygodnego użycia, w którego przypadku otoczenie często jest chaotyczne i niespójne, intencjonalne użycie w bezpiecznych i kontrolowanych warunkach może prowadzić do uleczenia. Kluczowe znaczenie ma określenie jasnych intencji (opiszemy ten proces w rozdziale dotyczącym przygotowania). W kontekście towarzyskim często są one niesprecyzowane, a kiedy pojawiają się trudne emocje, może brakować odpowiedniego wsparcia, przez co ludzie tłumią albo ignorują swoje odczucia albo zostają zabrani w dość nieprzyjemną lub nawet przerażającą podróż. Kiedy natomiast psychodeliki przyjmuje się w ustrukturyzowanych warunkach terapeutycznych, otoczenie sprzyja autorefleksji i przepracowywaniu emocji z odpowiednim przewodnictwem i wsparciem.
Jako współzałożyciele i wykładowcy Integrative Psychiatry Institute (IPI), które prowadzi największy na świecie program szkoleniowy dotyczący terapii psychodelicznej, dbamy, żeby metoda ta była praktykowana w bezpiecznych, intencjonalnie zaaranżowanych i wspierających warunkach, w których wyszkoleni profesjonaliści przeprowadzają ludzi przez proces zdrowienia. Kiedy zakładaliśmy IPI w 2018 roku, kierowały nami frustracja spowodowana ograniczeniami tradycyjnej opieki nad zdrowiem psychicznym oraz determinacja do zgłębiania nowych podejść, które mogą wywołać trwałą przemianę. Zaprosiliśmy do współpracy czołowych badaczy, wykładowców i pionierów terapii psychodelicznej, aby stworzyć program szkoleniowy, który na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo, etykę i wiedzę ekspercką. Nie jest to jednak dla nas wyłącznie pasja zawodowa, ponieważ całe to przedsięwzięcie ma dla nas głęboko osobisty charakter. Nasze własne doświadczenia z psychodelicznymi lekami miały działanie terapeutyczne, ukształtowały nas i zmieniły nasze życie w sposób, którego wcześniej nie moglibyśmy sobie wyobrazić.
Niniejsza książka tłumaczy, z jakich powodów terapia psychodeliczna – mimo że wciąż jest stosunkowo nową dziedziną – ma niezwykły potencjał do pomagania ludziom w przejmowaniu kontroli nad własnym zdrowiem psychicznym, odzyskiwaniu pewności siebie oraz osiąganiu równowagi i harmonii, na które zasługują. Choć z własnego doświadczenia wiemy, że nie jest ona drogą na skróty ani magicznym panaceum, niewątpliwie otwiera ogromne możliwości. Uzdrowienie poprzez terapię psychodeliczną wymaga zaangażowania, odwagi i gotowości do głębokiej eksploracji, ale przy odpowiednim przewodnictwie i wsparciu znacząca transformacja jest osiągalna.
1 Mental Disorders, World Health Organization, 8 czerwca 2022, https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/mental-disorders.
2 R.L. Carhart-Harris, G.M. Goodwin, The Therapeutic Potential of Psychedelic Drugs: Past, Present, and Future, Neuropsychopharmacology 2017, 42: 2105–2113, https://doi.org/10.1038/npp.2017.84.
Jak opieka nad zdrowiem psychicznym zgubiła drogę
Jeżeli kiedykolwiek czuliście się przytłoczeni ciężarem współczesnego życia – walcząc o utrzymanie się na powierzchni, zastanawiając się nad tym, dlaczego wszystko wydaje się rozpadać, oraz dotkliwie doświadczając cierpienia zarówno własnego, jak i zbiorowego – nie jesteście sami. Niestety zachodni system opieki nad zdrowiem psychicznym nie został zaprojektowany w taki sposób, żeby naprawdę pomagać chorym. Leki często sprawiają, że ludzie czują się jeszcze gorzej, a skutki uboczne ich stosowania bywają równie destrukcyjne jak dolegliwości, na które są one przepisywane. Co więcej, system diagnostyczny, na którym się opieramy, nie dociera do źródła naszego cierpienia. Zamiast tego tworzy narrację, że symptomy chorobowe są po prostu dysfunkcjami, którymi należy zarządzać, a nie przejawem głębszych i bardziej złożonych problemów. Na domiar złego żyjemy w świecie pełnym narastających stresorów – takich jak izolacja społeczna, zatrucie środowiska naturalnego, presje ekonomiczne, przebodźcowanie mediami społecznościowymi i korzystaniem z internetu czy traumy spowodowane globalnymi kryzysami – które jedynie dokładają się do niesionego przez nas brzemienia.
