2
Kordian
ANALIZOWAŁEM WŁAŚNIE OSTATNI RAPORT, kiedy do mojego gabinetu weszła Paula. Zawijała pukiel gęstych blond włosów na palec, uśmiechając się szeroko. Zastygłem, wodząc wzrokiem za powolnym ruchem jej bioder. Spędziliśmy niedawno gorący weekend w Sopocie i od tego czasu poczułem, że coś z tą relacją jest bardzo nie tak.
Unikałem jej, ponieważ potrzebowałem przestrzeni. I chciałem skupić się na pracy, a to stawało się niemożliwe, kiedy była w pobliżu. Poprawiłem krawat.
- Cześć, skarbie - powiedziała uwodzicielskim szeptem.
- Paula. - Wyprostowałem się na fotelu. - Mam mnóstwo pracy.
- Och, kochanie. - Usiadła na biurku, eksponując długie nogi. Z jednej spadła szpilka. Dziewczyna błyskawicznie postawiła stopę na moim kolanie. - Myślałam, że znajdziesz dla mnie minutkę.
Moje ciało ogarnęły dreszcze podniecenia, bo jednocześnie pokazała mi skrawek pończoch i czerwone koronkowe figi. Uniosła brwi i oblizała wiśniowe usta.
- Posłuchaj - powiedziałem stanowczo, zdejmując jej stopę ze spodni. - Nie jestem gotowy na poważny związek.
Ułożyła usta w podkówkę.
- Ale dlaczego tak mówisz? - zapytała piskliwie. - Myślałam, że było nam dobrze.
Wróciłem wspomnieniami do nocy w hotelowej pościeli. Zrobiliśmy trochę hałasu.
- To wszystko toczy się zbyt szybko. Potrzebuję przestrzeni i czasu dla siebie, okej?
Nie lubiłem łamać serc. Nie chciałem, żeby Paula była smutna i cierpiała.
- Rozumiem - powiedziała płaczliwym tonem, w zielonych oczach pojawiły się łzy. - Nie chcę być ciężarem. Chcę tylko tego wyjątkowego uczucia, które złapaliśmy na molo, zgoda?
Uśmiechnąłem się krzywo.
- Pogadamy później. Mam naprawdę sporo... - Nie zdążyłem skończyć, dziewczyna położyła stopę w moim kroku i pchnęła nogą krzesło.
Odjechałem ze zdziwieniem kawałek do tyłu.
- Kordian. Przecież obydwoje wiemy, co ci chodzi po głowie - wymruczała zmysłowym głosem. - W porządku. Ja też tego pragnę i nie musimy tego nazywać związkiem.
Wślizgnęła się między moje nogi i uklękła. Ciszę przeciął dźwięk rozsuwanego ekspresu moich spodni garniturowych.
Złapałem ją za nadgarstki.
- Paula...
- Rozluźnij się. - Puściła do mnie oczko.
- Za pięć minut mam spotkanie - poinformowałem ją i siłą postawiłem na nogi.
Poprawiła ołówkową spódnicę.
- Może wpadniesz do mnie dzisiaj po pracy? - zaproponowała niezrażona.
Drzwi otworzyły się z trzaskiem, do środka weszła Patrycja. Dosunąłem się do biurka, żeby ukryć rozpięty rozporek.
Diana nazywała ją za plecami Wieżą Eiffla i muszę przyznać, że kiedy Patrycja stała tak w rozkroku z rękami na biodrach - w czymś ją przypominała.
- Wyniki są coraz gorsze - zakomunikowała, obrzucając Paulę pogardliwym spojrzeniem.
Zapiąłem dyskretnie suwak.
- Tak?
- Pojawiła się konkurencja. - Rzuciła na biurko raport.
Słupki sprzedaży drastycznie spadły na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy. Wiedziałem o tym, ale... Liczyłem, że to chwilowy kryzys spowodowany porą roku.
- Wpisz ich w Google - poleciła Patrycja, przysiadając na krawędzi biurka. Pauli wyraźnie nie podobał się ten obrót spraw.
- Cydr słoneczny? - Uniosłem brwi, gapiąc się na logo słońca w kształcie jabłka. Wyglądało jak nowocześniejsza wersja naszego, w którym słońce wyłaniało się zza jabłka wiszącego na gałęzi.
- Maciek mi mówił, że już zastrzegli znak w urzędzie patentowym - poinformowała Patrycja.
Zdenerwowałem się na te informacje. Obejrzałem ich profil na Facebooku, mieli mnóstwo fanów i fajne akcje angażujące społeczność. Podrapałem się po brodzie zakłopotany. Zaczęli nas wykaszać z rynku. Kurwa, poniedziałek.
- To chwilowy kryzys. My jesteśmy firmą z tradycjami, ludzie zaraz do nas wrócą - stwierdziłem pewnie.
Patrycja nie wyglądała na przekonaną.
- Dzięki za raport - powiedziałem wymownie, kładąc dłoń na pliku dokumentów.
Żadna z kobiet się nie ruszyła, wiec dodałem kurtuazyjnie:
- Mam mnóstwo pracy, porozmawiamy przy lunchu?
Posłałem im swój najlepszy uśmiech, na co obydwie się rozanieliły. Z oporem opuściły mój gabinet, a ja zamknąłem za nimi drzwi.
Byłem w czarnej dupie. Nie miałem ochoty dzwonić do Nataniela po pomoc. Chciałem sam wybrnąć z tego gówna. Zagłębiłem się w analizie konkurencji nowej marki.
Dotarło do mnie, że musimy zrobić rebranding na coś bardziej nowoczesnego. Przy tym słonecznym wyglądaliśmy, jakby u nas w firmie kwitł w najlepsze PRL. Zleciłem działowi marketingu odświeżenie logo.
Wszystkie projekty wydawały mi się wtórne. Żaden nie zwalał z nóg, a my potrzebowaliśmy czegoś o efekcie "wow!". Minął kolejny tydzień, a słupki pokazywały coraz gorsze wyniki. Nie miałem siły, czego się nie tknąłem, kończyło się katastrofą.
Paula czekała na mnie pod biurem. Słońce oświetlało jej wyzywający makijaż z błyszczącymi czerwonymi wargami.
Czułem na sobie spojrzenia innych pracowników. Niepotrzebnie dałem się wplątać w romans z sekretarką. Na początku nie dostrzegałem niepokojących sygnałów. Niczym anioł, roztoczyła nade mną swoje ochronne skrzydła.
Pewnego razu wściekłem się na pracownika. Paula musiała wyłapać rozpacz i wściekłość w moim głosie, bo zareagowała natychmiast. Zrobiła mi czuły masaż, wtedy tylko tego potrzebowałem. Z czasem przełamywała coraz więcej barier, aż w końcu któregoś wieczora przeleciałem ją na swoim biurku.
Miałem wobec niej uczciwe zamiary. Naprawdę, ale niektóre jej zachowania to była wielka czerwona flaga. Zrobiła mi awanturę za to, że dałem napiwek kelnerce. Innym razem zaczęła płakać na środku ulicy, bo ubzdurała sobie, że podkochuję się w Dianie. Przyjaźniłem się z narzeczoną brata, to wszystko. Nie pozwoliła sobie tego wytłumaczyć. Byłem zmęczony jej zaborczością i takim zachowaniem. Nie potrafiłem jej wbić do głowy, że inne kobiety nic dla mnie nie znaczą.
W końcu podjąłem trudną decyzję i postanowiłem się od niej odsunąć. Nie rozumiała moich uników i wykrętów.
- Cześć, skarbie! - zaświergotała, nachylając się do pocałunku.
W ostatniej chwili odwróciłem twarz i uniknąłem buziaka w usta. Spojrzałem w kierunku pracowników zgromadzonych przy popielnicy; natychmiast odwrócili wzrok i wrócili do rozmów. Dosłownie czułem lepki błyszczyk na policzku.
- Musimy porozmawiać - zakomunikowałem.
Paula uśmiechnęła się, po czym palcami wytarła kosmetyk z mojej twarzy.
- Prowadź. - Wzięła mnie pod rękę.
