To, co najważniejsze - Konrad Cisowski

Kup ebooka

34.00 zł
27.20 zł (15,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Urodziłem się w czasie wojny i choć graniczy to z cudem, żyję. Ojca nigdy nie poznałem. Spotkałem na krótko tylko jedną babcię. Wychowałem się wśród samych kobiet. Mimo biedy dobrze wspominam swoje dzieciństwo.

Obłędnie i naiwnie szukałem przyjaciół tam, gdzie nie mogłem ich znaleźć, nie umiejąc pielęgnować przyjaźni zawieranych w najbliższym otoczeniu.

Fascynowała i fascynuje mnie młodość, bo chyba sam jej nigdy nie przeżyłem.

Byłem zbyt dorosły jako nastolatek i jestem zbyt dziecinny jako dorosły.

Grałem Gustawa-Konrada i stchórzyłem przed egzaminem do szkoły aktorskiej.

Nie mogłem zdecydować się na studia reżyserskie, ale reżyserowałem wielkie widowiska.

Chciałem przerwać studia i poważnie myślałem o doktoracie.

Kochały się we mnie dziewczyny, ale ja nie potrafiłem pokochać żadnej.

Lubiłem szkołę, ceniłem swą rolę wychowawcy, ale kilkakrotnie uciekałem z niej w trakcie roku szkolnego.

Fascynowałem, ale zrzucano mnie z postawionego wcześniej piedestału.

Obiecywałem wielu wiele i łatwo nie dotrzymywałem słowa.

Przekraczałem granice i byłem zamknięty w kręgu tradycji, konwenansów i religii.

Wierzyłem w Boga, wiele za złe miałem Kościołowi, długo prześladowało mnie pojęcie grzechu.

W miarę upływu czasu wyzbywałem się strachu i wstydu, co niemal przypłaciłem życiem.

Byłem naiwny i łatwowierny, wiele razy mnie okradano lub zaciągano u mnie nigdy nieoddawane długi.

Byłem egoistą i altruistą zarazem. Może zresztą ten mój altruizm służył po prostu zaspokajaniu mojego egoizmu.

Dawałem wiele zbyt nierozsądnie i wiele bezskutecznie oczekiwałem. Często przekraczałem swoje możliwości i potem musiałem żyć na kredyt.

Ulegałem samozadowoleniu i dręczyło mnie poczucie niskiej wartości.

Miałem setki wspaniałych pomysłów, ale stygłem, zanim zabierałem się do ich realizacji.

Zaczynałem i nie kończyłem.

Miałem plany i ambitne cele, ale zdawałem się na przypadki.

Wierzę, że byłem zdolny, ale czuję, że roztrwoniłem swoje talenty.

Bywałem poetą, ale moje wiersze w większości pozostały w rękopisach.

Byłem redaktorem naczelnym i wyrzucano mnie z redakcji albo sam z nich nagle odchodziłem.

Odwiedziłem wiele krajów i nie poznałem żadnego z nich.

Miałem wiele książek, kupowałem wciąż nowe i bardzo mało czytałem.

Uważano mnie za znawcę kultury, a ja czułem, jak z czasem jałowieję i coraz bardziej wypełnia mnie pustka.

Byłem zachłanny, ale nigdy nie kierowała mną chęć posiadania czegokolwiek.

Próbowałem kolekcjonować ludzi i mocno przeżywałem utratę każdego z nich.

Mogłem kochać jednocześnie wielu i nie uważałem tego za zdradę któregokolwiek.

Lubię zwierzęta, ale z psem wytrzymałem kilka miesięcy, kot towarzyszył mi zaledwie kilka tygodni. Z roślinami szło mi lepiej.

Wierzę w swoją oryginalność i ze zdziwieniem odkrywam, że inni mogą odczuwać, myśleć i postępować tak samo.

Cenię bardziej krytykę niż pochwały, ale tę pierwszą mocno przeżywam, o drugich myślę, że mi się po prostu należą.

Sztukę odbieram niezwykle emocjonalnie, w fikcję wchodzę jak w rzeczywistość.

Żyję wciąż przeszłością, nie umiem wykorzystać teraźniejszości, przyszłość jest dla mnie tylko nieziszczalnym marzeniem.

Coraz mniej jestem siostrzeńcem, kuzynem, ojcem chrzestnym, wujkiem, może przyjacielem, wciąż jeszcze bywam kochankiem. Dzieci i wnuki gospodarzy, u których mieszkam, mówią do mnie "dziadzia".

2

- Chcesz porozmawiać? Po co?

- Po co? Chcę poznać kogoś fajnego...

- Co ci jest najbliższe?

- Chyba... życie...

- ...jest nowelą. Piszę powieść.

- Hm... jaki rodzaj?

- Obyczajową.

- Jak masz na imię?

- A ty?

- Wojtek...

- Grzegorz z tej strony.

- A ile Grzesio ma lat? Ja dwadzieścia jeden. To ile?

- Nie przestraszysz się? Pięćdziesiąt dwa.

- Miałem kiedyś faceta starszego od ciebie.

- O! Kiedyś? To chyba w dzieciństwie.

- Pół roku temu.

- Sorry, jeśli uraziłem, ale tak to zabrzmiało... Czemu to już przeszłość?

- Było bez sensu... Jak wiązać się z człowiekiem, który mógłby być moim ojcem?

- To stoję na straconej pozycji?

- Polubiłem go, był mądry, imponował mi.

- Więc był sens!

- Ale przyszłości nie było...

- Przyszłość nigdy nie jest gwarantowana. Ale z teraźniejszości da się do niej wiele przenieść.

- Jesteś pisarzem?

- Za dużo powiedziane, pisuję...

- A jaki masz zawód?

- Dziennikarz. A ty czym się zajmujesz?

- Ja student i troszkę też dziennikarzuję, Andrzeju...

- Co studiujesz?

- Historię... Lubisz sałatkę grecką?

- Gdzie mieszkasz? Bo ja na Mokotowie...

- Ja też.

- Hm, można wiedzieć, jaka ulica?

- A o jaką mnie podejrzewasz? I skąd ten Andrzej?

- Mój były miał na imię Andrzej, a zawsze podawał się na czacie za Grześka i mówił, że ma pięćdziesiąt dwa lata. I też lubił sałatkę grecką...

- A czemu były?

- Zostawiłem go. Bez słowa wyjaśnienia. Po prostu to nie było to.

- Dlaczego?

- Nie czułem nic do niego. Chciałem czegoś innego, no i zaczął mnie obsesyjnie kontrolować.

- Miał specjalną ekipę?

- Nie, ale dałem mu swój plan zajęć i stale miał pretensje, że nie jestem u niego.

- To czemu w to wchodziłeś?

- Za dużo pytasz. To chyba brak kultury...

- Nie, nawyk dziennikarski... i podstawa rozmowy o życiu...

- Ale zacząłeś mnie denerwować, bo to nie jest wywiad, tylko właśnie rozmowa.

- Szybko. A tamten po jakim czasie?

- Co po jakim czasie?

- Zaczął cię denerwować...

- Po pół miesiąca... Ale potem przez pół roku byłem z innym facetem.

- I co? To było to?

- Tak, to była wielka miłość, ale zrobiła mi też wiele złego... Jednak kocham go do dziś.

- Kochasz czy pożądasz?

- Kocham.

- A co ci ta miłość zrobiła?

- Nie chciałbyś wiedzieć.

- Dlaczego?

- Bo to, co on zrobił, jest karalne.

- Może to ty nie chciałbyś powiedzieć... Żadnych okoliczności łagodzących?

- Że mnie pobił? Żadnych!

- I dopiero po pół roku? I mimo to go kochasz? Współczuję... A jakie miał subiektywne powody?

- Do tego mnie przeleciał w trakcie... Myślał, że go zdradziłem... A to nieprawda... Kocham go...

- Nie dało się wytłumaczyć?

- Przyszedł pijany do naszego mieszkania... była północ... Kazał mi się rozebrać, wziął do łóżka... koszmar... taaak...

- Nigdy wcześniej nie wracał pijany?

- Nie.

- Skąd miał podejrzenia?

- Nie wiem, nic już nie wiem... Proszę, nie pytaj tyle... mam i tak przez to same kłopoty...

- Nadal? Sorry... Ale już z nim nie mieszkasz?

- Teraz mam problem z mieszkaniem i kasą, wyprowadziłem się, ale on mnie trochę utrzymywał, bo mnie nie stać na studia w Warszawie... ech... sorki... to moje kłopoty, nie powinienem...

- Dlaczego?

- To krępujące...

- A teraz jesteś sam?

- Mam współlokatora.

- Geja?

- Tak.

- Mieszkacie czy jesteście razem?

- Mieszkamy i mamy seks... nic poza tym...

- To też już coś...

- He, he, idę na papierosa, bo mi nie wolno palić w pokoju.

- Mam zaczekać?

- Jak chcesz, choć podejrzewam, że robisz jednak ze mną wywiad, a ja jestem tylko studentem z problemami...

- Nie, jestem tu wyłącznie prywatnie... za ile będziesz?

...

- Już jestem. Szybki dymek...

- Od dawna w Wawie?

- Dwa lata.

- A skąd w ogóle?

- Kraków. Ale nie jestem typowym krakusem.

- Z Krakowa? I wybrałeś Warszawę?

- Tak.

- Trudno zrozumieć...

- Nie chciałem mieszkać z rodzicami.

- Aaa... to wyjaśnia.

- Jak studia?

- Bardzo dobrze, na razie na plusie.

- Kiedy sesja?

- Już za tydzień

- Trudna?

- No... egzamin z historii starożytnej.

- Kobyła!

- He, he, fakt.

- Masz fotkę?

- Po co?

- To chyba jasne... chciałbym cię zobaczyć...

- Nie, nie wysyłam, zresztą się nie spotkamy.

- Twój wybór, twoja decyzja. Ale dlaczego?

- Masz pięćdziesiąt dwa lata, człeku... czego ty możesz chcieć? Szybkiego seksu?

- Tak sądzisz?

- Mam doświadczenie.

- Zgłosiłem się tu na twój apel, nie w sprawie seksu...

- No i gadamy...

- To kogo teraz szukasz?

- Pracodawcy... pracy szukam...

- Co chciałbyś robić?

- Każdej roboty się podejmę.

- Nie jest z tym łatwo.

- Mogę zawsze zostać kurwą. Mam branie...

- Już sprawdzałeś?

- Tak.

- Może skorzystam...

- Jako kto?

- Klient...

- Od kiedy mi zabrakło kasy na studia, to jedna z najszybszych form zarobku, choć pracuję też normalnie w kilku miejscach... Ale ty chyba nie będziesz mi płacił? Zresztą ty raczej chcesz mnie zwabić, żeby ze mną pogadać, a kasę dasz i tak... fajni są tacy, ale ja tego nie lubię... Więc? Może jutro spotkanie? Aha, anal w gumie...

- Nie wchodzi w grę, nie lubię...

- Bez ma być? Ale wtedy wysoka cena...

- Nie... w ogóle...

- Samo obciąganie... jak chcesz... oral, pięćdziesiąt zeta...

- A pieszczoty, pocałunki, lizanko? W tym?

- Do godziny, tak...

- No, a co z fotką?

- Podaj maila. Nago?

- Chętnie, ale z twarzą...

- Jak chcesz... Choć większość woli penisa...

- Wierzę, że go masz...

3

I oto tak właśnie przyszedł. Oto tak...

Jakoś bez wyrazu. Niespodziewanie. Niby w tłumie, a jednak... W może zdawkowym, a może tylko zawstydzonym pocałunku w policzek. Z nadzieją na tę wyjątkową chwilę i z zawodem, że była taka zwyczajna. Mimo rac sztucznych ogni, odbijających się w drobnych szkiełkach z rozbitych butelek po szampanie. Mimo strzelających zewsząd petard. Ledwie był czas na krótkie odliczanie. Ale do czego tu się było tak naprawdę śpieszyć? Do tej jednej, właściwie nic nieznaczącej chwili, która minęła prawie, zanim się pojawiła? Do niewidocznej granicy, która w rzeczywistości niczego od siebie nie oddzielała? Do niewiadomego, które przecież jeszcze nie mogło się wydarzyć?

