KONICZYNA NA NIESZCZĘŚCIE
Czy można się spodziewać niespodziewanego? Tak, wiem, to brzmi filozoficznie. Ale wciąż się zastanawiam: czy MÓJ PECH choć raz mi odpuści? Czy mam choćby nikłą szansę na poprawę losu?
I wiecie co? Raz zdarzyło mi się uwierzyć, że fatum można przechytrzyć. Ba! Uwierzyłem, że niewiele trzeba, by to zrobić. Przez krótki moment byłem pewien, że do SZCZĘŚCIA wystarczy mi CZTEROLISTNA KONICZYNA.
Jednak dość szybko się okazało, że była to czysta naiwność!
A wszystko przez maj.
W maju człowiekowi zaczyna się wydawać, że świat jest piękny. Słońce świeci, ptaszki śpiewają, kwitną kwiatki. Kwitnie też koniczyna. Także ta czterolistna. I to wszystko powoduje, że człowiek może się zapomnieć. Ja, w każdym razie, tak bardzo uwierzyłem w tę majową moc, że zapomniałem o swoim fatalizmie. Niemniej los szybko i bardzo boleśnie mi przypomniał, że nazywam się Niefart. TOMASZ NIEFART.
I w jeden z takich majowych dni włóczyliśmy się z Cecylką, Olą i Jankiem po okolicy.
- Ola, patrz, ile koniczyny! - zachwyciła się naraz Cecylka.
- Ale super! Musimy znaleźć czterolistną! - prędko zdecydowała Ola.
Dziewczyny natychmiast rzuciły się w trawę i zaczęły szukać koniczyny z czterema listkami. Janek też długo się nie opierał.
- Dawaj, Tomasz! Tobie to się taka najbardziej przyda! - zawołała do mnie Cecylka, widząc, że nie ruszyłem się z miejsca.
No i cóż... wstyd się przyznać, ale uległem zbiorowemu szaleństwu.
"A co jeśli ta koniczyna naprawdę zadziała i przyniesie mi szczęście?" - pomyślałem. Uznałem, że warto spróbować.
Postanowiłem zadziałać metodycznie. Jak już szukać szczęścia, to NA PATENCIE. Rozcapierzyłem palce i zacząłem skrupulatnie przeczesywać łąkę. Lewa, prawa, prawa, lewa. Nic. Kolejny metr. Lewa, prawa, nos przy ziemi... Czułem się trochę, jak świnia szukająca trufli.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki