***
Dzień dobry, K.,
ładne to o mamie. Żałuję, że jej nie poznałam; mam wrażenie, że dzięki temu mogłabym jeszcze lepiej poznać Ciebie. Zawsze za tym Twoim cynizmem i błaznowaniem widziałam - i widzę nadal - wrażliwego, za bardzo jak na te czasy, zagubionego faceta. Możesz to ukrywać przed innymi, maskować zgrabnymi ripostami, ale znam Cię zbyt dobrze. Kocham Twoje poczucie humoru, ale chyba zawsze jeszcze bardziej kochałam tego gościa, którego chowasz za dowcipem. Może dlatego, że to ten pierwszy pieprzy te wszystkie kobiety.
Ja też umierałam tamtego dnia. Inaczej zapewne niż Ty, ale wiedziałam, że popełniam największy błąd mojego życia. Tylko nie miałam pojęcia, jak zrobić krok wstecz. Wmawiałam sobie, że postępuję dojrzale. Ślub z dobrze zapowiadającym się lekarzem w teorii wydawał się świetnym pomysłem. Nawet nasze rodziny doskonale się znały, nasze matki same zaplanowały właściwie całe wesele... a potem nasze życie. I co, miałam nagle powiedzieć, że nie dam rady? Że to nie jest życie, którego pragnę? Wiesz, jaka jest moja mama, trudno jej się sprzeciwić. Chyba tylko Ty to umiałeś, za co Cię serdecznie nie cierpiała.
Pamiętasz, jak mi się oświadczył? Tandeta z kolacją na plaży. Popłynęły mi wtedy z oczu łzy. Oczywiście Szymon wziął je za wzruszenie. A mnie bolało w środku wszystko, wiedziałam, że to nasz koniec, mój z Tobą. Taki na dobre. Że ta furtka zatrzaśnie się już na zawsze. Nie byliśmy razem od kilku lat, ale lubiłam myśleć, że to chwilowe, że w końcu na siebie znowu trafimy, tak jak zawsze. No i oczywiście trafiłam do Twojego mieszkania od razu po powrocie. Szłam do Ciebie z mocnym postanowieniem, że po prostu powiem Ci, że wypada zamknąć to, co niedopowiedziane między nami, co trwało już tyle lat. Naprawdę nie planowałam skończyć w Twoim łóżku, ale jak zawsze na Twój widok zmiękły mi kolana. Nie wiem, co mnie tak w Tobie pociąga. Gdy jestem daleko, potrafię nad wszystkim panować, gdy pojawiasz się przy mnie, przestaję być tą kontrolującą wszystko osobą. Wystarczy, że delikatnie muśniesz moją dłoń, a nie jestem w stanie już myśleć o niczym innym jak o tym, żebyś mnie rozebrał. Zresztą tamten seks z poczuciem winy i tak był lepszy niż z kimkolwiek innym. Kochaliśmy się, zasypialiśmy, słuchaliśmy smutnych płyt i znowu się kochaliśmy. W zasadzie zamieniliśmy może kilka słów, a byliśmy tak blisko, jak tylko się da być z drugim człowiekiem. A jednocześnie tak daleko jak nigdy wcześniej. Chciałam wierzyć, że wszystko rozumiesz, że niczego nie trzeba tłumaczyć. Wyszłam nad ranem, patrzyłam jeszcze chwilę, jak śpisz. Chyba liczyłam, że się obudzisz, że może mnie zatrzymasz. Powiesz coś, co wszystko zmieni. Wyszłam po cichu.
Nie przyszedłeś na ślub. Chociaż to właśnie Ciebie spośród dwustu pięćdziesięciu gości wypatrywałam najbardziej. Tylko Ciebie chciałam zobaczyć. Nie wiem, może jako dziewczynki naoglądałyśmy się za dużo Disnejowskich bajek. Gdzieś w środku marzyłam, że pojawi się książę, który zabierze mnie do swojego zamku. Dlatego gdy wczoraj napisałeś, że nie chciałeś mieszać mi wtedy w głowie, coś we mnie pękło. Otworzyłam butelkę wina i rycząc, wypiłam ją do dna. Może wszystko mogło wyglądać dzisiaj inaczej?
Uderzające jest to, że nadal czuję zazdrość, gdy tylko pojawi się w Twojej historii jakaś kobieta. Wiem, od dawna nie mam do niej prawa. Po prostu chciałabym wierzyć, że na koniec dnia to zawsze byłam i jestem tylko ja. Ale pisz o nich dalej, nie chcę, żebyś cenzurował cokolwiek. Bądźmy w tych mailach najprawdziwszymi wersjami nas.
Wiesz przecież, że Twoja praca jest ważna właśnie dlatego, że nie idziesz na kompromisy, że szukasz prawdy nawet wtedy, gdy jest niewygodna. Potrzeba nam takich ludzi jak nigdy wcześniej, nie poddawaj się. Los buntownika zawsze jest trudny, ale przecież nie potrafisz inaczej.
Dzisiaj mam spotkanie z wydawcą, który chce kupić prawa do trzech książek naszych autorów. Jeśli to wypali, czeka mnie tu pewnie jeszcze co najmniej kilka tygodni pracy.
Trzymaj za mnie kciuki,
H.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki