27 LIPCA
GODZ. 9:30
Kamille
Opuszczona przez Kamille drabina strychowa głośno zazgrzytała. Matka nadal spała, ale dziewczyna nie przejmowała się tym, czy hałas ją obudzi.
Kiedy klapa nareszcie ustąpiła, na głowę Kamille posypały się pył i kawałki tynku. Dziewczyna wspięła się po wąskiej drabinie. Na strychu czuć było stęchlizną, w powietrzu unosił się kurz. Pomieszczenie spowijała ciemność, lecz nie całkowita. Przez starą strzechę prześwitywało światło w miejscach, w których była nieszczelna i przez które zimą wwiewało śnieg. Dach znajdował się dość nisko, ale pod samą kalenicą Kamille mogła stać wyprostowana. Przeszła boso po nierównych deskach do zamkniętych drzwiczek w ścianie szczytowej. Zawieszono je na ramie okiennej, zamiast wstawić w nią prawdziwą szybę. Kamille spróbowała otworzyć te drzwiczki, ale poddały się, dopiero gdy wymierzyła im małego kopniaka. Do wnętrza wlało się światło wraz z powiewem świeżego powietrza niosącego woń dojrzewającego zboża i soczystej trawy. Kamille otarła czoło wierzchem dłoni, rozkoszując się przyjemnie chłodną poranną bryzą. Już teraz panował tutaj skwar, chociaż dzień dopiero się rozpoczął. Rozejrzała się wokół siebie. Strych był cały zawalony pudłami, starymi zdezelowanymi meblami, walizkami i plastikowymi workami. Od czego powinna zacząć?
Znalazła kartony opisane swoim imieniem. "Zabawki" - przeczytała na jednym z nich. "Dziewczęce ubranka, rozm. 2 lata". Kamille nie interesowały przedmioty pochodzące z czasów jej dzieciństwa. Szukała kartonów z rzeczami sprzed swoich narodzin. Może dzięki ich zawartości - jakimś zdjęciom, listom albo na przykład prezentowi od niego - mogłaby dowiedzieć się więcej na jego temat? Matka niczego przecież nie wyrzucała.
Kamille wypatrzyła karton wciśnięty głęboko pod sam dach. Był wybrzuszony, miał ślady po zalaniu i wyglądał, jakby przenoszono go mnóstwo razy. Widniał na nim napis "Notatki". Kamille z trudem przytaszczyła pudło na środek pomieszczenia. Po otwarciu go ukazały się jej zeszyty, segregatory i plastikowe teczki w różnych kolorach. Zaczęła przegrzebywać zawartość, ale szybko się poddała i zdecydowanym ruchem wysypała wszystko na podłogę.
Na wielu papierach rozpoznała pismo matki. Wypracowanie o nordyckich bogach i używaniu przez nich roślin halucynogennych, praca domowa o korzystnych właściwościach krwawnika, niekończąca się liczba gęsto zapisanych stron z notatkami z lekcji - wszystko to pochodziło z czasów nauki matki Kamille w Rosenholmie. Wyglądało na to, że była pilną uczennicą. Kamille nigdy nie robiła aż tak szczegółowych notatek. Przerzucała uważnie kartki, tu i ówdzie odczytując jakieś zdanie. Na samym dole sterty znalazła książkę. Nie, to nie była książka, Kamille trzymała w ręku notes z kalendarzem pochodzący z ostatniego roku matki w szkole. Kiedy zaczęła go przeglądać, serce mocniej jej zabiło. Niemal każdą stronę zapełniały zapiski matki: nagłówki rozdziałów, które zadano im do przeczytania, tytuły książek, terminy oddawania prac, daty urodzin koleżanek z klasy. Gdzieniegdzie widniały odręczne szkice różnych roślin, a pod spodem informacje, do czego można wykorzystać dane ziele. Kamille poświęciła czas na przestudiowanie każdego z tych niewielkich rysunków. "Przylaszczka pospolita (na schorzenia wątroby i zgagę - UWAGA: świeże rośliny są toksyczne!), ziarnopłon wiosenny (do przemywania ran i w leczeniu brodawek), ogórecznik lekarski (na infekcje dróg oddechowych i reumatyzm)".
