Trzy dwory. O Pannach z Wilka - prawdziwych, literackich i filmowych - Grażyna Stachówna

Kup ebooka

26.00 zł
21.32 zł (18,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

Sześciu moim przyjaciółkom:

Agnieszce, Aleksandrze, Elżbiecie, Łucji, Małgorzacie, Oldze

 

(...) wszak docieranie do prawdy naszych przeżyć

jest podróżą bez kresu i podróżą po manowcach. (...)

to, co przeżywamy dziś, po latach we

wspomnieniach staje się zgoła czymś innym, czasami

czymś znacznie bogatszym i ciekawszym, czasami

czymś o wiele mniej ważnym lub zgoła czymś

odwrotnym.

Maria Dąbrowska1

A bliżej poznałem Iwaszkiewiczów w 1935 roku, kiedy miałem siedemnaście lat i byłem u nich w Kopenhadze, na jakimś przyjęciu dyplomatycznym, które wydało mi się strasznie nudne. Powiedziałem Iwaszkiewiczowi, że byłoby mi trudno znieść takie życie, i z tego wziął się jeden z najpiękniejszych jego wierszy...

Paweł Hertz2

Powiedziałeś mi, Pawle, że takiego życia

Nie zniósłbyś ani chwilę. Ale ja mam inne,

Które jak ciężka rzeka skryta pod sklepieniem,

Przemyka się szerokim choć zimnym korytem.

Ukryta - kwitnie wszakże co wiosnę białymi

Kwiatami, które pachną i powoli więdną,

Słońca nie widzą może - ale też tym bardziej

Pełne są znaczeń trudnych, których nie wyrażę.

Nad tym życiem - to wszystko, co widzisz i ludzie

Widzą, jest tylko cieniem, złudzeniem budowy. (...)

I tylko kiedy w nocy oddalą się głosy

Ludzkich śpiewów i skoczna umilknie muzyka,

Z dna wstaje chłód najgłębszy i pełny znaczenia. (...)

Jarosław Iwaszkiewicz3

1 Maria Dąbrowska, O dzienniku, w: taż, Dzienniki 1914-1932, wybór, wstęp i przy­pisy Tadeusz Drewnowski, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 325-326.

2 Paweł Hertz, w: Sposób życia. Z Pawłem Hertzem rozmawia Barbara Łopieńska, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2016, s. 34.

3 Jarosław Iwaszkiewicz, Inne życie, w: tenże, Dzieła. Wiersze, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 329.

Moi Dobrodzieje

Serdecznie dziękuję pani prof. dr hab. Małgorzacie Lisowskiej-Magdziarz, która podpowiedziała mi hasło "żeby widzieć, trzeba wiedzieć" i zgodziła się, bym to ja opisała życiowo-literacko-filmowy fenomen Panien z Wilka.

Moją szczególną wdzięczność kieruję do pani prof. Krystyny Zachwatowicz-Wajdy za życzliwość i udzielone mi wsparcie.

Proszę, by moje podziękowania za bezinteresowną pomoc udzielaną mi w trakcie pisania tej książki zechcieli przyjąć prof. dr hab. Elżbieta Górska, prof. dr. hab. Krzysztof Loska, prof. dr hab. Tadeusz Lubelski, dr Maciej Stroiński, prof. dr hab. Aleksandra Tokarz, starszy kustosz Krzysztof Wierzchowski, prof. dr hab. Piotr Zwierzchowski (doradcy naukowi), Andrzej A. Wajda (bibliofil filmowy), Monika Czubaczyńska--Szram (dyrektorka Gminno-Parkowego Centrum Kultury i Ekologii w Plichtowie), Michał Maj Wieczorek (scenarzysta i wykonawca głównej roli w filmie Lato w Byszewach), dr Grzegorz Gajewski (znawca kawalerii).

Dziękuję panu dr. Romanowi Włodkowi za wszystkie bezcenne wskazówki archiwalne.

Dziękuję panu Mateuszowi Matysiakowi, opiekunowi Archiwum Andrzeja Wajdy przy Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, za możliwość poznania zgromadzonych tam cennych dokumentów i życzliwą pomoc.

Dziękuję pani mgr Agnieszce Polanowskiej, kustoszce zbiorów literackich i archiwaliów w Filmotece Narodowej, za życzliwą pomoc w dostępie do zbiorów.

Dziękuję pani Agacie Kościelnej-Ratowskiej, dyrektorce Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, za udostępnienie zdjęć archiwalnych oraz panu Robertowi Papieskiemu, adiunktowi w Muzeum, i panu Maciejowi Koszewskiemu, kustoszowi, za życzliwą pomoc i cenne wskazówki.

Szczególnie jestem wdzięczna rodzinie sześciu braci Świerczyńskich, paniom Bożennie Dereckiej-Dupuis i Joannie Rodziewicz oraz panom Januszowi Świerczyńskiemu i Maciejowi Zygmuntowi Świerczyńskiemu za podzielenie się ze mną informacjami o losach braci i historii dworu w Byszewach.

Bardzo dziękuję za udostępnienie mi cennych dokumentów rodzinnych: pani Joannie Rodziewicz za nieopublikowane Wspomnienia byszewskie autorstwa Heleny Haliny Kaszuby, córki Józefa Plichty, ostatniego właściciela Byszew, oraz panu Januszowi Świerczyńskiemu za fragmenty nieopublikowanych wspomnień Tak to zapamiętałem... jego Ojca, Macieja Świerczyńskiego, zdjęcia rodzinne i fragmenty nieopublikowanych listów Zofii Kurkiewiczówny do Jarosława Iwaszkiewicza.

Specjalne podziękowanie kieruję do Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, które w kwietniu 2024 roku przyznało mi nagrodę im. Krzysztofa Teodora Toeplitza za działalność publicystyczną. Dołączona do niej kwota wystarczyła na opublikowanie tej książki.

Wprowadzenie - "żeby widzieć, trzeba wiedzieć"

W 2019 roku, ostatnim roku mojej pracy akademickiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Instytucie Sztuk Audiowizualnych, prowadziłam zajęcia z analizy dzieła filmowego pod wspólnym hasłem (podpowiedzianym mi przez prof. Małgorzatę Lisowską-Magdziarz): "żeby widzieć, trzeba wiedzieć" pochodzącym z teorii widzenia Ludwika Flecka (filozofa i biologa1).

Każde widzenie, każdy akt percepcji, nawet ten, który wydaje się empirycznie podstawowy, wymaga antycypującej go wiedzy (...) żeby "coś" widzieć i poznawać, trzeba zostać tego "czegoś" nauczonym. (...) "czysta, pusta dusza nic nie widzi", nie potrafi dostrzec gotowych produktów (gotowych postaci do widzenia), a jedynie chaos, który musi zostać uporządkowany poprzez narzucenie przez wspólnotę odpowiedniej interpretacji w ramach stylu myślowego2.

Do wspólnego oglądania ze studentami - i potem rozmów z nimi - wybrałam osiem filmów: Powiększenie (1966) Michelangela Antonioniego, Dekalog 4 (1988) Krzysztofa Kieślowskiego, Medeę (1988) Larsa von Triera, Mahabharatę (1989-1990) Petera Brooka, Grę pozorów (1992) Neila Jordana, Ułaskawienie (2018) Jana Jakuba Kolskiego, Pewnego razu... w Hollywood (2019) Quentina Tarantino. Na studentach filmoznawstwa największe wrażenie zrobił jednak film Andrzeja Wajdy Panny z Wilka (1979) będący adaptacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza (1932), ponieważ konteksty powstania obu tych dzieł były im zupełnie nieznane. Przyswojenie nowych faktów pozwoliło studentom zobaczyć inną historię ukrytą pod tą oficjalnie prezentowaną w opowiadaniu i filmie, a także odkryć istniejące w niej subwersywne sensy i przesłania.

Późniejsze rozmowy z przyjaciółmi, zafascynowanymi - tak jak ja - Pannami z Wilka w obu wersjach, literackiej i filmowej, upewniły mnie, że można im poświęcić specjalne monograficzne opracowanie.

1 Ludwik Fleck, Patrzeć, widzieć, wiedzieć, w: Style myślowe i fakty. Artykuły i świadectwa, red. Sylwia Werner, Claus Zittel, Florian Schmaltz, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2007, s. 163-185.

2 Michał Rydlewski, "Żeby widzieć, trzeba wiedzieć". Kulturowy wymiar percepcji wzrokowej, Oficyna Wydawnicza Epigram, Bydgoszcz 2016, s. 16 i 247.

Rozdział I. Byszewy, 1911 - rodzinne gniazdo

Odtąd ile razy jadę z Łodzi do Warszawy, zawsze, chociaż wiem, że się powtarzam, pokazuję moim towarzyszom podróży las w Dobieszkowie, kościół mariawitów w Dobrej, młyn w Strykowie i objaśniam, jak się tu idzie doliną Moszczenicy do Skoszew, a potem do Byszew. Słuchają mnie z roztargnieniem, bo im to nic nie mówi. A przede mną ożywa cała moja młodość.

Jarosław Iwaszkiewicz1

Ostatnie wakacje przed skończeniem gimnazjum w Kijowie siedemnastoletni Jarosław Iwaszkiewicz spędził w Byszewach pod Łodzią. Była to jego pierwsza samodzielna wyprawa do Królestwa Polskiego (będącego naówczas pod zaborem rosyjskim) z Ukrainy, należącej w tej jej części, gdzie się urodził w 1894 roku (Kalnik pod Kijowem), także do Imperium Rosyjskiego. Pisał po latach:

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Polska była dla mnie krajem egzotycznym, że opowiadano mi o niej w dzieciństwie jako o czymś dalekim i nieosiągalnym, że chwilami przemieniała się dla dziecka w krainę baśniową, że jej onomastyka brzmiała - co tu dużo gadać - i brzmi w dniu dzisiejszym jak onomastyka Odysei czy Ramajany2.

Jarosław Iwaszkiewicz, 1912 (fot. Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku)

 

W podróży, która wydawała się Jarosławowi "egzotyczną wyprawą"3, wszystko go zaskakiwało. W Warszawie, przez którą przejeżdżał, dziwiły go tramwaje elektryczne, wiadukt mostu Poniatowskiego, budynek nowej poczty z niebieskim globusem na szczycie, gmach Banku Polskiego, w pociągu podmiejskim do Rogowa - "że wszyscy wokoło mówią bez wyjątku po polsku", gdy jechał bryczką do Byszew - doskonała "szosowana" droga, "co jeszcze na Ukrainie było podówczas rzadkością", i to, że furman prowadził konie stępa [powoli - G.S.], bo tam "nie jechało się nigdy stępa powozem". Co prawda on jechał bryczką, ale na Ukrainie ""państwo" tylko powozem jeździli". "I tak na każdym kroku cały obyczaj koroniarski wydawał mi się inny, obcy, zdrobniały, zastosowany do szczupłych rozmiarów pól, majątków i domów"4.

Jarosław przedsięwziął podróż do Byszew na zaproszenie swego gimnazjalnego kolegi Józia Świerczyńskiego, entuzjasty sportu, członka Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Patagonia" w Kijowie, który na lekcji trygonometrii zaproponował mu "jazdę do nich do Królestwa"5. Byszewy należały do Józefa Plichty (1860-1931), wuja Józia. W wakacje mieszkała w nich także matka Józia, a siostra Plichty, Helena Świerczyńska (1870-1934), z pięcioma jego braćmi: Wincentym, Janem, Tomaszem, Zygmuntem i Tadeuszem6.

Bracia Świerczyńscy, Kijów 1906 (od lewej) Tadeusz, Zygmunt, Tomasz, Jan, Wincenty, Józef (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)

 

Jarosław miał przebywać w Byszewach na tzw. kondycji, jak się wówczas mawiało, czyli być korepetytorem niektórych z nich.

Projekt mi się podobał, ale swoją drogą nie chciało mi się trochę, bo to nędzna zapłata i pracy dużo. Z Wickiem z piątej-szóstej klasy matematykę i łacinę, a z Józiem z siódmej-ósmej rosyjski i za to (o zgrozo) dwadzieścia rubli za lato i po dziesięć gratyfikacji za każdego zdałego chłopca. Królestwo priwliekło [wabiło - G.S.] i jadę tam zaraz po egzaminach z Józkiem, ale obecnie żałuję swojego postanowienia. Zresztą, co robić?7

Jesienią na egzaminie poprawkowym Wicek oblał matematykę i Iwaszkiewicz nie dostał za niego dziesięciu rubli, czyli połowy obiecanej premii, za całą letnią pracę zarobił ich trzydzieści.

Byszewy należały do rodziny Plichtów, "starej i zasłużonej szlachty"8 herbu Półkozic, od 1803 roku. Kupił je wtedy Teodor Plichta (1755-1833), majątek kosztował 52 tysiące polskich złotych. Oprócz wsi Byszewy należała do niego sąsiednia wieś Moskwa, kolonia Laski i folwark Janów. Po Teodorze majątek, wart naówczas 200 tysięcy polskich złotych, odziedziczył w 1833 roku jego syn, Jan Plichta, a potem - w 1870 - wnuk Włodzimierz. W 1911 roku ród Plichtów był już jednak zubożały. Z pól ciągnących się kiedyś, jak "dawne tradycje twierdziły (...) na wiele kilometrów w tę stronę horyzontu (...) aż po samą Łódź"9, zostało niewiele hektarów. Zarządzał nimi Józef Plichta, syn Włodzimierza, pięćdziesięcioletni kawaler pełniący funkcję sędziego gminnego w pobliskich Lipinach, jak się wydawało ostatni z rodu. Aliści w 1915 roku Józef ożenił się z Zofią Wisłocką, młodszą od niego o 25 lat, i miał z nią pięcioro dzieci, którym nadał imiona bohaterów uwielbianej przez siebie Trylogii Sienkiewicza: Jan, Andrzej, Aleksandra, Helena i Krystyna10.

Byszewy 1911 lub 1912: (stoją od lewej) Wincenty Świerczyński, Jarosław Iwaszkiewicz, NN, (poniżej) Mieczysław Różycki, Józef Plichta, Tadeusz Świerczyński, Helena Świerczyńska, Tomasz Świerczyński (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)

 

Drobiazgowy, niemal fotograficzny opis dworu w Byszewach i jego okolic oraz życia rodziny Plichtów znajduje się w nieopublikowanych wspomnieniach córki Józefa, Heleny Haliny Kaszuby (1922-2007)11.

Po latach w Książce moich wspomnień Iwaszkiewicz tak opisywał urodę tego miejsca:

Byszewy leżą w obszernej dolinie, położonej w trójkącie dróg pomiędzy Brzezinami, Łodzią a Strykowem. Cała ta okolica, jak całe Piotrkowskie, jest lekko falista, pola przegradzają rowy i kamienne płoty, a pełne wdzięku wzgórza urozmaicają licznie rozsiane zbiorowiska kamieni, pełne jeżyn i innych jagód. Od czasu do czasu na takim polu, okrytym żytem lub żółtą płachtą łubinu, stoją samotne kształtne drzewa polnych grusz. Na wzgórzach widnieją lasy lub gaiki - z dala widziany lasek w Buczku - albo od czasu do czasu w dole błyskają lustra stawów ze starymi młynami, stawów, gdzie wśród wykrotów drzemią wielkie raki12.

Nad stawem Poperka, leżącym w połowie drogi między Byszewami i Skoszewami, stał drewniany młyn.

Mam wrażenie, że właśnie ten młyn czarodziejsko wyglądający w mroku nad zarośniętym stawem (...) zapadł mi głęboko w pamięć - i jest pierwowzorem młynów, które tak często spotyka się w moich opowiadaniach13.

Iwaszkiewicz przyjeżdżał do Byszew w 1911, 1912 i 1914 roku, a potem jeszcze w 1929 i 1931. Pobyty te odcisnęły się głębokim piętnem na jego życiu, wspomnieniach i twórczości. Pisał po latach:

Ze wszystkich ludzi i domów, jakie spotkałem w młodości, najważniejszym stał się dla mnie dom w Byszewach, toteż najdłuższy z nim utrzymałem kontakt. Znaczenie jego polegało przede wszystkim na tym, że otwierał on przede mną nieznany mi zupełnie świat ziemiańskiego życia...14

Dwór w Byszewach zbudował na początku XIX wieku Teodor Plichta w stylu klasycystycznym. Został wzniesiony na planie wydłużonego czworokąta, z gankiem wspartym na czterech okrągłych kolumnach i dachem pokrytym drewnianym gontem.

(...) położony jest wśród zielonych łąk w samym środku owej doliny i za dworem ciągnie się cały szereg okrągłych luster wodnych. (...) Niewiele tradycji rodzinnych pozostało w tym domu - na ścianach w jadalni kilka portretów przodków służyło za cel do smagania batem dla Józia i jego braci, a w tak zwanym zielonym pokoju, gdzie i śladu zielonego koloru nie było, leżało na półkach kilka zakurzonych książek15.

Właściciel Byszew, Józef Plichta,

Był to człowiek niezwykły, poważny, mądry jakimś prostym, praktycznym, chłopskim rozumem, z olbrzymim doświadczeniem życiowym i znajomością człowieka, a przy tym umiejący znakomicie opowiadać wszystko, co widział i słyszał. (...) Nienawidził wszelkiej nieszczerości, ale nieszczerość upatrywał także w każdym entuzjazmie, w każdym wysiłku umysłowym, w każdym zamiłowaniu estetycznym. (...) Wszystko, co było literaturą czy sztuką, skazano na banicję z tego domu. Więcej: ścigano pogardą i szyderstwem16.

Poważał tylko dwa dzieła literackie, Trylogię Sienkiewicza i Klub Pickwicka Dickensa.

W 1912 roku Jarosław, już po zdaniu matury a przed rozpoczęciem w Uniwersytecie Świętego Włodzimierza w Kijowie studiów prawniczych (których nie ukończył), ponownie spędził lato w Byszewach, nauczając braci Świerczyńskich: "i w tym roku, jak w poprzednim, mieli mnóstwo poprawek odłożonych na jesień"17. W czasie tego drugiego pobytu opisał tamtejszy dwór w liście do szkolnego kolegi:

Wyobraź sobie wielki biały dom z czterema filarami, ze spadzistym czerwonym dachem. W tym domu ogromna sień - na prawo - wielka sala jadalna, gdzie co dzień zasiada 12 osób - i gdzie autor tej epistoły zjada wielkie czerniny i tym podobne podozory. (Ale wyjątkowo znają tu i niektóre jadalne potrawy). Na lewo jest salon z cymbałami, na których już prawdopodobnie prababka pana Plichty grać nie mogła z powodu rozstrojenia. Ale ja gram. Dalej z sieni - na wprost inne pokoje, mało znaczące i jeszcze mniej interesujące, bo w nich sypiają osoby starsze albo zgoła nikt nie sypia18.

