Zrozumieć człowieka
Dorosłym ciągle trzeba coś tłumaczyć - sami niczego nie rozumieją.
- Jak to się stało, że stłukłeś kolano?
- Jak mogłeś zbić wazon cioci Ellen?
- Dokąd znowu idziesz?
- Gdzie zostawiłeś rower?
Zadają mnóstwo pytań, jakby człowiek nie miał nic innego do roboty, tylko wyjaśniać. A przecież od dawna kupę informacji można znaleźć w Internecie, prawda?
Dorośli są dziwni.
Dorośli nawet nie są samodzielni, chociaż w kółko podejmują decyzje i to takie, na które normalny człowiek przeważnie by nie wpadł. Rodzice Tomaszka znowu wymyślili coś takiego, że się w głowie nie mieści:
prze-pro-wadz-ka!
Fakt: od dawna zanosiło się na jakieś zmiany, mnóstwo ludzi kręciło się po domu, telefony dzwoniły jak opętane, drzwi do gabinetu Taty były wiecznie zamknięte, a do komputera mogli się zbliżać tylko dorośli, nie wiadomo po co, bo nigdy nie grają w gry, tylko stale wysyłają te maile i mówią, że korespondują ze sobą. Dobra, ale żeby wyjeżdżać? I to na zawsze? Zostawić zjeżdżalnię na plaży, widok z okna, kumpli i coraz bardziej rudą, śmieszną Patkę z sąsiedztwa? No nie. To przechodzi ludzkie pojęcie, jak zawsze powtarzał Dziadek Eryk, dopóki nie umarł.
Tomaszek z miną numer trzynaście, najpoważniejszą, na jaką może się zdobyć odpowiedzialny człowiek w tym wieku, zapytał rodziców o powody zmian.
- Za rok, za dwa pójdziesz do szkoły, trzeba się przyzwyczaić do nowego miejsca na ziemi.
- Miejsca na ziemi? To znaczy, że nie zmieniamy mieszkania, tylko jakieś miejsce na Ziemi? A może na Marsie? - Tomaszek rozpaczliwie starał się zyskać na czasie. - Sorry, ale są tacy, co się tam w końcu wybiorą. Jakby się uprzeć, moglibyśmy być pierwsi.
- Kochanie... - Mama próbowała się uśmiechnąć.
- Wracamy do Babci, do Europy - oznajmił Tata. Ojcowie na ogół oznajmiają, kiedy nie są pewni, jak dalej sprawy się potoczą.
Wizyta Spidermana nie zrobiłaby na Tomaszku większego wrażenia. No, może gdyby przyleciał na miotle z Harrym Potterem, przywożąc dla ozdoby team "Matrixa" i dziewczynkę z zapałkami. Ale nie, nic nie przebiłoby tego komunikatu, nawet obietnica lodów pistacjowych przez 365 dni w roku i to do końca studiów, najmarniej.
- Europa! To po co wynieśliście się na tę głupią wyspę z kangurami, Aborygenami i oceanami dookoła? Przecież tu też są szkoły - zdziwił się Tomaszek, najwyraźniej zaskoczony nielogicznym komunikatem dorosłych.
- To proste. Mieliśmy taki pomysł, a teraz mamy inny.
- Kochanie... - Mama znowu próbowała się uśmiechnąć, tym razem do Taty, ale gdyby mogła, rozbiłaby mu na głowie tacę z sernikiem, który za chwilę miał stać się przysmakiem popołudniowego przyjęcia dla okolicznych pań.
- Kochanie - z naciskiem na "cha" wykrztusił Tata. - Nasz syn nie ma powodów do niepokoju. Musi zrozumieć, że raz pracuje się tu, a raz gdzie indziej.
Mężczyźni są dziwni, umieją jedno, a nie potrafią drugiego - pomyślał Tomaszek. Na przykład Tata. W domu nie przyszyje guzika, a w szpitalu przyszywa ludziom różne kawałki podczas operacji. Kolacji nie zrobi, a kawę tak. No i nie potrafi zrozumieć własnego dziecka.
Ja jestem mężczyzną, ale nie jestem dziwny - z dumą pomyślał Tomaszek.
Tymczasem Tata próbował jeszcze coś powiedzieć, z czego do uszu chłopca dobiegło tylko jedno zaskakujące zdanie:
- Bo potem już będziesz za stary!
Tomaszek uznał, że to prowokacja i że rozmowa może się niebezpiecznie przeciągnąć, a przecież i tak niczego się nie będzie można dowiedzieć. Postanowił przeczekać.