SZARE KARTKI KS. JERZY SZYMIKEWANGELIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA
GLOSSY (2)
MISTRZ
I. Ja was pokrzepię (Mt 11,28b)
II. Jezus, znając ich myśli, rzekł (Mt 9,4a)
III. powiadam wam (Mt 5,20)
IV. stała przed grobem płacząc (J 20,11)
V. chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego a On ich uzdrowił (Mt 15,30)
glossa I
Każdy to zna: nie dam dłużej rady. To jarzmo i ten ciężar wbiją mnie w ziemię, złamią mi kark, zniszczą mnie, zabiją.
Pisał niedawno kardynał Sarah do księży: "wiem, że wielu z was straszliwie cierpi, widząc, że celibat jest krytykowany i wzgardzony. Czujecie się osamotnieni i opuszczeni przez tych, od których oczekujecie oparcia". Pisał kiedyś Ratzinger o sobie (księdzu, profesorze): "przyjmowanie, wewnętrzny opór, udręka z powodu tego wszystkiego, co w dzisiejszych czasach przemawia przeciwko wierze, stanowią istotną część mojego zadania". Powtarza wielu za Jeremiaszem: uwiodłeś mnie, służę Tobie, a spotyka mnie potwarz i nienawiść.
Przyjdźcie do Mnie. Uczcie się ode Mnie, a znajdziecie ukojenie.
glossa II
"Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach?"
Co właściwie Jezus uznał za "złe myśli w sercach"? Najkrócej: niewiarę w Niego i bluźnierstwo wobec Niego. Odrzucenie Go. Oto zła myśl w sercu.
Wszystko to, co godzi w wiarę w Jezusa i bluźni Mu, jest złem. Jan Paweł II, 42 lata temu, do Polaków: "Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi nie. Ale - pytanie zasadnicze: czy wolno? I: w imię czego wolno? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć nie temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?!"
glossa III
Pan Jezus radykalizuje przykazanie "nie zabijaj". Eliminuje wszystkie formy szkodzenia życiu i dobru bliźniego, przedpola mordu: gniew, wyzwiska, obelgi. I tłumaczy uczniom jak należy reagować w sytuacji konfliktu: "jeśli brat twój ma coś przeciw tobie", pojednaj się z nim, pogódź. I to natychmiast, szybko. Czyli nie unoś się w poczuciu własnej racji (także wtedy, kiedy jest ona słuszna) i nie odgradzaj się bólem własnego zranienia, ale idź w tę trudną sprawę pokornie, z nastawieniem na zgodę, ufając Bogu i dobru bardziej niż własnemu "poczuciu".
Bo miłość bliźniego, radykalna, winna być znakiem firmowym Jego uczniów.
glossa IV
Postawić się w jej miejscu. W te wszystkie końcówki nocy i wczesne ranki, kiedy jest ciemno jeszcze, niedaleko grobu, po klęsce. A Jego pytanie usłyszeć jako pytanie do mnie, dotykające tego wszystkiego, co mnie najbardziej obchodzi: "Czemu płaczesz? Kogo szukasz?"
Ciebie szukam w tej ciemności.
Usłyszeć w mroku Jego głos: "Jerzy!"
Odpowiedzieć: "Rabbuni, Nauczycielu!"
I w tej rozmowie zobaczyć całe życie, swoje życie.
Jest więc wczesny ranek, jeszcze ciemno.
glossa V
Póki co jestem ślepy, chromy, niemy i ułomny raczej metaforycznie niż faktycznie. Ale jednak: coraz częstsze wizyty u okulisty, ortopedy i laryngologa coś mówią o kierunku w jakim to wszystko idzie. To oczywiste: przestanę widzieć (czytać, pisać), mówić (wykładać, głosić), chodzić... A przede mną specjaliści z wyższej półki: kardiolog i onkolog, psychiatra i geriatra... Umrę.
Jak stawić czoła tej nieuchronnej drodze życia - ku chorobie, ku kalectwu, ku śmierci? Skąd brać do tego siły?
Leżeć u nóg Jego.
Bazylika prymasowska Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gnieźnie. Fot.: Krzysztof Kuczkowski
POEZJA JÓZEF KURYLAKSan
Ciemna dziś zimna ciemna woda Sanu
bo rodzice moi umarli
rzeka jest religijna i pamięta
zimna jak kości moich rodziców
ciemna bo pije i upija się mój brat
na grobowcu rodziców
i awanturuje się z pijaną śmiercią
słyszę ich przekleństwa
krzyk wściekłość brata chichot i płacz śmierci
może to tylko deszcz jesienny
w nocy na pustym peronie w Przemyślu
ten peron jest umarłą twarzą mojej matki
błogosławione życia dobre chwile
które się wyślizgnęły z mego serca
jak ryby i zniknęły gdzieś w głębinach
zimna dziś woda Sanu zimna ciemna
to moja stara krew to mój Acheron
kiedyś na arkadyjskiej plaży Sanu
zasnąłem i ujrzałem we śnie Matkę Boską
która coś powiedziała do mnie po hebrajsku
nie zrozumiałem lecz były widoczne
jej słów promienie: wieże Jerusalem
Jerusalem ogrodów poziomek i malin
i zbóż bogatych jak biblijne księgi
moich sióstr czarnowłosych czarnookich
przy studniach w zbożach w pałacowych salach
ciemna dziś zimna ciemna woda Sanu
Ukraińcy na brzegu świętują swój Jordan
radość miłość w ich oczach i złoto ich psalmów
unosi ku Wiecznemu zimna ciemna woda
Poręba Wielka, 2020 r.
Na brzegu
Jak fale morskie ku piaszczystym brzegomtak nasze życie ku śmierci podąża
Szekspir
Lata mojego życia dawne lśniące lata
rozbiegły się odeszły w różne strony
jak chłopcy którzy ukończyli szkołę
kurz tylko na gościńcach po nich
gdzie są? Może stoczyły się w dół hańby
pośród awantur lub w rozpuście Piekieł
może się stały kupcami i pycha
wybudowała im zamki z klejnotów
a one nie pojęły że prócz życia
nie ma na świeci innych bogactw
może otrzymały wysokie stanowiska
osób duchownych cezarów na wyspach
może zmieniły się w ogromny kościół
gdzie ktoś rozpacza umiera z miłości
lub jak żebracy gdzieś leżą pod mostem
lub jak włóczędzy ciągle idą idą idą
albo zmienione w kruki sępy hieny
mojej młodości żywią się padliną
nie wiem bo nikt z nich listu nie napisał
nie było nigdy żadnych telefonów
lub wieści przypadkowych żaden żeglarz
nie wpłynął do ich zielonej zatoki
może wśród murów średniowiecznych miasta
w nocy jako grabarze zakopują Fausta
pytam stojąc na ciemnym brzegu oceanu:
którą falą jesteście w tych wiecznych przemianach?
Długo już na was czekam moje lata
chciałbym wam spojrzeć w oczy i uścisnąć ręce
usłyszeć i opisać wasze dzieje w księdze
byłyście mi przyjaciółmi w samotności
kochaliśmy cierpieli z heroiczną odwagą
pytałem o was w obcych miastach
ale nikt was tam nie spotkał
nie widziałem waszych tablic na cmentarzach
nikt nie wydobył waszych trupów z wody
sądzę zatem że istniejecie! bo jakże czas
którym jesteście mógłby umrzeć
powracajcie w śmiechu w pieśniach w blasku tańca
i zapukajcie do mych drzwi wieczorem
jako młodzieńcy mężni aniołowie
budowniczowie mego serca - zmartwychwstańcy
Poręba Wielka
Lato
Agnieszce Herman
Motylu boski anielski włóczęgo
który odwiedzasz często szpital mego serca
łąko poranna
łopocą twoje zielone chorągwie
na nich wizerunki bogów
dumne posępne
lecz jaki demon
przywiódł mnie do ciebie
bo najsmutniejszą
pieśń świata tu słyszę
Zwei blaue Augen Gustawa Mahlera
bo Ziemia mi pożarła moje koleżanki
każdy dzień stał się kamieniem tajemnic
i z duchami kurzu rozmawiam jak wariat
na pustych samotnych ulicach
wśród starych wymarłych kamienic
ach czarnooka oślepiająca jasności!
łąko
Księgo
tysiąca
i jednej śmierci
Kraków 2021
Świerszcze
Na łące zagubionej w czasie zapomnianej
wspomnienia nagle wyszły spod ziemi... i czułem
widziałem zapach twych włosów zmieszany
z zapachem zboża... wśród traw się błąkałem
wysokich kwiatów pszczół motyli dzikich róż
to siostry bracia kumple dzieci małe
ale był tam ktoś niewidzialny nieprzyjazny
moc jego czując szedłem wyżej głębiej
w jasność Edenu wokół... jakby w objawienie
Słowackiego w Genesis z ducha... drzewa stare
ciągle szumią nad stawem w nich przeszłość ukryta
przeszłość z wiśni i gruszek gdy szedłem z dziewczyną
łąką gdy jeszcze nie znaliśmy losu
naszych lat młodych wydanych truciznom
ducha ciemności: cały świat przeminął
noc bez gwiazd! Idę tą łąką ze świecą
zanurzam się w śpiew świerszczy śpiew na całej łące
dla zmarłych jestem widmem i w szaleństwie błądzę
Kraków, 2019 r.
Cmentarz Główny w Przemyślu (druga wersja)
Krzysztofowi Karaskowi, któremu wiele zawdzięczam - nie zapomniałem
Wczoraj ze starym znajomym grabarzem
wspominaliśmy dawne karawany
owe ciągnione przez czarne konie
karety srebrno czarne
przypominające wystawy kwiaciarni
wiał ciemny wiatr
krakały wrony
jesień już - a ja jeszcze żyję?
z bezlistnym drzewem w sercu? z duszą wypaloną?
tutaj w dzieciństwie napiłem się wody
z grabarzy studni czarnej
pamiętam przerażenie matki:
Józeczku nie pij to woda umarłych
po śmierci w każdą noc
będę się w niej kąpał
jakby mi ktoś krepą oczy zawiązał
tak osamotniony po kamiennych ścieżkach
wśród cisów się tu błąkam
dudni mi pod stopami
tajemna nieskończoność
kiedy? jaki Parsifal zerwie tu Zasłonę!
często tu czuję niewidzialne
istoty absolutnie inteligentne
przy których nasz geniusz blednie
tutaj dzwon tylko płacze
chociaż osiągnął czystej formy brzmienie
jak pewne duchy bez grzechu
jak rolnik pokochałem tę poświęconą glebę
mimo że ziarno w nią zasiane
wzejdzie marmurem i pogrzebem
raz tylko gdym na tym cmentarzu
zapłakał nieziemsko nieszczęśliwy
diabeł mi ukazał
w lustrze twarz Elżbiety żywą:
JEŚLI TO ŻYCIE NIE JEST NASZE
TO TAKŻE ŚMIERĆ NASZA NIE JEST
potem niech wyją trumny jak bezdomne psy
niech kurz się wzbija niech wiatr ciemny wieje
Sny - łzy
Sny moje utonęły
w nurtach Sanu
sny:
łzy straceńca
jasnowłosa dziewczyna
kąpie się w tej rzece
śmieje się głośno i płacze
śmieje się i płacze
a echem odpowiada jej światło księżyca
płyń rzeko
i pozdrów
wszystkie kwitnące
ogrody w Zaświatach
Poręba Wielka, 2021 r.
ESEJ TYMOTEUSZ KARPOWICZSIR GALAHAD W POLSKIM KONTUSZU
I
Kiedy Norwid się rodzi - 24 września 1821 w Laskowie-Głuchach, na piaszczystej, ubogiej ziemi mazowieckiej (także kolebce Chopina), w "izbie wielkiej niebieskiej" (pisze o niej w liście do Teofila Lenartowicza ze stycznia 1859 roku, akcentując kolor, który w poezji autora Vade-mecum stanie się symbolem nieprzemijalności i boskiej ataraksji) - duchowy ojciec polskiego romantyzmu, Adam Czarnocki, używający znaczącego pseudonimu: Zorian Dołęga Chodakowski (1784-1825), jest trzydziestosiedmioletnim etnografem-amatorem, autorem "biblii" młodych polskich romantyków: O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem (1818), odgrywającej na gruncie polskim podobną rolę jak w zachodniej Europie James'a Macphersona The Works of Ossian (1765). Kazimierz Brodziński (1791-1835), "Jan Chrzciciel" polskiego romantyzmu, autor dzieła O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej (1818) ma lat trzydzieści, Adam Mickiewicz (1798-1855) - dwadzieścia trzy, Juliusz Słowacki (1809-1849) - dwanaście, Zygmunt Krasiński (1812-1859) - dziewięć, Aleksander Fredro (1793-1876) - dwadzieścia osiem, Maurycy Mochnacki (1803-1834) - osiemnaście. Przedstawiciele polskiej filozofii narodowej, która odegrała ogromną rolę w kształtowaniu umysłów polskich romantyków, zwłaszcza Krasińskiego i Norwida - Józef Maria Hoene-Wroński (1776-1853) ma wtedy lat czterdzieści pięć, August Cieszkowski (1814-1894) siedem, Bronisław Trentowski (1808-1869) trzynaście. Ze znaczących reprezentantów polskiego romantyzmu, którzy odegrali istotną rolę w formowaniu przyszłego autora Promethidiona, tylko Teofil Lenartowicz (1822-1893) będzie młodszy od Norwida. O rok. Przeżyje natomiast trudnego, kłopotliwego przyjaciela o całe dziesięć lat. Ostatnim Mohikaninem polskiego romantyzmu, młodszym od Norwida o dwa lata, będzie Kornel Ujejski (1823-1897), próbujący odrodzić postać barda i wieszcza, wcielić się w Wernyhorę, przerazić w Skargach Jeremiego (1847) świat męczeństwem narodu polskiego, ale skargi nigdy nie dolecą do stolic państw odpowiedzialnych za los Polaków, jak prawie cała twórczość Ujejskiego nie dociera już do współczesnego polskiego czytelnika.
W roku urodzin Norwida romantyczny Zachód ma się już ku końcowi. Dawno nie żyją lub wymierają twórcy "burzy i naporu". Johann Gottfried Herder, wielki przyjaciel Słowian, żegna się ze światem w roku 1803, Johann Anton Leisewitz - w 1806, Ludwig Hölty - w 1776, Heinrich Leopold Wagner - w 1779. W pięć lat po przyjściu na świat Norwida zejdzie ze świata Heinrich Voss (1751-1826). Twórca nazwy kierunku, Friedrich Maximilian Klinger, wprawdzie umrze w roku śmierci powstania listopadowego (1831), ale jego dramat Sturm und Drang zostanie napisany w 1776. Johann Wolfgang von Goethe (1749-1832) przeżyje Klingera o rok. Odwiedzi go w Weimarze Mickiewicz (1829), wchodzący wtedy na europejskie krzyżowe drogi politycznego pielgrzymstwa, urzeczony wielkością poety, dla którego umierał jego Gustaw z Dziadów cz. IV. Norwid będzie miał wówczas osiem lat, ale świat myśli Goethego wedrze się poprzez przestrzeń i czas szeroką ławą w obszary gnozy Norwida, zniewalając go przede wszystkim intelektualizmem, wręcz nieludzką logiką w opanowywaniu tego, co w człowieku romantycznym, dobrowolnie skazanym na uczucie, wydawało się nielogicznością. We wrześniu 1821 mija szesnaście lat od śmierci Johanna Christopha Friedricha Schillera (1759-1805), który przelśni się w twórczości autora Vade-mecum czterema linijkami tłumaczonymi z Kolumba, zaczynającymi się słowami: "Płyń, odważny żeglarzu!". Osaczonemu trudnościami Norwidowi bardzo były potrzebne w roku 1856 słowa niemieckiego poety o odwadze.
W Berlinie w 1846 r. August Cieszkowski i Józef Gołuchowski (1797-1858), też przedstawiciele polskiej filozofii narodowej, wprowadzą przyszłego autora Promethidiona w krąg myśli Friedricha Wilhelma Josepha von Schellinga. Czynny tu będzie przede wszystkim hrabia Cieszkowski. Porzuci on Hegla dla "absolutnego rozumu" i intuicji intelektualnej autora System des transzendentalen Idealismus (1800), dla idei moralnego powołania ludzkości i wywrze przemożny wpływa na filozofię, etykę i estetykę Norwida (i Zygmunta Krasińskiego, w którego sąsiedztwie na długi czas znalazł się także Norwid, i od tej strony "bombardowany" Schellingowskim absolutem).
Od dwudziestu lat nie żyje wielki Novalis - Georg Philipp Friedrich Freiherr von Hardenberg (1772-1801). Od przeszło dwóch dekad jego mistyczne pragnienie śmierci, zmaterializowane w pięknie i mroku Hymnów do Nocy (1800), snuje się jak "widmo romantyzmu" po Europie. Towarzyszy mu przemożny cień pastora-szewca Jakoba Böhmego, z jego językiem mającym pochodzić od Świętego Ducha (lingua adamica). Ten typ agresywnego mistycyzmu nie dotrze do Norwida-intelektualisty. Za rok umrze "prototyp Andersena", Ernst Theodor Amadeus Hoffmann (1776-1822), obiekt muzycznego zachwytu Jacques'a Offenbacha (Opowieści Hoffmanna, 1881). Antoni Zaleski, w liście do Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887) z dnia 23 grudnia 1858, kojarzy Norwida z Hoffmannem.
Za osiem lat nie będzie już Friedricha von Schlegla na ziemi (1772-1829). Ale pozostanie po nim jego definicja poezji romantycznej jako "progresywnej poezji uniwersalnej". Jak żaden z polskich poetów tej epoki Norwid wpisze się w uniwersalność. Brat Friedricha, August Wilhelm von Schlegel (1767-1845), przekroczy pięćdziesiątkę. Jako świetny krytyk i teoretyk olśni Mme de Staël, która uczyni go intymnym kompanem długiej podróży po Niemczech, ale trudno jest znaleźć nawet krótkie postoje konceptu jego piękna (Vorlesungen über schöne Literatur und Kunst, 1801-1804) w ideałach piękna, które dla autora Promethidiona było "kształtem miłości".
Ludwig Tieck (1773-1853) zbliża się do pięćdziesiątki, porzuca romantyzm dla realistycznej Des Lebens Überfluss (1839). Norwid także "zdradzi" romantyzm zachodnioeuropejski, lecz nie dla prepozytywistycznej koncepcji sztuki, a dla innego - "intelektualnego romantyzmu". Może dlatego pomija odszczepieńca niemieckiego milczeniem jako podwójnie sobie obcego? Achim von Arnim (1781-1831) od szesnastu już lat dmie, wespół z Clemensem Marią Brentano (1778-1842) w Des Knaben Wunderhorn (t. 1 - 1805, t. 2 i 3 - 1808), starając się zagłuszyć serdeczny Herderowski zbiór Volkslieder (1778-1779), zawracając echa do źródeł Nibelungów. Norwid nie dosłyszy tego rogu.
"Ostatni romantyk niemiecki", wielki Heinrich Heine (1797-1856), za sześć lat opublikuje swoją Buch der Lieder, by od tej chwili po dziś piękna syrena Lolerei (już odkryta przez Armina i Brentano) ze skały nadreńskiej wabiła żeglarzy śmiercią w masce miłości. Heine nie przewinie się pod piórem Norwida. Nie jest wykluczone, że radykalizm Heinego, jego uwielbienie dla Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która dla Norwida była za krwawa (jak i dla jego wpływowego przez jakiś czas przyjaciela, Krasińskiego) oraz współpraca ze zbyt radykalnym, jak na gusty społeczne i polityczne Norwida, "Revue des Deux Mondes" (wydawany od 1829), odsunęły autora Miłości-czystej u kąpieli morskich, rzecznika "komedii (ludzkiej) wysokiej" od sparaliżowanego geniusza. Autor Zur Geschichte der Religion und Philosophie in Deutschland (1834), dzieła opublikowanego także w języku francuskim, od którego na długi czas odwrócą się Niemcy, przy świetle jego palonych książek starający się czytać swoją "świetlaną" przyszłość, pozostał z jedyną wierną istotą przy boku, prostą ekspedientką, Crescence Eugenie Mirat. Być może także niefortunny pobyt berliński, pruskie więzienie, w którym nabawi się trwałej, dobijającej go potem głuchoty, nikła znajomość niemieckiego języka, który dla Norwida, po przeżyciach więziennych jako język "prusactwa" mógł zawierać agresję i niewolę (był szczególnie na nią uczulony!) - dorzuci cienia do obcości. Jest brak Heinego w dziedzictwie Norwida bolesny. Są razem w Paryżu, wygnańcy dobrowolni. Wszystkim znana jest ogromna sympatia autora szkicu O Polsce (1823) dla umęczonego kraju, "gdzie ostatnia świeci szubienica" (Pieśń od ziemi naszej). A może dlatego, że był mu najdroższy, więc utajony?
W dniu urodzin Norwida źródła romantyzmu angielsko-szkocko-irlandzkiego są jeszcze bardziej oddalone, w sensie chronologicznym, niż niemieckie. James Macpherson (1736-1796) nie żyje już od ćwierci stulecia, Robert Burns (1759-1796) - także. W żadnych Norwida notatkach ani w korespondencji nazwiska te się nie pojawiają. Trudno jednak wyobrazić sobie, by Norwid, tak wysoko ceniący "pieśń gminną" (wyrażenie Mickiewicza z Konrada Wallenroda) mógł przeoczyć Pieśni Osjana, a będąc mistrzem ironii romantycznej - ironię The Holy Fair (1786), przygody trzech "sióstr": Fun, Superstition i Hypocrisy. Wiekowi są już niektórzy reprezentanci w pełni rozwiniętego romantyzmu Albionu: William Blake (1757-1827) w roku 1821 wkracza we wrota starości, swoiste: "Lasciate ogni speranza voi ch'entrate". Siła wizji Norwida jest w wielu miejscach pokrewna Blake'owskiej. Zarówno w tekstach literackich, jak w malarstwie i rysunkach. Kiedy się patrzy na Norwidowskie Najady, Pythię, Męczennika, Fantazję ilustracyjną czy nawet studium olejne Zagadka, nakładają się na nie, tworząc swoisty palimpsest malarski, wyobraźniowy: The Four and Twenty Elders Casting their Crowns before the Divine Throne (ok. 1803-1805), The Spiritual Form of Pitt Guiding Behemoth (1805?) czy Elohim Creating Adam (1795). William Wordsworth (1770-1850), opętany humanitaryzmem, prawie pogański czciciel natury, panteista niemal bez Boga (paradoks), zapatrzony w wędrówkę chmur podobnych do włosów ludzkich ("I Wandered Lonely as a Cloud"), w roku narodzin Norwida ma pięćdziesiąt jeden lat. Jego przyjaciel utopista, twórca w marzeniach idealnej Pantisocracy, Samuel Taylor Coleridge (1772-1834), jest tylko o ponad rok młodszy od autora Ode: Intimations of Immortality...
Odczytywanie znaków nieśmiertelności nie było specjalnością Norwida; był mistrzem w odszyfrowywaniu hieroglifów przemijalności ziemskiego życia, które dopiero wprowadzały w alfabet istnienia. Bał się flirtu z nieśmiertelnością ze względu na wiodący do niej próg śmierci. To dopiero Stanisław Korab Brzozowski (1876-1901) będzie wołał w poezji polskiej: "O przyjdź, jesienią [...] o Śmierci!...". I nigdy nie zachwycił się Norwid nowym Wertherem - Heinrichem Kleistem (1777-1811), jego "podwójnym samobójstwem" (zastrzelił także uwielbianą Henriettę Vogel), po którym na skromnym grobie poety w lasku w Wannsee pod Poczdamem położono słowa: "Nun, o Unsterblichkeit, bist du ganz mein" ("Teraz, o Nieśmiertelności, jesteś już całkiem moją").
Sir Walter Scott (1771-1832) dobiega wtedy krawędzi pięćdziesiątki. Na dwa lata przed urodzeniem się Norwida publikuje na cześć piękna i mądrości Żydówki Rebeki swoją Ivanhoe (1819), powieść pełną parad, turniejów i efektownych pożarów, ale z zagubionym gdzieś nerwem moralnym. Znakomitą żonglerką "marvelous and uncommon incidents", olśni Balzaka, Tołstoja i Sienkiewicza, ale nie autora Tajemnicy lorda Singelwortha. Percy Bysshe Shelley (1792-1822) za rok utonie w Morzu Liguryjskim, pod La Spezia, zapewne wierząc w ostatniej chwili życia, że wciąga go w tę otchłań Harrieta. Ale przed tą śmiercią, w roku urodzin Norwida, pożegna Johna Keatsa wspaniałą elegią Adonais. Wielu polskich historyków literatury wskazywało na możliwość związków Norwidowskiego arcydzieła myśli, Promethidiona, z Shelleya Prometheus Unbound (1820). Widzieli oni jednak większe zależności pomiędzy dziełem Norwida a Ajschylosem. Pomniejszyłbym i te drugie. Wspólne jest tu powiązanie tych tekstów imieniem mitologicznego herosa, niewiele więcej. Znacznie bardziej przekonuje sugestia George'a Gömöriego, autora wartościowej monografii o autorze Promethidiona w języku angielskim, który badał to arcydzieło w kontekście trzyczęściowej Palingénésie (L'Orphée, La formule, La ville des expiations, 1827-1832) - historiozofii ludzkości Pierre-Simon Ballanche'a (1776-1847) w ramach lawinowo występującej twórczości genezyjskiej okresu romantyzmu. Ale i tu trzeba snuć porównania z największą ostrożnością. Utwór Norwida jest skończenie oryginalną pracą, niemającą odpowiednika, jak zresztą większość utworów tego poety-filozofa, w literaturze europejskiej.
Splecenie się w chronologii romantyzmu śmierci Keatsa i urodzin Norwida ma posmak alegorii. To Keats powiedział o twórcy Hamleta: "Shakespeare led a life of Allegory", a jego dzieło stanowi komentarz do życia. Robert Gittings powie o autorze Lamii: "Keats, in spite of his abundantly human nature, has the quality that makes legends, summed up in his own words on Shakespeare". Norwid również najpełniej wyjaśnia swe życie, ocierające się o krawędź legendy (Dandy - Calergis - walka z duchami współczesnych - przytułek św. Kazimierza - dzieje prochów pośmiertnych - zmartwychwstanie w dziełach), twórczością. "Piszę - pamiętnik artysty!" (Vade-mecum). Jest własnym egzegetą. Rzecz to uderzająca, że zarówno Keats, jak i Norwid z listów prywatnych uczynią arcydzieła egzegetyczne. Jest więc w Norwidzie obecność Keatsa nienazwana po imieniu, stojąca w cieniu obu wielkich, jeśli nie największych, osobowości jako wspólny mianownik, jako "zapożyczone światło do oddania" po prześwietleniu swego życia i alegorycznych form "of disguised autobiography" (Gittings) w twórczości.
I jest druga, alegoryczna Tanatos niedaleko urodzin Norwida: w trzy lata po zgonie Keatsa umiera George Gordon Byron (1788-1824). Szukającego wolności Grecji (czytaj: ludzkości) zabije go w Missolonghi febra, jak Mickiewicza w Turcji cholera. Na przedprożu śmierci bezsensownej, jako największy znak zapytania dotyczący etyki człowieka, złoży Byron swój biblijny utwór: Cain, a Mystery. Będzie rok 1821. Nadciąga epoka Kainowa. Norwid znajdzie się w jej środku. W odróżnieniu od pokrytego ciszą w Norwidzie Keatsa, autor Promethidiona powita w sobie Byrona okrzykiem przynależnym frazeologicznie Bogu-Człowiekowi: "Ecce poeta!": "[...] Byron - Sokratesem jest poetów, umiał albowiem żywioł poetyczny w życie i w czyn wprowadzić, z wiedzą tego, co czyni, a poparł to myślą, pieśnią, energią czynności swojej - owocem przez nią otrzymanym - i śmiercią wreszcie. Ecce poeta!" (O Juliuszu Słowackim).
Shakespeare, Pitt i Byron ocalili w uczuciach Norwida Anglię. Co więcej: Byron ocalał w nim ludzkość. Ta gwałtowna manifestacja wielostronnego i wielokrotnego uwielbienia dla autora Wędrówek Childe Harolda mówi o głębokości, z jaką wszedł w Norwida "syn wierny niewiernego historii zamętu" (Epimenides). Nie wolno nam jednak zapomnieć, że Norwid jest autorem nowatorskiej teorii przemilczenia i w jej niemym chórze może brzmieć najwyższy i najczystszy głos Keatsa, który w sercu nie miał piekła, jak Byron (Do Inezy), ale też nie miał nieba, tylko ziemię, a ta, jak w to Norwid głęboko wierzył, była żywicielką dobra i piękna, zwłaszcza w twórczości ludowych piewców, którzy "przy piersiach ziemi / Nassą się zdrowych uczuć" (Pismo).
