rozdział drugi
Moi dziadkowie zaprosili mnie i rodziców do siebie na niedzielny obiad. Cieszę się! Są naprawdę wspaniali i mili. Praktycznie co tydzień jeździmy do nich w trójkę. Babcia robi najlepszy rosół na świecie! Za to dziadek opowiada najlepsze dowcipy, przy których nie da się nie zaśmiać.
Mama powiedziała mi, że ma także wpaść ciotka Grażynka. Tylko nie to... Zdominuje całe rodzinne spotkanie. Ciągle gada o swoim życiu i swoich sukcesach. Czasem zdarza jej się mówić coś o innych, zazwyczaj jest to negatywny komentarz. Ciotka należy raczej do gatunku plotkarzy i do tych co uważają się za najlepszych, a na innych patrzą z pogardą.
- Pośpiesz się! - krzyczy mama z samochodu.
Tata siedzi za kierownicą. Zamykam drzwi na klucz i siadam do auta.
- Pamiętajcie tylko żeby nie denerwować Grażynki. - ostrzega mama.
Tata patrzy na mnie w wewnętrznym lusterku.
- Słyszysz Piotrek? Mamy się w ogóle nie odzywać.
Mama rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Znam swoją siostrę i wiem, że każdy temat musi skomentować, ale spróbujcie ją zrozumieć.
Tata odpala samochód i rusza.
- Jej się nie da zrozumieć. - mówię.
- I ty przeciwko niej? - pyta mnie mama.
Nie lubię jej i wcale tego nie kryję. Już kilka razy dawała mi kilka swoich cennych uwag, które mnie uraziły. Raz stwierdziła, że przydałoby mi się wojskowe wychowanie. Uważa, że jestem rozpieszczony. Heloł? Nie jeżdżę na niebieskim kucyku, a chciałbym.
Na miejsce dojeżdżamy po dwadziestu minutach. Przez całą drogę nikt nic nie mówił. Tak bardzo się przejęliśmy wizją spotkania z ciocią Grażyną.
Babcia z Dziadkiem mieszkają na wsi obok pięknego lasu. Całe otoczenie jest typowo wiejskie. Fajnie jest się wyrwać z miasta choć na chwilę do takiego pięknego miejsca pełnego świeżego powietrza.
Dziadek czeka na nas przed bramą, którą chwilę wcześniej otworzył. Uśmiecha się i nam macha. Tata odpowiada mu uśmiechem i wjeżdża. Samochód parkuje przed drewnianą szopą. Widzę jak Olaf biegnie w moją stronę. Jest to jedyny pies dziadków. Kucam i go głaszczę. Bardzo się lubimy. Labladory są najbardziej rodzinnymi psami.
- Witaj malutki. - mówię do niego.
Wstaję i idę się przywitać z dziadkiem. Obejmuje mnie swoimi wielkimi rękami.
- Cześć Piotrek! - szepcze mi do ucha.
Spogląda na mnie. Klepie mnie po ramieniu i idzie przywitać się z rodzicami, którzy powoli wydrapują się z auta.
Ściskają się. Tata od razu pyta:
- Jest już Grażyna?
Mama wymierza mu lekki cios łokciem.
Dziadek się śmieje.
- Niestety jeszcze jej nie ma, ale za to jest babcia i pyszne gołąbki.
Dziadek odwraca się na pięcie i idzie do domu, a my za nim.
Od przedsionka wyczuwam cudowny zapach gotowanych gołąbków. Wchodzimy do kuchni. Babcia stoi przy garach, miesza coś łyżką i nuci jakąś melodię. Odwraca się gdy słyszy nasze kroki.
- Już jesteście! Cudownie.
Wyłącza palnik, odkłada łyżkę, wyciera ręce o fartuch i idzie się z nami przywitać.
- Witaj Piotrusiu.
Oplata mnie swoimi rękami i całuje w policzek.
Dlaczego ciągle traktuje mnie jak małe dziecko? Mam już siedemnaście lat!
Gdy tylko mnie puszcza od razu siadam za nakrytym stołem. Teraz niech wytarmosi rodziców.
- Siadajcie kochani. Siadajcie. - powtarza rodzicom.
Tak też robią i siadają obok mnie. Dziadek siada z brzegu, a babcia nakłada nam obiad.
- Mamo, kiedy będzie Grażynka? - pyta mama.
Babcia stawia talerz przed dziadkiem.
- Zaraz powinna tutaj być. Musiała zajechać do sklepu, bo jej się porwały rajstopy.
Słyszę jak tata dusi się ze śmiechu. Mama tym razem uderza go kolanem. Uspokaja się.
- To przykre. - mówi mama.
Drzwi do domu otwierają się z hukiem.
- Już jestem!
O nie! Ciotka już przyszła. Współczuję każdemu kto ją musi oglądać. Naprawdę... Ma prawie czterdzieści lat, a ubiera się jak stara dama ze średniowiecza. Zawsze czy to lato czy to zima w swojej kreacji musi mieć jakiś futrzany element. Dzisiaj jest to futrzana torebka. Czasami zdarza jej się włożyć futrzany beret. W tym to dopiero wygląda masakrycznie!
Z nikim się nie wita, tylko od razu siada za stołem. Babcia nakłada jej jedzenie, później rodzicom, a na końcu mi. Jedynym sposobem, żeby zamknąć ciotkę jest jedzenie. Gdy je to nie mówi.
Babcia w końcu nakłada sobie i siada.
Wszyscy chwytamy za widelce i zaczynamy jeść. Dziadek włącza TV na kanał z wiadomościami.
- Znany piosenkarz Michał GRUS Gruszka pojawił się dzisiaj na paradzie równości w Warszawie.
Spoglądam na ekran. Prezenterka mówi o paradzie równości pod Sejmem. Pokazują krótkie nagrania na których jest pełno tęczowych ludzi.
Czuję dziwne mrowienie w brzuchu. Robi mi się gorąco.
W końcu pokazują piosenkarza, który przykrył się tęczową flagą i przemawia.
- Nie no! Wyłączcie to obrzydlistwo! - mówi ciotka z kartoflem w ustach. - Widzicie to? Parada dziwolągów.
- ... Piosenkarz publicznie przyznał się do tego, że jest gejem. - kontynuuje prezenterka.
Ciotka wybucha śmiechem. Zaciskam mocno palce na sztućcach. Zaczyna się robić nieprzyjemnie.
- Przecież wydawał się być takim porządnym człowiekiem! - krzyczy do ekranu. - Mam w domu jego dwie płyty! A tu się okazuje, że jest pedałem!!!
Na to słowo wszystko się we mnie gotuje. Obrażając Grusa obraża mnie.
Rodzice i dziadek milczą. Babcia zabiera głos.
- Uspokój się Grażynko. To nie jego wina. To jest po prostu taka choroba.
Choroba? Mam ochotę stąd wyjść, ale to wydałoby się podejrzane. Powstrzymuję emocje.
Reportaż w TV się zmienia, ale temat przy stole ciągle pozostaje.
- Od razu po powrocie do domu wyrzucam jego płyty. - ciotka oznajmia ze spokojem.
Tracę ochotę do przebywania w tym towarzystwie.
- Chyba zostawiłem telefon w samochodzie. - mówię do wszystkich. - Muszę iść po niego, bo czekam na ważny telefon.
Oczywiście jest to nieprawda, bo telefon mam w kieszeni.
- Okay. - mówi mama.
Wstaję od stołu. Biorę brudny talerz i sztućce do ręki. Wkładam je do zlewu i pośpiesznie wychodzę z domu. Moje emocje na zewnątrz trochę się uspokojają.
Jak mogła w taki sposób ocenić ludzi, których w ogóle nie zna? Nigdy nie zrozumiem homofobów.
Postanawiam iść na spacer do lasu. Długi, bo nie zamierzam wracać do domu, w którym jest przeklęta ciotka. Przynajmniej do czasu, gdy nie zadzwoni do mnie mama i nie powie, że wracamy.
rozdział trzeci
Jest słoneczny poniedziałek, a okropna niedziela się skończyła. Po powrocie od dziadków, nie czułem się za dobrze (w sensie psychicznym). Ciotka to skończona wariatka i już przenigdy się do niej nie odezwę. Jak mogła w tak chamski sposób wyrażać się o homoseksualistach? Przecież jesteśmy takimi samymi ludźmi jak ona. Odmienna orientacja nie sprawia, że stajemy się NIEludźmi czy jakimiś kosmitami. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Ona tego nie rozumie. Jest skończoną kretynką.
Teraz idę do szkoły. Klaudia wysłała mi SMS-a, że już tam jest i na mnie czeka pod angielskim.
Jak zwykle siedzi na parapecie i przegląda podręcznik. Rzucam plecak pod ścianę i podchodzę do niej.
- Cześć. - mówię.
Schodzi z parapetu i mnie przytula. Ma na sobie koszulkę, którą razem kupiliśmy w SZAFIE KSIĘŻNICZKI.
- Jak tam weekend? - pyta.
Wskakuję na parapet, a Klaud robi to samo.
- O Sobocie wiesz wszystko. A wczoraj byłem u dziadków.
- Tylko nie mów, że wpadła ciotka.
Spuszczam głowę i przypominam sobie co powiedziała. Nie mogę jej tego powtórzyć, bo Klaud nie wie, że jestem gejem.
- Wpadła. I była całkiem miła.
Klaud się śmieje.
- Ona? Miła? Niemożliwe!
- Trochę wymachiwała widelcem przy obiedzie.
- Cholera.
- A ty co robiłaś?
- Uczyłam się na sprawdzian z matmy.
Shit... Zapomniałem.
- Zapomniałeś prawda? - pyta mnie.
Ale ona mnie dobrze zna.
- Tak zapomniałem. - potwierdzam.
Podnoszę głowę i rozglądam się. Nawet nie zauważyłem, że są tu jacyś ludzie. Na ławce dostrzegam Marcina. Jejku! Jaki on jest przystojny. Podoba mi się. Moją główna zasada to NIE ZAKOCHUJ SIĘ W HETERO, ale wydaje mi się, że on jest gejem. Skąd to wiem? Ubiera się mniej więcej tak jak ja, woli przebywać w towarzystwie dziewczyn, dba o swój wygląd i ma takie gejowskie ruchy. Mam nadzieję, że się nie mylę, dlatego pozwalam sobie na fantazje z nim w roli głównej.
