Rozdział 1
Za górami, za lasami
"Stary niedźwiedź mocno śpi. Stary niedźwiedź mooocno śpiii..." - niosło się pewnego letniego dnia z pewnej kryjówki położonej hen, hen, za górami, za lasami. Z kryjówki gdzieś pomiędzy jedną, drugą a trzecią górą. Z polanki obrośniętej kosodrzewiną. Wprawdzie nikogo na niej nie było widać, za to było wyraźnie słychać. Niestety.
"Stary niedźwiedź mooocno śpiii..."
Znacie tę piosenkę? Spróbujecie zaśpiewać?
"My się go boiiimy, na palcach chodziiimy.
Jak się zbudzi, to nas zje. Jak się zbudzi, to nas..."
- Aua! Za co-o-o? - krzyknął nagle ktoś, kto śpiewał w ukryciu.
- Za głupotę. I za to, że wyjesz. I świszczysz jednocześnie - usłyszał w odpowiedzi od tego, z kim siedział w ukryciu.
Jesteście ciekawi, kto to? Kto śpiewa i kogo to denerwuje? I co się dzieje w kryjówce? Tej za górami, za lasami. Zajrzyjmy zatem cichutko. Bardzo cichutko, bo zdaje się, że trwa tam mała awantura.
- Świszczę, bom śśświstak - rzuciło małe stworzonko do bardzo dużego stworzenia.
- W takim razie dostałeś kuksańca za niewiedzę. Bo to, co wyjesz, nie jest prawdziwe - odpowiedziało duże stworzenie.
Domyślacie się już, kto siedzi w kryjówce?
Tak. To niedźwiedź i świstak. Ona i on. Ona ma na imię Siwa, on Świstek.
Frapujące, że tak sobie razem siedzą i jeszcze się kłócą, prawda? Na szczęście bardziej się przekomarzają, niż spierają. Świstek myśli, że zjadł wszystkie rozumy, Siwa zaś wie, że to, co on śpiewa, jest bujdą na resorach.
- Ha! Znawczyni tematu się znalazła! - wrzeszczał Świstek, gdy przyjaciółka wymownie przewracała oczami.
Wciąż nie dawał za wygraną. Z nudów. Tak, nudził się strasznie, dlatego zaczepiał Siwą. A ta, przyzwyczajona, pozwalała mu na to.
- Owszem, jesteś niedźwiedzicą, więc pewnie coś tam wiesz. Jednak moja mama na pewno wie lepiej, skoro śpiewa mi tak co roku - ciągnął niezrażony. - Przecież my się was naprawdę boimy, "na palcach chodziiimy..." - zawył znienacka.
- Świstek! Halooo! - wrzasnęła niedźwiedzica, próbując przebić się przez to zawodzenie. - Powiem ci coś, co cię może zaskoczy. I skup się, bo nie będę dwa razy powtarzać. Po pierwsze, wcale nie śpimy tak mocno, jak wam się wydaje. Po drugie, masz tak długie pazury, że gdy pędzisz do norki, słyszy cię cała dolina. Dlatego z tym "chodzeniem na paluszkach" to gruba przesada. Ja w każdym razie słyszę cię nawet wtedy, gdy jestem po drugiej stronie Wielkiego Stawu.
- Patrzcie państwo! Odezwała się królowa kamuflażu!
Świstak aż się wyprężył, udając oburzonego. Udając, bo tak naprawdę uwielbia droczyć się z niedźwiedzicą. Szybko więc dodał:
- Nie wiem, czy wiesz, droga przyjaciółko, ale idąc, tak zamaszyście zawijasz zadkiem, że kosodrzewina, przez którą się przedzierasz, faluje niczym ocean. Nie trzeba cię widzieć, żeby wiedzieć, że idziesz. A zatem z kamuflażu pała! Już tłumaczę. Tłumaczę: kamuflaż to sztuka ukrywania się przed drapieżnikami.
Tu zerknął na niedźwiedzicę, by sprawdzić, czy zrobił na niej odpowiednie wrażenie.
Nie zrobił.
I nic dziwnego. Niedźwiedź to przecież największy tatrzański drapieżnik, przed nikim więc nie musi się ukrywać.