Chłopcy spali "na górce", w dwu pokojach mieszczących się pod dachem byszewskiego dworu, prowadziły na nią

(...) karkołomne schody, na których nocą ku większemu bezpieczeństwu i snadniejszemu nosów tłuczeniu śpi durne psisko, mienione Afapel19. Otóż na owej górce - z lewej jest pokój pani Świerczyńskiej, a z prawej panów Św., Iw. itd. Dwa pokoje. Zajmujemy je tak: ja, Józiek i Janek - jeden, rządca Podczaski, Wicek i Tomek - drugi (...). Kładziemy się bardzo wcześnie - a zasypiamy późno. Długo w noc jeszcze latają buty, moje trepki i tym podobne poduszki. Kłócimy się i dokuczamy sobie, a najwięcej Podczaskiemu, sumujemy wrażenia dnia i układamy plany jutrzejszego20.

Gdy było bardzo ciepło, chłopcy wytaczali na podwórze wozy drabiniaste wyścielone lebiodą i spali w nich nocami21. W drugiej powieści Iwaszkiewicza, Hilary, syn buchaltera, napisanej w 1923 roku, pojawia się nagle znamienne zwierzenie narratora:

Ach, Byszewy, Byszewy, najmłodsze, najukochańsze moje lata. Jeszcze dotąd, gdy o was pełen prostoty myślę, łzy mam w oczach (...). Gdyśmy z przyjaciółmi nago na wozach pod niebem obszernym, nieskończonym sypiali, serce me lękało się nadmiaru tonów i przestrzeni. (...) Jakże naiwne dni owych spędzanie tylekroć na myśl zbłąkaną, zmęczoną przychodzi, gdy zobaczę nad głową roztopione gwiazd oko w nieskończoności nieba22.

W wierszu Pławienie koni (kąpanie koni w rzece lub jeziorze - jak napisze Iwaszkiewicz: "jedna z największych przyjemności mojej młodości"23) poeta powraca nostalgicznie do lata spędzonego w Byszewach i przywołuje Józia oraz jego młodszego brata Janka:

Gdy przyjdzie lato

zrzucę ubranie

będę zupełnie nagi

siądę na konia

i wjadę w wodę

koń mnie poniesie

na głębię

i gdzie nie sięgnie

popłynie

znowu czuć będę

jego muskuły

i słyszeć będę

prychanie

znowu na brzegu

Józio i Janek

brzęczeć łańcuchem

nie przestaną

i wołać dosyć

potopisz konie

i cieniem łąki

pomkniemy

nadzy

mokrzy

mocni

pachnący sianem

i wodą źródeł

jak wtedy24

Bracia Świerczyńscy różnili się wiekiem, ale nie temperamentem. Oprócz smagania batem portretów przodków zajmowali się męskimi rozrywkami, dotąd obcymi Jarosławowi, jazdą konną, pławieniem koni, polowaniem, "foot-ballem", wiosłowaniem, kąpielą w stawach nazywanych źródłami, łowieniem ryb i raków25. Helena Kaszuba relacjonuje:

Najczęściej (...) uganiali po polach, pławili konie "na źródłach", łapali raki przy młynie, jeździli konno i polowali z flowerem (...) starsze źrebaki, które wchodziły w okres oprzęgania [przyuczania do uprzęży - G.S.], trzymane były w osobnym ogrodzeniu. Chłopcy uwielbiali jeździć na nich "na oklep", mieli nawet swoje ulubione koniki i zwykłym fortelem, aby się przejechać, było uchylenie wrót okólnika tak, że źrebięta uciekały w pole. Wtedy chłopcy wołali głośno: "źryboki wylazły" i pomagali fornalowi zaganiać je do ogrodzenia, jeżdżąc wkoło rozproszonego stada, niczym amerykańscy kowboje26.

Plichta i jego sześciu siostrzeńców uznali rozmiłowanego w lekturach Jarosława za "młode, dziwaczne czupiradło"27, odbiegające wschodnim akcentem, wyglądem (zwyczaj chodzenia z gołą głową, w sandałach na bose nogi) i zachowaniem (czytanie tragedii Schillera) od wzoru młodzieńca uznawanego w Byszewach. Nazywali go kpiąco "ojcem Laurentym", w nawiązaniu do postaci franciszkanina z Romea i Julii Szekspira, i uważali "za jakiegoś niemożliwego dziwaka"28. Jarosław uciekał więc z dworu do ogrodu, zaszywał się na pagórku położonym przy przejściu do lasu, by tam, wyciągnięty na ławce pod leszczyną, oddawać się rozkoszy samotnego czytania. Po latach nazwał obyczaje panujące w Byszewach "rodzajem Neandertalu"29, ale twierdził także, że pobyt w tym dworze nauczył go, by nie manifestować spontanicznego entuzjazmu, oraz pozwolił mu zakosztować specyficznej aury.

Dla mnie, wychowanego prawie wyłącznie wśród kobiet, pod opieką matki i pod jej przemożnym wpływem, miało ogromne znaczenie zetknięcie się z atmosferą par excellence męską, a reprezentowaną przez pana Plichtę i jego sześciu siostrzeńców30.

We dworze mieszkały jednak także trzy kobiety: pani Helena Świerczyńska, panna Maria Plichcianka (1864-1939), zwana Marylą, niezamężna siostra Józefa Plichty, która prowadziła mu dom, i panna Zofia, ale dla chłopców zupełnie się one nie liczyły. Czterdziestojednoletnia pani Helena zapewne uważana była przez nich za staruszkę ("do mazura staje w czwartą parę pani Świerczyńska, najczęściej z jednym z młodszych synów, co dość zabawnie wygląda"31), Maryla - za "la folle de la maison" (domową wariatkę), "entuzjastka o gołębim sercu i bardzo ograniczonych możliwościach intelektualnych, wybijała się z ogólnego tonu; toteż była pośmiewiskiem wszystkich"32, a panna Zofia była po prostu "od szycia"33.

Uderza pobłażliwa pogarda, z jaką Iwaszkiewicz pisał po latach o Marii Plichciance, kobiecie ze złamanym sercem - rodzice nie pozwolili jej poślubić ukochanego mężczyzny, nigdy nie wyszła więc za mąż, a jego listy kazała sobie włożyć do trumny, "co oczywiście zostało spełnione i przyczyniło się do stworzenia rodzinnej legendy o miłości wiernej aż po grób"34. We wspomnieniach bratanicy zachował się zupełnie inny jej obraz:

Ciocię Marylkę uwielbialiśmy, stanowiła część rodziny, bez której nie wyobrażaliśmy sobie życia. [Była - G.S.] osobą dość tęgą, o okrągłej twarzy, ubraną zawsze na ciemno, z kameą (z wizerunkiem rodziców) zapiętą pod szyją. Miała głos mocny, dźwięczny i ciepły w brzmieniu. Uporządkowana, opanowana i trochę egzaltowana w swojej pobożności (np. posty odprawiała bardzo ściśle, nie jedząc prawie nic i krasząc potrawy tylko mlekiem), spokojna i łagodna, choć - gdy zachodziła ku temu okazja - uparta. Może była nieco staromodna, żyjąca jakby obok i włączająca się w sytuacjach różnych zatargów między dziećmi35.

Dla byszewskich chłopców ważne były natomiast, i to bardzo, dwie siostry Kurkiewiczówny, piękne panny z Warszawy, dziewiętnastoletnia Zofia i siedemnastoletnia Helena, które spędzały lato w Skoszewach, sąsiednim dworze należącym do ich krewnych, Wandy i Feliksa Zdzitowieckich. Stały się one ich przyjaciółkami, uczestniczkami wspólnych spacerów, tańców, gry w tenisa i krokieta oraz oczywiście partnerkami flirtów. Między Jarosławem, Józefem i Zofią wytworzył się skomplikowany układ emocjonalny. Obaj młodzieńcy zabiegali o jej względy, każdy na swój sposób - Jarosław jako przyjacielski "artysta-ironista"36, Józef jako przyszły kawalerzysta. Jarosław potem długo korespondował z Zofią, wymiana listów zaczęła się już we wrześniu 1911 roku, a Józef się z nią ożenił w 1919. Równocześnie, jak pisze Radosław Romaniuk, autor znakomitej biografii Iwaszkiewicza:

Świerczyński mógł już być w tym czasie kochankiem Iwaszkiewicza, mógł też stać się nim później. Pewne jest, że był on homoseksualną miłością pisarza zrealizowaną w planie erotycznym37.

Emocje tamtego byszewskiego lata odezwały się może wiele lat później w wierszu Lato:

Nikt twojego imienia nie powiedział: lato,

Nikt słowem swym nie zajrzał do twojego wnętrza,

Bo twoja treść - monstrancja jest to przenajświętsza

Przedzielona od świata upalną makatą38.

Homoerotyczne fascynacje Iwaszkiewicza zaczęły się budzić w jego okresie gimnazjalnym, co odnotował w Książce moich wspomnień. Ich podłożem był zachwyt fizyczną urodą kolegów, wspierany poglądami Oscara Wilde'a ("czytał był Doriana Graya, książkę, na którą chorowało całe nasze pokolenie"39) na temat wykwintnej dekadencji40: "mój złocisty kochany Cezarion"41 (o Cesiu Peszyńskim), "ten bardzo ładny chłopiec"42 (o Stefku Knabe), "prześliczny chłopiec (...) piękna twarz, nieprawdopodobny wdzięk, uśmiech wiosenny (...) czarowna postać"43 (o Kostii Masliejewie). Romaniuk konkluduje:

Rodzący się erotyzm (...), jak często dzieje się w tym wieku, skierował się jednocześnie ku przedstawicielkom płci przeciwnej i rówieśnikom, oscylując jednak w stronę tych drugich. (...) Od dzieciństwa otoczony przez kobiety i pod działaniem aury kobiecości Iwaszkiewicz uznawał sferę erotyczną za domenę mężczyzn. (...) Nie przeszkadzało mu to w uwrażliwieniu na urok kobiecości, jednak sferę erotycznych pożądań zaczęły jednoznacznie wypełniać postaci kolegów i przyjaciół44.

