PROLOG
PRZED ROKIEM
Każdy rodzaj władzy ma swoją cenę. Pytanie tylko, jak wysoką - i kto ma ją zapłacić.
Rohan wiedział o tym lepiej niż większość ludzi. Wiedział również, że nie warto przesadnie się tym gryźć. Bądź co bądź, czymże jest dla przyjaciół utrata kilku kropel krwi albo złamane serce czy palec?
Nie żeby Rohan miał kogoś, kogo mógłby nazwać przyjacielem.
- Zapytaj mnie, dlaczego tu jesteś. - Wypowiedziane cichym głosem polecenie posesora przecięło powietrze niczym ostrze miecza.
Posesor The Devil's Mercy stanowił ucieleśnienie władzy i wychował Rohana niczym własnego syna - użytecznego syna o amoralnym, makiawelicznym umyśle. Już jako dziecko Rohan rozumiał, że w tym tajnym, podziemnym pałacu wiedza jest walutą, a jej brak - słabością.
Na pewno nie zamierzał o nic pytać.
Po prostu uśmiechnął się w iście łotrzykowski sposób, który stanowił równie skuteczną broń w jego arsenale jak skolekcjonowane przezeń do tej pory ostrza i sekrety.
- Pytania są dla tych, co nie znają innych dróg uzyskiwania odpowiedzi.
- Ty zaś jesteś mistrzem owych sposobów - zauważył z uznaniem posesor. - Obserwacji, manipulacji, umiejętności rozpływania się w mroku albo przebiegłego poddawania innych swojej woli.
- A przy okazji, od patrzenia na mnie nie bolą oczy. - Rohan prowadził niebezpieczną grę, ale tylko tak umiał grać.
- Skoro nie zamierzasz pytać... - Dłoń posesora zamknęła się na gałce jego bogato zdobionej srebrnej laski. - Powiedz mi, Rohanie, dlaczego cię do siebie wezwałem?
Zatem to już. Absolutna pewność własnych domysłów szumiała w żyłach Rohana, kiedy udzielił odpowiedzi:
- W związku z sukcesją.
The Devil's Mercy na pierwszy rzut oka był luksusowym domem gry, tajnym, znanym jedynie jego członkom - ludziom ultrabogatym, szlachetnie urodzonym, wpływowym. W gruncie rzeczy jednak Mercy pełnił o wiele ważniejszą funkcję. Dziedzictwa historycznego. Ośrodka zakulisowej władzy. Miejsca, w którym zawierano umowy i gdzie wykuwały się nowe fortuny.
- W związku z sukcesją - potwierdził jego słowa posesor. - Potrzebuję następcy. Powiedziano mi, że mam przed sobą jeszcze dwa lata życia, najwyżej trzy. Do trzydziestego pierwszego grudnia przyszłego roku zamierzam przekazać mu koronę.
Możliwe, że kto inny wyłowiłby spośród tych słów przede wszystkim uwagę o zbliżającej się śmierci, ale nie Rohan. W ciągu dwustu lat tylko cztery razy doszło do przekazania kontroli nad Mercy. Następca zawsze był młody i piastował funkcję posesora do końca życia.
Dla Rohana zawsze był to ostateczny cel.
- Nie jestem twoim jedynym kandydatem na następcę.
- Dlaczego miałbyś nim być?
W ustach posesora nie brzmiało to jak pytanie retoryczne. "Przekonaj mnie, chłopcze".
"Znam każdy centymetr kwadratowy Mercy" - pomyślał Rohan. "Każdy cień, każdy trik. Członkowie mnie kojarzą. Wiedzą, że nie wolno ze mną zadzierać. Ty sam już przywołałeś moje talenty - w każdym razie te, o których wolno mówić".
Jednak Rohan zdecydował się na inną taktykę.
- Obaj wiemy, że jestem wyjątkowym draniem - powiedział.
- Jesteś tym, kim cię uczyniłem. Ale pewne rzeczy trzeba sobie wywalczyć.
- Jestem gotowy.
Rohan czuł się tak, jak za każdym razem, gdy stawał do walki na ringu, wiedząc, że ból jest nieunikniony - oraz nieistotny.
- Obowiązuje pewien warunek. - Posesor przeszedł do sedna. - Jeśli chcesz przejąć władzę nad Mercy, musisz kupić sobie do tego prawo. Dziesięć milionów funtów powinno wystarczyć.
Rohan automatycznie zaczął wyznaczać w myślach kurs do zdobycia korony. Fakt, że w ogóle dostrzegał swoje możliwości, uruchomił w nim szósty zmysł.
- Gdzie tkwi haczyk?
- Haczyk, mój chłopcze, tkwi tam, gdzie zawsze: w moim przypadku oraz w przypadku wszystkich, którzy pretendowali do tego miana przed nami, aż do następcy pierwszego posesora. Nie wolno ci uzyskać tej fortuny w murach Mercy ani wykorzystać w tym celu żadnej przewagi zdobytej w trakcie twojego zatrudnienia w tym miejscu. Nie wolno ci przebywać tu, posługiwać się nazwą Mercy, starać się o przysługi ze strony członków klubu ani ich przyjmować.
Poza murami Mercy Rohan nie miał absolutnie nic - nawet nazwiska.
- W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin wyjedziesz z Londynu i nie wrócisz, dopóki nie zdobędziesz wpisowego.
"Dziesięć milionów funtów". To nie było zwykłe wyzwanie. Raczej banicja.
- Pod twoją nieobecność - mówił dalej posesor - księżna będzie zastępować cię jako faktotum. Jeżeli nie uda ci się zgromadzić wystarczającej kwoty, to ona zostanie moją następczynią.
Rohan poznał już zatem wszystko - reguły gry, stawkę, ryzyko.
- Ruszaj więc - rzekł posesor, zastępując Rohanowi drogę do części mieszkalnej. - Czas start!
Rohan znał Londyn na wylot. Umiał się poruszać w każdej części miasta, tak eleganckiej, jak i podejrzanej - był jak duch. Ale po raz pierwszy, odkąd ukończył pięć lat, nie miał opcji powrotu do Mercy.
"Znajdź lukę. Znajdź punkt zaczepienia. Znajdź słabe ogniwo". Umysł Rohana pracował na wysokich obrotach. Tymczasem rozejrzał się za kuflem piwa.
Przed pubem, na który się zdecydował, gryzły się ze sobą dwa psy. Suka - mniejsza, przypominająca z wyglądu wilczycę - przegrywała starcie. Wchodzenie między walczące zwierzęta zapewne nie należało do najrozsądniejszych decyzji, lecz Rohan już dawno przekroczył granicę rozsądku.
Po chwili, pozbywszy się większego psa, Rohan starł krew z przedramienia i uklęknął przed suką. Ta warknęła na niego groźnie. Uśmiechnął się do niej.
Wtem ktoś otworzył drzwi pubu. Z wnętrza dobiegł donośny głos dziennikarza prowadzącego wydanie wiadomości w telewizji.
- Jak wynika z nadesłanych nam informacji, wyłoniono zwycięzcę pierwszej edycji turnieju Największa Gra. Największa Gra ma być doroczną rywalizacją pełną skomplikowanych zagadek logicznych, zaprojektowaną z olbrzymim rozmachem i finansowaną przez spadkobierczynię fortuny Hawthorne'a, Avery Grambs. Zwycięzca nagrody, wynoszącej siedemnaście milionów dolarów, zostanie ogłoszony na żywo...
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Oczy Rohana napotkały wilczy wzrok.
- Doroczna - mruknął chłopak.
To znaczyło, że za rok odbędzie się kolejna edycja. Miał zatem dwanaście miesięcy na opracowanie planu działania. Rok na zaaranżowanie wszystkiego, jak należy. Na szczęście Avery Grambs nigdy nie była pełnoprawnym członkiem The Devil's Mercy.
"Oto i słabe ogniwo". Rohan wstał. Wyciągnął rękę do drzwi pubu i zerknął w dół.
- Wchodzisz? - zapytał psa.
W środku właściciel pubu od razu rozpoznał Rohana.
- Co dzisiaj podać?
Człowiek o umiejętnościach i reputacji Rohana zawsze miał kilka asów w rękawie, nawet bez wsparcia ze strony Mercy.
- Dla mnie pintę piwa - powiedział. - A dla niej stek. - Usta Rohana wygięły się w łuk, jeden ich kącik uniósł się wyżej niż drugi. - I środek transportu, który pozwoli mi się wydostać z Londynu. Jeszcze dzisiejszej nocy.