Trzynastu Morderców - Maya Szymańska

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Po śmierci

Alicja zrozumiała, że nie słyszy nic poza doskonałą ciszą. To było pierwsze, co do niej dotarło, gdy otoczyła ją błoga ciemność. Potem odkryła, że nic ją już nie boli. To dobrze, pomyślała, ale natychmiast zrozumiała, jak bardzo się myli. Ich samolot zaczął spadać. Pojedyncze obrazy majaczyły w jej wspomnieniach, choć nie do końca umiała je poukładać w logiczną całość. Coś na granicy świadomości, jakaś jedna, natrętna myśl...

- Umarłam - szepnęła, natychmiast zmuszając się do otworzenia oczu.

Ujrzała jasność tak rażącą, że natychmiast opuściła powieki. Ktoś delikatnie ujął jej dłoń i ścisnął. W tym jednym geście było tak wiele desperacji, a jednocześnie tak dużo zaufania. Wiedźma ponownie spróbowała otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła. Musiała sprawdzić, kto wyszedł jej na spotkanie.

- Sky? - spytała ze zdziwieniem, gdy rozpoznała niską kobietę stojącą tuż obok niej.

Piromanka skinęła głową na powitanie. Była blada i lekko drżała, ale stała dumnie wyprostowana, jakby rzucała wyzwanie samej śmierci. "Na to jedno już trochę za późno" - pomyślała Alicja, rozglądając się dookoła.

Niewiele mogła podziwiać. Obie stały w centrum dużego holu wyłożonego białymi kaflami. Właściwie wszystko dookoła było białe, poza kilkoma złotymi i czerwonymi akcentami. Tuż przed umarłymi znajdowały się schody prowadzące do góry. Piękne, szerokie, zdobione złotymi poręczami.

- Schody do nieba - szepnęła wiedźma, a potem lekko pokręciła głową.

No cóż. Nigdy nie była dobrym człowiekiem i wiedziała, że tak się to skończy, ale mimo wszystko poczuła teraz ukłucie żalu. Schody zablokowano czerwoną szarfą rozpostartą między dwoma złotymi słupkami. Na środku szarfy zawieszono tabliczkę z pięknie wykaligrafowanym napisem: "Wstęp wzbroniony". Wiedźma nie miała wyboru. Pozostała jej już tylko jedna droga.

- A zatem windą prosto do piekła - powiedziała cicho do siebie.

Spojrzała na windę znajdującą się tuż obok schodów, do której prowadził czerwony dywan. Sama winda, pozbawiona luster, w środku też okazała się czerwona. Jedynie panel kontrolny z dwoma guzikami wykonano w złocie. Alicja domyśliła się, jakie to guziki - w dół i zamykający drzwi. No cóż, przynajmniej nie będzie mogła się pomylić. Już miała dać krok w kierunku urządzenia, gdy dotarło do niej, że i tam znajdują się dwa złote słupki, a między nimi łącząca je czerwona szarfa i tabliczka z napisem: "Nieczynne".

- Co teraz? - Usłyszała ciche pytanie Sky.

"No właśnie..." - pomyślała, sama się nad tym zastanawiając. Co teraz? Za nimi nie było nic, a przed nimi dwie zablokowane drogi. Jakby śmierć zdawała się niewystarczającą karą. Nie chciało ich Niebo, nie pragnęło ich Piekło, zostały skazane na trwanie w zawieszeniu. Tylko czemu obie naraz, jeśli ciężar ich win był wyraźnie różny?

- Nie wiem, Sky - odpowiedziała po stanowczo zbyt długiej chwili ciszy. - Nie mam pojęcia.

- Czy to powinno tak wyglądać? - Niższa kobieta spojrzała na Alicję, wyraźnie wystraszona.

- Nie jestem pewna, ale chyba nie.

- Myślisz, że uda nam się obejść tę szarfę na schodach? - Cień nadziei zawitał w głosie niższej.

- Nie sądzę, by to było tak łatwe.

Mimo że wiedźma użyła możliwie jak najdelikatniejszego tonu, trzymająca ją dłoń Sky zacisnęła się ze strachu.

Podczas gdy dusze obu kobiet zastanawiały się, co dalej, za ich plecami

czasoprzestrzeń została rozdarta, a z odwiecznego mroku wyłoniły się dwie silne ręce. Szczupłe dłonie wystrzeliły z szybkością atakującej kobry, pochwyciły ramiona obu ofiar katastrofy lotniczej i wciągnęły je w mrok. Melodyjny głos, w którym pobrzmiewała wyraźnie złość, wysyczał cicho:

- Jeszcze z wami nie skończyłem!