Wszyscy ojcowie, matki, synowie, córki romantyzmu francuskiego są starsi, często przytłaczająco, od Norwida. Mme de Staël (Anne-Louise Germaine Necker, 1766-1817) urodziła się pięćdziesiąt pięć lat przed autorem Promethidiona. Norwid, którego urzekło życie salonowe już w Warszawie (1841, salon Łuszczewskich), wbrew swemu ubóstwu i w Paryżu, coraz bardziej tracąc finansowy grunt pod nogami, chce być lwem salonowym, niestety pozbawionym grzywy. Sława niegdysiejszego salonu Mme de Staël, sztuczne gwiazdy jej horyzontów myślowych, życie feministki-Don Juana w spódnicy musiały dotrzeć do Norwida jako legenda (a był on wrażliwy na legendy, sam je tworzył) choćby poprzez Victora Hugo, którego miał w sercu i na wątrobie, a Hugo - jak Lamartine i Nodier - autorkę Delphine (1802) i Corinne (1807) w swoich tekstach.
W roku 1821 François-René de Chateaubriand (1768-1848), autor Atala, René, Les Natchez, wierny spadkobierca myśli J.J. Rousseau, ma pięćdziesiąt trzy lata. Ksiądz Hugues-Félicité-Robert de Lamennais (1782-1854), który tak zafascynował Mickiewicza, ideolog socjalizmu chrześcijańskiego, pacyfikowany przez papieża Grzegorza XVI encyklikami Mirari vos (1832) i Singulari vobis (1834), autor szlachetnego, porywającego Hymnu do Polski (1832), przełożonego przez J.U. Niemcewicza - jest trzydziestodziewięcioletnim twórcą pierwszych tomów wielkiego dzieła Essai sur l'indifférence en mati?re de religion (1817-1823), zawierającego elementy ultramontanizmu, o który otarł się też Norwid, a potem dramatycznie przezwyciężył. Nazwisk obu Norwid nigdzie nie wymienia, ale chrześcijański "święty ogień" - według słów Napoleona wypowiedzianych już na wyspie św. Heleny - który posiadł Chateaubriand, autor Geniuszu chrześcijaństwa (1802), nie mógł nie ogarnąć autora Vade-mecum. Lamartine pisał w roku 1834: "There are few of us who do not owe to him all we were, are, or will be" (George D. Painter). Wspaniałe wiersze Norwida: Socjalizm, jako trzeci tekst Vade-mecum, i Nerwy, jako XCV tego zbioru, mają zaplecze głębokie, i nic to, że częściowo polemiczne wobec spraw, z którymi zmagał się twórca Paroles d'un croyant (1834).
W roku "izby wielkiej niebieskiej" Norwida Jules Michelet (1798-1874), jeden z najgodniejszych historyków Europy, potomek hugenotów, jako dwudziestotrzyletni młodzieniec zdaje egzamin uniwersytecki w paryskim Lycée de Charlemagne. Jego Historia Francji (1833-1867), głęboko związana z genialnym dziełem Giambattisty Vico (1668-1744) La Scienza Nuova (1725, 1730, 1744), uczyła Norwida dziejów tego kraju, pozwalając mu przyswoić pośrednio filozofię "ricorso" Vico. Są i inne, bolesne i serdeczne zarazem, "historyczne więzi" między autorem Historii Francji a twórcą Vade-mecum. Michelet stanie się jednym z duchowych ojców Wiosny Ludów - Norwid znajdzie się niemal po drugiej stronie barykady: broni w Rzymie upadającego ultramonarchisty, papieża Piusa IX, nazywając Garibaldiego "człowiekiem, który z mieczem szedł na Rzym" (list do Konstancji Górskiej, Paryż, pierwsza połowa września 1862). Kiedy Michelet uderza w choroby Kościoła (Des jésuites, 1843; Le Pr?tre, la femme et la famille, 1844) - osłania go całym sobą, choć, o paradoksie!, rezerwując dla siebie miano heretyka w tymże Kościele. Ale kiedy dewocja wyklnie Micheleta, Norwid nie zawaha się stanąć w jego obronie, uderzając w faryzeuszy jednym z tekstów Vade-mecum, niemającym sobie równego pod względem zwięzłości, perspektywy filozoficznej, humanizmu i ironii smagającej przekupniów wiary (Fraszka /!/ II).