Toto. Kotka Ninja i wielka ucieczka węża - Agnieszka Głaz-Fedak, Dermot O'Leary
Kup ebooka
23.99 zł
19.91 zł
(16,79 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Tekst: Dermot O'Leary
Ilustracje: Nick East
Tytuł oryginału: Toto the Ninja Cat and the Great Snake Escape
Tłumaczenie: Anna Klingofer-Szostakowska
Redaktorka prowadząca: Patrycja Klempas
Redakcja: Agnieszka Czerepowicka, Weronika Rychta
Korekta: Ewa Słotwińska, Patrycja Klempas
Skład: Marta Krzemień-Ojak
? Copyright for text by Dermot O'Leary, 2017
? Copyright for illustrations by Nick East, 2017
? Copyright for the Polish translation by Anna Klingofer-Szostakowska, 2025
? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2025
All rights reserved
Wydanie I
Warszawa 2025
M2748
Wydawca oryginału: Orchard Books
An imprint of Hachette Children's Group Part of Hodder & Stoughton Limited
Carmelite House
50 Victoria Embankment
London EC4Y 0DZ
An Hachette UK Company
www.hachette.co.uk
www.hachettechildrens.co.uk
Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.
ISBN: 978-83-8387-838-6
Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek
Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.
00-017 Warszawa, ul. Marszałkowska 116/122
tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18
[email protected], www.gwfoksal.pl
www.wydawnictwowilga.pl
Rozdział 1
Toto właśnie śniła najlepszy sen w życiu (w rolach głównych występowały pizza pepperoni i kubełek serowego makaronu oraz jej puszysta mordka zanurzona w ogromnym tiramisu), gdy nagle została bardzo NIEUPRZEJMIE przeniesiona z powrotem w zimną londyńską noc.
TRZASK!, ŁUP!, ani nawet BUM! nie oddadzą okropnego hałasu, który zakłócił ciszę w tej sennej uliczce. W taką noc ty i ja leżelibyśmy opatuleni w łóżkach z dodatkowym kocem i termoforem. W taką noc nikt o zdrowych zmysłach nie wstałby z łóżka przed wschodem leniwego zimowego słońca, które pozwala jako tako zmierzyć się z nowym dniem.
Tak jest w przypadku nas, ludzi. A jeśli chodzi o koty? ZAPOMNIJCIE, że jest inaczej! Żaden kot nie dałby się przyłapać na wstaniu z przytulnego legowiska w taki ziąb. Po czymś takim nie mógłby pokazać pyszczka w kulturalnym kocim towarzystwie. Nie.
"Najlepiej zostawić to lisom i szczurom", powiedziałaby większość kotów. "Zdrzemnijmy się i zobaczmy jakoś jutro, och, powiedzmy, około jedenastej..."
Dlatego Toto była zirytowana, zmęczona i tylko ciut przestraszona, gdy usłyszała przepotężny rumor dobiegający od strony śmietników na zewnątrz.
Spojrzała na swoich opiekunów.
"Ogarną to, prawda?", pomyślała. Ale ani jeden mięsień im nie drgnął. Nawet się nie poruszyli.
- Serio? - mruknęła pod nosem zaspana Toto. - Kto tu jest kotem, a kto człowiekiem? To my mamy ciągle spać, a wy powinniście nas karmić, głaskać, adorować, czesać, otwierać nam drzwi, odkręcać krany, żebyśmy mogły pić wodę, masować nam łapki, a co najważniejsze... WSTAĆ, jeśli z dworu dochodzą jakieś straszne dźwięki! To jest uczciwy układ. W końcu to MY jesteśmy śpiochami!
Spojrzała na swojego brata, który miał srebrzystobiałą sierść, jak wskazuje jego imię: Sreberko, a do tego duży puszysty ogon i białe skarpetki.
Toto była zaś wielką kulką czarno-szaro-brązowego futra, zwłaszcza zimą. Kreza wokół szyi nadawała jej wygląd kota, który znakomicie pasowałby do elżbietańskiej Anglii, mimo że faktycznie pochodziła z Apulii, regionu leżącego na obcasie Włoch. Toto i Sreberko byli bezdomnymi kotami, które przybyły do Londynu przed zaledwie trzema tygodniami, po tym jak uratowało je dwoje życzliwych ludzi, nazywanych teraz przez nich mamą i tatą (czy też - jak powiedziałaby Toto - MAMMĄ i PAPĄ). Ludzi, którzy w tej chwili leżą w łóżku i chrapią.
- Sreberko... - szepnęła Toto. - SREBERKO! Słyszałeś to? To chyba dobiega z dworu, od strony śmietników... NASZYCH ŚMIETNIKÓW!
- Nic nie słyszałem - odparł Sreberko, po czym ziewnął i leniwie się przeciągnął.
- Owszem, słyszałeś, kłamczuchu. Dlatego się obudziłeś. Posłuchaj, to jest teraz nasz dom, czyli nasz rewir! Musimy tam pójść i zbadać sprawę.
- No dobra, może coś słyszałem, ale mogły to być lisy! Widziałaś, jakie są wielkie? Nie takie jak te wiejskie, do których przywykliśmy. Te są wredne. Przerażające! Zostańmy tu i zaczekajmy, aż samo się uspokoi.