Zawsze najtrudniej jest porozmawiać

Weszli do pokoju, zamknęli za sobą drzwi. Posadzili Francuzkę na łóżku, a potem spojrzeli po sobie. Każde z nich skupiło się i na swój sposób dołożyło wszelkich starań, aby kobieta nie dała rady uciec. Hipnotyzer nie spuszczał jej z oka, a w umyśle miał już gotowych kilka praktycznych komend. Wiedźma przeskanowała otoczenie i rozszerzyła bariery. Cień sprawdził najbardziej prawdopodobne warianty przyszłości.

- No i? Będziecie się tak na mnie gapić? - spytała wściekła pojmana.

- Pokój czysty i odcięty. - Alicja zignorowała ją bez większego problemu, tak samo jak widzący, który oznajmił spokojnie:

- Michaił, jeśli nie odsuniesz się od biurka, istnieje realne ryzyko, że dosłownie wydrapie ci oko, jak tylko przestaniesz ją kontrolować.

- Dobrze wiedzieć - odpowiedział blondyn, podchodząc bliżej wiedźmy i obserwując uważnie Francuzkę.

Zapadła cisza, w trakcie której Alicja uważnie obserwowała nowo poznany talent. Śledziła każdy kanał mocy płynący w jej ciele, jak również sprawdzała siłę pola energetycznego. Rutynowa procedura, ale przyłożyła się do niej i nie pominęła niczego. Poznała wszystkie słabe punkty, przygotowała potencjalny sposób ataku, który obezwładniłby kobietę bez wyrządzenia jej krzywdy.

- Nie mam na to czasu! - wrzasnęła Francuzka, a Michaił przetłumaczył to pozostałym.

- Znasz angielski? - spytała Alicja.

- Pieprz się - Usłyszała w odpowiedzi po francusku.

- Zna - oznajmiła spokojnie wiedźma, gdy zobaczyła odpowiedź w aurze kobiety. - Przechodzimy na angielski, panowie, bo szkoda czasu na tłumaczenie wszystkiego.

- Jeb się. Nic ci nie będę ułatwiać! - warknęła tamta.

Hipnotyzer nie musiał tego tłumaczyć. Wszyscy domyślili się przesłania skrytego za pełnym nienawiści tonem. Wiedźma uśmiechnęła się i splotła ręce na piersi. Przez chwilę przyglądała się sufitowi, po czym spokojnie zaczęła mówić, używając angielskiego:

- Wiesz, kim jesteś i po co my tu jesteśmy. Wiesz, że nie zamierzamy cię skrzywdzić, ale rozumiesz też, że wszyscy się wzajemnie potrzebujemy. To, czego zapewne się nie domyślasz, to obecnego stanu rzeczy. Skrócono nam nasz cenny czas i odebrano życia, które mogliśmy przeżyć. Nikt nie pytał nas o zdanie, więc i mnie nie interesują twoje odczucia. Mamy robotę do zrobienia i tyle. Nic więcej, nic mniej. Po skończonej misji grzecznie umrzemy. Brzmi łatwo, prawda? Jest jeden problem. Nikt jeszcze nie wie, co do diabła mamy zrobić, kiedy ani gdzie. Wiemy za to, w przeciwieństwie do ciebie, że jeśli zawiedziemy, to śmierć będzie rozkoszą w porównaniu z tym, co zrobią z naszymi duszami. Kto? Bóg jeden raczy wiedzieć, ale obstawiam w pierwszej kolejności tych, którzy nad nami czuwają. Oczywiście widzę dalej, że niewiele cię to wszystko obchodzi, zadufana w sobie ignorantko. Zacznę zatem od czegoś bardziej realnego. Na szyi masz wisiorek, który łączy cię z kimś zmarłym. Z twoją babcią, dokładniej rzecz ujmując. Staruszka miała cholerny talent i teraz użycza ci go, gdy jest ci potrzebny. Twój dar ma zupełnie inny charakter. Bez wsparcia zmarłej nie wiedziałabyś nawet, że cię szukamy. Czym się zajmujesz? Na pewno nie leczeniem, bo inaczej wiedziałabyś o nadżerce...

- Wiem o niej. - Głos kobiety był cichy, pełen napięcia, ale też niepokoju. Wojowniczy duch nagle gdzieś przepadł.