Być może z własnego doświadczenia doskonale znacie ciężar wszystkich tych czynników. Nic dziwnego, że tak wielu z nas czuje mentalne i emocjonalne wyczerpanie, gdy zastanawia się, jak mamy poruszać się po tym świecie, skoro nie posiadamy przejrzystej mapy dróg prowadzących do psychicznego dobrostanu.
Złożoność współczesnego życia bywa realnie przytłaczająca – i nie jest waszą winą, jeśli czujecie, że nie potraficie sobie z tym poradzić. Społeczeństwo nie wyposaża nas w narzędzia do prosperowania w tych trudnych czasach. Istnieje jednak pewna nadzieja i można ją znaleźć w podejściach, które sprzyjają głębszej więzi ze sobą i pomagają uzdrowić źródło cierpienia. Jednym z nich jest terapia psychodeliczna. W tym rozdziale przyjrzymy się obecnej sytuacji, w której wspólnie się znajdujemy. Przeanalizujemy sposób, w jaki system zajmuje się zdrowiem psychicznym, i wyjaśnimy, dlaczego stanowi on niewystarczające wsparcie w konfrontacji z cierpieniem współczesnego świata. Opowiemy również, dlaczego postępowanie oparte na "przyjmowaniu więcej leków" rzadko przynosi pożądane rezultaty. Na koniec wyjaśnimy, w jakich obszarach tradycyjna terapia mówiona nie spełnia oczekiwań i dlaczego w dzisiejszych czasach tak bardzo potrzebne jest integracyjne podejście do dobrostanu uwzględniające wszystkie aspekty naszej istoty – ciało, umysł i ducha.
Historia Willa: długa droga do uzdrowienia
– Halo, z tej strony doktor Van Derveer – odebrałem telefon w typowy dla siebie sposób.
– Dzień dobry, dzwonię z biura szeryfa hrabstwa Boulder.
Jako psychiatra wiem, że telefon od szeryfa zazwyczaj oznacza, iż coś złego stało się któremuś z moich pacjentów. Moje serce zamarło, gdy przygotowywałem się na złe wieści.
– Pana pacjentka o imieniu Jane otarła się o śmierć i obecnie znajduje się pod respiratorem na oddziale intensywnej terapii w szpitalu rejonowym w Boulder. Jeden z domowników obudził się w środku nocy, żeby skorzystać z toalety, i potknął się o jej ciało leżące na korytarzu.
Zacząłem leczyć Jane kilka miesięcy przed tym telefonem. Przez całe życie zmagała się z głęboką depresją i kilkanaście razy próbowała popełnić samobójstwo. Po raz pierwszy targnęła się na swoje życie, gdy miała zaledwie 12 lat. Następne cztery dekady spędziła na próbowaniu wszystkiego, co mogła zaoferować konwencjonalna psychiatria, między innymi różnych rodzajów terapii, leków, odwyków, pobytów w ośrodkach zamkniętych, praktyk medytacyjnych i suplementacji. Czasem metody te nie przynosiły absolutnie żadnego efektu; kiedy indziej kilkutygodniowa poprawa nastroju dawała jej iskierkę nadziei. Jane nigdy i nigdzie nie zaznała jednak trwałej ulgi.
Po kilku miesiącach naszej wspólnej pracy – obejmującej niekiedy dwa spotkania tygodniowo – stało się dla mnie jasne, że jej stan się pogarsza. Nie widząc innego wyjścia, zasugerowałem jej jedyną kurację antydepresyjną, której jeszcze nie próbowała, a mianowicie terapię elektrowstrząsową polegającą na przepuszczaniu prądu elektrycznego przez mózg pacjenta. Jest to ekstremalna metoda, której nie bez powodu używa się rzadko. Elektrowstrząsy często wywołują poważne i długotrwałe skutki uboczne, między innymi utratę pamięci, w związku z czym traktuje się je jako ostatnią deskę ratunku dla pacjentów z ciężką depresją i myślami samobójczymi. Mają jednak istotną zaletę: oferują 80 procent szans na znaczną redukcję zaburzeń depresyjnych. Choć z powodu uciążliwych efektów ubocznych cieszą się złą sławą, mogą ratować życie osobom z poważną depresją oporną na leczenie. Metoda ta jest szczególnie skuteczna w nagłych sytuacjach, takich jak bezpośrednie ryzyko samobójstwa, a także w przypadku pacjentów z niektórymi schorzeniami somatycznymi, osób w podeszłym wieku i kobiet w ciąży. Jane desperacko pragnęła ulgi, więc rozpoczęła protokół leczenia, który obejmuje od 12 do 20 sesji i zazwyczaj wywołuje jakąkolwiek wyczuwalną poprawę dopiero po kilku zabiegach.
Kiedy odebrałem tamten przerażający telefon z biura szeryfa, Jane poddawała się elektrowstrząsom od niespełna miesiąca. Gdy odwiedziłem ją w szpitalu, była wściekła. Ludzie, którym udaje się przeżyć próbę samobójczą, często odczuwają ulgę – bądź co bądź dostają od losu drugą szansę. W przypadku Jane było inaczej. Czuła się zdruzgotana, że jej się nie udało. Poświęciła dużo czasu i energii na przygotowanie i realizację swojego planu: zażyła 1200 miligramów Valium (zakupionego w dark necie) i popiła je trzema czwartymi litra whisky. Taka ilość Valium jest ponad dwa razy wyższa niż dawka, której weterynarz mógłby użyć do pełnego znieczulenia konia o przeciętnej wielkości.
O dziwo, pomimo przedawkowania Jane nie doznała żadnego poważnego uszczerbku na zdrowiu. Po wyjściu z oddziału intensywnej terapii wznowiła terapię elektrowstrząsową, która zadziałała na nią niczym uderzenie obuchem – stłumiła jej depresję za cenę znaczących zaburzeń pamięci. Przez kolejne trzy lata spotykaliśmy się dwa razy tygodniowo, ale czynione przez nią postępy były boleśnie powolne. Mimo że całkowicie odstawiła alkohol, bezwzględnie surowy krytyk wewnętrzny nie pozwalał jej dotrzeć do najgłębszych źródeł choroby. Kiedy tylko jej nastrój się poprawiał, ów krytyk brutalnie niweczył jakikolwiek postęp, bezlitośnie obrzucając ją obelgami i wywołując u niej napady furii, w trakcie których niszczyła ważne dla siebie przedmioty z czasów dzieciństwa i pamiątki rodzinne. Moje serce zamierało, gdy podczas sesji wypowiadał jej ustami zdania w stylu: "Nie obiecuję, że nie zabiję Jane".
Chociaż zbudowaliśmy silną relację terapeutyczną, często miałem poczucie, że jej zabójczy krytyk wewnętrzny ma nad nami przewagę. Niejednokrotnie podczas sesji odnosiłem wrażenie, jakbym walczył w sparingu z tą częścią Jane, która chciała jej śmierci. Oczywiście obawiałem się tego, że jej życie zakończy się samobójstwem.
W 2012 roku skontaktował się ze mną zespół badaczy z Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (MAPS), którzy planowali badania kliniczne nad wpływem terapii wspomaganej MDMA (ang. MDMA-assisted therapy, MDMA-AT) na ludzi z przewlekłym PTSD. Wiedziałem, że muszę powiększyć zestaw używanych przeze mnie narzędzi terapeutycznych, ponieważ oprócz Jane miałem pod opieką również innych pacjentów, których stan się nie poprawiał. Podchodziłem jednak bardzo sceptycznie do pomysłu, że MDMA – które uważałem po prostu za imprezowy narkotyk – mogłoby być pomocne. Zrobiłem więc coś, co robią w tego rodzaju sytuacji wszyscy dobrze wyszkoleni lekarze: zacząłem szukać dostępnych informacji o dotychczasowych badaniach na temat tego podejścia.
Natrafiłem na publikację napisaną w 2011 roku przez tę samą grupę badaczy i wnikliwie ją przeczytałem. Autorzy poinformowali o tym, że MDMA-AT spowodowało ustąpienie objawów u 83 procent osób cierpiących na przewlekłe PTSD oporne na leczenie1. Wciąż byłem sceptyczny, ale doszedłem do wniosku, że skoro wielu ludziom tradycyjne metody leczenia PTSD nie są w stanie pomóc, warto wziąć pod uwagę każde nowe narzędzie, które może się okazać bezpieczne i skuteczne. Postanowiłem więc przyjąć zaproszenie do projektu i przeszedłem szkolenie dla terapeutów pracujących z MDMA. Pod koniec tego badania klinicznego Jane zapytała mnie, czy mogłaby zostać zakwalifikowana do wzięcia w nim udziału. Ponownie nabrałem nadziei, że uda się jej pomóc, ponieważ na własne oczy widziałem spektakularne wyzdrowienia podczas eksperymentów z użyciem MDMA. Kiedy jednak oceniano jej przypadek, stwierdzono, że jej trauma jest zbyt rozległa i zbyt złożona. Jane niestety nie pasowała do kryteriów zastosowanych w tym badaniu.
Mijały lata, a my wciąż zmagaliśmy się z wewnętrznym krytykiem Jane, który przeszkadzał jej w czynieniu postępów. Od kilku lat nie spożywała alkoholu i nie przyjmowała żadnych leków, ale nadal codziennie toczyła walkę z depresją. Pewnego dnia Jane przyszła na sesję i powiedziała:
– Zdobyłam trochę MDMA od zaufanej osoby i myślę, że go spróbuję. Co pan o tym sądzi?
– Uważam, że byłabyś o wiele bezpieczniejsza, gdybyś przyjęła tę substancję pod opieką dobrze wyszkolonego przewodnika, a nie sama – odrzekłem.
– A gdzie znajdę taką osobę? – zapytała.
– Nie wiem – odpowiedziałem szczerze.
Jane podjęła wówczas odważną i trudną decyzję, że znajdzie odpowiedniego przewodnika i rozpocznie z nim współpracę. Specjalista ten zapewnił jej wsparcie psychologiczne podczas 10 sesji z użyciem MDMA, w których brała udział przez ponad dwa lata.
Nie był to łatwy proces. Kiedy jednak wspólnie pracowaliśmy nad integracją wglądów, które wynosiła podczas swoich sesji, stawało się dla mnie jasne, że bezwzględność jej wewnętrznego krytyka się zmniejsza. W rezultacie odczuła odrobinę samowspółczucia i stopniowo zmieniła stosunek do siebie samej. Jej myśli samobójcze ustąpiły. Zauważyłem, że zaczęła przejawiać więcej troski, miała lepszy humor i cechowała się większą elastycznością. Jej wewnętrzny krytyk złagodniał na tyle, że pozwolił jej przyjmować więcej miłości od członków rodziny, a mroczny nastrój, dotąd jej bliski towarzysz, "rozjaśnił się". Zintegrowała swoje traumatyczne doświadczenia w takim stopniu, że udało jej się całkowicie opuścić system opieki nad zdrowiem psychicznym – strukturę, w której tkwiła przez większość swojego życia. Po tych wszystkich latach Jane nie pragnie swojej śmierci. Ostatecznie uwolniła się z systemu ochrony zdrowotnej, który przez kilka dekad ją zawodził.
Jej droga do wyzdrowienia z traumy i nienawiści do siebie wymagała użycia nowej metody leczenia, która wykracza daleko poza najlepsze praktyki, jakich nauczono mnie podczas studiów medycznych i rezydentury z psychiatrii. Problemy psychiczne Jane w końcu zostały zredukowane do kategorii "zwykłego" ludzkiego cierpienia. Stało się to jednak dopiero po tym, jak w dobrej wierze spędziła kilka dekad na próbowaniu absolutnie wszystkiego... bez żadnego skutku. Prawda jest taka, że przez zdecydowaną większość swojego życia Jane borykała się ze skutkami zakorzenionej głęboko traumy. Potrzebowała pomocy, której nie dostawała. Obserwowanie transformacji Jane utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdy człowiek – jeśli tylko otrzyma odpowiednie wsparcie – może wyzdrowieć. Przekonałem się o tym, jak ważne są starania na rzecz wprowadzenia tej nowej metody leczenia do głównego nurtu medycyny. Kluczowe znaczenie ma jednak również dbanie o to, żeby jej praktykowanie spełniało najwyższe standardy etyczne, opierało się na szacunku dla indywidualności każdego pacjenta i zapewniało bezpieczne, empatyczne warunki do zajmowania się unikatowymi problemami poszczególnych osób z troską i rzetelnością.
Od tamtego czasu moja kariera medyczna koncentruje się na dążeniu do tego, aby kuracje takie jak terapia psychodeliczna były dostępne dla wszystkich ludzi, którzy mogą czerpać z nich korzyść.
Nawigowanie pośród luk w systemie opieki nad zdrowiem psychicznym
Przytoczona historia jest dość ekstremalna, ale stanowi doskonały przykład szerszego problemu, z którym się mierzymy.
Jane należy do milionów Amerykanów, którym system opieki nad zdrowiem psychicznym w Stanach Zjednoczonych nie był w stanie pomóc. Leki i tradycyjna terapia utrzymywały ją przy życiu, ale nie było to prawdziwe życie związane z poczuciem pełni i satysfakcji. Kiedy przechodziła przez swoje sesje z MDMA, terapia wspomagana tą substancją była mało znana. Działo się to na długo przed tym, jak terapia psychodeliczna stała się ulubionym tematem mediów: przed bestsellerami z listy "New York Timesa", serialami na Netfliksie, dokumentami portalu Vice czy podcastami w radiu NPR. Po dekadach spędzonych w ciasnych ramach konwencjonalnej psychiatrii Jane podjęła ogromne ryzyko – wymagające niesłychanej odwagi i siły – i wreszcie odnalazła uzdrowienie, którego od kilkudziesięciu lat szukała pomiędzy próbami samobójczymi.
System opieki nad zdrowiem psychicznym opiera się na założeniu, że farmakoterapia powinna być interwencją pierwszego wyboru, ale leki zbyt często nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Wskaźniki rozpowszechnienia zaburzeń psychicznych są w Stanach Zjednoczonych wstrząsająco wysokie – a w skali globalnej niewiele niższe. W związku z tym wielu ludzi na świecie ma poczucie, że ich diagnoza jest czymś w rodzaju wyroku dożywocia. Być może słyszeliście o tym, że jeżeli doświadczyliście jednego epizodu depresji, istnieje 50-procentowe prawdopodobieństwo, iż w przyszłości przytrafi się wam ponownie. Jeśli przejdziecie przez niego po raz drugi, prawdopodobieństwo następnego wyniesie 70 procent. Po trzecim epizodzie prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego wzrośnie natomiast aż do 90 procent2. Te statystyki odzwierciedlają obecny stan rzeczy, ale nie oznaczają, że musi tak być zawsze. Nie wyrażają nieuniknionej prawdy o naszych trajektoriach życiowych – zwłaszcza jeśli otrzymamy wsparcie, którego potrzebujemy, żeby wyzdrowieć.
Ludzie desperacko potrzebują o tym usłyszeć, jako że wielu z nich bardzo cierpi. Sięgnięcie po pomoc wymaga odwagi. Smutna prawda jest jednak taka, że nawet gdy osoby pogrążone w cierpieniu wreszcie o tę pomoc poproszą, wiele z nich nie dostanie tego, czego potrzebuje – nawet od dobrze przeszkolonych i pełnych dobrych chęci specjalistów. Oczywiście z niektórymi przypadkami obecny system radzi sobie nieźle, ale w obliczu narastającego z roku na rok kryzysu zdrowia psychicznego i ogromnej liczby ludzi, którzy nie reagują ani na farmakoterapię, ani na psychoterapię, ewidentnie coś nie działa wystarczająco dobrze.
Skoro czytacie tę książkę, być może zdarzyło się wam osobiście doświadczyć problemów psychicznych albo patrzeć na kogoś bliskiego, kto się z nimi zmagał. Warto, abyście przez chwilę zastanowili się nad drogą, którą dotychczas przebyliście. Gdzie szukaliście pomocy? Które podejścia były w waszym przypadku wspierające i skuteczne, a które się nie sprawdziły? Czy zdarzały się wam momenty, w których czuliście się naprawdę usłyszani, albo sytuacje, w których system pozostawił was z wrażeniem, że nie otrzymaliście wystarczająco dużo uwagi ani dostępu do tego, czego potrzebowaliście? Zadanie sobie tych pytań może być bolesne, ale pomoże wam lepiej zrozumieć waszą wyjątkową historię. Poprzez analizowanie własnych doświadczeń możecie zacząć odkrywać, czego potrzebujecie w procesie zdrowienia – a może nawet wyobrażać sobie, jak wyglądałby bardziej wspierający i empatyczny system opieki nad zdrowiem psychicznym dla was i dla innych osób.
Aby lepiej zrozumieć, pod jakimi względami opieka nad zdrowiem psychicznym zboczyła z kursu i dlaczego ludzie nie otrzymują kuracji, których potrzebują, warto przyjrzeć się temu, jak na przestrzeni czasu wyglądały postępy w psychiatrii, ponieważ stanowią one jedną z głównych sił napędowych dla dzisiejszego systemu leczenia zaburzeń psychicznych. Dzięki temu łatwiej będzie nam pojąć, jak doszło do niezamierzonych potknięć w tej dziedzinie – i znaleźć w sobie siłę do szukania lepszych rozwiązań.
Jak definiujemy i leczymy zaburzenia psychiczne
Przed XVIII wiekiem zaburzenia psychiczne w świecie zachodnim były definiowane głównie przez pryzmat religii albo zabobonów, a sposoby ich leczenia były zróżnicowane – począwszy od humanitarnej opieki, przez egzorcyzmy, a skończywszy na okrutnych środkach karnych3. Przytułki dla umysłowo chorych zaczęły się pojawiać w XVIII wieku, ale początkowo przypominały one bardziej więzienia niż placówki lecznicze4. W XIX wieku psychiatria ugruntowała swoją pozycję jako odrębna dziedzina medycyny, a liczba tych zakładów gwałtownie wzrosła. Stały się one głównymi miejscami leczenia zaburzeń psychicznych, ale z wielu powodów ich jakość była bardzo różna. Wynikało to między innymi z braku standaryzacji, nierówności w dostępie do zasobów, przeludnienia spowodowanego szybką urbanizacją czy stosowania nieregulowanych eksperymentalnych kuracji. Kiedy pojawiły się doniesienia o nieludzkich warunkach panujących w przytułkach dla umysłowo chorych, osoby takie jak Philippe Pinel we Francji czy William Tuke w Anglii odegrały kluczową rolę w działaniach na rzecz wprowadzenia bardziej empatycznej opieki i odejścia od barbarzyńskich praktyk, takich jak zakuwanie pacjentów w kajdany. Pewien rozgłos zyskał wówczas ruch nazywany "leczeniem moralnym", który kładł nacisk na humanitarne podejście. Pod koniec XIX wieku przeludnienie i brak skutecznych metod leczniczych doprowadziły jednak do tego, że wiele przytułków dla chorych umysłowo powróciło do swoich korzeni i ponownie stało się instytucjami przypominającymi raczej zakłady karne aniżeli prawdziwe ośrodki lecznicze.
Początek XX wieku przyniósł bezprecedensowe wydarzenia, które zmieniły paradygmat myślenia w tym obszarze. W miarę jak praktyka psychiatryczna zyskiwała na znaczeniu, w jej obrębie wyłoniła się dziedzina psychoterapii. Teorie psychoanalityczne Zygmunta Freuda zrewolucjonizowały sposób rozumienia procesów psychicznych i wprowadziły koncepcję terapii mówionej. W tym samym czasie instytucje akademickie zaczęły tworzyć programy badawcze i laboratoria skoncentrowane na zgłębianiu ludzkiej psychiki, co ostatecznie doprowadziło do powstania niemedycznych zawodów powiązanych z psychoterapią, takich jak psycholog, doradca czy pracownik socjalny.
Opieka nad zdrowiem psychicznym wciąż stanowiła w przeważającej mierze domenę systemu medycznego, a jako że w praktyce psychiatrycznej aż do lat 50. XX wieku dominowała teoria psychoanalityczna, podczas pracy z osobami cierpiącymi na problemy psychiczne kładziono silny nacisk na dynamikę dzieciństwa i relacje z rodzicami. Co więcej, klasyfikacje zaburzeń psychicznych nie były wówczas tak rozbudowane jak obecnie; historyczna nomenklatura obejmowała wiele niejasnych pojęć, takich jak mania, melancholia, monomania, demencja czy histeria. Oczywiście sposób i okoliczności stosowania tych terminów były w nieproporcjonalnym stopniu zależne od takich czynników jak rasa, klasa społeczna czy płeć. W praktyce klinicznej często podciągano je jednak pod szerszą kategorię cierpienia wywołanego urazami z dzieciństwa, które – jak zakładano – definiowały zdrowie psychiczne człowieka.
Uznawano, że niektóre problemy można rozwiązać za pomocą psychoanalizy, na przykład nerwicę, którą definiowano jako dysfunkcyjne zachowania lub myśli wywołane lękiem i zwykle przypisywane doświadczeniom z wczesnych lat życia. Cięższe zaburzenia, takie jak depresja maniakalna czy schizofrenia, które również często próbowano leczyć psychoanalizą i łączono z wydarzeniami z dzieciństwa, przeważnie nie reagowały na psychoterapię.
Opublikowanie w 1952 roku Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM, pol. Podręcznik diagnostyczny i statystyczny zaburzeń psychicznych) przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przyczyniło się do wyraźnego zwrotu w dziedzinie psychiatrii. Książka ta stała się fundamentem współczesnego modelu diagnostycznego, który skoncentrował się na identyfikowaniu objawów w celu postawienia diagnozy, co uprościło złożone zależności pomiędzy indywidualnymi doświadczeniami a przyczynami dolegliwości. DSM klasyfikuje szeroki wachlarz zaburzeń, których nazwy weszły do powszechnego użycia, takich jak depresja, lęki, OCD, zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ang. attention-deficit/hyperactivity disorder, ADHD) czy schizofrenia. Definiuje się je za pomocą list poszczególnych grup objawów, które można leczyć określonymi lekami.
Choć diagnozy te wiążą się z pewnymi korelacjami biologicznymi, pozostają w dużej mierze subiektywne i nieprecyzyjne, przez co pacjenci często mają do czynienia z dezorientującymi sytuacjami, w których różni specjaliści stawiają im zupełnie inne rozpoznania. Mimo że DSM może wskazać kierunek leczenia i zaoferować pacjentom ramy pojęciowe pomagające w zrozumieniu ich doświadczeń, zasadniczo sprowadza złożone ludzkie stany psychiczne do wykazu symptomów i wskazówek dotyczących przepisywania leków. Miliony ludzi borykają się jednak z pytaniem, dlaczego przyjmowane przez nich tabletki nie rozwiązują problemu. Gabor Maté w swojej książce Mit normalności. Trauma, choroba i zdrowienie w toksycznej kulturze ujmuje to następująco: "Diagnozy nie mówią nic o wydarzeniach i dynamikach, które leżą u podłoża zaburzeń i ożywiają związane z nimi percepcje i doświadczenia"5.
1 M.C. Mithoefer et al., The Safety and Efficacy of ?3, 4-Methylenedioxy-methamphetamine-Assisted Psychotherapy in Subjects with Chronic, Treatment-Resistant Posttraumatic Stress Disorder: The First Randomized Controlled Pilot Study, Journal of Psychopharmacology 2011, 25(4): 439–452, https://doi.org/10.1177/0269881110378371.
2 A.S. Moriarty et al., Predicting and Preventing Relapse of Depression in Primary Care, British Journal of General Practice 2020, 70(691): 54–55, https://doi.org/10.3399/bjgp20X707753.
3 L.J. King, A Brief History of Psychiatry: Millennia Past and Present, Annals of Clinical Psychiatry 1999, 11: 3–12, https://doi.org/10.1023/A:1022899830124.
4 M. Foucault, The Birth of the Clinic: An Archaeology of Medical Perception, Pantheon Books, Nowy Jork 1973.
5 G. Maté, The Myth of Normal: Trauma, Illness, and Healing in a Toxic Culture, Avery, Nowy Jork 2022, s. 37 (wyd. pol. Mit normalności: trauma, choroba i zdrowienie w toksycznej kulturze, tłum. P. Cieślak, Czarna Owca, Warszawa 2023).