Ze sztucznym uśmiechem poprowadziłem ją w kierunku restauracji na rogu.
Kiedy weszliśmy do środka, owiała nas lodowata klimatyzacja. Uginający się w ukłonach kelner wskazał nam kącik upstrzony tandetnymi sercami.
- Może stolik przy oknie? - zasugerowałem.
- Ten jest idealny! - Paula już zajęła miejsce na welurowej kanapie i wzięła do rąk kartę, a potem zwróciła się do kelnera: - Na pewno karafkę alkaicznej wody i dwie szklanki.
Usiadłem na krześle naprzeciwko i wbiłem wzrok w menu. Czułem skurcz żołądka na myśl o tym, jak potoczy się za chwilę ta rozmowa. Powinienem powiedzieć to szybko i bez emocji. Oderwać ten plaster jednym szarpnięciem.
Odłożyłem kartę i spojrzałem na Paulę poważnie.
- Kotek, dobrze się czujesz? Jesteś blady. - Chwyciła mnie za dłoń.
Już miałem to powiedzieć, ale stchórzyłem.
- Może nam pani przynieść po kieliszku czegoś mocniejszego?
Czarnowłosa kelnerka, która właśnie nalewała nam wodę do szklanek, ukazała białe zęby w szerokim uśmiechu.
- Gin, nalewka, czysta wódka?
- Może nalewka? - Spojrzałem na Paulinę, która ze zdezorientowaną miną skinęła głową.
- Dereniówka, pigwówka, wiśniówka?
- Najmocniejszą - oświadczyłem z nerwowym grymasem, biorąc jednocześnie szklankę do ręki.
Kelnerka zerknęła na Paulę z dziwną miną. Ta posłała jej przepraszający uśmiech.
- Mąż miał nerwowy tydzień.
Woda, którą przełykałem, zmieniła kierunek. Parsknąłem, opluwając sobie kołnierzyk i podkładkę menu.
Kelnerka skierowała się za bar.
Wytarłem materiałową serwetką usta i brodę.
- Dlaczego tak powiedziałaś!?
- Widziałam, jak na ciebie patrzyła. Napalona suka! - wypluła z siebie Paula, jej wzrok uciekł na chwilę w kierunku dziewczyny za barem, która teraz nalewała nam alkohol. Chyba to usłyszała, bo zerknęła w naszym kierunku na ułamek sekundy. Pięknie.
Pokręciłem głową w złości i niedowierzaniu.
- Jesteś przewrażliwiona. Nie możesz się tak zachowywać - syknąłem.
- Nie. Nie jestem. Nie pozwolę, żeby jakieś szmaty pieprzyły wzrokiem mojego chłopaka.
Zamiast odpowiedzieć (bo pewnie bym się wydarł), wziąłem głęboki oddech i policzyłem w głowie do piętnastu. Tej dziewczynie tak trudno było cokolwiek wytłumaczyć. Wierzyła tylko w swoją skrzywioną wersję postrzegania rzeczywistości.
Kelner, który zastąpił koleżankę, postawił przed nami kieliszki. Paula patrzyła na mnie spod potarganych włosów, które przed chwilą zmierzwiła w akcie frustracji.
- Od razu poproszę drugą kolejkę - zameldowałem kelnerowi.
- Oczywiście. Czy wybrali państwo coś do jedzenia? Mogę zaproponować danie dnia, risotto z krabem i awokado.
Skinąłem głową, natomiast Paula zaczęła analizować kartę. Zadała piętnaście pytań, trzy razy zmieniła zdanie, by w końcu zamówić sałatkę.
- To o czym chciałeś porozmawiać?
Po trzech kieliszkach w końcu zebrałem się na odwagę.
- Przenoszę cię do działu marketingu. Mają tam właśnie wakat.
Teraz to Paulina zbladła.
- Nie, dziękuję - odparła nadąsana. - Marketing ma pokój na innym piętrze i osobną kuchnię. Nie będziemy się prawie widywać.
- Dostaniesz podwyżkę - zachęciłem.
Paulina złapała palcami krawędź blatu i spojrzała na mnie jak polujący sokół.
