Z pozoru nie ma ona większego znaczenia, okaże się jednak kluczowa: mapa przodków. Ich migracje, ucieczki, powroty, przerywane linie i rodzinne tajemnice układają się w obraz domu niebędący dla dziecka wystarczającym schronieniem. Mapa też nie ma szczęścia - mnie i rozszarpuje ją wielki los. Czyli siła, która w tej historii przychodzi i na ogół zabiera, odsłaniając same straty.
Lecz bez mapy trudno o porządek. Trzeba spróbować ją odtworzyć, zwłaszcza że Stefania Grodzieńska miała o swoich przodkach wiedzę niepełną. Nic dziwnego: składała ją ze strzępów dawno podniszczonego planu.
Kim więc byli ci, którzy dali jej korzenie, wytyczyli najwcześniejsze drogi?1
Babcia, mama mamy, Frajda Halpern, primo voto Ney, secundo voto Bujaner, znana jako Franciszka, urodziła się w 1868 roku w Stołpcach2, w guberni mińskiej Imperium Rosyjskiego. W oczach wnuczki była zawsze nienagannie uczesaną matroną i świetną gospodynią. Stefania pamiętała jednak, że bez oparcia w drugim mężu babcia bywała bezradna. Nie zapisała się w jej pamięci jako osoba szczególnie ciepła, za to dzięki Franciszce dom funkcjonował bez zarzutu: wszystko było uprane, wyprasowane i ugotowane. Nuciła stare rosyjskie pieśni.
Od strony mamy dziadków było dwóch: biologiczny i przyszywany. Dziadek biologiczny, Abram Icek Neü, urodził się jako syn kupca w Lublinie, w 1861 roku3. Mieszkał w domu numer 382, dziś to róg Cyruliczej i Lubartowskiej. Stefania nie miała pojęcia, że dom jej dziadka stał zaledwie kilkaset metrów od miejsc, które w Lublinie były jej najbliższe. Mówiła o nich: "Nie, nie czuję się obco w Lublinie i nigdy nie będę się tu czuła obco, zwłaszcza kiedy przemierzam ulicę Chopina, Krakowskie Przedmieście, Plac Litewski. Zawsze wracam tutaj z ogromną przyjemnością i wielkim wzruszeniem"4.
Dziadka Abrama Icka prawdopodobnie nigdy nie widziała, zmarł w 1918 roku, a pięć lat wcześniej kaliski sąd okręgowy rozpatrzył pozytywnie pozew Franciszki Ney, która postanowiła swoje małżeństwo z Abramem unieważnić. Rabin zaświadczył, że istnieją przyczyny umożliwiające rozstanie zgodne z prawem mojżeszowym5, i tak babcia Frania pożegnała trzyliterowe nazwisko na "N", które - jak to bywało z nazwiskami żydowskimi w Europie Środkowo-Wschodniej - zapisywano rozmaicie, zależnie od języka i urzędowej praktyki.
Wyszła ponownie za mąż, za Szoela Mordkę Bujanera z Sandomierza6, mężczyznę o siedem lat młodszego, darzącego ją uczuciem od dawna. Później mieszkali z wnuczką Stefcią w łódzkiej kamienicy, choć przez długi czas formalnie pozostawali związani z Sandomierzem, co potwierdzają spisy ludności stałej. Stefania kochała Bujanera szczerze i nazywała nie Szoelem, lecz Maksymilianem. Grał z pasją w brydża i do końca pozostał dla niej jednym z najwspanialszych mężczyzn, jakich poznała.
Drogi przodków Stefanii przecinały Łódź. Szukając informacji o wszystkich dziadkach, trzeba więc pójść tropem ich ostatniego adresu.