Teraz siedzi w towarzystwie dwóch dziewczyn z pierwszej klasy. On jest w drugiej. Przyglądam mu się. Jego błękitnym oczom. Wardze, którą chciałbym przygryść. Kurczę...
- Piotrek?
Wyłączyłem się na chwilę, ale Klaudia mnie przywołuje. Dzwonek zadzwonił więc idziemy do klasy.
Na długiej przerwie ponownie siadam na tym samym parapecie. Klaud musi iść do łazienki, więc zostaję na chwilę sam. Wchodzę na fejsa, aby znowu obejrzeć nowe zdjęcie profilowe Marcina. Jest taki sexy.
- Hej!
Podnoszę głowę. O CHOLERA! To Marcin. Wyłączam telefon.
- Hej. - odpowiadam.
Marcin wskakuje na parapet obok mnie. Zaczyna robić mi się ciepło. Patrzę w jego przepiękne oczy, a on patrzy w moje.
- Chciałem zapytać jaką piosenkę dzisiaj zaśpiewasz?
W szkole mamy Dzień Kultury i zostałem poproszony o zaśpiewanie jakiejś piosenki. Nigdy nie brałem żadnych lekcji śpiewu, ani nie myślałem, żeby zostać piosenkarzem. Po prostu mam dobry słuch i ciekawy głos. Jak narazie występuję tylko podczas szkolnych imprez. W ogóle nie stresuję się na scenie, wychodzę na nią i robię swoje. Przez weekend nawet zapomniałem, że to dzisiaj.
- Zaśpiewam Other People.
Uwielbiam piosenki LP! Podziwiam ją za to, że tak otwarcie mówi o swoim homoseksualiźmie. W teledyskach pokazuje swoją dziewczynę i nie ukrywa, że się kochają. Tacy ludzi są potrzebni w showbiznesie, aby młodzi ludzie mogli brać z nich przykład i nie ukrywać swojej orientacji.
- To piosenka LP? - pyta z niepewnością.
- Tak.
Marcin zaczyna machać nogami.
- Dlaczego akurat wybrałeś tę piosenkę?
Zastanawiam się dlaczego wybrałem tę piosenkę. Ma fajną melodię, fajny tekst, no i jest to piosenka LP.
- Bo lubię LP i ta piosenka mi się podoba.
- Aha.
Milczymy.
Dzwoni dzwonek. Klaud wraca z łazienki. Widzę ją na końcu korytarza. Marcin zeskakuje i idzie na swoją lekcję.
- No to powodzenia! - mówi.
Lekko się zarumieniam. Czuję motyle w brzuchu.
Za godzinę mam występ w szkolnej świetlicy. Dam z siebie wszystko, żeby tylko Marcinowi się podobało.
- Spłoszyłam go? - pyta Klaud.
- Nie. Śpieszył się na lekcję.
Patrzymy na siebie. Klaud nawet nie wie, co teraz dzieje się w mojej głowie.
Cała szkoła jest już w świetlicy. Przed wejściem jestem ja, para prowadzących (dlaczego zawsze musi to być dziewczyna i chłopak?) i kilka szkolnych gwiazd. W ogóle się nie denerwuję i nie przeraża mnie fakt, że występuję jako pierwszy.
Krystian i Kasia wychodzą na scenę, aby zapowiedzieć mój występ. Poprawiam fryzurę i odchrząkuję.
- A teraz wystąpi Piotrek! Wielkie brawa dla niego.
Publiczność klaszcze. Prowadzący schodzą szybko ze sceny. Kasia podaje mi mikrofon, biorę go do lewej ręki i wchodzę na scenę. W międzyczasie chłopak od namuzycznienia puszcza Other People.
Słyszę pierwsze nuty i w tłumie wypatruję Marcina. Znajduję go w trzecim rzędzie po lewej stronie. Patrzy na mnie i się uśmiecha. Robi mi się gorąco.
Słowa wypływają ze mnie jak woda z butelki. Mam świetną pamięć do angielskich tekstów, więc nauczenie się piosenki LP nie było dla mnie żadnym problemem. Chodzę po scenie i wykonuję przeróżne dziwne gestykulacje. Nie zwracam w ogóle uwagi na to, że w świetlicy jest tyle ludzi. Podczas moich występów istnieję tylko ja i muzyka... I Marcin! Śpiewam do niego, chociaż, absolutnie ta piosenka nie wyraża tego co chcę mu powiedzieć. Nie chcę żeby się pieprzył z innymi ludźmi!
Piosenka się kończy. Słyszę gromkie brawa. Kłaniam się i schodzę ze sceny. Mikrofon oddaję Kaśce.
- To było coś! - mówi jakiś głos, ale nie zwróciłem uwagi kto to.
Idę prosto do łazienki. Przemywam twarz i wycieram ją papierem do rąk.
Drzwi do łazienki się otwierają. To Marcin!
Darmowy fragment