- Chcesz zatrudnić kogoś innego na moje miejsce? Może Kaśkę z recepcji na dole? Widziałam, jak na siebie patrzyliście!
Zacisnąłem powieki, starając się zapanować nad emocjami. Znowu to samo.
- Nie. Nie i nie. Uważam, że masz potencjał na coś więcej niż tylko zajmowanie się moim kalendarzem, kawą i drzwiami.
To nie było kłamstwo. Paulina wykonywała swoje obowiązki sumiennie i niezależnie od tego, co się między nami wydarzyło, zasłużyła na awans. Pracowała w Charlotcie już pięć lat na stanowisku asystentki. Wcześniej pomagała dyrektorowi sprzedaży. Chciałem tworzyć firmę, w której pracownicy są zmotywowani i pną się po szczeblach kariery. Jeśli ktoś miał ochotę na awans, wystarczyło, że zgłosił to swojemu przełożonemu, odbębnił kilka szkoleń, przygotował się do rozmowy i jak tylko zwolniło się jakieś stanowisko wyżej, mógł się o nie ubiegać.
Paulina jednak słusznie wietrzyła podstęp. Fakt, że zrobiła się nieznośna, pomógł mi podjąć decyzję. Musiałem to zrobić, dla jej dobra i swojego zdrowia psychicznego.
- Odsuwasz mnie od siebie!
Wybuchła głośnym szlochem i padła na kolana, błagając, żebym jej nie przenosił.
- Nie zauważyłaś, że to, co się między nami dzieje, nie jest zdrowe? - zapytałem, sadzając ją z powrotem na krześle. - Masz paranoję. Musisz poukładać swoje uczucia.
- Powiedz to na głos - zażądała.
- Co?
- Że nie jestem dość dobra! - jęknęła przez łzy. - Nie wiem, co mam zrobić, żeby cię przy sobie zatrzymać! Wstaję o piątej rano, żeby się przygotować! Jak idiotka masuję twarz wałkiem jadeitowym, nakładam pięć warstw kosmetyków, układam włosy, starannie dobieram ubrania... Od kiedy powiedziałeś, że nie lubisz zielonego, wywaliłam połowę ciuchów! Jestem idealna dla ciebie.
Westchnąłem, przytłoczony tym wyznaniem.
- Paula, przestań to robić. Jeśli sobie nie radzisz, idź do psychologa.
- Nie! - zaprotestowała głośno, a potem agresywnym ruchem zrzuciła wszystkie talerze na podłogę.
Wybiegła z płaczem, a ja zostałem, żeby uregulować rachunek i przeprosić obsługę za ten cyrk.
Dopadła mnie zaraz po tym, jak wyszedłem z lokalu. Zaczęła mnie ponownie przepraszać i błagać o kolejną szansę.
Przytuliłem ją, zaciskając powieki. Serce mi pękało na widok jej cierpienia.
- Może zróbmy po prostu sobie chwilę przerwy - zaproponowała, łkając. - Zobaczysz, niedługo zrozumiesz, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
- Odprowadzę cię do taksówki. - Stanowczo pociągnąłem ją w kierunku postoju.
Paula wsiadła do samochodu i schowała twarz w dłoniach.
Kierowca posłał mi oskarżycielskie spojrzenie. Podałem mu adres i wsunąłem przez uchylone okno sto złotych. Pokręcił głową z dezaprobatą, po czym odjechał z płaczącą dziewczyną.
Na szczęście Paula w końcu zrozumiała, że nasza historia nie ma przyszłości i odpuściła.
Dziękowałem niebiosom, bo mogłem wreszcie się skupić na pracy. Ale tutaj niestety nie udało mi się osiągnąć znaczących postępów. Żaden projekt tyłka nie urywał.
Zdesperowany chwyciłem w końcu komórkę i zadzwoniłem do Nataniela na kamerce.
Właśnie byli z Dianą na masażu gorącymi kamieniami. Streściłem mu ostatnie tygodnie, pomijając kwestie kadrowe. Mój brat syknął, kiedy kładziono mu na plecy kamienie. No rzeczywiście, co za cierpienie.
- Zadzwoń do Zośki! - zawołała Diana z drugiego łóżka, po czym również syknęła, zapewne z tego samego powodu.
- Do jakiej Zośki?
- No do mojej przyjaciółki, która robiła nam etykiety na cydr w zeszłym roku. To kopalnia świeżych pomysłów. Na pewno ci pomoże. Wysyłam ci jej numer.
Usłyszałem powiadomienie, po czym kiwnąłem głową.
- Mam nadzieję.
Nataniel zmrużył oczy zaniepokojony, a potem odwrócił się do narzeczonej.
- Powinniśmy wracać.
- Nie ma takiej potrzeby! Na pewno sobie z Zosią poradzimy - zapewniłem ich z fałszywym uśmiechem. Pożegnaliśmy się, a potem wykręciłem numer do tej całej fontanny pomysłów.
Odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć, tu Kordian Mazur... Mam twój numer od Diany... - zacząłem. - Będę miał dla ciebie zlecenie, może wpadniesz do mojego biura...
Nie zdążyłem skończyć, w słuchawce pojawił się sygnał zajętości.
- Co do kurwy?! - warknąłem, ponownie wybierając numer. Od razu mnie odrzuciła. Później wyłączyła telefon. Już zamierzałem ponownie zadzwonić do Nataniela, ale coś mnie powstrzymało. Zabębniłem palcami w blat prezesowskiego biurka.
Nie chciałem wyjść na niezaradnego. Brat powierzył mi ten stołek, opiekę nad firmą, bo wierzył, że jestem gotowy. Po kilku latach izolacji chciałem normalnego życia. Sukcesów. Ale na każdym kroku ponosiłem porażkę. Nie będę się skarżył starszemu bratu. Nie chciałem, żeby przerywali urlop i wracali do pracy. Sam to załatwię.
Wszedłem na Facebook i odnalazłem Zosię Kamińską w znajomych Diany. Co ciekawe, miał ją w kontaktach jeszcze Kamil z IT. Zdjęcie profilowe pokazywało tył głowy dziewczyny na tle sztalugi. Sama nie dodała więcej zdjęć, ale została oznaczona u Kamila na zdjęciu z jakiegoś festiwalu fantasy. Otworzyłem szerzej oczy. Na widok dziewczyny w stroju czarnej wdowy, w czerwonej peruce i z mocnym makijażem natychmiast poczułem iskry. Opierała się o ramię informatyka w stroju wiedźmina.
Rozsiadłem się na fotelu, po czym nacisnąłem przycisk na interkomie.
- Pani Jadziu, proszę wezwać na rozmowę Kamila z działu IT.
Kilka chwil później do mojego biura wszedł przygarbiony chłopak we flanelowej koszuli. Wskazałem mu krzesło po drugiej stronie biurka. Usiadł blady jak ściana.
- Znasz graficzkę, koleżankę Diany?
- Zośkę? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak. Chodzi o Zośkę Kamińską - doprecyzowałem, składając palce razem. - Co o niej możesz powiedzieć?
Facet patrzył na mnie dziwnie.
- Chcę ją zatrudnić - wyjaśniłem. - Diana próbuje mi ją wcisnąć, ale chcę zasięgnąć twojej opinii.
Rozparł się na krześle, uciekając oczami na sufit.
- To dziwna laska, ale kreatywna. Maluje, ma tatuaże.
- Myślisz, że jest w stanie zaprojektować coś ekstra?
Kamil pokiwał głową, chociaż na jego twarzy pojawiła się panika.
- O co chodzi? Mów!
- Nic. Nie będziesz żałować, jest bardzo utalentowana.
Kiwnąłem, jednocześnie wybierając numer do dziewczyny. Odpowiedział mi sygnał zajętości.
- Mógłbyś do niej zadzwonić? Z mojego telefonu jest problem.
Kamil wybrał numer. Jego połączenie też odrzuciła.
- Widocznie nie może teraz rozmawiać - stwierdził. - Napiszę jej eska, żeby oddzwoniła w wolnej chwili.
- Będę zobowiązany.
Sfrustrowany przeczesałem włosy. Dzisiaj musiałem urwać się wcześniej z roboty. W centrum sportowym czekał na mnie rehabilitant, chociaż wolałem w myślach nazywać go trenerem. Skierował mnie tam mój mentor, Bolek. Zapisałem się do fundacji "Stań na nogi" i dzięki niej zdecydowałem się intensywnie pracować nad powrotem do formy po zaprotezowaniu. Okazało się, że to dość długi i mozolny proces. Ale chciałem tych zmian. Potrzebowałem dużo czasu, żeby dojrzeć do niektórych decyzji. Na zewnątrz może prezentowałem się jak biznesmen, który ma świat u stóp, ale nikt nie widział tego, co było w środku. Bolesna pustka, samotność, które zagłuszałem seksem i alkoholem.
Kilka lat temu popełniłem największy błąd w swoim życiu. Zawiodłem własnego brata, wdałem się w relację z jego narzeczoną, nie myśląc o konsekwencjach. Chciałem coś sobie udowodnić. Dziewczyna kochała Nataniela, ale jego tryb życia odbiegał od jej oczekiwań. To miał być beztroski weekend w Alpach. Nikt nie spodziewał się, że spadnie lawina. Wyjazd na narty skończył się dla mnie amputacją kończyny, Anka niestety nie miała tyle szczęścia.
Sam proces przygotowania do założenia protezy trwał kilka miesięcy. A kiedy wreszcie ją już dostałem, okazało się, że muszę wszystkiego uczyć się od początku.
Rehabilitant przywitał się ze mną serdecznym uśmiechem, a potem wskazał krzesło i podał mi gumę do ćwiczeń.
Po treningu sprawdziłem telefon, Zośka nie oddzwoniła. Napisałem do Kamila, ale do niego też się nie odezwała.
Następnego dnia również pozostawała poza zasięgiem. Zacząłem się zastanawiać, czy wszystko z nią w porządku. Zadzwoniłem do Diany, prosząc, by ona się z nią skontaktowała.
Zośka odpisała, że jest poza Warszawą i ma problem z siecią.
- Zapytaj ją, gdzie dokładnie - powiedziałem do Diany. Przez kamerkę widziałem, że wyleguje się na leżaku z drinkiem w orzechu kokosowym. - Pojadę po nią. Zmarnowałem dwa tygodnie na beznadziejne projekty, nie mogłem już dłużej zwlekać. Diana kiwnęła głową i się rozłączyła.
Kilka chwil później dostałem SMS-a od tej całej tajemniczej Zośki.
Zośka Kamińska:
Cześć, sorry, rwie mi tu zasięg.
Wyślij mi brief na @. Dam znać, czy się podejmę.
"Dam znać, czy się podejmę"? Podrapałem się po głowie. Jedną ręką napisałem na Teamsie do Pawła z marketingu.
Kordian Mazur:
Zaraz dostaniesz wszystko. Przenieś się gdzieś,
gdzie jest zasięg. Sprawa jest pilna, chcę porozmawiać przez telefon.
Dziewczyna igrała z moją cierpliwością przez kolejne trzy godziny. Dzwoniłem, słyszałem sygnał, a potem odrzucała połączenie. Miałem przeczucie, że z tym zasięgiem to ściema.
Podczas lunchu dostałem SMS-a, w którym odmówiła współpracy. Zagotowałem się w środku, odłożyłem widelec.
- Daj mi na chwilę telefon służbowy - zwróciłem się do Patrycji, która siedziała z ludźmi ze swojego działu przy sąsiednim stoliku. - Muszę załatwić coś ważnego, a zaraz rozładuje mi się bateria.
Patrycja podała mi komórkę.
- Mam nadzieję, że to coś postawi firmę na nogi - mruknęła.
Tak, dalej, kop leżącego.
Przepisałem numer do Zośki, po czym opuściłem kafeterię. Minąłem palących pracowników Charlotty i wyszedłem na zewnątrz. Wybrałem numer Zośki. Nie zaskoczył mnie fakt, że odebrała. Mogłem się założyć, że gdybym dzwonił od siebie, spotkałbym się ze ścianą.
