Rozdział 1
Anastazja
Znowu to samo. Wczoraj uczyłam się dzień i noc, a w głowie mam pustkę. Nie napiszę tego, nie dam rady. Wszystko mi się miesza. Czy na pewno miałam odpowiednie notatki? Nie rozumiem ani jednego pytania. Oddam pustą kartkę, nic nie poradzę. Zawsze mogę skorzystać z drugiego terminu.
Z zamyślenia wyrywa mnie głos wykładowcy:
- Zostało pięć minut.
Trudno. Wstaję. Kładę na biurko profesora pustą, jedynie podpisaną kartkę. Z zakłopotania nawet na niego nie patrzę. Wychodzę z sali. Ubieram kurtkę i opuszczam budynek.
Po co mi to? Nie mam do tego głowy, nie teraz.
Gdy rok temu decydowałam się na studiowanie architektury krajobrazu, byłam wniebowzięta. Od dziecka czułam się związana z naturą, uwielbiałam pomagać mamie w ogrodzie, z łatwością wymyślałam, co i gdzie posadzić, postawić, usunąć. Za każdym razem efekt okazywał się zadowalający. Ludzie podziwiali moje projekty, chwalili za kreatywność, sąsiedzi prosili o pomoc w porządkowaniu podwórek. Miałam zapał.
Pierwszy, drugi i trzeci semestr zdałam bez najmniejszego problemu. Planowanie przestrzenne czy obliczenia nie nastręczały mi żadnych problemów. Może dlatego, że całe moje dotychczasowe życie było uporządkowane. Mama, tata, dwie siostry, dom z ogrodem, bezpieczeństwo finansowe, znajomi, na których zawsze mogłam liczyć... Niczym nie musiałam się przejmować. Przynajmniej do czasu.
Było to trzy tygodnie temu. Wracałam z uczelni, szczęśliwa, że udało mi się zaliczyć kolejny semestr. Mama z Amandą, moją dwa lata starszą siostrą, wyciągały właśnie pizzę domowej roboty z piekarnika, gdy wpadłam do kuchni. Oczywiście pochwaliłam się sukcesem - siostra szeroko się uśmiechnęła, mama pocałowała mnie w policzek, mówiąc, jak bardzo jest ze mnie dumna. Chwilę później do domu wróciła moja najstarsza siostra Alicja. Również ucieszyła się z moich osiągnięć. Usiadłyśmy przy stole w momencie, gdy pod dom podjeżdżał tata. Zawsze jedliśmy obiad razem, dlatego pomimo burczenia w brzuchach i kuszących zapachów cierpliwie czekałyśmy, aż wejdzie, umyje ręce i usiądzie z nami.
Ale tym razem było inaczej. Nie zdjął nawet butów. Wszedł do kuchni, rzucił krótkie spojrzenie na mamę i oznajmił: "To koniec, Aldono, zakochałem się, wyjeżdżam, mój prawnik wszystkim się zajmie". Jednym tchem. Następnie wyszedł z kuchni, z domu, z naszego życia. To był ostatni raz, kiedy go widziałam.
Od tamtego momentu żadna z nas, ani mama, ani siostry, nie mamy z nim kontaktu. Podobno wyjechał za granicę. Już nawet o nim nie rozmawiamy. Mama załatwia formalności rozwodowe przez prawnika. Temat wydaje się zamknięty. Ale to tylko pozory.
Rozmyślając o tym wszystkim, nie zauważyłam, że odjechał mój autobus. Cholera, następny dopiero za czterdzieści minut. Dobrze, że chociaż pogoda dopisuje. Jak na początek wiosny jest w miarę ciepło, co daje nadzieję na nadchodzące dni. Widać już kwitnące kwiaty, drzewa zaczynają budzić się do życia. Postanawiam zaczekać na autobus w pobliskim parku. Siadam na ławce, wyciągam książkę i zaczynam czytać. Po paru minutach rezygnuję, nie mogę się skupić.
Zamiast tego obserwuję ludzi. Uwielbiam to robić. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Jestem zwyczajną dziewczyną, dosyć niską, z lekką nadwagą. Włosy brązowe, lekko kręcone, do ramion. Nie mam żadnych szczególnych atutów, niczym się nie wyróżniam.
Co innego moje siostry. Amanda to chodząca piękność. Zdecydowanie odziedziczyła po rodzicach wszystkie najlepsze cechy. Ma długie, proste blond włosy i idealną figurę. Alicja z kolei jest najdrobniejsza, przez co naprawdę urocza. Podobnie jak ja, ma kasztanowe włosy ścięte na boba. Uważa, że dzięki tej fryzurze widać, że jest najstarsza.
W parku nie ma zbyt wielu ludzi. Wracam na przystanek i dla zabicia czasu wsłuchuję się w rozmowę dwóch starszych kobiet. Rozmawiają o wnukach, widać, że są szczęśliwe. Kątem oka dostrzegam, że nadjeżdża autobus. Drzwi otwierają się i wchodzę. Jak zwykle o tej porze dnia jest zapchany. Stoję ściśnięta między kobietą po pięćdziesiątce a chłopakiem w moim wieku. Tym chłopakiem. Kojarzę go z uczelni. Wysoki, wysportowany, bardzo przystojny. Udaję, że jego uroda nie robi na mnie żadnego wrażenia; dobrze wiem, że nie mam u niego żadnych szans, poza tym zapewne ma dziewczynę. Nie studiuje architektury krajobrazu. Wtedy chodzilibyśmy razem na zajęcia, miałabym z nim jakiś kontakt, inny niż przelotne i krótkie spojrzenia. Jest na architekturze wnętrz. Tylko tyle o nim wiem. Nie znam nawet jego imienia. Często zastanawiam się, jakie by do niego pasowało. Szymon? Adam? Może Mateusz? Nie minęło nawet pięć minut od wejścia do autobusu, a ja wyznaczyłam sobie cel: do końca roku studenckiego poznam jego imię.
