Przedmowa
Są książki, które czyta się szybko. I zapomina równie szybko. Są też takie, które po zamknięciu długo nie pozwalają wrócić do zwykłego rytmu dnia. Ukarz mnie należy właśnie do tej drugiej kategorii. To opowieść mocna. Gęsta. Niepokojąca. A przy tym boleśnie prawdziwa w swoim psychologicznym rdzeniu.
Nie jest to historia o przemocy, którą łatwo rozpoznać. Nie zaczyna się od krzyku. Nie opiera się wyłącznie na brutalnym geście. Tu wszystko dzieje się wolniej. Ciszej. Groźniej. Najpierw pojawia się drobne przesunięcie granic. Potem tłumaczenie. Potem wstyd. Potem samotność. A w końcu coś najstraszniejszego. Człowiek zaczyna wierzyć, że sam jest źródłem własnego cierpienia.
Właśnie dlatego ta książka robi tak duże wrażenie. Autor nie idzie na skróty. Nie buduje napięcia tanim efektem. Zamiast tego z wielką precyzją pokazuje mechanizm psychicznego uzależnienia. Pokazuje, jak działa kontrola ukryta pod troską. Jak brzmi czułość, która jest narzędziem dominacji. Jak rodzi się posłuszeństwo. I jak powoli pęka osobowość człowieka, który przez długi czas słyszy, że nie może ufać samemu sobie.
Ukarz mnie czyta się jak powieść psychologiczną. Jak thriller domowy. Chwilami jak reportaż z wnętrza związku, który z zewnątrz może wydawać się zwyczajny. To jedna z największych sił tej książki. Jej świat nie jest odległy. Nie jest egzotyczny. Nie chowa się za sensacją. Rozgrywa się blisko. W domu. W kuchni. W sypialni. W krótkich rozmowach. W pozornie niewinnych słowach. W spojrzeniach, które znaczą więcej niż otwarta groźba.
W centrum tej historii stoi Jolanta. Bohaterka z krwi i kości. Nie idealna. Nie papierowa. Bardzo ludzka. Jej lęk, wahanie, nadzieja i wstyd zostały zapisane z dużą uważnością. Czytelnik nie tylko śledzi jej los. Czytelnik wchodzi do środka jej myśli. Widzi, jak zmienia się język, którym opisuje samą siebie. Jak z każdym rozdziałem traci grunt pod nogami. I jak coraz bardziej oddala się od własnego głosu.
Obok niej jest Marek. Postać napisana znakomicie. To nie jest czarny charakter z prostego schematu. To człowiek inteligentny. Uważny. Konsekwentny. Tym bardziej niebezpieczny. Właśnie taka konstrukcja tej postaci nadaje książce wiarygodność. Najdotkliwsza przemoc bardzo często nie nosi maski potwora. Nosi twarz partnera. Człowieka opanowanego. Człowieka, który mówi spokojnie. Człowieka, któremu łatwo uwierzyć.
W osiemnastu rozdziałach autor prowadzi czytelnika przez kolejne etapy rozpadu. Robi to z wyczuciem i dyscypliną. Każda scena ma znaczenie. Każdy dialog coś odsłania. Każdy pozornie drobny epizod dokłada kolejną warstwę do obrazu relacji opartej na przewadze, zawstydzaniu i emocjonalnym ubezwłasnowolnieniu. Finał tej drogi nie jest tylko zakończeniem fabuły. Jest także gorzką puentą psychologiczną.
Na szczególne uznanie zasługuje język tej książki. Jest prosty. Przejrzysty. A zarazem celny. Nie potrzebuje nadmiaru ozdobników. Uderza tam, gdzie powinien. Autor bardzo dobrze rozumie, że najcięższe emocje najlepiej wybrzmiewają wtedy, gdy poda się je bez hałasu. Dzięki temu wiele scen zostaje w pamięci na długo. Nie dlatego, że są efekciarskie. Dlatego, że są prawdziwe w swoim napięciu.
Ta książka może poruszyć różne struny. Dla jednych będzie przejmującą historią o miłości wypaczonej przez potrzebę władzy. Dla innych będzie studium gaslightingu, winy i psychicznego podporządkowania. Jeszcze inni zobaczą w niej ostrzeżenie. Sygnał alarmowy. Dowód na to, że przemoc nie zawsze zaczyna się od ciosu. Czasem zaczyna się od zdania: przesadzasz. Czasem od pytania: czy na pewno dobrze pamiętasz. Czasem od troski, która krok po kroku zamienia się w klatkę.
Pozytywna opinia o tej książce nie wynika z łatwej przyjemności lektury. Wynika z jakości. Z odwagi. Z psychologicznej trafności. Ukarz mnie jest książką dobrze napisaną i potrzebną. Wciąga. Niepokoi. Zmusza do myślenia. A przede wszystkim zostawia czytelnika z ważnym pytaniem o granice wpływu, odpowiedzialności i wolności w najbliższej relacji.
To nie jest lektura obojętna. I bardzo dobrze. Literatura, która dotyka spraw najciemniejszych, powinna zostawiać ślad. Ta zostawia go wyraźnie. Jeśli więc trzymają Państwo w rękach tę książkę, warto wejść w nią uważnie. Bez pośpiechu. Z otwartością. To opowieść trudna. Ale potrzebna. I znakomicie opowiedziana.
Życzę Państwu lektury intensywnej. I prawdziwej. Takiej, po której cisza trwa dłużej niż zwykle.