- Aaa, i jeszcze w ciekawy sposób stawiasz przednie łapy - dodał błyskawicznie. - Mówiąc "ciekawy", mam na myśli śmieszny. Kiedy podnosisz łapę, trzymasz ją opuszczoną, jakby miała ci odpaść. Efekt: idąc, człapiesz. Ja z moim bratem, Leniwym Felkiem, robimy zakłady, kiedy ci się noga podwinie, bo wyglądasz jak superociężałe zwierzę.
- A czy przypadkiem twój brat, mhm, jak mu tam...?
- Leniwy Felek - usłużnie podpowiedział świstak.
- Właśnie, Leniwy Felek, sprawdzał może, jak szybko potrafi biegać?
- Ha! Dziewczyno! Nikt nie wie tego lepiej ode mnie. Pędzi niczym błyskawica - zapalił się świstak.
- Ooo, to przy najbliższej okazji chętnie sprawdzę, jak pędzi błyskawica - uśmiechnęła się krzywo królowa Tatr. - No cóż, pewnie błyskawicy nie dogonię, skoro jako "superociężałe zwierzę" biegam zaledwie sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, ale... - Tu zawiesiła głos, groźnie mrużąc oczy.
- Oj, Siwa, przecież wiem, że szybko biegasz. - Świstak nagle złagodniał. - No dobra, bardzo szybko. Nawet najlepszy sprinter nie miałby przy tobie szans. Dlatego nie ma co straszyć - dodał po chwili znacznie ciszej.
- Straszyć? Leniwego Felka, zwanego błyskawicą? Nigdy bym się nie odważyła!
- Aj tam, aj ta-a-a-m. Teraz to już się czepiasz szczegółów. I stwarzasz napię-ę-ę-cie.
- Ja stwarzam napięcie?! - Niedźwiedzica była szczerze zdumiona. - A kto przez ostatni kwadrans ciągnął lwa za wąsy?
- Lwa?! Jakiego znowu lwa? - Świstak zamarł.
Rozejrzał się nerwowo, a po chwili zrozumiał, że tak się tylko mówi, gdy ktoś kogoś bardzo denerwuje. Znacznie spokojniej więc zapytał:
- Nie przesadzasz trochę? Taki z ciebie lew jak ze mnie żyrafa.
- Jaki klimat, taki lew, więc uważaj - fuknęła niedźwiedzica.
- No dobrze już, dobrze. Aleś się zrobiła wrażliwa! Nic ci nie można powiedzieć! - łagodził sytuację świstak.
- Nic? Ta paplanina to nic? Po co w ogóle to mówiłeś?
- Jak to po co?! To była odpowiedź na twoje uwagi o moich pazurach.
- Naprawdę? Wyrzuciłeś z siebie tyle słów, by skwitować jedną niewinną uwagę?
- Owszem, bo inteligentna riposta to moja specjalność - rzucił świstak z wyższością. - Już tłumaczę. Tłumaczę: riposta to cięta, czyli nieco złośliwa odpowiedź.
- Wiesz, co cię wyróżnia, Świstku? To, że lubisz się wymądrzać - podsumowała go niedźwiedzica. Po czym gwałtownie podniosła łapę, szepcząc: - Cicho!
- Cicho?
- Skup się! Czujesz coś ciekawego? - zapytała.
- Oprócz tysiąca człowieków?
- Oprócz. Weź głęboki wdech - poganiała go niedźwiedzica.
- A wiesz, że... rzeczywiście-e-e. Czuję-ę-ę! Ło, Leniwy Felku, bracie mój rodzony, który zapewne bezpiecznie siedzisz teraz w norce! Czy to wilk?!
Świstek przerażony spojrzał na przyjaciółkę.
- Nie. Ale jesteś blisko.
- Ło, Leniwy Felku i Strachliwy Ryjku, drugi mój bracie, który, jak cię znam, też siedzisz w norce! Czyżby dwa wilki?!
- Świstek! Zamknij pyszczek i spróbuj jeszcze raz. Wdech. Głęboki.
- Łatwo powiedzieć "zamknij pyszczek". Przecież wiesz, że przez siekacze mi się nie domyka. Dlatego jeśli pozwolisz, po prostu spojrzę, bo na szczęście wzrok mam doskonały, i powiem ci, że... O nie! Nie może być!
- A jednak.
- Ale jak to? Co on tu robi?