4
Sierra
Z galopującym sercem wysiadam z limuzyny na czerwony dywan. Włożyłam na dzisiejszy wieczór uszytą specjalnie dla mnie czerwoną suknię marki Raven Windsor Couture, do której dopasowałam odcieniem szminkę. Moja kreacja ma rozcięcie do połowy uda i cudownie romantyczny dekolt w kształcie serca. Powinnam się w niej czuć pewna siebie, zmierzając do jaskini lwa, ale z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów nie potrafię opanować nerwowości.
Otwieram szeroko oczy, gdy wchodzę do głównej sali teatru, w której odbywa się dzisiejsza gala, i moje zdenerwowanie ustępuje miejsca czystej złości. Wszystko tutaj jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam, włącznie z trójwarstwowymi żyrandolami i efektownymi rozetami sufitowymi. Co za parszywy gnojek z tego Xaviera! Nie poniósł żadnych dodatkowych kosztów, po prostu odtworzył moją wizję aż po najdrobniejsze szczegóły i teraz zbiera za nią niezasłużone laury. Boże, jak ja go nienawidzę.
Nieznacznie tylko drżącą ręką biorę z tacy kieliszek z szampanem i dziękuję kelnerowi. Mam totalny mętlik w głowie. Dlaczego Xavier znów mnie prowokuje, skoro ponad trzy lata temu zawarliśmy rozejm? Co jeszcze mi ukradł oprócz projektów? Minęło parę miesięcy, odkąd się ostatnio widzieliśmy, i nie wiem, co sądzić o jego ostatnim postępku. Nie rozumiem, co nim kieruje, ale znam Xaviera Kingstona aż za dobrze i wiem, że z pewnością ma jakiś ukryty cel.
- Sierra Windsor?
Podnoszę głowę i widzę zmierzającego w moim kierunku znajomego mężczyznę. Średniej długości faliste brązowe włosy podskakują mu przy każdym kroku, a jego błękitne oczy rozjaśniają się od uśmiechu.
- Graham Thorne - mówię, bezwiednie się uśmiechając.
Z zadowoloną miną obejmuje mnie i trzyma przez chwilę w uścisku, po czym się odsuwa i wodzi wzrokiem po mojej twarzy.
- Nie widzieliśmy się od lat - oznajmia głosem tak samo serdecznym, jak zapamiętałam.
Znamy się z Grahamem od dzieciństwa, dość często byliśmy skazani na swoje towarzystwo przez moją babcię i jego rodziców. Od początku wiedzieliśmy, że oboje podejmiemy pracę w nieruchomościach - w rodzinnych firmach - więc naszym bliskim zależało, żebyśmy się zaprzyjaźnili. Razem dorastaliśmy i byliśmy w tamtym czasie ze sobą naprawdę blisko.
- To nie ja postanowiłam wyjechać do pracy na całe lata nad Morze Śródziemne - odcinam się żartobliwym tonem. - Nie mogę uwierzyć, że mnie zostawiłeś!
Uśmiecha się do mnie zawadiacko i już otwiera usta, gdy nagle w sali rozlega się szmer. Nie muszę nawet spoglądać ku drzwiom, żeby wiedzieć, kto się właśnie pojawił. Xavier Kingston zawsze wywołuje tego typu reakcje, chociaż nie dam głowy, czy w ogóle zdaje sobie z tego sprawę.
Odwracamy się z Grahamem. Czuję ukłucie w piersiach na widok Xaviera przemierzającego salę pod rękę z Valerią. Wyglądają razem fantastycznie - oboje w czerni, emanują klasą i prestiżem. Złości mnie, że on nadal jest tak samo przystojny, i nadal nie potrafię oderwać od niego wzroku, kiedy się gdzieś pojawia. Te jego ciemne włosy, wydatne kości policzkowe, lekki zarost, który wbrew sobie mam ochotę dotknąć... Ale to chyba naturalne, że szatan przybiera atrakcyjną postać. Dzięki temu łatwiej mu zwodzić naiwne duszyczki.
- Jej uroda jest idealnym dopełnieniem jego charyzmy - zauważa Graham.