Zwróciła uwagę na to, że matka zaznaczyła niektóre strony w kalendarzu małą gwiazdką w prawym górnym rogu. Czasem zapisywała coś pod spodem. "Stary jarząb" - widniało w jednym miejscu, a w innym "poddasze".
Kamille miała właśnie zamknąć notes i wrzucić go z powrotem do kartonu, kiedy dostrzegła zdjęcie wsunięte za plastikową okładkę. Przedstawiało całą klasę. Matka, wyraźnie roześmiana, stała w samym środku. Kamille stwierdziła, że były do siebie niezwykle podobne, miały nawet takie same rumiane policzki. Na szyi matki wisiał prosty skórzany mieszek i łańcuszek z małym srebrnym listkiem. Matka do tej pory nosiła obie te rzeczy, a Kamille od niemal roku miała na szyi łańcuszek z identycznym wisiorkiem. Nagle to uderzające podobieństwo bezgranicznie ją zirytowało. W czasie gdy zrobiono to zdjęcie, matka musiała już być w ciąży. Czy śmiała się dlatego, że czuła się szczęśliwa, czy też chciała tym zamaskować swoje prawdziwe uczucia? Czy była zakochana? Może już wtedy postanowiła, że ojciec Kamille nie będzie częścią jej życia?
- A więc tutaj jesteś? - Z włazu wychyliła się głowa matki. - Ależ córuś, co ty robisz?
- Szukam odpowiedzi. - Kamille wróciła do grzebania w stercie papierzysk.
- Posłuchaj... - Matka wspięła się do końca po stromej drabinie i stanęła na strychowych deskach. - Rozumiem, że jesteś na mnie zła, ale te rzeczy są moją własnością. - Oparła rękę na biodrze, jej letnia sukienka była o dwa numery za ciasna. - Nie masz prawa ich przeszukiwać.
- Mam to gdzieś - odrzekła Kamille. - Nie będziesz mi mówiła, do czego mam prawo.
- Miluniu... - Kobieta usiadła obok niej i zaczęła wkładać papiery z powrotem do kartonu. - Czyli twoim zdaniem nie powinnam była ci tego mówić?
- Powinnaś była mi o tym powiedzieć już dawno temu. A on? Nie miał prawa wiedzieć, że spodziewasz się dziecka?
Matka zastygła w pół ruchu i spojrzała Kamille w oczy.
- Uważam, że nie. Zerwaliśmy już wtedy ze sobą, przestał się mną interesować. To ja byłam w ciąży, wybór należał do mnie.
- Ale dziecko było też jego! Nie poczęłaś mnie sama!
- Może i popełniłam błąd - matka Kamille westchnęła - lecz chciałam stworzyć własną małą rodzinę. Tylko ja i ty. Nie potrzebowałyśmy żadnego mężczyzny. Było mi trudno w pojedynkę, ale poradziłyśmy sobie. I jestem z tego dumna. Byłaś takim radosnym dzieckiem, nigdy nie opuszczał cię dobry humor. - Wyciągnęła rękę, aby ująć dłoń Kamille, ale ona ją cofnęła i wstała.
- Zapomnij o tym - warknęła. - Skończyłam z byciem twoją radosną córeczką.
- Kamille...
Głos matki drżał, Kamille jednak to nie obchodziło. Niech nie myśli, że ujdzie jej to na sucho.
- Co teraz powiem koleżankom? A on? Powinnam mu to wyjawić?
- Nie wiem. Tylko ty możesz dokonać wyboru. - Matka spuściła wzrok. - Rozumiem, że to dla ciebie trudne.
- Trudne?! - Kamille ochrypła ze złości. - Powiem ci, co jest trudne: zrozumienie tego, że posłałaś mnie do tej szkoły, nie wspominając o tym ani słowem! - Odwróciła się i zeszła po drabinie, zostawiając matkę na nagrzanym, zakurzonym strychu. Nigdy jej tego nie wybaczy. Uczęszczała do Rosenholmu przez cały rok, nie mając pojęcia, że każdego dnia mija się tam ze swoim ojcem.