Jednak czekałem z niecierpliwością na ten magiczny moment. Może ta chwila umocni pewność, że nie jestem sam, że jednak ktoś dodaje mi sił i wiary w sens wszystkiego. Czuję przecież, jak coraz bardziej gmatwa mi się wszystko, jak upływający czas ciąży mi coraz silniej i wymyka się z rąk. Ale teraz, wśród obejmujących się par, ich śmiechu, lejącego się do papierowych kubków szampana, przy taktach mazura, łatwiej zapomnieć o tym choć na chwilę. Jednak wystarczyło spojrzenie w bok, bym znowu poczuł falę mrozu. Sen, z gołą głową i rękoma w kieszeniach, stał tuż obok, daleki i niedostępny. Zrobiło mi się po prostu smutno. Że znów coś się nie spełniło. Że nie umiem wybaczyć tego Senowi, który być może nie wiedział nawet, na czym polega jego wina. Chciałem wierzyć, że czas wszystko to ostatecznie uczyni mało ważnym. Czy nie po to przyszedł ten kolejny nowy rok? I nowa nadzieja?

Bo oto tak właśnie przyszedł. Oto tak...

Jak każdy kolejny rok, pełen sprzeczności i niespodzianek, smutku i radości. Całej palety barw i wszystkich odcieni czerni. Powodów do dumy i do pogardy. Jak pusta butelka po szampanie, który już nie ma siły wystrzelić z równą siłą po raz drugi. Jeszcze nie wiedziałem, że wkrótce umrze Krzysztof Penderecki. Jeszcze nie wiedziałem, że czytelniczka mojego listu, opublikowanego w jednym z tygodników, zaprosi mnie do muzeum i na obiad, a ja zapomnę odpowiedzieć na jej maila. Jeszcze nie wiedziałem, że koronawirus odmieni życie nas wszystkich.

Ale i tak właśnie przyszedł. Oto tak...

4

- Jestem gejem.

Rzuciłem, jakby z ulgą, te dwa krótkie słowa przez zakratowane okienko zaciemnionego konfesjonału. Dopiero po tym wyznaniu z trudem opadłem na kolana na wyłożony aksamitną poduszką podnóżek. W kościele trwała msza. Przez blisko rok mieszkałem naprzeciwko, w Kamienicy pod Samsonem, i wtedy chodziłem tu regularnie. Toteż wybór kościoła nie był przypadkowy, choć to przypadek sprawił, że zamieszkałem na Freta po powrocie ze swej rocznej podróży dookoła świata i właśnie chciałem - nie po raz pierwszy - rozliczyć się przed Bogiem z całego swojego życia. To, że trafiłem na rozumiejącego moje problemy spowiednika, zadecydowało, że nawet już nie mieszkając w Warszawie, najchętniej tutaj przynosiłem swoje mniejsze i większe winy. Spowiedzi u swojego wiejskiego proboszcza, z którym nawet już od dwóch lat współpracowałem, jakoś sobie nie mogłem wyobrazić.

Wybaczał Bóg, ale wysłuchiwał i rozgrzeszał jednak człowiek.

Tym razem trafiłem na innego kapłana, którego twarzy właściwie nie widziałem i to "jestem gejem" zostało rzucone jakby w próżnię. Nie wiedzieć czemu, pierwszy raz tak rozpocząłem swoją spowiedź, omijając utarte formułki, wzięte ze starego modlitewnika, który przechowywałem jeszcze od dnia pierwszej komunii. Właśnie w tych dniach odzyskałem go od Tarasa z kilkoma innymi drobiazgami, które uznałem zbyt pochopnie, wraz z większością mojego życiowego dobytku, za zbędny balast. Wyruszając ponad trzy lata temu w swą nieco szaloną podróż, nie widziałem przecież konieczności powrotu do Polski i rozdałem lub wyrzuciłem niemal wszystko.

Wchodząc do kościoła, przypomniałem sobie, sam nie wiem dlaczego, bo do Świąt było jeszcze daleko, dawno niesłyszaną kolędę... Kiedyś tekstami piosenek ilustrowałem, w listach do Filo, dotyczące mnie wydarzenia i nastroje. Kiedy zacytowałem właśnie tę? Dowiem się niedługo, bo przesłała mi właśnie odbitki wszystkich listów, napisanych do niej w trakcie trwającej pół wieku przyjaźni.

Dla tych w grzechu po śmierć [...]

dla tych, co garb swój dźwigają jak schron,

prostych i złych, zdartych przez los. [...]

Dla tych w drodze po kres,

dla tych niczyich jak pies [...]

ciepły nasz dom, kolęda i sen.