Iwaszkiewicz wspominał po latach byszewski trójkąt jako "nastrój nie dramatycznej miłości, ale pogodnej przyjaźni"45 i podsumował:

(...) przyjaźń z kobietą, polegająca na długich godzinach zwierzeń i mówieniu o "innym" i na niezmiernie rozbudowanej korespondencji, na setkach liliowych liścików (...) są tylko okazją dla niej do mówienia o nim - a może tylko o sobie? (...) A przyjaźń z przyszłym wojskowym, wielkim wojskowym, to jakieś zadziwiające budowanie mostów pomimo wszystkiego, co nas dzieli, pomimo wszystkich różnic, zamiłowań, usposobień, charakterów, środowisk, poglądów. (...) z tych zapędów (...) została mi najdłużej trzymająca się myśl o tym wielkim i wspaniale zbudowanym blondynie o pozornie bezmyślnych oczach, przypominających niektóre kwiaty46.

Pisał z nostalgią w powieści Hilary, syn buchaltera:

Jak dobrze jest mieć siedemnaście lat, mieć doskonały apetyt, zwłaszcza z rana, kiedy to chleb i masło są takie przepyszne, słuchać, jak ciocia Marylka gdera na starą Janową, jak indyki, jak kaczki, jak gołębie na podwórku gaworzą; jak Appel szczeka, kowal kuje, bocian klaszcze - - - ach, tenis i krokiet, i jabłka dostałe, i pierwsze najtajniejsze uderzenia serca; radość, lęk wśród źródeł, kamieni tajemniczych, na których - pamiętasz, Józek, swoje wykuliśmy litery? Teraz tam już wysoki stoi las47.

Te litery - JI JŚ - zostały wykute przez chłopców na dużym, płaskim głazie, stojącym pionowo przy drodze prowadzącej przez młody sosnowy lasek z dworskiego parku na łąkę. Halina Kaszuba wspomina:

Prowadziliśmy [do niego - G.S.] naszych gości, wierząc, że pokazujemy pamiątkę historii domu i rodziny. Po wojnie mój brat Janek pragnął zabrać go na własną działkę pod Warszawą, ale już wtedy nigdzie go nie było48.

Radosław Romaniuk twierdzi, że z upływem lat Józio Świerczyński zamienił się w pamięci Iwaszkiewicza w "homoerotyczny archetyp", który rzutował później na jego późniejsze związki miłosne49. Więcej nawet, erotyczny trójkąt, jaki utworzył się między Jarosławem, Zofią i Józefem, zaprogramował literackie modele homoseksualnej relacji pojawiające się potem w różnych dziełach pisarza50. Kobieta stawała się w nich "medium erotycznego zbliżenia" między dwoma mężczyznami51.

Iwaszkiewicz nie tylko nigdy nie zapomniał Józia, ale z mijającymi latami nabierał coraz silniejszego przeświadczenia o znaczeniu Świerczyńskiego w swym życiu. Pisał w dzienniku:

25 grudnia 1974: (...) zupełnie nie wiedziałem, że najważniejszą osobą tamtej epoki był dla mnie Józio. Teraz za późno, nie mogę mu nic powiedzieć, i tylko patrzę na te poblakłe i niedobre fotografie, które wyglądają zupełnie jak cienie, jak fantomy52.

23 kwietnia 1975: (...) cała młodość w Kijowie [ma za patrona - G.S.] tylko Józia Świerczyńskiego, który w tamtym czasie, zdawało się, nie odgrywał tak wielkiej roli w mym życiu. (...) Bardzo dziwne są te perspektywy starości53.

Jarosław Iwaszkiewicz i Józef Świerczyński, lata dwudzieste(fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)

 

Przez trzydzieści lat Iwaszkiewicza łączyła z Józefem Świerczyńskim prawdziwa przyjaźń:

(...) rozumieliśmy się doskonale nawzajem i nigdyśmy sobie nie przeszkadzali, nie włażąc jeden drugiemu w paradę, nie dając sobie rad, które i tak na nic by się nie przydały, nie spierając się nadaremno i nie starając się ani być, ani wydawać się innymi, niż byliśmy w rzeczywistości. Zawsze wobec siebie szczerzy, nie ukrywaliśmy swoich popędów (...)54

Przyjaźni nie mąciła "dobroduszna pogarda"55, z jaką pułkownik kawalerii odnosił się do literackich osiągnięć pisarza. "Nie interesował się żadnymi przebierankami, nie wiedział, pod jakimi nazwami występuje w moich poematach i powieściach (...)"56. Jedyny dowód potwierdzający, że Józef poznał jakieś utwory Iwaszkiewicza, zachował się w jego liście wysłanym do przyjaciela-autora w 1933 roku i dotyczy - co niezwykłe - Panien z Wilka: "Parę dni temu przeczytałem Pannę [sic! - G.S.] z Wilka. Przeczytałem ją z przyjemnością..."57. Może lektura sprawiła mu przyjemność, ponieważ jest to utwór - według określenia samego Iwaszkiewicza - "tak całkowicie byszewski"58 i Józef to zrozumiał. Może to więc nie przypadek, że zmienił tytuł opowiadania i z panien uczynił pannę. To by też tłumaczyło, dlaczego zupełnie nie docenił Brzeziny: "ale tej drugiej noweli z tej książki to nie warto było pisać"59 (opowiadania zostały opublikowane w jednym tomie) - która w żaden sposób nie łączyła się z jego życiem.

Iwaszkiewicz zadedykował przyjacielowi - "Józefowi Świerczyńskiemu" - swą pierwszą powieść Ucieczka do Bagdadu (napisaną w 1916 roku, opublikowaną w 192360), "stylizowaną na romans przygodowo-miłosny"61, której półbaśniowa akcja dzieje się na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie. W jej bohaterach można rozpoznać rysy Józefa i Jarosława, pierwszego w perskim poecie Dżafisie, drugiego w ukraińskim poecie Lwie (miał na drugie imię Leon). Po wielu przygodach i trzech rozmowach o miłości do "wielkiej nieznanej Tajemnicy"62, jakie młodzieńcy przeprowadzili, finał jest taki:

Dżafis chciał pytać, lecz oczy jego spotkały blisko oczy Lwa. Patrzyli w nie głęboko i w milczeniu. Patrzyli długo i bez końca. Zdawało się, że chcą coś powiedzieć, znaleźć jakieś słowo, nazwać coś, co nie może być nazwane, ale nie mogą. Tylko po chwili położyli sobie ręce na ramionach i cicho, spokojnie pocałowali się w usta63.

Drugim utworem dedykowanym "Józefowi Świerczyńskiemu" było opowiadanie Lato (napisane w 1923 roku, opublikowane w 1986), proza poetycka będąca ekstatycznym opisem lata w ogrodzie, gdzie narrator spotyka ukochaną:

I po co ujrzałem Ciebie? Tam, pod ciemnych kasztanów i świerków nachylonym rzędem... Byłaś stopiona z blaskiem przedzierającym się smugami przez liście i byłaś sama jako ta smuga światła. Myślałem, że to nimfa stanęła przede mną naga i cudna: - w ręku miałaś morelę dojrzałą i wonną, złotą jak twoje ciało i słodką jak twoje usta! O królewno! O panno zaklęta! O samotny duchu opuszczonego domu!64

W Adamie, przyjacielu tytułowego bohatera powieści Iwaszkiewicza Hilary, syn buchaltera, będącej "szyderczą repliką modernistycznych powieści o artystach"65, można dostrzec przymioty Józia Świerczyńskiego: "poczciwego", "wiernego przyjaciela", "promieniejącego prostą dobrocią", "kochanego przez wszystkich", lekceważącego twórcze osiągnięcia tytułowego Hilarego, żołnierza walczącego na froncie i ginącego w walce66.

Iwaszkiewicz nadał także rysy Józia Świerczyńskiego bohaterowi pierwszego tomu swej powieści Sława i chwała (1956), Józiowi Royskiemu67: "Zwyczajny sobie chłopak. Bardzo miły oczywiście i może nawet inteligentny, ale natura zupełnie przeciętna"68. Józio dojrzewa w wojsku, zyskuje męską pewność siebie, ma "ruchy wojskowe, wąsy przystrzyżone, nieregularną, ale bardzo piękną twarz"69, kocha sławną śpiewaczkę Elżbietę Szyller. W 1918 roku ginie w potyczce z Ukraińcami, a Elżbieta po piętnastu latach wyznaje swemu bratu Edgarowi: "Ty nie masz pojęcia, jakie on miał ciało (...) Ty nie masz pojęcia, co to jest tak sobie myśleć, że to ciało rozsypało się w proch, w nicość, w ziemię"70.

Józef Świerczyński, ok. 1914(fot. Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku)

 

4 lutego 1973 roku Iwaszkiewicz pisał w swym dzienniku:

To zadziwiające, jak do dziś dnia prześladuje mnie wspomnienie tego ciała sprzed sześćdziesięciu przeszło lat, jak czuję nie tylko jego dotknięcie i jego kształt, że tak powiem jego smak (...) Całe duchowe mięso tego ciała tkwi przy mnie i nie mogę się od niego oddalić. Od lat obróciło się ono w proch, kości jego nie wiadomo, gdzie są, ale gdy teraz napisałem słowo "kości", poczułem dreszcz i żądzę zobaczenia tych kości, chociażby tych kości, dotknięcia ich, przytulenia ich do siebie. I co najdziwniejsze, że nie była to miłość - tyle razy kochałem różnych ludzi, ale właśnie tego człowieka nie kochałem, miałem tylko nabożeństwo do tego tak pięknego ciała71.

Iwaszkiewiczowi ciągle się zdawało, że niedostatecznie uwiecznił Józia Świerczyńskiego w swej twórczości. Po upływie ponad połowy wieku notował w dzienniku - drugi zapis powstał na miesiąc przed śmiercią:

23 kwietnia 1975: Co się tyczy Józka, to trzeba by było kiedyś napisać większy kawałek o nim. Pod względem psychologicznym i pod względem spraw seksualnych może by to było interesujące, bo tak zupełnie do niczego niepodobne i bez precedensów72.

6 lutego 1980: Myślę też o napisaniu rozdziału o przyjaźni z Józiem Świerczyńskim, ale się trochę lękam ekshibicji, bo to taka osobliwa i niespodziewana historia, dla psychologów i seksuologów coś bardzo interesującego73.

Losy sześciu braci Świerczyńskich różnie się ułożyły, obrazują dzieje tamtego pokolenia Polaków, o którym Iwaszkiewicz pisał w 1960 roku:

Było to pokolenie akurat wyrastające na przełomie dwóch epok i płacące srogo za niezrozumienie tych epok czy też za to, że po prostu w tym czasie się urodzili. Zawsze podziw mnie bierze, że ja jakoś wybrnąłem z tych wszystkich okoliczności względnie pomyślnie i że przeżyłem dwie wojny (nawet więcej) i dwie rewolucje74.

Bracia Świerczyńscy: Józef, Wincenty, Tadeusz, Zygmunt, Jan. Na zdjęciu brakuje Tomasza, zmarłego w 1918 roku (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)

 

Pięciu braci Świerczyńskich zostało żołnierzami. Trzej najstarsi wstąpili do rosyjskich szkół wojskowych, choć noszenie munduru armii któregoś z zaborców uważane było w społeczeństwie polskim za dyskredytujące. Ale na początku XX wieku, wobec rysującej się coraz realniej szansy odzyskania przez Polskę niepodległości, młodzi mężczyźni zaczęli rozumieć konieczność kształcenia się w sztuce wojennej mającej służyć do stworzenia podstaw polskiej wojskowości. Kiedy Polska powstanie na nowo, musi mieć armię i dobrze wyszkolonych oficerów, a szansę na to dawały jedynie uczelnie zaborców. Zdobywanie wiedzy u wrogów wymagało determinacji, bo narażało na wstyd i afronty. Iwaszkiewicz tak to opisał:

Wojskowe zamiłowania [Józefa - G.S.] bardzo raziły Zosię [Kurkiewiczównę - G.S.] i całą jej rodzinę. Dopiero w osiem lat potem, kiedy Świerczyński został oficerem armii polskiej, spożytkowując dla niej swoje zamiłowania i wykształcenie otrzymane jeszcze za czasów pokojowych w elizawetgradzkiej szkole kawalerii - Zosia została jego żoną75.

Trzej bracia Świerczyńscy, którzy w czasie pierwszej wojny nosili rosyjskie mundury, w październiku 1918 roku stawili się do służby w nowo powstałym Wojsku Polskim. Brali udział w wojnie polsko-bolszewickiej, potem do 1939 roku byli oficerami w różnych jednostkach.

Józef (1893-1940) dostał się do niewoli sowieckiej w czasie kampanii wrześniowej 1939 roku. Był jeńcem w Starobielsku, został zamordowany przez funkcjonariuszy NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) wiosną 1940 roku w lesie na obrzeżach Charkowa i pogrzebany na terenie dawnej osady Piatichatki. Jego prochy odnaleziono w 1995 roku w masowym grobie polskich oficerów76. W 2007 roku decyzją Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego nadano mu pośmiertnie rangę generała brygady. Iwaszkiewicz uwiecznił śmierć Józefa w poetyckiej formie w Azjatach:

Choć mojej ciszy nic już nie zamąci

Nie rusz mnie. Ja tu dawno w ziemi leżę (...)

Wiele mi miejsca nie trza. Leżę gdzie upadłem

Trafiony kulą w kark77.

Wincenty (1894-1940) także był jeńcem w Starobielsku i został zamordowany przez NKWD78. Postanowieniem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w 2007 roku uzyskał pośmiertny awans na stopień majora. Jan (1897-1969) po uwolnieniu z sowieckiego obozu pracy w Kraju Krasnojarskim wstąpił w 1941 roku do Armii Polskiej dowodzonej przez gen. Władysława Andersa, walczył w bitwie o Monte Cassino i w kilku innych strategicznych miejscach. Zdemobilizowany w Anglii w 1946, nie wrócił już do Polski, osiedlił się w Argentynie. Tomasz (1898-1918) grał w Byszewach na skrzypcach, Iwaszkiewicz pisał, że "jego muzyka wnosiła do całej trzeźwej atmosfery rodziny jakiś akcent bardziej miękki"79. W styczniu 1918 roku wstąpił do III Korpusu Polskiego, został ranny na froncie w Łapach (woj. podlaskie)80, w czasie transportu chorych zaraził się tyfusem, zmarł w Warszawie. Jeden tylko Zygmunt (1900-1982) wybrał karierę cywila, został geodetą, zmarł w Gdańsku. Tadeusz (1904-1978) był najmłodszym, szóstym synem. Mama Helena, zmęczona rodzeniem chłopców i złakniona córeczki, przez kilka lat ubierała go w sukienki i traktowała jak dziewczynkę, co zapisało się w rodzinnej pamięci Świerczyńskich81 i na starych fotografiach. Został żołnierzem, we wrześniu 1939 roku dostał się do niewoli niemieckiej, oflag II-C Woldenberg (Dobiegniew)82. W marcu 1945 roku wstąpił, na krótko, do Ludowego Wojska Polskiego w randze kapitana. Do końca życia nosił w głowie kawałek granatu. Zmarł w domu rencisty w Brzezinach Śląskich83.

Znamiennie ułożyły się też losy Zofii Kurkiewiczówny (1892-1955), panny ze Skoszew. Studiowała w Berlinie w Akademii Handlowej84, gdzie zakochał się w niej jej wykładowca, starszy o trzydzieści lat prof. Werner Sombart, socjolog i ekonomista. W 1918 roku przyjechał do Warszawy z oświadczynami. Zofia tak opisała to wydarzenie w liście do Iwaszkiewicza:

Pamiętasz mego profesora z Berlina - Sombarta, który mnie zawsze emablował, książkami swymi obdarzał itd. Korespondowaliśmy przez te kilka lat. Wypisywał mi zawsze moc czułości w listach, ale ja to brałam za taki ojcowski sentyment. Tymczasem mniej więcej dwa miesiące temu Sombart zjawia się u nas i oznajmia, że przyjechał po to, aby oznajmić, że pragnie, bym została jego małżonką, że mnie kocha tak, jak nigdy żadnej kobiety nie kochał, że to jego "łabędzi śpiew", że jest wreszcie Geheimratem [tajnym radcą], że może bywać nawet na dworze, ma piękną willę w górach Olbrzymich na Śląsku, kilkaset tysięcy rocznego dochodu itd. Wszystko to, plus swoje 52! lata składa u mych stóp. Swoją drogą jest jeszcze bardzo przystojny, interesujący, typ bardziej francuskiego niż niemieckiego uczonego, umysł ogromnie żywy, błyskotliwy, głęboki przy tym. Ale żeby być tak naiwnym. Żal mi go było, bo w strasznym gniewie wyjeżdżał i nasza ciekawa korespondencja musiała się zakończyć. Cóż kiedy nie mogę, choć przyznaję, że byłaby to kariera85.

Prof. Sombart posłużył Iwaszkiewiczowi do stworzenia w opowiadaniu Koronki weneckie II (1941) postaci prof. Żalwata, ekonomisty z warszawskiego uniwersytetu zakochanego w głównej bohaterce Zosi, którą łączy splot emocji z dwoma młodzieńcami, Oswaldem Sosnowskim i narratorem-pisarzem, ukrywającymi homoseksualną orientację, ale to prof. Żalwat zaważy dramatycznie na jej losach86.

Zofia Kurkiewiczówna, 1913(fot. Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku)

 

W listach do Iwaszkiewicza, które nazywała "piorunochronami duchowymi"87, Zofia opisywała swe życie panny na wydaniu, wokół której krążyło wielu młodych mężczyzn starających się o jej rękę. W czerwcu 1918 roku ufnie mu wyznawała:

Gdyby kiedyś wrócił Józek i chciał, bym jego była (...) rzuciłabym wszystko, (...) salony złocone i zbytki, i poszłabym do Józka. Jarosławie, nie śmiej się, błagam, bo to już nie sentyment pensjonarki, to tajemnica najgłębsza, najserdeczniejsza kobiety, która (...) wie, co kochać znaczy. Ja nie pielęgnowałam uczucia mego do Józka (...) Były czasy, gdy wcale o nim nie myślałam. Starałam się zapomnieć. (...) I wiesz, ja ciągle mam nadzieję, mam przeczucie, że Józka mi zapomnieć i wyrzec się nie wolno. (...) Czy ja naprawdę nikogo prócz Józka kochać nie potrafię?88

W lipcu napisała:

Józek tydzień temu przyjechał do Warszawy. (...) Czuję, że ja i całe moje życie zmieniło się najzupełniej (...) Dobrze mi, strasznie, strasznie dobrze. A Józek, nie myślałam nigdy, żeby mógł być taki bardzo kochany. Jednak te trzy [od ostatniego spotkania - G.S.] lata dużo dobrego zrobiły89.

W sierpniu:

Jestem szczęśliwa, aż mi dziwno, tak bardzo szczęśliwa i tak mi dobrze. W najśmielszych mych marzeniach nie przypuszczałam, żeby w Józku były tak wielkie skarby czy uczucia. Nie poznaję go prawie. (...) to jedno było mym najgorętszym marzeniem, jeśli modliłam się kiedy, to o to jedno tylko90.

25 stycznia 1919 roku Zofia wyszła za mąż za Józefa Świerczyńskiego. O ich zaręczynach Iwaszkiewicz napisał:

Zaręczyny te nie były dla mnie niespodzianką, ale ogromną radością. Od siedmiu lat byłem intymnym powiernikiem obu stron i widziałem, jakimi odległymi drogami, z jakimi komplikacjami zdążało do siebie, pomimo wszelkie wewnętrzne i zewnętrzne przeszkody, tych dwoje ludzi91.

Ślub odbył się w kościele Świętego Zbawiciela w Warszawie92. Zofia towarzyszyła potem mężowi we wszystkich miastach garnizonowych, do których był kierowany. Nie mieli dzieci. Po wojnie zamieszkała we Wrocławiu, czekała na powrót męża, łudząc się nadzieją, że Józef przebywa w Anglii, wieść o jego śmierci ją załamała. Ponownie nawiązała korespondencję z Iwaszkiewiczem. Chorowała na serce93, umarła w Warszawie w 1955 roku, została pochowana na cmentarzu Powązkowskim94.

Jarosław Iwaszkiewicz ożenił się z Anną Lilpopówną (1897-1979) w 1922 roku, małżeństwo trwało 57 lat, był ojcem dwu córek, Marii (1924-2019) i Teresy (1928-2012). Miał wiele romansów homoseksualnych. Zmarł w Warszawie, 2 marca 1980 roku, w wieku 86 lat, został pochowany na cmentarzu w Brwinowie95.

W czasie pierwszej wojny światowej podczas bitwy pod Brzezinami, niedaleko Łodzi (przełom listopada i grudnia 1914 roku), Byszewy mocno ucierpiały, z dworu znikły stare meble i portrety przodków pocięte kiedyś batami przez braci Świerczyńskich, w parku pochowano poległych, w drzewach utkwiły niewypały96. W Skoszewach spłonął modrzewiowy dwór Zdzitowieckich i zabytkowy kościół97. Ostatnimi właścicielami Byszew były dzieci zmarłego w 1931 roku Józefa Plichty. W 1940 roku hitlerowcy wyeksmitowali ich z dworu i majątku, przejęła je III Rzesza.

W 1945 roku, po zakończeniu drugiej wojny światowej, Byszewy nie zostały zwrócone rodzinie Plichtów, prawowitym właścicielom. We dworze najpierw ulokowano szkołę, a potem przejął go Urząd Bezpieczeństwa, który więził w nim jeńców niemieckich. Kolejnym użytkownikiem budynku było przedsiębiorstwo "Konsumy" Centrali Nasiennej, a wreszcie Państwowe Gospodarstwo Rolne. Pozbawiony opieki dwór zaczął ulegać ruinie98. Opisała go w liście do Jarosława Iwaszkiewicza Krystyna Pytel-Irzykowska, nauczycielka z Rawy Mazowieckiej, która w 1976 roku nawiązała korespondencję z pisarzem.

Na miejscu dawnego majątku Plichtów znajduje się PGR. Dworek ongiś szlachecki, co tu dużo mówić, przedstawia opłakany widok. Nikt w nim nie mieszka, okna bez szyb, z dachu nad kolumnami wyrasta brzózka. Po lewej stronie resztki gruzów po rozebranej przybudówce czy altanie (...). Przed domem na wpół wyschnięty staw z kaczkami, za domem staw, mostek, pagórek z parkiem i starym, pustym w środku olbrzymim dębem (...). Całość obejścia dworku niestety zaniedbana, szczególnie z tyłu. (...) byszewianie z PGR przyjęli nas wrogo, nie spuszczali z oka (...) aż padło magiczne słowo: Iwaszkiewicz. Proszę Pana, ludzi odmieniło w okamgnieniu (...), mówią o Panu jak o kimś dobrze znanym i bliskim99.

Wstrząśnięty Iwaszkiewicz dopytywał się rozpaczliwie w liście do niej:

Co można zrobić, aby ten dwór ocalić, aby przyśpieszyć jego remont, aby jakoś to zagospodarować? Do kogo mam napisać, czy do konserwatora miasta Łodzi, czy do wojewody łódzkiego?100

Rozpoczęli wspólne starania o odbudowę dworku w Byszewach, która z różnych przyczyn, administracyjnych i finansowych, niezmiernie się przewlekała.

Przygotowując realizację filmu Panny z Wilka, Andrzej Wajda postanowił zawieźć 85-letniego Jarosława Iwaszkiewicza do Byszew. W kwietniu 1978 roku zapisał w swym Notesie:

Jarosław godzi się pojechać do Byszew, gdzie rzecz miała miejsce, i tam pozwoli się sfotografować, opowie o tej sytuacji, postaciach i tym podobne. Uda się więc zabieg, który tak zachwyca w Ogrodach, i w sposób naturalny cofa nas do przeszłości101.

Pojechali 4 czerwca 1978 roku z niedużą ekipą filmową, operatorem był Edward Kłosiński. W Dziennikach Iwaszkiewicz tak opisał swoje wrażenia:

(...) Byszewy są w stanie straszliwym, wycięto kasztany i w ogóle wszystkie drzewa koło dworu i zbudowano tam takie kartonowe mieszkalne domy dla pegeerowców, przed domem szambo i słupy do światła elektrycznego. Sam dom zaczęli odbudowywać i odsłonięto fundamenty - budowali to na polnych kamieniach, ale bardzo solidnie. To wyglądało strasznie, ale lasek za ogrodem śliczny i ta górka, na której zawsze czytałem, i ten wspaniały stary dąb (...) pięknie przetrwał i cała łąka prowadząca do źródeł piękna, różowa od firletek102.

Opłakany stan dworu świadczył o destrukcyjnym upływie czasu, fatalnym zarządzaniu i barbarzyńskim zniszczeniu. Wajda zmontował - z pomocą Haliny Prugar-Ketling - film dokumentalny o tej wizycie Pogoda domu niechaj będzie z tobą... Jarosław Iwaszkiewicz (1979). Stary pisarz chodził ostrożnie, podpierając się laską, po zrujnowanym domu i zaniedbanym parku, wspominał z nostalgią, co kiedyś tu było - weranda, na której wieczorami paliły się lampy, ławeczki, duży pokój jadalny bez ściany działowej, kasztanowa aleja, wielkie orzechy, krzak bzu, klomby kwiatowe - a co znikło bezpowrotnie i zachowało się tylko w jego pamięci i utworach. Mówił do kamery (na zawsze zachował w wymowie kresowe przedniojęzykowo-zębowe ł [??]):

To był dla mnie bardzo ważny dom i smutno mi, że w tej chwili tak wygląda (...) Dom mojej młodości. Nie mieszkałem w nim długo, ale on bardzo długo mieszka we mnie. Powraca w wielu moich opowiadaniach, powieściach, rozkład jego wewnętrzny, jego pokoje, jego meble i ci ludzie, którzy tutaj mieszkali103.

Iwaszkiewicz nie wspominał w filmie o Józefie Plichcie i braciach Świerczyńskich. Powiedział tylko:

Tutaj mieszkali ludzie prości, mili i sympatyczni. Masę anegdotek, powiedzeń, słów, które stąd wyniosłem, zabawnych przeżyć i bardzo głębokich przeżyć. Przecież to są czasy bardzo wczesnej mojej młodości, gdzie się spotykałem z książkami, z ludźmi i z uczuciami, pierwszymi uczuciami miłości.

Pisarz wydawał się pogodny, pogodzony z upływem czasu i zmianami, jakich on dokonuje.

Stary człowiek musi się pocieszać tym, że wszystkie zmiany są na dobre, bo inaczej bardzo by już był pesymistycznie usposobiony. (...) No, [dom - G.S.] postarzał się po prostu, tak samo jak i ja się postarzałem, wszystko się na świecie starzeje i przemija. Na tym polega nasza [pisarzy - G.S.] funkcja, że zatrzymujemy te przemijające momenty.

Nastrój tego przyjazdu po latach do Byszew można odnaleźć w przepełnionym smutkiem i nostalgią wierszu Iwaszkiewicza Odwiedziny miejsc ulubionych w młodości, niepozbawionym jednak w finale nutki optymizmu i nadziei.

Wilgotne, zimne i grożące deszczem

Przepływają obłoki - jesienne łabędzie,

Przychodzę tutaj znowu, by zobaczyć jeszcze,

Czy mnie ten zmarły obraz bardzo wzruszać będzie.

Bez smutku i bez żalu oglądam strumienie,

Gdzieśmy niegdyś gromadnie roili się nadzy,

Ściernie runią porosłe, zagaje, kamienie,

Drzewa w górę wyśmigłe, ścieżki, drogi, miedze.

Dom chyli się do końca, dąb schnie od wierzchołka,

Ogród w las się zamienił, a woda w szuwary,

Gdzie dawniej staw szeroki, dziś wilgotna łąka

Każdy kąt teraz cichszy, obcy, bardziej szary.

Woda płynąca rzeką uniosła widoki

Dawniejsze, na swej szklistej powłoce odbite,

Nic nie zostało z tego - tylko te obłoki

Zawsze w stado pierzaste i pierzchliwe zbite.

Przeminęło. Zamknięte. Skończone. Na wieki!

Nie wstrzymuję tej wody. Odpływa, odchodzi,

Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki,

Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.

I kiedy, obcy tutaj, przemierzam ugory,

Patrzę, jak las świerkowy śpi w zielonym futrze,

Niżeli dawną miłość, wyblakłe upiory,

Wolę ten wiatr dzisiejszy i myśli o jutrze104.

W latach 1978-1982 we dworze byszewskim przeprowadzono wreszcie remont za siedem milionów złotych. Jego oficjalnym zleceniodawcą był PGR Rogów, ale podjęto go za sprawą Iwaszkiewicza, który miał wtedy wpływy u władz jako poseł na Sejm PRL i przewodniczący Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju. Pisał w liście do Macieja Świerczyńskiego: "ze skóry wyłaziłem, aby go [dwór w Byszewach - G.S.] ocalić i odrestaurować"105. Swoje starania zaniósł nawet "przed wysoki ołtarz"106, czyli rozmawiał z Edwardem Gierkiem, ówczesnym pierwszym sekretarzem PZPR. Remont okazał się jednak fatalny w skutkach: wymieniono fragmenty ścian nośnych i działowych, przesunięto drewniane schody w sieni, usunięto stare kaflowe piece, założono centralne ogrzewanie. PGR zmienił nazwę na Przedsiębiorstwo Rolniczo-Przemysłowe w Łodzi, Zakład Byszewy, ale nadal nie wiedział, jak ma zagospodarować dwór. Stał więc nieopalany (nie kupiono bowiem koksu), na świeżych tynkach porobiły się wykwity107. Planowano zorganizować w nim świetlicę dla pracowników108, ale dwór zaczął niszczeć na nowo.

W latach dziewięćdziesiątych XX wieku Byszewy stały się własnością Agencji Rolnej Skarbu Państwa. Roszczenia do dworu zgłosili spadkobiercy rodziny Plichtów109, ich starania długo pozostawały bezowocne ze względu na brak stosownej ustawy reprywatyzacyjnej. W dniu 26 stycznia 2009 roku we dworze wybuchł pożar. Jego przyczyną było prawdopodobnie zaprószenie ognia przez nietrzeźwego mężczyznę, który przebywał w jego wnętrzu. Akcję gaśniczą utrudniał zatarasowany dojazd do dworu i brak dostępu do wody. Spłonęły meble i gontowy dach, ocalały mury i fundamenty, które nasiąkły wodą, zalaniu uległ także dębowy parkiet, uszkodzone zostały kominy powyżej parteru110. W latach 2010-2012 dzierżawiąca dwór Agencja Nieruchomości Rolnych Oddział Terenowy w Warszawie, Filia Oddziału w Łodzi, odbudowała spalony budynek kosztem około dwu milionów złotych. Roboty budowlane, prace konserwatorskie i restauratorskie przywróciły mu jego pierwotny kształt z XIX wieku. Planowana od dawna muzealna izba pamięci Jarosława Iwaszkiewicza111 jednak nie powstała, a tablica pamiątkowa umieszczona w dziesiątą rocznicę śmierci pisarza na fasadzie dworu została zdjęta (przechowuje ją Centrum Kultury i Ekologii w Plichtowie). Od 2017 roku przez pewien czas we dworze mieścił się Rodzinny Dom Dziecka.

W 2021 roku spadkobiercy rodziny Plichtów - na mocy wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie - stali się na powrót właścicielami dworu w Byszewach. W dokumentalnym filmie Pożegnanie z Byszewami (2023) Viktorii Marinov o historii dworu i jego mieszkańcach opowiadają wnuczki Józefa Plichty, Ewa Zgórniak i Joanna Rodziewicz, czytane są też wspomnienia jego córki Heleny Kaszuby i Jarosława Iwaszkiewicza. Wnuczki stwierdzają zgodnie, że odzyskanie dworu przyszło "za późno" dla nich obu i dla całej rodziny nieczującej już związku z rodzinną posiadłością. Prawdopodobnie dwór zostanie sprzedany.

Dworek w Byszewach, 2024 (fot. Grażyna Stachówna)

 

Dąb Jarosław, pagórek i staw, 2024 (fot. Grażyna Stachówna)

 

Wokół byszewskiego dworu znajduje się zaniedbany park o powierzchni ponad dwu hektarów. Po wojnie wycięto w nim wiele starych drzew. Zabytkiem przyrody jest prawie całkowicie spróchniały ponad sześćsetletni dąb szypułkowy o obwodzie około sześciu metrów, nazwany Jarosławem. W południowej części parku nadal istnieje wzniesienie, na którym Iwaszkiewicz czytywał książki osłonięty krzewem leszczyny. Zachował się staw, ale zmniejszony i porosły rzęsą.

Gdy Józef Plichta umierał w styczniu 1931 roku, wezwał do siebie Iwaszkiewicza.

Miał on już tylko jedną prośbę do mnie: abym zaraz, natychmiast, na poczekaniu, kupił od niego Byszewy. Scena była naprawdę tragiczna: pan Józef był już na pół przytomny, a jego żona z pięciorgiem drobnych dzieci sama nie wiedziała, co począć. Pomimo to starałem się wytłumaczyć, że nie mogę tak od razu zgromadzić potrzebnej gotówki, że nie mam pojęcia o gospodarowaniu - a Byszewy, ostatnio bardzo zapuszczone, wymagały energicznej ręki - pomimo że przedstawiałem, że nie mogę wykorzystywać w ten sposób chorego i nieorientującego się już w sprawach materialnych człowieka, który za bezcen oddaje mi rodzinny majątek - chciano wzywać natychmiast rejenta i spisywać akt sprzedaży. Oczywiście do tego nie doszło112.

Helena Kaszuba, córka Józefa Plichty, naówczas dziewięcioletnia, dodaje:

Podobno w czasie tej ostatniej wizyty, tatuś usilnie chciał sprzedać mu [Iwaszkiewiczowi - G.S.] Byszewy? Myślę, że mama i ciocia nie wyraziłyby na to zgody - ciocia Maryla miała w Byszewach swoje "sumy" i dożywocie113.

Urok i aura Byszew zostały z Jarosławem Iwaszkiewiczem na zawsze. O pobytach w tym dworze napisał po latach:

Dnie i noce zmieniały się niepostrzeżenie i każdy dzień, każda noc miały swój zapach, swój dotyk, swój smak, podobny do smaku miłości. Zapadały głęboko w serce, aby się kiedyś odrodzić, pojawić na powierzchni świadomości, pomnożyć moją wiedzę o życiu. (...) Elementy byszewskie: dwór z kolumnami, "źródła", łąki, rzeczka, młyn, panny z sąsiedztwa, bliskość dwóch dworów, rozsądny stary wujek, młodzieńcza miłość, młodzieńcza przyjaźń - odnajdują się we wszystkim, co napisałem. (...) Byszewy stały się (...) moją własnością w literaturze114.

1 Jarosław Iwaszkiewicz, Podróże do Polski, red. Paweł Hertz, Wydawnictwo "Alfa", Warszawa 1987, s. 115.

2 Tamże, s. 10.

3 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 98.

4 Wszystkie cytaty tamże, s. 98-99.

5 Tamże, s. 94.

6 O ojcu chłopców, Józefie Makarym Świerczyńskim (1863-1913) herbu Ostoja, Iwaszkiewicz nie wspomina. Z zawodu był prawnikiem po studiach w Zurichu i Heidelbergu, pracował jako inspektor w kijowskim oddziale Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia. Za: Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem..., 1983, tekst nieopublikowany, w posiadaniu autorki. W nekrologu opisano go jako "inspektora ubezpieczeń; inspektora warszawskiego towarzystwa; rejenta", za: https://www.sejm-wielki.pl/b/psb.34682.2 (dostęp: lipiec 2023).

7 Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, oprac. Agnieszka i Robert Papiescy, Czytelnik, Warszawa 2010, s. 94-95.

8 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 100.

9 Tamże.

10 Iwaszkiewicz błędnie podaje Barbara, zamiast Krystyna. Tamże, s. 103.

11 Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, s. 31-112, tekst nieopublikowany, w posiadaniu autorki.

12 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 99-100.

13 Tamże, s. 100.

14 Tamże, s. 97.

15 Tamże, s. 100.

16 Tamże, s. 101-102.

17 Tenże, Wspomnienia akademickie, "Twórczość" 2005, nr 2-3, s. 63.

18 Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, 2 lipca 1912, w: Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina, red. Robert Papieski, Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, Podkowa Leśna 2011, s. 76.

19 W innych tekstach Iwaszkiewicza: wyżeł Appel lub Apel.

20 Jarosław Iwaszkiewicz, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 76-77.

21 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 111.

22 Tenże, Hilary syn buchaltera, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 77.

23 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 111.

24 Tenże, Pławienie koni, cz. 2, w: tenże, Liryki, wybrał Autor, uzupełnił Jerzy Lisowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 268-269.

25 Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 77.

26 Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 142.

27 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 101.

28 Tamże.

29 Tenże, Podróże do Polski, dz. cyt., s. 10.

30 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 103.

31 Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 78.

32 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 101.

33 Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 78.

34 Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 131.

35 Tamże, s. 131-132.

36 Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, Wydaw­nictwo Iskry, Warszawa 2012, t. 1, s. 118.

37 Tamże, s. 119.

38 Jarosław Iwaszkiewicz, Lato, w: tenże, Liryki, dz. cyt., s. 41.

39 Tenże, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 10.

40 Aleksandra Giełdoń-Paszek, Obywatel Parnasu. Sztuki piękne w życiu i twórczości Jarosława Iwaszkiewicza, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2014, s. 23-33.

41 Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, dz. cyt., s. 33.

42 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 67.

43 Tamże, s. 231-232.

44 Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 1, s. 95.

45 Jarosław Iwaszkiewicz, Ogrody, w: tenże, Sny, Ogrody, Sérénité, Czytelnik, Warszawa 1985, s. 45.

46 Tamże, s. 47.

47 Jarosław Iwaszkiewicz, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 77.

48 Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 54.

49 Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 1, s. 120-121.

50 Tamże, s. 122.

51 German Ritz, Jarosław Iwaszkiewicz. Pogranicza nowoczesności, tłum. Andrzej Kopacki, Universitas, Kraków 1999, s. 100.

52 Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980, oprac. Agnieszka i Robert Papiescy, Czytelnik, Warszawa 211, s. 421.

53 Tamże, s. 440 i 441.

54 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 113.

55 Tamże.

56 Tenże, Ogrody, dz. cyt., s. 46.

57 Józef Świerczyński, List do Jarosława Iwaszkiewicza, Podbrodzie, 13 marca 1933, Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, sygn. A.K.J.I. 591/244.

58 Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, dz. cyt., s. 136.

59 Józef Świerczyński, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.

60 Jarosław Iwaszkiewicz, Ucieczka do Bagdadu, Tow. Wydawnicze "Ignis" S. Akc., Warszawa 1923.

61 Maria Jędrychowska, Wczesna proza Jarosława Iwaszkiewicza, Polska Akademia Nauk, Oddział w Krakowie, Prace Komisji Historycznoliterackiej nr 37, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1977, s. 8.

62 Jarosław Iwaszkiewicz, Ucieczka do Bagdadu, dz. cyt., s. 75.

63 Tamże, s. 96.

64 Tenże, Lato, w: tenże, Utwory nieznane, Czytelnik, Warszawa 1986, s. 13.

65 Ryszard Przybylski, Eros i Tanatos. Proza Jarosława Iwaszkiewicza 1916-1938, Czytelnik, Warszawa 1970, s. 67.

66 Wszystkie cytaty za: Jarosław Iwaszkiewicz, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 7, 78, 36, 76, 133.

67 Swą "powierzchowność" Józio zawdzięcza także, wedle notatki Iwaszkiewicza, Jurze Mikłucho-Makłajowi, gimnazjalnemu przyjacielowi zabitemu na ganku własnego domu przez ukraińskich chłopów w 1918 roku. Za: Andrzej Zawada, Jarosław Iwaszkiewicz, Wydawnictwo "Wiedza Powszechna", Warszawa 1994, s. 307 i 26.

68 Jarosław Iwaszkiewicz, Sława i chwała, t. 1, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 12.

69 Tamże, s. 59.

70 Tenże, Sława i chwała, t. 2, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 11.

71 Tenże, Dzienniki 1964-1980, dz. cyt., s. 339.

72 Tamże, s. 440.

73 Tamże, s. 619.

74 Tenże, Wspomnienia akademickie, dz. cyt., s. 60.

75 Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 103.

76 Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 2, s. 92.

77 Jarosław Iwaszkiewicz, Azjaci, cz. III, w: tenże, Mapa pogody, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 9.

78 Obaj bracia Świerczyńscy, Józef i Wincenty, figurują w: Charków. Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego, red. Jędrzej Tucholski, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Warszawa 2003, s. 553.

79 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 105.

80 Wacław Berka, O polski czyn zbrojny na Wschodzie 1914-1918, nakładem Komitetu Obywatelskiego Obchodu Dziesiątej Rocznicy Powstania Polskiej Ligi Wojennej Walki Czynnej, Warszawa 1925, s. 109.

81 Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem..., dz. cyt.; Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 139.

82 Na liście więźniów Woldenberga figuruje pod numerem 5148, http://woldenberczycy.pl/wp-content/uploads/2018/01/Lista-lubuska-Jencow-Oficerow-Oflagu-IIC.pdf (dostęp: sierpień 2023).

83 Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem..., dz. cyt.

84 Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 2, dz. cyt., s. 136.

85 Zofia Kurkiewiczówna, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 22 czerwca 1918 - pisownia uwspółcześniona, Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, sygn. A.K.J.I. 591/244.

86 Aleksander Madyda, Jarosław Iwaszkiewicz jako pisarz autobiografizujący (Na przykładzie opowiadań: "Koronki weneckie I", "Koronki weneckie II", "Dzień sierpniowy", "Tatarak", "Opowiadanie z psem"), "Roczniki Humanistyczne" 2018, z. 1, s. 44-52.

87 Zofia Kurkiewiczówna, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.

88 Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.

89 Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 16 lipca 1918, tamże.

90 Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 28 sierpnia 1918, tamże.

91 Jarosław Iwaszkiewicz Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 157.

92 Relacja pani Bożenny Dereckiej-Dupuis.

93 Jarosław Iwaszkiewicz, List z 3 kwietnia 1979 do Macieja Świerczyńskiego, w: Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia, red. Anna Król, Wilk&Król Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2014, s. 171.

94 Nekrolog, "Życie Warszawy" 1955, nr 164, s. 5.

95 Ludwika Włodek, Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2021.

96 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 109.

97 Andrzej Sznajder, Panny ze Skoszew, https://www.e-kalejdoskop.pl/literatura-a215/panny-ze-skoszew-r897 (dostęp: lipiec 2023).

98 Historia majątku i dworu w Byszewach, w: Blog internetowy Macieja Zygmunta Świerczyńskiego, Projekt Genealogiczny, https://projektgenealogiczny.blogspot.com/2023/06/swierczynscy-w-kijowie.html (dostęp: sierpień 2023).

99 Krystyna Pytel-Irzykowska, List do Jarosława Iwaszkiewicza, Rawa Mazowiecka, 20 lipca 1976, w: Jarosław Iwaszkiewicz, Krystyna Pytel-Irzykowska. Korespondencja, "Twórczość" 2020, nr 2, s. 95.

100 Jarosław Iwaszkiewicz, List do Krystyny Pytel-Irzykowskiej, Stawisko, 29 lipca 1976, tamże, s. 96.

101 Andrzej Wajda, 27 kwietnia 1978, Notes nr 68, brak numeracji stron, Archiwum Andrzeja Wajdy przy Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków. Cytaty z Notesów, które znalazły się w ich wersji drukowanej, opisuję także dodatkowo: Andrzej Wajda, Notesy 1942-2016. Wybór, t. 1: 1942-1978, przepisali, opracowali i indeksem opatrzyli Tadeusz Lubelski, Agnieszka Morstin, Universitas, Kraków 2024, s. 511.

102 Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980, dz. cyt., s. 539-540.

103 Ten i dwa następne cytaty pochodzą ze ścieżki dźwiękowej filmu Pogoda domu niechaj będzie z tobą... Jarosław Iwaszkiewicz (1979) w reżyserii Andrzeja Wajdy.

104 Jarosław Iwaszkiewicz, Odwiedziny miejsc ulubionych w młodości, w: tenże, Dzieła. Wiersze, 1958, dz. cyt., s. 376. Dziękuję pani dr Teresie Rutkowskiej za zwrócenie mojej uwagi na ten wiersz.

105 Tenże, List z 23 lutego 1979 do Macieja Świerczyńskiego, w: Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia, dz. cyt., s. 170.

106 Tenże, List do Krystyny Pytel-Irzykowskiej, Stawisko, 26 stycznia 1977, w: Jarosław Iwaszkiewicz, Krystyna Pytel-Irzykowska. Korespondencja, dz. cyt., s. 107.

107 Paweł Tomaszewski, Gdzie te panny, gdzie to Wilko..., "Odgłosy" 1983, nr 7, s. 1 i 7.

108 Tadeusz Brzozowski, Dworek w Byszewach i PGR, "Odgłosy" 1983, nr 11, s. 11.

109 Michał Meksa, Remont dworku w Byszewach i spór o własność, https://lodz.naszemiasto.pl/remont-dworku-w-byszewach-i-spor-o-wlasnosc/ar/c8-1029097 (dostęp: lipiec 2023).

110 "Rzeczpospolita", Spłonął dwór w Byszewach, https://www.rp.pl/kultura/art7708811-splonal-dwor-w-byszewach (dostęp: wrzesień 2023); Marcin Bereszczyński, Byszewy: Dworek zabezpieczony, ale tylko na cztery lata, "Dziennik Łódzki" 16 marca 2009, https://dzienniklodzki.pl/byszewy-dworek-zabezpieczony-ale-tylko-na-cztery-lata/ar/94590 (dostęp: wrzesień 2023).

111 (B.St.), Na ratunek zabytkom. W klimacie "Trylogii"..., "Życie Warszawy" 1979, nr 76, s. 3.

112 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 114.

113 Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 24.

114 Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 112, 113, 114.