Płyta "Grobu Małżonków Bujaner", z takim właśnie napisem, zachowała się do dzisiaj na łódzkim cmentarzu żydowskim, jednej z największych żydowskich nekropolii w Europie. Dokładne miejsce spoczynku zdradza ważną informację: można z niego wnioskować, jaki był za życia status materialny pochowanego. A to pytanie zasadne, bo dokumenty dotyczące dziadków Stefanii pozostawiają jedynie skąpe dane o mieszczańskim pochodzeniu Franciszki albo zawodzie kupieckim Szoela.
Kim więc byli w Łodzi przełomu XIX i XX wieku? W mieście wielkich dysproporcji, które przez dekady rozrastało się w zawrotnym tempie? W kotle wyznań i narodowości, gdzie ludność żydowska - napływająca nie tylko z innych części Królestwa Polskiego, lecz także z Imperium Rosyjskiego - stanowiła w 1914 roku trzecią co do liczebności grupę, po katolikach i ewangelikach? I gdzie od dawna współtworzyła koło zamachowe łódzkiego przemysłu?
Im bliżej głównej alei, przy której wznosi się monumentalne mauzoleum Izraela Poznańskiego, tym bardziej prestiżowe miejsce pochówku. Prawy skraj kwatery "N", drugiej po prawej od centralnego traktu cmentarza, to całkiem dobra lokalizacja. Można więc zaryzykować wniosek, że rodzina była dobrze sytuowana. Jednak z pewnością nie tak dobrze jak Grodzieńscy: Basza z Gincburgów i Nuchim, czyli dziadkowie Stefanii od strony ojca, Michała Grodzieńskiego, urodzonego w Łodzi w 1886 roku7. Ich groby znajdują się w kwaterach "A" i "Sz", bezpośrednio przylegających do alei głównej. Grodzieńscy, w 1895 roku przedstawiający się jako stali mieszkańcy Grodna, dwa lata później wybudowali w Łodzi reprezentacyjną kamienicę, na rogu ulic Zawadzkiej i Wólczańskiej. Ładną. Stoi do dzisiaj.
Wygląda na to, że Stefania Grodzieńska zupełnie nic o tych dziadkach nie wiedziała, zresztą Nuchim zmarł jeszcze w 1897 roku. Zostało jej po nich nazwisko, któremu jednak sama nadała znaczenie.
Co dziś wiadomo o rodzicach Grodzieńskiej? Podobnie jak w przypadku dziadków - prawdopodobnie więcej, niż mogła o nich powiedzieć sama Stefania.
Matka, Eleonora Ney, primo voto Grodzieńska, secundo voto Volpe, potem znowu Ney, urodziła się 12 listopada 1887 roku w Sandomierzu8. Edukację gimnazjalną zakończyła w Łodzi, a potem ruszyła w wielką włóczęgę: zdobywała wyższe wykształcenie, urodziła córkę i tylko na krótko zatrzymała ją przy sobie. Ojca Stefania widziała raz w życiu, już jako dorosła osoba. O matce, jej prawdziwym wieku, ale również o wszystkich wyborach życiowych, Grodzieńska wiedziała zaskakująco niewiele.
Wspominała na przykład wielokrotnie, że ojciec był wykładowcą filozofii prawa na uniwersytecie w Genewie i pewnego dnia ożenił się ze swoją studentką, sporo od siebie młodszą.
Dokumenty pozwalają jednak ten obraz nieco skorygować. Eleonora i Michał byli niemal rówieśnikami - dzielił ich zaledwie rok. Czas i skąpe informacje mogły trochę pozakrzywiać perspektywy: ojca oddalić i postarzyć, matkę zamrozić w przeszłości, młodziuteńką, jak na tym jedynym wspólnym zdjęciu z ojcem. Być może łatwiej było widzieć w niej osobę zbyt młodą na macierzyństwo.