Zaciskam mocniej palce na nóżce kieliszka z szampanem, gdy zatrzymuję wzrok na diamentowym naszyjniku Valerii. Nie jestem w stanie wyrzucić z pamięci artykułu z "The Herald" i gdy widzę, jak diamenty migoczą na jej szyi w światłach żyrandoli, wzbiera we mnie jakieś mroczne uczucie, którego nie potrafię zinterpretować. Odruchowo przenoszę spojrzenie na jej palec serdeczny i gdy nie dostrzegam na nim pierścionka, mój ściśnięty żołądek nagle się rozkurcza. Zakładałam, że przynajmniej jedno z zamówień, które Xavier złożył u Lauriera, to pierścionek zaręczynowy. Doskonale pamiętam napis na wyświetlaczu alarmu w garażu Xaviera: "Pani Kingston". W głowie rozbrzmiewają mi słowa Raven, lecz zagryzam wargę i odpędzam od siebie płynącą z nich nadzieję. Przyjaciółka była absolutnie pewna, że Xavier i Valeria nie są parą, i chyba miała rację, że chociaż często się razem pokazują, nie widać między nimi zażyłości. Sama już nie wiem, w co wierzyć.
Zaciskam zęby i zaczynam się zastanawiać, po co w ogóle tu przyszłam, gdy nagle zastygam w bezruchu, wyczuwając na sobie spojrzenie Xaviera. Przystaje na chwilę, a Valeria się ogląda i podąża za jego wzrokiem. Na mój widok uśmiecha się tak serdecznie, że z miejsca opadają mnie wyrzuty sumienia, że czuję do niej totalnie irracjonalną awersję. Opuszczam prędko głowę i odwracam się ponownie do Grahama, żeby nie przyglądać się Xavierowi zbyt intensywnie.
- Widzę, że plotki jednak mówią prawdę - stwierdza Graham, uśmiechając się do mnie porozumiewawczo.
- Jakie plotki? - pytam tonem ostrzejszym, niż zamierzałam.
- O tym, że rywalizujecie z Xavierem tak zacięcie, jak nikt inny w branży.
Przewracam oczami i odstawiam kieliszek.
- To zwykły pozbawiony skrupułów dupek - mamroczę. Korci mnie, żeby powiedzieć Grahamowi, że Xavier przywłaszczył sobie moje projekty i wystrój tej sali to moja wizja, ale z jakichś względów gryzę się w język.
Nie licząc Raven, nikt nie ma pojęcia, jakie od lat robimy sobie nawzajem z Xavierem numery. Ludzie wiedzą jedynie, że walczyliśmy o te same projekty, ale nawet sobie nie wyobrażają, do czego się posuwaliśmy, żeby storpedować plany drugiego. W zasadzie nie wiem, dlaczego trzymaliśmy nasze wybryki w tajemnicy, skoro każde z nas mogło zawiadomić policję i raz na zawsze położyć im kres.
- Pozbawiony skrupułów dupek, hę? - powtarza Graham z rozbawioną miną. - Widzę, że nadal nie potrafisz przegrywać.
Spoglądam na niego z tak autentycznym oburzeniem, że wybucha śmiechem.
- Coś ty powiedział? - Tłumię uśmiech.
Graham jest jedną z niewielu osób, przy których mogę się zachowywać całkowicie swobodnie. Nigdy go nie onieśmielało nazwisko Windsor i wszystko, co z nim związane. W świecie pełnym pozorów i fałszywych przyjaciół nasza relacja była dla mnie jak powiew świeżego powietrza.
- Oj, daj spokój - Śmieje się. - Daleko mu do człowieka bez skrupułów. Poświęca czas na budowanie szkół, szpitali i mieszkań komunalnych dla najbardziej potrzebujących. Wszystko za własne pieniądze.
Wzdycham, poprawiając włosy. Nikt nie zna Xaviera lepiej ode mnie. Wszyscy chwalą jego dobre serce i życzliwość, ale nie mają pojęcia, że to tylko fasada.
- Xavier Kingston to wilk w owczej skórze - oznajmiam i wtedy zauważam, że Graham spogląda nad moim ramieniem z wyrazem zaskoczenia w oczach.
- Sierra.
Na dźwięk głosu Xaviera moje serce błyskawicznie przyśpiesza. Oglądam się i widzę jego ciemne oczy wpatrzone we mnie tak intensywnie, że trudno mi oderwać od nich wzrok. Uśmiecha się do mnie tak samo jak zwykle, z tą specyficzną prowokującą, a zarazem rozbawioną miną.
- Zatańczysz z wilkiem?
Odwracam się do niego przodem. Oczywiście musiał mnie przyłapać akurat wtedy, gdy go obgadywałam. Mam ochotę odtrącić jego wyciągniętą dłoń, ale jeśli to zrobię, nie dostanę odpowiedzi na pytanie, które mnie tu przywiodło: co Xavier mi zabrał?
Z zaciśniętymi szczękami podaję mu rękę, nie zważając na towarzyszący temu gestowi delikatny dreszczyk na plecach. W oczach Xaviera pojawia się błysk czegoś, co bardzo przypomina ulgę. Pociąga mnie na parkiet i jednym zręcznym ruchem przygarnia do siebie.
- Nie byłem pewien, czy przyjdziesz, kociaku.
Mrużę oczy i z premedytacją depczę mu po stopie.
- Nie zostawiłeś mi wyboru. Jestem tu, tańczymy, to teraz powiedz, co mi zabrałeś.
Spogląda w kierunku zespołu i nagle jak na zawołanie rozlegają się pierwsze takty Por una Cabeza. Xavier uśmiecha się do mnie zawadiacko i oboje przyjmujemy pozycję do tanga, które już niejednokrotnie razem tańczyliśmy. Prosi muzyków o ten utwór za każdym razem, gdy spotkamy się na jakiejś oficjalnej gali, i chociaż w życiu bym się do tego nie przyznała, zaczęłam go uważać za naszą piosenkę.
- Zawsze jest wybór - oznajmia, gdy suniemy po sali. Nasze ciała zgrywają się w tańcu znacznie lepiej, niż powinny. Nie jestem niska, ale w ramionach Xaviera czuję się wyjątkowo drobna. - A ty wybrałaś mnie.
Oplatam nogą jego udo i nasze spojrzenia się krzyżują.
- Przymus i wybór to kompletnie różne pojęcia, Xavierze. Chociaż domyślam się, że może ci być trudno to objąć rozumem.
Oddychając urywanie, poruszamy się gładko po parkiecie i żadne z nas nie potrafi oderwać wzroku od drugiego.
- Zawsze lubiłem słuchać, jak wymawiasz moje imię.
Otwieram oczy nieznacznie szerzej, a moje serce znowu gubi rytm.
- Powiedz, co mi ukradłeś.
Uśmiecha się łobuzersko, przesuwając wzrokiem po mojej sukni i zatrzymując się na piersiach.
- Wyglądasz olśniewająco, mój słodki kociaku, ale nie błyszczysz tak, jak się spodziewałem.
Przystaję w tańcu, czując, jak w moim brzuchu roznieca się coś gorącego i mrocznego.
- Twoja partnerka wygląda znacznie bardziej olśniewająco - odwarkuję, pozwalając, aby zazdrość przejęła kontrolę nad moim ciałem i słowami.
Xavier wpatruje się we mnie przez chwilę, a w jego oczach zapala się coś w rodzaju rozbawienia.
- Masz na myśli Valerię? Nie omieszkam jej przekazać twojego komplementu.
Odzyskuję zdrowy rozsądek i wyrywam się z jego objęć. Dlaczego Xavier Kingston zawsze działa na mnie w ten sposób? Mogłabym przysiąc, że przyszedł na świat tylko po to, żeby grać mi na nerwach. Potrafi trafić w moje czułe miejsce jak nikt inny. Nie powinnam była się zgodzić na ten taniec.
Odpycham się dłońmi od jego klatki piersiowej i cofam o krok.
- Nie wiem, co mi zabrałeś, ale dobrze ci radzę, oddaj to, zanim się dowiem, o co chodzi. Albo, Bóg mi świadkiem, pożałujesz, że zerwałeś nasze zawieszenie broni i ukradłeś moje projekty.
Uśmiecha się do mnie w ten charakterystyczny sposób, jakby miał przed sobą głupiutkie zwierzątko.
- Nie oddam, dopóki nie dostanę tego, czego chcę, Sierro. Ani dnia wcześniej.
W pierwszym odruchu mam ochotę spytać, o czym mówi, ale nie jestem aż tak niemądra, żeby grać w jego gierki.
Nigdy więcej.
Za żadne skarby świata nie pozwolę, żeby moje myśli znów krążyły wokół Xaviera Kingstona.