Truskawkowy smok - Agnieszka Korol

Kup ebooka

7.90 zł
6.79 zł (7,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział I: O smoku, który nie chciał być smokiem

Był sobie smok o imieniu Smokuś, który bardzo nie chciał być smokiem. Wolał być krasnoludkiem albo słoniem, albo motylkiem. Przyszedł więc do czarownicy Mądrusi, prosząc, by zamieniła go w kogoś innego.

- Zupełnie nie rozumiem twojego życzenia - zdziwiła się Mądrusia. - Być smokiem to przecież rzecz przyjemna i bezpieczna.

- Wiem, ale ja bardzo nie lubię rzucać się w oczy - rzekł cichutko Smokuś. - Wolałbym być kimś mniejszym. Tymczasem gdy przelatuję nad jakąś okolicą lub przychodzę na przyjęcie, wszyscy wołają: "O smok! Smok!". Zmień mnie, najlepiej w krasnoludka albo słonia, a jeszcze lepiej w motylka!

- Zamienię cię w krasnoludka - zdecydowała po chwili namysłu czarodziejka i nałożyła na czubek głowy Smokusia maleńką, czerwoną czapeczkę.

Wówczas smok zaczął się kurczyć i zamieniać w brodatego krasnala. Kiedy czar się dopełnił, Mądrusia rzekła:

- Jesteś już chyba zadowolony, Smokusiu?

- O tak! - zawołał smok. - Jesteś prawdziwą czarodziejką, jak ci się odwdzięczę?

- Masz tu kubeczek. Nazbieraj mi do niego kwiatów rumianku.

- Bardzo chętnie - odpowiedział smok zamieniony w krasnoludka.

 

Następnego dnia Smokuś przyniósł Mądrusi rumianek.

- Dziękuję ci - rzekła czarownica. - Ale co to, Smokusiu? Widzę, że nadal jesteś smutny... Możesz mi powiedzieć dlaczego?

- Droga Mądrusiu, przekonałem się, że niełatwo być krasnoludkiem.

- Dlaczego?

- Niektóre zwierzęta chciały mnie zjeść, a większe w ogóle mnie nie zauważały.

- Jak widzisz, Smokusiu, życie krasnoludków jest pełne niebezpieczeństw. Jeśli chcesz, mogę zamienić cię w kogoś innego.

- Naprawdę?

- Oczywiście, jestem przecież Mądrusią.

- Jeśli tak, to zamień mnie, proszę, w słonia - rzekł krasnal.

- Czyż słonie nie są zbyt wielkie?

- W porównaniu ze smokami są bardzo małe. Chcę być słoniem! - zawołał Smokuś.

Mądrusia przez chwilę zamyśliła się, następnie zdjęła czapkę krasnala i wypowiedziała zaklęcie:

 

Niechaj krasnal ten

Słoniową przyjmie postać.

I niechaj wielkim stanie się.

I niechaj trąbi trąbą hen

Na wszystkie strony świata.

 

Po czym dotknęła różdżką głowy Smokusia. Krasnal przeobraził się w słonia, który obejrzał się w lustrze i zapytał:

- Jestem ładnym słoniem?

- Oczywiście, Smokusiu, nie zamieniłabym ciebie, jakem Mądrusia, w brzydkiego słonia.

- Jak ci się odwdzięczę?

- Przynieś mi drewna na opał, Smokusiu.

- Dobrze, mądra czarownico.

 

Następnego dnia Smokuś naniósł Mądrusi pełno drewna.

- Dziękuję ci, smoku zamieniony w krasnoludka, a następnie słonia. Dlaczego jednak dostrzegam łzy w twoich słoniowych oczach?

- Nie boję się już zwierząt, ale są wrogowie o wiele niebezpieczniejsi, przebieglejsi i lepiej zorganizowani.

- Kim oni są?

- To ludzie. Jedni chcą mnie złapać, bym dla nich pracował jako niewolnik, drudzy chcą mnie upolować, tylko po to, by odciąć moje słoniowe ciosy i sprzedać je innym ludziom za wysoką cenę. W najlepszym razie złapią mnie do zoo. Tam będę żył w niewoli i wszyscy na mój widok będą wołać: "O, słoń! Słoń!".

- Czy to znaczy, że nie chcesz być już słoniem?

- Niestety, Mądrusiu.

- Nie wiem, co ci w takim razie doradzić.

- Jeśli możesz, zamień mnie w motylka! Motylki są takie piękne, mogą latać jak smoki i skaczą z kwiatka na kwiatek. Obiecuję, że o nic więcej cię już nie poproszę!

- Nie wiem, czy zdołasz dotrzymać słowa, Smokusiu, ale ponieważ cię lubię, spróbuję sprostać i temu zadaniu.

Mądrusia otworzyła wielką księgę czarów i długo szukała. W końcu odnalazła właściwe zaklęcie, które brzmiało:

 

Jeśliś słoniem jest wspaniałym,

Zamień się w motylka.

Niechaj dziwi się świat cały

I ty z nim przez chwilkę.

 

Wypowiedziawszy te słowa, Mądrusia pacnęła Smokusia różdżką po trąbie i słoń błyskawicznie zmienił się w motylka.

- Wspaniale, wspaniale! - zawołał motylek. - Mogę latać! Jak ci się odwdzięczę, luba czarownico?

- Nie mam pojęcia Smokusiu. Najważniejsze, żebyś nareszcie był zadowolony z moich czarów.

- Pa, Mądrusiu! Lecę najeść się kwiatowego nektaru.

- Pa, motylku Smokusiu!

 

Następnego dnia motyl przyleciał do czarownicy w odwiedziny.

- Jak się masz? - zapytała. - Czy jesteś już szczęśliwy?

Smokuś zatrzepotał skrzydełkami, przysiadł na stole i nic nie powiedział.

- Niedobrze, niedobrze, dlaczego nic nie mówisz? Jesteś przecież mówiącym motylkiem?

Smokuś tylko ciężko westchnął. Siedzieli tak w milczeniu. Nareszcie motylek, który był najpierw smokiem, potem krasnoludkiem, a następnie słoniem, rzekł:

- Miałaś całkowitą rację, Mądrusiu. Najlepiej i najbezpieczniej być smokiem.

- Czyżby latanie z kwiatka na kwiatek i spijanie słodkiego nektaru znudziło ci się?

- Gdyby życie motyla ograniczało się tylko do tego, byłbym bardzo zadowolony, ale z moimi pięknymi skrzydełkami jestem łatwą, rzucającą się w oczy zdobyczą. Jakże byłem głupi, że nie chciałem być smokiem!

- Mogę przywrócić twoją prawdziwą postać, Smokusiu, ale nie do końca. Wcześniej byłeś błękitny, teraz zmienisz kolor na truskawkowy.

- Nic nie szkodzi, Mądrusiu. To też bardzo ładny kolor. Zamiast wołać: "O, smok! Smok!", wszyscy będą dla odmiany wołali: "O, truskawkowy smok! Truskawkowy smok!".

- Pewnie tak będzie. - Mądrusia uśmiechnęła się. - A teraz wyjdźmy na dwór, bo po przemianie już się na tym stole nie zmieścisz.

Kiedy wyszli, czarownica rzekła:

 

Niechaj ten motylek mały

Odczaruje wszystkie czary.

I niech stanie się na nowo

Smokiem wielkim i wspaniałym.

 

I tak się stało. Z motylka zrobił się nagle wielki, truskawkowy smok.

- Jakże ci się odwdzięczę, Mądrusiu?

- Polećmy razem na Wyspy Bananowe. Najemy się tam bananów do woli.

- Dobry pomysł! - zawołał smok.