Ci bardzo eleganccy dwudziestolatkowie - mama w wielkim kapeluszu, w etoli i z mufką, tata w płaszczu z karakułowym kołnierzem - figurowali w 1907 roku w Genewie pod adresem rue des Eaux-Vives 114. Grodensky Eléonore i Grodensky Michel, czyli już małżeństwo, pochodzenie w dokumentach: Russie (Pologne) lub Russie (Lodz), nationalité zgodnie: polonaise. Na wydziale prawa studiować zaczęli w tymże 1907 roku jesienią9 - Michel przybył na szwajcarski uniwersytet z dokumentami Uniwersytetu Paryskiego, Eleonora z dyplomem łódzkiego gimnazjum. Jego start był już więc łatwiejszy, trzeba pamiętać też, że wyjazd kobiety na studia za granicę (a nie istniała inna opcja studiowania) stanowił wówczas akt determinacji i świadczył o gotowości do przełamywania społecznych ograniczeń. Do tego sam fach adwokatki budził zbiorowy sprzeciw: w Galicji kobiet nie dopuszczano do studiów prawniczych, w Rosji w 1908 roku kilka z nich mogło zostać ledwie pomocniczkami adwokatów przysięgłych, a w Polsce pierwsza adwokatka Helena Wiewiórska, zresztą urodzona w graniczącym z Łodzią Zgierzu, została wpisana na listę adwokatów dopiero w 1925 roku.
Rzecz jasna wyjazd na studia wymagał, poza odwagą, również nakładów finansowych. Jednak nawet w gorzej sytuowanych rodzinach bywało tak, że na edukację zrzucali się wszyscy krewni, wiedząc, że to jedyna furtka do lepszej przyszłości, w tym do asymilacji. Trudno przy tym przeoczyć fakt, że Eleonora, rozpoczynając studia, była mężatką - być może to umożliwiło jej uniwersytecką edukację.
W jej historii, jak to często bywa, wiele zależeć będzie od pieniędzy. Wszystko wskazuje na to, że Eleonora tylko raz w życiu doświadczyła, przelotnego zresztą, okresu prosperity. Nigdy nie miała własnego lokum ani własnych mebli. Z Michelem mieszkała w Genewie w sumie pod dwoma adresami - i sądząc po obfitych listach osób zameldowanych w obu przybytkach - były to domy studenckie.
Eleonora w 1912 roku zdobyła licencjat z prawa, Michel - z prawa i nauk społecznych. Sześć lat później został doktorem prawa, specjalizując się w "prawie na dobrach niematerialnych", czyli we własności intelektualnej. W latach dwudziestych i trzydziestych był aktywnym członkiem interdyscyplinarnego francuskojęzycznego stowarzyszenia filozoficznego. Przez lata, aż do ostatniego semestru w swoim życiu, czyli 1951/1952, prowadził kurs z filozofii prawa na Uniwersytecie Genewskim. Kariera naukowa niczego sobie. Podobno jednak pozostawał samotnikiem, a jedynym obrazem, jaki miał na ścianie swojego studia, był namalowany przez niego portret Eleonory Ney. Tak o tym pisała Stefania Grodzieńska, komentując przy tym żartobliwie ciemne, mało wyraźne zdjęcie ojca w pracowni, które ktoś kiedyś jej przysłał: "Niewiele widać, ale poziom wiedzy, jaką niesie to zdjęcie, odpowiada poziomowi mojej wiedzy na temat ojca"10.
Stefanja Nina Grodzieńska urodziła się w Łodzi 2 września 1914 roku o godzinie trzeciej nad ranem, co potwierdza jej akt urodzenia, sporządzony dopiero siedem lat później11 - już ręką polskich urzędników. Dokument wystawiono dokładnie 19 września 1921 roku. W czasie spisywania aktu ani Eleonory, ani Michała w Łodzi nie było. Znalazła się w nim informacja, że jest spóźniony z powodów rodzinnych.
Eleonora ponoć zostawiła męża kilka lat wcześniej, będąc w dziewiątym miesiącu ciąży, a córkę urodziła, zmierzając do Moskwy.
Zatem kierunek: stolica imperium. I Teatr Bolszoj.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki