II
Edmund nie miał już siły, aby dłużej myśleć nad tym, co go spotkało minionej nocy. Z rezygnacją podjął się codziennych czynności, które były swoistym rytuałem w jego nieciekawym życiu. Skorzystał z toalety, zjadł śniadanie, umył zęby i zabrał się do pracy (jak to robił dzień w dzień, nieprzerwanie od ukończenia studiów).
Surfując po plikach przepełnionych liczbami, czuł wreszcie upragniony spokój. Głowa nie była już przeciążona myślami o nieznanej kobiecie. Skupienie pozwalało mu uniezależnić się od chaosu, który dotąd wziął go w swoje sidła.
Po jakimś czasie zaczęły go boleć oczy. Poczuł nieuniknione zmęczenie, które coraz szybciej odbierało mu siły. Do zakończenia pracy pozostało mu uzupełnienie kilkunastowierszowej tabelki, jednakże nie czuł się na tyle trzeźwo, aby móc się do tego zabrać. Z niechęcią wstał od biurka i udał się w kierunku okna, aby skupić swoje zaczerwienione oczy na innym obrazie. Zamiast wpatrywać się w niebieski ekran drogiego laptopa, postanowił poobserwować spacerującą panią z psem. Była to staruszka (zbliżająca się do osiemdziesiątki), za którą człapał równie stary sznaucer. Wykończone życiem nogi uniemożliwiały im swobodny chód. Staruszka z wyraźnym bólem, który malował się na jej zmarszczonej twarzy, próbowała stawiać kolejne kroki (jakby była to jej misja, której poświęcała się z całkowitym oddaniem). Sznaucer zaś dotrzymywał towarzystwa swojej właścicielce, choć widać było, że nie miał na to kompletnie ochoty i marzył o odpoczynku na poduszce w kącie pokoju dziennego.
Wpatrując się tak w międzygatunkową więź, Edmund zaczął ponownie rozważać to, co do tej pory sukcesywnie wymazywał ze swojej głowy. Widok człowieka i psa, którzy, prawdopodobnie, nie rozumieli się w stu procentach, a jednak byli sobie oddani w tej ciężkiej chwili, był dla niego motywujący. Skoro tak doszli do porozumienia i umieją z tym żyć, to czemu ja nie mogę? - zapytał siebie. Wiedział jednak, że w sumie nikt mu nie zabraniał być zauroczonym kobietą z jego snów.
Edmund z lekkim uśmiechem wrócił do biurka, a następnie zaczął szukać wskazówek w Internecie. Z ciekawością, która szybko przerodziła się w fascynację, szukał informacji o tym, jak wpływać na nocne mary. Chciał wiedzieć, czy istnieje sposób, by wykreować sen wedle własnego scenariusza (utworzonego w pełni świadomie) lub przynajmniej wrócić do tego, który został przerwany.
Wkrótce trafił na termin, który brzmiał obiecująco: Technika MILD. Jeden z napotkanych artykułów wyjaśniał, że kluczem nie jest magia, lecz "pamięć prospektywna" - ta sama, która pozwala pamiętać o zrobieniu zakupów w drodze z pracy. Edmund czytał z wypiekami na twarzy o konieczności stworzenia silnej intencji. Musiał zaprogramować swój umysł przed zaśnięciem. - Następnym razem, gdy będę śnił, będę pamiętał, żeby rozpoznać sen - szepnął, testując brzmienie tej mantry.
Metoda wymagała jednak czegoś więcej: wizualizacji. Edmund zamknął na chwilę oczy, próbując przywołać obraz kobiety i scenerię z poprzedniej nocy. Miał zamiar odtwarzać ten moment w głowie tak długo, aż stanie się on pomostem, po którym jego świadomość przejdzie prosto w objęcia snu. Tym samym dążył do tego, aby nie tylko wrócić do przerwanej sceny, ale by tym razem skonfrontować się z nią na własnych warunkach.
Trudno było zrozumieć cel mężczyzny. Czy to samotność go prowadziła do podjęcia tak radykalnych środków? A może to była prawdziwa miłość? W rzeczywistości na to pytanie nawet sam Edmund nie znał odpowiedzi. Zupełny chaos wykreowany w jego głowie stanowił główną barierę pojęcia prawdy.
Podczas dalszego zapoznawania się z informacjami na temat techniki MILD, nagle Edmunda dobiegł dość cichy dźwięk pukania w drzwi. Ktoś do mnie? - zapytał na głos. Zastanawiał się, kto miałby do niego sprawę o takiej porze w taki zwykły dzień. Pukanie nie ustawało (jakby pukającemu niezmiernie zależało na jakiejkolwiek reakcji po drugiej stronie drzwi). Edmund w lekkim przestrachu wszedł do przedsionka i wpatrywał się w lekko wibrujące pod wpływem uderzeń drzwi.
Po chwili mężczyzna wykrzyknął:
- Kto tam?
Jednakże nikt nie odpowiedział. Zaraz po jego pytaniu pukanie ustało. Wyglądało to tak, jakby ktoś się rozmyślił.
Edmund z zainteresowaniem podszedł i odkluczył drzwi. Następnie bardzo wolno zaczął je otwierać, spodziewając się czegoś strasznego - jakby za chwilę coś miało go zaatakować, tak aby w razie czego mógł szybko się obronić.
Za drzwiami nikogo nie było. Głośna cisza osaczyła uszy nasłuchującego mężczyzny. Niepewnie stanął w progu, aby upewnić się, czy nikogo nie ma w pobliżu, jednakże i tutaj nic go nie zaskoczyło. Wszystko sprawiało wrażenie, jakby działo się w głowie Edmunda. Nie wiedział już sam, czy to, co słyszał, to był prawdziwy dźwięk, czy jedynie wytwór jego wyobraźni.
Gdy tak stał i rozmyślał, po wąskim korytarzu rozniósł się sympatyczny głos jednego z sąsiadów Edmunda. Prawdopodobnie zauważył zamyślonego mężczyznę i postanowił wykorzystać okazję, aby się przywitać.
- Dzień dobry, panie Edmundzie.
- Dzień dobry - odparł wytrącony z równowagi mężczyzna.
- Co tak pan stoi na korytarzu? Coś się stało? Mysz pan widział?
- Nie, nie. Ja tak tylko... w sumie to chciałem wyjść na spacer i upewniałem się, czy wszystko wziąłem - skłamał Edmund.