Tomasz Niefart (Tom 1). Tomasz Niefart. Skazany na porażkę - Kasia Keller

Kup ebooka

16.99 zł
14.44 zł (11,69 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

STUD­NIA ŻY­CZEŃ

W szkol­nym kie­ra­cie każdy z nas ma je­den dzień ty­go­dnia, który uważa za naj­mniej iry­tu­jący. No, znam i ta­kich, któ­rzy lu­bią wszyst­kie pięć, jak na przy­kład li­zus Pa­weł albo ku­jonka Ka­rina, ale oni nie wli­czają się do ogól­nych sta­ty­styk, bo to przy­padki nie­ule­czalne. Nie, że­bym miał coś prze­ciwko nim, w żad­nym ra­zie. Uwa­żam, że w każ­dej sza­nu­ją­cej się kla­sie po­trzebne są ta­kie osob­niki. Choćby po to, żeby na­uczy­ciele wi­dzieli sens swo­jej pracy i nie za­drę­czali nie­po­trzeb­nie po­stron­nych. Prawda jest taka, że dwie ręce w gó­rze na każde na­uczy­ciel­skie py­ta­nie do­brze wpły­wają na wi­ze­ru­nek ca­łej klasy. I zu­peł­nie nie ma zna­cze­nia, że to za­wsze ta sama para rąk. Naj­waż­niej­sze, że działa - na­uczy­ciele mają kogo od­py­tać, Ka­rina i Pa­weł czują się po­trzebni i do­ce­niani, a my, czyli cała reszta, czu­jemy się bez­piecz­nie w swo­ich ław­kach.

Moim ulu­bio­nym dniem jest czwar­tek. Fra­nek, mój star­szy brat, za­wsze po­wta­rza, że czwar­tek to taki mały pią­tek i tylko rzut ka­mie­niem dzieli nas od week­endu. I to je­den z po­wo­dów, dla któ­rych go lu­bię. Czwar­tek, nie Franka. Oczy­wi­ście brata też lu­bię. Prze­waż­nie. Cza­sami jed­nak nie da się go stra­wić. Głów­nie kiedy po­pi­suje się przed ro­dzi­cami, jaki to on jest mą­dry, od­po­wie­dzialny i w ogóle cud-miód. Ale samo to da­łoby się jesz­cze znieść, gdyby nie ro­bił przy tym głu­pich min w moją stronę i nie do­da­wał tym swoim "do­ro­słym" gło­sem, że jak będę brał z niego przy­kład, to też kie­dyś będę po­cie­chą ro­dzi­ców. I ani on, ani ro­dzice nie ro­zu­mieją za­sad­ni­czej kwe­stii: Fra­nek ma w ży­ciu o wiele ła­twiej, bo jest tylko w po­ło­wie na­zna­czony. A to zna­czy, że ma pięć­dzie­siąt pro­cent szans na to, by uciec spod mocy klą­twy na­zwi­ska. Cie­kawe, jak by so­bie po­ra­dził w mo­jej sy­tu­acji? Dla­czego ro­dzice jemu nie dali na imię To­masz?

Ale wra­ca­jąc do te­matu... Jest jesz­cze je­den po­wód, który spra­wia, że lu­bię czwar­tek. Tego dnia mam tylko trzy lek­cje, z czego jedną jest WF.

A dziś mogę mó­wić o do­dat­ko­wym szczę­ściu, bo nie dość, że jedna z lek­cji mi prze­pada, to jesz­cze po szkole idę z mamą na za­kupy. Cóż, cza­sem na­wet ży­cio­wemu nie­far­towi przy­da­rza się coś przy­zwo­itego. Jak to mó­wią,

Nie­któ­rzy uwa­żają, że za­kupy to nie jest czyn­ność, którą lu­bią fa­ceci. Ja je­stem in­nego zda­nia. Bar­dzo lu­bię cho­dzić na za­kupy, zwłasz­cza z mamą. Dla­czego? To pro­ste: zwy­kle udaje mi się wy­pro­sić od niej coś, czego nie ma w spi­sie spra­wun­ków.

Dziś rów­nież spo­dzie­wa­łem się ma­łego bo­nusu.

Pierw­szy na li­ście rze­czy do za­ła­twie­nia był pacz­ko­mat. Mama za­mó­wiła so­bie nową to­rebkę, twier­dząc, że w tej, którą ma, nic się nie mie­ści. Moim zda­niem zmie­ści­łaby w niej sło­nia.

Na miej­scu, nie bez wy­siłku, mama wy­jęła ze schowka spo­rych roz­mia­rów pa­ku­nek. "Fakt, to bę­dzie duża to­rebka" - po­my­śla­łem.

Mama otwo­rzyła swoją starą to­rebkę i wpa­ko­wała do niej pu­dło z tą nową. Nie po­wiem, tro­chę się zdzi­wi­łem, że się zmie­ściło.

Po­tem po­szli­śmy na pocztę. I tu prze­ży­łem MAŁY SZOK. Mama sta­nęła przy okienku, po­grze­bała w to­rebce, wy­jęła inne, dość spore pu­dełko i nadała paczkę.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki