Rozdział II
Nie będę zatrzymywać się nad każdym etapem swojego życia, opowiadać o nim szczegółowo, ponieważ wtedy stworzę biografię swojej osoby, a tego nie chcę. Nie jestem ani sławną aktorką, ani piosenkarką, czy inną sławą, o której ludzie będą czytać z zaciekawieniem, bo nagle umarła z przedawkowania.
Jestem na etapie życia, gdzie zaczynam uczyć się miłości do samej siebie. "Nie mówię tutaj o próżności, zarozumialstwie, czy wyniosłości - to nie jest miłość - to tylko lęk" (słowa L.Hay "Możesz uzdrowić swoje życie").
Domyślam się natomiast, że czytelnik chciałby wiedzieć, co skłoniło mnie do napisania tej książki. Zapewne niejeden z nas mógłby opisać swoje życie, ale nie każdy z nas czuje taką potrzebę; potrzebę spowiedzi przed sobą samą/samym. Uważam, że napisanie tego, co przeżyłam pozwoli mi w jakiś sposób odetchnąć i ulżyć sobie.
Co tak naprawdę wywarło na mnie duży wpływ i na moją obecną sytuację? To nie jeden, czy dwa zdarzenia. To ciąg powtarzających się błędów i zachcianek. Nie chcę jednak przywoływać demonów z przeszłości, dlatego zachowam dystans do swoich własnych słów.
Zanim jednak rozpocznę swoją podróż, przytoczę wiersz księdza Jana Twardowskiego.
SKRUPUŁY PUSTELNIKA
Tak zająłem się sobą że
czekałem aby nikt nie
przyszedł
stale prosiłem o jeden tylko
bilet dla siebie
nawet nic mi się nie śniło
bo śpi się dla siebie ale sny
ma się dla drugich
jeśli płakałem - to
niefachowo
bo do płaczu potrzebne są
dwa serca
broniłem tak gorliwie Boga
że trzepnąłem w mordę człowieka
myślałem że kobieta nie ma
duszy a jeśli ma to trzy
czwarte
założyłem w sercu tajną
radiostację i nadawałem
tylko swój program
przygotowałem sobie
kawalerkę na cmentarzu
i w ogóle zapomniałem że
do nieba idzie się parami nie
gęsiego
nawet dyskretny anioł nie
stoi osobno
Ja wielokrotnie czekałam, aby nikt nie przyszedł.