- Ach, to tym lepiej. A wiesz o guzie w lewej piersi? Nie, nie wiesz. Widzę to po oczach. Nie wiesz też zapewne o predyspozycji do hemoroidów, które rozwiną się za niespełna rok. A co ze stopami? Wciąż nosisz wysokie szpilki, ale za pięć lat ból będzie nie do zniesienia i odłożysz je na zawsze. Ty, której tak zależy na pięknym wyglądzie. Co cię bardziej zaboli? Brak możliwości noszenia ulubionych butów czy konieczność poddania się bardzo bolesnej i trudnej operacji?

Francuska patrzyła na Alicję w milczeniu. Reszta czekała na to, by się odezwała. Pewność siebie powoli zaczęła blednąć. Kim do cholery byli ci ludzie? Nie, nieważne, kim byli oni. Kim, kurwa, była ona?

- Nie możesz tego wszystkiego wiedzieć. - Chciała, by zabrzmiało to pewnie, ale wyszło słabo i niemalże jak pytanie.

- Mogę. Mogę się dowiedzieć wiele więcej, tylko po co? Musiałabym się wysilić, a na tym etapie wcale nie jestem pewna, czy jesteś tego warta. Mogę jednak poprosić o to Cienia.

Wspomniany mężczyzna uśmiechnął się paskudnie, po czym pokręcił lekko głową, mówiąc:

- Ja też nie jestem pewien, czy mam po co się wysilać. Nie uwierzy w nic, co jej powiem, ale uwierzy w brutalną siłę, gdy powalisz ją na ziemię, nie ruszając się z miejsca. Jeśli jednak miałbym się czymś popisać, to poczekaj... A tak. Nie dobiegniesz do drzwi. Przykro mi, ale na twoim miejscu nawet bym nie próbował. Będziesz uważała, że walczysz o swoją wolność, ale nie wiesz, czym jest wolność. Nie masz o niej bladego pojęcia. Żadne z nas nigdy się tego nie dowie. Ale cóż, przynajmniej będziemy się razem dobrze bawić.

Słysząc to, parsknęła poirytowana, ale nic nie powiedziała. Spojrzała na ostatniego z tej dziwnej trójki.

- Jestem hipnotyzerem. Co umiem, przekonałaś się na własnej skórze. Nie patrz na mnie z takim wyrzutem. Ja poznałem ich w jeszcze mniej przyjemnych okolicznościach, i to zaledwie wczoraj.

- Skoro już sobie chociaż tyle wyjaśniliśmy, to oddamy ci twoje ciało...

- Na pewno? - spytał Michaił, nieprzekonany ani trochę.

- Na pewno.

Mężczyzna skinął niechętnie głową, po czym pstryknął palcami, powiedział coś po rosyjsku i nagle Francuska znów mogła się swobodnie poruszać. Siedziała przez chwilę, zaskoczona takim obrotem spraw, ale nie trwało to długo. Skoczyła niczym pantera w kierunku Rosjanina, mylnie biorąc go za najniebezpieczniejszego z całej trójki. Nim dała w jego kierunku dwa kroki z trzech, dzielących ich, potworny ból dosłownie eksplodował w jej podbrzuszu i zupełnie podciął jej nogi. Upadła na kolana, niezdolna do krzyku. Z zaciśniętego gardła nie mogła wydobyć żadnego dźwięku, nie mogła też zaczerpnąć powietrza. Co się stało? Postrzelili ją? Uderzyli? Łzy popłynęły jej po policzkach, oczy nie mogły na niczym skupić, świadomość powoli zaczęła jej uciekać. "Co oni mi zrobili?!" - krzyczała w myślach.

- Brutalna siła jest jednak najlepsza - oznajmiła spokojnie Alicja, wreszcie zaczynając rozumieć Nielekarza. - Jak przypierdolisz, to wysłucha i zrozumie. Jak chcesz spokojnie porozmawiać, to nic nie dociera.

- Ona umiera? - spytał hipnotyzer zafascynowany widokiem.

- Nie. Traci przytomność - odpowiedziała spokojnie wiedźma, patrząc, jak głowa Francuski opada bezwładnie na hotelowe panele.

Czym ty, kurwa, jesteś?