Parę przystanków dalej chłopak wysiada. Kolejna cenna informacja. Nie jest z mojego miasta. Ja wysiadam dopiero na ostatnim przystanku. W autobusie zrobiło się trochę luźniej i nawet udało mi się znaleźć miejsce siedzące. Resztę drogi skupiam się na obserwowaniu zza szyby mijanych domów i znajdujących się przy nich ogrodów. Niektóre robią wrażenie - zadbane, pełne kolorów i różnorodnych roślin. W innych przydałyby się drobne zmiany, może kilka nowych nasadzeń czy poprawki w aranżacji. W głowie układam projekty, zastanawiam się, co można by dodać lub zmienić, by wyglądały jeszcze piękniej. Dzięki temu czas szybciej leci, a ja zanurzam się w tych wyobrażonych metamorfozach.
Kiedy w końcu docieram na miejsce i autobus zatrzymuje się, wychodzę z głową pełną nowych pomysłów, ogrodowych inspiracji. Lekki wiosenny wiatr rozwiewa moje włosy. Wygładzam je dłonią i zmierzam w kierunku domu. Mama i siostry już pewnie są. Nie wiem, co robią, od odejścia taty raczej o tym nie rozmyślam. Wcześniej lubiłam wyobrażać sobie mamę przygotowującą obiad w kuchni lub Amandę rozprawiającą o czymkolwiek. Okropna z niej gaduła. Oddaliłyśmy się od siebie. Pierwszy skutek.
Wchodzę cicho do domu. Ściągam buty i zmierzam od razu na górę do pokoju. Słyszę... ciszę. Mama i siostry na pewno są w domu, ale każda w swojej sypialni. Nie czuję zapachów z kuchni. Od pewnego czasu odżywiamy się gotowymi obiadami ze sklepu lub mrożonkami. Żadna z nas nie ma chęci na gotowanie. Wcześniej to uwielbiałyśmy. W kuchni spędzałyśmy najwięcej czasu. Często robiłyśmy ciasto bez żadnego przepisu, ze składników, które akurat miałyśmy w kuchennych szafkach. Nie wiem, jakim cudem, ale za każdym razem wychodziło znakomite. Uśmiecham się na te wspomnienia.
Przebieram się w wygodny różowy dres i kładę do łóżka. Zamykam oczy i czuję, jak odpływam.
- Anastazja... Anastazja... - Przez sen słyszę głos.
Ktoś otwiera drzwi do mojego pokoju. To mama. Wygląda na zmęczoną i o wiele chudszą.
- O, tu jesteś. Kiedy wróciłaś? Nie widziałam, jak wchodziłaś - mówi smutnym głosem.
Zerkam na zegarek. Jest 19:51.
- Wróciłam jakieś trzy godziny temu, byłam zmęczona i od razu się położyłam.
- Spałaś cały ten czas? Nie zaśniesz w nocy. Chodź, potrzebujemy twojej pomocy - odpowiada mama, po czym wychodzi z pokoju.
Wyskakuję z łóżka, bo wiem, że mama nie lubi długo czekać. Idę za nią, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, do sypialni rodziców.
Mama po odejściu taty nie korzystała z tego pomieszczenia. Przeniosła swoje rzeczy na poddasze, do ukochanego miejsca wszystkich w całym domu. To urokliwa przestrzeń - niskie, drewniane półki wypełnione są książkami w różnych odcieniach okładek, duże okna dachowe wpuszczają naturalne światło, które odbija się od drewnianych paneli podłogowych. Na środku stoi wygodna bordowa kanapa, otoczona miękkimi poduszkami i kocami, idealna do czytania. Obok, na niewielkim stoliku, jest lampa, której delikatne światło tworzy intymną atmosferę. Nasz przytulny kącik. Tata rzadko tu zaglądał. Nie lubił czytać. Za to ja, mama i Alicja kochamy książki. Amanda zdecydowanie woli oglądać seriale, choć czyta polecane przez nas powieści.
- Mamo, co się dzieje? - pytam zaspanym głosem.
Widzę Alicję i Amandę w sypialni rodziców ubrane w stare dresy. W rękach trzymają pędzle i wałki malarskie.
- Czas odnowić ten pokój. Trochę go zmienić, przemalować. Co powiesz na słoneczną żółć na ścianach? - pyta mama, lekko się uśmiechając.
- Super pomysł - odpowiadam, biorę pędzel i zabieram się do pracy.
Amanda puszcza głośno muzykę. Malujemy, tańczymy i śpiewamy, popijając czerwone wino.
Dwie godziny później podziwiamy efekt naszej pracy.
- Wow, teraz ten pokój wygląda o niebo lepiej - mówi z zachwytem Amanda.
- Tak, myślę, że mogę się do niego wprowadzić - odpowiada mama. Po chwili dodaje: - Zaczynamy od nowa? Tylko my, dziewczyny? - pyta z nadzieją w oczach.
- Jasne - odpowiadamy jednocześnie, po czym wszystkie wybuchamy śmiechem.
To był wspaniały wieczór.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.