- Fantastycznie, że masz zasięg - powiedziałem zamiast dzień dobry. - Nie przyjmuję odmowy. Gdzie jesteś? Pojadę po ciebie i omówimy szczegóły.
Zamurowało ją na dobre pół minuty.
- Halo!
- Cześć, Kordian - wydyszała w końcu. - Nie czuję się na siłach podjąć tego zlecenia.
- Pomogę ci - zaproponowałem. - Proszę. Zrobiłaś fajne etykiety na Summerr i chcę, żebyś zajęła się wizerunkiem naszej firmy. Czas nas goni. Zapewniam świetne biuro z widokiem na miasto, sprzęt, jaki potrzebujesz, lunche w naszym bistro, nieograniczony dostęp do najlepszej kawy, a po pracy do baru oraz... - Tu podałem pięciocyfrowe wynagrodzenie. Sam bym się zatrudnił po tym wstępie.
Nierówny oddech zdradził wahanie.
- Dziękuję za propozycję. Tym razem nie dam rady wam pomóc - oznajmiła niechętnie.
Co? Podałem jej sumę, której zażyczyła sobie największa agencja reklamowa w Warszawie. Nie sądziłem, że ta stawka może być niezadowalająca dla freelancera, i to w dodatku studentki.
- Diana obiecała, że mi pomożesz. To twoja przyjaciółka i to też jej firma.
Ze słuchawki dobiegło prychnięcie.
- Dlaczego tak bardzo się opierasz?
- Nie mam weny - odparła zdawkowo.
- Razem na pewno coś wykombinujemy. Gdzie mam przyjechać?
- Nie dam rady - odparła sucho. A potem się rozłączyła.
Szlag.
Nie to nie. Spróbuję jeszcze raz z agencją.
Trzy dni później rwałem włosy z głowy. Wybrali taką czcionkę, w której litera C i łącznik wyglądały jak dupa! Nie miałem sił.
Wyciągnąłem telefon i połączyłem się z Dianą.
- Twoja koleżanka odmawia współpracy - poskarżyłem się. - Przyszło nowe logo od agencji i jest dosłownie z dupy!
Nerwowym ruchem pokazałem jej ekran z mockupem.
- Możesz ją przekonać? - spytałem. - Mam wrażenie, że nie chce ze mną pracować.
Diana przyglądała mi się przez kilka chwil, a potem zerknęła ponad ekranem. Na jej twarzy pojawiło się napięcie i smutek. Chyba mi po prostu nie wierzyła.
- Nic mu nie mów. I nie wracajcie. Tylko ją przekonaj, okej?
Pokiwała głową.
- Zobaczę, co da się zrobić.
Z żalu miałem ochotę obgryzać paznokcie.
- Chociaż załatw mi jej aktualny adres...
Diana zrobiła minę, jakby nie była pewna, czy ma do czynienia z osobą zdrową na umyśle i powiedziała:
- Na razie!
Pozostawało mi nerwowe oczekiwanie. Czy naprawdę nikt inny w stolicy nie miał pomysłu na coś świeżego? Ponownie wszedłem na Facebook Kamila i odszukałem zdjęcie z konwentu. Jak stalker wlazłem na stronę wydarzenia z odnośnikami do reportażu. Przejrzałem kilkaset zdjęć, nim trafiłem na właściwe. Bingo! Odnalazłem link do Instagrama Zośki. Tutaj znajdowało się więcej jej fotek w przebraniach. Z fascynacją patrzyłem, jak idzie na rolce w stroju Catwomen.
Ze złości zgniotłem w kulę kartkę z notatkami. Dlaczego mi odmawia?
Do końca dnia byłem podminowany. Zdążyłem zwolnić jednego cwaniaczka, który grał zamiast pracować, opieprzyć Karolinę z działu sprzedaży, wydać dyspozycję do poprawki raportu, zamówić lunch, spróbować go, po czym stwierdzić, że jest niezjadliwy, zanieść go do kuchni i z przekleństwem wyrzucić do otworzonego butem kosza.