6 LIPCA
GODZ. 16:05
Kirstine
Zachodni wiatr smagał ją po twarzy, kiedy naciskała pedały tak mocno, że od nagromadzonego kwasu mlekowego piekły ją uda i bolały kolana.
Krzyczała na matkę. Tak głośno, że sąsiedzi z pewnością to usłyszeli. Było to niepodobne do Kirstine, ale list należał do niej, rodzice nie mieli żadnego prawa go przed nią ukrywać. A potem uciekła od tego wszystkiego.
Skręciła rowerem w prawo i wjechała do lasu. Ostatni odcinek leśnej drogi pokonała, stojąc na pedałach, po czym oparła rower o stary jak świat, omszały kamienny mur, który rozciągał się wokół białego kościółka. Kirstine przeszła obok kościoła i zagłębiła się w las. Wiatr kołysał wierzchołkami drzew, ale na dole, między pniami, powietrze było nieruchome. Pachniało świerkowym igliwiem, zwiędłymi liśćmi, mchem, wodą i ziemią. Dziewczyna przez krótki czas podążała ścieżką, następnie skręciła między drzewa, aby pójść własną trasą, której nie znali grzybiarze. Lato w tym roku było deszczowe, dzisiaj jednak niebo się przejaśniło i pomiędzy ciemnozielonymi gałęziami prześwitywało słońce. Kiedy zeszła w zagłębienie terenu, woda przebijająca się przez grubą warstwę mchu zmoczyła jej sandały. Kirstine zatrzymała się, szybko je zzuła i ruszyła dalej boso. Dziwnie się czuła, gdy tak stąpała po mchowym poszyciu, podczas gdy między jej nagimi palcami u stóp wybijała lodowata deszczówka. Matka wyglądała na bardzo przestraszoną, kiedy Kirstine zaczęła na nią krzyczeć. Nie, nie przestraszoną. Wyglądała, jakby się czegoś bała.
Małe wzgórze leżało pośrodku polany, na której późnym latem kwitły wrzosy i rosły kurki. Na samym szczycie było ustawionych pięć dużych kamieni, niektóre z nich przewróciły się już kilkaset lat wcześniej i nikt obecnie nie pamiętał, czemu miały kiedyś służyć. Kirstine przysiadła na największym z nich, prawie niewidocznym wśród wrzosów i trawy. Wyjęła z kieszeni kopertę. Pewnego popołudnia przed kilkoma tygodniami spostrzegła list na kuchennym stole, wśród reklam i lokalnych gazet. Z początku się nad tym nie zastanawiała, ale kiedy matka pospiesznie zgarnęła całą pocztę na bok i zabrała ją ze sobą do salonu, dziewczynę naszło przeczucie, że przesyłka była zaadresowana do niej. Teraz otworzyła kopertę i rozłożyła list. Wydrukowano go na papierze o chropowatej strukturze, wyczuwalnej między palcami. Na samej górze kartki widniało coś w rodzaju wytłoczonego owalnego logo z różą w środku. Poniżej napisano złotymi literami: Szkoła Rosenholm.
17 czerwca, Szkoła Rosenholm
Szanowna Kirstine Marie Jensen,
grono pedagogiczne Szkoły Rosenholm, placówki edukacyjnej dla pojętnej i szczególnie uzdolnionej młodzieży, zaprasza Panią na spotkanie informacyjne, podczas którego będzie można się dowiedzieć więcej na temat naszej szkoły oraz zostać przyjętym do grona jej uczniów od przyszłego semestru.
Szkoła Rosenholm jest położona na Zelandii, wśród pięknej przyrody. Mamy długą, chwalebną historię i specjalizujemy się w pracy z młodzieżą uzdolnioną w różnych kierunkach. Do placówki uczęszcza około trzystu słuchaczy, którzy przez kolejne trzy lata trwania nauki mieszkają w internacie. Zakwaterowanie jest darmowe. Edukacja odpowiada wykształceniu na poziomie licealnym.
Cieszymy się, że będziemy mogli Panią poznać podczas spotkania informacyjnego, które odbędzie się 7 lipca o godzinie 10:00. Prosimy zwrócić uwagę na to, że w spotkaniu mogą uczestniczyć wyłącznie kandydaci, bez swoich rodziców.
Załączona broszura informacyjna zawiera adres i wskazówki, jak dojechać do szkoły transportem publicznym.
Do zobaczenia na spotkaniu.
Z poważaniem
dyrektorka Birgit Lund
Przesylabizowanie całego listu zajęło Kirstine sporo czasu. Jeszcze raz powiodła wzrokiem po "pojętnej i szczególnie uzdolnionej młodzieży"... Eee, że jak? Jeżeli Kirstine była czegoś pewna, to tego, że ten opis do niej nie pasuje. Przynajmniej tyle wiedziała po latach szkolnych niepowodzeń. Nauczanie specjalne, wizyty u szkolnego psychologa, rozmowy, testy sprawdzające rozumienie tekstu czytanego - nic z tego nie pomogło, aż na koniec wszyscy najwyraźniej się poddali. Po całkowicie nieudanej próbie podjęcia nauki w liceum Kirstine zrezygnowała z dalszej edukacji i obecnie jedynym jej zajęciem była praca sprzątaczki w domu spokojnej starości. I uczestnictwo w kościelnych uroczystościach, na które ciągali ją ze sobą rodzice. Innymi słowy, właśnie ukończyła osiemnaście lat i nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić.
Kirstine przesunęła palcem po pięknych złotych wytłoczeniach na papierze. Gdyby nie świadomość, że nikomu nie chciałoby się zadawać sobie aż tak wiele trudu, aby ją oszukać, uznałaby ten list za żart. Ale to nie wchodziło w grę. Do perfekcji opanowała sztukę bycia niewidzialną. Nikt jej nie mobbingował, była tylko ignorowana.
Znowu sprawdziła datę. Spotkanie miało odbyć się następnego dnia. Zapomnij o tym. To niemożliwe.
Rodzice nigdy, przenigdy jej na to nie pozwolą. Nie mogła nawet uczestniczyć w imprezach organizowanych przez jej byłą klasę, a cóż dopiero pokonać taki kawał drogi, żeby dostać się do jakiejś dziwnej szkoły na Zelandii? Nie ma mowy. Najpewniej właśnie dlatego rodzice ukryli przed nią ten list.
Kirstine położyła się na poszyciu leśnym pośrodku kamiennego kręgu. Nie wstawała do momentu, aż poczuła to charakterystyczne mrowienie, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy leżała tutaj wystarczająco długo. Łaskoczące ciepło rozchodzące się po całym ciele. Miała wrażenie, jakby unosiła się nad ziemią, ku białym obłokom przelatującym po błękitnym letnim niebie. Przepełniło ją poczucie siły i sprawczości, które przepędziło gniew. Chociaż nigdy nie mówiła nikomu o przeżyciach z lasu, rodzice z pewnością by temu nie przyklasnęli. Ależ, Kirstine, co ci strzeliło do głowy! W tej chwili przestań wygadywać podobne bzdury... Lecz w tym momencie nic jej to nie obchodziło. Kiedy czuła się tak jak teraz, miała wrażenie, że mogłaby się udać, dokąd tylko zechce, i porzucić na leśnym runie ciało jak pustą powłokę.
Jej myśli nieprzerwanie krążyły wokół tajemniczego listu. A gdyby tak opowiedziała rodzicom o tym, jak naprawdę się czuje, nad czym się zastanawia, czego się boi i pragnie? Gdyby po prostu wszystko im wyjaśniła, aż w końcu by ją zrozumieli, wsparli i wysłali pociągiem na Zelandię, ciesząc się, że córka może stanąć na własnych nogach? Postanowiła, że tak właśnie zrobi - tyle że nie wspomni im o tym ani słowem.
Kilka razy głęboko odetchnęła, aż poczuła, że znowu jest w swoim ciele. Potem wzięła do ręki telefon i w polu wyszukiwania wpisała: "rozkład jazdy pociągów".