Rozdział 1
Oto ja, Zuch
"Uuuuu, nie! Tylko nie to! Maluchy znowu szaleją. A tak dobrze mi się śpi. Co to za zamieszanie? Dlaczego jest tak głośno?"
Obróciłem się na bok, niechętnie otworzyłem oczy i co zobaczyłem? Dwóch człowieków! Bacznie nam się przyglądali. Przyszli z naszą panią człowiek. Mama śmieje się, kiedy tak o niej mówimy.
- To pani Ania - przypomina nam za każdym razem. - I nie mówi się człowieki, tylko ludzie. A jak jeden, to człowiek.
Tak czy siak, to dziwne stworzenie. Chodzi na dwóch łapach, a dwoma wymachuje. I cały czas wydaje z siebie głos. Ja i moje rodzeństwo nie mamy pojęcia, o co naszej pani człowiek chodzi, ale chętnie jej słuchamy. Przekrzywiamy łebki to w jedną, to w drugą stronę, próbując zrozumieć sens tej dziwnej mowy. Mama nam ją tłumaczy, dzięki czemu szybko się jej uczymy.
Nasza pani człowiek - no dobrze, niech będzie pani Ania - jest nami zachwycona. Kiedy uszy opadają nam raz na prawo, raz na lewo, gdy kręcimy głowami, wzdycha głośno: "Moje słodziaki. Moje piękności".
Mama też tak o nas mówi i dodaje, że będą z nas wspaniałe psy.
No tak, zapomniałem się przedstawić. Dzień dobry. Cześć. Jestem psem. A właściwie szczeniakiem. Owczarkiem niemieckim. Mam czarną sierść, brązowy brzuch i łapy i podobno najpiękniejszy pyszczek na świecie. Moje rodzeństwo skomle, że oni urodą też ode mnie nie odstają, ale mówiąc między nami, co oni tam wiedzą!
Urodziłem się w lutym. Jestem już duży. Mam dokładnie dwanaście tygodni, czyli trzy miesiące. Tak powiedziała mi mama, bo ja nie umiem jeszcze liczyć. Umiem za to wskoczyć na kanapę, pogonić mieszkającego z nami kota i odgryźć się rodzeństwu. Lubię się z nimi bawić i siłować, chociaż czasami, a nawet często, bardzo mnie denerwują. Mam dwie siostry i trzech braci. Tego też dowiedziałem się od mamy.
Pirat to brat z czarną łatą na oku. Jest nieznośnie przemądrzały. Udaje, że wszystko wie, choć ja wiem, że nic nie wie. Zawsze pierwszy zaczyna szczekać, ale i pierwszy się wycofuje, gdy tylko ktoś szczeknie głośniej. Ucieka wtedy pod ulubiony fotel naszej pani człowiek, udając, że niby czegoś szuka.
Wyjec Pospolity, tak nazwałem drugiego brata. Nie za elegancko, ale wierzcie, miałem ku temu powody. To artysta. Śpiewak od siedmiu boleści. "Auu, auuu, auuuuuuu" - wyje od rana do nocy, raz głośniej, raz ciszej i w różnych odstępach. Myśli, że trzyma rytm. Nie macie pojęcia, jak to boli. Aż uszy więdną. Wszyscy mamy go serdecznie dość. Nawet mama czasami na niego warknie.
Niespokojny Duch to brat numer trzy. Cały czas kręci się w kółko, goniąc własny ogon. Albo wskakuje i zeskakuje z fotela, tego, pod którym najczęściej siedzi Pirat. Twierdzi, że nie robi tego złośliwie, tylko trenuje. Jednym słowem, sportowiec.
Moje siostry to prawdziwe piękności. Smukłe i delikatne. Ich czarne oczy są tak czarne, że wyglądają, jakby ktoś namalował je węglem. Trzymają się prosto, z gracją.
Kicia to ta, która broni kota. Kiedy rzucam się na niego, ona rzuca się na mnie. Nazywa mnie nieczułym prostakiem. Że niby nie mam uczuć. I nie umiem współczuć. W przeciwieństwie do niej. Ją wzruszają wszystkie zwierzęta. Nawet koty! Dacie wiarę?
No i w końcu Kleo, a właściwie Kleocośtam. Chyba Patra. Tak, Kleopatra. Dla mnie wystarczyłoby samo Kleo. Albo Patra. Po co komu imię, które tak trudno zapamiętać? To wymysł naszej pani człowiek, bo podobno Kleo i Patra razem, znaczy w jednym słowie, świadczy o tym, że nasza siostra jest i śliczna, i mądra. I to naprawdę mądra, a nie tak jak Pirat. Wszyscy jej słuchamy, choć mówiąc szczerze, ja najmniej chętnie. Ja nikogo nie muszę się słuchać.
Ja jestem Zuch. Po prostu Zuch. Krótko i na temat. Tak mówi o mnie mama. Nie boję się niczego. Ani burzy, ani wiatru, ani małych człowieków, które gdy nas zobaczą, od razu piszczą i ciągną nas za uszy. Nie mam pojęcia, dlaczego im na to pozwalamy. Chyba dlatego, że w sumie to miłe i łagodne z nas psy.
Mama jest z nas bardzo dumna. Pani człowiek też. "Łobuziaki" - to najczęstsze słowo, jakim nas określa.