Alicja odzyskała powoli przytomność. Rozejrzała się dookoła, dostrzegła przerażone miny pozostałych, zamknęła oczy. "O nie, kurwa, nie jestem na to gotowa" - pomyślała, poważnie rozważając możliwość ucieczki. Był tylko jeden problem. Można uciec wszędzie i od wszystkiego poza sukinsynem w czarnych włosach.

- Co się dzieje? - spytała, po raz kolejny otwierając oczy i tym razem zmuszając się do podniesienia z łóżka.

Odpowiedziała jej cisza, która doskonale wpasowała się w konwencję tego typu scen. Teraz powinna zadać jeszcze jedno tanie pytanie, po czym zwyczajnie wszyscy zaczną się przekrzykiwać, a ona i tak żadnego z nich nie zrozumie. Klasyka.

- Cień, mów - warknęła, jawnie gardząc wszelkimi schematami rządzącymi konwencją.

- Może i bym ci coś powiedział, gdybym wiedział, czego byłem świadkiem - jęknął mężczyzna wywołany do odpowiedzi. - Leżałaś i nic nie mogliśmy zrobić. Nic. Ani tego, czego oczekiwałaś, ani nawet nie mogliśmy cię wybudzić. Potem głos od Michaiła powiedział, że nikt nie przełamie twoich zabezpieczeń, bo...

- Dobra, nieważne.

Wiedźma machnęła ręką, zirytowana, po czym spojrzała na Amelię. Nie powiedziała nic, ale i nic mówić nie musiała. Jej wzrok wyraził wszystko - najczystszą pogardę zmieszaną z rozczarowaniem. Siedząca na podłodze kobieta była jednak wciąż zbyt przerażona, by zwrócić na cokolwiek uwagę. Była w szoku - i to głębokim.

- Czy jest cokolwiek sensownego, co chcielibyście mi powiedzieć? - spytała w końcu niechętnie.

- Czym ty, kurwa, jesteś? - jęknął przyglądający jej się uważnie Michaił.

- Czym? - Zaskoczona, spojrzała na mężczyznę, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. - O czym ty bredzisz? - spytała.

Michaił otworzył usta, nabrał w nie powietrza i już miał coś powiedzieć, gdy nagle po prostu stracił przytomność. Dokładnie w tej samej chwili Sky otworzyła oczy.

- Dzień dobry - jęknęła, ziewając głośno. - Ale tu tłoczno... A gdzie ten koleś z czarnymi włosami i to coś z dymu?

Alicja zmarszczyła brwi, jednak ostatecznie wolała nie ryzykować pytania o cokolwiek. Zamiast tego spojrzała na Cienia. Ten przytaknął odruchowo. Sky spytała:

- Czy to już czas na kolację?

Alicja potarła twarz i nerwowo przeczesała włosy. Amelia zaczęła coś bełkotać, Cień wybudzał Michaiła, a ona nie panowała nad niczym i boleśnie to do niej dotarło. Miała ochotę wrzeszczeć. Przymknęła oczy, wzięła głęboki wdech.

Wysoka, czarnowłosa kobieta wydawała szereg poleceń spokojnym, monotonnym głosem. Mówiła cicho, nie spieszyła się, choć sytuacja była wyraźnie nagląca. Stalowe spojrzenie skierowane było w dal.

Wiedźma patrzyła na swoją mentorkę z podziwem. Sama żyła już wystarczająco długo, by docenić piękno i majestat ukryte w minimalizowaniu wysiłku. Oszczędność słów i gestów, cisza uświęcona w czasie największej burzy. To cechowało wszystkich tych, którzy - jak ona sama -dawno temu przestali liczyć przeżyte lata.

- Niebawem przeniesiemy się bardziej na zachód. - Usłyszała słowa swojej nauczycielki.

Przytaknęła, wstała i zebrała rzeczy. Przybył właśnie posłaniec z bardzo złymi wieściami. Podsłuchała meldunku z mocniej bijącym sercem. Jeśli to prawda... Potem szybko przypomniała sobie jednak, że przecież Al musiała o tym wiedzieć i musiała być na to przygotowana. Spojrzała niepewnie prosto w te stalowe oczy. Kobieta skończyła wysłuchiwać posłańca, po czym przekazała odpowiedź. Wtedy właśnie Alicja zrozumiała. Władza nie polega na afiszowaniu własnej siły. Władza jest ciszą, którą mogą zachować jedynie uprzywilejowani. Władza jest spokojem wynikającym z doświadczenia i jest rzeczowym tonem, którym się zawsze można posłużyć. Krzyk nie należy do atrybutów władzy - jest atrybutem marnych figurantów.

Wiedźma zamrugała i zobaczyła chaos dookoła siebie. Chaos wywołany przez jedynie cztery osoby. Jeszcze raz spokojnie wzięła głęboki wdech, po czym cicho oznajmiła:

- Spokój.

Nagle wszyscy zamarli, przyglądając jej się uważnie. Z szerokim uśmiechem na ustach zrozumiała, że jednak wszystko się udało.

***

Lis spojrzał na Lalkę, nie kryjąc zaskoczenia. Przyglądał się przyjacielowi dłuższą chwilę, aż wreszcie przekrzywił lekko łepek i spojrzał prosto w Niebo.

- Nie sądziłem... - Urwał. Nie czuł się gotowy dokończyć tę jedną myśl.

Lalka zrozumiał i delikatnie dotknął jego łebka. "Nikt nie sądził" - zdawała się mówić cała jego postawa. W końcu naprawdę nikt nie sądził, że jednak może się to udać.

***

Odesłała Sky do swojego pokoju, a Gizeli kazała iść do własnego. Wyjaśniła Michaiłowi, dlaczego obsługa nie przyszła sprawdzić, co się dzieje, gdy wszyscy tak się na siebie darli i że owszem, jest zdolna nakładać bariery wyciszające na całe pomieszczenia. Kiedy mniej więcej zapewniła wszystkich o swoim dobrym samopoczuciu, po czym znalazła każdemu coś do roboty, uznała, że warto byłoby porozmawiać na spokojnie z Cieniem. Ten, już bez zbędnego plątania się zrelacjonował jej przebieg całej sesji hipnotycznej oraz szeregu... przygód, które ich potem dopadły. Alicja skinęła na koniec głową, nic nie mówiąc ani nic nie tłumacząc.

- Wiesz, kto to był - zarzucił jej cicho Cień na koniec ich rozmowy.

Oczywiście, że wiedziała. Gdy jednak mężczyzna rzucił jej pytające spojrzenie, odpowiedziała jedynie:

- Przywilej dowodzenia.

Potem wyszła z pokoju, oznajmiając, że spotkają się wszyscy równo za trzy godziny w restauracji po drugiej stronie ulicy. Użyła do tego języka, którego żadne z nich nie miało prawa znać, a który jednak każde z nich doskonale rozumiało.

Potrzebujemy busa albo lepszej organizacji

Od akcji wykradzenia bliźniaczek ze strzeżonej posiadłości minął jeden dzień, który wiedźmie wydawał się prawdziwą wiecznością. Jeden dzień i niekończąca się droga powrotna do domu. Alicja myślała o tym, pijąc kawę w jednej z licznych restauracji lotniska. Pozostali poszli każde w swoją stronę i nie ubolewała nad tym ani trochę. Była samotnikiem. Potrzebowała od czasu do czasu ciszy, a ostatnio miała jej niewiele. Doceniła tę chwilę i delektowała się nią najlepiej, jak tylko potrafiła. Wspaniała, błoga, niezobowiązująca samotność w tłumie. Jak za starych czasów, za którymi już tak bardzo tęskniła.

Spuściła swój umysł ze smyczy, pozwoliła myślom płynąć bez ograniczeń. Skojarzenia, dygresje, przeskoki w dowolnym kierunku - wszystko to przyjmowała z szeroko otwartymi ramionami. Odkrywała meandry własnej psychiki, pozwalała sobie na analizę samej siebie i ani trochę się nie zdziwiła, gdy w odmętach chaosu ujrzała twarz Nielekarza. Uśmiechnęła się do siebie, wspominając tamtą jedną, jedyną noc. Oddałaby wiele, by móc przeżyć ją jeszcze raz. Nawet jeśli to zwykłe kłamstwo i nawet jeśli to tylko jego marny awatar... Przynajmniej była w czyichś ramionach - i to ramionach, które jej nie oceniały, choć znały ją najlepiej.

Słabość. To słowo pojawiło się chwilę później. Była słaba we własnej sile. Polegała na zdolnościach niedostępnych dla innych, wykorzystywała talent, ale nie umysł. Wiedziała, że wiele z tego, co osiągnęła, osiągnęłaby również dzięki użyciu mózgu i lepszej organizacji. Moc jednak uzależniała - i to uzależniała w sposób najbardziej podstępny, bo mamiła brakiem ograniczeń. Na szczęście dla wiedźmy arogancja nie szła w parze z megalomanią, choć - prawdę powiedziawszy -tylko dlatego, że byli obok niej Nielekarz i Lis z Lalką. Każde z nich, gdyby zechciało, starłoby ją w proch. Świadomość tego miała zbawienny wpływ na Alicję. Niemal tak zbawienny, jak wspomnienie dawnej nauczycielki.

Ociekająca krwią, paląca obojętnie papierosa, spokojna. Patrzyła na tę, którą kiedyś była Alicja, jakby miała przed sobą upośledzone dziecko.

- Wyrzuty sumienia? - powtórzyła, nie kryjąc zdziwienia. - Pytasz mnie o wyrzuty sumienia? Wśród setek ciał zakwiliło dziecko. Jakimś cudem matka zdołała je osłonić - padając, martwa, ukryła je pod własną piersią dość długo, by przeżyło.

Boży Intelekt spojrzała w stronę, z której dochodził płacz.

- Zabiłam dziś sto czterdzieści osiem osób i nie jest to nawet odsetek tego, co mam przed sobą. Zabiłam kobiety, starców i dzieci. Na twoich oczach. Przemyśl swoje pytanie.

Przemyślała i zadała je ponownie, zdeterminowana, by uzyskać odpowiedź, lecz ta jak zwykle okazała się inna od spodziewanej.

- Sumienie. Co moje sumienie miałoby ocenić? Jeśli hodujesz stado i jedna z twoich owiec jest chora, nie zaryzykujesz epidemii i pomoru tylko dlatego, że do tej jednej już się przywiązałaś. Choć właściwie, gdy tak na ciebie patrzę, to ty byś zaryzykowała. Dlatego to ja jestem pasterzem, a ty owcą. Świat nie patrzy na walory moralne, a na użyteczność. Los, przydzielając role, nie bierze pod uwagę marzeń, a realne możliwości. To, co ty widzisz, to śmierć i ból. To, co ignorujesz, to widok stojących tuż obok nas dusz. Dusz gotowych do przejścia, gotowych do zaznania spokoju. Ty widzisz okaleczone, marne powłoki, ja zaś spoglądam na to, co w tych pokrowcach zostało ukryte: dusze gotowe do dalszej drogi. Chcesz mnie oceniać? Proszę bardzo. Nakarmiłabyś cały świat w tydzień, a potem patrzyła, jak wszyscy konają z głodu. Zrobiłabyś to tylko po to, by zabić głos własnego sumienia.

- Być może nie dostrzegam szerszego kontekstu, ale zbiór prawd uniwersalnych...

- Nie istnieje. Pogódź się z tym, a nauczysz się władać otaczającym cię światem - odpowiedziała kobieta, dopalając papierosa.

Po tych słowach spopieliła niedopałka i przeszła kilka kroków. Uniosła nogę i opuściła ją, miażdżąc ciało drobnej kobiety. Dziecko więcej nie zapłakało. Nikt więcej nie wydał z siebie żadnego głosu w tej martwej dolinie.

Alicja zamrugała i upiła kolejny łyk kawy. Przepłacona, ale dobra. Przynajmniej tyle. Na horyzoncie pojawiła się Sky. Wiedźma bez słowa wyjęła kartę kredytową i podała zbliżającej się piromance.

- Na koncie mam trzy tysiące. PIN to data twojego urodzenia. Jeśli przekroczysz tę kwotę, sprzedam twoją nerkę.

- Dzięki! - odpowiedziała niższa kobieta. Zupełnie nie przejęła się usłyszaną groźbą. W końcu miała zakupy do zrobienia.

Wiedźma westchnęła cicho. Wiele by dała za możliwość cofnięcia czasu. Nie, nie po to, by cokolwiek zmienić, ale po to, by pewnych rzeczy doznać jeszcze raz. Gdyby tylko mogła ponownie zjeść obiad z Heleną i Walerym, albo pomóc Grzegorzowi naprawić samochód... Nawet ból łamanych kości i widmo żółtego kartonika wydawały się ceną umiarkowanie wysoką za możliwość docenienia tamtego ciepła.

Marcel.

Potrząsnęła głową, uśmiechając się ze smutkiem. Ciekawe, co powiedziałby Marcel, gdyby ją teraz zobaczył. Czy byłby przerażony? A może dumny? Powinna wiedzieć, że to bez znaczenia, ale nie umiała się w tej kwestii oszukać. To miało znaczenie. Zawsze miało. Dla niej samej.