TOPR. O psie, który został ratownikiem - Beata Sabała-Zielińska

Kup ebooka

40.00 zł
30.80 zł (26,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Oto ja, Zuch

"Uuuuu, nie! Tylko nie to! Maluchy znowu szaleją. A tak dobrze mi się śpi. Co to za zamieszanie? Dlaczego jest tak głośno?"

Obróciłem się na bok, niechętnie otworzyłem oczy i co zobaczyłem? Dwóch człowieków! Bacznie nam się przyglądali. Przyszli z naszą panią człowiek. Mama śmieje się, kiedy tak o niej mówimy.

- To pani Ania - przypomina nam za każdym razem. - I nie mówi się człowieki, tylko ludzie. A jak jeden, to człowiek.

Tak czy siak, to dziwne stworzenie. Chodzi na dwóch łapach, a dwoma wymachuje. I cały czas wydaje z siebie głos. Ja i moje rodzeństwo nie mamy pojęcia, o co naszej pani człowiek chodzi, ale chętnie jej słuchamy. Przekrzywiamy łebki to w jedną, to w drugą stronę, próbując zrozumieć sens tej dziwnej mowy. Mama nam ją tłumaczy, dzięki czemu szybko się jej uczymy.

Nasza pani człowiek - no dobrze, niech będzie pani Ania - jest nami zachwycona. Kiedy uszy opadają nam raz na prawo, raz na lewo, gdy kręcimy głowami, wzdycha głośno: "Moje słodziaki. Moje piękności".

Mama też tak o nas mówi i dodaje, że będą z nas wspaniałe psy.

No tak, zapomniałem się przedstawić. Dzień dobry. Cześć. Jestem psem. A właściwie szczeniakiem. Owczarkiem niemieckim. Mam czarną sierść, brązowy brzuch i łapy i podobno najpiękniejszy pyszczek na świecie. Moje rodzeństwo skomle, że oni urodą też ode mnie nie odstają, ale mówiąc między nami, co oni tam wiedzą!

Urodziłem się w lutym. Jestem już duży. Mam dokładnie dwanaście tygodni, czyli trzy miesiące. Tak powiedziała mi mama, bo ja nie umiem jeszcze liczyć. Umiem za to wskoczyć na kanapę, pogonić mieszkającego z nami kota i odgryźć się rodzeństwu. Lubię się z nimi bawić i siłować, chociaż czasami, a nawet często, bardzo mnie denerwują. Mam dwie siostry i trzech braci. Tego też dowiedziałem się od mamy.

Pirat to brat z czarną łatą na oku. Jest nieznośnie przemądrzały. Udaje, że wszystko wie, choć ja wiem, że nic nie wie. Zawsze pierwszy zaczyna szczekać, ale i pierwszy się wycofuje, gdy tylko ktoś szczeknie głośniej. Ucieka wtedy pod ulubiony fotel naszej pani człowiek, udając, że niby czegoś szuka.

Wyjec Pospolity, tak nazwałem drugiego brata. Nie za elegancko, ale wierzcie, miałem ku temu powody. To artysta. Śpiewak od siedmiu boleści. "Auu, auuu, auuuuuuu" - wyje od rana do nocy, raz głośniej, raz ciszej i w różnych odstępach. Myśli, że trzyma rytm. Nie macie pojęcia, jak to boli. Aż uszy więdną. Wszyscy mamy go serdecznie dość. Nawet mama czasami na niego warknie.

Niespokojny Duch to brat numer trzy. Cały czas kręci się w kółko, goniąc własny ogon. Albo wskakuje i zeskakuje z fotela, tego, pod którym najczęściej siedzi Pirat. Twierdzi, że nie robi tego złośliwie, tylko trenuje. Jednym słowem, sportowiec.

Moje siostry to prawdziwe piękności. Smukłe i delikatne. Ich czarne oczy są tak czarne, że wyglądają, jakby ktoś namalował je węglem. Trzymają się prosto, z gracją.

Kicia to ta, która broni kota. Kiedy rzucam się na niego, ona rzuca się na mnie. Nazywa mnie nieczułym prostakiem. Że niby nie mam uczuć. I nie umiem współczuć. W przeciwieństwie do niej. Ją wzruszają wszystkie zwierzęta. Nawet koty! Dacie wiarę?

No i w końcu Kleo, a właściwie Kleocośtam. Chyba Patra. Tak, Kleopatra. Dla mnie wystarczyłoby samo Kleo. Albo Patra. Po co komu imię, które tak trudno zapamiętać? To wymysł naszej pani człowiek, bo podobno Kleo i Patra razem, znaczy w jednym słowie, świadczy o tym, że nasza siostra jest i śliczna, i mądra. I to naprawdę mądra, a nie tak jak Pirat. Wszyscy jej słuchamy, choć mówiąc szczerze, ja najmniej chętnie. Ja nikogo nie muszę się słuchać.

Ja jestem Zuch. Po prostu Zuch. Krótko i na temat. Tak mówi o mnie mama. Nie boję się niczego. Ani burzy, ani wiatru, ani małych człowieków, które gdy nas zobaczą, od razu piszczą i ciągną nas za uszy. Nie mam pojęcia, dlaczego im na to pozwalamy. Chyba dlatego, że w sumie to miłe i łagodne z nas psy.

Mama jest z nas bardzo dumna. Pani człowiek też. "Łobuziaki" - to najczęstsze słowo, jakim nas określa.

Rozdział 2

Dziwni ludzie

No tak, pani człowiek, czyli Ania, obudziła mnie, wprowadzając do pokoju innych jej podobnych. Robili strasznie dużo hałasu. Tak dużo, że moje rodzeństwo wydawało się trochę przestraszone. Bracia schowali się pod kanapę, by z bezpiecznego miejsca obserwować ludzi. Siostry, zdecydowanie bardziej ciekawskie, przysiadły nieopodal, również czekając na rozwój wypadków. Ja zaś, jak to ja, zdenerwowałem się. Bardzo. Bo co to ma być?! Co to za zamieszanie?! Dlatego jak nie doskoczyłem do jednego z ludzi, jak nie szczeknąłem!

Wprawdzie głosik miałem jeszcze cieniutki i piskliwy, bardziej śmieszny niż groźny (niestety, nie szczekam jeszcze tak jak moja mama, donośnie i zatrważająco), ale nie bardzo się tym przejmowałem. Zamierzałem bronić stada i już! Żeby sobie człowieki nie myślały, że mogą nas straszyć.

Ujadałem więc falsetem, a gdy dostrzegłem, że jednego z nich wyraźnie to bawi, złapałem go zębami za nogawkę. Szarpałem ile sił w szczękach, ale skutek był inny, niż oczekiwałem. Ludzie nie tylko śmiali się, ale też... zaczęli klaskać, krzyczeć i uderzać czymś o podłogę.

Po chwili zrobiło się ciemno.

Ciemno i głośno.

I znowu te stuki.

Teraz nawet moje siostry umknęły pod kanapę.

Tego już było za wiele! Musiałem sprawdzić, o co chodzi. Tyle że nic nie widziałem. Ciemno było w całym pokoju. I trochę strasznie. Nawet bardziej niż trochę, ale czułem, że sobie poradzę. Przecież mam dobry węch. Raz i drugi pociągnąłem nosem i od razu wiedziałem, gdzie schowali się ludzie. Czuć ich było na kilometr. Niewiele myśląc, pobiegłem więc w ich kierunku, ale o dziwo, nikogo nie znalazłem. A to spryciarze. Byli za tym czymś, co się zamyka. Drzwi? Dobrze mówię? Drapałem w nie pazurami, aż w końcu się uchyliły. I proszę, znalazłem ich! Szczekałem ile sił w płucach.

- Mam was, człowieki. Też mi kryjówka - jazgotałem.

- Ten jest wspaniały - usłyszałem na to w odpowiedzi. - Nie boi się ani ciemności, ani hałasu. Jest ciekawski i odważny. Tak, ten jest wspaniały!

Jaki ten? Ten to niby ja? Powinienem rozejrzeć się wokół, żeby się upewnić, nie chciałem jednak stracić ludzi z oczu.

- Ja to ja, a nie ten! Rozumiecie? - szczekałem, nie spuszczając z tonu. - Wprawdzie nie mam jeszcze imienia, ale żeby tak od razu przez TEN?! Halo, halo! Trochę kultury!

Ludzie wydawali się tym zachwyceni. Głaskali mnie i chwalili, że jestem zuch, zdolniacha i coś tam jeszcze. Nie wszystko zrozumiałem. I bawili się ze mną, a mnie się zaczęło to bardzo podobać. Błyskawicznie więc zapomniałem o złości. "Może oni nie są tacy źli?" - pomyślałem, rozglądając się za mamą.

- Mamo, mamo, widziałaś? Przyszły człowieki!!! - wołałem do niej podekscytowany.

- Ludzie, synku, ludzie - uśmiechnęła się. - Pewnie przyszli wybrać któregoś z was.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI